Kwestowanie

No dobra, kto z szanownych współdyskutantów miał przyjemność bliższych i konkretnych kontaktów (finansowych) z organizacjami
czy też Towarzystwami Macka Gn? I może a nawet chce się podzielić doświadczeniem?

Komentarz

  • Tylko poważne odpowiedzi mile widziane.
    Żadnych tam takich : byłem na balu Nocy Wolności i fajnie się bawiłem, ooo cototo to nie.
  • edytowano November 8
    Byłem na kilku lub kilkunastu śniadaniach. Nawet wykupiłem roczny abonament kilka lat temu. Byłem też na jakimś zlocie pod Warszawą. Nie dla mnie te inicjatywy. Może dla małych lokalnych firm typu usługowo-rzemieślniczego. Nawet załatwiłem tam dwa zlecenia dla kolegi który prowadzi maleńką firmę wykończenia wnętrz. Do dziś współpracuje z klientami z tego kontaktu. Facet - Gnyszka zaimportował i w miarę skutecznie zaimplementował w Polsce inicjatywę i technologie networkingu z kręgów protestancko-anglosaskich. Ja wiem że tam i katole mają takie inicjatywy. Żyje z tego i innych importowanych modeli działań wspólnych - fundrisingu itp.

    Aha - rozwija się i wypływa na szerokie wody również politycznie. Dzisiaj jest na pierwszej stronie zakładki wgospodarce w sieciowym wydaniu organu Dobrej Zmiany to jest u Karnoli wywiad z nim na ponad kwadrans. Zorganizował konferencję o patriotyzmie gospodarczym.
  • Słusznie Kolega zauważa, że w kwestii kwestowania katolicy mają swoje, lepsze tradycje. Oto jak obyczaj polski opisuje ksiądz Kitowicz:

    Przecięż ten pan rozumiejąc, iż nie masz na świecie nikogo nadeń w pijaństwie mocniejszego, którego by swoim kielichem corda fidelium nie zwyciężył, czyli mówiąc właściwiej nie ściemiężył, trafił na jednego takiego, który go w takim mniemaniu zawstydził. Był to braciszek kwestarz, bernardyn z klasztoru Wielkiej Woli, czyli Woli Pana Jezusa, w powiecie opoczyńskim leżącego. Ten czując się na siłach, będąc wyprawiony na kwestę, zajechał śmiało do krajczego do Bąkowej Góry, którego miejsca wszyscy inni kwestarze jak morowego powietrza unikali. Trafiło się to przed obiadem, z rana. Krajczy rad, że mu taki gość dawno niewidany wpadł w ręce, na pokorną prośbę braciszka o jałmużnę zaraz mu podał kondycją:- ;,Jeżeli duszkiem wypijesz ten kielich-skazując na corda fidelium-każę ci naładować pełen wóz zbożem; a jeżeli od razu nie wypijesz, doleją ci go tyle razy, ile razy, przestając pić, choć kroplę w nim zostawisz." Braciszek pokornie odpowiedział, iżby wołał być posilonym pokarmem jakim niż trunkiem, ponieważ jest głodny. Krajczy natychmiast kazał mu dać jeść; przyniesiono mu tedy półmisek bigosu hultajskiego i karwasz pieczeni. Zjadłszy certum quantum tego i owego, prosił o szklankę piwa, a tę wypiwszy zaczął się niby zabierać do odejścia, jakoby z bojaźni kielicha nie śmiał już i o jałmużnę prosić. Krajczy wesół z jego bojaźni rzecze: "Nie, bracie, z domu mego nicht wyniść nie może, kto weń pierwszy raz wnińdzie, poki tego kielicha nie wypije."

    Bernardyn na taką zapowiedź, udając wielkie w sobie pomięszanie, z przymusem wziął kielich w obie ręce, strychem nalany, toż zrobiwszy nad nim kilka krzyżów, uderzywszy się w piersi - jako człowiek przymuszony - i westchnąwszy do niebios, zaczął we czesał łykać, ale jakby mu tchu brakło, odjął nagle od ust, zostawiwszy w kielichu z półkwaterek wina. "Ho, ho, nie dopiłeś, bracie - zaczął krajczy wołać - do lejcie mu, dolejcie!" Hajducy na rozkaz pański skoczyli do bernardyna z flaszami, ten zaś, dopijając z kielicha reszty, począł tam sam umykać po pokoju, pokazując kielich do reszty wypróżniony. "Nic to nie pomoże, bracie - znowu krajczy - nie wypiłeś duszkiem! Złapcie go i nalejcie mu pełen." Złapano bernasia i dolano w strych jak pierwszy, do tego uchwycono za pas, aby nie mógł uciekać. Osaczony bernardyn jak niedźwiedź w kniei, odetchnąwszy kilka razy, począł doić drugi kielich wolniejszymi łykami i znowu trochy nie dopił. Dalej znowu krajczy: "Nie dopiłeś! Dolejcie mu!" Bernardyn na kolana, w prośby na wszystkie względy. Ale gdy te nic nie pomogły, przyłożył się do trzeciego i wypił w tej mierze jak pierwsze dwa, żeby przyczyna do musu nie zginęła; krajczy kazał mu znowu nalać. I tak z owymi grymasami zmyślonymi wypił bernardyn sześć kielichów wina, jeden po drugim.

    Krajczy, jak z początku miał wielką uciechę z bernardyna, tak widząc dalej, że ani z nóg nie spada, ani cery nie mieni, poznał, że z niego żartuje, wpadł w pasją, kazał go wypchnąć za drzwi. "A to filut jakiś, a wzdyćby on mnie całą piwnicę wypił! A to bernardyny filuty, z umysłu, na szyderstwo ze mnie takiego mi pijaka z końca świata wyszukanego przysłali!" - Ochłonąwszy z pierwszej pasji, kazał pójść za nim, obaczyć, co się z nim dzieje. Odniesiono mu, że wsiadł na wóz dobrze, bez najmniejszej omyłki, i pojachał. Kazał krajczy skoczyć za nim i wrócić go, wysłał mu asygnacją na kilka korcy zboża; ale nie chciał się z nim widzieć i zakazał, żeby więcej nigdy u niego nie postał.
    http://literat.ug.edu.pl/kitowic/024.htm
  • loslos
    edytowano November 9
    Kwestia kwesty. A co ma wspólnego kwesta z turniejem?

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.