Życzenia .Nowoczesne...

edytowano December 2017 w Forum ogólne
Niezależnie od światopoglądu czy przyczyn świętowania życzę Ci przejrzystego spokojnego umysłu. Życzę aby cały potencjał radości, miłości i współczucia, który posiadasz, promieniował na wszystko i wszystkich. Abyś był przyczyną i obdarzał radością wszystkie istoty. Abyś uniknął cierpienia i gniewu. Życzę abyś był przy spotkaniach z innymi istotami przyczyną ich radości. Niech wszyscy Buddowie( wszyscy ludzie ) z cała mocą Cię wspierają.
Aby wszystkie istoty osiągnęły szczęście i przyczynę szczęścia. Aby były wolne od cierpienia i przyczyny cierpienia. Aby nie były oddzielone od prawdziwego szczęścia-wolności .Aby spoczywały w wielkiej równości, wolnej od przywiązania i niechęci.



Takie cuś dzisiaj dostałem, oczywiście esmesem.

Komentarz

  • edytowano December 2017
    Odpisałem :

    Z okazji Swiat Bozego Narodzenia zycze Ci pokoju Chrystusowego, zdrowia i blogoslawienstwa Bozego. Niech nadchodzacy nowy rok przyniesie Ci jak najwiecej lask bozych, zycze Tobie rowniez, bys doswiadczyla bozej mocy co dnia i by nasz Pan Jezus Chrystus zawsze byl przy Tobie. Pogody ducha i by twoje marzenia sie spelnily.
    Zyczy....... .



    Jak mi jeszcze coś wyzmaży to odpisze egzorcyzmem "Święty Michale Archaniele..."
  • marniok napisal(a):
    Odpisałem :
    Informamy upszenmie isz konszt pańskiegusz sesemensa wynius 6.66 złotegusz za jedne litere.

  • Gnębą napisal(a):
    marniok napisal(a):
    Odpisałem :
    Informamy upszenmie isz konszt pańskiegusz sesemensa wynius 6.66 złotegusz za jedne litere.

    Nocusz, dawanie świadectwa musi kosztować. Inni płacili więcej.
  • Życzenia wysłane smsem powinny być traktowane jak pogarda.
    Ot, kopiuj/wklej/wyślij wszystkim...
    Już lepiej zapomnieć.
  • Uff, jagto dobrze rze, zuorzyuem Ani telefonem.
  • Dla mnie święta już mają wyłącznie charakter kościelny. Wszystko inne kompletnie straciło sens. Najchętniej bym zlikwidował obyczaj dzielenia się opłatkiem z życzeniami. Pokolenie starsze składa życzenia samym sobie, ale życzy tego drugiej osobie, średnie kompletnie utraciło zdolność empatii, a młodzi są usztywnieni plastikową formą. Ogólne zmuszanie się. Zostańmy przy samy symbolu dzielenia się opłatkiem, wystarczy, większość odetchnie.

    Ktoś przeprowadził badania, z których wynikało, że okres świąt jest najbardziej stresogennym czasem w całym roku. Różne czynniki na to wpływają, jednym z najbardziej dobijających jest kupowanie prezentów. Większość ludzi kompletnie nie wie czego oczekują inne osoby, a chcą z prezentem trafić w gusta. I ogólna szamotanina ma miejsce. Po co to ? I tak wszystko mamy, nawet jak nie mamy.
  • Jak zawsze gdy Jorge popełnia osobiste wpisy to jakby w moim imieniu pisał.
  • Prezenty...Dramat. A jeszcze gdy się nie ma forsy i trzeba wydać to co na utrzymanie w styczniu. Ten terror trwa od lat. Rozumiem, że dzieciom, bo dobra pamięć z dzieciństwa, koloryt świąt itepe. Ale stare byki też łupią okiem co im skapnie tym razem. Chciał nie chciał musisz, bo inni wszak ci dają, więc jak nie dać im? Pamiętam pewnego roku horror: aż 12 osób musiałam obdarować. Przez co styczeń i pół lutego niemal o suchym chlebie.
  • edytowano December 2017
    A ja myślałem że żyjemy w tym samym świecie. Jednak nie. Zupełnie nie rozumiem problemu Kolegów. Jutro u mnie Wigilia. Będzie 11 dorosłych,w tym 5 małżeństw i dwoje małych dzieci. Cztery pokolenia rodziny. Mamy nadzieję na dalsze powiększanie najmłodszego pokolenia. Na piąte przyjdzie z ćwierć wieku poczekać więc nie wiem czy doczekam. Nie martwi to mnie jednak specjalnie. Martwi mnie raczej abym dotarł szczęśliwie do Domu Pana gdzie, jak wierzę, czekają na mnie ci których przy wigilijnym stole ubywało w ostatnim ćwierćwieczu.Opłatek będzie, prezenty będą. Rano trochę podzwonię do przyjaciół. Czego brakuje, co stresuje, o co chodzi?
    PS: Pomyliłem się w liczeniu. Będzie 13 dorosłych - 6 małżeństw. Za mojej kadencji na tym świecie ubyło 7, przybyło 7. Czyli nie jest źle, ale może być lepiej.
  • edytowano December 2017
    Zazu napisal(a):
    Prezenty...Dramat. A jeszcze gdy się nie ma forsy i trzeba wydać to co na utrzymanie w styczniu. Ten terror trwa od lat. Rozumiem, że dzieciom, bo dobra pamięć z dzieciństwa, koloryt świąt itepe. Ale stare byki też łupią okiem co im skapnie tym razem. Chciał nie chciał musisz, bo inni wszak ci dają, więc jak nie dać im? Pamiętam pewnego roku horror: aż 12 osób musiałam obdarować. Przez co styczeń i pół lutego niemal o suchym chlebie.
    A dlaczego musisz ? Bo co, ludzie policzą ilość osób i ilość prezentów pod choinką i nie będzie się zgadzało, zacznie się domyślanie, kto się wyłamał ? Bo ty dostajesz i głupio jest, przed samym sobą, że jaki to ja jestem ? Pomyśl praktycznie. Na pewno ludzie od ciebie wymagają prezentów, czy to bardziej ty sobie urodziłaś w głowie sytuację ? Wyprułaś się z kaski na prezenty, jak piszesz stawiając się w trudnej sytuacji finansowej, jaki efekt twojego wyprucia ? Będą te prezenty cieszyć ludzi, znasz ich potrzeby ? Większość prezentów kupowanych na zasadzie bo muszę coś, kompletnie są dla obdarowywanych nietrafione. Inna sprawa, a skąd my mamy wiedzieć czego ludzie potrzebują, co ich ucieszy ? Takie info możemy zebrać/wyczuć wyłącznie od ludzi z którymi żyjemy codziennie, w przypadku pozostałych jest to bardzo trudne. Nie ma sensu.

    Oczywiście, łatwo powiedzieć, nie kupuj żadnych prezentów. Wiem, że to trudne. Wg mnie rób symboliczne, tylko pomyśl nad patentem jakimś i to dużo wcześniej. Raz pomyślisz i będziesz miała spokój. Od Zazu zawsze dostaje się jakiś akcent, bombkę świąteczną, figurkę itp. I bez szastania kaską, daj spokój. Gdyby ludzie wiedzieli w jakiej stawiasz się sytuacji by te prezenty znienawidzili.
  • edytowano December 2017
    Rafał napisal(a):
    A ja myślałem że żyjemy w tym samym świecie. Jednak nie. Zupełnie nie rozumiem problemu Kolegów. Jutro u mnie Wigilia. Będzie 11 dorosłych,w tym 5 małżeństw i dwoje małych dzieci. Cztery pokolenia rodziny. Mamy nadzieję na dalsze powiększanie najmłodszego pokolenia. Na piąte przyjdzie z ćwierć wieku poczekać więc nie wiem czy doczekam. Nie martwi to mnie jednak specjalnie. Martwi mnie raczej abym dotarł szczęśliwie do Domu Pana gdzie, jak wierzę, czekają na mnie ci których przy wigilijnym stole ubywało w ostatnim ćwierćwieczu.Opłatek będzie, prezenty będą. Rano trochę podzwonię do przyjaciół. Czego brakuje, co stresuje, o co chodzi?
    Żyjemy w tych samych światach. Tylko niektórzy zadają sobie pytanie - po co to wszystko ? Jaki jest cel ? Kolacja wigilijna mam być rodzinnym, świątecznym przyjęciem, spokojnym i z dobrą atmosferą. Ludzie maja chcieć przyjść, cieszyć się na okoliczność spotkania, włączyć na luz, nie stresować się przed, w trakcie i po.

    A ze świąt zrobił się cyrk. Nie patrz własnymi kategoriami, zobacz jak zachowują się ludzie. W większości nie lubią świąt, bo właśnie zbyt dużo muszą robić rzeczy, których kompletnie nie rozumieją, nie lubią i są stawiani w trudnych (dla nich) sytuacjach. Kupowanie prezentów jest jednym z nich. Składanie życzeń, kiedy kiedy kompletnie nie wie się czego życzyć, a chce się jednak nie polecieć kanonem - zdrowia, szczęścia, pomyślności, jest dla wielu stresogenne. Ba, dla wielu osób sam fakt wbicia się ubrania świąteczne jest problemem !

    To też są znaki czasów, bo sporo tych problemów jest wymyślonych. Ja jednak jestem zdania - odpuśćmy sobie prezenty, odpuśćmy bieganinę, odpuśćmy nawet pińcset potraw, odpuśćmy składanie plastikowych życzeń, usiądźmy za stołem, zjedzmy, wrzućmy luz, porozmawiajmy, pośpiewajmy kolendy, na spokojnie. Ale jak niby, po parotygodniowej bieganinie, nie ma przełącznika na tryb easy.
  • Zazu napisal(a):
    Prezenty...Dramat. A jeszcze gdy się nie ma forsy i trzeba wydać to co na utrzymanie w styczniu. Ten terror trwa od lat. Rozumiem, że dzieciom, bo dobra pamięć z dzieciństwa, koloryt świąt itepe. Ale stare byki też łupią okiem co im skapnie tym razem. Chciał nie chciał musisz, bo inni wszak ci dają, więc jak nie dać im? Pamiętam pewnego roku horror: aż 12 osób musiałam obdarować. Przez co styczeń i pół lutego niemal o suchym chlebie.
    A u nas w rodzinie powstał taki patent. Wywołany tym, że w niektórych latach spotyka się naprawdę DUŻO osób. Na miesiąc lub jeszcze wcześniej przed Świętami, urządzamy losowanie w gronie, które ma się spotkać i każdy losuje jedną osobę. No i ta jedna osoba dostaje dobrze zawczasu wybrany prezent zamiast kilku wykombinowanych w stresie, pośpiechu i na siłę. Niniejszym bezinteresownie udostępniam pomysł, który był zdaje się autorstwa mojej praktycznej Teściowej.
  • Znam ten pomysł na prezenty od koleżanki z pracy. Losowanie oraz z góry ustalony limit kosztów. Np do 50 zł. Mało tego, nawet wypada poprosić co się chce np. portfel, szkatulke na drobiazgi, pasek do spodni i nieśmiertelne skarpetki na przykład, albo rękawiczki lub konkretną książkę. No bele co, coś co sprawi radość ale jednocześnie jest praktyczne bo ileż można mieć takich samych zbieraczy kurzu?
  • U nas prawie jak u Brzosta. W związku ze sporą liczbą dzieci, wyznaczamy rodziny rodzinom i kwoty. Bardziej sprawiedliwe.
  • marniok napisal(a):
    Mało tego, nawet wypada poprosić co się chce
    Wgoogle niespodzianki są strasznie przereklamowane. Nadto darczyńca przeważnie robi prezent sobie, bo kupuje to, co jemy najbardziej by się podobało. Dlatego najlepszym prezentem są pieniądze, a że pod choinkę nie wypada dawać kasi, więc właśnie najlepi jest ustalać, co kto ma dostać. Ja taki zwyczaj wprowadziłem w pracy. Ustalony limit, solenizant zgłasza potrzebę i to właśnie dostaje.
    A kol. Zazu polecam, żeby wprowadziła taką zasadę, jaka u naw w Rodzinie obowiązuje. Prezenty podczas zgromadzenia rodzinnego dostaje tylko najmłodsze pokolenie. Reszcie wystarcza obecność bliskich i pyszne potrawy wigilijne. Dorośli obdarowują się już we własnych domach.

  • Też mamy system losowania. Prezenty zwykle nie są niespodzianka tylko są "na zamówienie". Cieszą tak samo. Patent teściowej mojej córki.Naszej wieloletniej przyjaciółki zresztą.
  • edytowano December 2017
    JORGE napisal(a):
    Dla mnie święta już mają wyłącznie charakter kościelny. Wszystko inne kompletnie straciło sens. Najchętniej bym zlikwidował obyczaj dzielenia się opłatkiem z życzeniami. Pokolenie starsze składa życzenia samym sobie, ale życzy tego drugiej osobie, średnie kompletnie utraciło zdolność empatii, a młodzi są usztywnieni plastikową formą. Ogólne zmuszanie się. Zostańmy przy samy symbolu dzielenia się opłatkiem, wystarczy, większość odetchnie.

    Ktoś przeprowadził badania, z których wynikało, że okres świąt jest najbardziej stresogennym czasem w całym roku. Różne czynniki na to wpływają, jednym z najbardziej dobijających jest kupowanie prezentów. Większość ludzi kompletnie nie wie czego oczekują inne osoby, a chcą z prezentem trafić w gusta. I ogólna szamotanina ma miejsce. Po co to ? I tak wszystko mamy, nawet jak nie mamy.
    A tam.

    Ja prezent sobie sam kupiłem w tym roku ( książki ) i tylko mi go opłacono. A sam kupiłem herbatę miód winko i jakiś tam pojemnik o który ktoś poprosił.

    Ale u nas w rodzinie w zasadzie z prezentami było po taniości więc bezstresowo hehe. Nigdy specialnie się nic fajnego nie dostawało prezenty raczej symboliczne.

    W radiu ostatnio mówili, że dla większości osób w ankiecie którą zrobili prezenty są najważniejsze. I może dlatego taki stres.

    Kto sobie nie radzi ten jest sam sobie winny - w tym przypadku.

    Ja lubię potrawy, prezenty i życzenia. I nie chcę słyszeć ze trzeba se odpuscić bo świry nie dają rady. ;-)
  • W rodzinie mojej żony funkcjonują listy prezentów, a jak kupisz sobie sam - prosisz o pieniądze.
  • Rafał napisal(a):
    Też mamy system losowania. Prezenty zwykle nie są niespodzianka tylko są "na zamówienie". Cieszą tak samo. Patent teściowej mojej córki.Naszej wieloletniej przyjaciółki zresztą.
    U nas też są listy. Ale można podać parę propozycji, aby darczyńca mógł sobie wybrać, więc element niespodzianki pozostaje.
  • JORGE napisal(a):
    Dla mnie święta już mają wyłącznie charakter kościelny. Wszystko inne kompletnie straciło sens. Najchętniej bym zlikwidował obyczaj dzielenia się opłatkiem z życzeniami. Pokolenie starsze składa życzenia samym sobie, ale życzy tego drugiej osobie, średnie kompletnie utraciło zdolność empatii, a młodzi są usztywnieni plastikową formą. Ogólne zmuszanie się. Zostańmy przy samy symbolu dzielenia się opłatkiem, wystarczy, większość odetchnie.
    Przemawia przez Ciebie rozleniwienie. Może też nie doceniasz, że możesz spędzać Wigilię z najbliższymi. Kiedy ich zabraknie, zatęsknisz za tymi chwilami i będziesz mógł tylko powspominać.
    Obejrzałam filmik z bazy polskiej misji wojskowej w Kuwejcie. Kolęda "Wśród nocnej ciszy" w wykonaniu kilkuset żołnierzy chwyta za serce. Dla nich dzielenie się opłatkiem i życzenia, nawet banalne, mają wielkie znaczenie, bo - oddaleni od rodzin i w niepewnej sytuacji - bardziej niż my doceniają każdy, w zdrowiu przeżyty dzień.
  • I jeszcze córcia wymyśliła fantastyczną sprawę, nieco odgapioną od oo. bonifratrów. Każdy w paczce znajdzie jakąś słodycz, owiniętą w pasek ze "złotą myślą".
    W tym roku będą to cytaty z wypowiedzi św. Jana Pawła II. Ciekawe, który trafi do mnie :).
  • Ja prosta zaleznosc odkrylem, ktora nie jest taka prosta do zaobserwowania, bo zajmuje to wiele lat - swieta, razem z choinka, prezentami, zyczeniami i cala reszta sa fajne, jak sa dzieci. Jak urosna i chwilowo nie ma zadnych to cala otoczka traci sens i jest meczaca.
  • Na przyklad - oplatki przez pare lat faktycznie byly meczace, ale jak teraz mamy trzylatke, ktora babci zyczy, zeby miala fajne kolezanki, a wujkowi zeby sie nie bal dzikow, no to jest zupelnie inna sytuacja.
  • polmisiek napisal(a):
    Na przyklad - oplatki przez pare lat faktycznie byly meczace, ale jak teraz mamy trzylatke, ktora babci zyczy, zeby miala fajne kolezanki, a wujkowi zeby sie nie bal dzikow, no to jest zupelnie inna sytuacja.
    To prawda. Oczy dzieci w święta są niesamowite.
    Kocham to ich zadziwienie.
  • polmisiek napisal(a):
    Na przyklad - oplatki przez pare lat faktycznie byly meczace, ale jak teraz mamy trzylatke, ktora babci zyczy, zeby miala fajne kolezanki, a wujkowi zeby sie nie bal dzikow, no to jest zupelnie inna sytuacja.
    cudne:)))))))
  • musze powiedziec, ze dla mnie najpiekniejszym prezentem w swieta jest mozliwosc...niegotowania. wczoraj przygotowywalam na jutro, bo jutro mamy gosci. dzis zas moge stukac w te klawiature bo za chwile idziemy na proszony obiadek:))

    a poza tym, nie rozumiem stresu zakupowego w dobie internetu: ja wszystko (lub prawie) kupuje na amazonie. najlepszy jest angielski bo sa fajowe i tanie rzeczy. jak na cos trafie w lipcu to kupuje, pakuje do szafy i potem juz tylko ladnie zapakowac. W Niemczech drogie prezenty to dowod braku oglady. nikt tego wiec nie uprawia.
    tu tez nie brakuje ludzi krytykujacych stres Bozego Narodzenia. I wiecie co wymyslili? Wiecie.
    Wyjazdy do cieplych krajow.
    No bo przeciez spedzanie polowy dnia na lotnisku, i wywalenia conajmniej 2 tys. € na kilka dni urlopu plazowego to zaden stres i koszt...blagam...

    a z tym co pisze Jorge to, no coz, mlodzi w ogole sa dzis usztywnieni. jak widze jak dzis wygladaja wesela w Polsce to rece opadaja: jeden wielki, pozbawiony stylu show!

    to juz wolalam jurne "zabawy" na dawnych polskich weselach w remizach. byly przynajmniej autentyczne.

    NIE ODWOLUJCIE BOZEGO NARODZENIA!!!


    ps. pozytywem szalensta "dzingelbelsow" juz od konca wrzesnia jest, ze praktycznie w tym trymestrze nie chodze do sklepow;)
  • balbina napisal(a):
    to juz wolalam jurne "zabawy" na dawnych polskich weselach w remizach. byly przynajmniej autentyczne.
    No nie wiem, jakie były zabawy w remizach, ale jak Szwagier i Szwagrowa 25 lat temu byli zmuszani do tych wulgarnych wygłupów z długopisem, puszką po piwie i butelką, to było mi ich autentycznie żal.
  • Wesele to znaczy że bitka musiała być. Jak się krew nie polała to wesele było nieudane ;)

    Wiecie co śpiewał starosta wracając z wesela z siekierą w plecach?
  • Rzeczywiście dzieci potwierdzają sens i napełniają radością.
  • Bez dwóch zdań dzieci podtrzymują w nas potrzebę świętowania, kolędowania, śpiewu, choinki. Jednym słowem podtrzymywania tradycji związanych z Bożym Narodzeniem.
    Dla dorosłych z kolei świętowanie bez wymiaru religijnego traci jakikolwiek sens.
  • Brzost napisal(a):
    balbina napisal(a):
    to juz wolalam jurne "zabawy" na dawnych polskich weselach w remizach. byly przynajmniej autentyczne.
    No nie wiem, jakie były zabawy w remizach, ale jak Szwagier i Szwagrowa 25 lat temu byli zmuszani do tych wulgarnych wygłupów z długopisem, puszką po piwie i butelką, to było mi ich autentycznie żal.
    Ano, czas się zmienił na szczęście. Nasz wodzirej prócz tego że przyzwoity i wierzący to od razu zaproponował że np. tańce z młodymi to zbiórka na podróż poślubna bo wozeczek to juz się brzydko kojarzy.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.