Wybaczamy i prosimy o wybaczenie

Dyzio wkleił fajny dokument o roku 1966 w Polsce, poleca się, jak również cały kanał Muzeum Historii Polski.



Nie dostałem odpowiedzi czy święci byli gnuśni to może dostanę na to: o wybaczenie czego prymas Wyszyński prosił, kogo i czy to było ok?
«1

Komentarz

  • Kim ja jestem, żeby oceniać Giganta? Nie przesadzaj z tą demokracją.

    PS. Nikt nie jest bez grzechu, prócz naszego Ojca w Niebie i Niepokalanej.
  • Może źródłem polskiej gnuśności jest właśnie prymas Wyszyński? Zamiast namawiać do wieszania prosi o przebaczenie.
  • Przewielebni Bracia Soborowi!

    Niech nam wolno będzie, czcigodni Bracia, zanim jeszcze Sobór zostanie zamknięty, ogłosić Wam, naszym najbliższym zachodnim sąsiadom, radosną wieść, iż w przyszłym roku - w roku Pańskim 1966 - Kościół Chrystusowy w Polsce, a wraz z nim cały Naród polski, obchodzić będzie Millenium swego chrztu, a jednocześnie Tysiąclecie swego narodowego i państwowego istnienia.

    Niniejszym zapraszamy Was w sposób braterski, a zarazem najbardziej uroczysty, do udziału w uroczystościach kościelnych polskiego Millenium. Punkt kulminacyjny polskiego Te Deum laudamus przypadnie na początek maja 1966 r. na Jasnej Górze, u Matki Bożej, Królowej Polski.

    Następujące wywody niechaj posłużą jako historyczny i równocześnie bardzo aktualny komentarz do naszego Millenium, a może nawet przy pomocy Bożej jeszcze bardziej zbliżą one oba nasze Narody do siebie w drodze wzajemnego dialogu.

    Jest faktem historycznym, że w roku 966 książę polski Mieszko I pod wpływem swej małżonki, czeskiej królewny Dąbrówki, przyjął jako pierwszy książę polski wraz ze swoim dworem święty sakrament chrztu. Od tej chwili szerzyło się chrześcijańskie dzieło misyjne -już od pokoleń w naszym kraju prowadzone przez chrześcijańskich apostołów na całym obszarze Polski. Syn i następca Mieszka, Bolesław Chrobry, prowadził dalej dzieło chrystianizacji rozpoczęte przez jego ojca i uzyskał od ówczesnego Papieża Sylwestra II zgodę na utworzenie własnej, polskiej hierarchii z pierwszą metropolią w Gnieźnie i trzema jej sufraganiami: w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu. Aż do 1821 r. Gnieznu jako metropolii bez przerwy podlegało biskupstwo wrocławskie.

    W roku 1000 ówczesny władca Rzymskiego Imperium, cesarz Otton III, udał się wraz z Bolesławem Chrobrym jako pielgrzym do grobu męczennika Św. Wojciecha, który kilka lat przedtem poniósł śmierć męczeńską wśród bałtyckich Prusów. Obaj władcy, rzymski i przyszły polski król (był on na krótko przed swoją śmiercią koronowany na króla), odbyli długi odcinek drogi boso do świętych relikwii w Gnieźnie, które uczcili z wielką pobożnością i wewnętrznym wzruszeniem.

    Takie są dziejowe początki Polski chrześcijańskiej i zarazem początki narodowej i państwowej jedności. Na tych podstawach ową jedność w sensie chrześcijańskim, kościelnym, narodowym i zarazem państwowym, poprzez wszystkie pokolenia rozbudowywali dalej władcy, królowie, biskupi i kapłani przez 1000 lat. Symbioza chrześcijańska Kościoła i państwa istniała w Polsce od początku i nigdy właściwie nie uległa zerwaniu. Doprowadziło to z czasem do powszechnego niemal wśród Polaków sposobu myślenia: co „polskie", to i „katolickie". Z niego to zrodził się także polski styl religijny, w którym od początku czynnik religijny jest ściśle spleciony i zrośnięty z czynnikiem narodowym, z wszystkimi pozytywnymi, ale również i negatywnymi stronami tego problemu.

    Do tego religijnego stylu życia należy również od dawien dawna -jako główny jego wyraz - polski kult maryjny. Najstarsze polskie kościoły poświęcone są Matce Boskiej (między innymi również gnieźnieńska katedra metropolitalna); najstarszą polską pieśnią, można powiedzieć „kołysanką Narodu polskiego", jest do dziś śpiewana pieśń maryjna „Bogurodzica Dziewica, Bogiem sławiona Maryja". Tradycja wiąże jej powstanie ze Św. Wojciechem, podobnie jak legenda łączy polskie białe orły z gnieźnieńskim gniazdem. Takie i tym podobne tradycje i legendy ludowe, które oplatają jak powój wydarzenia dziejowe, splotły tak ściśle ze sobą czynnik narodowy i chrześcijański, że nie da się ich po prostu bez szkody od siebie oddzielić. One to właśnie naświetlają, a nawet w dużej mierze nadają swe piętno całym późniejszym dziejom polskiej kultury, całemu rozwojowi narodowemu i kulturalnemu.

    Najnowsza historiografia niemiecka nadaje naszym początkom następujące polityczne i kulturalne znaczenie: „Przez zetknięcie się z imperium Ottona Wielkiego przed tysiącem lat Polska weszła do łacińskiej społeczności chrześcijańskiej, a dzięki podziwu godnej zręczności politycznej Mieszka I, a następnie Bolesława Chrobrego, Polska stała się równouprawnionym członkiem imperium Ottona III, imperium opartego na uniwersalnej koncepcji - objęcia całego niebizantyjskiego świata, przez co wniosła decydujący wkład do ukształtowania się Europy wschodniej". Tym samym dano podstawą i stworzono warunki do przyszłych owocnych stosunków niemiecko-polskich oraz do szerzenia kultury zachodniej.

    Niestety, w późniejszym toku dziejów stosunki niemiecko-polskie nie zawsze pozostały owocne, a w ostatnich stuleciach przekształciły się w swego rodzaju dziedziczną wrogość sąsiedzką, o czym będzie mowa później.

    Związanie nowego polskiego królestwa z Zachodem, i to w oparciu o papiestwo, któremu królowie polscy stale oddawali się do dyspozycji, spowodowało w średniowieczu żywą po każdym względem i nad wyraz bogatą wymianę między Polską i narodami zachodnimi, szczególnie z krajami południowo-niemieckimi, ale również i z Burgundią, Flandrią, Włochami, a później z Austrią, Francją oraz morskimi państwami okresu Odrodzenia. Przy czym, naturalnie, Polska, jako młodszy twór państwowy - najmłodszy wśród starszych braci chrześcijańskiej Europy - początkowo była stroną bardziej biorącą niż dającą. Pomiędzy Kaliszem i Krakowem, królewską stolicą w średniowieczu, a Bambergią, Spirą, Moguncją, Pragą, Paryżem, Kolonią, Lyonem, Clairvaux i Gandawą dokonywała się nie tylko wymiana towarów. Z Zachodu przybywali benedyktyni, cystersi, a później zakony żebracze, i natychmiast osiągali w Polsce, kraju dopiero co zdobytym dla chrześcijaństwa, wspaniały rozrost.

    W średniowieczu doszło do tego niemieckie prawo magdeburskie, które oddało wielkie usługi przy zakładaniu polskich miast. Przybywali też do Polski niemieccy kupcy, architekci, artyści, osadnicy, z których bardzo wielu spolonizowało się; pozostawiono im ich niemieckie nazwiska rodzinne. Przy wielkim krakowskim kościele mieszczan pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny znajdujemy i dziś jeszcze napisy nagrobne licznych rodzin niemieckich z okresu średniowiecza, które z czasem wszystkie spolszczyły się, z czego Hitler i inni ludzie niesławnej pamięci wysunęli po prostu wniosek, że Kraków i cała Polska były jakby jedynie niemieckim terenem osadniczym, wobec czego muszą być odpowiednio do tego traktowane. Klasycznym przykładem niemiecko-polskiej współpracy w dziedzinie kultury i sztuki w późnym średniowieczu jest światowej sławy rzeźbiarz Wit Stwosz z Norymbergi, który przez całe niemal swe życie działał w Krakowie; wszystkie znajdujące się tam jego dzieła inspirował genius loci polskiego otoczenia. Stworzył on w Krakowie własną szkołę artystyczną, która przez całe pokolenia wywierała swój wpływ i wzbogacała polską ziemię.

    Polacy głęboko szanowali swych braci z chrześcijańskiego Zachodu, którzy przybywali do nich jako posłowie prawdziwej kultury. Polacy nie pomijali milczeniem ich niepolskiego pochodzenia. Mamy zaiste wiele do zawdzięczenia kulturze zachodniej, a w tym i niemieckiej.

    Z Zachodu też przybyli do nas apostołowie i święci. Oni to należą do wartości najcenniejszych, którymi obdarzył nas Zachód. Błogosławioną działalność społeczną odczuwamy na wielu miejscach dziś jeszcze. Do najbardziej znanych zaliczamy Św. Brunona z Kwerfurtu, zwanego biskupem pogan, który w porozumieniu z Bolesławem Chrobrym dokonał dzieła ewangelizacji słowiańskiego i litewskiego północnego wschodu. Szczególnie znana jest Św. Jadwiga, księżniczka śląska, urodzona w Andechs, małżonka polskiego, piastowskiego władcy Śląska, Henryka Brodatego, założycielka klasztoru żeńskiego zakonu cysterskiego w Trzebnicy, gdzie znajduje się jej grób. Stała się ona największą dobrodziejką ludu polskiego w XII w. na terenie ziem zachodnich, należących wówczas do Polski piastowskiej na Śląsku. Jest rzeczą niemal historycznie stwierdzoną, że nauczyła się ona mowy polskiej, by móc służyć prostemu ludowi polskiemu. Po jej śmierci i jej szybkiej kanonizacji, do miejsca jej wiecznego spoczynku w Trzebnicy, której nadano później nazwę Trebnitz, płynęły tłumy polskiego i niemieckiego ludu. Dziś jeszcze robią to całe tysiące i nikt nie zarzuca naszej wielkiej świętej, że była pochodzenia niemieckiego. Przeciwnie, uważa się ją na ogół, pomijając nacjonalistycznych fanatyków, za najlepszy wyraz budowania chrześcijańskiego pomostu między Polską i Niemcami. Cieszymy się, że i po niemieckiej stronie słyszy się często ten sam pogląd. Pomosty między narodami budują najlepiej właśnie ludzie święci, tylko tacy, którzy mają szczere intencje i czyste ręce. Nie dążą oni do zabrania czegokolwiek bratniemu narodowi: ani języka, ani obyczajów, ani ziemi, ani dóbr materialnych. Przeciwnie, przynoszą mu najbardziej wartościowe dobra kulturalne i oddają zazwyczaj to, co jest najcenniejsze i co sami posiadają: siebie samych, i w ten sposób rzucają nasienie swej własnej osobowości na żyzny grunt nowej ziemi sąsiedniego, misyjnego kraju; nasienie to przynosi, zgodnie ze słowami Zbawiciela, stokrotne owoce, i to na całe pokolenia. Tak właśnie patrzymy w Polsce na św. Jadwigę Śląską, patrzymy na wszystkich innych misjonarzy męczenników, którzy przybywszy z krajów położonych na Zachodzie, działali w Polsce, jak to było z apostołem męczennikiem Adalbertem-Wojciechem z Pragi na czele. Na tym właśnie polega również najgłębsza różnica między prawdziwie chrześcijańską misją niesienia kultury a tak zwanym kolonializmem, dziś słusznie potępianym.

    Po roku 1200, gdy polska ziemia stawała się w swych ludziach i instytucjach coraz bardziej chrześcijańska, ziemia ta wydała własnych świętych polskich. Już w XII w. biskup krakowski, Stanisław Szczepanowski, wyznawca i męczennik, został zamordowany przy ołtarzu przez króla Bolesława Śmiałego (król ten zmarł następnie na wygnaniu jako świątobliwy pokutnik w pewnym klasztorze Górnej Austrii). Przy grobie św. Stanisława w królewskiej katedrze w Krakowie powstała majestatyczna pieśń ku jego czci, śpiewana dziś wszędzie w Polsce po łacinie: Gaudę Mater Polonia, prole faecunda nobili.

    Następnie ukazała się na firmamencie potrójna gwiazda polskich świętych z rodziny Odrowążów (stary ród, który przez wieki miał swą siedzibę nad Odrą, na Górnym Śląsku). Największy spośród nich to św. Hiacynt - po polsku Jacek - apostoł dominikański, który krokami olbrzyma przemierzył całą wschodnią Europę od IVIoraw do Bałtyku i od Litwy po Kijów. Krewny jego, bł. Czesław, również dominikanin, który bronił ówczesnego Wrocławia przed Mongołami, a w dzisiejszym Wrocławiu spoczywa w grobowcu w nowo wybudowanym kościele św. Wojciecha, jest czczony przez pobożną ludność jako patron miasta odbudowującego się z gruzów od 1945 r.

    W Krakowie spoczywa wreszcie bł. Bronisława, według tradycji siostra bł. Czesława, norbertanka ze Śląska.

    Coraz więcej gwiazd ukazuje się na firmamencie świętych. W Sączu bł. Kunegunda, w Gnieźnie bł. Bogumił i bł. Jolanta, na Mazowszu Ładysław, a na zamku królewskim w Krakowie świątobliwa Jadwiga, nowa polska Jadwiga, która czeka na kanonizację. Później doszli nowi święci i męczennicy - św. Stanisław Kostka, nowicjusz jezuitów w Rzymie, św. Jan Kanty, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, św. Andrzej Bobola, męczennik we wschodniej Polsce, kanonizowany w roku 1938, oraz inni święci, aż do franciszkanina O. Maksymiliana Kolbe, męczennika obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, który dobrowolnie oddał życie za swego brata. Obecnie czeka w Rzymie na kanonizację, względnie beatyfikację, około 30 polskich kandydatów. Naród nasz otacza czcią swoich świętych, uważa ich za najbardziej szlachetny owoc, jaki wydać może kraj chrześcijański.

    Wspomniany wyżej polski uniwersytet krakowski był obok Pragi pierwszą tego rodzaju uczelniana całym obszarze wschodnioeuropejskim. Założony w roku 1363 przez Króla Kazimierza Wielkiego był przez wieki środkiem promieniowania nie tylko polskiej, ale również ogólnoeuropejskiej kultury w najlepszym tego słowa znaczeniu. W XV i XVI wieku, kiedy śląskie ziemie piastowskie przestały należeć do Królestwa Polskiego, studiowały i nauczały w Krakowie tysiące studentów i profesorów z Wrocławia, Raciborza, Gliwic, Głogowa, Nysy, Opola i z wielu innych miast Śląska. Nazwiska ich i nazwy ich miejsc urodzenia figurują w polsko-łacińskim narzeczu w starych rejestrach uniwersytetu. Także Mikołaj Kopernik (Copernicus) jest tam wymieniony po nazwisku. Studiował on astronomię w Krakowie u profesora Bylicy. Uniwersytet ten wydał kulturze europejskiej setki uczonych najwyższej klasy naukowej: matematyków, fizyków, lekarzy, prawników, astronomów, historyków i filozofów kultury. Znajduje się między nimi również słynny Paweł Włodkowic, rektor uniwersytetu krakowskiego, który podczas obrad Soboru w Konstancji z całą otwartością i najwyższym autorytetem uczonego głosił niesłychaną na owe czasy religijną i ludzką tolerancję i z wielką odwagą osobistą reprezentował pogląd, że pogańskie ludy wschodnioeuropejskie nie są dziką zwierzyną, którą należy i wolno nawracać ogniem i mieczem. Mają one bowiem naturalne prawa ludzkie tak samo jak chrześcijanie.

    Włodkowic był niejako klasycznym wyrazem tolerancyjnej i wolnościowej myśli polskiej. Jego tezy kierowały się przeciwko niemieckim rycerzom zakonnym, tak zwanym Krzyżakom, którzy wówczas na słowiańskiej północy oraz w krajach pruskich i bałtyckich właśnie ogniem i mieczem nawracali tubylców. Stali się oni w ciągu wieków straszliwym i w najwyższym stopniu kompromitującym ciężarem dla europejskiego chrześcijaństwa, dla jego symbolu - krzyża, a także i dla Kościoła, w imieniu którego występowali. I dziś jeszcze, po wielu pokoleniach i wiekach, określenie „krzyżak" jest dla każdego Polaka budzącym przestrach wyzwiskiem i, niestety, od dawna aż nazbyt często identyfikowanym z tym, co niemieckie.

    Z terenów, na których osiedlili się Krzyżacy, zrodzili się następnie ci Prusacy, którzy doprowadzili do powszechnego skompromitowania na ziemiach polskich wszystkiego, co niemieckie. W dziejowym rozwoju reprezentują ich następujące nazwiska: Albert Pruski, Fryderyk zwany Wielkim, Bismarck i wreszcie Hitler jako punkt szczytowy.

    Fryderyk II uchodzi w oczach całego Narodu polskiego za głównego inicjatora rozbiorów Polski, i to bez wątpienia nie bez racji. Przez 150 lat wielomilionowy Naród polski żył pod zaborem dokonanym przez trzy ówczesne mocarstwa: Prusy, Rosję i Austrię, aż mógł wreszcie w 1918 r., w chwili zakończenia pierwszej wojny światowej, znowu powoli powstać z grobu; do ostatecznych granic osłabiony, rozpoczął na nowo wśród największych trudności swą egzystencję państwową.
  • Po krótkiej, bo około 20 lat trwającej niepodległości (1918-1939 r.), rozpętało się bez jego winy nad Narodem polskim coś, co eufemistycznie nazywa się drugą wojną światową, co jednak było dla nas, Polaków, pomyślane jako akt totalnego zniszczenia i wytępienia. Nad naszą biedną Ojczyzną zapadła strasznie ciemna noc, jakiej nie doznaliśmy od pokoleń. Powszechnie nazywa się ona u nas okresem .„niemieckiej okupacji" i pod tą nazwą weszła do polskiej historii. Wszyscy byliśmy bezsilni i bezbronni. Kraj pokryty był obozami koncentracyjnymi, z których dniem i nocą dymiły kominy krematoriów. Ponad 6 milionów obywateli polskich, w większości pochodzenia żydowskiego, musiało zapłacić życiem za ten okres okupacji. Kierownicza warstwa inteligencji została po prostu zniszczona; 2 tysiące kapłanów i 5 biskupów (jedna czwarta ówczesnego Episkopatu) zostało mordowanych w obozach. Setki kapłanów i dziesiątki tysięcy osób cywilnych zostały rozstrzelane na miejscu w chwili rozpoczęcia wojny (tylko w diecezji chełmińskiej 278 kapłanów). Diecezja włocławska straciła w czasie wojny 48% swych księży, diecezja chełmińska - 47%. Wielu innych wysiedlono. Zamknięto wszystkie szkoły średnie i wyższe, zlikwidowano seminaria duchowne. Każdy niemiecki mundur SS nie tylko napawał Polaków upiornym strachem, ale stał się przedmiotem nienawiści do Niemców. Wszystkie rodziny polskie musiały opłakiwać tych, którzy padli ich ofiarą. Nie chcemy wyliczać wszystkiego, aby na nowo nie rozrywać nie zabliźnionych jeszcze ran. Jeśli przypominamy tę straszliwą polską noc, to jedynie po to, aby nas dziś łatwiej było zrozumieć, nas samych i nasz sposób dzisiejszego myślenia... Staramy się zapomnieć. Mamy nadzieję, że czas - ten wielki boski kairos - pozwoli zagoić duchowe rany.

    Po wszystkim, co stało się w przeszłości, niestety, tak świeżej przeszłości - trudno się dziwić, że cały Naród polski odczuwa wagę elementarnej potrzeby bezpieczeństwa i że wciąż jeszcze z nieufnością odnosi się do swych najbliższych sąsiadów na zachodzie. Ta duchowa postawa jest - można powiedzieć - problemem naszych pokoleń, który, co daj Boże, przy dobrej woli zniknie i zniknąć musi. W najcięższych chwilach politycznych i duchowych udręk Narodu, w jego wielowiekowym rozdarciu Kościół katolicki i Święta Dziewica były zawsze dla niego kotwicą ratunku i symbolem narodowej jedności, podobnie jak była nim polska rodzina. We wszystkich walkach wolnościowych w czasach uciemiężenia szli Polacy ze swymi symbolami na barykady: białe orły pojednaj stronie, obraz Matki Bożej po drugiej na sztandarach wolności. Dewizą ich było zawsze: „Za naszą i waszą wolność".

    Oto w ogólnym zarysie obraz tysiącletniego rozwoju polskiej kultury, ze szczególnym uwzględnieniem sąsiedztwa polsko-niemieckiego. Obciążenie obustronnych stosunków ciągle jeszcze jest wielkie, a potęguje je tak zwane „gorące żelazo" tego sąsiedztwa. Polska granica na Odrze i Nysie jest, jak to dobrze rozumiemy, dla Niemców nad wyraz gorzkim owocem ostatniej wojny, masowego zniszczenia, podobnie jak jest nim cierpienie milionów uchodźców i przesiedleńców niemieckich. (Stało się to na międzyaliancki rozkaz zwycięskich mocarstw, wydany w Poczdamie 1945 r.). Większa część ludności opuściła te tereny ze strachu przed rosyjskim frontem i uciekła na Zachód. Dla naszej Ojczyzny, która wyszła z tego masowego mordowania nie jako zwycięskie, lecz krańcowo wyczerpane państwo, jest to sprawa egzystencji (nie zaś kwestia większego „obszaru życiowego"). Gorzej - chciano by 30-milionowy naród wcisnąć do korytarza jakiegoś „Generalnego Gubernatorstwa" z lat 1939 - 1945, bez terenów zachodnich, ale i bez terenów wschodnich, z których od roku 1945 miliony polskich ludzi musiały odpłynąć na „poczdamskie tereny zachodnie". Dokąd zresztą mieli wtedy pójść, skoro tak zwane Generalne Gubernatorstwo razem ze stolicą Warszawą leżało w gruzach, w ruinach. Fale zniszczenia ostatniej wojny przeszły przez kraj nie tylko jeden raz, jak w Niemczech, lecz od 1914 r. wiele razy, to w jedną, to w drugą stronę, jak apokaliptyczni rycerze, pozostawiając za każdym razem ruiny, gruzy, nędzę, choroby, zarazy, łzy, śmierć oraz rosnące kompleksy odwetu i nienawiści.

    Drodzy Bracia niemieccy, nie bierzcie nam za złe wyliczanie tego, co wydarzyło się w ostatnim odcinku czasu naszego tysiąclecia. Ma to być nie tyle oskarżenie, co raczej własne usprawiedliwienie. Wiemy doskonale, jak wielka część ludności niemieckiej znajdowała się pod nieludzką, narodowosocjalistyczną presją. Znane nam są okropne udręki wewnętrzne, na jakie swego czasu byli wystawieni prawi i pełni odpowiedzialności niemieccy biskupi, wystarczy bowiem wspomnieć kardynała Faulhabera, von Galena i Preysinga. Wiemy o męczennikach „Białej Róży", o bojownikach ruchu oporu z 20 lipca, wiemy, że wielu świeckich i kapłanów złożyło swoje życie w ofierze (Lichtenberg, Metzger, Klausener i wielu innych). Tysiące Niemców, zarówno chrześcijan jak i komunistów, dzieliło w obozach koncentracyjnych los naszych polskich braci...

    I mimo tego wszystkiego, mimo sytuacji obciążonej niemal beznadziejnie przeszłością, właśnie w tej sytuacji, czcigodni Bracia, wołamy do Was: próbujmy zapomnieć. Żadnej polemiki, żadnej dalszej zimnej wojny, ale początek dialogu, do jakiego dziś dąży wszędzie Sobór i Papież Paweł VI. Jeśli po obu stronach znajdzie się dobra wola - a w to nie trzeba chyba wątpić - to poważny dialog musi się udać i z czasem wydać dobre owoce, mimo wszystko, mimo „gorącego żelaza".

    Właśnie w czasie Soboru wydaje nam się nakazem chwili, abyśmy zaczęli dialog na pasterskiej platformie biskupiej, i to bez ociągania się, byśmy się nawzajem lepiej poznali - nasze wzajemne obyczaje ludowe, kult religijny i styl życia, tkwiące korzeniami w przeszłości i tą przeszłością kulturalną uwarunkowane.

    Staraliśmy się przygotować wraz z całym polskim Ludem Bożym na uroczystości Tysiąclecia przez tak zwaną Wielką Nowennę, pod wysokim patronatem Najświętszej Maryi Panny. Przez dziewięć lat (1957-1965) używaliśmy - w myśl słów per Mariam ad Jesum - kazalnic w całej Polsce, a także całego duszpasterstwa, dla zajmowania się ważnymi, współczesnymi problemami duszpasterskimi i zadaniami społecznymi, jak na przykład społeczne niebezpieczeństwa, odbudowa sumienia narodowego, małżeństwo i życie rodzinne, katechizacja itp.

    Cały wierzący Naród brał też duchowy i bardzo żywy udział w Soborze przez modlitwy, ofiary i dzieła pokutne. W czasie obrad soborowych odprawiano we wszystkich parafiach błagalne nabożeństwa. Święty obraz Matki Boskiej, jak i konfesjonały i stoły, przy których komunikowano w Częstochowie, były przez całe tygodnie oblężone przez delegacje parafialne z całej Polski, które przez osobistą ofiarę i modlitwę chciały pomóc Soborowi.

    Wreszcie w tym roku, ostatnim Wielkiej Nowenny, oddaliśmy się wszyscy pod opiekę Matki Bożej: biskupi, kapłani, osoby zakonne, jak i wszystkie stany naszego wierzącego Narodu. Przed ogromnymi niebezpieczeństwami tak moralnej, jak tez i socjalnej natury, które zagrażają duszy naszego Narodu oraz jego biologicznej egzystencji, może nas uratować tylko pomoc i łaska naszego Zbawiciela, którą chcemy uprosić za pośrednictwem Jego Matki, Najświętszej Maryi Panny. Pełni dziecięcej ufności rzucamy się w Jej ramiona. Tylko tak możemy być wewnętrznie wolni, jako oddani na służbę, a jednocześnie jako wolne dzieci - a nawet jako „niewolnicy Boga" -jak to nazywa św. Paweł.

    Prosimy Was, katoliccy Pasterze Narodu niemieckiego, abyście na własny sposób obchodzili z nami nasze chrześcijańskie Millenium: czy to przez modlitwy, czy przez ustanowienie w tym celu odpowiedniego dnia. Za każdy taki gest będziemy Wam wdzięczni. I prosimy Was też, abyście przekazali nasze pozdrowienia i wyrazy wdzięczności niemieckim Braciom Ewangelikom, którzy wraz z Wami i z nami trudzą się nad znalezieniem rozwiązania naszych trudności.

    W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy, niemieccy biskupi i Ojcowie Soboru, po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millenium w sposób jak najbardziej chrześcijański.

    Zapraszamy Was na te uroczystości jak najserdeczniej do Polski. Niech tym kieruje miłosierny Zbawiciel i Maryja Panna, Królowa Polski, Regina Mundi i Mater Ecclesiae.

    Rzym, dnia 18 listopada 1965 r.
  • O ile umiem czytać - wymowa dokumentu jest całkiem inna niż "nie ma sprawy, wszystko dobrze."
  • Teraz pytanie, ilu członków tej swoistej loży szyderców zapoznało się z dokumentem wcześniej? Ilu pospuszczało głowy po przeczytaniu? A ilu nadal ma zamiar obsikiwać nogawki mądrzejszym po wielekroć od siebie?
  • W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy, niemieccy biskupi i Ojcowie Soboru, po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millenium w sposób jak najbardziej chrześcijański.
    Pamięta kto jak niemieccy biskupi odpowiedzieli?
  • Fajny skrót historii stosunków polsko-niemieckich. Ma ktoś może tłumaczenie niemieckie tego tekstu? Na pewno musi istnieć.
  • los napisal(a):
    W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy, niemieccy biskupi i Ojcowie Soboru, po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millenium w sposób jak najbardziej chrześcijański.
    Pamięta kto jak niemieccy biskupi odpowiedzieli?
    Odpowiedzieli z poruszeniem i radością. Uznali go za cenny owoc wspólnej pracy soborowej i wyrazili nadzieję, że tak rozpoczęty dialog będzie kontynuowany i w Niemczech, i w Polsce. Z Bożą pomocą dialog ten wzmoże braterstwo pomiędzy narodami polskim i niemieckim.

    http://berlin.msz.gov.pl/de/bilaterale_zusammenarbeit/deplbeziehungen/deplzusammenarbeit/hirtenbrief_der_polnischen_bischofe_an_ihre_deutschen_amtsbruder_vom_18__november_1965_und_die_antwort_der_deutschen_bischofe_vom_5__dezember_1965
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Fajny skrót historii stosunków polsko-niemieckich. Ma ktoś może tłumaczenie niemieckie tego tekstu? Na pewno musi istnieć.
    Peem więcej. Istnieje niemiecki oryginał tego tekstu.
  • los napisal(a):
    O ile umiem czytać - wymowa dokumentu jest całkiem inna niż "nie ma sprawy, wszystko dobrze."
    Nadal nie wiem za co przepraszali, nigdzie też nie ma nic na temat wieszania.
  • Przemko napisal(a):
    los napisal(a):
    O ile umiem czytać - wymowa dokumentu jest całkiem inna niż "nie ma sprawy, wszystko dobrze."
    Nadal nie wiem za co przepraszali, nigdzie też nie ma nic na temat wieszania.
    "I wybacz nam nasze winy jako i my wybaczamy naszym winowajcom".
    Modlitwa Pańska m.z. polega na tym, że dopóki nie wybaczymy winowajcom, dopóty Bóg nie wybaczy nam naszych win, a prosząc o "chleb powszedni" (i o inne łaski) powinniśmy być wolni od nienawiści (gniewu) i całkowicie zaufać Ojcu.

    A za co przepraszali? Za tych, z naszych braci i sióstr, którzy zachowali się niegodnie. Bo byli tacy, zawsze tacy się znajdą.
  • Mania napisal(a):
    Przemko napisal(a):
    los napisal(a):
    O ile umiem czytać - wymowa dokumentu jest całkiem inna niż "nie ma sprawy, wszystko dobrze."
    Nadal nie wiem za co przepraszali, nigdzie też nie ma nic na temat wieszania.
    "I wybacz nam nasze winy jako i my wybaczamy naszym winowajcom".
    Modlitwa Pańska m.z. polega na tym, że dopóki nie wybaczymy winowajcom, dopóty Bóg nie wybaczy nam naszych win, a prosząc o "chleb powszedni" (i o inne łaski) powinniśmy być wolni od nienawiści (gniewu) i całkowicie zaufać Ojcu.

    A za co przepraszali? Za tych, z naszych braci i sióstr, którzy zachowali się niegodnie. Bo byli tacy, zawsze tacy się znajdą.
    Wszystko prawda. Dzieki temu mamy ustanowienie polskich diecezji na ziemiach wyzyskanych i polskie obozy koncentracyjne.
  • Przemko napisal(a):
    los napisal(a):
    O ile umiem czytać - wymowa dokumentu jest całkiem inna niż "nie ma sprawy, wszystko dobrze."
    Nadal nie wiem za co przepraszali, nigdzie też nie ma nic na temat wieszania.
    Jak ja to czytam, to mi wychodzi, że przepraszali za zajumanie Wrocławia, Szczecina i okolic:
    Polska granica na Odrze i Nysie jest, jak to dobrze rozumiemy, dla Niemców nad wyraz gorzkim owocem ostatniej wojny, masowego zniszczenia, podobnie jak jest nim cierpienie milionów uchodźców i przesiedleńców niemieckich. (Stało się to na międzyaliancki rozkaz zwycięskich mocarstw, wydany w Poczdamie 1945 r.). Większa część ludności opuściła te tereny ze strachu przed rosyjskim frontem i uciekła na Zachód. Dla naszej Ojczyzny, która wyszła z tego masowego mordowania nie jako zwycięskie, lecz krańcowo wyczerpane państwo, jest to sprawa egzystencji (nie zaś kwestia większego „obszaru życiowego"). Gorzej - chciano by 30-milionowy naród wcisnąć do korytarza jakiegoś „Generalnego Gubernatorstwa" z lat 1939 - 1945, bez terenów zachodnich, ale i bez terenów wschodnich, z których od roku 1945 miliony polskich ludzi musiały odpłynąć na „poczdamskie tereny zachodnie".
  • Aaa... No matosens, sprytne posunięcie szejtana, wszyscy wkruwieni na ofiarę. A bez uznania nowych granic władze kościelna sprawowali Niemcy.
  • A to Wrocław, Szczecin i okolice były niemieckie?
  • edytowano February 10
    Przemko napisal(a):
    Aaa... (...) A bez uznania nowych granic władze kościelna sprawowali Niemcy.
    Aaa, nie!

    List biskupów jest z dnia 18 listopada 1965 r.

    A 15 sierpnia 1945 r. kardynał August Hlond, arcybiskup Gniezna i Poznania, Prymas Polski - w oparciu o udzielone mu
    8 lipca 1945 r.
    specjalne pełnomocnictwo zawarte w sygnowanym przez Domenico Tardiniego dokumencie Kongregacji Nadzwyczajnych Spraw Kościelnych* - ustanowił polskich administratorów apostolskich na przypadłych Polsce po II wojnie światowej terenach północnych i zachodnich, zwanych Ziemiami Odzyskanymi.

    Szczecin i Pomorze Zachodnie znalazły się w granicach gorzowskiej administracji apostolskiej zwanej oficjalnie Administracją Apostolską Kamieńską, Lubuską i Prałatury Pilskiej. W jej skład weszły następujące struktury katolickie:

    Prałatura udzielna lub pilska z 75 parafiami, 8 wikariatami lokalnymi i jedną samodzielna placówką duszpasterską. Były to ziemie oderwane traktatem wersalskim, pod względem kościelnym przynależne wcześniej do archidiecezji poznańskiej i diecezji chełmińskiej.
    Część archidiecezji wrocławskiej, leżąca w środkowym biegu Odry, przynależąca do województwa poznańskiego z 19 parafiami, 5 kuracjami, 3 wikariatami lokalnymi i jedną samodzielną placówką duszpasterską.
    Część diecezji berlińskiej leżąca nad Odrą – Pomorze Zachodnie aż po Słupsk – podlegająca władzy Rzeczypospolitej Polskiej z 9 parafiami i 22 kuracjami.

    Obszar administracji obejmował 44 836 km2, czyli przeszło 1/7 powierzchni Polski.

    28 X 1945 r. nastąpił ingres administratora apostolskiego ks. E. Nowickiego do kościoła pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gorzowie Wlkp.

    historia Archidiecezji Szczecińskiej


    *dziś (po reformie w 1967 Rada Publicznych Spraw Kościoła) to Sekcja ds. Relacji z Państwami Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej.

  • los napisal(a):
    A to Wrocław, Szczecin i okolice były niemieckie?
    Nu, tak się złożyło, że do chwili kiedy Stalin zechciał przywrócić trochę historycznej sprawiedliwości, istotnie pozostawały pod czasowym zarządem Niemiec.
  • edytowano February 11
    Przemko napisal(a):
    Kontynuując temat - artykuł o memorandum protestantów niemieckich na które odpowiedzią było
    List biskupów

    poprzebaczajmy sobie, ale pamiętać trzeba, że:
    Polska nie jest jeszcze ostatecznie legitymowana do władztwa nad niemieckimi terenami wschodnimi.
    list z października 1965 r.
    A kiedy to w końcu wg Niemiec (Zachodnich) była/jest?

    i dalej - w sumie polecam przeczytać list, bo chyba nadal Niemcy tak myslą - o przesiedleńcach:
    Zauważali, że w prawie międzynarodowym nie ma pojęcia winy i kary. Dlatego też Polska, mimo że została zaatakowana w czasie wojny w sposób sprzeczny z normami międzynarodowymi, nie jest uprawniona do zabierania części terytorium pokonanego napastnika i wypędzania stamtąd ludności niemieckiej. Dlatego też duże fragmenty memorandum poświęcone zostały tzw. prawu do ojczyzny.
  • loslos
    edytowano February 11
    A te Niemcy to co było? Raczej Organizacja Narodów Zjednoczonych czy raczej Zjednoczone Królestwo? Jakie mają prawa Niemcy do Wrocławia, Szczecina i okolic? Takie jak Anglia do Szetlandów (nie o owce i swetry idzie)? A jakie ma prawa Anglia do Szetlandów (nie o owce i swetry idzie)? Jakby Norwegia windykowała te odwieczne normańskie ziemie, to miałaby prawo Anglia je odzyskiwać?

    To nie prowokacja, pitam się, bo nie wiem.
  • prawo siły?
    prawo podboju?
    a potem zaprzyjażnione państwa uznają status podbitych ziem.
    Ale chyba tak to działa do dziś.
  • No to zamknięta sprawa. Prus nie ma i żadna piekielna siła ich nie wskrzesi. Wrocław, Szczecin i okolice są polskie a Niemcy nigdy nic z nimi nie miały wspólnego.
  • Aaaa... Prusy - Niemcy!
    Zapomniałem! :)
  • Zastanawiam się jakie Bundesrepublika miałaby prawo do pruskiej puścizny. I nie przychodzi mi wiele do głowy.
  • Oni zdaje się dość oficjalnie wierzą w to, że Prus już nie ma i że leżą one sobie w szufladce z napisem "Historia".

    Aż sprawdzę, czy było jakieś oficjalne rozwiązanie Prus...

    Noji prosz, Google z Łajką wiedzą wszystko:

    Control Council Law No. 46, signed on 25 February [1947], liquidates the State of Prussia, its central government, and all its agencies. This law is in the nature of a confirming action; the eleven provinces and administrative districts of prewar Prussia have since the beginning of the occupation been split up among the Soviet, British, and American Zones and Poland.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Abolition_of_Prussia
  • I teraz wracamy do interesującego zagadnienia prawno-filozoficznego: Na ile Rajch mógł się powoływać na to, że Breslał należał do Prus, a Prusy należały do Rajchu, skoro Prusy zostały rozwiązane, a zaś jej ziemie - włączone do zon okupacyjnych i do Polski.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    I teraz wracamy do interesującego zagadnienia prawno-filozoficznego: Na ile Rajch mógł się powoływać na to, że Breslał należał do Prus, a Prusy należały do Rajchu, skoro Prusy zostały rozwiązane, a zaś jej ziemie - włączone do zon okupacyjnych i do Polski.
    Spotkałem się z opinią, że to Rzesza należała do Prusiech, prawda li to?
  • loslos
    edytowano February 12
    Czyli Breslau należał do Niemiec od roku 1934 do roku 1945 za Hitlera? A furda mi z takim sezonowym państwem, to już Węgry mają większe prawa, rządzili na Szląsku całe 16 lat za Korwina. Nie Janusza.
  • Się Koleżeństwo Wrocławiem, Breslau czy Vratislawem zajmuje, a tu o Budziszyn i Chociebuż pora się upomnieć. W zasadzie to nawet do Kopanicy mamy prawa co najmniej takie jak Kongres Żydów Amerykańskich do spadków po pomordowanych przez Niemców obywatelach polskich, co to nie chcieli ich z obozów koncentracyjnych wyciągać jak im Polacy o mordach opowiedzieli i o pomoc poprosili. Przecież ci Wieleci i Obodryci to bracia Słowianie nasi byli! A ich Niemcy pomordowali albo zgermanizowali siłą.
  • MarianoX napisal(a):
    Spotkałem się z opinią, że to Rzesza należała do Prusiech, prawda li to?
    nie idźmy tą drogą, jako że wspierać ona może narrację o nacistach z Marsa
  • Potem w 1970 roku RFN uznała granice na Odrze i Nysie:
    tutaj fajny bloger: https://www.salon24.pl/u/sikornik2/842785,bracia-jankesi-pogadajmy-jak-przyjaciel-z-przyjacielem

    fragment-

    "My, Polacy takimi twardzielami nie jesteśmy, jesteśmy narodem frajerów. Walczyliśmy zawsze „za wolność naszą i waszą”, a właściwie za waszą, bo jako frajerzy - za naszą nie umieliśmy. Ale skoro Pan Bóg dopuszcza istnienie frajerów, widać są po coś potrzebni. Jako frajerzy najbardziej cenimy władcę, który zrujnował finanse państwa w bezsensownych wojnach z Turcją za wolność Austrii i ku chwale Rosji. Cymbała, któremu kiepskiej jakości francuscy intryganci podstawili dwa jędrne cycki i wystarczyło.

    Są jednak chwile, że frajerstwo się opłaca, bo niezbadane są wyroki Opatrzności. Jak to mawiali starożytni Amerykanie: „sprawa była beznadziejna, ale był taki naiwny, który o tym nie wiedział, spróbował i …dał radę!”. Bo jednak w Boga wierzymy naprawdę i zwróciliśmy się za pośrednictwem naszych biskupów do Niemców z apelem: „wybaczcie, jako i my wam wybaczamy”. Ponieważ jednak Pan Bóg ma poczucie humoru, wyznaczył do realizacji tego planu pokrakę i komunistę, Władysława Gomułkę, a ten podpisał z RFN (z którym wtedy Polska NIE graniczyła!) uznanie granicy na Odrze i Nysie, szokującej dla Niemców w 1945 roku. Kto powiedział, że Pan planów Bożych nie można zrealizować za pomocą komunistów, Pan Bóg rządzi światem, nie komuniści Panem Bogiem.

    Po bodaj 47 latach od tego wydarzenia, granica polsko-niemiecka nie jest militarnym bunkrem, po żadnej ze stron i jest tak kiepsko strzeżona, że żubry przepływają granicę na Odrze niezauważone. A jak jest na granicy amerykańsko-meksykańskiej, Panie Prezydencie? A jak jest na granicy Izraela z jego arabskimi sąsiadami?

    A czy kiedykolwiek Izrael zwrócił się do Waszych arabskich sąsiadów z apelem takim jak polski biskupi? Czy poprosiliście ich o wybaczenie? I odpuściliście im poderżnięte gardła izraelskich chłopców i poprosiliście o wybaczenie znacznie dłuższej listy Waszych grzechów? Mieliście znacznie większe możliwości czynienia im krzywd i z tego prawa korzystaliście. Tylko mi nie mówcie, że z Arabami się nie da. Nie próbowaliście prosić o wybaczenie ani wybaczać, wierzycie tylko w siłę.

    Współczesny Izrael ani nie jest ani dziełem Szatana, ani Mesjasza, ale dziełem ludzkim, a człowiek rodzi się z grzechem pierworodnym, a jego dzieło nie jest doskonałe."
  • Przecież ci Wieleci i Obodryci to bracia Słowianie nasi byli! A ich Niemcy pomordowali albo zgermanizowali siłą.
    Siłą? Już nie przesadzajmy panocku, Słowianie w Rzeszy godoli po swojemu, poza kronzprinzami, co się musieli nauczyć po szkopsku, żeby godać z cysorzem długie długie wieki.
    A dynastia Niklota, to po dziś dzień dziedzice Meklemburgii, a i do tronów Skandynawii mają jakieś pretensje. I książę Borwin to nawet ma wyraźne słowianobałtyckie rysy moim zdaniem.

  • Nie rozumiem i nie podzielam przekonania o tym jakoby Prusy nie były niemieckie. Nie podzielam również przekonania jakoby Prusacy, z racji pochodzenia ludu na tych terenach od słowiańskich Wieletów, Obodrytów i innych Słowian Połabskich, byli Słowianami i byli od Niemców odmienni.
    Od dawna wiadomo że narodowość to nie genotyp. W jakimś stopniu tak, ale tylko z racji dziedziczenia kultury. To jednak nie jest związek przyczynowo skutkowy tylko korelacja. Po prostu we w miarę pokojowych warunkach ludzie żyją w rodzinach genetycznych i w ich ramach uczą się kultury. W Europie od wieków przewalały się ludy w ramach wędrówek i trwały wojny i migracje. Ciągłość rodzin i przekazywania kultury bywała wielokrotnie i drastycznie przerywana. Ludzie pod przymusem, a często i własną decyzją odchodzili od swojej kultury pierwotnej i przystawali do obcej.Połabianie zostali zgermanizowani lub się zgermanizowali. Tak bo wielu zapewne przystało do Germanów z podziwu. Polska też polonizowała. Sam pochodzę ze spolonizowanych Niemców, spolonizowanych dobrowolnie i ten proces moi przodkowie rozpoczęli jeszcze w czasach gdy Polski na mapie nie było, a zakończyli definitywnie w czasie II WŚ. Dlatego Murzyn może zostać Polakiem, a Tusk chyba nim być przestał, jeśli kiedykolwiek był. Prusacy zaś to Niemcy, a może Niemcy to Prusacy. Narody też się rozwijają i zmieniają. Przeniesienie stolicy ponownie do Berlina chyba przez Kohla było gestem symbolicznym i znaczącym. To decyzja narodowa. Współczesne Niemcy to znowu Prusy.
  • Nie rozumiem i nie podzielam przekonania o tym jakoby Prusy nie były niemieckie. Nie podzielam również przekonania jakoby Prusacy, z racji pochodzenia ludu na tych terenach od słowiańskich Wieletów, Obodrytów i innych Słowian Połabskich, byli Słowianami i byli od Niemców odmienni.
    Prusacy to pochodzili akurat głównie z mieszanki Krzyżaków z Prusami, Połabian dołączono kawałek czasu później solidny.
    Ale tak w ogóle - no owszem Prusacy byli nacją germańską językowo - no ale czy byli Niemcami. Czy w ogóle w tamtych czasach Niemcy jako naród, a nie jako ogólny worek pod nazwą Germanie Zachodni wrzuceni do worka z podpisem Święte Cesarstwo Rzymskie istnieli? Jak dla mnie to bardziej był zbiór protonarodów, ekwiwalent Skandynawów.

    No i kulturowo przynieśli Niemcom właściwym pochodzenia czy to saskiego czy połabskiego znaczącą toksyczną woltę, która zrodziła się właśnie w Królewcu a nie w Bawarii, Saksonii czy Austrii.
    Przeniesienie stolicy ponownie do Berlina chyba przez Kohla było gestem symbolicznym i znaczącym. To decyzja narodowa. Współczesne Niemcy to znowu Prusy.
    Powiem szczerze, że nijak tego nie widzę.
    Powiem więcej ja mam wrażenie, że Prusy się skończyły wraz z utworzeniem cesarstwa Niemiec, wchłonęły za dużo innych ludów niemieckich. Oczywiście to działa dwustronnie - bo i te ludy pewnemu wpływowi Prusaków poddano, ale to co powstało to już taka bardziej hybryda. Ale to jeno intuicja.

    W sumie kolega los najpewniej nam rzeknie ile w dzisiejszym Saksonie czy Badeńczyku zostało Prusaka.
  • Losa można pytać o to co tam w ich duszy gra, znaczy ludzi których zna, bo co z elitami każdy widzi. Elity po prusku traktują Mitteleuropę jako kolonię zaludnioną przez ciemnych tubylców z barbarzyńskimi skłonnościami. Mitteleuropa nie jest dal nich partnerem - podmiotem tylko przedmiotem, a raczej zbiorem przedmiotów. No i tę Mitteleuropę eksploatują i chcą nadal eksploatować z Rosją jako partnerem strategicznym. Stąd Berlin bo to tradycyjne oparcie osi Berlin - Moskwa. Bonn to oś Bonn - Waszyngton.
  • Tymczasem Episkopat wysyła delegacją pod przewodem pana biskupa Markowskiego do Izraela.
    Wybaczą nam udział w Szoah?
  • Przypominam że Państwo Izrael administruje Ziemią Świętą. Biskupi są tam u siebie nawet jeśli administratorom wydaje się inaczej.
  • Losa można pytać o to co tam w ich duszy gra, znaczy ludzi których zna, bo co z elitami każdy widzi. Elity po prusku traktują Mitteleuropę jako kolonię zaludnioną przez ciemnych tubylców z barbarzyńskimi skłonnościami. Mitteleuropa nie jest dal nich partnerem - podmiotem tylko przedmiotem, a raczej zbiorem przedmiotów. No i tę Mitteleuropę eksploatują i chcą nadal eksploatować z Rosją jako partnerem strategicznym. Stąd Berlin bo to tradycyjne oparcie osi Berlin - Moskwa. Bonn to oś Bonn - Waszyngton.
    No ale to burżuazyjny merkantylizm, bardziej mentalne anglictwo albo i żydostwo niźli prusackość. Gdzież ten ordung totalny, gdzie militaryzm.
    Wyzyskiwać kolonialnie to kazdy kto ma siłę wyzyskuje, to żadna specyfika narodowa.
  • Pogarda dla Boga to prusacki znak szczególny, Grozo szanowny. I owszem, dzisiaj ona aż tryska.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    I teraz wracamy do interesującego zagadnienia prawno-filozoficznego: Na ile Rajch mógł się powoływać na to, że Breslał należał do Prus, a Prusy należały do Rajchu, skoro Prusy zostały rozwiązane, a zaś jej ziemie - włączone do zon okupacyjnych i do Polski.
    !
  • Rafał napisal(a):
    Nie rozumiem i nie podzielam przekonania o tym jakoby Prusy nie były niemieckie.
    Częściowo chodzi o to, że Niemcy składały się historycznie z wielu państw, powiązanych ze sobą głównie kulturowo i symbolem w postaci Cesarstwa Rzymskiego. Tegoż Cesarza Niemcy uznawali, ale się go nie słuchali. Nawet Prusak się go słuchał, choć cesarz go za króla nie uznawał, tylko za brandenburskiego księcia-elektora.

    I teraz, w 1871 Prusy utworzyły drugą Rzeszę, ze swoim królem, któremu nadali tytuł "cesarz niemiecki". Ale aż do czasów Adiego wszystkie państwa niemieckie zachowały atrybuty swojej odrębnej państwowości.

    I tak się złożyło, że w 1947 Prusy zostały rozwiązane.
  • Historycznie zresztą Prusacy też nie byli uznawani za Niemców, zwłaszcza, że połowa ich to byli Polacy.

    Jeśli zresztą o Niemcach mowa, to Polakom w mózgach zapada jakaś klapka wyłączająca myślenie. Język nie jest wyznacznikiem narodowości. Naprawdę nie widzicie różnic między Liberią a Irlandią?

    Acha, Prusy Kajzera nie uznawały z prościutkiego powodu - przez 200 lat były polskim lennem a potem były niezależne. Dlatego pruski elektron mógł się mianować królem, w Niemczech żaden Kurfürst by się na to nie odważył, król jest tylko jeden i jest nim Kajzer.
  • Co za pomieszanie z poplątaniem.
    1. Historia Niemiec/Prus/Rzeszy była już dość dokładnie omawiana w losowych wątkach o Niemczech.
    2. Prawa do danych ziem również.
    3. W mojej opinii Przemkowi się miesza: osądzenie, ukaranie, zadośćuczynienie, wybaczenie oraz różne kombinacje tych pojęć. Wiem, że czasem trudno pojąć iż może zachodzić koniunkcja czasem alternatywa i to zarówno pomiędzy tymi pojęciami jak i ich zaprzeczeniami. No i kolejny problem, słaba implikacja przypadków szczególnych oraz znaczący brak przypadków ogólnych.
    Reszta to pianobicie.
  • Pogarda dla Boga to prusacki znak szczególny, Grozo szanowny. I owszem, dzisiaj ona aż tryska.
    A francuski nie? Przynajmniej neoFrancuzów?
    Acha, Prusy Kajzera nie uznawały z prościutkiego powodu - przez 200 lat były polskim lennem a potem były niezależne. Dlatego pruski elektron mógł się mianować królem, w Niemczech żaden Kurfürst by się na to nie odważył, król jest tylko jeden i jest nim Kajzer.
    No ale to Kajzer Prus po ich przejęciu Rzeszy i Cesarstwa, nespa?
    Bo w Niemczech to przecież królów było pod Kajzerem tyle co pcheł na psie.

  • Groza-Symetrii napisal(a):
    Pogarda dla Boga to prusacki znak szczególny, Grozo szanowny. I owszem, dzisiaj ona aż tryska.
    A francuski nie? Przynajmniej neoFrancuzów?
    To jest taka zabawna rzecz - materia nie ma znaczenia, wszystkie rzeczy ważne dzieją się w ludzkich umysłach. Ale z drugiej strony tylko o materii da się rozmawiać, nawet w sposób wrogi, gdyż tylko o niej da się wypowiadać tezy ponad wszelką wątpliwość. Co się dzieje w ludzkich umysłach, dla postronnych jest zakryte, możemy tylko dość niejednoznacznie dociekać ze znaków pośrednich. Dlatego o rzeczach ważnych rozmawiać się nie da, no chyba, że z oceanem Praesupponendum.

    Kult siły i pogarda słabości nie jest francuskim znakiem szczególnym. Nie jest to nawet nie niemiecki znak szczególnym, nim pieczętują się jedynie Prusy.
  • Groza-Symetrii napisal(a):
    Bo w Niemczech to przecież królów było pod Kajzerem tyle co pcheł na psie.

    Błąd gruby i to dosyć zasadniczy. Ani jeden.

  • No jak, a krul Czechosłowacji?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.