Swój do swego po swoje?

Zdaje się, że tego swego już niedługo nie będzie. I bankruci spod znaku "Piotra i Pawła" się wyprzedają...
https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/polskie-sieci-handlowe-nie-wytrzymuja,141,0,2398861.html
Czasem chodzę do sklepu Społem - ceny kosmiczne, grożące bankructwem...
A zawsze sądziłem, że Polacy pohandlować potrafią. A tu guzik panie.
I co zrobisz jak nic nie zrobisz...

https://infogram.io/p/3315b739f95c7cc494bfc26e4499440b.png
Otagowano:
«134

Komentarz

  • qizqiz
    edytowano February 21
    Zna ktos ten przypadek? PiP wyglądało na kandydata do rozwoju, a nie trupa pokroju Almy...

    Najwyraźniej miliardzik eurokredyciku dla Lidla załatwił sprawę, a o innych "pomocach" jeszcze nie wiemy.
  • Pip od dawna placi dostawcom z ogromnymi opoźnieniami, wiec cud, że dopiero teraz. Sam pomysł na delikatesy premium samobójczy. U nas tylko dyskonty premium mają sens. Taki rynek. Nawet klasa średnia nie chce płacić dużo za żywność.
  • PiP wcale nie jest drogi, jeśli się czyta etykiety i nie chce kupować badziewia. Pozostałe sieci sprzedaja shit udający normalny produkt, a ludzie chcą być oszukiwani i patrza tylko na cenę.
    PiP ma również coś takiego, że jeśli klient kupuje najtaniej i szuka określonego rodzaju produktu, to zwykle znajdzie na polce jeden. Bardzo tani chleb, ser, mleko, masło, wędlinę w cenie nie odbiegającej od np. Tesco czy Biedronki, za to w jakości typowej dla PiP czyli bdb. Nie ma wtedy wyboru (jeden produkt) ale jest bardzo tanio.
    PiP nie oszukuje na opakowaniach i składzie, co jest obecnie podstawowym sposobem handlowania w sieciach. Nie ma coli 1,75l nie ma skrobi w dżemie żeby był gesty i maskował niemal całkowity brak owoców, nie muszę sprawdzać ile mięsa będzie w mięsie, a ile MOMu.

    Zakupy w PiP to dla mnie relaks taki sam jak na giełdzie hurtowej. Nie muszę szukać pułapki i oszustwa w każdym produkcie który biorę do ręki.
  • Powoli zaczyna mnie irytować maniera kolegi D2O doebywania się do Polaków.
  • Z całym szacunkiem. Ostre osądy i irytacja stały się ostatnimi czasy znakiem firmowym Szanownego Kolegi na Tymforum.
  • Za 10 lat nie będzie żadnych sieci w dzisiejszym kształcie - ani hipermarketów, ani supermarketów, ani dyskontów jeśli nie wejdą w e-handel z dostawą do domu. Sklep staje się coraz bardziej stałą ekspozycją. Na razie tak jest, czy staje się, w AGD, elektronice i odzieży oraz niektórych innych specjalnościach. To wchodzi jednak szybko także w spożywkę, także świeżą i szybko psującą się.
  • edytowano February 21
    Alma jako pierwsza zaczęła sprzedawać spożywkę przez internet z dostawą do domu. Zaczęliśmy z tego korzystać i bardzo szybko przestalismy, bo firma notorycznie oszukiwała na asortymencie sprzedając produkty na granicy terminu przydatności, czasami psujące się na drugi dzień po dostawie, itp.
    Jeżeli w branży nie będzie uczciwości (a jest notoryczny głęboki deficyt i nie zanosi sie na poprawę) to zakupy spożywcze przez net mają bardzo ograniczony sens.
  • randolph napisal(a):
    Z całym szacunkiem. Ostre osądy i irytacja stały się ostatnimi czasy znakiem firmowym Szanownego Kolegi na Tymforum.
    Nie tylko na tym i od zawsze. Taka słabość charakteru godna pożałowania.
  • AGD, elektronika, nawet łachy i buty, mozna odesłać, bez trudu, na koszt sprzedawcy.
    Żywność każdy lubi obejrzeć - przysłowiowo pomacać.
    Nie wyobrażam sobie kupowania jedzenia - prócz soli ,cukru i takich tam, przez net.

    Piotra i Pawła lubiłam i korzystałam. Mieli świetne makarony w dobrych cenach, tzw luksusowe towary- oliwa, kawa kubańska , twarde sery też miały lepsze ceny niż o żabojadów.
    Wielka szkoda.
  • edytowano February 21
    Oni mają własną markę sklepową nazwaną tak samo jak firma, o cenach porównywalnych z hipermarketami
  • edytowano February 21
    randolph napisal(a):
    Alma jako pierwsza zaczęła sprzedawać spożywkę przez internet z dostawą do domu. Zaczęliśmy z tego korzystać i bardzo szybko przestalismy, bo firma notorycznie oszukiwała na asortymencie sprzedając produkty na granicy terminu przydatności, czasami psujące się na drugi dzień po dostawie, itp.
    Jeżeli w branży nie będzie uczciwości (a jest notoryczny głęboki deficyt i nie zanosi sie na poprawę) to zakupy spożywcze przez net mają bardzo ograniczony sens.
    Może dlatego Alma padła. E-sprzedaż to trudny biznes. Sama platforma zamówień i płatności to już nie jest problem. To chyba można sobie kupić z rynku i wcale nie tak drogo. Problem to wydłużony łańcuch dostaw. Dochodzi "ostatnia mila" czyli to co w firmach kurierskich. To zresztą one głównie mają obsługiwać tę część łańcucha. Kolejne zagadnienie to kompletacja zindywidualizowanych małych zamówień. Do tego potrzebne jest sprawne centrum logistyczne z dużym zaangażowaniem pracy ludzkiej.Te operacje bardzo słabo poddają się automatyzacji i robotyzacji, szczególnie pełnej. To się może opłacić tylko wtedy jeśli koszt tej części łańcucha zmieści się w okolicach marży w markecie plus dostawa w rozsądnej cenie, jak pizzy. Taki system w spożywce ma, rzecz jasna, szanse powodzenia w okolicach gęściej zaludnionych i dość zamożnych (obycie z internetem, dbałość o dietę, planowanie domowe itp) czyli na razie w większych aglomeracjach.
  • Alma miała swoje samochody i kierowców, podobnie jak Leclerc i inni. Towary pakowała i wysyłała z lokalnych sklepów. To co opisywałem (śmierdzące stare mięso, zwiędłe warzywa, itp.) wynikało że świadomej nieuczciwej polityki firmy. To jest obecnie podstawowa bolączką calego spożywczego handlu detalicznego (sieci). Konkurencja jest tak duża a ludzie ogłupieni, że bez oszustwa nie tylko nie ma zysków ale są straty.
  • edytowano February 21
    randolph napisal(a):
    Alma miała swoje samochody i kierowców, podobnie jak Leclerc i inni. Towary pakowała i wysyłała z lokalnych sklepów. To co opisywałem (śmierdzące stare mięso, zwiędłe warzywa, itp.) wynikało że świadomej nieuczciwej polityki firmy. To jest obecnie podstawowa bolączką calego spożywczego handlu detalicznego (sieci). Konkurencja jest tak duża a ludzie ogłupieni, że bez oszustwa nie tylko nie ma zysków ale są straty.
    Zważywszy kim byli ludzie trzymający stery Almy - absolutne zero zdziwienia.
  • Michał5 napisal(a):
    AGD, elektronika, nawet łachy i buty, mozna odesłać, bez trudu, na koszt sprzedawcy.
    Żywność każdy lubi obejrzeć - przysłowiowo pomacać.
    Nie wyobrażam sobie kupowania jedzenia - prócz soli ,cukru i takich tam, przez net.

    Piotra i Pawła lubiłam i korzystałam. Mieli świetne makarony w dobrych cenach, tzw luksusowe towary- oliwa, kawa kubańska , twarde sery też miały lepsze ceny niż o żabojadów.
    Wielka szkoda.
    Kupuje się to co jest pakowane i znane, ze szczególnym uwzględnieniem ciężkich napojów. Dawno temu kupowałem we frisco.pl - bylo super, byc może trafiłem na sam poczatek funkcjonowania. Potem się popsuły słyszałem, ale już nie kupowałem.
  • Ja nie pisalem ze Pip drogi tulko że faktury płacą z ogromnymi opóźnieniami.
  • MarianoX napisal(a):
    Oni mają własną markę sklepową nazwana tak samo jak firma o cenach porównywalnych z hipermarketami
    No właśnie o te produkty mi chodzi. Ale kto jest producentem towarów zwanych Piotr i Paweł?
    W przypadku Biedry i Tesco - firmy kupują niekonfekcjonowany , mniej wartościowy towar za psie pieniądza i sprzedają jako towar własny. Córka miała praktyki w Jogo i mieli tam trzy linie produkcyjne- jedna do sklepó firmowych, inna do pozostałych i trzecia, do dyskontów
    Trzecia linia obejmowała produkty mleczarskie o najdłuższym terminie spozycia, z najwiekszą ilością konserwantów, z surowcem najgorszej jakości. Przykład- twarozek bez szczypiorku w plastikowych kubeczkach. Mleczarnia nie produkowała serków po burzy w kubeczkach Jogo, bo było wiadomo, że warunki baryczne wpływaja na jakośc ziarna . Ale słabe ziarno mleczarskie szło na produkcję serków dyskontowych . Itd
    Jeszcze gorzej jest ze słodyczami dla Biedronki czy Tesco.
    Ilość ziarna kakaowca uzyta w tej gorszej produkcji właściwie nie pozwala nazywać tych słodyczy czekoladowymi.
  • edytowano February 21
    No tak Rafał, ale to nie znaczy, że problemy nie zostaną rozwiązane i cały biznes ogarnięty. Jak pisałeś, to jest kwestia czasu. I nie ma od tego ucieczki.

    Przychodziła do was Pani ze Wsi ? Za komuny ? Bo do nas tak, parę razy w miesiącu, przynosiła mięso, jajka, nabiał itp. Czekam kiedy będę mógł taką Panią przez internety zamówić.

    Wszystko da się zrobić. Swego czasu spróbowałem jeść jedzenie pudełkowe. Znalazłem na internecie firmę, wybrałem najmniej dietetyczne (bo mi chodziło, żeby mieć święty spokój z jedzeniem). Codziennie przywozili mi jedzenie i stawiali pod drzwiami. Jak zauważyłem, przyjeżdżali między 1 a 3 w nocy. To mnie zdziwiło, zacząłem grzebać. Otóż firma była z Warszawy. Codziennie wysyłają transporty jedzenia w całą Polskę. Z dowozem do klienta finalnego. Da się ?

    Eksperyment trwał miesiąc, jedzenie dopieszczone i w sumie nawet ok, ale po miesiącu miałem odruch wymiotny jak na to patrzyłem. Nie jestem w stanie znieść rukoli do wszystkiego, jakiś ciecierzyc, częstych ryb, sałatek, sratek i drobiu non stop. Jestem prosty chłop z Podlasia, 6 palców. Podziwiam ludzi, którzy na tych pudełkach jadą.
  • Z diety pudełkowej korzysta mimo mody niewielki procent ludzi. Z kupowania na śniadanie wędliny na plasterki- olbrzymia większość, która sobie nie robi sama wędlin.
    Pani ze wsi przychodzi do nas co drugi dzień- producentka;) mleka i jaj i gęsiny i królika czasem. Bezpośrednio baba i ja.
    Mleko sprzedaje po zamówionych domach, bo jej mleczarnia kazała kupić wszystkie te niezbędne urządzenia
    Chłodziarkę ma, dojarkę ma i zbyt po 2, 50 zł z 1,5 litra mleka od ciągle tych samych meciek- tyż ma.
  • JORGE napisal(a):
    No tak Rafał, ale to nie znaczy, że problemy nie zostaną rozwiązane i cały biznes ogarnięty. Jak pisałeś, to jest kwestia czasu. I nie ma od tego ucieczki.

    Przychodziła do was Pani ze Wsi ? Za komuny ? Bo do nas tak, parę razy w miesiącu, przynosiła mięso, jajka, nabiał itp. Czekam kiedy będę mógł taką Panią przez internety zamówić.
    Krokiem w tym kierunku mogą być - z przeproszeniem - platformy w stylu 'Lokalny Rolnik'.
    Może tkwię w błędach, ale w takich rozwiązaniach widzę nadzieję na uniezależnienie producentów od zbyt silnych pośredników, czy'ryneczków lidla'.
  • Ryneczki Lidla będą istnieć dopóki nie zmądrzeje konsument, na co się nie zanosi ani w krótkiej ani w długiej perspektywie czasowej.

    Druga sprawa. Żyłem od lat w fałszywej świadomości, że Macro Cash&Carry i Selgross to są firmy holenderskie. Niedawno sprawdziłem, że owszem ... niemieckie, a właściciel tej pierwszej służył w Waffen-SS. Z katalogu sklepów gdzie czasami robię zakupy odpadły mi więc dwie marki. Jeżeli rozmawiam o podobnych sprawach z przypadkowymi ludźmi, połowa zupełnie nie rozumie o co chodzi. Druga owszem pojmie motywacje ale uzna je za niewystarczające dla siebie i dalej będzie jeździć hitlerwagenami i kupować produkty spożywcze w wielkiej blaszanej budzie od jakiegoś Helmuta.

  • Mam nieco doświadczeń własnych - operacyjnych i sprzedażowych w FMCG w spożywce. Otóż to nieprawda że marki własne (privat label) czyli marketów są niskiej jakości.Jeśli już to by dotyczyło wszystkich produktów. To prehistoria - sprzed 20 lat kiedy były jakieś Lider Price na dolnych półkach i kiedy Biedronka, jeszcze w rękach Świtalskiego, sprzedawała w halach o wyglądzie garaży ze skrzynek z podłogi.

    Procedura - model biznesowy jest taki:
    - Umowy z dostawcami są na okresy roczne lub półroczne,
    - Specyfikację produktu uzgadnia się z kupcem w sieci na kilka miesięcy przed dostawami. Kupiec odpowiada za jedną lub kilka kategorii (grup towarowych) dla całej sieci lub jej części (kilku centrów logistycznych). Specyfikacja jest bardzo szczegółowa: skład, cechy organoleptyczne, mikrobiologia, domieszki, opakowanie indywidualne i zbiorcze, etykiety, mix na palecie itd.
    - Często trzeba wykonać produkcje próbne i dać do analizy. często trzeba poddać zakład produkcyjny i procedury operacyjne i kontrolne w nim audytowi odbiorcy, zwykle na własny koszt,
    - Taki proces przechodzi zawsze kilku potencjalnych dostawców.
    - Na 2-3 miesiące przed dostawami kupiec (sieć) organizuje aukcję internetową na specjalnej platformie dla wspomnianych wyżej dostawców. Decydującym kryterium przy wystandaryzowanej (w powyższych krokach) ofercie jest cena - wygrywa najtańszy. Kryterium uzupełniającym może być skala - lepiej większa i wiele produktów.
    - Specyfikacja produktów w marce własnej (sieci) nie odbiega niczym istotnym od specyfikacji produktów markowych tego samego producenta. Specyfikacja produktu brandowego jest dla kupca wręcz wskazówką do jego specyfikacji.
    Powyższe doprowadziło do sytuacji że nie ma sensu kupować produktów markowych bo w niczym nie przewyższają marek własnych. Trzeba patrzeć na producenta - zwykle brandowy z wyższej półki jest też producentem tego samego w marce własnej z nieco niższej półki. Różnią się opakowaniem, miejscem ekspozycji i ceną - sporo niższą. Brand może coś znaczyć jakościowo tylko w produktach naprawdę luksusowych. Po co i czemu więc brand? Sieci chciały je wyeliminować, ale okazało się że klient chce różnorodności. To zapewniają brandy niesieciowe i dlatego pozostały. Bywałem w fabrykach dużych koncernów ze znanymi brandami. Z rozmów z kadrą dowiadywałem się, że produkcja brandowa to max 20 %,a reszta to marki własne sieci.

    Handel obwoźny w wersji e-handel będzie korzystał z takiego samego modelu zaopatrzenia. Inaczej nie osiągnie kosztowego efektu skali.Równolegle może się rozwijać specjalistyczny obwoźny handel lokalny czy ekologiczny. Po moim osiedlu, okolicy domków, jeździ regularnie furgonetka piekarz w kooperacji z cukiernikiem. Kiedyś mieli tez wyroby lokalnej masarni. Latem rozwożą lody. Sezonowo jeździ "chłop z kartoflami i warzywami" i ogrodnik z ziemią, torfem i nawozami.
  • edytowano February 21
    randolph napisal(a):
    Ryneczki Lidla będą istnieć dopóki nie zmądrzeje konsument, na co się nie zanosi ani w krótkiej ani w długiej perspektywie czasowej.

    Druga sprawa. Żyłem od lat w fałszywej świadomości, że Macro Cash&Carry i Selgross to są firmy holenderskie. Niedawno sprawdziłem, że owszem ... niemieckie, a właściciel tej pierwszej służył w Waffen-SS. Z katalogu sklepów gdzie czasami robię zakupy odpadły mi więc dwie marki. Jeżeli rozmawiam o podobnych sprawach z przypadkowymi ludźmi, połowa zupełnie nie rozumie o co chodzi. Druga owszem pojmie motywacje ale uzna je za niewystarczające dla siebie i dalej będzie jeździć hitlerwagenami i kupować produkty spożywcze w wielkiej blaszanej budzie od jakiegoś Helmuta.

    +1 Też nie wiedziałem o włascicielach tych firm, dzieki.
    Lokalny rynek organizuje (-ował?) Radio Wnet, składało się zamówienia na odpowiednią ilość i to przypływało od rolników do Warszawy Wisłą, gdzie sie odbierało zamówioną ilość produktów.
  • Nie oceniałbym polskiego konsumenta zbyt negatywnie. Jeśli on jest głupi to jaki jest niemiecki czy angielski? Chyba piramidalnie głupi. Polski konsument przynajmniej umie liczyć. Szuka okazji i tańszego produktu. Jest bardzo odporny na reklamę, wbrew temu co twierdzą spece od marketingu i agencje reklamowe oraz media. Skąd to wiadomo? A choćby stąd ze plajtują delikatesy,a rozwijają się dyskonty. A stąd że Benteleyów, Range Rowerów i Porshe jest w Polsce z dziesięć razy mniej na głowę mieszkańca stolicy niż w Moskwie czy nawet w Kijowie. Że Rolexy nie rozchodzą się jak świeże bułeczki i że nie ma salonów Armaniego w każdym powiecie. No te ostatnie rzeczy to może świadczą o mniejszym zamiłowaniu do luksusu i tandetnej demonstracji niż gdzie indziej, w tym w uwielbianej Ameryce. Polski konsument wciąż potrzebuje edukacji, ale głodny wiedzy jest. Stowarzyszenia konsumenckie są słabe i chyba głównie zajmują się sobą, znaczy swymi działaczami, i łapaniem dotacji. RPO zajmuje się głównie walką z rządem i promowaniem lewicowego światopoglądu. Ma więc polski konsument wciąż mało i słabo dostępną informację o produktach i usługach, ich cechach, porównaniach, swoich prawach i sposobach ich dochodzenia oraz mały wpływ na legislację w zakresie rzetelności reklamy i informacji. To kolejny obszar za który, mam nadzieję, Dobra Zmiana się weźmie.

    Głupi natomiast i często nieuczciwy jest polski producent i usługodawca - często hodowca, rzemieślnik, nowo wzbogacony przedsiębiorca. Niskie morale: złe traktowanie - wykorzystywanie pracowników, oszukiwanie na jakości i ilości produktów i usług, zaległości płatnicze, fałszywe reklamacje, donosy na konkurencję, pomówienia, oszustwa podatkowe itd. Do tego życie ponad stan, luksusowa konsumpcja zamiast inwestowania, niskie kwalifikacje i brak chęci ich podnoszenia, postawa roszczeniowa wobec państwa, niechęć i nieumiejętność współpracy lokalnej i branżowej, wręcz skrajna nielojalność w tych obszarach. Taka jest dominująca praktyka małej i średniej przedsiębiorczości. Może mam spaczony obraz, może obracam się w specyficznych branżach i środowiskach. Wydaje się jednak że co najwyżej nieco przejaskrawiam. O przyczynach tego już pisałem. Główna to pochodzenie polskiego przedsiębiorcy. Udział byłych esbeków, ich agentów, postkomunistycznej partyjnej nomenklatury i związanej z nimi mafii i półświatka w obecnych elitach biznesowych RP na wyższym i niższym szczeblu jest ogromny. Ta rzesza, podobnie jak w polityce i administracji, jest uzupełniana przez kooptację o materiał najgorszego sortu z młodszych pokoleń, w tym spora część drogą rodzinnej sukcesji układów.
  • edytowano February 21
    Rafał napisal(a):
    Mam nieco doświadczeń własnych - operacyjnych i sprzedażowych w FMCG w spożywce. Otóż to nieprawda że marki własne (privat label) czyli marketów są niskiej jakości.Jeśli już to by dotyczyło wszystkich produktów.
    Większości. Coca cola kombinować w składzie nie pozwoli, więc jest butelka 1,75l zamiast 2,0l, żeby wyglądało, że taniej.

    Biedronka z połowy pierwszej dekady usiłowała mieszać dostawcom w recepturach, żeby obniżyć cenę. Znam to z relacji dużego producenta ciastek. Opowiadał o Delicjach, które chciał sprzedawać hurtowo z rabatem za kwotę x, a Biedronka chciała kupić za kwotę o ~połowię mniejszą. Na argument, że za podobne pieniądze nie da się wyprodukować żądanego towaru, Biedronka wyciągała zmodyfikowaną recepturę , w której kluczowe składniki zostały zredukowane do minimum lub zastąpione syropem gównolitowym i takąż mąką.

    Ale wtedy to już nie będą Delicje - odpowiedział producent, którego marka miała widnieć na opakowaniu - i wstał od stołu. Patrząc na mnogość marek jakie są na półkach w Biedronce - zachowanie niestandardowe, a jeśli się nie zapomina jak wyglądały negocjacje i do czego dążyła sieć, to ... smacznego.

    Drugi przykład. Powstały przed dekadą zakład produkujący przetwory w słoikach (zupy, pulpety, gołąbki, bigos, ogórki, kapusta kiszona, papryka konserwowa, etc.). Nie koncern. Jeden zakład - jeden fizyczny właściciel, pracowników ponad setka, produkcja zmianowa. Ich wyroby, ale w 90% etykieta firmy trzeciej lub jakiejś sieci handlowej (jest jakiś niewielki eksport do UK pod własny szyldem). Właściciel mówi, że to gra o sumie zerowej. Z jednej strony nie musi się bić o klienta, odpadają koszty reklamy i własnej sieci dystrybucyjnej. Z drugiej, tacy zamawiający dołują cenę niby zabierając problemy ale i pieniądze z marży, które są potrzebne do rozwiązania tychże problemów. To jeszcze stosunkowo niegroźne. Gorzej jeśli jeden z w/w odbiorców zostaje przeważającym w obrotach, wtedy zawsze zaczynają się próby zdominowania przez presję na cenę, połączoną z przyblokowaniem płatności i groźbami zerwania współpracy jeśli firma nie będzie elastyczna. Bywa, że groźby się urzeczywistniają. Człowiek mówił, że produkując bez własnej marki starannie pilnuje równowagi w portfelu klientów, bo inaczej któryś z nich dawno by firmę przejął (inny producent) lub bezwiednie wykończył (sieć handlowa).
  • No takie są mechanizmy. Trzeba to przyjąć do wiadomości, zrozumieć, dostosować się i znaleźć swoją przewagę konkurencyjną. Z rynkiem się nie wgra. Jak napisałem do rynku można się dostosować. Czasem daje się nieco go zmodyfikować wprowadzić coś nowego i na tym wygrać. Nowego raczej co do koncepcji, podejścia, a nie samego produktu.

    Mały, tak jak ten jednozakładowy, nie ma szans na rynku sieci. Powinien raczej szukać niszy jeśli nie ma pomysłu na prawdziwą innowację, a przecież zdecydowana większość nie ma i to normalne. Na rynku masowym, na którym działają sieci, dominujący typ konkurencji dostawców to konkurencja kosztowa. Trzeba być doskonałym operacyjnie i osiągnąć skalę. W sieciach sprzedaje się towary masowe (commodities). Wszyscy sprzedają de facto to samo. Różnicowanie ma charakter prawie wyłącznie powierzchownie marketingowy: opakowanie, brand, historia opowiadana w reklamie. Polski przedsiębiorca rodzinny mający jeden zakład, po zawodówce lub nic nie wartej wyższej szkole marketingu w Małej Wólce, wstający na kacu o 10-ej i jeżdżący panamerą na piwo i występy Sławomira oraz do siłowni, raczej doskonałości operacyjnej nie osiągnie. Skalę mógłby osiągnąć w grupie, ale grupy to on zakłada zasadniczo po to aby dostać dotacje unijne. Potem się żre ze wspólnikami, oszukuje na tej dotacji niemiłosiernie dzieląc się kasą z podobnymi mu dostawcami dóbr inwestycyjnych po cenach 30-40% powyżej rynku, i oszukuje wspólników i stara się grupę przejąć aby kupić sobie tym razem helikopter aby polecieć na wiadro wina na jachcie w Chorwacji.
    Potem biznes zaczyna się kurczyć i zbliżać do upadku. Winne są oczywiście sieci, rząd i leniwi pracownicy oraz konkurenci.
  • W Polsce, w "większych" sklepach, nie udało mi się kupić przetworzonego mięsa zadowalającej jakości. Nigdy.

    W najlepszym razie buda na bazarze, od małego, lokalnego masarza.

    To jest dramat- cywilizacyjny. Zdobycie niezatrutego pożywienia, wykarmienie dzieci, stanowi wyzwanie logistyczne. Potrzebne są zamrażarki, rzemieślniczy dostawcy ze wsi... No smutne to bardzo.
  • Dostawcy ze wsi nie wystarczą obawiam się, to musi być hodowca który tuczy zwierzaki w miarę nieprzetworzonym żarciem i bez chemii - a to wychodzi drogo, nawet sama kukurydza gmo która jest generalnie najtańsza wychodzi drogo w porównaniu do pasz wysokoprzetworzonych. Nie kupisz w Polsce słoniny grubszej niż dwa palce, nikt nie tuczy już tak wieprzowiny.
  • Mięso jedynie od firmy zaopatrującej gastronomię, z giełdy towarowej lub straganu a i to nie każdego. Sieciowki to bez wyjątku badziew, no może za wyjątkiem Piotra i Pawła.

    Nie znajduję pozytywnego aspektu hasła "polska żywność", bo to co jest robione dla mas na rynek krajowy to w większości trudno jadalny gnój. Nie chce mi się wierzyć, ze gdzie indziej jest jeszcze gorzej. Węgry sa porównywalne, czesto lepsze. Kupowałem w ichnim Tesco, maja rzeczy takie same jak w Polsce ale jest cala gama produktów regionalnych i dlatego np. kiełbasę madziarską, pasty paprykowe itp.regularnie woziłem do Polski. Serbskie produkty spożywcze z małego sklepu (male dominują)smakują wybornie, jak polskie sprzed trzech dekad. Rumunia i Bulgaria gdzieś pośrodku. Domniemywam, ze jakość ginie za sprawą zmian w handlu, których nie wytrzymują małe podmioty (producenci, hurtownicy, sklepikarze), a wygrywa globalizm w każdej z tych sfer.
  • A ja w wakacje jade na Ukraine. Mam nadzieje, że rezuny mają jeszcze trochę naturalnego jedzenia.
  • Kolega ma firmę w Lucku, jeździ regularnie i przywozi ukraińska spozywke, ktora jest wyborna. Nie wiem czy wszystko maja w podobnej jakości, czy tylko wybrane rzeczy. Za to Ukraińcy masowo wożą badziewie ze specjalnie dla nich pobudowanych przygranicznych Biedronek i Lidlow, bo tańsze.

    Kiedyś przy granicy były różne hurtownie spożywcze, nierzadko profilowane pod klienta (np. śledzie solone).Właściwie wszystko wyginęło gdy weszły sieciówki.
  • Przemko napisal(a):
    Dostawcy ze wsi nie wystarczą obawiam się, to musi być hodowca który tuczy zwierzaki w miarę nieprzetworzonym żarciem i bez chemii - a to wychodzi drogo, nawet sama kukurydza gmo która jest generalnie najtańsza wychodzi drogo w porównaniu do pasz wysokoprzetworzonych. Nie kupisz w Polsce słoniny grubszej niż dwa palce, nikt nie tuczy już tak wieprzowiny.
    Kolega nie napisał wprost ,ale jak się domyślam chodzi o tucz wieprza, więc nie spotkałem się by skarmiano owego kukurydzą. Na 100 kg wieprza potrzeba 300kg śruty (jęczmiennej lub mieszanej) + 25 kg odżywki białkowej lub ekwiwalent np. serwatka + prosię 100-150zł.
    W kwestii grubości słoniny, raczej chodzi o gatunek niż o żywienie.

  • Ja nie rozumiem Polaków.

    Jak można tak dawać się oszukiwać? żeby nie powiedzieć "dymać"...
    Czy to po prostu jest dla spokoju sumienia, okłamywanie się: co przychodziłem do spożywczaka, to przetworzone mięso (tzw. wędliny, polędwice) za kilogram było w porównywalnych cenach, co mięso surowe.
    A z mięsa surowego ciekły te wszystkie solno-konserwantowe wydzieliny.

    To jaki jest sens kupowania gorszego produktu za przykładowy 20 zł/kg, gdy wiadomo jest, że tam nawet nie ma połowy wagi mięsa, a reszta to po prostu szkodliwe trucizny? Lepiej kupić 2 razy droższe, od małego eko-wytwórcy. Zjeść mniej, rzadziej, delektować się, ale przynajmniej zachować odrobinę godności. I nie udawać, że je się mięso, gdy go tam prawie nie ma. Nie stać mnie na mięso, bo jest drogie (lub- bo mam mało pieniędzy, co jest raczej precyzyjniejszym określeniem)- no to nie jem, tylko od wielkiego święta. A to dobre, które uda mi się dorwać- bardziej szanuję, takoż i producenta, któremu jestem wdzięczny za jakość.

    W ciągu ostatnich lat, w sklepach "zwykłych", w ogóle nie kupowałem wędlin/szynek/kiełbas, czasem tylko jakieś te eko-sreko bezglutenowe paróweczki dla dzieci od Hitlidla. Dobra wędlina / kiełbasa była z jakiegoś "Wiejskiego Specjału", lub od baby ze wsi, co na nielegalu rżnęła prosiaka. W zamrażarce, plasterki, w małych porcjach.
  • Niestety. Koło mnie był ekobazar. Produkty conajmniej niezłe, a niektóre wybitne. Pachnące wędliny, tatar ze śledzia mistrzostwo. Wytrzymali ze dwa lata. A w Biedrze dzikie tłumy...
  • No to słabo:
    Gorąco wokół Piotra i Pawła. Sieć supermarketów z 26-letnią historią ma problemy. W sklepach brakuje niektórych towarów, a firma złożyła wniosek o sanację, który szybko wycofała. Członek rady nadzorczej sieci w rozmowie z Business Insider Polska przekonuje jednak, że sytuacja w supermarketach wkrótce wróci do normy, a rozmowy z potencjalnymi inwestorami są zaawansowane.

    Problemy z zatowarowaniem w sklepach pod szyldem Piotr i Paweł zaczęły się kilka tygodni temu. Donoszą o nich klienci m.in. na oficjalnej stronie sieci na Facebooku. W sklepach często brakuje niektórych towarów, a inne rozkładane są w sklepie w taki sposób, by ukryć braki.
  • pantelej napisal(a):
    W kwestii grubości słoniny, raczej chodzi o gatunek niż o żywienie.

    Tak, dominują gatunki które szybko przybierają, gruba słonina to proces powolny i kosztowny.
  • qiz napisal(a):
    Ja nie rozumiem Polaków.

    Jak można tak dawać się oszukiwać? żeby nie powiedzieć "dymać"...
    Czy to po prostu jest dla spokoju sumienia, okłamywanie się: co przychodziłem do spożywczaka, to przetworzone mięso (tzw. wędliny, polędwice) za kilogram było w porównywalnych cenach, co mięso surowe.
    A z mięsa surowego ciekły te wszystkie solno-konserwantowe wydzieliny.

    To jaki jest sens kupowania gorszego produktu za przykładowy 20 zł/kg, gdy wiadomo jest, że tam nawet nie ma połowy wagi mięsa, a reszta to po prostu szkodliwe trucizny? Lepiej kupić 2 razy droższe, od małego eko-wytwórcy. Zjeść mniej, rzadziej, delektować się, ale przynajmniej zachować odrobinę godności. I nie udawać, że je się mięso, gdy go tam prawie nie ma. Nie stać mnie na mięso, bo jest drogie (lub- bo mam mało pieniędzy, co jest raczej precyzyjniejszym określeniem)- no to nie jem, tylko od wielkiego święta. A to dobre, które uda mi się dorwać- bardziej szanuję, takoż i producenta, któremu jestem wdzięczny za jakość.

    W ciągu ostatnich lat, w sklepach "zwykłych", w ogóle nie kupowałem wędlin/szynek/kiełbas, czasem tylko jakieś te eko-sreko bezglutenowe paróweczki dla dzieci od Hitlidla. Dobra wędlina / kiełbasa była z jakiegoś "Wiejskiego Specjału", lub od baby ze wsi, co na nielegalu rżnęła prosiaka. W zamrażarce, plasterki, w małych porcjach.
    100
  • Przyjdzie Amazon i wszystkich pogodzi.
  • Pasze przemysłowe w większości nie są złe. Są produkowane z naturalnych składników: zbóż, śrut i makuchów oleistych, wapnia naturalnego z kredy i fosforu z fosforytów. Do tego rzeczywiście witaminy i mikroelementy mineralne, czasem olej roślinny. Z elementów nienaturalnych bywają białka z procesów przemysłowych, różne przetworzone odpady organiczne jak suszona krew czy mączka mięsno-kostna i rybna ale to już chyba zanikło bo w większości hodowli nie wolno.
    Główne ryzyko to paskudzenie różnymi lokalnymi odpadami. To trzeba umieć i sprawdzać - odpady z mleczarni, przetwórni ziemniaka, browarów, cukrowni itp. Paradoksalnie to występuje częściej i jest bardziej ryzykowne w ":chowie gospodarczym" pokątnie, na mała skalę i bez nadzoru, a przy niskich kwalifikacjach hodowcy. Problemem są anybiotyki, a ściślej ich nadmiar i nie przestrzeganie karencji przed ubojem. Tu tez nie skala jest główną przyczyną tylko chciwość i brak kontroli lub dziurawa.
    Mięso z hodowli przemysłowej jest mniej smaczne raczej z powodu intensywności chowu. Brojler żyje niecałe 5 tygodni, a tucznik miesięcy. Nie biega nie wychodzi na dwór. Przy takim wzroście nie ma kiedy nabrać bardziej zwartej struktury mięśni, odłożyć tłuszczu który jest nosicielem smaku.
    Mięso "ekologiczne" musi więc pochodzić od zwierząt dłużej, czyli mniej intensywnie, hodowanych i być znacznie droższe. czas to pieniądz. Opieka też kosztuje. Zwierz zje więcej bo znaczną część paszy spali na ruch i ogrzanie.
  • edytowano February 21
    To co myśleć o firmie Cargill Pasze. Cargill Milling pod Wrocławiem wyciąga z ziarna zbóż gluten, w procesie który jest czysto chemiczny. Szereg reakcji, słabe kwasy i kilka różnych zasad. Gluten idzie dla ludzi, do batonow Snickers, a to straszne śmierdzące cos co pozostało, służy jako baza do pasz zwierzęcych. Drugiego zakładu nie zwiedzałem, nie wiem jak to jest przetwarzane ale baza nie pozwala na nijaki optymizm. Nie wiem jakie zwierzęta karmi się tymi odpadami poprocesowymi.

    edit: Zajrzałem do googla i widzę ze nie jestem na bieżąco. Cargill w Polsce stal sie molochem, pozmieniał nazwy zakładów i produkuje różne rzeczy.
  • Nie krytykając żadnej zadeklarowanej postawy sprostuję troszkę informacji i przekażę swoje stanowisko:
    - tesko ponoć słynie z tego, że kolekcjonerzy mają obowiązek wysyłać same najlepsze i najświeższe towary (warzywa, mięso). Coraz więcej znajomych z tego korzysta.
    - o automatyce nie ma mowy, bo kolekcjonerzy zbierają z hali sprzedaży, nie z magazynu. Chodzą ich całe stada
    - nie sądzę, że sieciowe produkty są gorsze. znam z pierwszej ręki kilka przypadków, gdzie jeden i ten sam producent ładuje w opakowania z marką sieciową oraz w opakowania z marką ogólnopolską dokładnie tej samej jakości a różnica w cenie sprzedaży jest kilkakrotna.
    - w Piotrze i Pawle jest sporo produktów sprzedawanych w innych hipermarketach, jednak drożej.
    - warzywa są bardzo drogie, a czy są lepsze? nie wiem w czym. faktem jest, że wpadli na pomysł, żeby je ładnie pakować - na tacki, owijają mocno naciągniętą folią świeżości, przez co ładnie błyszczą w mocnym oświetleniu. Za to oświetlenie trzeba słono zapłacić.
    - kupiłem parę razy zgniłe phisalisy (ciężko sprawdzić na miejscu bez otwierania pudełka)
    - szparagi mają okropnie drogie w porównaniu do gmo sprzedawanych w innych sieciach
    - mięso rzuciłem, nie interesa mnie
    - produkty, o wiele nie załważyłem jakiejś znaczącej różnicy jakościowej, kupuję najtańsze
    - w przypadku droższych czekam na promocję i kupuję hurtem na pół roku, rok
    - nie przejmuję się tym, co jem i niespecjalnie mnie składy interesują.
  • randolph napisal(a):
    To co myśleć o firmie Cargill Pasze. Cargill Milling pod Wrocławiem wyciąga z ziarna zbóż gluten, w procesie który jest czysto chemiczny. Szereg reakcji, słabe kwasy i kilka różnych zasad.
    Także różne związki metali ciężkich, w Europie zakazane ale w Chinach czemu nie. I te półprodukty wędrują potem do Europy.
  • trep napisal(a):
    nie przejmuję się tym, co jem i niespecjalnie mnie składy interesują.
    Aha. Właściwie to tym się nawet organa państwowe powinny interesować.

    Byłoby taniej, niż narodowe programy profilaktyki onkologicznej.

  • Hehe. Ja się w 90% procetach zaopatruję w żywność na pobliskim warszawskim bazarku gdzie sprzedawcy mnie znają, chleb kupuję z rodzinnej piekarni, warzywa od pana Karola (syfu mi nie sprzeda), mięso całkiem niezłe od pani z budy, z panem od drobiu gawędzimy o pani fryzjerce albo polityce, a w sklepiku z regionalnymi produktami biorę niezłe wędliny, twaróg, miody podlaskie etc. Sporo kupuję w hali Społem. Panie w fartuchach z początku niemiłe po paru latach poznają konsumentów i człek czuje się jak w domu. Tanio nie jest ale fakt faktem że po tygodniowej diecie biedronkowej w ferie miałem rewolucje żołądkowe.
  • Kolejne z wielu powodów dla których wiocha >>> miasto.
  • Sklepy Społem działają na innych warunkach niż normalne sieci, raz że to spółdzielnie dwa - mają aktywa w postaci dobrych lokalizacji sklepów. Więc mogą mieć trochę bardziej wywalone na klienta i nie szorować brzuchem po dnie z cenami. To nie znaczy że nie umio handlować.

    Natomiast co do wsi to u nas we wsi jest piekarnia i piecze taki szit że wstyd. Na szczęście we wsi obok pieką świetny.
  • edytowano February 22
    Przemko napisal(a):
    randolph napisal(a):
    To co myśleć o firmie Cargill Pasze. Cargill Milling pod Wrocławiem wyciąga z ziarna zbóż gluten, w procesie który jest czysto chemiczny. Szereg reakcji, słabe kwasy i kilka różnych zasad.
    Także różne związki metali ciężkich, w Europie zakazane ale w Chinach czemu nie. I te półprodukty wędrują potem do Europy.
    Nie wiem co to za chemiczny proces. Co do reszty to po wyciągnięciu glutenu pozostaje to co tam było więc w czym rzecz? Rzeczywiście do produkcji pasz używa się produktów ubocznych z przetwórstwa rolnego. Zawsze używano. Kiedyś świnie "ekologiczne" jadły odpadki i pomyje.Używa się wytłoków po produkcji oleju, młóta po produkcji piwa, wysłodków po produkcji cukru itp. Dawniej też tak robiono.
  • Przestałam wierzyć w jakikolwiek nabiał typu "prosto od krowy" po lekcji poglądowej, jakiej udzieliła mi gaździnka w Zębie.
    - Widzi pani te bele na łące? Szajs pod tytułem kiszonka, czyli niewysuszona trawa zwieziona do stodoły. Bydło żre to potem przez cały zimowy sezon. Pani kochana, smród z tego taki, pozbyć się go nie sposób. Wszystko cuchnie. A najbardziej - mleko. I to mleko odstawia się do mleczarni. Nie ma możliwości, żeby z takiego mleka powstawały smaczne, naturalne przetwory.
    - To nawet dla siebie nie produkujecie dobrego?
    - A skąd? Nie opłaca się. Taniej pójść do sklepu i kupić kostkę masła i mleko, niż bawić się we własną produkcję.

    I tak w tym duchu pogawędziłyśmy sobie, patrząc z balkonu pensjonatu na zbiór mokrej trawy wedle niemieckiej technologii. Dlaczego mokrej? Bo akurat padało, a maszyna do zwózki była zamówiona na ten a nie inny dzień.
    I nawet jeśli jakiś rolnik suszy siano metodą tradycyjną, to i tak w mleczarni mleko śmierdzące jest mieszane z tym dobrym.

    Acha, cała rozmowa zaczęła się od pozornie niewinnego pytania, dlaczego nie mogę trafić na polskie, pachnące masłem masło. Odpowiedź powyżej.
  • Ta gaździna to może i była gaździna ale na rolnictwie znała się słabo. Górale, w tym gaździny, specjalizują się w efekciarskiej góralskiej gadce bez sensu. To już trwa od ponad stu lat, ta chłopomania podhalańska uprawiana przez ceprów. Sami wierzą chyba w swoje bujdy.
    Kiszonka to jak nazwa wskazuje kiszonka. Zachodzi fermentacja. Woda po ogórkach pięknie nie pachnie, a ogórki dobre i woda też. Kapusta kiszona też zdrowa chociaż nie pachnie fiołkami. Kiszonka zachowuje więcej składników niż suszone siano, przynajmniej powinna. Jasne że można ją spaprać. Jak się dopuści do fermentacji beztlenowej to powstają związki siarki i śmierdzą. Da się to zredukować przez natlenianie czyli zwyczajne poprzerzucanie np widłami przed podaniem pod pysk. Kiszonkę robiono i dawniej w wielkich silosach z betonu. Przykrywano to grubymi plandekami i obciążano. Zwykle służyły do tego stare opony. Obecna technologia belowania i pozostawiania na polu do stosownego momentu jest dużo tańsza. Tak samo ze słomą. Niestety z krajobrazu zniknęły malownicze snopki i stogi.
  • BTW Czy standard pensjonatów w ostatnich latach się podniósł? Od 10 lat w górach bywam bardzo okazjonalnie i bardzom ciekaw, czy jakość w końcu zaczęła doganiać ceny...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.