Omdlewam...

edytowano March 15 w Forum ogólne
... kiedy słyszę, że gen. Wojciecha Jaruzelskiego chce się pozbawić stopni wojskowych. To niegodziwość. Jakoś nie przypominam sobie, aby NSZZ "Solidarność" i pokrewne podziemne organizacje antykomunistyczne kiedykolwiek głosiły hasło "rozliczenia z komuną", a już zwłaszcza w takim wydaniu. Ba! "Solidarność" na wszystkich winietach pism autoryzowanych przez tę organizację głosiła hasło UGODY. Dziś, kiedy bojownicy o wolność i demokrację się mnożą jak króliki zastanawia mnie, gdzie ci wszyscy "kombatanci" byli, kiedy ja służyłem jako mróweczka Ojczyźnie, roznosząc bibułę i takie tam, ryzykując życie i karierę, co notabene docenili, w mikroskali powiatowej, rządzący ówcześnie platfusy (2011 rok, 30-lecie wprowadzenia stanu wojennego), nadając mi stosowne odznaczenie. Ot, taka refleksja...

Komentarz

  • Fakt, dopierdolenie po śmierci to mniejszy fun niż dopierdolenie za życia. Ja zawsze byłem za widowiskową egazekucją ale nigdy nie znalazłem u nikogo nawet werbalnego poparcia.
  • edytowano March 15
    Zgadza się. Onegdaj czcigodny Gryzoń deliberując o straszliwych zbrodzieniach hitlerowskich stwierdził, że to towarzystwo trzeba było po prostu rozstrzelać hurtem, nie certoląc się z jakimiś trybunałami i takimi tam. A skoro się nie rozstrzelało to zamknąć mordę. Zdawa się, że podobny postulat zgłaszał towarzysz Józef Stalin, anonsując Aliantom nawet liczbę 50 000 dżordżów. Nikt nie słuchał wtedy przywódcy wolnego świata. No i mamy skutki w postaci wzmożenia antykomunistycznego w epoce, kiedy komuny już od wielu dekad nie ma.
  • loslos
    edytowano March 15
    vigilate napisal(a):
    Zgadza się. Onegdaj czcigodny Gryzoń deliberując o straszliwych zbrodzieniach hitlerowskich stwierdził, że to towarzystwo trzeba było po prostu rozstrzelać hurtem, nie certoląc się z jakimiś trybunałami i takimi tam. A skoro się nie rozstrzelało to zamknąć mordę.
    Non sequitur. Hitlersynów należy smażyć wszelkimi sposobami, póki jeszcze ktoś będzie szwargotać w tym dialekcie. To jedyny sposób, by zachowywali pozory rasy ludzkiej.

  • No tak... Tutaj podpisujemy protokół rozbieżności.
    Niemniej, skoro mamy się za naród, to jakim cudem nikt nie został rozpierdolony za Smoleńsk? My, Polacy, nie jesteśmy narodem politycznym, my jesteśmy kundlami.
  • Mówi kolega za siebie. Ja się nie mam za kundla chociaż Polonus sum.
  • No, Vigutek lubi bzitkie słowa, ale ja też stwierdzam pewną żenującą niemoc organów Narodu i Państwa w danych sprawach.

    Nawet z Iaremu wznosiliśmy hasło: "Zdążyć przed Panem Bogiem", no i nikt nie zdążył z niczem.
  • Jest prawdą, że swą gnuśnością narażamy się na ciężką karę Bożą. Z drugiej strony dzięki gnuśności kilka tysięcy ludzi żyje, jakby nasze zachowanie miało więcej ludzkich cech, Cybów byłyby tysiące.
  • edytowano March 15
    Pan Mikołaj Repnin powiedział:

    Dziwny wy naród, brzydki naród. Nie chcecie pozwolić, czego imperatorowa chce, bić się nie chcecie, biedę cierpicie. Żeby to inny naród byłby, to by się bił od dawna.

  • Jakoś nie widzi mi się ta diagnoza zwłaszcza w czasach pana Repnina.
  • Pan Repnin nie mówił tego co myślał i raczej nie opierało się to o kryterium prawdy, mówił to co mu było wygodne, może chciał w ten sposób obrazić albo sprowokować.
  • Moim zdaniem mówił tak po to, by jeszcze większą rozkosz czerpać z upakarzania kundli, które się przed nim łasiły i ogonkami merdały.
  • twoim zdaniem, tylko czy to mówi więcej o Polakach, Repninie czy o Tobie.
  • A twoim zdaniem o kim?
  • edytowano March 15
    extraneus napisal(a):
    Pan Mikołaj Repnin napisal(a):

    Dziwny wy naród, brzydki naród. Nie chcecie pozwolić, czego imperatorowa chce, bić się nie chcecie, biedę cierpicie. Żeby to inny naród byłby, to by się bił od dawna.
    No, Łojek pisał, że wiadoma imperatorowa miała znacznie większy szacon dla krura Szfecji Gustawa III, który nie był pedałem jak Staś, tylko się z nią na ostro napieprzał.

    W 1788 roku rozpoczął wojnę przeciwko Rosji bez wcześniejszego wypowiedzenia. Kierując osobiście operacjami w Zatoce Fińskiej, odniósł 9 lipca 1790 świetne zwycięstwo nad Rosjanami w bitwie morskiej pod Ruotsinsalmi (Svenskund). Jednak zawarty 14 sierpnia tego samego roku traktat pokojowy w Värälä kończył tę wojnę na zasadzie status quo ante bellum, czyli bez zmian terytorialnych. Mimo tego Katarzyna II wyrzekła się ingerowania w wewnętrzne sprawy Szwecji oraz uznała ustawę z 1772.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Gustaw_III
  • wynika z tego że ten cały Gustaw III miał jakąś flotę, co miał Staś ?
  • Staś miał problem, żeby się w ogóle z Warszawy wybrać na front. Tyle miesięcy zwlekał, aż książę Wirtemberski zdradził, a książę Józef wygrał/przegrał pod Zieleńcami. Akościuszce nie chciał nawet dać map, żeby mu szpileczkami nie pokłuł.

    Przecie ze Związkiem Radzieckim nie mieliśmy za bardzo granicy morskiej.
  • Bitwa pod Zieleńcami była niewątpliwie ważnym zwycięstwem w historii nie tylko tej wojny. Od czasów Jana III oto jest pierwsza wstępna bitwa, którą wygrali Polacy bez niczyjej pomocy – napisał w liście król Stanisław August Poniatowski do swojego bratanka, Józefa Poniatowskiego. Za jego też namową ustanowił w dniu bitwy wojskowe odznaczenie Virtuti Militari. Zwycięstwo to podniosło morale całego wojska. Jednakże zaproszony do obozu zwycięzców król wymówił się od podróży następującymi słowami: "Czyliż będę miał w obozie wygodę i kuchnię przyzwoitą?"
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Zieleńcami
  • loslos
    edytowano March 15
    I te okręty walczyły? Ciekawe123, zawsze mi się wydawało, że walczyć są w stanie tylko ludzie. Tych imć Ciołek miał 12 milionów, kiedy Gucio tylko dwa i pół.

    Gnuśnością Polacy bardzo obrażają Boga, bardzo.
  • edytowano March 15
    los napisal(a):
    I te okręty walczyły? Ciekawe123, zawsze mi się wydawało, że walczyć są w stanie tylko ludzie. Tylko imć Ciołek miał 12 milionów, kiedy Gucio tylko dwa i pół.

    Gnuśnością Polacy bardzo obrażają Boga, bardzo.
    Gdzieś czytałem, że Ojczyzna nasza to taki obszar gnuśności zalany odmętem, także religijnej, iż nawet porządnej herezji nie potrafiła ze siebie wygenerować.
  • bitwa pod Zieleńcami była 20 lat później, po latach odbudowywania kraju z totalnego upadku, może jakby tamtej Polsce Opatrzność dała jeszcze kilka lat.

    A Szwecja oprócz tego że miała flotę i wojsko była biednym zadupiem na uboczu z naturalnymi granicami.

  • No bez przesady nie 20 tylko 2 lata później.
  • Myślę, że Opatrzność dałaby tamtej Polszcze jeszcze i z tysiąc lat, gdyby tylko bardziej stanowczo napieprzała.
  • Myślałem czasie w którym Pan Repnin wypowiedział wyżej zacytowane słowa.

    A napieprzać trzeba mieć czym. Zresztą historia II RP przyniosła naukę, że samo napieprzanie nie jest rozwiązaniem..
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Myślę, że Opatrzność dałaby tamtej Polszcze jeszcze i z tysiąc lat, gdyby tylko bardziej stanowczo napieprzała.
    Nuale fama historyczna coś tam głosi o jakimś napieprzaniu między Stachem a Kaśką...
  • MarianoX napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Myślę, że Opatrzność dałaby tamtej Polszcze jeszcze i z tysiąc lat, gdyby tylko bardziej stanowczo napieprzała.
    Nuale fama historyczna coś tam głosi o jakimś napieprzaniu między Stachem a Kaśką...
    Ojtam ojtam, skutkiem była tylko Anna Pietrowna, drugich urodzin nie dożyła.
  • 7dmy napisal(a):samo napieprzanie nie jest rozwiązaniem..
    Zgoda, ale bez napieprzania najmądrzejsze rozwiązania pozostają na papierze.

    Weźmy taki wielki związek federacyjny Piłsudskiego. Przez to, że taysze ukraińscy nie napieprzali się w imię danego związku, mógł Bandyta spod Bezdan powiedzieć:
    Wy tej Polski nie utrzymacie. Ta burza, która nadciąga, jest zbyt wielka. Obecna Polska zdolna jest do życia tylko w jakimś wyjątkowym, złotym okresie dziejów. Ja przegrałem swoje życie. Nie udało mi się powołać do życia dużego związku federacyjnego, z którym świat musiałby się liczyć.
    Albo choćby sprawa Polaków z Dnieprodzierżyńska. Tam wystarczało spieprzać, co też mój pradziadek niezwłocznie po leworucji uczynił. A reszta została, bo miejsca pracy, bo płace realne, bo to śmo owo - i wszystkich Stalin wymordował w 1937.

    Albo "biali" oficerowie rosyjscy w Kijowie. Kiedy Polacy ogłosili nabór do wojska, zgłosiło się 170 osób, prawie wszyscy. Kiedy Rosjanie ogłosili to samo, z 10.000 oficerów rosyjskich zgłosiło się kilkunastu. A trójki rewolucyjne chodziły potem po domach i mordowały ich po kolei.

    Bierność jeszcze nigdy nie sprawdziła się.
  • loslos
    edytowano March 15
    Ano. Lepiej robić rzeczy nawet niemądre ale być w ruchu niż siedzieć i czekać na zmiłowanie.

    Niektórzy twierdzą, że gnuśność jest najstraszniejszym grzechem, bo każdy uczynek można wyznać i odpokutować ale jak wyznać i odpokutować bierność?
  • (...) szacon dla krura Szfecji Gustawa III.

    No chyba knura.
  • bierność jest rzeczą najgorszą, ale to można zarzucić czasom od śmierci Jana III do wstąpienia na tron Stanisława Poniatowskiego, bo Staś bierny nie był, odbudowywał ze stanu totalnego rozkładu państwo, zabrakło kilka lat być może przez głupie napieprzenie zwane Konfederacją Barską.
  • Łojkowa propaganda. Od początku do końca był na moskiewskim pasku.
  • 7dmy napisal(a):
    bo Staś bierny nie był,
    chyba w alkowie nie był bierny. Kluchosław po początkowej próbie reform kiedy współpracował z Familią szybko wszystko porzucił, reformowanie państwa było dla niego takim szokiem jak dla Dejmka bycie sztandarem antysocjalistycznym. Ot chichot historii.

  • Pan Repnin nie mówił tego co myślał i raczej nie opierało się to o kryterium prawdy, mówił to co mu było wygodne, może chciał w ten sposób obrazić albo sprowokować.
    Zależy z jakiego źródła ten cycat.
    Moim zdaniem mówił tak po to, by jeszcze większą rozkosz czerpać z upakarzania kundli, które się przed nim łasiły i ogonkami merdały.
    Ale skąd wniosek, że był jakimś sadystą i w ogóle miał nieprofesjonalne podejście do urzędu ambasadora i szpiega.
    Zwłaszcza, że ci co merdali, to zwykle nie byli ci co jednocześnie biadolili.
    Gdzieś czytałem, że Ojczyzna nasza to taki obszar gnuśności zalany odmętem, także religijnej, iż nawet porządnej herezji nie potrafiła ze siebie wygenerować.
    To jednak rzeknę, że od czasu nestorianizmu i monofizytyzmu w ogóle nie było poważnych herezji, bo bajki Lutra i Kalwina mimo większego sukcesu społecznego to teologicznie jeno mały krok wyżej od mariawityzmu.
    A sukces odnieśli jeno, bo się sztymowały guldeny niemieckim kronzprinzom.
    A Szwecja oprócz tego że miała flotę i wojsko była biednym zadupiem na uboczu z naturalnymi granicami.
    I to ją gnało do brutalnej wojowniczości.
    Podczas gdy Polska zwłaszcza jak wraz z Litwą dostała Ruś pod komendę stała się nagle spichlerzem Europy a fortuny rosnąć zaczęły.
    Niektórzy twierdzą, że gnuśność jest najstraszniejszym grzechem, bo każdy uczynek można wyznać i odpokutować ale jak wyznać i odpokutować bierność?
    No normalnie - nie dopełniłem obowiązku takiego a takiego. Grzech bierności zawsze tyczy się konkretnego zaniechania.
    A najstraszniejszy jest, bo zwykle wiąże się z Acedią, a to ciemna noc duszy, nihilizm i apatia. Pozostałe grzechy łączą się z jakimś wypaczeniem pozytywnego aspektu, jak w gnozie Aryman i Lucyfer reprezentują tam skrajne wypaczenia dobra - Sorat zaprzeczenie, kasację ja, sprzeciw wobec samego bytowania.
    Od pychy się zwykle zaczyna, na acedii zwykle kończy. Ale to bardziej w ramach wschodniego konceptu grzechu jako choroby, niż zachodniej jurysdyki.
  • No to ja do głównego nurtu wątku wrócę:
    Otóż lepiej wykopać z grobu trupa, nawet nadpsutego już, oraz go honorów pozbawić niż nic nie uczynić. To nic to właśnie gnuśność jest. A niech by sobaki od ruskich sprowadzone te parszywe kości oszczały!
    A Solidarność antykomunistyczna była. Od zawsze i do głębi.Owa "ugodowość" to tylko taktyka była w obliczu wielkiej siły i przewagi komuny ze wsparciem sowieta w tamtym czasie. Niech Kolega Vigi tu efekciarsko oczu nie mydli bo są na sali starsi co żyli, byli i pamietają.
  • Groza-Symetrii napisal(a):
    Niektórzy twierdzą, że gnuśność jest najstraszniejszym grzechem, bo każdy uczynek można wyznać i odpokutować ale jak wyznać i odpokutować bierność?
    No normalnie - nie dopełniłem obowiązku takiego a takiego.
    Na to jest sposób - składamy rączki, klękamy i wznosimy oczka ku niebu. Zawsze można wtedy wytłumaczyć, że modlitwa jest ważniejsza.
  • 7dmy napisal(a):
    bitwa pod Zieleńcami była 20 lat później, po latach odbudowywania kraju z totalnego upadku, może jakby tamtej Polsce Opatrzność dała jeszcze kilka lat.

    i.

    Insurekcja Kościuszkowska była dwa lata po tej bitwie i skala mobilizacji zasobów była bez porównania większa w dużo trudniejszych warunkach.

  • Na to jest sposób - składamy rączki, klękamy i wznosimy oczka ku niebu. Zawsze można wtedy wytłumaczyć, że modlitwa jest ważniejsza.
    Jeśli jesteśmy kamedułą i nasz jedyny obowiązek to modlitwa, to może można.
    Nie po to mądre etyki wykuły pojęcie "obowiązków stanu" by i świeckim wolno było.
  • edytowano March 16
    U kamedułów tez labora
    Albo u trappistow? Oni jakiś trunek nastawiają czy destylują.
  • Modlitwa nie jest jedynym obowiązkiem. Wiara bez uczynków jest martwa. Jednak modlitwa jest obowiązkiem. Uczynki bez wiary przynoszą śmierć.
  • Groza-Symetrii napisal(a):
    Na to jest sposób - składamy rączki, klękamy i wznosimy oczka ku niebu. Zawsze można wtedy wytłumaczyć, że modlitwa jest ważniejsza.
    Jeśli jesteśmy kamedułą i nasz jedyny obowiązek to modlitwa, to może można.
    Nie po to mądre etyki wykuły pojęcie "obowiązków stanu" by i świeckim wolno było.
    Jest też druga przysłonka - zakaz przemocy. Wyobraźmy sobie, że złodziejaszek na ulicy wyrywa kobiecie torebkę i ucieka. Będziemy go gonić? Ależ skąd, to nie po chrześcijańsku. Łapać człowieka, zabierać mu coś, może nawet bić, to nie po chrześcijańsku.

    Belfegor kryje się bezpiecznie za modlitwą i łagodnością, dodaje przypowieść o nadstawianiu policzków i tak uzbrojony spokojnie może kierować Piekłem. Nie dziwota, że przez wielu był uznawany za najgroźniejszego demona.
  • To jakaś spaczona wizja chrześcijaństwa. Nie było takie i nie jest.
  • Może to właśnie nasza herezja.
  • Znaczy która? Ta że wolno i należy się przeciwstawiać złu, czy ta że nie należy? Co jest herezją jest dość oczywiste. Chrześcijaństwo jest znakiem sprzeciwu. Można się spierać o formy tego sprzeciwu. Męczeństwo pierwszych chrześcijan okazało się bardziej skuteczne dla świata, w tym dla nas, niż walka Spartakusa. Walka Państwa Podziemnego oraz Powstanie Warszawskie okazało się chyba bardziej skuteczne dla przetrwania Narodu Polskiego, jego ducha, niż kolaboracja niektórych innych nacji europejskich czy bierność i aktywne podporządkowanie się oprawcom przywódców Żydów europejskich. Różne sytuacje i różne formy im właściwe.
  • Ale jaka herezja. Usprawiedliwieniem drobnomieszczańskiego polactwa na takie zachowanie będzie "to nie moja sprawa", a nie "Bozia bić doliniarzy zabrania".
  • A sekta "nie po krześćijańsku oceniać" to moim zdaniem owoc jednak lucyferycznej pychy i świadomego wypaczania doktryn, a nie pustkii Acedii.

    Robota Lucyfera a nie Baala.
    Ci co w rękach Baala, zwykle nie mają już nawet złudzeń, bo nie trudzi się on iluzjami.
  • loslos
    edytowano March 16
    Groza-Symetrii napisal(a):
    Ale jaka herezja. Usprawiedliwieniem drobnomieszczańskiego polactwa na takie zachowanie będzie "to nie moja sprawa", a nie "Bozia bić doliniarzy zabrania".
    "To nie moja sprawa" jest w duszy a "Bozia każe nadstawiać policzki" na transparencie.

    A ze spowiedzią z zaniechania. To nie jest proste. Dałem zenkowi po ryju. Wymach był, trzask był, polała się odrobina krwi. Wszystko wyraźnie, łatwe do zapamiętania i opowiedzenia w konfesjonale. A teraz nie dałem zenkowi po ryju (a mu się należało). Jak opowiedzieć, o tym wymachu, którego nie było, trzasku, którego nie było, krwi, która się nie polała? Tyle wyobraźni to nie ma ani penitent ani ksiądz.
  • Ktoś pisał że Polacy nawet porządnej herezji nie wyprodukowali z powodu swej gnuśności. Stąd moje skojarzenie, że ona sama jedna jest doktryną przeciwną katolicyzmowi.
  • Z tym zaniechaniem (i spowiedzią z zaniechania) problem jest taki, że jeśli moim głównym zajęciem jest siedzenie na tyłku w chałupie i ew. ogródku, to nawet nie wiem, ile dobra mogłabym zrobić (od spraw typu "zakupy dla chorej sąsiadki" zaczynając, a na rzeczach w rodzaju "osądzenie i skazanie zdrajców" kończąc).
  • Otuszto.
  • "To nie moja sprawa" jest w duszy a "Bozia każe nadstawiać policzki" na transparencie.
    Pem szczerze poza liberalnymi katolikami od Turnaua itd nie widzę takiego zasłaniania się Biblią.
    Widzę obojętność postawioną przez większość społeczności na piedestale samą w sobie - ot to po prostu nie ich sprawa, nie ich problem, co się będą wtrącać.

    Jak widzę artykuł o kolesiu co zatłukł żonę na śmierć, to taki dość klasyczny przykład, to sąsiedzi nic nie widzieli, nic nie słyszeli, nie interesowali się i może lekko zasromani ale wprost powiedzą. Takiego co by rzekł "Słyszałem, ale dać mu w mordę nie mogłem, bo się musiałem modlić" takiego jeszcze nie słyszałem.
    A ze spowiedzią z zaniechania. To nie jest proste. Dałem zenkowi po ryju. Wymach był, trzask był, polała się odrobina krwi. Wszystko wyraźnie, łatwe do zapamiętania i opowiedzenia w konfesjonale. A teraz nie dałem zenkowi po ryju (a mu się należało). Jak opowiedzieć, o tym wymachu, którego nie było, trzasku, którego nie było, krwi, która się nie polała? Tyle wyobraźni to nie ma ani penitent ani ksiądz.
    Ale co ma wyobraźnia do spowiedzi. Spowiedź to nie pisanie opowiadania, to nie gawęda przy ognisku.
    Są dwa aspektu: jurysdykcyjny - i to zaniechanie działania jest konkretnym grzechem jeśli działać było trzeba, tak samo konkretnym jak działanie tam gdzie działać nie było wolno. Można nie mieć dość wiedzy by te obowiązki, nakazy i zakazy rozeznać, i drugi zdrowotny, holistyczny.
    Żaden na wyobraźni nie powinien się opierać.
    Ktoś pisał że Polacy nawet porządnej herezji nie wyprodukowali z powodu swej gnuśności. Stąd moje skojarzenie, że ona sama jedna jest doktryną przeciwną katolicyzmowi.
    A kto znowu tyle ich naprodukował. W ogóle jakie porządne herezje mieliśmy po starożytności.
    Niech będzie, że jedną niemiecką i jedną francuską.
    Jak widać pół świata tonie w gnuśności tylko Niemce i Francuzy pracują.
    Z tym zaniechaniem (i spowiedzią z zaniechania) problem jest taki, że jeśli moim głównym zajęciem jest siedzenie na tyłku w chałupie i ew. ogródku, to nawet nie wiem, ile dobra mogłabym zrobić (od spraw typu "zakupy dla chorej sąsiadki" zaczynając, a na rzeczach w rodzaju "osądzenie i skazanie zdrajców" kończąc).
    No tak to niestety bywa, że nie wszystko da się ładnie w kodeksy wprowadzić.
    Niemniej zaniechania oczywistego i jawnego mamy i tak wśród ludzi dość, pomijając nawet tą szarą strefę.
    Grzechy cudze w Katechizmie stoją.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.