Co sądzicie o publicznym "dawaniu świadectwa"?

edytowano April 9 w Poradnik
Poruszam temat pewnie oklepany, ale ja dopiero od kilku lat zetknąłem się ze zjawiskiem publicznego "dawania świadectwa" w ruchach religijnych.

Nie chodzi tu oczywiście o powściągliwe wypowiedzi w małych zamkniętych grupach typu Domowy Kościół, Franciszkański Trzeci Zakon, wspólnoty konsekrowane czy też po prostu w kręgu przyjaciół.

Chodzi mi o pewną praktykę, która sprowadza świadectwo do nieomal publicznej spowiedzi dla jak największego audytorium złożonego często również z przypadkowych osób. Wczoraj byłem świadkiem, jak daleki znajomy po rozwodzie (żona odeszła do gacha zostawiwszy go z córką - o czym wiedziałem) dawał świadectwo, że choć postanowił pozostać samotnym do końca swoich dni, to jednak uległ i żyje w związku niesakramentalnym (o czym nie wiedziałem), a dopiero spowiedź uświadomiła mu konieczność zmiany swojego postępowania.

Dodam, że na sali było kilkadziesiąt osób. Takie postępowanie budzi moje wątpliwości, no bo po co wymyślono konfesjonały i czy nawróceni święci dawali podobne publiczne świadectwa?

Wiem, że na naszym forum są też osoby z długoletnią praktyka formacyjną, stąd to ważne dla mnie (mam nadzieję ze nie tyko) pytanie.
Otagowano:

Komentarz

  • Dodam, że na sali było kilkadziesiąt osób. Takie postępowanie budzi moje wątpliwości, no bo po co wymyślono konfesjonały i czy nawróceni święci dawali podobne publiczne świadectwa?
    _________________

    Św. Augustyn wyznawał (nomen omen) ... ale generalnie wiadomo nie ma co porównywać jednak i z całym szacunkiem dla zapewne dobrych chęci tych osób, to robi fatalne wrażenie. Na szczęście mnie się nie zdarzyło w czymś takim uczestniczyć.
    Ale "Wyznania" św. Augustyna warto, tak przy okazji ;)
  • edytowano April 9

    "Moda" na świadectwa przyszła z protestanckich ruchów zielonoświątkowych (1900/1901, w Kościele pierwsze ruchy po II Soborze Watykańskim).

    Osobiście jestem na nie.

    Przez pięć lat jeździłem na zamkniete rekolekcje wspólnoty "zielonoświątkowej' (Szczecin, opieka dominikanów, błogosławieństwo wszystkich szczecińskich biskupów), byłem blisko-obok (akwizycjowałem ich płyty i książki).

    Dużo czytałem aż trafiłem (kupiłem) pozycję liderów, którzy protestancką zielonoświątkowość "skatolicczyli", wprowadzili na łono Kościoła (katolickiego). Ta historia przekonała mnie, że to nie dla mnie, ponieważ z "letniego" wierzącego "po swojemu" stałem się pewnym katolikiem dzięki innej książce, tym razem konwertyty anglikanina, Newmana. Bardziej mnie przekonał Jan Henryk Newman, a jego - Tradycja i "stara" msza.
    Porzuciłem bez żalu "machanie" i "klaskanie" w kościołach. I Świadectwa.
    w V wieku św. Leon I Wielki (papież w latach 440-461) pisał w jednym z listów surową krytykę ekscesów wydarzających się we wspólnotach gdzie osoby albo charyzmatyczne albo chore spowiadały się publicznie i narzucały ten styl. Papież nazwał tę praktykę sprzeczną z tradycją apostolską i potępił ją, dodając iż wystarcza spowiedź przed własnym biskupem.
  • To były wyjazdowe rekolekcje i konferencje poprzedzony kilkunastoma cotygodniowymi spotkaniami z mszami i spowiedziami generalnymi. Była tez modlitwa wstawiennicza po adoracji Najświętszego Sakramentu, ale obyło się bez glosolalii i "zaśnięciach w Duchu Świętym". Kilka osób wyspowiadało się po wielu latach.

    Tylko te świadectwa wobec całej kilkudziesięcioosobowej grupy budzą mój pewien niepokój...
  • !

    OK. Nie pomiętam w czambuł.
    Jeśli jest Najświętszego Sakramentu adoracja - jest bardzo dobrze. Oczywiście i msze.
  • Świadectwo Lecha Dokowicza* ( wysłuchałam na jutubie) jest poruszające i bezcenne nie tylko dla młodych. Ważne jest więc kto i co ma do powiedzenia.

    * inicjator Wielkiej Pokuty, Egzorcyzmów nad Polska i Różańca do granic.
  • edytowano April 9
    Popieram Manię.

    Ale kiedyś bardzo zezłościło mnie kiedy nowy proboszcz Konrad Mazowiecki chyba w 2012 zaprosił Neonów do inwazji na Kraśnik (bo wcześniej w ogóle tego tu nie było) i pozwolił na "świadectwo" zamiast kazania. Stało na prezbiterium małżeństwo w jesionkach, z rękami w kieszeniach i ta żona dosłownie 10 minut napieprzała w tego męża, jaki beznadziejny i dawno by z nim nie była gdyby nie Neokatechumenat. A ten stał i nic- widocznie był przyzwyczajony. Rozumiałem, że kraśniczanie zniesmaczeni oleją ten Ruch ale gdzie tam! Były akcesy i Neoni działają. Wrednych bab wyżywających się na mężach widocznie i u nas nie brakuje.
  • To ten, co Krzyżaków sprowadził? Czy o Mateusza Morawieckiego chodziło?
  • Mnie to się generalnie nawet podoba ten gatunek literacki, ale może trochę w inną stronę, że niekoniecznie grzebać się we własnym szambie, bo własnego mam dość, ale coś tam cośtam o Panu Bogu, że np. istnieje albo że łaskawie czasem do kogoś przemawia. No krótko mówiąc zawsze to miła odmiana z tej perspektywy, że trzeba raz na tydzień godzinę ponudzić się.

    Ostatnio to najbardziej podobało mi się świadectwo internetowego trola Jana Cyrano: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10154518285671009&set=a.10150872134761009.401562.591696008&type=3&theater
  • Mnie się to bardzo nie podoba.
    A jakbym przypadkiem została zmuszona do wysłuchiwania czyjegoś hm, świadectwa, to czym prędzej bym się ulotniła z tego miejsca. Prawdopodobnie wściekła :D
  • Byłam bardzo skrępowana publicznymi wyznaniami neonów. Czułam się, jakbym stanęła za blisko konfesjonału i w żaden sposób nie mogła się wycofać.
    Okropne uczucie. Dawanie świadectwa, to według mnie forma masochizmu.
    Czym innym jest opowiadanie o otrzymanych łaskach, np. o uzdrowieniu, cudownej opiece anioła stróża itp. To zawsze daje innym jakąś nadzieję.
  • To ten sam poziom żenady i ohydy, co Terlikowscy opowiadający o śluzie w Aborczej.
  • Problem w dewaluacji słowa "świadectwo".
  • Mania napisal(a):
    Świadectwo Lecha Dokowicza* ( wysłuchałam na jutubie) jest poruszające i bezcenne nie tylko dla młodych. Ważne jest więc kto i co ma do powiedzenia.

    * inicjator Wielkiej Pokuty, Egzorcyzmów nad Polska i Różańca do granic.
    Masz rację. To świadectwo jest przepiękne. Takie rzeczy są moim zdaniem bardzo wartościowe i potrzebne. Przy czym świadectwo Dokowicza to konkretna opowieść, mająca przesłanie.

    Opowiada on nie tylko o swoich prywatnych rzeczach, ale również o cechach kultury techno i ogólnie środowisku, w jakie trafił. Ponadto jest to opowieść o nawróceniu i zwycięstwie. Motywująca i pouczająca.

    To wszystko odróżnia świadectwo Dokowicza od świadectw, które można usłyszeć np. na echu słowa w Neokatechumenacie, które faktycznie bywają dość ekshibicjonistyczne.

    Generalnie jestem za świadectwami, bo można z nich wiele wyciągnąć. Natomiast myślę, że powinny być one przemyślane, wystąpienia przygotowane oraz powinny mieć odpowiednią konstrukcję - zarys problemu, trochę osobistych odczuć plus zakończenie (tzn., jak Bóg działa w naszym życiu).
  • Brzost napisal(a):
    Problem w dewaluacji słowa "świadectwo".
    !!!

    =
    Poza tym - świadectwo ZAMIAST kazania jest bezprawne, wg nowego KPK homilia jest częścią mszy nie do opuszczenia (w dni świąteczne), a w dni powszednie poza samą mszą, przed lub po.
  • Do naszej parafii co dwa lata przyjeżdża małżeństwo posłane na Ukrainę, mają blisko dziesięcioro dzieci. Ich świadectwo umacnia.
    Pewnie sporo zależy od typu wspólnoty, przecież mają one swoje "profile". Na przykład te z Domowego Kościoła są zazwyczaj delikatniejsze i nie wchodzą w fizjologię grzechu tak bardzo jak "neońskie".

  • Toż to czyste sekciarstwo. Guru wymusza na ludziach odsłanianie się, by mieć nad nimi kontrolę. Że też Kościół aprobuje takie niegodziwe praktyki.
  • Zakładam losie że sobie dworujesz, ale na wszelki wypadek - ludzie są na różnych etapach, niektórych do Boga pociągnie właśnie świadectwo.
  • Osobiście wierzę w świadectwo życia. Świadectwa paszczowe bywają dobre lub złe. Mogą być też niestety polem do nadużyć. To jednak nie wyklucza ich tylko nakazuje ostrożność.Świadectwa dawane w różnych ruchach kościelnych jak Neo czy KD, jeśli osobiste i szczegółowe, zasadniczo są poufne w grupie słuchaczy. Świadectwa publiczne powinny być, moim zdaniem, przemyślane i dobrze przygotowane. Nie zawsze takie są.To raczej zaniedbanie niż zła wola.
  • erka napisal(a):
    Mania napisal(a):
    Świadectwo Lecha Dokowicza* ( wysłuchałam na jutubie) jest poruszające i bezcenne nie tylko dla młodych. Ważne jest więc kto i co ma do powiedzenia.

    * inicjator Wielkiej Pokuty, Egzorcyzmów nad Polska i Różańca do granic.
    Masz rację. To świadectwo jest przepiękne. Takie rzeczy są moim zdaniem bardzo wartościowe i potrzebne. Przy czym świadectwo Dokowicza to konkretna opowieść, mająca przesłanie.

    Opowiada on nie tylko o swoich prywatnych rzeczach, ale również o cechach kultury techno i ogólnie środowisku, w jakie trafił. Ponadto jest to opowieść o nawróceniu i zwycięstwie. Motywująca i pouczająca.

    To wszystko odróżnia świadectwo Dokowicza od świadectw, które można usłyszeć np. na echu słowa w Neokatechumenacie, które faktycznie bywają dość ekshibicjonistyczne.

    Generalnie jestem za świadectwami, bo można z nich wiele wyciągnąć. Natomiast myślę, że powinny być one przemyślane, wystąpienia przygotowane oraz powinny mieć odpowiednią konstrukcję - zarys problemu, trochę osobistych odczuć plus zakończenie (tzn., jak Bóg działa w naszym życiu).
    Tak. O sobie Dokowicz mówił najmniej. Mówił jako bezpośredni świadek wkręcony do diabelskiego sztabu. Na pewno ma dużo więcej do powiedzenia na temat ludzi z tego sztabu, ale ograniczył się do opisania mechanizmu ich działania.

    A to, co opisał Dyzio, w ogóle nie powinno się zdarzyć w kościele.
  • Kuba_ napisal(a):
    Zakładam losie że sobie dworujesz, ale na wszelki wypadek - ludzie są na różnych etapach, niektórych do Boga pociągnie właśnie świadectwo.
    Odnosiłem się tylko i wyłącznie opowieści Mariana. Wkleję jeszcze raz dla tych, którym nie chce się przewijać do pierwszego wpisu:
    Chodzi mi o pewną praktykę, która sprowadza świadectwo do nieomal publicznej spowiedzi dla jak największego audytorium złożonego często również z przypadkowych osób. Wczoraj byłem świadkiem, jak daleki znajomy po rozwodzie (żona odeszła do gacha zostawiwszy go z córką - o czym wiedziałem) dawał świadectwo, że choć postanowił pozostać samotnym do końca swoich dni, to jednak uległ i żyje w związku niesakramentalnym (o czym nie wiedziałem), a dopiero spowiedź uświadomiła mu konieczność zmiany swojego postępowania.
  • edytowano April 10
    OK, nie było cytatu, a post zaraz po moim - się teraz rozumie.
  • los napisal(a):
    Kuba_ napisal(a):
    Zakładam losie że sobie dworujesz, ale na wszelki wypadek - ludzie są na różnych etapach, niektórych do Boga pociągnie właśnie świadectwo.
    Odnosiłem się tylko i wyłącznie opowieści Mariana. Wkleję jeszcze raz dla tych, którym nie chce się przewijać do pierwszego wpisu:
    Chodzi mi o pewną praktykę, która sprowadza świadectwo do nieomal publicznej spowiedzi dla jak największego audytorium złożonego często również z przypadkowych osób. Wczoraj byłem świadkiem, jak daleki znajomy po rozwodzie (żona odeszła do gacha zostawiwszy go z córką - o czym wiedziałem) dawał świadectwo, że choć postanowił pozostać samotnym do końca swoich dni, to jednak uległ i żyje w związku niesakramentalnym (o czym nie wiedziałem), a dopiero spowiedź uświadomiła mu konieczność zmiany swojego postępowania.
    Typowa praktyka sekciarska-psychomanipulacyjna. Któryś tam rozdział Cialdiniaka "Wpływanie wywaru na ludzi".
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Mnie to się generalnie nawet podoba ten gatunek literacki, ale może trochę w inną stronę, że niekoniecznie grzebać się we własnym szambie, bo własnego mam dość, ale coś tam cośtam o Panu Bogu, że np. istnieje albo że łaskawie czasem do kogoś przemawia. No krótko mówiąc zawsze to miła odmiana z tej perspektywy, że trzeba raz na tydzień godzinę ponudzić się.

    Ostatnio to najbardziej podobało mi się świadectwo internetowego trola Jana Cyrano: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10154518285671009&set=a.10150872134761009.401562.591696008&type=3&theater
    Nie wiem czy w 2014 r. rzeczywiście on doznał nawiedzenia czy może Kreml przestał mu płacić, ale od tego czasu ma znacznie lepsze teksty. Więc jak pisze trafnie Komentatorka "grafiki jak ze Strażnicy" ;), ale ogólnie takie świadectwo raczej jest na plusie.
  • Swiadectwo ma sluzyc ewangelizacji a nie obnażaniu się.
  • Swiadectwa muszyc byc dedykowane do czasu i okolicznosci jak wszystkie wystapienia publiczne.
  • No i zostawny neonow bo oni zaiste dziwne rzeczy robia.
  • margerytka napisal(a):
    Swiadectwo ma sluzyc ewangelizacji a nie obnażaniu się.
    No i mnie świadectwo Jana Cyraniaka dość mocno zewangelizowało, co tu kryć...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.