Orliki - muszą być zniknięte?

Orliki popadają w ruinę. Co trzeci nie nadaje się do użytku

W latach 2008-2012, za rządów Donalda Tuska, wybudowano 2604 boiska w 1664 gminach.
Już 33 proc. orlików nie nadaje się do użytku, a niedługo w takim stanie będzie kolejne 6 proc. tych obiektów. Orliki to sztandarowe dzieło rządu PO-PSL, który na nowoczesne kompleksy boisk dla dzieci i młodzieży w latach 2008-2012 wydał prawie miliard złotych.

Jak pisze "Gazeta Wyborcza", kontrolę stanu orlików przeprowadzili eksperci platformy TakeTask oraz Akademia Piłkarska "EsKadra" z Warszawy. Od stycznia do czerwca przyglądali się stanowi trawy syntetycznej i nawierzchni w 100 obiektach w całej Polsce.

Wnioski z kontroli nie są optymistyczne. Często sztuczna trawa jest przetarta, łączenia między rolkami są rozklejone, a z murawy wystaje wykładzina.

Tylko 46 na 100 orlików oceniono jako w pełni nadające się do użytku. Na 33 orlikach już dziś nie powinno się uprawiać sportu, a pozostałe nadają się do użytku tylko częściowo.

Ministerstwo Sportu podkreśla, że odpowiedzialność za orliki spoczywa na samorządach, które je budowały, a teraz nimi zarządzają. Resort zwraca też uwagę, że samorządy zobowiązały się utrzymywać obiekty we właściwym stanie technicznym.

Choć samorządy mogą występować do resortu o dofinansowanie nawet połowy kosztów remontu orlika, tylko dwie gminy złożyły taki wniosek w tym roku. Gazeta zaznacza, że remont orlika jest kosztowny - nowa trawa z granulatem EPDM z recyklingu kosztuje około ćwierć miliona złotych netto.

Kontrolę orlików w tym roku przeprowadziła także Najwyższa Izba Kontroli. NIK stwierdził, że ponad połowa gmin całymi latami nie sprawdzała stanu technicznego obiektów, a resort sportu przyjmował sprawozdania ze świadomością nieprawidłowości.

Już w 2016 r. wiadomo było, że przynajmniej kilkaset orlików wymagało pilnego remontu. Resort sportu nie chciał jednak w nie inwestować i przypominał, że za znalezienie środków odpowiedzialne powinny być przede wszystkim samorządy, które są faktycznymi właścicielami obiektów.
https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/orliki,202,0,2411210.html
Winc mnie się tylko cholery na ust mych malin cisną.
Jak sobie na dodatek wspomnę przystojniaczka Bańkę i jego zapowiedzi o rozwoju sportu pośród dzieciarni i młodzieży, o upowszechnianiu, odciąganiu od internetu i takie tam dyrdymały gładko dobywające się z jego gardzieli...
Eeech...
Czy mam rozumieć, że orliki, jako wraży produkt znienawidzonej bandy muszą być zniknięte?
Bo moja osoba kategorycznie się temu sprzeciwia. Wręcz każda komórka mojej osoby się temu sprzeciwia. I uprzedzam, że z każdego zmarnowanego i zniszczonego stadionu będę rozliczała obecne władze. Nawet jeśli to te budujące położyły trefną "trawę" czy tartan.

Komentarz

  • Nigdzie na świecie nie widziałem takich kretyńskich rozwiązań, jak Orliki. Przy dużych obciążeniach (czyli po prostu intensywna, częsta gra) i nieodpowiednim obuwiu (korki zamiast turfów) gra na sztucznej murawie prowadzi do poważnych uszkodzeń ścięgien Achillesa.
    A wszystko przez brak organizacji i lenistwo- zrobili by trawę z porządnym drenażem i nawadnianiem, to trzeba by było:
    - kosić,
    - podlewać,
    - nawozić,
    - łatać.

    I tu się problem pojawia, bo w polskich warunkach zorganizowanie firmy = ciecia, który będzie objeżdżał furgonetką z załadowaną kosiarką i kosił 3-4 Orliki dziennie (czyli w 2 tygodnie obskoczyłby pewnie pół Warszawy) wydaje się być trudnością nie do przeskoczenia.
  • A problem jest głębszy, społeczny.
    Dziedzictwo 3 RP.

    Chuligaństwo. Brak surowych kar za drobne wykroczenia.
    Skoro zniszczenie bramki, płotu, rozbicie butelki na boisku nie jest zagrożone grzywną kilku tysięcy i 48h odsiadki, albo zastrzeleniem przez wkurzonego gliniarza, to nie ma odstraszania. I władza stawia instalacje niezniszczalne: "bezobsługowe" boiska, place zabaw ze stali i betonu.
  • Nie wiem, jak to wygląda w kraju. Widzę na co dzień, ja w Falenicy nowocześnie urządzony i zadbany stadion przy szkole podstawowej jest udostępniany chętnym popołudniami. Żadnych pijaków nigdy tam nie widziałam, a przechodziłam wielokrotnie o różnych porach.
    Przypuszczam, że wiele z tych orlików zlokalizowano właśnie przy szkołach, czyli miejscach, gdzie i tak są obowiązkowo w nocy stróże.
    Zresztą nie wandalizm jest wskazywany jako główna przyczyna dewastacji.

    Na rodzajach nawierzchni się nie znam - nie będę się wypowiadać.
    Być może w niektórych, może nawet w większości tych stadionów należy ją wymienić. Natomiast na pewno nie wolno doprowadzić do ich zamknięcia.
  • Główną przyczyną zniszczeń jest dupna technologia. To jest przecież granulat ze zmielonych opon. Unosi się z tego taki czarny, toksyczny pył: piłka czarna, buty brudne, baaa- nawet cały nos zapchany tym pyłem.
    I o to mi chodziło- chcieli zbudować coś bezobsługowego, a kto drogę skraca, do domu nie wraca.

    Boiska w miastach w Polsce nie są "otwarte". Co najwyżej otwierane jest ogrodzenie w określonych godzinach. Wcale nie jest tak, że dzieci mogą iść pokopać kiedy tylko chcą...
  • Nie są otwarte. Koło mnie jest piękny otwarty stadion.W środku murawa. Porządna bieżnia.Szatnie. Nigdy nie wdziałem tam nikogo, a chodzę czasem z psem. Zawsze zamknięte. Obok jest szkoła która ma zamiar budować boisko. Chyba będzie w budżecie obywatelskim. Po co skoro do stadionu jest 500 metrów? Stadion zbudowano - wyremontowano bo stary jest - poniemiecki oczywiście z udziałem środków unijnych.On jest chyba tylko do pokazywania przez władze dziennikarzom jaki ładny i jak one się dla ludzi wysilają.
  • edytowano July 18
    Boisko jest zapewne pełnowymiarowe. Za duże na dzieciaki szkolne. Można by oczywiście bramki przenośne zastosować i grać w poprzek (dwa boiska z jednego) ale tu chodzi chyba o "oszczędzanie" murawy.

    W okolicach każdego stadionu powinno być kilka mniejszych boisk treningowych. Co innego treningi i lekcje wuefu co innego mecze ligowe.
  • qiz napisal(a):
    Nigdzie na świecie nie widziałem takich kretyńskich rozwiązań, jak Orliki. Przy dużych obciążeniach (czyli po prostu intensywna, częsta gra) i nieodpowiednim obuwiu (korki zamiast turfów) gra na sztucznej murawie prowadzi do poważnych uszkodzeń ścięgien Achillesa.
    A wszystko przez brak organizacji i lenistwo- zrobili by trawę z porządnym drenażem i nawadnianiem, to trzeba by było:
    - kosić,
    - podlewać,
    - nawozić,
    - łatać.

    I tu się problem pojawia, bo w polskich warunkach zorganizowanie firmy = ciecia, który będzie objeżdżał furgonetką z załadowaną kosiarką i kosił 3-4 Orliki dziennie (czyli w 2 tygodnie obskoczyłby pewnie pół Warszawy) wydaje się być trudnością nie do przeskoczenia.
    Niech sobie młodzież sama kosi i podlewa.
    Ale wiem, to wbrew współczesnym zasadom wychowania, wg których dzieci nie mogą nic robić, bo sobie jeszcze ręce pobrudzą. Muszą być dowożone samochodami na mecze i treningi, z pełną opieką, obsługą, wyżywieniem itd. Królewicze.
  • To jest właśnie modelowe polskie narzekanie, KAniu. Ja mówię o sprawnym rozwiązaniu systemowym, które działa w każdym kraju zachodu, a Ty wyjeżdżasz "czynem społecznym", sadzając 10latka na kosiarkę ciężką dla dorosłego, a kilku kolejnych wrzucasz pod tą kosiarkę.

    Bo miasto/gmina/dzielnica to może wysyłać "firmę", żeby kosiła trawniki, grabiła liście, a raz na 2 tygodnie skoszenie boisk to już się robi fanaberia. No sorry, ale jeśli ma być publicznie dostępna infrastruktura dla zapewnienia ruchu i zdrowia dzieciom i młodzieży, to TRZEBA zaplanować jej utrzymanie i konserwację.
  • A trawa jest długofalowo (5-10-20 lat) tańsza i prostsza w obsłudze, niż jakieś sztuczne maty posypane zmielonymi oponami.
  • A nie sztuczna trawa?
    Piekarski MOSIiR "obsadzono" nowymi boiskami ze sztuczną nawierzchnią. Dopiero drugi rok są użytkowane, co prawda. Ale przwdziwy trawnik to była zmora - przede wszystkim place gołej ziemi, gdzie trawa nie miała sznas odrosnąć, przez "zabieganie".
  • romeck napisal(a):
    A nie sztuczna trawa?
    Piekarski MOSIiR "obsadzono" nowymi boiskami ze sztuczną nawierzchnią. Dopiero drugi rok są użytkowane, co prawda. Ale przwdziwy trawnik to była zmora - przede wszystkim place gołej ziemi, gdzie trawa nie miała sznas odrosnąć, przez "zabieganie".
    Musi być dobrze ukorzeniona, no i bramki muszą być przestawiane, aby się pole karne nie wydeptało. To naprawdę nie jest wielka filozofia.

    Jak pisałem- sztuczna trawa jest szkodliwa, a tzw. granulat (zmielone opony i unoszący się pył) po prostu toksyczny.


    Nie jesteśmy Islandią czy Kazachstanem, żeby się nie udało utrzymywać boisk trawiastych. Prawdę mówiąc, 90% miejsc na świecie ma do tego znacznie gorsze warunki.
  • marniok napisal(a):
    Boisko jest zapewne pełnowymiarowe. Za duże na dzieciaki szkolne. Można by oczywiście bramki przenośne zastosować i grać w poprzek (dwa boiska z jednego) ale tu chodzi chyba o "oszczędzanie" murawy.

    W okolicach każdego stadionu powinno być kilka mniejszych boisk treningowych. Co innego treningi i lekcje wuefu co innego mecze ligowe.
    Jest pełnowymiarowe i nigdy na nim nic się nie dzieje. jest zwyczajnie eksponatem a nie obiektem użytkowym.
  • Istnieje tylko problem pasztetu sztrasburskiego.
  • los napisal(a):
    Istnieje tylko problem pasztetu sztrasburskiego.
    ?
    znaczysie - nie kumam :(

    @qiz no to prościej i taniej jest zedrzeć tę g...ną nawierzchnię niż zniszczyć cały stadion i obok zbudować nowy, mniemam. Ale ja się nie znam, kombinuję na zdrowy rozum jedynie. Mój rozum. Minister Bańka chyba ma inny.

  • Wiem, że raczej nie należy podawać przykładów z własnego ogródka, bo są jednostkowe i nie można ich uogólniać. Jednak zaryzykuję, gdyż borykałam się z podobnym problemem. Walczyliśmy z jakąś zarazą - trawa za nic nie chciała rosnąć, mech za to wręcz przeciwnie... Żadne nawożenia, odkwaszania, wertykulacje, cuda i cyrki odprawiane przez ogrodników nie pomagały. Dopiero radykalne zerwanie całej murawy, nawiezienie nowej ziemi i posianie nowego trawnika poskutkowało - od dwóch lat cieszymy się zieloną, piękną trawą.
    Dlatego być może sprawa wymiany powierzchni boiska nie wydaje mi się problemem z gatunku "nie da się zrobić".
    Da się.
    Jestem o tym przekonana.
  • Maria napisal(a):
    Wiem, że raczej nie należy podawać przykładów z własnego ogródka, bo są jednostkowe i nie można ich uogólniać. Jednak zaryzykuję, gdyż borykałam się z podobnym problemem. Walczyliśmy z jakąś zarazą - trawa za nic nie chciała rosnąć, mech za to wręcz przeciwnie... Żadne nawożenia, odkwaszania, wertykulacje, cuda i cyrki odprawiane przez ogrodników nie pomagały. Dopiero radykalne zerwanie całej murawy, nawiezienie nowej ziemi i posianie nowego trawnika poskutkowało - od dwóch lat cieszymy się zieloną, piękną trawą.
    Dlatego być może sprawa wymiany powierzchni boiska nie wydaje mi się problemem z gatunku "nie da się zrobić".
    Da się.
    Jestem o tym przekonana.
    Taniej by wyszło spuścić na dżewo "ogrodników" , kupić pehametr ,zwapnować i przekopać.Chyba ,że to piasek był;).
  • Całe dzieciństwo grywałem w piłkę na okolicznych szkolnych boiskach, albo po prostu odpowiednio dużych placach. Takich cudów o jakich piszecie w życiu na oczy nie widziałem. Najważniejsza była piłka, tzn. żeby była i przy tym nie dziurawa. Buty jakie kto miał takie miał, bramki w razie braku takowych zaznaczaliśmy kupkami ubrań, nawierzchnia jaka była taka była: a to asfalt, a to trawa, a to glina z wystającymi kamieniami. Wiadomo, jak się ktoś niefortunnie przewrócił, to i obtarł łokieć lub kolano. Bardzo rzadko zdarzały się też poważniejsze wypadki -- pamiętam jedno złamanie ręki i jeden śmiertelny (dzięki Bogu widziałem tylko z daleka). Krótko mówiąc, nawet nam się nie śniło, że moglibyśmy mieć to co jest dzisiaj. Pamiętam, że któregoś roku wspólnie z bratem mieliśmy tylko jedne trampki i ciągle się kłóciliśmy, kto tym razem je założy.

    Przyszkolne boiska, na których grywaliśmy (prócz jednego) nadal istnieją -- na oko są w znacznie lepszym stanie niż w latach 1970. Zastanawiałem się nieraz czemu teraz tak rzadko widzę grających w piłkę chłopców. Tam gdzie mieszkam, w tej chwili jest chyba znacznie mniej dzieci. A może siedzą w domu przy komputerach? Albo ja zbyt rzadko wychodzę? Ale, niezależnie od ilości chętnych do gry, wszystkie szkolne boiska na Muranowie są teraz szczelnie zamknięte "na cztery spusty". Przy tym ogrodzenia nie z siatki, jak dawniej, w której zawsze gdzieś były dziury, lecz trudniejsze do sforsowania. Przez tamte dawne ogrodzenia z siatki, nawet jak były bez dziur, dość łatwo było przejść wdrapując się na nie. Jak kto był zaprawiony, to wystarczył jeden skok z przerzutem i było po przeszkodzie.
  • Obok podstawówki moich synów jest Orlik intensywnie od kilku lat eksploatowany. Nie jest jakiś tragicznie zużyty mimo że mój starszy syn mnóstwo czasu tam spędza ;)
    Sprawa wygląda tak że jest pod nadzorem powiedzmy woźnego, jest oświetlony, ogrodzony, zamykany na noc. Są szatnie i ubikacje.
    Korzystają z niego uczniowie i grupy spoza szkoły, jest możliwość rezerwacji godzin. Nawet w weekendy jest otwarty.
    Czy oni tam wymieniają ta murawę to nie wiem.
    A co do dzieci grających w piłkę nożną to najlepszym wskaźnikiem jest chyba liczba zużytych piłek. Bo u mnie średnio pięć na rok kupujemy.
  • marniok napisal(a):

    Sprawa wygląda tak że jest pod nadzorem powiedzmy woźnego, jest oświetlony, ogrodzony, zamykany na noc.
    Ktoś w tego ciecia inwestuje - płaci mu za nadzór przez cały dzień. To kosztuje, prościej by było zamknąć. I właśnie tak jest robione na wielu Orlikach.
    A że da się grać- no cóż, może akurat tam u Was pokpili sprawę i zamiast przewału ktoś omyłkowo zbudował porządnie. Bywa i tak.
    A jak tam z granulatem oponiarskim? Piłki, buty usmarowane? Bo o ile dobrze pamiętam, to takiemu orlikowi dobrze robi okazjonalne polanie wodą (pył się nie unosi).

  • edytowano July 19
    Granulat jest na tyle luźno związany z murawą że bardzo dużo go syn przynosi do domu, w butach po prostu. Nie jest specjalnie drobny żeby unosił się w postaci pyłu, raczej gruby bym powiedział, nieco mniejszy niż przysłowiowy lepek od zapałki.
    Czy brudzi buty lub piłkę? Trudno mi powiedzieć, nie zauważyłem jakichś specjalnych śladów, a te które są na piłce to raczej od butów.
    Co do stanu murawy to sądzę że najważniejsze jest stosowanie właściwych butów czyli turfów, o czym pisałeś wcześniej, i tutaj, u nas, bardzo tego pilnują.
  • los napisal(a):
    Istnieje tylko problem pasztetu sztrasburskiego.
    Humoreska Anatola Potemkowskiego z serii Dziennik Zażaleń (ktoś pamięta?). Baronowa Sołowiejczyk przyrządza pasztet sztrasburski trzymając się dokładnie przepisu tylko produkty są zastępowane przez lokalne substytuty: gęsie wątróbki przez boczek, szampan przez wino marki wino etc. Konkluzja jest taka, że ten pasztet to jest mocno przereklamowany.

    Jest nietrudny przepis na utrzymanie boisk trawiastych, z jakiejś dziwnej przyczyny Polacy nie potrafią. Ale nie załamujmy się, opanowaliśmy tajemnicę czystej toalety a wydawało się to mocno poza naszymi możliwościami, tego też się nauczymy.
  • SigmundvonBurak napisal(a):
    Taniej by wyszło spuścić na dżewo "ogrodników" , kupić pehametr ,zwapnować i przekopać.Chyba ,że to piasek był;).
    Było wapnowane.
    Qrde, wiedziałam, że jak o czymś nie napiszę, to zaraz się odezwą głosy nie w temacie ;)
  • @Los - dzięki :D
  • marniok napisal(a):

    Czy brudzi buty lub piłkę? Trudno mi powiedzieć, nie zauważyłem jakichś specjalnych śladów, a te które są na piłce to raczej od butów.
    Czyli brudzi. Buty nie brudzą piłki ;)

  • Maria napisal(a):
    SigmundvonBurak napisal(a):
    Taniej by wyszło spuścić na dżewo "ogrodników" , kupić pehametr ,zwapnować i przekopać.Chyba ,że to piasek był;).
    Było wapnowane.
    Qrde, wiedziałam, że jak o czymś nie napiszę, to zaraz się odezwą głosy nie w temacie ;)
    Za mało wapna;). Tak na marginesie ,czasami na takich boiskach montowany jest system monitoringu ,co by się użyszkodnicy nie pętali. Przejdziesz przez płot przyjeżdza policja.
  • los napisal(a):
    los napisal(a):
    Istnieje tylko problem pasztetu sztrasburskiego.
    Humoreska Anatola Potemkowskiego z serii Dziennik Zażaleń (ktoś pamięta?). Baronowa Sołowiejczyk przyrządza pasztet sztrasburski trzymając się dokładnie przepisu tylko produkty są zastępowane przez lokalne substytuty: gęsie wątróbki przez boczek, szampan przez wino marki wino etc. Konkluzja jest taka, że ten pasztet to jest mocno przereklamowany.

    Jest nietrudny przepis na utrzymanie boisk trawiastych, z jakiejś dziwnej przyczyny Polacy nie potrafią. Ale nie załamujmy się, opanowaliśmy tajemnicę czystej toalety a wydawało się to mocno poza naszymi możliwościami, tego też się nauczymy.
    Ciekawe, znam coś bardzo podobnego w wersji z pączkami.

  • Wspomniana wyżej guma użyta do wypełnienia nawierzchni jest nie tylko toksyczna, ale też prawdopodobnie rakotwórcza. W jednym z krajów, gdzie wcześniej wdrożono program sztucznych boisk stwierdzono częstsze występowanie nowotworów u dzieci grających na tych boiskach.
  • To nie żadna guma, a resztki opon. Zużyte, pokruszone, po wszelkich możliwych reakcjach chemicznych z otoczeniem, pod wpływem UV... Nie wiem dlaczego nie robią z tego kołder i poduszek?
  • qiz napisal(a):
    Nie wiem dlaczego nie robią z tego kołder i poduszek?
    Bo głowa to nie piłka? :)

    =
    Syn1 wracając z Orlika (przy szkole, maja tam w-fy również)
    przynosił w butach i nogawkach tony gumowego "żwirku". :/
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.