Co nam mówi afera VW ?

edytowano September 2015 w Forum ogólne
Moim zdaniem mniej więcej to samo co kryzys imigrancki, tyle że afera VW mówi o wielkim biznesie, a kryzys imigrancki o wielkiej polityce. No może nie wielkich, ale europejskich, ściślej niemieckich, a szerzej zachodnich biznesie i polityce.

Orban nazwał to, w przytaczanym przez rdr przemówieniu, hipokryzją. Hipokryzją jako systemem, naczelną zasadą funkcjonowania. Nie wiem czy nie powiedział zbyt miękko i łagodnie. Czy to aby nie jest zwykłe kłamstwo jako naczelna zasada systemowa?

Oba przypadki to tzw przypadki kliniczne. Na nich można oprzeć analizę, jak na wzorcach zachowań. W obu przypadkach prawdziwe intencje stron, tu wielkiego koncernu i rządów, są ukryte oraz sprzeczne z oficjalnie głoszonymi tak intencjami jak i zasadami. To co jest głoszone jest traktowane czysto instrumentalnie i wyłącznie instrumentalnie. Oficjalnie głoszone zasady są zręcznie wykorzystywane przeciw pozostałym stronom - klientom, wyborcom, sojusznikom itd. Celem dzialania od początku jest uzyskanie korzyści wbrew głoszonym zasadom, ale z ich wykorzystaniem do blokowania działań, w tym obrony, przez pozostałe strony. Taki system może działać tak długo, jak długo ma przewagę, jest silny i jak długo jest na kim żerować. To się chyba kończy i będzie musiał jednak się zwrócić przeciw własnym społeczeństwom, które oczywiście w tym kłamstwie uczestniczą. One już nie w całości, nie według planu i nie w pełni świadomie, ale chyba jednak masowo.
Otagowano:

Komentarz

  • Straty VW cieszą.

    Inne kraje też powinny się zainteresować. Nie tylko USA.
  • edytowano September 2015
    Ja mam na mysli zasady działania rynku i polityki, a dokładniej ich degenerację.

    Afera VW jest realna, ale jej wykrycie najpewniej wpisuje się w zasadę kłamstwa. Przeciez nie VW ją ujawnił. Ujawniono ją chyba właśnie w USA. Jest prawdopodobne, że dokonał tego ktoś z konkurentów. Czy nie miał prawa? Ależ miał, tylko to wcale nie znaczy, że sam nie ma na sumieniu podobnych afer. Bardziej bulwersujące jest to że wybuchła dopiero teraz. Przecież całe wielkie środowiska: dealerów samochodowych , serwisantów i mechaników, ekspertów od badania pojazdów i rankingów bepieczeństwa i przyjazności środowisku, instytuty badające parametry aut - one wszystkie wiedziały lub przynajmniej domyślały się, a przynajmniej powinny wiedzieć jak jest. I milczały. Czemu ? Bo im się to opłaciło. Jestem skłonny założyć, że i konsumenci - kierowcy i obywatele Niemiec i pracowwnicy VW domyślali się, a nawet jak nie to gdy się dowiedzieli to żałują głównie VW, a nie środowiska naturalnego. Jestem skłonny podejrzewać, że ochrona środowiska mało ich obchodzi, jeśli samochody sprzedają się dobrze, jeżdżą szybko i mało palą. Oczywiście miło jest im wszystkim prezentować się jako nowocześni i zacni ochroniarze środowiska i promotorzy postępu technicznego, byle bez kosztów własnych.

    Ta afera mocno uderzy w VW. Może VW nawet upadnie. Pewnie będzie musiał zamknąć kilka fabryk i zmniejszy udział w rynku. Jakie fabryki zamknie : w Niemczech, Czechach czy w Polsce? Kto sie może cieszyć? Z pewnością inne koncerny jeśli nie dadzą się złapać na czymś podobnym. Być może Chińczycy bo komuś trzeba będzie VW sprzedać. Komuś kto ma pieniądze i zapłaci ekstra premię za wejście z biznesem do UE i za technologię, której nie ma na tym poziomie.
  • Jestem skłonny założyć, że i konsumenci - kierowcy i obywatele Niemiec i pracowwnicy VW domyślali się, a nawet jak nie to gdy się dowiedzieli to żałują głównie VW, a nie środowiska naturalnego. Jestem skłonny podejrzewać, że ochrona środowiska mało ich obchodzi, jeśli samochody sprzedają się dobrze, jeżdżą szybko i mało palą.
    środowisko środowiskiem, gorzej, że te śmierdziele niszczą nam zdrowie (nam, pieszym)
  • edytowano September 2015
    Mówi nam, że poważne gospodarki dbają o swoje interesy. W tym przypadku, jak w wielu innych wcześniej, Amerykanie wyolbrzymiają sprawę. Podobnie było z różnymi drobnostkami dotyczącymi zwłaszcza aut japońskich marek ale też i innych europejskich. Sami natomiast zamiatają pod dywan afery związane ze swoimi koncernami, np. wielką aferę z niestabilnością pierwszych suvów, które w dekadzie lat 80-tych zabiły masę ludzi.

    image
  • Mówi nam o tym, że Hameryka chyba już ostatecznie postawiła na strefę Pacyfiku. Tak więc konkurencję przemysłową na Starym Kontynencie trzeba wybić, rozpoczynając od przodującej gospodarki europejskiej, a sytuację polityczną i społeczną w państwach europejskich zdestabilizować i temu może posłużyć niekontrolowany napływ uchodźców i imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki
  • Oczywiście, że Amerykanie też maja wiele na sumieniu. Odnoszę jednak wrażenie, że im o co innego chodzi w tej sprawie - nie tylko o interes. Może się łudzę, ale i nie przede wszystkim. Im chodzi o zasadę poszanowania prawa, a szczególnie prawdziwośc zapewnień i obietnic. VW deklarował pewne parametry swoich aut. VW świadomie kłamał - sfałszował wyniki badań potwierdzających te parametry. Ściślej perfidnie skonstruował program systematycznie fałszujący te wyniki. Takich rzeczy Amerykanie nie darowują. Słusznie. Dzieki temu USA się trzymają i mają się nieźle, pomimo że co roku przyjmują setki tysięcy imigrantów i odwiedzajacych czasowo z róznych kultur w tym muslimów. Oni na granicy muszą złożyć klikadziesiąt zapewnień. Sprowadzaja się one do przyrzeczenia przestrzegania amerykańskich praw. I USA ich wpuszcza na podstawie tych zapewnień jeśli nie ma poważnych danych wywiadowczych lub innych wyraźnych powodów do odmowy. Jeśli jednak taki przyjezdny skłamie i go na tym złapią to jest deportowany, a w pewnych przypadkach idzie do więzienia, czasem na wiele lat. W Europie takich zapewnień nikt nie żąda, to jest nawet źle widziane tego żądać. Jak imigrant się zachowuje skandalicznie to się mówi ojtam ojtam, jak długo można, a w skrajnym przypadku przydziela mu kuratora i zasiłek na poprawę samopoczucia.To samo dotyczy koncernu który sprzedaje swoje produkty Amerykanom. W Europie Niemcy by załatwili sprawę stosując naciski polityczne i wyrzucenie Prezesa by wystarczyło.
  • edytowano September 2015
    Kolega zapomni, iż rzecz tylko i wyłącznie w poszanowaniu prawa. Amerykański przemysł chroni swój rynek, a rodzaj użytego kija jest sprawą wtórną. Bazą są regulacje ustawowe, a jeżeli to za mało, wtedy wybuchają afery z zabijającymi pedałami gazu w Avensisach albo z oszukującymi silnikami w testach emisji.

    Może nie jest Państwu wiadomym, ale praktyka oszukiwania w testach spalania polegająca na badaniu samochodu niby seryjnego ale zmodyfikowanego tak bardzo jak pozwalają na to przepisy, jest dzis akceptowalną przez wszystkich producentów, żałosną normą.
    Każdy kierowca z pewnym stażem za kółkiem wie z własnego doświadczenia, że oficjalne dane producenta na temat zużycia paliwa przez jego model samochodu są bardzo odległe od tych, jakie uzyskuje się podczas codziennej jazdy w typowych warunkach drogowych. Niemiecka organizacja ekologiczna Deutsche Umwelthilfe zarzuca przemysłowi motoryzacyjnemu świadome manipulowanie danymi na pograniczu przestępstwa i dowodzi, że ten proceder stale przybiera na sile.
    REKLAMA

    Dlaczego kłamią?

    Ten samochód mało pali? Tak, ale tylko na prospekcie reklamowym producenta, zawierającym dane fabryczne. Mają one niewiele wspólnego z tym, co jego właściciel stwierdza na co dzień, płacąc za benzynę na stacji paliwowej. Co ciekawe, wszystko odbywa się zgodnie z prawem!

    Ten właśnie fakt najbardziej zirytował działaczy organizacji Deutsche Umwelthilfe (DUH). Przedmiotem jego krytyki jest nowy, europejski test zużycia paliwa NEDC (New European Driving Cycle). Nie dość, że jest on przeprowadzany w sterylnych warunkach laboratoryjnych, ale kryje w sobie także możliwości manipulowania jego wynikami przez producentów samochodów, którzy, jak łatwo się domyśleć, skwapliwie je wykorzystują.

    Test przeprowadza się na stanowisku próbnym, na "rolkach". Wiadomo, ile ma wynosić temperatura powietrza i silnika. Wiadomo, jak głęboko ma być wciśnięty pedał gazu podczas pomiaru. Tylko w ten sposób można porównać wyniki uzyskiwane przez różne modele pojazdów. Niby tak, ale wiadomo też z góry, że żaden kierowca nigdy ich nie uzyska! Zimny start, włączona klimatyzacja oraz radio i szybki przejazd przez skrzyżowanie, żeby jeszcze zdążyć na żółtym świetle, natychmiast podnoszą zużycie paliwa.

    Ale to jeszcze pół biedy. Prospekty reklamowe zawsze upiększają rzeczywistość. Dane fabryczne rzadko kiedy pokrywają się z wynikami codziennej eksploatacji pojazdów w zmiennych warunkach. Główny problem polega na świadomym zaniżaniu danych o zużyciu paliwa przez producentów aut. Stosowane przez nich sztuczki ocierają się o świadome oszustwo. Wystarczy na przykład odłączyć podczas próby większość odbiorników energii elektrycznej oraz przestawić na czas testu komputer sterujący pracą silnika, żeby otrzymać bajecznie niskie dane.

    Konsekwencje takich manipulacji są poważne i dotyczą nie tylko kierowców. W oparciu o wyniki testu NEDC ustala się oficjalny poziom emisji CO2, który w wielu krajach UE jest podstawą opodatkowania samochodów. Niższy poziom emisji to mniejszy podatek, a więc niższe wpływy. Najwięcej zyskują na tym producenci samochodów, zobowiązani przez KE do stałego zmniejszania poziomu emisji. A więc ją zmniejszają, ale tylko na papierze!

    Różnice do 42 procent

    Te naganne praktyki wciąż przybierają na sile. W porównaniu z sytuacją z 2001 roku, kiedy różnice między fabrycznymi i faktycznymi danymi na temat zużycia paliwa wynosiły średnio 7 procent, w roku 2011 wzrosły do 23 procent. O prawie jedną czwartą! W tej chwili rekordzistą w fałszowaniu danych jest Volvo. Popularny model tej firmy V40 D2 Momentum zamiast 3,4 litra oleju napędowego na 100 km spala w rzeczywistości aż 4,83 litra. To też niewiele, ale różnica między oficjalną fikcją a zużyciem w teście, przeprowadzonym w warunkach rzeczywistych, przez niemiecki automobilklub ADAC, wynosi całe 42 procent!

    O 32 procent zaniżyli dane producenci dwóch innych popularnych modeli samochodów: Peugeota 208 e-HDi FAP 68 i Fiata Punto 0.9 8V TwinAir. Na przeciwnym biegunie mamy japońską firmę Nissan. Fabryczne dane o zużyciu paliwa przez dwa jego modele: Nissan 370Z Roadster Pack Automatik i Nissan Primera 2.0 visia Automatik, są odpowiednio o 6 i 17 procent wyższe od uzyskanych podczas jazdy!

    Zaniżyć dane jest bardzo łatwo. Wystarczy zakleić papierem wszystkie szpary w karoserii pojazdu i podnieść ciśnienie w kołach. Takie praktyki na stanowiskach próbnych stwierdzili działacze innej, europejskiej organizacji ochrony środowiska Transport and Environment. Ile można na tym zyskać? Okrągłe 10 procent! A to już naprawdę sporo.

    Teoretycznie, jeśli zużycie paliwa nowego samochodu jest o 10 procent wyższe od tego, podanego w danych fabrycznych, klient ma prawo odstąpienia od umowy o kupnie pojazdu. Takie orzeczenie wydał w roku 2010 Wyższy Sąd Krajowy Nadrenii Północnej-Westfalii w sprawie dotyczącej pewnego emeryta. Salon przyjął od niego samochód i zwrócił klientowi wydane nań pieniądze wraz z odsetkami. Ale czy jest to rozwiązanie dla wszystkich kierowców, nabijanych w butelkę przez pomysłowych producentów?

    Bronić się trzeba, ale pojedynczy kierowcy nie są poważnym przeciwnikiem dla potężnego, samochodowego lobby. Sprawą celowego zaniżania danych o zużyciu paliwa przez firmy samochodowe powinni zająć się politycy. Tak uważają organizacje ochrony środowiska. I mają rację. Ale dobrze byłoby, gdyby przy okazji przyjrzały się uważniej, z kim samochodowi lobbyści utrzymują najbardziej serdeczne stosunki. Czy aby nie z politykami?

    ADAC, rtr, afp, dpa / Andrzej Pawlak
  • Oczywiście, min. dlatego nikt nigdy nie osiągnął katalogowego spalania. Testy przeprowadza się w warunkach nierzeczywistych, niskiej zawartości tlenu w powietrzu itd.
  • Fakt faktem, że wymagania emisji wyglądają tak jakby ktoś to robił ciężką ręką. To tera ograniczymy tlenki azotu. Pach! Będzie o połowe mniej. I co? Świetnie. Niech wezmą i w ogóle zabronią emisji czegokolwiek.

    Wyprodukowanie tych wszystkich filtrów cząstek stałych i katalizatorów i innych pierdół układu oczyszczania lada moment będzie bardziej szkodliwe dla środowiska niż to co rzekomo one dają.

    Doszło do chorej sytuacji, że samochód musi się popsuć jak najszybciej po gwarancji, bo producent nie zarabia już na sprzedanym aucie tylko na częściach wymiennych. Oczywiście stara się wymusić aby te części wymienne musiał być od niego kupowane.

    Na pierwszym miejscu powinno być aby samochód palił jak najmniej. I tak było do EURO3, a potem to już zjazd w dół.

    Zresztą to popieprzenie świetnie wpisuje się w obraz współczesnego świata. Wszystko musi być nowoczesne, bezpieczne, ekologiczne. Rzyg.
  • edytowano September 2015
    To co Kleżeństwo pisze potwierdza moje przypuszczenia. To jest sytemowo zorganizowane kłamstwo. Oczywiście uchwalanie coraz to nowych szaleńczo wyśrubowanych norm jest elementem tego kłamstwa. Uchwala się takie jakie samemu się spelnia, a konkurencja jeszcze nie. Mało tego, uchwala sie też takie, których się nie spełnia ale wie się jak oszukać wiarygodnie że się spełnia, a inni nie wiedzą. Po trzecie wreszcie uchwala się tak i potem łapie się konkurencję na łamaniu odwracając uwagę od siebie. Rząd lokalny i media lokalne z pewnością nagłośnią grzechy konkurencji i przemilczą własne (To ostatnie nie w Polsce. W Polsce będzie odwrotnie.) Potem mądrale napiszą, że na tym polega realpolityk i obrona interesów narodowych. Rzyg i żenada.
  • Wyprodukowanie tych wszystkich filtrów cząstek stałych i katalizatorów i innych pierdół układu oczyszczania lada moment będzie bardziej szkodliwe dla środowiska niż to co rzekomo one dają.
    To już się dzieje od, na oko, 25 lat. Koszt energetyczny wyprodukowania auta, oraz jego żywot, absolutnie się nie bilansuje. Najekologiczniejsze są stare proste auta, proste niewysilone wolnossące silniki diesla i benzynowe. Pracują dekadami, współczesne trzycylindrowe biturbo nie mają szans na długą prace.

  • Spójrzcie na to z innej strony- jak masz naprzeciwko siebie zgraję chuliganów i szykujesz się do walki- to musisz dać w mordę najsilniejszemu.
    VW to absolutny dominator- w skali świata przegonił (przeganiał) GM i Toyotę, ma niezwykle potężną pozycję w Ameryce Południowej oraz jest numerem 1... w Chinach. Nie znam dokładnych statystyk, ale zaczęła być widoczna zmiana trendu- więcej europejskich samochodów w USA, niż amerykańskich w Europie.

    Amerykanie dociskają Szkopów do ziemi, aby lizali im buty. Ciekawe111, kogo hitlery docisną.
  • qiz napisal(a):

    Amerykanie dociskają Szkopów do ziemi, aby lizali im buty. Ciekawe111, kogo hitlery docisną.
    Jak to kogo docisną? Między innymi i Ciebie qizu. Hitlerowcy potrzebują psich fryzjerów

  • No właśnie, właśnie! Na Zachodzie w najlepsze trwa wzajemne podgryzanie się przy użyciu coraz bardziej brutalnych i kosztownych metod. Są coraz bardziej brutalne i kosztowne bo Zachód coraz bardziej odchodzi od zasad na który został ufundowany. Niby powszechnie akceptowane teorie mówią o kapitale społecznym i jego fundamencie - zaufaniu, ale i to jest dla większości tylko kolejnym pięknym kłamstwem. I tak dalej po równi pochyłej jakby pozycja była niezagrożona i wokół nic się nie działo. A dzieje się, przynajmniej tyle że Chiny rosną z każdą dekadą i tam akurat odwrotnie niż na Zachodzie kapitał społeczny chyba też, prawda że z niskiego poziomu. A tu blisko rośnie napychana boomem demograficznym bomba muzulmańska. Dalej jednak dla Niemca największym wrogiem jest Amerykaniec i odwrotnie, a wykorzystywanym frajerem jakiś Polaczek czy Latynos.
  • Cholera tak sobie uświadomiłem, ze Niemcy stworzyli nowy magnes dla imigrantów - Volkswageny tanieją. Głupi dowcip wiem - może do dzialu Humor?
  • qiz napisal(a): VW to absolutny dominator- w skali świata przegonił (przeganiał) GM i Toyotę,
    Chyba nie bardzo:
    http://www.auto-swiat.pl/wiadomosci/toyota-najlepsza-na-swiecie-ranking-2014/01t2c



  • edytowano September 2015
    VW jako marka jest rzeczywiście z tyłu za Toyotą.
    Ale VW jako koncern (Vw+Audi+Skoda+Seat+...?(Porsche?)) to już baaardzo niekoniecznie.
  • odpowiadając na tytułowe pytanie: Niemcy niby tacy porządni, czyści i ekologiczni, tymczasem gdy dobrze poszperać, to zawsze jakieś Fritzle wyskoczą z piwnicy
  • edytowano September 2015
    @Krzychol66 owszem, acz Toyota to Daihatsu, Subaru i Lexus. Ale faktycznie, trzebaby z kalkulatorem.

    @Kania - oczywiście że Niemcy to głównie propaganda i to popularna głównie w narodach z silnymi kompleksami. Fritzle to pikuś, gorzej z tym, że ta propaganda jest po prostu nieprawdziwa, a to co jest tam prawdziwego, wzięło się z zupełnie innych powodów niżby Niemcy chcieli (zatem skrzętnie to ukrywają). Pruski dryl - na tym wyrósł ów mityczny "ordnung", i stosowano go nie tylko w wojsku, ale w relacjach małżeńskich i wychowaniu dzieci, co pośrednio wyprodukowało fanatycznych zwolenników Hitlera w takiej ilości. Niemcy jak dla mnie to w dużej mierze psychopaci - a każdy psychopata przez długi czas, czasem nawet całe życie może być zupełnie normalny, spokojny, a nawet wyluzowany i sympatyczny. Ale niech się pojawią warunki...

  • @Kania

    NIemiecki ordnung to w dużej mierze propaganda.

    Żaden Niemiec nigdy się nie przyznał, ale już inne nacje perygrynujące wewnątrz koncernu do gliwickiego Opla mówiły zawsze, że polska fabryka jest wzorem czystości i porządku. Zwłaszcza w porównaniu do zakładów w Russelsheim czy Bohum. Tak samo ilość nieruchomości (samochód po złożeniu do kupy nie odpalił lub ma wady i trzeba go odholowac na warsztat) wyprodukowanych na zmianę była w Niemczech przeciętnie trzy razy większa niż w Gliwicach.
  • Dociera do mnie coraz więcej wyrywkowych opinii, że z niemieckim ordnungiem coraz gorzej. Już kilka lat temu wiele razy to słyszałem od zaprzyjaźnionego Niemca, z którym pracowałem ponad rok codziennie. Twierdził np, że pociągi niemieckie spóźniają się regularnie i że to plaga. Znajomi inwestorzy wizytujący niemieckich partnerów i niemieckie firmy - do zakupu lub kupujące w Polsce są zszokowani bałaganem i często słabym poziomem technicznym tamże. Nieco lepsze opinie, ale tylko nieco, wygłaszają jeżdżący tam na długie projekty inżynierowie czy informatycy.Może rzeczywiście już czas dla nich zatrudnić masowo przybyszów z Bliskiego Wschodu. Poziomy się wyrównują.
  • Jeżeli chodzi o "aferę VW", to moim zdaniem jest tylko kolejną ilustracją pewnego procesu, który można by określić jako "kumulację drobnych kantów". No bo na czym ona w zasadzie polegała?
    Ano na tym, że aby sprostać wyśrubowanym normom ekologicznym fałszowano wyniki. Początkowo było to nieznaczne - samochody do testów spalania "na rolkach" dopasowywano tak by dobrze na nich wypadały, niezależnie od tego jak to w rzeczywistości wygląda w użytkowaniu. I wszyscy w branży o tym wiedzieli, ale nikomu nie opłacało się być pierwszym, który to przerwie . Takie sytuacje znane są z teorii gier - strategia stabilna krótkoterminowo, może być długoterminowo szkodliwa dla wszystkich graczy. Klasyczny przykład to "tragedia wspólnego pastwiska". No i w sprawach spalania było przyzwolenie na nierealne wyniki, skutecznie maskowane promocją "ekojazdy" przez co część winy za wecowanie danych o spalaniu zrzucano na "złe nawyki kierowców". Tyle, że robili to wszyscy, więc żeby zyskać przewagę marketingową (bo w zasadzie o to rzecz się rozbijała) pole cygaństwa było poszerzane, aż w końcu osiągnęło poziom, w którym dalej się nie da i trzeba balon przebić - problem w tym, że przy takich operacjach pierwszy, na którego padnie traci najwięcej. No i padło na VW - w czym niewątpliwie pomogła polityka gospodarcza USA.
    Ale przecież bardzo podobnie wyglądały kryzysy finansowe: "bańka dotcomowa", czy kryzys z 2007 - kumulacja drobnego naciągania wyników, wyrosła w bańkę, którą strach było przebić.
    filystyn napisal(a):
    Wyprodukowanie tych wszystkich filtrów cząstek stałych i katalizatorów i innych pierdół układu oczyszczania lada moment będzie bardziej szkodliwe dla środowiska niż to co rzekomo one dają.
    To, że "ecological footprint" nowoczesnych "ekologicznych" samochodów jest większy niż "starych śmierdzieli" to sprawa znana od dawna. Tyle, że w ich przypadku mamy do czynienia z geograficznym przesunięciem zanieczyszczeń - produkcja "ekologicznego samochodu" generuje zanieczyszczenia głównie w krajach niżej rozwiniętych, podczas gdy "stary smrodziak" dymi pod nosem końcowego użytkownika. Zatem z punktu widzenia komfortu życia mieszkańca pierwszego świata sytuacja jest jasna. I nie dotyczy to, bynajmniej, tylko samochodów - o przesuwaniu "ciężarów ekologicznych" na ubogie kraje i społeczności wspominał Papież Franciszek w ostatniej encyklice...
    randolph napisal(a):
    Żaden Niemiec nigdy się nie przyznał, ale już inne nacje perygrynujące wewnątrz koncernu do gliwickiego Opla mówiły zawsze, że polska fabryka jest wzorem czystości i porządku. Zwłaszcza w porównaniu do zakładów w Russelsheim czy Bohum. Tak samo ilość nieruchomości (samochód po złożeniu do kupy nie odpalił lub ma wady i trzeba go odholowac na warsztat) wyprodukowanych na zmianę była w Niemczech przeciętnie trzy razy większa niż w Gliwicach.
    Ale przecież podobnie było z Fiatem Panda - po niezbyt fortunnym debiucie i usunięciu paru drobnych wad produkcyjnych, niezawodność Pandy stała się wręcz legendarna. Do czasu przeniesienia produkcji z Tych do Pomigliano d'Arco...



  • edytowano September 2015
    pawel.adamski napisal(a):
    Jeżeli chodzi o "aferę VW", to moim zdaniem jest tylko kolejną ilustracją pewnego procesu, który można by określić jako "kumulację drobnych kantów". ................... Takie sytuacje znane są z teorii gier - strategia stabilna krótkoterminowo, może być długoterminowo szkodliwa dla wszystkich graczy. Klasyczny przykład to "tragedia wspólnego pastwiska".

    Tak twierdzę u góry innymi słowami. Wydaje się, ze ta sytuacja narasta i Zachód dociera do kresu tych "drobnych kłamstw" na całej linii.( No może nie tylko Zachód, bo islam jest na kłamstwie oparty, jak i była komuna) Oczywiście te drobne klamstawa już dawno przestały być drobne. Coraz trudniej oprzeć się na czymś co nie jest kłamstwem. Teraz obserwujemy zmasowaną obronę kłamstwa przez kłamczuchów. I nie chodzi tylko, a ni przede wszystkim o koncerny samochodowe. Ciekawe czym to zaowocuje ?
  • Obserwacje mojej Mamy na temat niemieckiego ordnungu były podobne. Jeszcze za komuny była z uczniami (jako wychowawczyni klasy i znająca niemiecki) z naszego technikum mechanicznego w NRDowskim odpowiedniku naszego miejscowego Instytutu Obróbki Skrawaniem. Opowiadała o bu*delu jaki tam panował.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.