Pomóżcie, bo nie zrozumiałam

edytowano June 2016 w Forum ogólne
Męczę się bardzo. To jest dla mnie bardzo istotne, a więc proszę, pomóżcie wyjaśnieniem.
Ojciec święty dziś rzekł:
– Nie ulegajmy zatem niepokojowi z powodu tych ucisków. Wiemy, że w słabości możemy stać się silnymi i otrzymać łaskę dopełnienia braków udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół – wezwał Papież.
O jakich brakach udręk Chrystusa mówił?
Pamiętam, że do tej pory nauczano nas, że Ofiara Chrystusa była kompletna i nie wymaga żadnego dopełnienia.
To jak to jest?
A może to jakiś błąd w tłumaczeniu?

Ku pamięci:
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/listy/salvifici.html

Komentarz

  • Wiadomo o co, mniej więcej, mu chodziło, ale jeśli to nie błąd tłumaczenia to znowu niezręczność i pochopność w wypowiedziach. Znowu to należałoby wyjaśnić i zapewne znowu wyjaśnienia nie będzie. Wygląda na to że w Watykanie akceptują chaos w interpretacji doktryny wiary. Pytanie czy to V kolumna kusego czy tylko zwykła niekompetencja.
  • Chodzi o nasz brak udręk, względem panajezusowych.
  • Rafał napisal(a):
    i zapewne znowu wyjaśnienia nie będzie.
    Miejmy nadzieję, chciałbym wiedzieć kto i po co w początku pontyfikatu uważał za stosowne tłumaczyć co drugie zdanie Franciszka, robiąc z niego i z nas idiotów. Pytanie czy to V kolumna kusego czy tylko zwykła niekompetencja.
  • celnik.mateusz napisal(a):
    A jeśli chodzi o wyjaśnienie. Krótkie jest takie: mysterium fidei. ;)
    Z pewnością.
    Czasem wydaje mi się, że już pojęłam nieco, a potem jedno zdanie rozprasza zrozumienie.
    Sens cierpienia rozumiałam na sposób wskazany przez JP II:
    Dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto też w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa.
    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/listy/salvifici.html

  • przemk0 napisal(a):
    Chodzi o nasz brak udręk, względem panajezusowych.

    A, Bóg Ci zapłać.
    Coś mi już świta.
    Nie chodzi o niedoskonałości udręk Chrystusa, a o to, że jeśli my nie doświadczamy cierpienia, to jesteśmy o nie ubożsi, bo to brak cierpienia jest niedoskonałością człowieka.
    Tak?
  • Tak to rozumiem. Łatwiej zrozumieć drugiego człowieka gdy wiemy co przeżywa/przeżywał. Jak nawiązać osobową relację z Panem Jezusem, jak zrozumieć jego miłość do ludzi, jeżeli nie mamy szans odczuć tego czego doświadczył? Modlić się o łaskę zrozumienia bez doświadczenia.
  • AnnaE napisal(a):
    celnik.mateusz napisal(a):
    A jeśli chodzi o wyjaśnienie. Krótkie jest takie: mysterium fidei. ;)
    Z pewnością.
    Czasem wydaje mi się, że już pojęłam nieco, a potem jedno zdanie rozprasza zrozumienie.
    Sens cierpienia rozumiałam na sposób wskazany przez JP II:
    Dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto też w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa.
    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/listy/salvifici.html


    i tego sie trzymajmy.
    Prawda jest taka, ze ja juz nie czytam co powiedzial lub nie powiedzial papiez Franciszek.
    zdaje sie, ze nie w tym jego charyzma.
  • balbina napisal(a):
    Prawda jest taka, ze ja juz nie czytam co powiedzial lub nie powiedzial papiez Franciszek.
    zdaje sie, ze nie w tym jego charyzma.
    I taki myślę był cel tego "tłumaczenia" co Franciszek powiedział. Nagle wszyscy nabrali wątpliwości co papież ma na myśli i czy na pewno jest chrześcijaninem.
  • przemk0 napisal(a):
    balbina napisal(a):
    Prawda jest taka, ze ja juz nie czytam co powiedzial lub nie powiedzial papiez Franciszek.
    zdaje sie, ze nie w tym jego charyzma.
    I taki myślę był cel tego "tłumaczenia" co Franciszek powiedział. Nagle wszyscy nabrali wątpliwości co papież ma na myśli i czy na pewno jest chrześcijaninem.
    No właśnie, a pan papież po prostu zacytował list do Kaleson.

    To jest jednak niezły kosmos, że papież cytuje św. Pawła, a katole sze oburzajo!!!
  • edytowano June 2016
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    przemk0 napisal(a):
    balbina napisal(a):
    Prawda jest taka, ze ja juz nie czytam co powiedzial lub nie powiedzial papiez Franciszek.
    zdaje sie, ze nie w tym jego charyzma.
    I taki myślę był cel tego "tłumaczenia" co Franciszek powiedział. Nagle wszyscy nabrali wątpliwości co papież ma na myśli i czy na pewno jest chrześcijaninem.
    No właśnie, a pan papież po prostu zacytował list do Kaleson.

    To jest jednak niezły kosmos, że papież cytuje św. Pawła, a katole sze oburzajo!!!
    Tiaa, zacytował. Kawałek zdania wstawił w swoje i wyszło co wyszło.
    Dobrze że PrzemkO podrzucił pomysła.
    No ale już się lepiej nie zagłębiam w to, co poeta miał na myśli.

    EDIT:
    Muszę to wyjaśnić. Nie wątpię w chrześcijańskość papieża, lecz w moją zdolność rozumienia sensu cierpienia.
    A cierpię, więc to jest dla mnie istotna sprawa.

  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    przemk0 napisal(a):
    balbina napisal(a):
    Prawda jest taka, ze ja juz nie czytam co powiedzial lub nie powiedzial papiez Franciszek.
    zdaje sie, ze nie w tym jego charyzma.
    I taki myślę był cel tego "tłumaczenia" co Franciszek powiedział. Nagle wszyscy nabrali wątpliwości co papież ma na myśli i czy na pewno jest chrześcijaninem.
    No właśnie, a pan papież po prostu zacytował list do Kaleson.

    To jest jednak niezły kosmos, że papież cytuje św. Pawła, a katole sze oburzajo!!!
    A gdzie w tym liście jest o niedoskonałości lub niepełności cierpień Chrystusowych?
  • przemk0 napisal(a):
    Rafał napisal(a):
    i zapewne znowu wyjaśnienia nie będzie.
    Miejmy nadzieję, chciałbym wiedzieć kto i po co w początku pontyfikatu uważał za stosowne tłumaczyć co drugie zdanie Franciszka, robiąc z niego i z nas idiotów. Pytanie czy to V kolumna kusego czy tylko zwykła niekompetencja.
    Efektownie Kolega odpowiada ale niczego to nie wyjaśnia. Sprawa jest prosta: jak się jest autorytetem, szczególnie autorytetem z urzędu, to trza się liczyć z konsekwencjami i interpretacjami swoich słów i czynów. No i jeśli są niezgodne z intencją lub sprzeczne to trza to wyjaśniać, aby nie było chaosu i zgorszenia. Tylko tyle i aż tyle. Natrząsanie się z pytających oraz irytacja i marsowe lub przemądrzałe miny i gesty w takiej sytuacji są nie na miejscu.
  • Ale o jakich „brakach udręk Chrystusa” mówi apostoł?
    - od piątego akapitu, a ja od razy przeskakuję, kto nie chce czytać całości:

    To nie w cierpieniu Pana Jezusa były „braki udręk”, które musiał uzupełnić święty Paweł,
    ale w cierpieniu Jego Ciała, którym jest Kościół.


    hiob - 2007-12-20, 06:17
    Temat postu: Ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa.
    http://katolik.us/printview.php?t=574&start=0&sid=150d22e6369b131821299d50fb4481c6
    ====
    Gdy boli nas głowa, gdy się źle czujemy i poskarżymy się naszym bliskim, często usłyszymy w odpowiedzi: „Ofiaruj to”. Bardzo dobra rada, nie wątpię, ale co ona tak naprawdę ma oznaczać? Jaką wartość ma ofiarowanie Bogu naszych cierpień, naszego bólu? Czy Bóg tego rzeczywiście potrzebuje? Zastanówmy się nad tym.

    Jest pewien bardzo interesujący fragment Listu do Kolosan. Święty Paweł pisze tam:

    Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. (Kol 1,24).

    Werset bardzo trudny do zrozumienia. Dla każdego z nas, ale szczególnie dla protestantów. Dla nich cierpienie nie ma żadnej wartości, może poza budowaniem charakteru. Czasami wręcz jest dla nich oznaką małej wiary. Bo jak ktoś ma wiarę i z tą wiarą będzie prosił Boga o zdrowie, to Bóg go uzdrowi, prawda? Cóż, niekoniecznie. Jeżeli wierzyć temu, co pisze święty Paweł, to nie zawsze jest to prawda.

    Cierpienie ma wielką wartość. Ale nie samo z siebie, ale właśnie przez złączenie z cierpieniem Jezusa. Jezus, ponieważ jest Bogiem, zmienia wszystko, czego dotknie swą obecnością. Na przykład gdy zostajemy ochrzczeni wodą, otrzymujemy odpuszczenie wszelkich grzechów i stajemy się członkami Kościoła, Ciała Pana Jezusa. Ale to jest możliwe dlatego, że Jezus pierwszy dał się ochrzcić. Jednak w przypadku Jego chrztu to nie woda miała wpływ na Jego Osobę, ale raczej On uświęcił wodę. Chrzest Jezusa dał wodzie moc oczyszczania ludzi. Bez tego woda co najwyżej mogłaby zmyć z nas trochę brudu.

    Podobnie z cierpieniem. Cierpienie samo w sobie jest złem. Nie jest czymś, czego oczekujemy i nie jest czymś, czego powinniśmy pragnąć. Sam święty Paweł chciał uniknąć cierpienia, które towarzyszyło jego życiu:

    Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie (2 Kor 12,7-8)

    Dopiero więc wtedy, gdy zobaczył Paweł, że Bóg nie wysłucha jego próśb o wybawienie z cierpienia, z radością je przyjął. Przyjął, by je ofiarować Bogu. Ale cierpienie ma wartość tylko dlatego, że zostało „uświęcone” przez cierpienie Boga-Człowieka, naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

    Ale o jakich „brakach udręk Chrystusa” mówi apostoł? Czy cierpienia naszego Pana na Krzyżu nie były wystarczające? Czy Pan Jezus może za wcześnie umarł? Za mało otrzymał uderzeń biczem? Dlatego musimy uzupełnić te cierpienia, bo im czegoś brakuje?

    Oczywiście, że nie o to tutaj chodzi. Cierpienia Jezusa na Krzyżu były niewypowiedzianie wielkie. Nie można wręcz ich mierzyć ludzką miarą. Jezus bowiem miał na sobie jarzmo wszystkich naszych grzechów i ból, jaki On ofiarował Ojcu za nasze grzechy jest wręcz nie do opisania. To nie w cierpieniu Pana Jezusa były „braki udręk”, które musiał uzupełnić święty Paweł, ale w cierpieniu Jego Ciała, którym jest Kościół.

    Najpiękniejszym, najpełniejszym symbolem miłości Jezusa do nas jest krzyż. A krzyż składa się z dwóch belek: Poziomej i pionowej. Obie są bardzo ważne i bez żadnej z nich nie byłoby krzyża. Ta pionowa symbolizuje nasz osobisty stosunek do Boga. Nasze indywidualne modlitwy. Nasze „sam na sam” z Panem Bogiem. I ten aspekt jest bardzo podkreślany wśród wszystkich chrześcijan. Katolików i protestantów. Ci ostatni jednak często mają problem ze zrozumieniem poziomego aspektu symboliki krzyża. Co prawda u nich wspólnota parafialna, wspólnota osób należących do jednego zboru jest zazwyczaj nawet silniejsza niż w parafiach katolickich, ale jest to wspólnota w zupełnie innym wymiarze.

    Protestanci bardzo duży nacisk kładą na jedność rodziny parafialnej. Słowa „parafialny” , z braku lepszego słowa, używam tu w znaczeniu „członków jednego zboru”. Nie mają bowiem oni takich parafii, jak w Kościele Katolickim. U nich po nabożeństwie nikt nie leci pędem na parking, żeby wyjechać spod kościoła, zanim się zrobi tłoczno przy wyjeździe, jak to często widać w naszych kościołach. Niektórzy katolicy czasem nawet przed ostatnim błogosławieństwem księdza lecą na parking, czy przystanek tramwajowy. Tam po ostatnich słowach pastora nikt się nie spieszy. Wszyscy się spotykają, często mając wspólne śniadanie, rozmawiają, tworzą jedną wielką rodzinę.

    To bardzo piękny zwyczaj i my, katolicy, moglibyśmy troszkę z niego przejąć. Smutne trochę, że w wielu parafiach, zwłaszcza w dużych miastach, ludzie chodzący do tego samego kościoła przez lata nic o sobie nie wiedzą. Można i trzeba by tu troszkę popracować nad tym. Przecież wszyscy jesteśmy braćmi. I oczywiście uogólniam tutaj, a więc z pewnością krzywdzę niektórych. Na pewno są wspólnoty protestantów, gdzie nie jest tak różowo, jak opisałem powyżej i z pewnością są kościoły katolickie, gdzie wierni tworzą zgraną wspólnotę. Ale w większość z nich, obawiam się, wiele można by w tej dziedzinie poprawić.

    Ja jednak uważam, że mimo iż takie łączenie się w rodziny na poziomie parafialnym jest bardzo ważne, to znacznie ważniejsze jest coś innego. Mianowicie uświadomienie sobie, że my, członkowie Kościoła, tworzymy wszyscy Ciało Jezusa. I wiedząc, że dla zbawienia nas wszystkich On ofiarował swoje Ciało na Krzyżu, zauważamy tu bardzo ważną zależność. Dzięki Jego cierpieniu nasze zbawienie stało się możliwe, ale ono wcale nie zastąpiło naszego cierpienia. Ono tylko nadało naszemu cierpieniu sens.

    Czy każdy z nas otrzymał przez śmierć Jezusa zbawienie? Tak i nie. Każdy ma je potencjalnie, ale nie jest ono automatyczne. Każdy z nas może je odrzucić. Zbawienie jest darem, ale darem, który musimy przyjąć. Bóg nikomu nie będzie się narzucał ze swoją ofertą Nieba. I choć na pewno pragnąłby On, by każdy z tej oferty skorzystał, to jednak wiemy, że będą osoby, które ją odrzucą i wybiorą inną drogę. Ale jak to jest możliwe? Czy ludzie są rzeczywiście tak głupi, by odrzucić taki piękny dar? Cóż, niestety tak, bo przyjęcie daru Pana Boga czasem wiąże się z wielkim kosztem.

  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    To jest jednak niezły kosmos, że papież cytuje św. Pawła, a katole sze oburzajo!!!
    Bo czytajo jako protestanty*, a nie jako katole - i to drugi niezły kosmos!

    *solą skrypturą...

  • Żeby jeszcze jako protestanty, spora część komentuje Franciszka jak jawni wrogowie Kościoła. Pod płaszczykiem troski.
  • edytowano June 2016
    @romeck
    Dzięki.O to się rozchodziło. Przyzna Kolega że proste to nie jest. A w tym wątasie było o interpretacjach - fałszywych i prawdziwych.Tak więc słuszność ma Kolega i Kolega Szturmowiec co do meritum, ale już zupełnie nie ma słuszności Kolega Szturmowiec nazywając kosmosem oburzanie się prostych, niekoniecznie prostackich, katoli. Ci katole mają prawo domagać się wyjaśnień choćby takich jakich Koledzy byli mili udzielić.Ja bardzo sobie cenię wsparcie ze strony innych katoli, i dlatego trwam nie tylko we wspólnocie parafialnej, ale i w ruchu który sobie wybrałem, czy też Duch Świety mnie tam pchnął, bo na tem, między innymi, polega wspólnota katoli. To nie jest klub rozwiązujących krzyżówki i rywalizujących w tym o pierwszeństwo.
  • Skaranie z tymi katolami, że też Matka Ziemia ich nosi a Bóg Ojciec wytrzymuje z niemi!!!
  • A najgorsi wśród katoli to som teolodzy, z tych zaś teolodzy amatorzy. A co do skrutacji to emerytki z kółek różańcowych, oraz aktywistki i aktywiści parafialni dbający o krzyże i kapliczki i licznie uczestniczący w "majowych" przed nimi oraz inne prostactwo, z mojom skromną osobą targające chorongwie i baldachim nad monstrancjom na Boże Ciało, jakoś i bez skrutacji dajom radę. Prymas Tysiąclecia dobrze to rozumiał chociaż o prostactwo posądzić go trudno. Na marginesie - i skrutacja się mi zdarza, ino za leniwy jestem i dobrze że mi Koleżeństwo o zaniedbaniu przypomniało.
  • Rafał napisal(a):
    A najgorsi wśród katoli to som teolodzy, z tych zaś teolodzy amatorzy.
    Oi tak, oi tak!
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    ...że też ... Bóg Ojciec wytrzymuje z niemi!!!
    No, nie wytrzymuje! Dategoż Jego Syn musiał był przybyć osob-iście z interwencyią! :)

  • Mam już zacząć wstydzić się niezrozumienia?
    Fajnie stać przed piedestałem. A ja gópia myślałam, że stoję przed katedrą.
  • AnnaE napisal(a):
    Mam już zacząć wstydzić się niezrozumienia?
    Nie.

    Ponieważ Papież Franciszek jest wzorcowym mówcą "Tak-albowiem-chybaże-właściwie -Nie".
    I teraz zadziało chyba juz chyba nawykowe: "papa znów coś naplątał", choć tylko zacytował, choć mógł wtrącić: "cytuję", acz nie musiał, bo niby dlaczego podejrzewać, że fanzoli, kiedy dobrze - zazwyczaj - mówi..... :)


  • Papież ok
  • edytowano June 2016
    A dla cierpiących:
    image

    http://www.parafiasuchylas.pl/pl/niewidzialny_klasztor_swietego_jana/niewidzialny_klasztor_jana_pawla.html


    Pan Jezus w swej dobroci dzieli się z ludźmi wszystkim - a z wybranymi nawet cierpieniem
    image
    image
  • Bóg zapłać, KAniu!
    +
  • Peem tak. Gadajta i piszta se zdrowi. Ja akurat o cierpieniu coś niecoś wiem z autopsji. I jakoś nie przyszło mi nigdy do głowy że coś w Jezusowym cierpieniu uzupełniam bo brakuje. Swoje przyjmuję i nie narzekam nawet jeśli nie zawsze je rozumiem i dziękuję że mój Pan powiedział "ale niech będzie Twoja wola nie moja". Tego się trzymam, a prawdę mówiąc Papież Franciszek niespecjalnie mnie w tym wzmacnia. Nie ja jednak jestem od sądzenia Papieża i biorę takiego jakiego mi Kościół daje.Nawet biskupa Nycza biorę, choć na szczęście mój to Jędraszewski.
  • Ciężko pokochać cierpienie. Odruchowo wzdragam się przed nim i to wydaje się naturalne.
    Aż korci, by rzec jak Tewje mleczarz:
    Dobry Boże.
    Czy musiałeś mi zesłać takie wiadomości właśnie dziś?
    Wiem, że jesteśmy narodem wybranym.
    Ale czy nie mógłbyś, od czasu do czasu, wybrać kogoś innego?
    By tego nie zrobić, staram się cierpliwie budować zrozumienie. To misterna, krucha i niestabilna budowla, którą zburzyć może jedno słowo lub atak takiego bólu, który rozum odbiera. Po tym zaczynam od nowa. Czytam, słucham, szukam, buduję i tak od lat.
    Chciałabym trafić na taką prostą receptę-ściągę, która momentalnie rozwieje wszystkie wątpliwości :)
    Nie ma?

  • Rafał napisal(a):
    I jakoś nie przyszło mi nigdy do głowy że coś w Jezusowym cierpieniu uzupełniam bo brakuje.
    Jeszcze wczoraj miałeś wątpliwości co Franciszek powiedział a teraz piszesz że nigdy?
  • edytowano June 2016
    A co jedno ma z drugim wspólnego? No nie rozumiem za bardzo co Papież powiedział. Koleżeństwo mi wyjaśniło podpierając się świętym Pawłem. Trudne było to tłumaczenie dla prostaczków, a i dla mnie, choć aż takim prostaczkiem nie jestem.Dlatego odwołałem się do osobistego doświadczenia i sumienia. I powiedziały mi to co relacjonuję. Ze świętego Pawła straszny intelektualista był. Do mnie bardziej przemawia prostota świętego Piotra i chyba nie muszę się z tego tłumaczyć. Ja czuję raczej braki mojego cierpienia i staram się je zrozumieć i nadać mu wartość poprzez zbliżenie do cierpienia Chrystusowego. To jest dla mnie owo ofiarowanie cierpienia Chrystusowi. Bez tego rzeczywiście byłoby bez sensu.
  • Nie ma letko.
    Św. o. Pio rzecze tak:
    On [Bóg] wybiera sobie dusze i wśród nich - bez jakiejkolwiek mojej zasługi - wybrał także moją, aby Mu pomagała w tym ogromnym zadaniu dokonywania dzieła zbawiania ludzi.
    Im bardziej te dusze cierpią bez najmniejszej pociechy, tym większą ulgę przynoszą cierpieniom dobrego Jezusa.
    Oto cała przyczyna tego, że pragnę cierpieć zawsze coraz więcej i to cierpieć bez pocieszenia.
  • edytowano February 2017
    Nie wyobrażam sobie znoszenia cierpienia bez Łaski Wiary.
    Oby mi jej nigdy nie zabrakło.

    W Dzień Chorego, w intencji powrotu do zdrowia wszystkich chorych
    +++
  • AnnaE napisal(a):
    Nie wyobrażam sobie znoszenia cierpienia bez Łaski Wiary.
    Oby mi jej nigdy nie zabrakło.

    W Dzień Chorego, w intencji powrotu do zdrowia wszystkich chorych
    +++
    +++

    Tak po prostemu jak to rozumiem: co nas - grzeszników może upodabniać do Jezusa?
    Miłość? Bez żartów. Kochamy wybrane osoby, a inne - nienawidzimy Nie to, że pogrążamy się w nienawiści, bo to byłaby głupota, ale to paskudne uczucie powraca jak bumerang pod wpływem impulsu z zewnątrz. To jest nienawiść do paskudztwa, ale stoi za tym zawsze jakiś człowiek, którego - chcąc nie chcąc - się brzydzimy i trudno jest czasem oddzielić paskudztwo od osoby. Rodzi się pragnienie zemsty, ukarania oko za oko. Ludzka miłość jest bardzo ułomna.
    Jedynym, co może upodobnić człowieka do Jezusa jest cierpienie.
    Przeżyte świadomie, ciałem, sercem i umysłem i ofiarowane Jezusowi.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.