Reforma edukacji: 8 lat podstawówka, 4 lata liceum

Na spotkaniu w Toruniu minister Anna Zalewska położy według naszej nieoficjalnej wiedzy kres kilkumiesięcznej niepewności. Podstawówka ma być wydłużona sześciu do ośmiu lat. Szefowa MEN przedstawi dokładną mapę drogową zmiany i zabezpieczenia mające pozwolić na zachowanie dorobku obecnych gimnazjów, które będą wchłaniane przez podstawówki, ale tak żeby skorzystać z ich zasobów: pracowni i przede wszystkim nauczycieli.

Czteroletnie liceum odzyska swój ogólnokształcący charakter. Nie będzie jak teraz krótkotrwałym, nie dającym czasu na nic, zbiorem fakultetów do matury. Sama matura ma być egzaminem poważniejszym, częściowo uwolnionym z balastu testów.

Będzie mogła być nieco trudniejsza także dlatego, że poważną konkurencją dla kształcenia ogólnokształcącego ma się stać podupadająca w ostatnim czasie, a teraz odbudowywana sieć szkolnictwa zawodowego, nazywanego branżowym. Tę część reformy minister ujawniła już w piątek, razem z wicepremierem Morawieckim na Dolnym Śląsku. To szkolnictwo będzie budowane wspólnie z pracodawcami i w silnej korelacji z potrzebami gospodarki. Ma być wręcz rozbudzona moda na bycie fachowcem, a ostatnimi laty bardzo ich w Polsce brakowało.
http://wpolityce.pl/polityka/298332-jutro-minister-edukacji-oglosi-jedna-z-najwazniejszych-reform-tego-rzadu-mozemy-miec-lepsza-szkole?strona=2
Otagowano:
«1

Komentarz

  • Chwałcia! Wreście będzie znowu jak za komuny.
  • W wielu sprawach zrobienie tak jak było za komuny byłoby krokiem naprzód!
  • Nawet do nauczycielizmu się Morawiecki umie przykleić.
  • edytowano June 2016
    Mój syn skończył właśnie dziewiąty przymusowy rok nauki w szkole.
    Moje spostrzeżenie co do gimnazjum zmieniło się.
    Może to za sprawą tego, że katolickie gimnazjum będąc i
    1.szkołą społeczną (nie państwową) i
    2. połączoną z liceum (także społecznym katolickim)
    dało bardzo dobre rezultaty wychowawcze!

    WYCHOWAWCZE - bo tylko o tym piszę.

    Z nauczania to nie wiem, i tak niewiele się uczył, a egzamin końcowy miał: średnia 96,5 %. mediana 96,7 %.
    Co niestety źle świadczy o poziomie poziomu szkolnictwa w Polsce wogóle, bo chorzowski katolik miał najwyższe średnie z testów gimnazjalnych w województwie!

    http://www.glk.edu.pl/
  • Nie rozumiem; tylko masoni z Katowic mają prawo się dobrze uczyć?
  • Słuszny kierunek reformy. Jeżeli jeszcze zrobi się ją tak, że uczyciele gimbazy będą płynnie przejmowani przez podstawówki albo zatrudniani w liceach, wytrąci się wszelki oręż do krytyki i protestów Broniarzowi i ZNP
  • A ja mam wątpliwości. Pamiętam poprzednią reformę, w której żadnej płynności nie było. Ktoś miał znajomości - dostawał pracę. Ja w ten sposób właśnie dostałam. Poza tym jest inny problem, który dotknie nauczycieli tzw. przedmiotów przyrodniczych. W każdej podstawówce są nauczyciele, którzy byli specjalistami od tych przedmiotów i musieli zrobić uprawnienia do nauczania przyrody. Wcześniejszych uprawnień nie stracili, więc już dla kogoś z gimnazjum nie będzie miejsca. Jest jeszcze inna sprawa. Nie czarujmy się, dzieci jest mało, więc podstawówki i licea będą szczęśliwe, że nareszcie dla swoich będą etaty.
  • edytowano June 2016
    To, co ona mówi, to SF. Zwalą robotę na samorządy i na tym się skończy. Śmiać mi się chciało, jak mówiła o bibliotekach. Fajnie by było, jakby wyleźli z matrixa. Mam wrażenie chaosu i czuję się przez nią zagadana.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Nie rozumiem; tylko masoni z Katowic mają prawo się dobrze uczyć?
    Też nie rozumiem jacy budowlańcy.... :)
    Napisałem o czymś innym - pierworodny wogóle nie przykładał się do nauki, więc tyle procentów dla niego źle świadczy o poziomie szkolnictwa.
  • Poziom szkolnictwa jest denny, ale nie umniejszaj osiągnięć juniora. Liceum pewnie trochę zweryfikuje jego wyniki. Oczywiście, jeśli wybrał kierunek matematyczno-jakiśtam :)
  • A to prawda Koleżanko Cyrylico. Nasz resort ma akurat wyjątkowego pecha do oświatowych reformatolkow od lat
    Cyrylica napisal(a):
    To, co ona mówi, to SF. Zwalą robotę na samorządy i na tym się skończy. Śmiać mi się chciało, jak mówiła o bibliotekach. Fajnie by było, jakby wyleźli z matrixa. Mam wrażenie chaosu i czuję się przez nią zagadana.
  • mmaria napisal(a):
    Poziom szkolnictwa jest denny, ale nie umniejszaj osiągnięć juniora.
    Dokładnie...
    Nie należy też umniejszać osiągnięć konkretnej szkoły. Jeżeli dziecko nie uczyło się w domu, a ma dobre (bardzo) wyniki, to znaczy, że wykład na lekcjach w szkole był na takim poziomie, że w domu już nie było potrzeby się uczyć...
    I tak powinno być. Niestety, nie wszystkie szkoły mogą się czymś takim pochwalić.

  • Reformy mają to do siebie,że w samym założeniu mają być dalekosiężne. Zrobienie z trzech poziomów (podstawowa, gimnazjum, liceum) dwóch oznacza w kilkuletniej perspektywie potanienie oświaty szkolnej. "Odrzutem" tejże ustawy będzie ( chwilowa?)utrata miejsc pracy dla iluś nauczycieli. Ale w dalszej perspektywie szkolnictwo będzie lepiej zorganizowane w myśl zasady, że łatwiej sterować dwoma niźli trzema molochami. Poza tym ( o tym szeroko się gadało gdy wprowadzano gimnazja) ma to być korzystne dla samej młodzi, bowiem wydzieranie dzieci w najgorszym, tzw, cielęcym wieku, ze znanych im środowisk (podstawówka) i obowiązkowe przenoszenie na inny fizycznie i psychicznie teren (gimnazjum) ma wpływ na rodzenie się różnych patologii, większe nieprzystosowanie itepe. Sporo o tym pokrzykiwali swego czasu różni psychologowie. W tym wszystkim chodzi o całość, nie o poszczególne mniejsze środowiska, gdzie np. gimnazjum i podstawowa " w jednym stali domku". Ale np. w przypadku większości małych podstawówek wiejskich ( a tych multum) przeskok do gimnazjów to równocześnie konieczność przemieszczania się do innych miejscowości, np. siedzib gmin, gdzie gimnazja takowe są. Jeśli ktoś zna trudy takiego wiejskiego dojeżdżania( nie wszędzie są gimusy) - to wie, co to oznacza dla maluchów. A dokończenie nauki podstawowej u siebie - to duża jednak ulga. Sumując: ta reforma nie jest głupia.
  • Wszystko jedno, mądra czy głupia reforma, jest zgodna o oczekiwaniami społecznymi. Gimnazja są bardzo ostro krytykowane w społeczeństwie, podobnie jak nakaz z 6 latkami. PiS to wszystko zmienia, ludzie to widzą. Oczywiście burdel wyjdzie, bo wyjść musi, ale trudno.

    Największy zarzut wobec gimnazjów ? Zbyt krótkie okresy poszczególnych etapów, żeby cały program przerobić. I to jest właściwie szach i mat, reszta jest nieistotna. Koniec z gonitwą, albo zatrzymywaniem się w 70% materiału.
  • Burdel wyjdzie, ale to burdel po jakimś czasie do opanowania. Typowe trudności wzrostu. A kwestia czy da się przerobić materiał też istotna. Po litej, zwartej podstawówce dzieciaki może będą o ciut mądrzejsze - a przynajmniej będą umiały lepiej czytać i pisać. Jakby jeszcze znieśli te durne testy zamiast szczerej odpytywanki - tyż źle by nie było dla ich rozumków. No i np. w przypadku jęz. ojczystego warto by było dać więcej cukru w cukrze: w więc polskie klasyczne lektury, więcej pisemnych wypracować czyli szlifowanie posługiwania się słowem.
  • Cyrylica napisal(a):
    A ja mam wątpliwości. Pamiętam poprzednią reformę, w której żadnej płynności nie było. Ktoś miał znajomości - dostawał pracę. Ja w ten sposób właśnie dostałam. Poza tym jest inny problem, który dotknie nauczycieli tzw. przedmiotów przyrodniczych. W każdej podstawówce są nauczyciele, którzy byli specjalistami od tych przedmiotów i musieli zrobić uprawnienia do nauczania przyrody. Wcześniejszych uprawnień nie stracili, więc już dla kogoś z gimnazjum nie będzie miejsca. Jest jeszcze inna sprawa. Nie czarujmy się, dzieci jest mało, więc podstawówki i licea będą szczęśliwe, że nareszcie dla swoich będą etaty.
    Krótkoterminowy interes nauczycieli to w tym momencie sprawa pomijalna. System jet chory, wasza praca daje słabe efekty, w dużej mierze przez system. Dzieci są produktem, nauczyciele narzędziem. Produkt ma być najwyższej klasy, tylko to się liczy.
  • To dobra i rozumna reforma, w dodatku populistyczna w dobrym tego słowa znaczeniu.
  • Pełna zgoda z Jorge. Liczą się dzieci.
  • Można uruchomić szerokie zajęcia pozaszkolne - do wyboru. Z zatrudnieniem tam nauczycieli, którzy nie znaleźli pracy w nowym układzie. Tak se myślę na głos...
  • Żeby była jasność nie uważam pracy nauczycieli za łatwą i przyjemną. Jest to praca (docelowo) bardzo odpowiedzialna i stresogenna, obarczona dużym zakresem roboty, której nie widać, a czasu na nią idzie mnóstwo. Sytuacja nauczycieli jest o tyle zła, że rok do roku ich władza nad uczniami jest ograniczana. Bez odpowiedniego umocowania i narzędzi, nauczyciele nie wyprodukują dobrego towaru. Mam nadzieję, że za reformą systemową pójdą dalsze kroki, zwiększające autorytet nauczyciela. Ale czas skończyć z chowaniem głowy w piasek i odważnie wyjść przeciwko rodzicom. Tak powinno być na poziomie kuratorium, dyrekcji i nauczycieli, rodzic ma być w szkole nikim (przejściowo, zanim rodzice rozumu nie nabiorą).
  • To jest to! Rodzic ma być w szkole nikim lub tylko małym dodatkiem. Bo jak na razie każda pani Piprztyńska może zmieszać z błotem nauczyciela, który odważył się zrugać "mojego spokojnego syneczka/córeczkę a to takie grzeczne dobre dziecko".
  • Zazu napisal(a):
    Pełna zgoda z Jorge. Liczą się dzieci.
    Pełna zgoda, ale mam wątpliwości, czy tak jest naprawdę. Rodzice pyskują, że nie chcą gimnazjów, to się im te gimnazja zlikwiduje. Nieważne, że część podstawówki będzie w jednym budynku, część w drugim, bo już dopuszczają takie rozwiązania. Według mnie powinni przygotować porządne i przemyślane programy i to powinno być najważniejsze. Najpierw wprowadzają reformę, a o programach się później pomyśli.
  • Cyrylica napisal(a):
    Rodzice pyskują, że nie chcą gimnazjów,
    To nie jest tak, że "rodzice pyskują". Jestem dość stary, żeby pamiętać debatę o reformie wprowadzającej gimnazja. W tej debacie prawicowe broszurki wywaliły wszystkie argumenty p-ko gimnazjom, że są niecelowe, że skracają naukę, że to b. trudny wiek itd. Argumenty te okazały się trafne. Likwidacja gimnazjów jest konsekwencją faktu, że ich stworzenie było od samego początku błędem.

  • Likwidacja gimnazjów jest konsekwencją faktu, że ich stworzenie było od samego początku błędem.



    Tak jest ! I konsekwencje tego błędu będziemy długo ponosić. Po pierwsze całe pokolenie jest gorzej wykształcone i wychowane. Szczególną szkodą mogą być słabe i zdeformowane więzi pokoleniowe i tzw socjalizacja. Po drugie koszty społeczne i finansowe naprawiania tych błędów. Po trzecie wreszcie koszty ponoszone przez samych nauczycieli - niepewność pracy, a nawet utrata, źle ukształtowane kwalifikacje, obniżenie prestiżu zawodu i dyscypliny w szkołach itd.To jest operacja ratunkowa i sanacyjna. Trzeba uratować i naprawić to co się jeszcze da.

  • Gimnazja były pomysłem fajowym, bo się fajnie nazywały i miały tradycję, to chyba tylko jedyny argument za, nawet wtedy. Przesadzam ofkors, ale ja sobie przypominam, że cały czas paplano o wyprowadzeniu młodzieży w wieku posranym z podstawówek. Natomiast argumentów przeciw było mnóstwo, po latach okazało się, że większość z nich była sensowna.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Chwałcia! Wreście będzie znowu jak za komuny.
    A może wrócić tu:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Reforma_jędrzejewiczowska
  • Nigdy! Nigdy z Jędrzejowiczem nie będziem w aliansach, nigdy przed sanacją nie ugniemy szyi!!!
  • A poza wszystkim PiS realizuje swój program wyborczy i chwała mu za to.
  • Obawiam się, że najważniejsze są czteroletnie licea, a reszta jakoś to będzie.
  • Cyrylica napisal(a):
    Obawiam się, że najważniejsze są czteroletnie licea, a reszta jakoś to będzie.
    I ja tak sądzę.

    System 4+4+4 byłby niezły, gdyby z nadprodukcji nauczycieli wykrzesać jakąś wartość dodaną, bo ja wiem, mniejsze klasy, bardziej humanistyczne podejście do ucznia, montesorianizm (który jest bardziej pracochłonny od zwykłej edukacji).
  • JORGE napisal(a):
    Przesadzam ofkors, ale ja sobie przypominam, że cały czas paplano o wyprowadzeniu młodzieży w wieku posranym z podstawówek.
    Czy ktoś robił badania w jakim procencie rzeczywiście tak się stało? Gimnazjum z podstawówką w jednym budynku to chyba częstszy obraz niż gimnazjum ze średnią. Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów za gimnazjami było "bo tak jest na Zachodzie" - w domyśle w "starej, dobrej demokracji, nie postpeerelowskiej, przed wojną w Polsce też tak było, dzieciom będzie łatwiej wyjeżdzać poza granice i wracać do zunifikowanego systemu oswiaty". No i w efekcie tego "wyprowadzenia" tylko wzmocniono w tym posranym wieku wszystko to, co trzeba wyciszać - obecnością kolegów młodszych lub starszych. Temat jest dobrze przebadany, największy syf ta reforma zrobiła w głowach dziewczynek.
  • Cyrylica napisal(a):
    Nieważne, że część podstawówki będzie w jednym budynku, część w drugim, bo już dopuszczają takie rozwiązania.
    W 1987 byłem w I klasie podstawówki, we wsi mieliśmy klasy 1-4 a w miasteczku obok 1-8 oraz 5-8 dla nas. Oczywiście że fajniej byłoby spędzić 8 lat w jednej szkole ale nie do przecenienia jest że miałem te pierwsze klasy u siebie pod nosem. 4+4+4 jak mówi Ignac to lepsze rozwiązanie niż 8+4.
  • przemk0 napisal(a):
    Cyrylica napisal(a):
    Nieważne, że część podstawówki będzie w jednym budynku, część w drugim, bo już dopuszczają takie rozwiązania.
    W 1987 byłem w I klasie podstawówki, we wsi mieliśmy klasy 1-4 a w miasteczku obok 1-8 oraz 5-8 dla nas. Oczywiście że fajniej byłoby spędzić 8 lat w jednej szkole ale nie do przecenienia jest że miałem te pierwsze klasy u siebie pod nosem. 4+4+4 jak mówi Ignac to lepsze rozwiązanie niż 8+4.
    To chyba już jest nie do odrobienia. Polikwidowali małe szkółki i te maleństwa są wożone do odległych szkół. Gdzieś był taki przypadek, że dziecko zasnęło, nikt tego nie zauważył i biedactwo samo przesiedziało w autobusie wiele godzin.
  • Cyrylica napisal(a):
    Gdzieś był taki przypadek, że dziecko zasnęło, nikt tego nie zauważył i biedactwo samo przesiedziało w autobusie wiele godzin.
    Umarło ?

  • JORGE napisal(a):
    Cyrylica napisal(a):
    Gdzieś był taki przypadek, że dziecko zasnęło, nikt tego nie zauważył i biedactwo samo przesiedziało w autobusie wiele godzin.
    Umarło ?

    Nie, ale pewnie płakało. Potrafię to sobie wyobrazić. Pisali o tym w lokalnej gazecie jakiś czas temu.
  • Wiem, że czasy były inne, inny ruch na drogach i w ogóle - ale do I klasy najpierw kilka razy podwiozła mnie mama rowerem na bagażniku, a potem już chodziłem sam - 2,5 km w jedną stronę gminną drogą asfaltową.
  • Fajnie, że jest na co zwalić dużo głębszy problem milenialsów czy jak się to u nas mówi pokolenia Y ;)
    Inna sprawa, że gimnazja pewnie go tylko spotęgowały.
  • przemk0 napisal(a):
    Wiem, że czasy były inne, inny ruch na drogach i w ogóle - ale do I klasy najpierw kilka razy podwiozła mnie mama rowerem na bagażniku, a potem już chodziłem sam - 2,5 km w jedną stronę gminną drogą asfaltową.
    Za moich młodych lat (były to lata 70-siąte) propagowano akcję "Podwieź ucznia do szkoły gminnej". Nikt nie publikował statystyk ile było ataków pedofilskich.

  • przemk0 napisal(a):
    Wiem, że czasy były inne, inny ruch na drogach i w ogóle - ale do I klasy najpierw kilka razy podwiozła mnie mama rowerem na bagażniku, a potem już chodziłem sam - 2,5 km w jedną stronę gminną drogą asfaltową.
    Mama chodziła więcej, od I klasy podstawówki. A poszła w wieku 6 lat, to były lata 50. Potem po latach przeszedłem tamtędy z Tatą, w pogodny letni dzień i trochę się zmęczyłem. A to było codziennie. Obecna młodzież, też mówię nawet o moim pokoleniu, było już lekko rozpieszczona.
  • JORGE napisal(a):
    Ale czas skończyć z chowaniem głowy w piasek i odważnie wyjść przeciwko rodzicom. Tak powinno być na poziomie kuratorium, dyrekcji i nauczycieli, rodzic ma być w szkole nikim (przejściowo, zanim rodzice rozumu nie nabiorą).
    Zazu napisal(a):
    To jest to! Rodzic ma być w szkole nikim lub tylko małym dodatkiem. Bo jak na razie każda pani Piprztyńska może zmieszać z błotem nauczyciela, który odważył się zrugać "mojego spokojnego syneczka/córeczkę a to takie grzeczne dobre dziecko".
    Bardzo dobry pomysł pod dwoma warunkami:
    1. W każdej klasie monitoring z bezpośrednim połączeniem do dyrektora i kuratorium. Nauczyciel złapany na niesprawiedliwym traktowaniu uczniów, olewaniu programu czy innych przewinieniach wylatuje dyscyplinarnie z traci prawo wykonywania zawodu.
    2. W Kuratoriach "opcja zero" - tzn. po zwolnieniu wszystkich pracowników zatrudnia się tylko tych, którzy przejdą selekcję na poziomie zbliżonym do procesu beatyfikacyjnego. "Opcja zero" w mniej rygorystycznej formie powinna być także zastosowana w stosunku do nauczycieli.
    Robię sobie jaja? Oczywiście. Ale to koleżeństwo zaczęło. Bo jeżeli cytowane wpisy były na poważnie, to chyba macie słabe rozeznanie w systemie edukacji.
    W tej chwili faktycznie jest silne przegięcie w kierunku "praw ucznia", "praw dziecka" i temu podobnych pierdół. Ale wbrew opinii niektórych nauczycieli opisana przez koleżankę Zazu sytuacje nie są bynajmniej częste.
    Zazu napisal(a):
    Bo jak na razie każda pani Piprztyńska może zmieszać z błotem nauczyciela, który odważył się zrugać "mojego spokojnego syneczka/córeczkę a to takie grzeczne dobre dziecko".
    Żeby było jasne - nie neguję tego, że zdarzają się kwerulentni czy w inny sposób kłopotliwi rodzice, ale nie zmienia to faktu, że w sytuacji konfliktowej to jednak nauczyciel jest w o niebo silniejszej pozycji. Z kilu powodów. Po pierwsze w większości przypadków jest to kwestia słowa nauczyciela, dorosłego przeciwko słowy dziecka. Po drugie, jeżeli kwestia dotyczy np. krzywdzącego oceniania to obiektywna weryfikacją jest np. sprawdzian czy "przepytanie komisyjne" w obecności dyrektora i innego nauczyciela. I nie trzeba być geniuszem - zwłaszcza jak się samemu uczyło, żeby dobrać pytania w sposób, który ucznia położy. Po trzecie, w skrajnych przypadkach szkoła może rodzicom bardzo skutecznie uprzykrzyć życie wykorzystując troskę o dziecko - np próbując zainteresować odpowidnie służby tym, że być może "są jakieś problemy wychowawcze"...
    Trzeba bowiem pamiętać, że nauczyciele to nie są anioły z nieba ale ludzie - i tak jak inni ludzie ulegają słabością. A władza - nawet nad dzieckiem i rodzicem - jest często demoralizująca.
    Poza tym zabranie rodzicom wpływu na to co w szkole niesie ze sobą ryzyko wystawienia młodzierzy na różne indoktrynacje. Nie oszukujmy się, poziom zleminżenia wśród nauczycieli nie jest bynajmniej niższy niż wśród reszty społeczeństwa. A dostępność różnego rodzaju grantów zwięksa pokusę udostępnienia szkoły różnym agitatorom czy edukatorom - np. z "Pontona".
    Dlatego całkowite pozbawienie rodziców prawa zabierania głosu w sprawach szkoły to IMO czyta głupota.
    Poza tym gdy dwa lata temu prosiłem o radę przy wtrącaniu się w sprawy szkoły nikt z koleżeństwa nie twierdził, że robię coś złego....
  • Koleś, dyrcio gimnazjum prywatnego, bardzo sobie narzeka na to wtrącanie się rodzicieli, czasem wręcz uniemożliwiające działalność. Ale to oni - rodzice, łożą na tę szkołę i uważają, że są w najwyższym prawie. Żądające rozmowy rodziców z panem dyrektorem to tam codzienność. Czasem ten człek się prawie załamuje. Wtrącają się do wszystkiego. Dodam, że to twardy gość i bardzo dobry wieloletni pedagog a nie jakaś ględźwa czy płaksa.
  • Zazu napisal(a):
    Koleś, dyrcio gimnazjum prywatnego, bardzo sobie narzeka na to wtrącanie się rodzicieli
    Ja nie neguję, że wtrącanie się rodziców może być dla nauczycieli uciążliwe. Ale założenie, że "rodzic ma być w szkole nikim" jest, moim zdaniem, najgłupszym sposobem ominięcia tej kwestii. A już narzekanie, że rodzice wtrącają się w działanie szkoły prywatnej to rzecz kuriozalna - w końcu płacą (czasami ciężki pieniądze) między innymi za to by mieć wpływ na sposób nauczania swoich pociech...
    Szkoła i rodzice muszą współpracować i ustawienie jednej strony na pozycji "bycia nikim" takiej współpracy bynajmniej nie ułatwia.

    A ponieważ najlepiej rozmawia sie o konkretach to odsyłam do mojego starego wątku i ponawiam pytania - czy słusznie robiłem "nękając" dyektorkę i panią pedagog czy nie.
  • Zazu napisal(a):
    Koleś, dyrcio gimnazjum prywatnego, bardzo sobie narzeka na to wtrącanie się rodzicieli, czasem wręcz uniemożliwiające działalność. Ale to oni - rodzice, łożą na tę szkołę i uważają, że są w najwyższym prawie. Żądające rozmowy rodziców z panem dyrektorem to tam codzienność. Czasem ten człek się prawie załamuje. Wtrącają się do wszystkiego. Dodam, że to twardy gość i bardzo dobry wieloletni pedagog a nie jakaś ględźwa czy płaksa.
    Prawie jak:
    image

  • pawel.adamski napisal(a):
    W każdej klasie monitoring z bezpośrednim połączeniem do dyrektora i kuratorium.
    Tego chyba nawet Orwell nie wymyślił 8-X
  • mmaria napisal(a):
    pawel.adamski napisal(a):
    W każdej klasie monitoring z bezpośrednim połączeniem do dyrektora i kuratorium.
    Tego chyba nawet Orwell nie wymyślił 8-X
    image
  • edytowano July 2016
    mmaria napisal(a):
    pawel.adamski napisal(a):
    W każdej klasie monitoring z bezpośrednim połączeniem do dyrektora i kuratorium.
    Tego chyba nawet Orwell nie wymyślił 8-X
    Sorry ale tekst "Rodzic ma być w szkole niczym" uznałem za zaproszenie do wypisywania andronów. Zresztą wyraźnie napisałem:
    pawel.adamski napisal(a):

    Robię sobie jaja? Oczywiście. Ale to koleżeństwo zaczęło. .
  • @Paweł Tak się zbulwersowałam, że aż nie doczytałam. Kajam się i przepraszam.

    @Ignac W ostatnim Gościu Niedzielnym Tomasz Rożek pisze ciekawie nt. pamięci. Otóż na świecie żyje 25 ludzi ze zdiagnozowaną hipermnezją, czyli syndromem wybitnej pamięci. Ci ludzie mają w zasadzie nieograniczoną zdolność do zapamiętywania informacji, przy czym o ile hipermnezja dotyczy raczej przeżyć autobiograficznych, o tyle osoby z tzw. zespołem sawanta są w stanie zapamiętywać wszystko. Poza tym nie wykazują żadnych odstępstw od normy.
    Ignac, czy Ty nie jesteś 26-tą osobą tego ekskluzywnego grona? ^:)^ :D
  • mmaria napisal(a):
    @Paweł Tak się zbulwersowałam, że aż nie doczytałam. Kajam się i przepraszam.

    @Ignac W ostatnim Gościu Niedzielnym Tomasz Rożek pisze ciekawie nt. pamięci. Otóż na świecie żyje 25 ludzi ze zdiagnozowaną hipermnezją, czyli syndromem wybitnej pamięci. Ci ludzie mają w zasadzie nieograniczoną zdolność do zapamiętywania informacji, przy czym o ile hipermnezja dotyczy raczej przeżyć autobiograficznych, o tyle osoby z tzw. zespołem sawanta są w stanie zapamiętywać wszystko. Poza tym nie wykazują żadnych odstępstw od normy.
    Ignac, czy Ty nie jesteś 26-tą osobą tego ekskluzywnego grona? ^:)^ :D
    Hm...
    Zespół sawanta (fr. savant, uczony[1]) – rzadko spotykany stan, gdy osoba niepełnosprawna intelektualnie jest wybitnie uzdolniona (geniusz), co jest zazwyczaj połączone z doskonałą pamięcią.
    W zasadzie wszystko się zgadza, tylko nie widzę u siebie tego geniuszu.
  • Jasny gwint. a skądeś to wytrzasnął?!
    =))
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.