Dama Otylia - R.I.P.

Dama Otylia zmarła 9 lipca 2016 r.


image


Wspomnienie bosmana Trepa:

Nasza Siostra odeszła wczoraj w godzinach przedpołudniowych. Niedługo przedtem została namaszczona przez xiędza.

Znajomy mi opowiadał, jak to mniej więcej było - tak wygląda stan naszej "służby" "zdrowia".

Zaczęło się od stawu biodrowego prawego. Przyplątał się też jakiś rak. Prawdopodobnie naświetlania połączone z unikaniem przenoszenia ciężaru na prawej stronie doprowadziły do złamania stawu lewego. Otylia pracowała nieprzerwanie od 17 roku życia do osiągnięcia wieku emerytalnego. Państwo przez ten czas okradło ją ze sporej części zarobków (wg innych uiszczała sprawiedliwe podatki i składki). Składek tych nie wystarczyło, by jej ten staw wymienić, więc wyznaczono termin trzyipółletni - na kolejny zabieg. Najpierw chodziła o kulach, potem wsparta o balkonik. Później ból był tak silny (panewka stawu była cała zdruzgotana, kości tarły o siebie), że jeździła tylko na wózku. Żeby,mogła się umyć, musiały do niej przyjść dwie osiemdziesięcioletnie sąsiadki. Ponieważ na wózku nie używała mięśni, nastąpił ich całkowity zanik a do tego pojawiły się przykurcze. Państwo po 3 latach i 2 miesiącach łaskawie się zlitowało i wzięło ją na zabieg. Zabieg, jak mogliście przeczytać wyżej, udał się. Jednak to właśnie aparat mięśniowy trzyma kość w panewce. Bez niego następuje zwichnięcie a ponowne umieszczenie kości w panewce jest zabiegiem bardzo bolesnym. W szpitalu staw wyskoczył 3 razy. Załadowano więc ją w gips, nogi na rozpórce, biodra, wszystko unieruchomione. I wypisano do domu na miesiąc. Były 3 opcje:
1. mogła iść do domu opieki lekarskiej bezpłatnego - jednak czeka się tam 8 miesięcy. Co komu po domu opieki za osiem miesięcy, jak musi przetrwać najbliższy miesiąc.
2. mogła iść do domu opieki lekarskiej płatnego - jednak kwota czesnego przekraczała znacznie jej emeryturę z zasiłkiem pielęgnacyjnym.
3. mogła iść do siebie do domu.


"Wybrała" trzecie. Pielęgniarka socjalna zapisała jej pomoc opieki pielęgniarskiej - 2 razy dziennie przez 3 godziny. Poinformowała kolegę, że tyle, ile ona zapisze, należy się jak psu zupa. Pracownik Mopsu, który przyszedł zebrać wywiad, powiedział, że mówić to ona sobie może a w naszym mieście od iluś lat kierownik nie przyznał nikomu opieki 2 razy na dobę. Będzie więc przychodzić osoba raz dziennie. Przychodziła. Osiemdziesięcioletnia pani z problemami zdrowotnymi. Tacy są z reguły "opiekunowie" "medyczni". Opiekuna głównie siedziała u Otylii na krzesełku. Nie było mowy, by ją obróciła, umyła, nie mówiąc o zmianie zasikanej pościeli. Wkrótce zrezygnowała. Po niej była nowa. Nowa raz przyszła a raz nie przyszła.


Na piętach, które Otylia trzymała na łóżku, zrobiły się odleżyny. Maści nie pomagały. Jakiś lekarz, szpitalny, czy też pierwszego stosunku, poradził też, by dmuchała przez słomkę w butelkę z wodą. Żeby płuca utrzymać w ruchu. Może robiła to za rzadko. Nie miała też sił albo chęci, by ćwiczyć nogi, ruszając stopami. Ponoć bolało ją to od tych przykurczy. Wkrótce noga sczerniała. Pogotowie zabrało ją do szpitala, gdzie noga została amputowana. Parę dni później lekarze stwierdzili również zapalenie płuc. Dzień czy dwa po tym zmarła.


Nosiła dzielnie swój krzyż. Modliła się również za nas tutaj. Wierzę, że Dobry Pan przyjmie ją szybko do Siebie.
+

Komentarz

  • +
    Tak, taka jest nasza służba zdrowia. Taka była już 10 lat temu kiedy umierał mój Piotrek. Nie wiedzą co czynią słabi ludzie. Trudno to ścierpieć, ale muszę.
  • +++
    Szkoda, że nie wiedziałam, chciałabym była pomóc
  • edytowano July 2016
    Inna historia też prawdziwa, też niedawna i też o ludziach którzy powinni służyć ,o profesjonalistach, a którzy niszczą, sieją rozpacz i gorszą i o tych którzy trwają i robią to co do nich należy chociaż bez należytego profesjonalizmu:
    Andrzej. Nie miał łatwego życia i większość przeżył marnie. Pił, obijał się, lał żonę. Pod koniec życia Pan postawił go w sytuacji krytycznej i Andrzej sprostał jej. Syn alkoholik i synowa też. Dwoje dzieci zaniedbanych, syn zbłądził i wylądował w więzieniu. Andrzej, już wdowiec, wziął dzieci i został rodziną zastępczą. Prał, gotował, prowadził do przedszkola i szkoły. Warunki mieszkaniowe fatalne - kibel na podwórzu, za ścianą syn po wyjściu z więzienia. Na trzeźwo w porządku ale nałóg odzywa się często - awantury, wrzaski itp. Zdrowie Andrzej już miał zmarnowane. Pierwszy zawał przeżył i ciągnął dalej. Trochę z pomocą ludzi w tym moją, żony i córki. Dzieci ochrzcił bo nie były, my zostaliśmy chrzestnymi. Dostał mieszkanie zastępcze z dala od meliny bazowej. Profesjonaliści od pomocy społecznej dali zawałowcowi dwa pokoje z ogrzewaniem węglowym na trzecim piętrze i zrujnowane. Obok w korytarzu melina pijacka, smród i robactwo. Jakoś dawał radę wchodzić z zakupami, chociaż ze dwa razy dobry sąsiad go musiał wnosić. Łazienki i ubikacji nie dał rady urządzić, czekał do wiosny. Przeziębił się odprowadzając wnuczkę do szkoły w drugim końcu miasta, w starym miejscu. Dziewczynka zdolna nie chciał zmieniać jej szkoły w trakcie roku. Zapalenie płuc, zapaść, szpital, intensywna terapia. Szybki wypis, a raczej wykop przez profesjonalistów ze służby zdrowia na silnych antbiotykach. Wrócił, koloryzował opiekunce społecznej że ma się świetnie żeby dzieci nie zabrali do pogotowia opiekuńczego. Drugi zawał. Intensywna terapia, przeżył. Znowu wykop do domu, do locum o którym wyżej. Do oddziału sanatoryjnego nie nadawał się, zdaniem profesjonalistów medycznych ze względu na zły stan, ale do opieki nad dwójką dzieci najwyraźniej tak. Jakoś udało się dziećmi i nim zaopiekować wspólnie z jego córką, ich ciotką. Niestety dalsze komplikacje, tym razem gastryczne, wdało się zapalenie otrzewnej. Szpital, intensywna terapia. Tego już nie przeżył.
    + jeszcze raz za Andrzeja. Porządny chłop. Dowiódł że Pan potrafi postawić na takich, na których ludzie postawili krzyżyk i się nie myli.
    Dalsza historia się pisze. Ciotka podjęła się opieki nad dziećmi. Na początek dostała nakaz eksmisji bo mieszkanie zastępcze było na Andrzeja. Udało się nakaz cofnąć i dostać tymczasową decyzję na opiekę. Sąd ostatecznie zdecyduje jesienią. Nawet melinę obok zlikwidowali miesiąc temu. Zawiozłem ich na krótkie wakacje nad wodę. Jak wrócą może uda się założyć łazienkę - pierwszą prawdziwą, własną łazienkę w ich życiu.

    Tak drodzy to tu i teraz. To nie fikcja tylko rzeczywistość.
  • @Rafale - szacun.

    Znam takich .... wielu, w najbliższej rodzinie miałem podobnie, za młodu wicher w dupie, na starość opiekował sie obłożnie chora żoną którą poniewierał, odpokutował, sam zachorował...ciężko, cierpiał, zniósł to godnie, zmarł sam ale nie samotnie, dzieci mu wybaczyły i na stypie z dumą o ojcu mówiły, raz sie go nie wstydziły bo za jego życia często....

    w twojej historii smutne jest to ze wielopoziomowo zawiodło Państwo ale radość i nadzieje budzi fakt ze okaleczeni i pokiereszowani sa w stanie unieść odpowiedzialność za innych, czesto swoje ofiary, i z siebie...

    Jest nadzieja, jest ofiara, jest przebaczenie, jest dobrze.
  • A co do Służby Zdrowia bedzie jeszcze gorzej... niestety

  • Dokładnie jak piszesz. Ta ciotka za młodszych lat mocno poszumiała. Teraz ciężko pracuje dla tej dwójki Andrzeja i dwójki swojej. Ona i jej partner - to nie jego dzieci, a w dodatku jedno niepełnosprawne. To zadziwia ile dobra może się ujawnić w każdym człowieku.Dziękuję Bogu, że pokazuje mi to. W sposób oczywisty wiadomo co należy robić.Nie podjąć tego to byłby grzech. I tak za mało.
  • Rafał napisal(a):
    Dokładnie jak piszesz. Ta ciotka za młodszych lat mocno poszumiała. Teraz ciężko pracuje dla tej dwójki Andrzeja i dwójki swojej. Ona i jej partner - to nie jego dzieci, a w dodatku jedno niepełnosprawne. To zadziwia ile dobra może się ujawnić w każdym człowieku.Dziękuję Bogu, że pokazuje mi to. W sposób oczywisty wiadomo co należy robić.Nie podjąć tego to byłby grzech. I tak za mało.
    +++
  • @Rafal

    dzieki, ze opowiedziales te historie.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.