Czy katolik może skoczyć...

... na bungee?

Krzyczą, bo strach odbiera oddech. Dopuszczają, że coś pójdzie nie tak?
Zatem przed skokiem na wszelki wypadek trzeba do spowiedzi...
No i trzeba się spowiadać z próby samobójstwa?

image

Komentarz

  • nie dopuszczaja.
    ja zawsze dopuszczam i ...nie latam samolotami:))

  • Anno

    Pytam poważnie:

    czy katolik może przechodzić przez ulicę na zielonym świetle w Warszawie???
    .....bo strach odbiera oddech. Dopuszcza, że coś pójdzie nie tak?
    Zatem przed pierwszym krokiem na wszelki wypadek trzeba do spowiedzi...
    No i trzeba się spowiadać z próby samobójstwa?

    Bez złośliwości :D
  • edytowano December 2016
    No tak, ale przez drogę czasem przejść musi, a skacze z wyboru.
    Ja też bez złośliwości.
    Zastanawiałam się nad sobą, że chyba bym najpierw poszła do spowiedzi. No i taki dylemat mię był naszet. Świadomy wybór niebezpiecznego zachowania. Coś jak przebieganie przez tory tuż przed nadjeżdżającym pociągiem.
  • AnnaE napisal(a):
    No tak, ale przez drogę czasem przejść musi, a skacze z wyboru.
    Ja też bez złośliwości.
    Moja córka i synowa skoczyły. Zastanawiałam się nad sobą, że chyba bym najpierw poszła do spowiedzi. No i taki dylemat mię był naszet. Świadomy wybór niebezpiecznego zachowania. Coś jak przebieganie przez tory tuż przed nadjeżdżającym pociągiem.
    Przez jezdnię też z wyboru :)
    Staram się zwrócić uwagę na zagadnienie "niebezpieczne".
    Bardziej niebezpieczne jest bycie pieszym na polskich drogach niż skakanie na linie :)
  • fatuswombatus napisal(a):

    Bardziej niebezpieczne jest bycie pieszym na polskich drogach niż skakanie na linie :)
    Nie ma tu porównania.
    Chyba że ktoś czatuje, by przebiec przed ruszającym sznurem pojazdów "uda się/ nie uda się".

  • edytowano November 2016
    https://www.reference.com/sports-active-lifestyle/many-deaths-due-bungee-jumping-recorded-36f4574aa2ed0007

    szansa na szybkie spotkanie z glebą 1:500000 mniej niż 100 od 2009

    sznasa na to że panu/pani się spieszy i właśnie gada przez szajsfona a zielone to uznaje tylko dolary:
    http://www.pedbikeinfo.org/data/factsheet_crash.cfm

    To na zgniłym zachodzie gdie pieszy na większe poważanie niż w tenkraju

    a gdyby jednak w dalszym ciągu wydawało się że jednak na drodze jest bardziej OK niż uwiązanym być do gumy to:

    http://danger.mongabay.com/injury_odds.htm

  • Na pielgrzymce po Nowej Zelandii prowadzonej przez księży Palotynów w programie był skok na bungee na historycznym Kawarau Bridge. Dla chętnych ofkors - nikt nie skorzystał, gdyż albowiem jedyna zapisana małolata (czeba było się zapisać przed wyjazdem z kraju, jeśli dobrze pamiętam) została w ostatnim momencie spacyfikowana przez przerażoną babcię.
    Czy ksiądz wymagał spowiedzi, nie wiem. :)
    Niestety nie mogłam skoczyć, a to spofodu silnej krótkowzroczności. Skakać i nic nie widzieć - bezsęsu, a w okularach strach, że się je zgubi. Chyba by zresztą nie pozwolili.
  • CKM dla zabawy jeździć konno? CKM brać udział w rajdach samochodowych? CKM dla zabawy konstruować maszyny podłączane do wysokiego napięcia? Moim zdaniem może, tak jak i skakać na bungee, bo prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak, jest wystarczająco małe (chociaż nie wiem, gdzie się to "wystarczająco" dokładnie zaczyna).
  • Ha - była podobna dyskusja na robalyi kiedy chłopaki zginęły na Broad Peaku. CKM chodzić w góry?
    Ja jestem szczytem obłudy. Na bandżi - nie, bo to niebezpieczne, bez sensu i zło. W góry (alpy, kaukaz, andy, pamir) - tak, zanim miałem dzieci, a i dziś planuję że kiedyś zabiorę młodzież.
  • Nie, no celniku... teraz to pojechałeś. Niemal jakbyś zrównał śmierć w obronie innych z samobójstwem...
    Przykłady, które podałeś, to uzasadnione innym poważnym dobrem przykłady narażania życia. Wybacz, ale skok na bandżi jest takim narażeniem, a dobra uzasadniającego nie widać. Jedyne, czym się ten skok broni, to stosunkowo niewielkie prawdopodobieństwo narażenia.
  • Mówią, że ostatnimi awanturnikami współczesnych czasów to ojcowie wielodzietnych rodzin. Ja bym to trochę naciągnął - ojcowie ogólnie nie mogą narzekać na brak wrażeń w życiu. Jeżeli zatem poszukujesz czegoś w rodzaju skoku na bandżi tzn. że coś jest nie tak. I proszę nie zestawiać skoków na bandżi z jazdą konną bo wzmaga to tylko me ziewanie, w pewnym wieku wyrasta się z nazywania kawy narkotykiem. A jeżeli nie to ja pytam w tej poetyce - dlaczego ryzykujesz każdego dnia śmierć przez zachłyśnięcie pijąc i jedząc, a?

    Katolik wszystko może, nie wszystko powinien. Instynkt podpowiada człowiekowi co powinien a czego nie, i my ten instynkt mamy obowiązek ćwiczyć. Podobnie jak ćwiczyć charaktery by móc w pewnym momencie powiedzieć "całe życie marzyłem o skoku na bandżi, nie miałem pieniędzy, teraz mam - ale mam też żonę i dzieci i już tego skoku nie potrzebuję, rezygnuję z niego bo to zbyt duże ryzyko". Pamiętamy, że wolność oznacza nie tylko wolność czynienia ale także wolność rezygnowania, poświęcenia, ofiary.
  • Przemek w sedno
  • edytowano November 2016
    @celnik - łooo... witamy na stypie!

    Edit - to był oft.
  • Ale miło, że jesteś :)
  • edytowano November 2016
    przemk0 napisal(a):
    I proszę nie zestawiać skoków na bandżi z jazdą konną bo wzmaga to tylko me ziewanie, w pewnym wieku wyrasta się z nazywania kawy narkotykiem.
    Numerki z Internetów (może nie są prawdziwe): http://www.spencergreenberg.com/2013/10/which-risks-of-dying-are-worth-taking/

    Szansa na śmierć przy skoku na bungee to 1 na pół miliona. Mniej, niż przy nurkowaniu (jednokrotnym), przebiegnięciu maratonu albo przejechaniu 100 mil motocyklem. Jedynie wygląda "straszniej". O jeździe konnej nic niestety nie znalazłem.
  • Ja bym przeliczał przypadki śmierci na ilość uprawiających, a jeszcze lepiej na ilość treningów danego sportu/aktywności, albo osobo-godziny.
    Bardzo proszę:

    http://www.besthealthdegrees.com/health-risks/
  • edytowano November 2016
    To dlaczego wrzeszczą podczas skoku? Podobno krzyczy się samo. Nie ze strachu? To taka zabawa?



  • Boją się, bo lot w dół tak na człowieka działa, do tego niemalże swobodny. A rollercoastery? Podobne wrażenia (nawet szybciej), tyle, że stal zamiast gumy i na pierwszy rzut oka wygląda bezpieczniej (a z drugiej strony - kawał gumy to kawał gumy, a pomyślcie, ile mechanizmów w rollercoasterze może się zepsuć).

    Przy filmie też się zdarza wrzasnąć (chociaż z wiekiem coraz rzadziej), a przecież nic nikomu nie grozi.
  • edytowano November 2016
    Na pewno rekreacyjne paralotniarstwo jest złe. Miałem kolegów w pracy co się za to brali, takich dzieciatych, i nie potrafiłem tego zrozumieć. Do tego jak już coś się dzieje, to jest się często bezsilnym - powietrze zrobi psikusa, czasza się złoży i sru w dół. Ta strona co Kuba wkleił to potwierdza.

    EDIT: Na stronie jednak jest "hang gliding" a nie "paragliding". Ale w "hang glidingu" przynajmniej czasza się nie składa?
  • Mówio, że chodzi o adrenalinę. Po mojemu, chodzi też o lans, no bo fajnie jest się pochwalić na imprezce, że się skoczyło, nie?
  • Polecam BASE jumping
  • Pani Aniu, mnie do tego nie ciągnie, podałem tylko statystyki :)
  • Kuba_ napisal(a):
    Pani Aniu, mnie do tego nie ciągnie, podałem tylko statystyki :)
    Ja tylko próbuję zrozumieć innych
    :)
  • qizqiz
    edytowano November 2016
    przemk0 napisal(a):
    Mówią, że ostatnimi awanturnikami współczesnych czasów to ojcowie wielodzietnych rodzin. Ja bym to trochę naciągnął - ojcowie ogólnie nie mogą narzekać na brak wrażeń w życiu.
    Piękne słowa!

    Powiem, iż w młodości uprawiałem jeden ze sportów, może błędnie, ale nazywany jednak ekstremalnym. A właściwie to jest ekstremalnie techniczny, no ale fakt, ludzie czasem giną, pewnie częściej niż w tenisie... Nie ukrywam, trochę mnie ciągnie, ale tylko w wariancie ultra-bezpiecznym i bez szarżowania. Jako taka wspomnieniowa namiastka, smaczek, wspomnienie czegoś, co robiłem przez wiele lat- właściwie przez prawie całe dorosłe, kawalerskie życie. I co wypełniało mi czas, było pewną, znaczną częścią mojego życia.
    No ale to był sport, technika, trening, doskonalenie się, przezwyciężanie niedoskonałości, wyzwania. Tego nie można porównać z gumą na nogi i hop za sto złotych.

    A z dziećmi... ekstremalna to już jest wyprawa w Beskidy, nie rozumiem, jak można z małymi dzieciakami iść w Tatry, w przepaście i ostre kamienie ;)

    Co do bandżi.
    Zes...bym się. Już stojąc w kolejce do skoku.

    Po co to komu? Ani techniczne, ani widoki, ani co? Można łeb wystawić przez okno w pociągu (jak nie ma semaforów), wychylić się przez szyberdach na autostradzie- widać będzie pewnie więcej.

  • A ja nie rozumiem młodych ojców himalaistów. Niedawno jeden, ojciec dwóch kilkuletnich dzieciaków zginął w Himalajach. Robił to pewnie za przyzwoleniem żony, która w telewizji płakała, że nie ma środków do życia. Możecie mnie wyklnąć, ale ja jako ojciec dwójki dorastających chłopców, mam prawo nazwać taką postawę skrajnie egocentryczną i samolubną.
    Co z tej satysfakcji, z tych albumów, jak te dzieci nie będą mieć przy sobie ojca w różnych ważnych dla nich chwilach.
    Mam kolegę, chodzi po górach. Jest kawalerem i jest świadomy, że z każdej wyprawy może nie wrócić. No, ale jest sam.
  • edytowano November 2016

    szwajcaria

    i Brazylia
    o skakaniu w specjalnym kombinezonie, jak wiewiórki w lasach tropikalnych
  • Dlatego statystyki "kłamią" - mówiące że jest większe prawdobodobieństwo śmierci na przejściu dla pieszych niż w skoku na spadochronie czy gumie itd.
    Nie uwzględniają kontekstu, intencji, postawy.
    W mieście "muszę" kiedyś przejść przez jezdnię i nie mam wpływu na to, czy jakiś gnojek nie zjedzie z ulicy i trafi mnie poprawnie stojącego na autobusowym przystanku (spotkało to moją kuzynkę!). Z definicji miejsce przy wiacie na chodniku ma być bezpieczne.
    Natomiast przebiegnięcie prze ruchliwą jezdnię, bo "nie chce mi się" przejść 200 m na pasy, jest gorsze (w przypadku wypadku) niż skoki z drzewa do rzeki.

    Czy katolik może? Wszytstko może, aby z głową.
  • edytowano November 2016
    Według mnie jest zasadnicza różnica. Base jumping, paralotnie itp. to loteria, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak się zachowa powietrze (wiry, ciągi, kominy) i polegamy też na naszym refleksie i koordynacji, które są zawodne (np. skurcz w czasie lotu, trochę nieuwagi). Przy bungee nic takiego nie ma, wszystko zależy od przygotowania - jak guma jest w porządku i dobrze zamocowana, to nic już od nas nie zależy. Sama inżynieria.

    Acha, osobiście nigdy bym nie skoczył.
  • Nie do końca.
    Nigdy nie możemy wszystkiego przewidzieć - to po pierwsze. Idąc w góry to już w ogóle.

    Ale ale. Bandżi to adrenalina i nic więcej. No i jeszcze przełamanie strachu.
    W góry - prócz powyższego to wysiłek, zdrowie, kontemplacja natury, używanie rozumu celem oceny i możliwej eliminacji zagrożeń, kształtowanie charakteru, umiejętności wspinaczkowych, asekuracji, itp itd - słowem mogę sobie łatwo dopasować argumenty pod z góry założoną tezę:) Wygodne to:)
  • Staszek2 napisal(a):
    A ja nie rozumiem młodych ojców himalaistów.
    Himalaistów, rajdowców, taterników, wszystkich uprawiaczy sportów ekstremalnych. Skrajna nieodpowiedzialność, niedojrzałość, koniec i kropka.
  • A później ckliwe nekrologi, odpadł od ściany, taki młody i ładny był, zapłakana młoda żona i dwójka dzieci.

    A koleś nawet nie był ubezpieczony na milion, coby kobita kupiła sobie dwa mieszkania, w jednym mieszkała a z wynajmu drugiego egzystowała...
    To takie proste. Ludzie kupują o 10 zł taniej tablet przez internet, ale przyszłości rodziny nie zabezpieczają awaryjnie...
  • przemk0 napisal(a):
    Staszek2 napisal(a):
    A ja nie rozumiem młodych ojców himalaistów.
    Himalaistów, rajdowców, taterników, wszystkich uprawiaczy sportów ekstremalnych. Skrajna nieodpowiedzialność, niedojrzałość, koniec i kropka.
    Taki Wojtyła to już woku-kule przeginał pływając kajakiem z dykty po rwących rzekach. Się przeca utopić mógł i jakis znowu inny Włoch byłby papierzem. Ech ci ryzykanci!
  • Pracujemy przy takim zleceniu, żeby przeprowadzić serwerownię z Warszawy do Torunia czy tam odwrotnie. Nic nadzwyczajnego może za wyjątkiem tego że goście chcą aby to się dokonało w weekend, 24-25 grudnia hehe. Kilka serwerów podzielonych na 2 transporty w odstępach godzinowych plus trzeci transport z samymi dyskami. Kazali sobie ubezpieczyć ten transport na 10 baniek. Ile są warte dane nie wiem, ale sprzęt to góra jedna bańka. A więc można pomyśleć o ubezpieczeniu, trzeba tylko chcieć.
  • Ubezpieczenie - fakt.
  • edytowano December 2016
    Prawdopodobieństwo śmierci matki przy porodzie jest większe niż spadochroniarza. O ile dobrze pamiętam 1 na 5000 skoków kończy się fatalnie.

    Jakieś wnioski?
  • Zima napisal(a):
    Prawdopodobieństwo śmierci matki przy porodzie jest większe niż spadochroniarza. O ile dobrze pamiętam 1 na 5000 skoków kończy się fatalnie.

    Jakieś wnioski?
    500plus to za mało by uciszyć sumienie KATOLIKA
  • Śmiertelność okołoporodowa położnic: 0,4%. Prawdopodobieństwo przeżycia 1 porodu to 99,6%. Prawdopodobieństwo przeżycia 5 porodów to 98%.
    Śmiertelność 1 skoku ze spadochronem: 1/5000=0,02%. Prawdopodobieństwo przeżycia 1 skoku to: 99,98%.
    Prawdopodobieństwo przeżycia 100 skoków to o dziwo również 98%.
    Korzyść doczesna i wieczna z decyzji matki rodzącej 5 dzieci jest nieporównywalnie duża z korzyścią doczesną i wieczną ze 100 rekreacyjnych skoków ze spadochronem.
    Bo oczywiście skakanie ze spadochronem może być elementem szkolenia wojskowego, lotniczego, czy po prostu aktem ratowania własnego życia.

    Takie wnioski mi się nasuwają.
  • Zima napisal(a):
    Prawdopodobieństwo śmierci matki przy porodzie jest większe niż spadochroniarza. O ile dobrze pamiętam 1 na 5000 skoków kończy się fatalnie.

    Jakieś wnioski?
    Że matki mogą skakać na spadochronie, ale mężczyźni nie. I dokładnie o tym jest ten wątek, żeby nie ryzykować bez sensu.
  • fatuswombatus napisal(a):
    Zima napisal(a):
    Prawdopodobieństwo śmierci matki przy porodzie jest większe niż spadochroniarza. O ile dobrze pamiętam 1 na 5000 skoków kończy się fatalnie.

    Jakieś wnioski?
    500plus to za mało by uciszyć sumienie KATOLIKA
    Zdanie miesiąca!
  • Katolik nie ma swojego życia na własność. To własność Boga.
    Czyli z jednej strony nie może głupio ryzykować cudzą (Bożą) własnością, a z drugiej - nie może się zbytnio przywiązywać do tej cudzej (Bożej) własności.
    Jak powiedział Pan Jezus, nawet największe bogactwo nie może wydłużyć nikomu życia - bo czas życia zależy od decyzji Pana Boga.
    Wobec tego sporty ekstremalne też są dla katolików - byle mądrze, z zachowaniem środków ostrożności, nie prowokując śmierci, bo to już niebezpiecznie zbliża się w stronę samobójstwa.
    Czyli: móc można - ale czy warto?
    Kiedy wokół nas pożar, cały świat woła o ratunek - i wciąż brakuje czasu i sił na pomoc innym.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.