W kręgu zła i brzydoty

Dwóch gości na jutubie opowiedziało "Kler" z detalami, żeby nikt już nie musiał tego oglądać.
Krytykom nie należy wierzyć do końca, ale w tym przypadku można i należy, bo cała zawodowa działalność Smażowskiego polega na pokazywaniu publice zła i brzydoty. Śmieszy porównywanie go do braci Coen, u których są jednak bohaterowie pozytywni. U Smarzowskiego ich nie ma. Smarzowski nie czyni świata lepszym, nie ma dla widowni żadnej dobrej nowiny, żadnego pozytywnego przesłania. Jedyne na co go stać, to maniakalne powtarzanie, że ludzie są wstrętni.
Kiedyś będzie musiał odpowiedzieć na pytanie: co dałeś ludziom?
Co odpowie?
To nie jest żaden twórca, to psychol.
«134

Komentarz

  • Kasa misiu.
  • edytowano September 30
    Tu raczej nie chodzi tylko o kasę (o nią oczywiście też), ale o to być bliżej Szatana.

    Ten osobnik, jak słusznie zauważyła Mania, uwielbia zanurzać się w obrzydlistwie i patologii. To nie jest normalne.
  • Smarzowski realizuje duginowską narrację dla Polski
  • Jest to przynajmniej 'artysta' w 100% konsekwentny.

    Jego pierwszym filmem była "Małżowina". Dla mnie także ostatnim jaki obejrzałem.
  • Na tej samej zasadzie Vega nakręcił Botoks.
    Zebrać bulwersujace wydarzenia, z danej grupy społecznej z okresu kilku-kilkunastu lat, połączyć jako-tako w fabułę i mamy film.
    Na tej zasadzie może powstać film na każdy temat, o każdej grupie społecznej i zawodowej.
    Sztuczne.
  • Vega przynajmniej konsekwentnie nazywa aborcję zbrodnią. W serialu Botoks zajmuje ta sprawa sporo miejsca i może jakieś dobro z tego wynika.
  • edytowano September 30
  • Artysty zawsze były na pierwszej linii wojny żydów z chamami.

    Pamiętajcie - to wojna między zaborcami. Wystrzegajcie się, by nikogo z nich nie poprzeć.
  • porownuja go do Cohenow? do artystow, gdzie krew sie leje jak ta lala a i tak widzimy przede wszystkim piekno swiata?! Piekno wygrywane zwyklymi ludzmi, z ktorymi Straznik Wychodka nic nie chce miec wspolnego?

    Nie dobijaj mnie Maniu i dopisz, ze der Onet taka recenzje mu wystawil. Nie Polacy.

    ps. czy wy tez dotsaliscie maila od Martyny Dominik?
  • Mruk napisal(a):
    Dostanie Oskara.
    Za późno. Juju Pawlikowskiego mocniejsze.
  • Normalka. Od jakichś stu lat z przyspieszeniem od 68-go tak zwana sztuka, jej główny nurt, polega na skandalizowaniu i rzyganiu na scenę, widownię i siebie nawzajem. Zło i brzydota w centrum zainteresowania i uwielbienia. Nihilizm i satanizm.
    To co u nas to tylko odprysk. Tak są kształceni i selekcjonowani od dziesiątków lat artyści, w Polsce też. Normalny może się przecisnąć tylko przypadkiem albo bardzo się kamuflując z dobrem i pięknem. Czasem zdarzają się nawrócenia i stąd sztuka jeszcze zupełnie nie zdechła.
  • edytowano September 30
    Bardzto trafny wpis pewnego internauty znaleziony przeze mnie na portalu filmowym Filmweb:
    Zainteresowałem się nie tyle "Weselem", ile samym Wojtkiem Smarzowskim, który ostatnio stał się bardzo modny, a niektórzy w euforycznym uniesieniu nie powstrzymali się od nazwania go najwybitniejszym współczesnym polskim reżyserem. Tymczasem każdy jego film zrobiony jest według tego samego schematu - morze wódki, przekupni policjanci (lub ew. milicjanci), najplugawszy z możliwych seks (gwałty, przygodne kontakty w samochodach, w burdelach, etc), złodziejstwo, morderstwo, itd, itp. Środki wyrazu używane w jego filmach wciąż te same, technika ta sama, nawet ci sami aktorzy wciąż tak samo grający niezależnie od kreowanej postaci.
  • On należy do tych tfurców, z którymi, po pierwszym zetknięciu, normalny człowiek nie chce mieć już nic wspólnego, takimi jak Szumowska, Gretkowska, Tokarczuk itp.
  • Dokładnie dlatego nie chciałem oglądać Wołynia. Szczęśliwy mąż, który na zło nie patrzy.
  • Mania napisal(a):
    On należy do tych tfurców, z którymi, po pierwszym zetknięciu, normalny człowiek nie chce mieć już nic wspólnego, takimi jak Szumowska, Gretkowska, Tokarczuk itp.
    Twardoch
  • "Sternberga" będę bronił
  • O ile dobrze wyguglałem, to jest ksiązka z 2007 roku, sprzed podpisania przez Twardziocha cyrografu z kusym. Może dlatego dzieło jest strawne. Nie wiem, nie czytałem i raczej nie przeczytam z powodów aligancko wyłuszczonych przez Szanownych Przedpiśców.
  • Zdarzyło mię się przeczytać m.in. Wieczny Grunwald i Dracha. Grafomania. Zamysł pogrzebany przez brak talentu.
  • może to jeszcze z czasów, kiedy fechtował i strzelał? czyli kawalerskich?
  • Twardoch jest większym nihilistą niż Gretkowska i Stasiuk. Tamci dostrzegają tylko materię i widzą w niej jedynie bród i smród. Twardoch sięga głębiej i też widzi tylko zło i brzydotę.
  • MarianoX napisal(a):
    Tu raczej nie chodzi tylko o kasę (o nią oczywiście też), ale o to być bliżej Szatana.

    Ten osobnik, jak słusznie zauważyła Mania, uwielbia zanurzać się w obrzydlistwie i patologii. To nie jest normalne.
    Ależ owszem - o kasę chodzi. Tylko i wyłącznie. A to że lubi się brabrać to oczywiście prawda.

    Ziemkiewicz kiedyś słusznie nazwał go "inteligentem od Michnika". Dla mnie nie ma lepszego podsumowania.
    Facet znalazł temat - plucie na Polskę. Wypaliło w Weselu, bodaj pierwszym szerzej znanym jego filmem. Tam opluł wieś i prostych ludzi. Potem leciał praktycznie ciągle jednym schematem jak słusznie zauważono.
    Oczywiście że w filmach wyraża swoje poglądy, ale o Kasię mu wyłącznie chodzi. Najlepszy dowód że zabrał się za Wołyń gdy tylko zwęszył temat - ale słusznie podejrzewał, że gdyby w tym filmie dowalił wyłącznie Polakom, to byłby skończony, nawet dla mainstremu - zbyt duży rezonans w społeczeństwie jest w tym temacie.

    Rzchanym napisal(a):
    Bardzto trafny wpis pewnego internauty znaleziony przeze mnie na portalu filmowym Filmweb:
    Zainteresowałem się nie tyle "Weselem", ile samym Wojtkiem Smarzowskim, który ostatnio stał się bardzo modny, a niektórzy w euforycznym uniesieniu nie powstrzymali się od nazwania go najwybitniejszym współczesnym polskim reżyserem. Tymczasem każdy jego film zrobiony jest według tego samego schematu - morze wódki, przekupni policjanci (lub ew. milicjanci), najplugawszy z możliwych seks (gwałty, przygodne kontakty w samochodach, w burdelach, etc), złodziejstwo, morderstwo, itd, itp. Środki wyrazu używane w jego filmach wciąż te same, technika ta sama, nawet ci sami aktorzy wciąż tak samo grający niezależnie od kreowanej postaci.
    Nic dodać, nic ująć.
    celnik.mateusz napisal(a):
    Dokładnie dlatego nie chciałem oglądać Wołynia. Szczęśliwy mąż, który na zło nie patrzy.
    Ja podobnie. Obejrzałem Wesele - pierwszy i ostatni film tego reżysera. Znajomi namawiali na Wołyń, ale powiedziałem, że temu reżyserowi zarobić nie dam - sorry. A poza tym facet usiłował nawet tam uprawiać symetrię (co było do przewidzenia) - więc sorry, ale gnojom dziękujemy.
  • edytowano September 30
    randolph napisal(a):
    O ile dobrze wyguglałem, to jest ksiązka z 2007 roku, sprzed podpisania przez Twardziocha cyrografu z kusym. Może dlatego dzieło jest strawne. Nie wiem, nie czytałem i raczej nie przeczytam z powodów aligancko wyłuszczonych przez Szanownych Przedpiśców.
    Kolega, jak myślę, trafiłł w sedno. Stiepan Miękisz był pucołowatym osobnikiem o twarzy szerokiej i rumianej, głoszącym niby to prawicowe poglądy. Nagle stał się spedalonym cynicznym dandysem wożącym się w bęcsedesie.

    Coś musiało się wydarzyć.
  • loslos
    edytowano October 1
    Opisał z detalami:

    Mając lat dwadzieścia parę bardzo wierzyłem w przedsiębiorczość i próbowałem zakładać biznesy, które następnie plajtowały. Potem tak po prostu z ogłoszenia znalazłem pracę w wydawnictwie, dobrze jak na moje ówczesne oczekiwania płatną, z której, ze względu na mój raczej nienadający się do gry w zespole charakter, szybko mnie wyrzucono i tak naprawdę nie miałem pojęcia co zrobić ze swoim życiem. Coś tam sobie pisałem, publikowałem jakieś opowiadania i z braku lepszego zajęcia, jak również dzięki moralnemu i materialnemu wsparciu rodziny zająłem się pisaniem na poważniej. Nie dlatego, bym uważał, że to fantastyczny pomysł na zarabianie pieniędzy. Po prostu nic innego nie umiałem robić.

    Byłem więc wtedy, mając lat dwadzieścia parę, zwykłym, prowincjonalnym prekariuszem, pożyczającym sto złotych na jedzenie, udzielającym korepetycji za dwadzieścia złotych za godzinę, imającym się każdego zajęcia, które mogło wygenerować jakiś skromny przelew. Pierwszą książkę wydałem za darmo. Tak właśnie, za darmo i również z tego powodu niech zostanie zapomniana.

    Potem, kolejne, marne zresztą raczej powieści, na których nie zarabiałem prawie nic, budowały jednak jakiś prestiż publikowanego autora, z którego zaczęły z kolei wynikać różne fuchy i fuszki i dobijając trzydziestki z tych fuch, nie mając żadnej stałej pracy, mogłem już wygenerować średnią krajową.

    Nie było to jednak życie łatwe. Stałym elementem życia bez stałego dochodu jest niepokój. Tak dobrze znane wszystkim freelancerom wieczne czekanie na przelew, za krótka kołderka, potem nagłe przypływy niespodziewanej gotówki, którą w efekcie nigdy, do dziś, nie nauczyłem się gospodarować. Nazwaliśmy to z moim znajdującym się w podobnej sytuacji przyjacielem "gospodarką cudów". Jakieś pieniądze się pojawiały, za jakieś aktywności, które podjęliśmy kiedyś, kilka miesięcy wcześniej, jakieś stypendia, jakieś honoraria, ale związek między pracą a zwykle spóźnionym przelewem był niejasny i odległy. To, na co poświęcaliśmy czasu najwięcej - pisanie książek - generowało jakiś skromny ułamek tych dochodów, to zaś, co robiliśmy szybko i niestarannie generowało z kolei pieniędzy sporo, więc nie było żadnego przełożenia pracy na dochód. A jednak żyliśmy, mieliśmy na jedzenie i niedrogie wino.

    Potem napisałem "Morfinę" i nagle wszystko się zmieniło. Dostałem parę nominacji i nagród, ale przede wszystkim nagle "Morfina", dzięki szeptanej reklamie, zaczęła się sprzedawać, nakład rósł lawinowo i nagle stałem się pisarzem czytanym i ta niewdzięczna wcześniej praca zaczęła generować regularne dochody, takie, o jakich wcześniej mi się nie śniło. Gdyby ktoś dziesięć lat temu powiedział mi, że moje powieści będą się sprzedawały w nakładach stutysięcznych, to umarłbym ze śmiechu, bo sprzedawały się wtedy w nakładach bodajże ledwie przekraczających trzycyfrowe. Prędzej uwierzyłbym, że wygram w totka.

    Magicznego określenia "skurwienie" nie użył ale wychyla się ono filuternie zza każdego słowa i porozumiewawczo macha do czytelnika.
  • Twardoch - wystarczyło poczytać grafomanię w postach jak jeszcze pisywał na FF...
    Smarzowski - wystarczy obejrzeć zajawkę albo i nawet nie - wystarczy przeczytać skład drewna, który zatrudnił jako aktorów...

    ... i już zyskaliśmy czas przeznaczony na książkę / film.

    No chyba że ktoś ma takie zainteresowania:
  • MarianoX napisal(a):
    randolph napisal(a):
    O ile dobrze wyguglałem, to jest ksiązka z 2007 roku, sprzed podpisania przez Twardziocha cyrografu z kusym. Może dlatego dzieło jest strawne. Nie wiem, nie czytałem i raczej nie przeczytam z powodów aligancko wyłuszczonych przez Szanownych Przedpiśców.
    Kolega, jak myślę, trafiłł w sedno. Stiepan Miękisz był pucołowatym osobnikiem o twarzy szerokiej i rumianej, głoszącym niby to prawicowe poglądy. Nagle stał się spedalonym cynicznym dandysem wożącym się w bęcsedesie.

    Coś musiało się wydarzyć.
    podoba mnie sie opis kolegi;)

    tj. opis autorstwa kolegi:)
  • edytowano October 1
    "Gdyby ktoś dziesięć lat temu powiedział mi, że moje powieści będą się sprzedawały w nakładach stutysięcznych, to umarłbym ze śmiechu..."

    ja do dzis umieram :))
  • Ale na serio powieści pisarza slunskiego schodzą po 100K. Jeśli tak, to mam nadzieję, że przynajmniej 90% nie doczyta tych książek do końca.
  • Pamiętajmy o tym, że
    Żyliśmy w czasach,
    w których Adam Michnik
    wybornie znał się na poezji
  • Będę bronił części twórczości Smarzowskiego w części tego co oglądałem, czyli Wesele, Dom Zły, Drogówka.
    Wesele to opowieść o tym, czego można się dopuścić aby uniknąć 'skandalu' z ciążą córki, czyli jakaś pokracznie rozumiana tradycja obrony 'honoru rodu'. Ja na te postaci patrzyłem przez pryzmat: tak się bawi zetesel. A no i tu były postacie pozytywne, choć drugoplanowe.
    Dom Zły to opowieść o ratowaniu nienarodzonego dziecka w obliczu dramatycznego zagrożenia i gotowości do poświęcenia siebie aby uchronić kochane osoby i nie sprostytuować się do końca.
    Drogówka to opowieść o zemście na wiarołomnym zięciu.
    Wszystko w ujęciu kloacznym, ale to się ogląda, bo opowiada istotne historie.
    Dlatego uważam, że Smarzowski jest tak niebezpieczny, bo za pomocą interesujących historii, sprawnie warsztatowo przemodelowuje sposób postrzegania świata (np. Wesele nie jako obraz wyczynów 'elity' zeteselowskiej, ale jako obraz wsi, bo taka interpretacja była narzucana (sugerowana?, przygotowana) ). Nie wiem czy interpretacje opowiadanych historii są wtórne, czy najpierw pada pomysł, a później Smarzowski go uniwersalizuje.
    Pytanie dotyczące filmu Kler, to czy będzie tam jakaś główna historia (przedstawiona jako didaskalia oczywiście), czy nachalna agitka w stylu gniotowatego Pokłosia? Dlaczego to ważne? bo jak Pokłosie to luzik i szkodliwość praktycznie zerowa, jak Wesele to już znaczna siła oddziaływania.
    Odpowiedzi nie znam i w przeciwieństwie do ks Longchamps de Bérier osobiście sprawdzać nie zamierzam.
  • Myślę, że warto oglądnąć recenzję gościa, który, choć ateista, w miarę obiektywnie ocenia szambo Smarzowskiego.
  • edytowano October 1
    A Smarzowski czuje się osaczony przez religię:

    https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/414649-smarzowski-czuje-sie-osaczony-kosciolem-dlatego-zrobil-kler

    To skandalista i perwert skundlony! Ma natręctwa na tle seksualnym i zamiłowanie do przemocy. Właśnie zło i brzydota to jego naturalne środowisko. Potrzebuje ich jak wody i powietrza. Żywi się nimi, a piękno i dobro parzą go jak woda święcona diabły. To psychol i koniunkturalista w jednym.
    Nieco trudniej odczytać Gajosa czy nawet groszoroba i karierowicza oportunistę Więcławskiego. Ten też jednak niezły aktor. A co do Gajosa to pewnie podpisał. Znaczy i zobowiązanie do współpracy za dawnych lat i cyrografik. Innego wytłumaczenia nie widzę bo kasę może łoić inaczej bez problemu.
  • Gajos jest głupi, po prostu.
  • Tymczasem "Kler" cieszy się niezwykłym powodzeniem!

    Parówkownia donosi z zachwytem:
    Jak napisała Dorota Chrobak, "wróble ćwierkają, że 'Klerowi' udało się przebić magiczną granicę miliona widzów w pierwszy weekend wyświetlania." (...)

    Oznaczałoby to oczywiście także, iż Wojciech Smarzowski w trzy dni przebił lub wyrównał łączną oglądalność niektórych swoich hitowych filmów. Jak wynika z oficjalnych danych Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, "Drogówkę" w sumie obejrzało niewiele ponad milion widzów, a "Pod Mocnym Aniołem" niecałe 900 tys. Tylko "Wołyń' może łącznie pochwalić się wyraźnie lepszym wynikiem: 1,45 mln widzów.
  • Jakby nakręcił pornola i puściliby w kinach to gimbaza nabiłaby mu ze 3 miliony. Mobbing, molestowanie i orgie na Nowogrodzkiej to dopiero jest temat!!! Za pieniądze z nagród oczywiście.
  • Czekałem na kogoś akurat blisko kina u nas i choć rzeczywiście były tłumy to z satysfakcją nie zauważyłem nikogo znajomego tylko chamską ruchawkę. Wydaje się, że ten bloger ma racje co do specyfiki publiki a na film ciągnie gorszy sort jak muchy do gówna
  • Ja myślę, że ten film posłuży im się do policzenia. Kler=PIS, tego typu myślenie. Dlatego poszli nań sympatycy .N, SLD, Razem, z 90% PO oraz część dresowej żulii apolitycznej niegłosującej. Nawet jak ich będzie 3 miliony, to zawsze można powiedzieć, że pozostałe kilkanaście milionów dorosłych Polaków ma to w dalekim poważaniu.
  • Jest w Polsce zjawisko antyklerykalizmu wśród prostego robolskiego ludu. Obserwuje to też u swoich słoików. Na wsi u mamy chodzą do kościoła ale w mieście już nie. I nadają na księży ile wlezie. Za to twarzą w twarz przed ksiedzem klaniają się w pas. Są niewierzący ale boją się kleru. Pewnie kilka milionów Polaków tak ma.
  • edytowano October 1
    ksiądz jest wielkim szamanem z wielkim juju dla wielu i we wsi i w mieście
  • Staszek2 napisal(a):
    Ja myślę, że ten film posłuży im się do policzenia. Kler=PIS, tego typu myślenie. Dlatego poszli nań sympatycy .N, SLD, Razem, z 90% PO oraz część dresowej żulii apolitycznej niegłosującej. Nawet jak ich będzie 3 miliony, to zawsze można powiedzieć, że pozostałe kilkanaście milionów dorosłych Polaków ma to w dalekim poważaniu.
    Też tak czuję. Narzędzie identyfikacji 'swoich'.
  • christoph napisal(a):
    ksiądz jest wielkim szamanem z wielkim juju dla wielu i we wsi i w mieście
    3/4 mieszkańców miast jest ze wsi a mentalnie to i więcej. W tym poczuciu bycia fornalem nienawidzacym różnych wzbudzajacych strach Panów.
  • edytowano October 1
    Nawet św. x Jerzego psychol włączył do filmu... znaczy do tego szamba!
  • Świetna analiza, Losie.
    Co zresztą jest bardzo smutne, bo mija kolejne dziesięciolecie i wpływu Ducha Świętego jakoś nie dostrzegam. Gorzej, bo chyba nawet wręcz przeciwnie.
  • Sprawa jest poważna, bo tu chodzi o atak 8-}. Reżyser Smarzowski wyznał bowiem, że jest atakowany przez przydrożne kapliczki i krzyże.
    No, psychol jak nic. Albo opętany.
  • Mania napisal(a):
    Sprawa jest poważna, bo tu chodzi o atak 8-}. Reżyser Smarzowski wyznał bowiem, że jest atakowany przez przydrożne kapliczki i krzyże.
    No, psychol jak nic. Albo opętany.
    A przecież do Czechosłowacji tylko rzut kamieniem...
  • Tam nie płacą
  • Zły wywołał te wywłoki z ich nor i posłał do ataku. Widać czuje się zagrożony, albo uznał że ma szansę na zwycięstwo bo czas dojrzał. Kasa ma tu, moim zdaniem, drugorzędne znaczenie. Oczywiście jest używana jako dodatkowy bodziec. Jednak tacy jak Smażowski, tak czuję, muszą robić to co robią bo taki jest rozkaz wsparty głęboką osobistą motywacją. Pochwała Złego jest tym co się dla nich liczy. Przecież sam przyznał ze nie może tych krzyży i kapliczek znieść. Wolałby zapewne figury capów na rozstajach i czarną mszę wieczorkiem gdzieś w śmierdzącym kiblu.
  • Będzie rekord frekwencji kinowej. Widzę jak film działa na prostych ludzi. Trochę jestem w szoku jak ludźmi łatwo manipulować. No ale propaganda musiałaby być szczelna i totalna bo na drugi dzień już się żyje siatkówką.
  • Czyli srebrny pocisk i osikowy kołek. Oj, wystarczyłoby, żeby pobożna władza miała wierzących kapelanów z solą egzorcyzmowaną i wodą święconą.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.