Oczywiście Sołżenicyn! I w rozmowie przerwa...

Nie wiem, czy tut. Zbiorowość zna radzieckiego pisarza Aleksandra Sołżenicyna - https://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksandr_Sołżenicyn - Dostał nawet za swą twórczość nagrodę Nobla-Skobla i to w czasach, kiedy nie wystarczało bycie pedałem albo lewakiem.

No więc czytam sobie jego broszurkę o radzieckim systemie penitencjarnym i co ja czytam! Jakby o Ojczyźnie naszej udręczonej:
Oto zagadka, którą nie my, współcześni, możemy rozwiązać: Dlaczego Niemcy otrzymali przywilej ukarania swoich zbrodniarzy, a my, Rosjanie, nie? Jaka straceńcza droga otwiera się przed nami, jeżeli nie dane nam było oczyścić się z tej szkarady gnijącej w naszym organizmie? Czegóż to może taka Rosja świat nauczyć?

W trakcie niemieckich procesów powtarza się to tu, to ówdzie taka zadziwiająca scena: podsądny ściska rękoma głowę, zrzeka się obrony i o nic więcej już sądu nie prosi. Mówi tylko, że łańcuch jego zbrodni, przypomnianych mu znów i pokazanych kolejno przed sądem, napełnia go wstrętem i że nie chce mu się więcej żyć.

To jest największe osiągnięcie sądu: kiedy występek staje się tak godny potępienia, że sam przestępca odwraca się od niego.

Kraj, który 86 tysięcy razy z sędziowskiego podium potępił występek (i bezkompromisowo odwrócił się od niego w literaturze i wśród młodego pokolenia), rok po roku, stopień po stopniu, oczyszcza się ze zbrodni.

A my co robić mamy? Kiedyś jeszcze potomkowie nazwą kilka kolejnych naszych generacji pokoleniami mazgajów: z początku pozwalaliśmy potulnie wybijać nas milionami; później zaś troskliwie zabiegaliśmy o spokojną i szczęśliwą starość dla morderców.

Co czynić, jeśli wielka tradycja rosyjskiej skruchy jest dla nich niezrozumiała i śmieszna? Co czynić, jeśli zwierzęcy strach przed wycierpieniem choćby setnej części tego, co zadawali oni innym, ma w nich przewagę nad wszelkim poczuciem sprawiedliwości?Jeśli chciwą garścią czepiają się tych przywilejów, co im obrodziły z krwi zabitych?

Oczywiście ci, którzy kręcili korbą maszynki do mięsa - no, choćby w trzydziestym siódmym roku - dziś są już niemłodzi, mają od pięćdziesiątki do osiemdziesiątki, najlepsze swoje lata przeżyli bez trosk, w sytości i komforcie, i wszelki równoważny odwet jest już spóźniony, już nie można szukać zapłaty.

Ale bądźmy wielkoduszni. Nie trzeba stawiać ich przed plutonem egzekucyjnym, nie trzeba poić ich słoną wodą, obsypywać pluskwami, wiązać "w jaskółkę", trzymać na nogach bez snu tygodniami ani brać pod obcas, ani bić gumowymi pałkami, ani zaciskać głów żelazną obręczą, ani upychać ich w celach jak bagaż, żeby leżeli jeden na drugim - nie będziemy robić nic z tego co robili oni! Ale wobec naszego kraju i naszych dzieci mamy obowiązek wszystkich ich znaleźć i wszystkich postawić przed sądem! Sądzić trzeba już nie tyle ich, ile ich zbrodnie. Zyskać chociaż tyle, aby każdy z nich powiedział głośno:

- Tak, byłem katem i mordercą.

I gdyby słowa te powtórzone zostały w naszym kraju tylko ćwierć miliona razy (zgodnie z proporcją, aby nie zostać w tyle za Zachodnimi Niemcami), to może by tego było dosyć?

W XX wieku nie wolno przecież przez dziesięciolecia nie znajdować różnicy między zbrodnią sądową a tymi "starymi sprawami", których pono "nie trzeba jątrzyć"!

Powinniśmy publicznie potępić samą ideę rozprawiania się jednych ludzi z drugimi! Milcząc o występku, wpędzając go w głąb ciała, aby tylko nie było go widać, siejemy go i w przyszłości da on jeszcze tysiąckrotne plony. Nie karząc, nawet nie ganiąc złoczyńców, nie tyle dbamy o spokój ich nędznej starości, ile raczej wyrywamy spod nóg nowych pokoleń wszelkie podstawy sprawiedliwości. Dlatego to młodzi wyrastają na "obojętnych"; to nie jest wina "braków w pracy wychowawczej". Młodzi utrwalają sobie w pamięci, że podłość nigdy w świecie nie podlega karze, zawsze natomiast zapewnia dostatek.

Jak nieprzytulne, jak straszne będzie życie w takim kraju!
- Jak on może sadzić kwiaty? - pytasz - Janku? - A ja nie wiem.

Komentarz

  • loslos
    edytowano October 2018
    To kara za rozbiory Polski. Najłagodniej została potraktowana najmniej winna Austria - z imperium z dnia na dzień stała się prowincjonalnym, nieważnym kraikiem. Gorszy los spotkał Prusy - cielsko zostało pokrojone i zniknęło z mapy Europy, ostał się zatruwający niemieckie umysły duch, Prusy stały się upiorem. On też zniknie, zniknie również pamięć o Prusach. Najokrutniejsza kara spotkała najbardziej winną Rosję: Rosją nadal rządzą Rosjanie.
  • Znowu o pedofilii w Kościele?
  • edytowano October 2018
    na pytanie Solzenicyna dlaczego "pozwolono Niemcom sie oczyscic" mysle sobie, ze odpowiedziec mozna w ten sposob, ze kazdy kto ma ambicje isc dalej musi powstac. a Niemcy maja ambicje nie tylko isc dalej ale przewodzic innym. Bez oczyszczenia (bo jesli o kare chodzi to Spaß bei Seite) jakiekolwiek powstanie jest niemozliwe, nie mowiac juz o kroku naprzod. Rosji nie pozwolono na oczyszczenie sie i Polsce tez nie.
    Pisarz tak jak nasz ks. prof. Guz uzywa tu formy bezosobowej. Ciekawe...
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Nie wiem, czy tut. Zbiorowość zna radzieckiego pisarza Aleksandra Sołżenicyna
    Archipelag Gułag czytałam, będąc studentką. Książka powinna być obowiązkową lekturą każdego licealisty.
    Nie jest. Nigdy nie była.
    Zostaje w głowie na zawsze.
    Po jej przeczytaniu zero złudzeń o najwspanialszym ustroju w idealnym świecie.
  • los napisal(a):
    To kara za rozbiory Polski. Najłagodniej została potraktowana najmniej winna Austria - z imperium z dnia na dzień stała się prowincjonalnym, nieważnym kraikiem. Gorszy los spotkał Prusy - cielsko zostało pokrojone i zniknęło z mapy Europy, ostał się zatruwający niemieckie umysły duch. On też zniknie, zniknie też pamięć o Prusach. Najsroższa kara spotkała najbardziej winną Rosję: Rosją nadal rządzą Rosjanie.
    podoba mnie sie ta mysl...
  • Maria napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Nie wiem, czy tut. Zbiorowość zna radzieckiego pisarza Aleksandra Sołżenicyna
    Archipelag Gułag czytałam, będąc studentką. Książka powinna być obowiązkową lekturą każdego licealisty.
    Nie jest. Nigdy nie była.
    Zostaje w głowie na zawsze.
    Po jej przeczytaniu zero złudzeń o najwspanialszym ustroju w idealnym świecie.
    Była lekturą. Miałem ją w technikum, żona w liceum. Lata 90te.
  • Próby rozwiązania problemu jednak są:

    https://niezalezna.pl/238603-pupile-bezpieki-i-entuzjasci-partii-komunistycznej-zobacz-liste-sedziow-sadu-najwyzszego

    Nie czytałem jeszcze dokładnie, ale nie ma potrzeby bo chodzi o system i środowisko. Tamta zaraza zainstalowała tych gadów na najważniejszym dla uniknięcia rozliczeń miejscu. I nadal tam są. No wymierają stopniowo ale wychowali młode pokolenie gadów i ich tam instalują. A Guy ich broni z ruska agentka Kozłowską i lewackie elity Zachodu szykują się do przywrócenia u nas na stolce tych, których udało się odesłać na sute emerytury. Każdy naród się zmienia i czasem postąpi niestandardowo. Mam przeczucie że Polacy powoli dojrzewają do wieszania. Wolność dobrze smakuje, dobrze jest też odreagować wieloletnie upokorzenia. Tak wiem że to nie są najszlachetniejsze motywacje, ale przynajmniej mogą doprowadzić do skutecznych rozwiązań. Takich dla których Guy i stolarz nie są żadną przeszkodą, a lokalsi w rodzaju Tuska mogą, co najwyżej, pozostać z nimi daleko za granicą.
  • Na maturach z polskiego AD '90 był temat "totalitaryzm w literaturze" wiec zamiast walić przekrojówki przez epoki ze znajomości lektur, napisałem z Sołżenicyna.

    Polonistka - niegłupia ale czerwona do szpiku, namawiała do głosowania w referendum, plula na Solidarność, za przynoszenie i korzystanie z książek Kukiela na lekcji mialem sankcje. Byla jeszcze inna starsza pani, nauczycielka historii (pochowana z honorami i pod sztandarami jakieś sześć lat temu), której nazwisko niech będzie zapomniane, córka przedwojennego wysokiego oficera, który z Żeligowskim zajmował Wilno, łączniczka AK i jakichś struktur poakowskich. Ta elegancka i dystyngowana jejmość z chlubną przeszłością, mówiąca na lekcjach, ze z Katyniem tak do konca nie wiadomo jak bylo, skumała się z czerwoną elitą pedagogiczną owej szkoły by spijać sobie nawzajem z czerwonych dzióbków, dzięki czemu w którejś klasie dostałem na półrocze synchroniczną dwóję z polskiego i historii, za miatieznictwo.

    Moja satysfakcja na maturze była wiec bezgraniczna, w dodatku mogłem pisać co chciałem i ile wlezie, byle z sensem.

    Samo dzieło Sołżenicyna w latach 80-tych emitowało w odcinkach RWE, wiec kto chciał ten znał. Wiele lat wcześniej ojciec przywiózł z Anglii wydanie rosyjskie i trzymał na polce w biblioteczce, w kuriozalnych gazetowych okładkach, chyba dla "niepoznaki". Pierwsze polskie oficjalne wydanie ukazalo się krótko po okrągłym stole w 1989 r.

    Proszzzz wybuczyć wontki osobiste, "Archipelag" obudził we mie dobre wspomnienia.

  • 3y to mowe dzielo Rosjanina oczywiscie robi wieksze wrazenie niz skromna ksiazka pt. "Inny swiat" ;)

    Ostroznie z tym Sołżenicynem, mimo tego co widzial pozostał mentalnie piewca Imperium
  • uhrr napisal(a):
    3y to mowe
    ???
  • losu!
    trzytomowe,

    lubię spacje
  • Aaa... A ja się zastanawiałem co takiego kosić przez trzy lata.
  • uhrr napisal(a):
    3y to mowe dzielo Rosjanina oczywiscie robi wieksze wrazenie niz skromna ksiazka pt. "Inny swiat"
    A wiesz, że tak? Po Archipelagu inne, a kilka ich przeczytałam, również Herlinga-Grudzińskiego też przecież wstrząsającą, nie mogło zrobić już na mnie takiego wrażenia. Archipelag był pierwszy.

  • loslos
    edytowano October 2018
    Dureń Sołżenicyn a także dureń Mackiewicz nie rozumieli, że ruska dusza najpełniej się objawia w sowieckości. "Wielka tradycja rosyjskiej skruchy" to wielka tradycja spektaklu bez treści.
  • Ktoś bodaj na forum nazwał Mackiewicza patriotą carskiej Rosji.
  • marniok napisal(a):
    Maria napisal(a):
    Archipelag Gułag...
    Książka powinna być obowiązkową lekturą każdego licealisty.
    Nie jest. Nigdy nie była.
    Była lekturą. Miałem ją w technikum, żona w liceum. Lata 90te.
    Nie wiedziałam. I co? Młodzież czytała? Była omawiana na lekcjach?
    Bo jeśli dobrze rozumiem, raczej w nadobowiązkowej.
    Ciekawe1 dlaczego ze spisu wypadła i czy "Inny świat" w nim figuruje. W wolnej chwili sprawdzę.
  • los napisal(a):
    Aaa... A ja się zastanawiałem co takiego kosić przez trzy lata.
    no tak...
    to ona winna, to ta klawiatura ekranowa mnie sterroryzowala ;)
  • MarianoX napisal(a):
    Ktoś bodaj na forum nazwał Mackiewicza patriotą carskiej Rosji.
    O ile mi wiadomo, autor tego określenia zmarł w Londynie w Roku Pańskim 1985.
  • edytowano October 2018
    Turoń napisal(a):
    MarianoX napisal(a):
    Ktoś bodaj na forum nazwał Mackiewicza patriotą carskiej Rosji.
    O ile mi wiadomo, autor tego określenia zmarł w Londynie w Roku Pańskim 1985.
    Forumkowicz avant la lettre.

    BTW nazwisko?

    Ja bym tylko dodał, że był to patriotyzm wymierzony ściśle w kilkadziesiąt lat na przełomie wieków XIX i XX, kiedy to akurat pan Józef miał okazję nasiąkać kulturą rosyjską w najwyższym bodaj stadium jej rozkwitu i okcydentalizacji.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Turoń napisal(a):
    MarianoX napisal(a):
    Ktoś bodaj na forum nazwał Mackiewicza patriotą carskiej Rosji.
    O ile mi wiadomo, autor tego określenia zmarł w Londynie w Roku Pańskim 1985.
    Forumkowicz avant la lettre.

    BTW nazwisko?

    Ja bym tylko dodał, że był to patriotyzm wymierzony ściśle w kilkadziesiąt lat na przełomie wieków XIX i XX, kiedy to akurat pan Józef miał okazję nasiąkać kulturą rosyjską w najwyższym bodaj stadium jej rozkwitu i okcydentalizacji.
    Tadeusz Pełczyński, późniejszy generał. A nade wszystko piłsudczyk zajadły, więc się zapienił, jak czytał „Lewą wolną” - że ten, jak mu tam, Mackiewicz Józef, nie docenia geniuszu politycznego Józefa P., któren latem 1919 wstrzymał własne dywizje, coby ocalić bolszewizm i jego ręcami wyrżnąć czarną reakcję rosyjską.

    (Historia dopisała tu puentę okrutną latem ’44, kiedy bolszewizm ocalony genialnie przez Józefa P. pożerał właśnie Polskę. Pełczyński siedział wtedy w płonącej Warszawie i wyczekiwał z utęsknieniem Czerwonej Zarazy. Ta jednakowoż nie nadciągnęła, jako że jeszcze inny Józef uznał, że pomysł jego imiennika ze wstrzymywaniem własnych dywizji, celem umożliwienia komuś wyrżnięcia czarnej reakcji, to całkiem niegłupi był.)

    Ziutek Mackiewicz miał swoje fascynacje, ale jak trzeba było, to za Polskę walczył, i to na pierwszej linii, a nie w zacisznym ciepłym sztabie na zapleczu. Dlatego wycieranie sobie gęby jego patriotyzmem było naprawdę niskich lotów.


  • W rosyjskiej niewoli, tak samo jak w niemieckiej, najgorzej było Rosjanom.

    Ta wojna w ogóle nam uświadomiła, że najgorzej na świecie jest być Rosjaninem.
  • W drugiej wojnie światowej Zachód bronił _własnej_ wolności i obronił ją _dla siebie_, a nas i Europę Wschodnią wepchnął w niewolę, gdzie dna nie widać.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    W rosyjskiej niewoli, tak samo jak w niemieckiej, najgorzej było Rosjanom.

    Ta wojna w ogóle nam uświadomiła, że najgorzej na świecie jest być Rosjaninem.
    I dobrze in tak chuliganom.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    W rosyjskiej niewoli, tak samo jak w niemieckiej, najgorzej było Rosjanom.

    Ta wojna w ogóle nam uświadomiła, że najgorzej na świecie jest być Rosjaninem.
    Kara za rozbiory Polski. Świat nie jest przypadkiem.
  • A za co karą był Iwan Groźny?



    Może za unicestwienie Nowogrodu? Chociaż to w sumie on ostatecznie unicestwił.
  • Wszystko to jest karą za najazd mongolski.

    A najazd mongolski jest karą za niesolidarność.

    Przykładowoż - dlaczego odbyła się bitwa pod Legnicą?

    Delfin odpowie, że dlatego że dzikie Mongoły najechały Świętą Polskę. I poniekąd będzie miał racją.

    Ale wieloryb zacznie się wymandżać, że to dlatego że ponieważ Heinrich der Fromme (po polsku - Henryk Pobożny) tak się zaangażował w walkę o tron stołeczny, krakowski, że wytłukł tamtejszych pretendentów i w końcu książęciem krakowskim został! Szkoda tylko że zapomniał o książęcym obowiązku chronienia swej ziemi. I kedy najszła mongolska nawała, nie pociągnął swych hufców szląskich na pomoc. Rycerstwo małopolskie stanęło p-ko dziadkowi mojej Żony osamotnione i zostało sromotnie rozgromione pod Turskiem.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Turskiem

    https://pl.wikipedia.org/wiki/I_najazd_mongolski_na_Polskę
  • "Ojcowie jedli cierpkie jagody, a synom zdrętwiały zęby".

  • To jeszcze z cyklu: klasyka znana, dziś całkiem zapomniana. Fragment wiersza napisanego przez Polaka w 1930 roku, po wezwaniu Ojca Świętego Piusa XI do modłów w intencji chrześcijan prześladowanych w Sowdepii:


    […]
    Biedna Rosja, biedny Ludu,
    Czy cię Niebios przeklął głos,
    Że gdyś ty czekała cudu,
    Zawsze słał ci pęta los.
    Że w odwiecznej ciał niewoli,
    Gdy strach dusił, gdy gnał lęk,
    Znałaś tylko to, co boli,
    Żałość, rozpacz, męki, jęk.

    Tatar gniótł cię w jarzmie srogiem
    Tyś mu słała z cór swych dar,
    Wareg kształcił cię batogiem,
    Toczył krew Germanin – car!
    Los twój straszną pisan kartą,
    W łzach skąpana dola twa,
    Żywcem z ciebie pasy darto,
    Bito, plwano, gorzej psa.

    Dzisiaj masz nowego pana,
    Dzisiaj łzy najkrwawsze roń,
    Komunista – twór szatana,
    Chwycił los twój w czarcią dłoń.
    Najpodlejszy to oprawca
    I najsroższy tyran – zbój,
    On nie tylko katusz sprawca,
    On ci wydarł wiary zdrój.

    Nie rządziłaś nigdy sobą,
    U swych władców jęcząc nóg,
    Lecz wiedziałaś, iż nad tobą
    Jest Pan panów, mieszka BÓG.
    Wśród męczarni, skarg, katuszy,
    Gdy darł łańcuch, świstał bat,
    Miałaś tam ucieczkę duszy,
    Miałaś tam promienny ślad.

    Teraz nie masz nic – nic zgoła,
    Do cna cię bolszewik zdarł,
    Okrutniejszy od Mongoła,
    Stokroć gorszy, niźli car.
    Nie ukoisz dni pacierzem,
    Nie człowiecze dziś twe łzy,
    Naród twój bez Boga zwierzem –
    O, nieszczęsna Rosjo ty.


    Dla formalności: Władysław Buchner – „Rosja. (Z powodu modłów całego świata, celem odwrócenia plagi bolszewizmu.)”

    Nie od rzeczy jest przypomnieć, że p. Buchner spędził większość życia w zaborze rosyjskim i mógłby wystawić Rosji – dawnej Rosji, carskiej – osobisty rachunek krzywd.
    Tyle że ostatnia zwrotka, z suponowaniem zwierzęcości komuś, komu zabrano wiarę, odmawianie człowieczeństwa jego łzom - trochę mi zgrzyta, właśnie w kontekście sołżenicynowskiego wątku. Bo tak się składa, że z całej literatury łagrowej najbardziej przeorał mi duszę ateista Szałamow. (Ma się rozumieć nie odmawiam niczego ani Saszce Sołżenicynowi, ani Władimowowi, do którego mam sentyment szczególny, ani naszemu Herlingowi - wszystko to pisarze pomnikowi. Piszę tu tylko o moich prywatnych odczuciach i gustach.)

    U Szałamowa nie ma jakiegoś epatowania okrucieństwem, ani ideologizowania, ni moralizatorstwa. Jest przeraźliwy smutek łagrowej codzienności, która pochłania, pożera człowieka - nawet jeśli go zostawi żywym.
    Rzecz jasna Warłam Sz. był ateistą zdecydowanie innego sortu niż Urban czy Smarzowski. O ludziach wierzących pisał zawsze z szacunkiem; czasem z żalem, że on tak nie potrafi. Mimo że w młodości, na studiach kumplował się z trockistami, co mu zresztą nie wyszło na zdrowie. A tak już całkiem na marginesie imć Warłam Tichonowicz dziś musi być „niesłuszny” dla szambo-elit, skoro w „Opowiadaniach kołymskich” zaświadczył, że niemal wszyscy kryminalni urkowie pastwiący się nad politycznymi byli pederastami.

  • Srogi jest pan Warłam, srogi.
  • Sołżenicyn ciekawie o wojnie w Gruzji.

    Ileż ja razy słyszałem, że Szakaszwili głupek bo zaatakował Niezwyciężoną Armię Czerwoną w 2008. Ileż ja piany wytoczyłem z jamy gębowej, powołując się na raporty Europarlu, że taysze już wiosną koncentrowali swoje wojska w Osetii i że Europarl przestrzega i wzywa. Nie, nie, nie - Szakaszwili głupek, bo zaatakował, bo sprowokował.

    A dany Aleksandr w krótkich, żołnierskich słowach kończy temat:

    image

    Zwróćmy przy okazji uwagę, jak trwałe są radzieckie narracje. I jak słuszne jest założenie, że cokolwiek Rosja nie powie, to zawsze bezpieczniej założyć, że kłamie.
  • Chodakiewicz zapodał kiedyś taką zasadę, ponoć usłyszaną od hamerykańskich specsłużb: Jak coś złego się dzieje a w okolicach jest Moskal, to bez sprawdzania należy przyjąć, że to jego sprawka, nigdy dotąd nie było inaczej. No chyba, że są niepodważalnego dowody, że to nie on, wtedy należy ostrożnie brać pod uwagę też inne hipotezy.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Sołżenicyn ciekawie o wojnie w Gruzji.

    Ileż ja razy słyszałem, że Szakaszwili głupek bo zaatakował Niezwyciężoną Armię Czerwoną w 2008. Ileż ja piany wytoczyłem z jamy gębowej, powołując się na raporty Europarlu, że taysze już wiosną koncentrowali swoje wojska w Osetii i że Europarl przestrzega i wzywa. Nie, nie, nie - Szakaszwili głupek, bo zaatakował, bo sprowokował.

    A dany Aleksandr w krótkich, żołnierskich słowach kończy temat:

    image
    Obrazek został zmniejszony aby pasował do strony. Kliknij aby powiększyć.


    Zwróćmy przy okazji uwagę, jak trwałe są radzieckie narracje. I jak słuszne jest założenie, że cokolwiek Rosja nie powie, to zawsze bezpieczniej założyć, że kłamie.
    Ponoć w mieście słonecznym, gdzieś przy placu konstytucji wystawiona była wielka mapa półwyspu koreańskiego, na której codziennie można było obserwować aktualną sytuację i postępy obronne armii demokratycznej północy.
    W dniu, w którym karta się odwróciła, mapa bez uprzedzenia zniknęła, ku zawodowi licznych, codziennych obserwatorów.
  • No, było krucho, w pewnym momencie nasi bronili się już tylko w jednym portowym mieście na południu.
  • edytowano March 12
    Wiem, wiem, że blog na "Obłudniku Powszechnym" ale to da się czytać o Rosji:

    http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/

    To, że np. córka Puszkina (o której nie ma wzmianki w rosyjskiej wikipedii pod hasłem Puszkin) zmarła z głodu...
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Sołżenicyn ciekawie o wojnie w Gruzji.

    Ileż ja razy słyszałem, że Szakaszwili głupek bo zaatakował Niezwyciężoną Armię Czerwoną w 2008. Ileż ja piany wytoczyłem z jamy gębowej, powołując się na raporty Europarlu, że taysze już wiosną koncentrowali swoje wojska w Osetii i że Europarl przestrzega i wzywa. Nie, nie, nie - Szakaszwili głupek, bo zaatakował, bo sprowokował.

    A dany Aleksandr w krótkich, żołnierskich słowach kończy temat:

    image
    Obrazek został zmniejszony aby pasował do strony. Kliknij aby powiększyć.


    Zwróćmy przy okazji uwagę, jak trwałe są radzieckie narracje. I jak słuszne jest założenie, że cokolwiek Rosja nie powie, to zawsze bezpieczniej założyć, że kłamie.

    Hmmm… Z całym szacunkiem, ale to wygląda jak strzał na własną bramkę. ;o)

    Proponuję, byśmy raz jeszcze, na spokojnie, przeczytali ów fragment z Sołżenicyna…

    (czytamy)

    …A teraz takie info. Wojna gruzińsko-rosyjsko-osetyjsko-abchaska zaczęła się nocą z 7 na 8 sierpnia 2008, dokładnie o godzinie 23.40, po wzajemnych oskarżeniach Kartwelów i Osetinów o prowokacje i ostrzały artyleryjskie (zaiste, jak w podzielonej Korei AD 1950!).

    W następnych godzinach wojsko gruzińskie sprawnie (jadąc Sołżenicynem) „przerwało linię obrony przeciwnika i wdarło się w głąb jego terytorium”, i to wcale nie na głupie 10 kilometrów. Żeby nie było nieporozumień – przeciwnikiem Kartwelów na tym etapie nie była jakaś „Armia Czerwona”, tylko secesjoniści jużno-osetyjscy.
    Nad ranem Gruzinowie z dumą ogłosili o zdobyciu Mugutu, Didmuchy i Dmienisi. O 6.00 rozpoczęli szturm wrażej stolicy Cchinwali (ostrzeliwanej przez artylerię gruzińską od północy), ale odparli ich tubylcy. Natarcie wznowiono o 10.00, w południe Kartwelowie opanowali już 40% miasta. Jak zdążył zapewnić pan minister Jakobaszwili, wojskom gruzińskim udało się zająć „prawie wszystkie” osiedla Osetii Południowej, poza Cchinwali i Dżawą.
    Każdy zmuszony jest przyznać, iż Gruzini „posunęli się naprzód”, bez wątpienia, w przeciągu pierwszego dnia, a nawet w pierwszej połowie pierwszej doby wojny.

    (Zaraz potem to się zmieniło, gdy wkroczył do akcji Wielki Brat z bratnią pomocą – jeśli komuś bardzo się chce, to i tu może doszukiwać się podobieństwa z wojną koreańską, gdy „seulskim marionetkom pospieszyli z odsieczą imperialiści z Zachodu, uniemożliwiając zjednoczenie kraju”. Ale to było potem, a przy tym chyba nie o takie analogie chodziło Szanownym Przedpiśćcom, prawda?)

    Ano, moim skromnym, widzi mi się, że jeśli ktoś pragnie udowodnić, że działania zbrojne w pierwszym z Pięciu Dni Sierpnia zaczęła armia rosyjska, ten winien użyć trochę innych argumentów. Zaś na ów fragment „Archipelagu G.” logiczniej byłoby mu psioczyć ile wlezie, wedle targetu:
    1) dla ludu prostego – że rzeczony „Archipelag” to jakiś Rusek napisał, więc wszystko jasne, rozumiecie, to musowo woda na młyn putinowskiej propagandy;
    2) dla ąteligientów - że wprawdzie Alieksandr Isajewicz pisarzem był pierwszorzędnym, ale w inkryminowanym tekście popełnił wypowiedź pochopną i nieprzemyślaną, zaś na strategii wojennej to się nie znał, panie, ni w ząb. Bo z Koreą to może miał rację, ale w kwestii gruzińsko-osetyjsko-rosyjskiej trza, panie, patrzeć na problem szerzej, dialektycznie, uwzględniając różne czynniki, sam pan wiesz, te wszystkie odmienne konteksty, lokalne uwarunkowania, i inne takie.
    ;o)

  • PS
    Uprzedzając ewentualne pytania, coby nie marnować czasu na bokotematyczne (tj. pozasołżenicynowskie) spory.

    1) Prawda, że przez tydzień poprzedzający wojnę, od 1 sierpnia ‘08, Gruzini i Osetyjczycy okładali się nawzajem z dział i z pośledniejszych kalibrów, i mieli po kilka ofiar. Jeszcze w dniu 7 sierpnia – ostatnich godzinach „pokoju” – Osetyni rąbali w Nuli i Awnewi, a Gruzini w Cchinwali, Dmenis, Ubut, Sarabuki, Chetagurowo. Oczywiście jedni i drudzy zapewniali, że jedynie „odpowiadają ogniem na ostrzał nieprzyjaciela” i gromko potępiali „wrogie prowokacje”.
    Jednakowoż nie jest tajemnicą, że takich strzelanek, wypadów oddziałów dywersyjnych, zamachów bombowych, podrzucania min na drogach i tym podobnych figli było w minionych latach (co najmniej od 2004 roku) co niemiara. Po 2008 r. też się zdarzały. Ot, taki lokalny folklor, wielce pomocny obu stronom, w razie czego, do przedstawiania się światu jako „ofiara agresji” i do usprawiedliwiania własnych działań.

    2) Rozkaz rozpoczęcia operacji przeciw Osetii Południowej wydał pan prezydent Saakaszwili 7 sierpnia o godzinie 23.35. Ma się rozumieć akcję musiano przygotować wcześniej. Miała ona na celu „przywrócenie porządku konstytucyjnego na obszarze Osetii Południowej”, czyli likwidację secesji trwającej od 1992 roku. Rząd Gruzji zwyczajnie chciał odzyskać utracone terytorium, którego mieszkańcy w większości zwyczajnie tego nie chcieli.
    (Prezydent Saakaszwili mógł mieć jeszcze jeden bardzo ważny powód, kto wie czy nie najważniejszy, ale to tylko moje przypuszczenie, więc nie będę truł po próżnicy.)

    3) Pomyślna zrazu dla Gruzinów sytuacja zaczęła się odwracać 8 sierpnia po południu. Kartwelowie weszli w mocny kontakt bojowy z Moskalami, skutkiem czego o godzinie 15.00 rozpoczęli tzw. „odwrót na z góry upatrzone pozycje” z Cchinwali.
    Wedle zachodnich raportów, do pierwszych potyczek z udziałem Rosjan doszło nieco wcześniej, rano, w ósmej bądź dziewiątej godzinie wojny. Najpierw pod ostrzałem znaleźli się tzw. mirotworcy – rosyjski batalion sił pokojowych stacjonujący w Osetii Płd. na mocy porozumienia z Tbilisi. Sztab gruziński kazał swoim nie ruszać mirotworców, no ale w Cchinwali w chaosie walki ktoś ich ruszył, z tragicznym skutkiem dla kilkunastu żołnierzy. Albo to oni ruszyli Gruzinów, bo jak zwykle obie strony oskarżyły się o „niesprowokowany atak” i utrzymywały, że same „tylko odpowiadały ogniem”.
    Starcie z oddziałami przybyłymi z Federacji Rosyjskiej to już zupełnie inna bajka, dla Gruzinów mało przyjemna.

    4) Używam powszechnie przyjętego terminu „wojna”, choć mam wątpliwości, czy Pięć Dni Sierpnia na takie miano zasłużyło. Dość powiedzieć, że Moskwa przywróciła status quo ante bellum tracąc ok. 70 żołnierzy (wliczając ofiary wypadków i friendly fire), co daje pojęcie o natężeniu walk. Z 65 czołgów postradanych przez Gruzję ponad 40 było nieuszkodzonych, porzuconych w trakcie odwrotu. Okręty w porcie w Poti oddano rosyjskiemu desantowi bez jednego wystrzału. Itd.

    5) Jeśli sołżenicynowska demaskacją agresora („napastnikiem jest ten, kto pierwszego dnia posunął się naprzód”) w świetle opisanych wyżej pierwszych godzin wojny 2008 zaczęła się teraz jawić jako, ehm…, cokolwiek „niesłuszna”, a przedstawione przeze mnie wyjaśnienie („Rząd Gruzji zwyczajnie chciał odzyskać utracone terytorium…”) wydaje się komuś niedostatecznie skomplikowane i tajemnicze, to otwierają się szerokie możliwości interpretacyjne.

    Dajmy na to, można powtarzać za panem Matcharashvilim, znanym w Polsce nademocjonalnym dziejopisem gruzińskim, że wkroczenie Kartwelów do Osetii było „uderzeniem wyprzedzającym”, które ponoć zapobiegło ponoć planowanej inwazji Moskwicinów na Gruzję. Jest to stwierdzenie efektowne, przy tym wygodne, bo póki co nieweryfikowalne.

    Z kolei zwolennikom spisków, wszechmocnej razwiedki i tajnych knowań możnaby zadedykować wynurzenia amerykańskiego Departamentu Stanu, któren raportował interesującą rozmowę z generałem Franciszkiem Gągorem, szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (pogaduchy ujawnił WikiLeaks), z konkluzją: „Polska uważa, że Saakaszwili został zmanipulowany przez agentów rosyjskich – być może nawet wśród swych doradców – otwierając drogę do akcji militarnej w Gruzji w celu zdestabilizowania władz gruzińskich.”

    Niektórych polskich autorów zdają się onieśmielać sugestie, że Saakaszwili szedł nieświadomie na pasku razwiedki, więc lansują bardziej umiarkowaną tezę, starając się jakby pogodzić Matcharashvilego i Gągora – że Moskwa „celowo sprowokowała” pana prezydenta do zadania pierwszego uderzenia, jednak nie przez agentów-doradców, tylko dokonując przemieszczeń swych wojsk wokół Osetii, tak aby w Tbilisi odczytano to jako chęć inwazji. Ruchy wojsk rosyjskich rzeczywiście były, choć czytałem i odmienne interpretacje - że Kreml znał plany Tbilisi, więc przemieścił wojska i z premedytacją czekał na atak Saakaszwilego, by spuścić mu łomot.

    Tezy o „uderzeniu wyprzedzającym” Saakaszwilego, świadomym czy sprowokowanym, nie tłumaczą jednego - czemu armia gruzińska, której tak dobrze szło z Osetyńcami, na widok Rosjan jęła uchodzić, czemu tak masowo rzucano broń bez walki (wbrew heroicznym klechdom, jakimi raczyli nas panowie Jakobaszwili i Matcharashvili, a potem Hollywood), czemu obrońcy Ajary i Poti otrzymali rozkaz niestawiania oporu Rosjanom, czemu… itd., itp.
    Cóż, dla każdego coś miłego.

    Tradycyjne sorry za offtop, zajmijmy się Sołżenicynem.
  • Turoń po raz kolejny - oczywiście całkowicie przypadkowo - orkiestruje sowiecką narrację.

    Przypadek?
  • Turon nie ma powodu.
    Nie okiestruje.
    Żeby w Polsce nie przyznać prawa Gruzji do za prowadzenia porządku w zbuntowanych prowincjach?
  • Dyzio_znowu napisal(a):
    Wiem, wiem, że blog na "Obłudniku Powszechnym" ale to da się czytać o Rosji:

    http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/

    To, że np. córka Puszkina (o której nie ma wzmianki w rosyjskiej wikipedii pod hasłem Puszkin) zmarła z głodu...
    Łabuszewska jt tez na twitterze. Dzieki za linka do bloga.
  • MarianoX napisal(a):
    Turoń po raz kolejny - oczywiście całkowicie przypadkowo - orkiestruje sowiecką narrację.

    Przypadek?

    Dobre.
  • christoph napisal(a):
    Turon nie ma powodu.
    Nie okiestruje.
    Żeby w Polsce nie przyznać prawa Gruzji do za prowadzenia porządku w zbuntowanych prowincjach?
    Podobnie możnaby odmawiać Polsce prawa do wysłania wojska na Kresy w 1924 i 1930. Ale dla kol. MarianaX to, niestety, za trudne.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.