Film dokumentalny

Wątas dla tych, którzy - jak ja- lubią dokument. Na początek "Nowy Jork, miasto kontrastów". Zaczęłam oglądać i mnie wciągło, więc polecam.

Komentarz

  • Nowy Jork bez Wall Street? To jak Warszawa bez Syrenki.
  • Jak się okazuje, ulica Wałowa jeszcze w New Yorku jest, ale główne wały przenieśli do New Jersey.

    Do tego okazuje się, że ten interes kręci się w dużym stopniu wokół insider knowledge, ale że to knowledge półsekundowa, to nikt się za bałdzo nie miota.

    Polecam!

  • "Czysciciele internetu" podobno jt niezły
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Jak się okazuje, ulica Wałowa jeszcze w New Yorku jest, ale główne wały przenieśli do New Jersey.

    Do tego okazuje się, że ten interes kręci się w dużym stopniu wokół insider knowledge, ale że to knowledge półsekundowa, to nikt się za bałdzo nie miota.
    Nie próbujcie nas zrozumieć. Nie należy też mieszać HFT z insider trading, inne sfery. A poza tym HFT jest passé.
  • los napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Jak się okazuje, ulica Wałowa jeszcze w New Yorku jest, ale główne wały przenieśli do New Jersey.

    Do tego okazuje się, że ten interes kręci się w dużym stopniu wokół insider knowledge, ale że to knowledge półsekundowa, to nikt się za bałdzo nie miota.
    Nie próbujcie nas zrozumieć. Nie należy też mieszać HFT z insider trading, inne sfery. A poza tym HFT jest passé.
    Nu, zgoda. Wszelako ten pan, co w tym telewizorku występuje, zeznaje, że kedy on daje zlecenie na pedzmy 100.000 akcji, to wiedzę o tym zleceniu kupuje jakiś HFT-szmondak, który dociera do dalszych serwerów NYSE szybciej niż sygnał pierwotnego podkupującego.

    To JEST rodzaj insider trading.
  • Nie jest.
  • Dowód prawniczy: Jedno jest przestępstwem, drugie nie jest. Ergo - nie są tym samym.

    Quod erat demonstrandum.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Jest.
    Akurat dzisiaj czytałem o tym apropos artykułu z Blómberga o Supermicro. Komentarz z internetu:

    Having disproportionate influence in the market isn't illegal. Never was, never is, it wasn't the intent of Congress, wasn't an interpretation ever considered by the SEC, and nobody in the courts care. In fact, the courts typically find the SEC's interpretation of 'insider trading' to be WAY too broad.
    So this Hollywood interpretation needs to go.
    Its only insider trading if you trade on material non-public information ABOUT SECURITIES (but if we're being honest, only equities and equities derivatives, corporate bonds are supposedly covered but no-one cares enough) where you have a fiduciary duty to not tell, such as by being employed with the company or in a nondisclosure agreement. You also create liability if you have a fiduciary duty not to tell, and you tell and that person or someone in that chain or persons trades.
    If you:
    - don't have a fiduciary duty not to tell, and you have material non-public information, you can trade or tell people who then trade.
    - don't have a fiduciary duty not to tell, and you have baseless non-public information, you can trade or tell people who then trade. It doesn't matter if you KNOW that your baseless information is going to move the markets. To avoid liability from individuals - this is distinct from liability from the regulators - all you do is put a disclaimer at the bottom of your post. The PSLRA of 1995 streamlined this due to frivolous lawsuits.
    - and last but not least, if you aren't trading securities then there is no prohibition of insider trading. there is no regulator that polices trading ahead of information in non-securities markets, there is no statute, there is no interest in Congress which assumes they could even make that constitutional at all, since there is no voluntary fiduciary duty role people could get themselves into.
  • los napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Jak się okazuje, ulica Wałowa jeszcze w New Yorku jest, ale główne wały przenieśli do New Jersey.

    Do tego okazuje się, że ten interes kręci się w dużym stopniu wokół insider knowledge, ale że to knowledge półsekundowa, to nikt się za bałdzo nie miota.
    Nie próbujcie nas zrozumieć. Nie należy też mieszać HFT z insider trading, inne sfery. A poza tym HFT jest passé.
    A co jest teraz trendy?

  • Machine learning, quantum computing, AI i w tym stylu.
  • los napisal(a):
    Dowód prawniczy: Jedno jest przestępstwem, drugie nie jest. Ergo - nie są tym samym.

    Quod erat demonstrandum.
    A jak Kolega nazwie wykorzystywanie informacji, do których wybrane osoby mają dostęp wcześniej niż reszta rynku?
  • loslos
    edytowano October 8
    Złapanie kija za zły koniec przez jednego z dyskutantów. HFT nie polega na tym, że inwestor coś wie wcześniej, tylko na tym, że jego zlecenie wcześniej dociera do izby rozliczeniowej.

    HFT zresztą z definicji olewa wszelkie informacje o notowanych spółkach, co Japoniec wprost mówi, ich interesuje tylko dynamika cen a ściślej ich bezwładność (momentum). Tu jest klasyczna praca na temat twórcy HFT http://pages.stern.nyu.edu/~lpederse/papers/ValMomEverywhere.pdf
  • edytowano October 8
    Czyli postępy technologiczne zarzynają giełdy.

    A wywód prawniczy o insider tradingu rozbawił mnie i rozbroił. To naprawdę cud że USA są światową potęgą. Cud bo pasożytują na tej społeczności tabuny krętaczy stosujący wyjątkowo krętackie prawo. I do tego Amerykanie są z tego prawa dumni i twierdzą że to ostoja amerykańskości! Zaczynam podejrzewać, że tak naprawdę to Amerykanie są duszą Niemcami. Oni są bezwzględnie posłuszni władzy, a ściślej zwycięzcom którzy za zwycięstwo mają sławę i władzę własnie. To jest prawdziwy amerykański mit. Amerykanie to spełnieni Niemcy. A skro tak to nie ma co się dziwić że stosują bezwzględnie to swoje pokrętne, niespójne i niesprawiedliwe prawo tak jak im panowie sędziowie każą. Refleksja przychodzi im z dużym trudem i niezbyt często. Musi im ktoś kazać myśleć i podać co mają myśleć. Też jak Niemcy. Bardzo sprawny system. Za oceanem dało się go wdrożyć i udoskonalić.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Jest.
    HFT to algorytm kupowania tego co chce klient humanoidalny, który ma powolny, lucki refleks a nie maszynowy. Algorytm nie ma żadnej insajderskiej wiedzy, jest po prostu szybszy i dopracowal się metod na onej nieluckiej blyskawicznosci bazujacej.

  • los napisal(a):
    Nowy Jork bez Wall Street? To jak Warszawa bez Syrenki.
    Jest migawka z tej uliczki :-) Jest migawka z Broadway'u, z 5 Alei, ale m.z. to co najfajniejsze, to wizyty w apartamentach bogaczy i w slumsach bezdomnych, no i wypowiedzi nowobogackich dam, bo spadkobiercy "starych pieniędzy" nie wpuściliby do domu żadnych filmowców. NY jest fascynujący; miejscami przefajny, miejscami przebrzydki.
  • Przez Wall Street nie rozumie się uliczki podobnie jak przez Pigalle nie rozumie się placu.
  • Wiadomo, tyle, że wilkom z tej ulicy poświęcono niemało pełnometrażowych fabularnych i dokumentalnych filmów, więc temat jest znany, a obawiam się, że polski dokumentalista skromnego filmiku, który polecam, nie odkryłby w tym tomacie żadnej Ameryki.
  • edytowano October 9
    Nie wiem czy zauważyliście, że jeden z bardziej ludzkich protagonistów tego filmu (tego o Nowym Jorku), bezdomny Japończyk Sato, ma w swoim pokoiku obrazek Chrystusa Miłosiernego (ok. 23 minuta filmu).
  • loslos
    edytowano October 9
    :)
  • W_Nieszczególny napisal(a):
    Nie wiem czy zauważyliście, że jeden z bardziej ludzkich protagonistów tego filmu (tego o Nowym Jorku), bezdomny Japończyk Sato, ma w swoim pokoiku obrazek Chrystusa Miłosiernego (ok. 23 minuta filmu).
    I jedyny wygląda na normalnego człowieka. No może jeszcze ten penetrujący tunele metra.
  • Bierność = normalność

    Polacy powinni to hasło wypisać sobie na fladze albo wprowadzić do hymnu.

    Właśnie, to nie jest hymn obecnych Polaków, za dużo się w nim dzieje. Dwie postacie historyczne, forsowanie rzek i morza, bitwy na broń białą i palną, muzyka na instrumentach perkusyjnych a nie na rzewnych skrzypkach...

    Nie to co hymn czeski: strumyk pluska, w sadzie kwitną kwiatuszki, lasy szumią. Zdecydowania dla nas lepsze.
  • edytowano October 9
    Rzeczywiście trudno bezradność, bezdomność i marazm nazwać normalnością. Mi chodziło o cechy ludzkie, czyli o dualną cielesno-duchową naturę człowieka. Większość pozostałych bohaterów dokumentu to ludzie niesamowicie przyziemni. Nawet francuski architekt wnętrz, który niby powinien mieć większą wrażliwość niż reszta tych hajlajfowców wygląda na wydmuszkę i poza sprawami zawodowymi potrafi rozmawiać tylko o portalach społecznościowych. Przynajmniej taki obraz się wyłania. A Sato to też nie jest taki całkiem stereotypowy zrezygnowany nędzarz. Ma cel, do którego dąży: zbiera na powrót do Japonii.
  • Wiecie, co jest wspaniałe w Nowym Jorku i co ten film trochę pokazuje? Trzeba być strasznym zawistnikiem, by tam zazdrościć, ja np. nie zazdrościłem ani trochę a spotykałem ludzi naprawdę bogatych. W Polsce wiele razy zazdrość mnie aż dusiła.

    Zgadywanka dlaczego.
  • Bo tam kasa jest za wielką pracę i zasługi? Raperzy, bokserzy, wilcy z Wałowej, prawnicy itp. Nie to co u nas.
  • edytowano October 9
    los napisal(a):
    W Polsce wiele razy zazdrość mnie aż dusiła.

    Zgadywanka dlaczego.
    Najpierw dopytam, bo uczucie zazdrości jest mi zupełnie obce.
    Była li to zazdrość o owe bogactwo?!
    Bo jakoś nie wierzę.
  • loslos
    edytowano October 9
    O mniejsze rzeczy.

    Zazdrość jest wtedy, kiedy pożądane dobro nie jest osiągalne. Peerel był pieprzonym pańszczyźnianym krajem, w którym dano nam los rabów i nic nie mogliśmy z tym zrobić, nic. W IIIRP niektóre bariery popękały ale nadal była wojna Żydów z chamami, kto będzie klasą wyższą. A przede wszystkim wojna z nami, byśmy sobie nie wyobrażali, że jesteśmy im równi.

    W Stanach a zwłaszcza w Nowym Jorku wszystko jest w zasięgu ręki, trzeba tylko być najlepszym. Ale jaki to problem przez 15 minut w życiu być w czymś najlepszym? Dlatego w Stanach się nie zazdrości, jeśli czegoś nie masz, to tego nie chciałeś.
  • W sumie brzmi fajnie. Ale trochę trąci retoryką ewangelii sukcesu: nie zostałeś uzdrowiony? Za mało wierzyłeś.
  • loslos
    edytowano October 9
    To oczywiście mit, że każdy nosi miliony w plecaku, jednym jest łatwiej, innym trudniej, jeszcze innym bardzo trudno. Ja tylko pisałem, że takie jest poczucie. Pracodawcy wręcz w sztuczny sposób wywołują rywalizację wśród pracowników. W polskim korpo jest to niepotrzebne, tu każdy by zamordował kolegów.
  • W_Nieszczególny napisal(a):
    W sumie brzmi fajnie. Ale trochę trąci retoryką ewangelii sukcesu: nie zostałeś uzdrowiony? Za mało wierzyłeś.
    Celnie i w punkt co do oceny ewangelii sukcesu.
  • edytowano October 10
    los napisal(a):
    To oczywiście mit, że każdy nosi miliony w plecaku, jednym jest łatwiej, innym trudniej, jeszcze innym bardzo trudno. Ja tylko pisałem, że takie jest poczucie. Pracodawcy wręcz w sztuczny sposób wywołują rywalizację wśród pracowników. W polskim korpo jest to niepotrzebne, tu każdy by zamordował kolegów.
    Odnoszę wrażenie - po ponad dwudziestu latach tułania się po polskim rynku pracy, ze wielu ludzi uważa iż w robocie zasady moralne nie obowiązują.

  • Obowiązują o tyle o ile są chętni bić się za nie. To oczywiście zmienia ich na gorszych, ale środowisko na lepsze. Oczywiście aby się bić nie wystarczy siła moralna. Potrzebna jest jeszcze pozycja i siła. Pokorni w pracy są lekceważeni, wyzyskiwani a w korporacjach dodatkowo wyśmiewani.
  • edytowano October 10
    Aha, czyli norma nie zabijaj nie obowiązuje, jak się jej powszechnie nie przestrzega? Czyli moralność kolega uważa za wypadkową powszechnych zachowań?
    Pewnie dlatego nigdy się nie porozumiemy.
  • Czy Kolega nie przeczytał mojego postu, czy może ma trudność z czytaniem ze zrozumieniem?
  • Problem ze zrozumieniem Kolegi? I to jaki.
  • Na początek niech Kolega spróbuje odróżnić znaczenie słów bij i zabij. Do tego łopatologicznie wyjaśnię skrót myślowy: zasad moralnych w środowisku pracy powszechnie się nie przestrzega czyli faktycznie stosowane są inne, czyli te moralne nie mają mocy to jest nie obowiązują w tym sensie. Postulatywnie i w perspektywie wieczności obowiązują zawsze. Na tym świecie ktoś musi je wprowadzać jeśli akurat nie ma cudu.
  • Zakładam, że Kolega jednak nie łazi na dziwki, prawda? A przecież nikt (w Polsce) łażenia na dziwki nie ściga. Nie przyjdzie policja, a nawet jak ktoś doniesie to co Koledze zrobią?
    Więc nikt tej zasady nie wymusza. Ale jednak Kolega przestrzega.

    I teraz wracamy do środowiska pracy czy jakiegokolwiek innego. To że pracodawca w jakimś zdegenerowanym korpo urządza orgie na biurkach, w zdeprawowanym sądzie urządza konkursy na znęcanie się nad podsądnymi, a w restauracji toleruje robienie siku do posiłków (przykłady celowo przerysowane, bo niektórzy mają tu czasem problem z ironią ;) ), to nie znaczy, że należy to robić. Zasady moralne są dla jednostki i to ona jest odpowiedzialna moralnie za własne zachowanie. Tej moralności nikt z człowieka nie zdejmie. Na tym polega wolna wola i chrześcijaństwo.
  • No przecież zgoda. Mnie się rozchodzi o to że w pracy ludzie powszechnie zachowują się niemoralnie, a nie że nie ma zasad moralnego zachowania się w pracy. Nie wiem czemu w pracy bardziej niż gdzie indziej ale tak jest. Bardziej, czy może tylko inaczej w korpo niż w firmach rodzinnych. Trochę inaczej u zagranicznego kapitału niż w państwowym i samorządowym. Ta niemoralność w pracy dotyczy głównie zachowań określanych potocznie jako karierowiczostwo, wyścig szczurów, mobbing, nepotyzm itp.
  • Aha, no to ok. Czyli obowiązują, ale nie działają. Zgoda.
  • ab ovo
    probowałę
    przebić się przez ww film o NY
    pretensjonalny, szkoda czsau, wolę o wędrówkach dzikich zwierząt lub o archi tekturze
  • o biedzie nie bedem pisac bo wszyscy wiemy co to jest. ze zle i nie lubimy.
    co do bogactwa to ono nie dzielone jest nudne i powoduje, jak bieda, szybsze starzenie.

    ale jednej rzeczy zazdroszcze bogatym: bizuterii.
    nie musialam ogladac tego filmu, zeby wiedziec, ze to wszystko co jest nam dostepne to smieci dla ubogich. duchem oczywiscie;), ze dostac cos dobrego, nawet jak se na to uzbieram, to trza miec szczescie...

    to co piekne niestety caly czas kosztuje.

    ps. kupilam sobie w Jastarnii pienkny bursztyn oprawny w srebro.
    tak mi sie przynajmniej do przedwczoraj wydawalo.
    ale przedwczoraj okazalo sie, ze bursztyn nie byl w nic oprawny. byl ...przyklejony do srebra. wylecial jak z odpustowego pierscionka...

    i to co u nas jest przykre to to, ze my nawet klienteli, ktora placi nie szanujemy.
  • wszystko to marność
  • Ale wkurza maksymalnie. Na szczęście - na krótko ;)
  • KAnia napisal(a):
    wszystko to marność
    powiedzialabym, ze w przypadku ukazanych ww dokumencie panien "zwiazanych z majetnymi panami" to nawet Pisma sw. nie trzeba cytowac: ja na sam widok szafki z butami dostaje bolu glowy. jak mozna zyc w takiej pustce i nie zwariowac?!
  • @balbina, @KAnia; +10

    Nie wiem czy one potrafią się cieszyć z tych rzeczy. Przesyt i zachłanność nie są dobre w żadnej sferze życia. Chciwość - nie bez powodu- to grzech nr 2.
  • Mania napisal(a):
    @balbina, @KAnia; +10

    Nie wiem czy one potrafią się cieszyć z tych rzeczy. Przesyt i zachłanność nie są dobre w żadnej sferze życia. Chciwość - nie bez powodu- to grzech nr 2.
    jestem pewna, ze ich to nie cieszy, ale tez nie wariuja. a powinny.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.