Epidemia wraca

Nie w znaczeniu nieprzechodnim, że była, nie była i teraz wraca ale w znaczeniu przechodnim - wraca ale co wraca?

1. Rozumienie ludzkiego losu. Żyje się, choruje a potem umiera. Banał, niektórzy to wcześniej wiedzieli ale teraz jest tych wiedzących więcej.

2. Świadomość hierarchii. Nagle się okazało, że nie każdy z nas jest panem Wszechświata, że mogą nas nie wpuścić do parku albo ustawić w kolejce przed sklepem. Spożywczym, pozostałe zamknięte. I nie będziemy narzekać, bo są ludzie, którzy o nas decydują.

3. Uznanie wspólnotowości. My jest jednak ważniejsze niż ja.
«134

Komentarz

  • 4. Szacunek do pracy. Wymagania pracowników, szantaże, wykorzystywanie sytuacji na rynku, spontaniczne zmiany pracy, bo kawa w firmie słaba itp., to wszystko właśnie się skończyło. Codziennie masz walczyć o swoje zatrudnienie.
  • JORGE napisal(a):
    4. Szacunek do pracy. Wymagania pracowników, szantaże, wykorzystywanie sytuacji na rynku, spontaniczne zmiany pracy, bo kawa w firmie słaba itp., to wszystko właśnie się skończyło. Codziennie masz walczyć o swoje zatrudnienie.
    A pracodawcy nie wykorzystają tej sytuacji na rynku?
  • 5. Oszczędność. I rozmaite zachowania z tego wynikające. Kupowanie rzeczy trwałych. Naprawianie zepsutego. Czy już mieliście ten odruch "nie wyrzucę pudełka, może przydasię"? Trochę też liczę, że wróci produkcja przedmiotów starczających na wiele lat (głównie tech).
  • edytowano April 2020
    Mi się podoba oglądanie państwa w akcji. Widać w końcu jaskrawo, po co jest potrzebne. I ten pełzający dysonans poznawczy korwinowców...
  • edytowano April 2020
    6. Kolejki do przejść granicznych wracających na łono ojczyzny ukrów...
  • van.den.budenmayer napisal(a):
    JORGE napisal(a):
    4. Szacunek do pracy. Wymagania pracowników, szantaże, wykorzystywanie sytuacji na rynku, spontaniczne zmiany pracy, bo kawa w firmie słaba itp., to wszystko właśnie się skończyło. Codziennie masz walczyć o swoje zatrudnienie.
    A pracodawcy nie wykorzystają tej sytuacji na rynku?
    Przegięcia były w obie strony. Ale to co się działo przez ostatnie parę lat po prostu szkodziło wszystkim. I mi się wydaje, że obie strony otrzeźwiały. Czyli pracodawcy będą myśleli o budowaniu zespołów na lata, zapewniając stabilność i motywując pracowników, sami zaś pracownicy zaczną szanować prace tą którą mają, bo nie znasz dnia, ani godziny, nawet jak dobra sytuacja na rynku pracy to wszystko może się spieprzyć. Powiem tak, cały czas zastanawiałem się jak ta sytuacja się rozwinie, nie widziałem żadnego sensownego scenariusza, prowadzenie firmy właściwie przestawało mieć sens, wieczne problemy z ludźmi. No i się rozwiązało samo.
  • JORGE napisal(a):
    van.den.budenmayer napisal(a):
    JORGE napisal(a):
    4. Szacunek do pracy. Wymagania pracowników, szantaże, wykorzystywanie sytuacji na rynku, spontaniczne zmiany pracy, bo kawa w firmie słaba itp., to wszystko właśnie się skończyło. Codziennie masz walczyć o swoje zatrudnienie.
    A pracodawcy nie wykorzystają tej sytuacji na rynku?
    Przegięcia były w obie strony. Ale to co się działo przez ostatnie parę lat po prostu szkodziło wszystkim. I mi się wydaje, że obie strony otrzeźwiały. Czyli pracodawcy będą myśleli o budowaniu zespołów na lata, zapewniając stabilność i motywując pracowników, sami zaś pracownicy zaczną szanować prace tą którą mają, bo nie znasz dnia, ani godziny, nawet jak dobra sytuacja na rynku pracy to wszystko może się spieprzyć. Powiem tak, cały czas zastanawiałem się jak ta sytuacja się rozwinie, nie widziałem żadnego sensownego scenariusza, prowadzenie firmy właściwie przestawało mieć sens, wieczne problemy z ludźmi. No i się rozwiązało samo.
    Nie wierzę w sytuację równowagi. Może Twoja perspektywa jest inna, ale ja widziałem albo "na twoje miejsce pięciu stoi" albo "królewicz żąda lepszej kawy". Jedno i drugie absurdalne.

    Pośrednim, dobrym skutkiem ukrócenia królewiczostwa pracowników będzie przywrócenie do łask etatu w miejsce jednoosobowych działalności.
  • Wg mnie pkt. 3. najważniejszy. Właśnie miałam o tym zacząć wątek.
    Praca i stosunki pracownik - pracodawca będzie się zmieniać w zależności od stopnia bezrobocia i koniunktury. Było i będzie.

    Dzisiaj obejrzałam serię zdjęć z wymarłych ulic Nowego Jorku - miasta, które pono nigdy nie zasypia.
    Tak się właśnie zastanawiałam, co się dzieje w mieszkaniach młodych 20- 30- a nawet 40-latków, którym się programowo nie chce zakładać rodzin, bo rodzina to "ja i moje rybki" lub kot.
    Miasto oczywiście przykładowe, dokładnie ten sam problem dotyczy Warszawy.
    Przecież te korporacyjne dzieci są przyzwyczajone do życia stadnego, rodzinę uznając za przeżytek, często wręcz za przeszkodę w ekhm, ...samorealizacji.

    Czy obecne doświadczenia cokolwiek zmienią?
    Czy tylko nasili się fala depresji i samobójstw?

    Jeśli można mówić o naturalnej selekcji, to mam wrażenie, że wcale nie starego pokolenia ona ostatecznie będzie dotykać.
    I może jednak świat znormalnieje.
  • edytowano April 2020
    7. Przyhamowanie trendu kompulsywnego podróżowania - przykładem cytat z Olgi Tokarczuk (osoby o...powiedzmy innej niż nasza wrażliwości światopoglądowej): "Wirus pokazał nam, że nasza gorączkowa mobilność zagraża światu.I wywołało to pytanie, które rzadko odważyliśmy sobie zadać: czego właściwie szukamy?"
  • edytowano April 2020
    1 -> 8 Odrodzenie religijności
  • 9. Paraliż "branży seksualnej" czyli (zwłaszcza) warszawskiego podażowo-popytowego modus operandi znacznego odsetka ludożerki
  • 10. Renesans własności najmy, dzierżawy, jubery, wypożyczalnie właśnie rozpływają na jakiś czas.
  • Kuba_ napisal(a):
    1 -> 8 Odrodzenie religijności
    No nie wiem, z tygodnia na tydzień widzę mniej ludzi w kościele, a wydarzenie religijne jednoczące najwięcej Polaków (święcenie pokarmów) zostało odwołane. :P
  • edytowano April 2020
    Pani_Łyżeczka napisal(a):
    10. Renesans własności najmy, dzierżawy, jubery, wypożyczalnie właśnie rozpływają na jakiś czas.
    ...
  • kulawy_greg napisal(a):

    No nie wiem, z tygodnia na tydzień widzę mniej ludzi w kościele, a wydarzenie religijne jednoczące najwięcej Polaków (święcenie pokarmów) zostało odwołane. :P
    To chyba ks. Pawlukiewicz mówił, że utrata wiary prawie zawsze nie ma nagłego przebiegu. To jest powolny proces odzwyczajania się. Jest to trochę niepokojące w kontekście dzisiejszej sytuacji,

  • polmisiek napisal(a):
    Mi się podoba oglądanie państwa w akcji. Widać w końcu jaskrawo, po co jest potrzebne. I ten pełzający dysonans poznawczy korwinowców...
    Postaram się w kilku słowach:
    Z jednej strony nie wszystko mi się podoba w działaniach rządu, ale generalnie jestem zbudowany tym co się dzieje.
    Z drugiej strony nie mogę się doczekać czasów pokryzysowych, gdy okaże się, że polski model zbiera właśnie owoce. Aż człowiek się cieszy, że na TVP poszło te 2 mld PLN, bo teraz jednym z główny zadań rządu jest pozytywna propaganda. Ludożerka musi uwierzyć, że sytuacja u nas jest lepsza niż gdzie indziej, bo inaczej przestanie taka być (co za czasy, że moralność Kalego jest w cenie!).
    JORGE napisal(a):
    4. Szacunek do pracy. Wymagania pracowników, szantaże, wykorzystywanie sytuacji na rynku, spontaniczne zmiany pracy, bo kawa w firmie słaba itp., to wszystko właśnie się skończyło. Codziennie masz walczyć o swoje zatrudnienie.
    Doskonale wiem o co ci chodzi, ale nie stawiał bym tego tak wysoko. Najwidoczniej działasz w bańce społeczno-gospodarczej, gdzie coś takiego ma miejsce. Pomimo koniunktury, zdecydowanej większości Polaków to nie dotyczy. I piszę to po niedawnym przejściu z branży mechanicznej do IT. Rozpuszczonych książąt tu co nie miara, na dodatek z odchyleniem korwinistycznym, ale ogrom bliskich mi ludzi pozostał w "realnym" świecie. W ostatnim czasie przestali zastanawiać się, czy starczy im do pierwszego, łatwiej decydują się na dzieci. Nic więcej.
  • Ferb jaka bańka, cała branża budowlana tak działała.
  • Nuale to cały czas jest bańka. Dwie branże - budowlanka i IT na tym cierpiały, bo dobrze płatne posady otrzymywali ludzie niekoniecznie na wysokim poziomie. Ile to jest procent zatrudnionych Polaków - 5%?
  • To, co pisał Jorge o pracownikach, to niestety racja. Niestety, bo w różnych stężeniach możemy mieć albo
    - fikanie i złą pracę pracowników
    - naużywanie wysokiego bezrobocia przez pracodawców.
    To pierwsze powoduje niestety również drastyczne obniżenie poziomu usług wszelakich. Dzieje się tak z dwóch powodów:
    1. Pracownik nie musi się przykładać, bo inni pracodawcy się o niego biją.
    2. Ciągła rotacja spowodowana walką pracodawców finansami i warunkami o pracownika, skraca średni staż pracy pracownika w przedsiębiorstwie. Pracownik nic nie wie, bo nie zdąży się nauczyć, zanim nie zmieni pracy.
    Potem klient na infolinii nie dowie się niczego, poza wiedzą z pierwszej strony google'a.
    Plusy są zaś oczywiste:
    - my sami mamy lepiej, bo pracodawcy muszą nas bardziej szanować,
    - mamy więcej kasi na wszystko,
    - nasi pracodawcy mają lepsze humery, bo jakby się nie musieli użerać z pracownikami, interes się kręci, a o to głównie w interesie biega, by się kręcił.

    Idealna sytuancja zatem nie jest możliwa.

    P.S. Mimo, że zwykliśmy stawać po stronie słabszych i za takich uważamy pracowników, to jednak rzadko są oni Aniołami i potrafią zaleźć za skórę.
    Z anegdoty: słyszałem relację jednego pracodawcy, który za wielkie pieniądze kupił maszynę. Pozwoliło mu to zwolnić setkę pracownic. Zasadniczo w jego wypowiedziach ciężko było dopatrzeć się karkulacji finansowej, za to ulga z braku użerania się z tymi wstrętnymi babami była wielka.

    Zresztą - prawie cały outsourcing (która to forma interesów staje się coraz popularniejsza) zasadza się na zamianie pracownika na usługodawcę.

  • JORGE napisal(a):
    kulawy_greg napisal(a):

    No nie wiem, z tygodnia na tydzień widzę mniej ludzi w kościele, a wydarzenie religijne jednoczące najwięcej Polaków (święcenie pokarmów) zostało odwołane. :P
    To chyba ks. Pawlukiewicz mówił, że utrata wiary prawie zawsze nie ma nagłego przebiegu. To jest powolny proces odzwyczajania się. Jest to trochę niepokojące w kontekście dzisiejszej sytuacji,

    Porównanie dominicantes i communicantes 2019-2021 będzie bardzo ciekawe.

  • xx. Polska pierwszy raz w historii prześcignie Włochy w PKB / mieszk.

    "10. Renesans własności najmy, dzierżawy, jubery, wypożyczalnie właśnie rozpływają na jakiś czas."

    Ale najmy czego? W Polsce i tak jest bardzo wysoki odsetek ludzi, którzy mieszkają we własnych mieszkaniach, Rumunia ma pewnie większy, bo to rekordziści, ale cały zachód ma niższy. Chyba że chodzi o najem jakichś ruchomości, co i tak wydaje mi się niszowym biznesem.
  • Relacje pracownik-pracodawca. Sorry, ale to są pierdolety. Ten cały Koronowirus jest wielkim szokiem dla współczesnego człowieka. Nie wiem jakie będą skutki tych historycznych chwil, ale jedno jest pewne. Sytuacja zmusza ludzi do myślenia, do otrzeźwienia. Myślę że wszyscy tego potrzebowaliśmy.
  • edytowano April 2020
    raste napisal(a):
    Relacje pracownik-pracodawca. Sorry, ale to są pierdolety.
    Nie zdajesz sobie sprawy z katastrofy, cywilizacyjnej wręcz, która stoi za utratą szacunku do pracy. Relacje są jednym z aspektów., to fakt, ale istotnym. A tak szczerze ? Praca to kluczowa sprawa, reszta do pierdolety, jeżeli już tak musimy wartościować.

  • Wypożyczalnie hulajnóg, torebek, markowych ciuchów, biżuterii.
  • edytowano April 2020
    "Relacje pracownik-pracodawca. Sorry, ale to są pierdolety."

    To nie są pierdolety tylko masa zmarnowanego czasu. Mówię na rozmowie prezesowi, że na pewno nie będę na serwisie pracował bo jest się w domu raz w tygodniu. Nie odpowiada mi to. Zaproponował mi inne stanowisko oferta bardzo fajna etc. I się k*** rozmyślił jak się kończyła umowa o pracę po trzech miesiącach. Nie dość, że chyba po złości powiedział mi, że on jednak chce serwisanta to chciał ukryć to, że to on mi podziękował. Tkz. przed innymi pracownikami. Nie spieprzyłem mu roboty no nie podał żadnego sensownego powodu. Sku* bym wkręcił w tokarkę. Okres w którym się zatrudniałem był bardzo dobrym okresem do szukania pracy, miałem naprawdę sporo ofert. I to też po części mi zmarnował ten pajac bo bym pracował gdzie indziej gdzie ktoś ma pomysł jak wykorzystać pracownika a nie sobie chce poeksperymentować.

    Dla mnie słowo jest święte. I jak się na coś umawiamy to trzeba bardzo starać się tego dotrzymać. Natomiast jak jest problem to się to wyjaśnia. Niektórym się wydaje, że no nic się nie stało bo przecież prawnie wszystko ok. O co chodzi.
  • edytowano April 2020
    posix napisal(a):
    "Relacje pracownik-pracodawca. Sorry, ale to są pierdolety."

    To nie są pierdolety tylko masa zmarnowanego czasu. Mówię na rozmowie prezesowi, że na pewno nie będę na serwisie pracował bo jest się w domu raz w tygodniu. Nie odpowiada mi to. Zaproponował mi inne stanowisko oferta bardzo fajna etc. I się k*** rozmyślił jak się kończyła umowa o pracę po trzech miesiącach. Nie dość, że chyba po złości powiedział mi, że on jednak chce serwisanta to chciał ukryć to, że to on mi podziękował. Tkz. przed innymi pracownikami. Nie spieprzyłem mu roboty no nie podał żadnego sensownego powodu. Sku* bym wkręcił w tokarkę. Okres w którym się zatrudniałem był bardzo dobrym okresem do szukania pracy, miałem naprawdę sporo ofert. I to też po części mi zmarnował ten pajac bo bym pracował gdzie indziej gdzie ktoś ma pomysł jak wykorzystać pracownika a nie sobie chce poeksperymentować.

    Dla mnie słowo jest święte. I jak się na coś umawiamy to trzeba bardzo starać się tego dotrzymać. Natomiast jak jest problem to się to wyjaśnia. Niektórym się wydaje, że no nic się nie stało bo przecież prawnie wszystko ok. O co chodzi.
    Zaraz zaraz, ty masz prawo się po 3 miesiącach rozmyślić a pracodawca nie ? Bo to nagminne ostatnio było, pracowników się zatrudniało, szkoliło i puf, pa pa mówili po jakimś czasie. Ok, ich prawo. Nie ma kolego sentymentów. Jeżeli jest takie prawo i ktoś z niego korzysta to nie może być mowy o pretensjach. Słowo ? Ale że co, jakbyś dał dupy to też słowo zobowiązuje ? Przestań pan.

    Ale ok, rozumiem pretensje w sumie, ludzkie. Natomiast z tego co widzę, cała sprawa z twoim zatrudnieniem rypnęła się już w momencie rekrutacji. Szef chciał mieć serwisanta a ty nie chciałeś. Przymknął pewnie oko, spodobałeś mu się i założył, że jakoś to będzie, potencjalnie dla dobrego człowieka w firmie znajdzie się miejsce. Bo była panika, nie ma ludzi, nie ma ludzi. Teraz zaczął myśleć racjonalnie. Naprawdę, ostatni okres wygenerował mnóstwo idiotycznych rekrutacji, bo rynek był chory. Jeszcze raz powtórzę, to co się działo przez ostatnie 3 lata szkodziło wszystkim.

  • Zwalnianie ludzi jest straszne. Pierwsze dwie osoby to był dla mnie dramat. Odchorowywałem to tygodniami. Potem jakoś zaczęło iść. Ostatnie zwolnienie było już OK, nawet zaczęło mi się to podobać :-) Z pewnością podnosi szacun dla szefa wśród moich obiboków.
  • Co ciekawe przechodziłem podobną (ale nie co do meritum) sytuację w piątek. Nie przedłużyliśmy umowy z pracownikiem po okresie próbnym. Dostał pełny fidbek, co było dobre, a czego brakowało i dlaczego nie przedłużamy umowy. Jaki był efekt ? Nic nie dotarło, wielkie rozczarowanie, wielkie pretensje, tak jej fajnie się pracowało, myślała, że do emerytury będzie pracować (a to kilkanaście lat). A i tak po firmie rozniosła plotkę, że nie ma pracy, bo tniemy koszty. Osoba, która doradza nam w aspektach HR opieprzyła nas, że przez te 3 miesiące nie dawaliśmy informacji zwrotnej i dopuściliśmy do takiego rozjechania się autooceny z naszą oceną. Kurwa, oszaleję, pewnie trochę racji jest. Kobieta tuła się po firmach i nie jest w stanie zrozumieć, że trafiła z wykonywanym zawodem kulą w płot. Na rozmowie widzieliśmy, że coś nie bangla, ale mieliśmy nóż na gardle. I tak było z rekrutacjami w ostatnich 3 latach.
  • edytowano April 2020
    Sarmata1.2 napisal(a):
    Zwalnianie ludzi jest straszne. Pierwsze dwie osoby to był dla mnie dramat. Odchorowywałem to tygodniami. Potem jakoś zaczęło iść. Ostatnie zwolnienie było już OK, nawet zaczęło mi się to podobać :-) Z pewnością podnosi szacun dla szefa wśród moich obiboków.
    Zwolnienie pracownika to porażka rekrutacji. Zwolnieniem nie zbudujesz autorytetu wśród pracowników, bardziej strach, a na tym nie da się długo jechać. Przede wszystkim trzeba zwalniać, bo nie można tolerować słabych elementów w zespole, to źle działa na całą firmę. A po drugie, trzeba dawać ludziom szansę na znalezienie pracy do której się nadają, dopasują się. Każdy takie miejsce w końcu znajdzie. Najgorsze jeżeli morduje się pracownik i pracodawca.
  • Ja z tym problemem radziłem sobie w ten sposób, że rekrutacja u mnie trwała kilka dni. Na Zachodzie to normalne ale w Polsce patrzyli na mnie jak na idiotę.
  • edytowano April 2020
    los napisal(a):
    Ja z tym problemem radziłem sobie w ten sposób, że rekrutacja u mnie trwała kilka dni. Na Zachodzie to normalne ale w Polsce patrzyli na mnie jak na idiotę.
    Nie ma obecnie klasycznego procesu rekrutacyjnego. Ilość kandydatów jest taka, że każdy wybór jest zły, najmniej niepasującą osobę się zatrudnia. W małych firmach to jest dramat, bo każde stanowisko jest ważne, wakat, albo nietrafiona rekrutacja może rozłożyć firmę, w średnich jest w sumie podobnie. A co gorsza, jeżeli kandydatów się bada, przeprowadza parę rozmów, to raczej na koniec nie było kogo zatrudniać, bo już gdzieś znajdowali pracę (rekrutacja na dobrze z oczu patrzy jest szybka), dotyczyło to głownie monterów.

    Ostatnie parę lat to był koszmar.

  • Jest takie mądre powiedzonko. Zwalniaj szybko, zatrudniaj powoli. Fajnie, tylko w mojej sytuacji nierealne. Masz kandydata to już go nie puszczasz, za dwie godziny dostanie ofertę od konkurencji. Znowu jak chciałem zwolnić człenia szybko, to nie. Poczekaj daj mu szanse. Potem wręcz mu pismo oficjalne ze ma się ogarnąć, potem jeszcze jedna rozmowa, tymczasem obaj się mordujemy że sobą. Horror. A na koniec i tak trzeba człowieka wywalić. Po co się było męczyć?
  • Dobra dobra, to co opisujecie to takie tam słodkie przepychanki wokół punktu równowagi. Prawdziwy cyrk będzie, jak wylądujemy w "świecie bez pracy", który w rojeniach bublicystów miał być stanem wietrznego dobrobytu i dochodu obywatelskiego, a będzie Mad Max.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Dobra dobra, to co opisujecie to takie tam słodkie przepychanki wokół punktu równowagi. Prawdziwy cyrk będzie, jak wylądujemy w "świecie bez pracy", który w rojeniach bublicystów miał być stanem wietrznego dobrobytu i dochodu obywatelskiego, a będzie Mad Max.
    No to niech lepiej będzie MadMax. Wolę umrzeć walcząc o każdy dzień, niż żeby zejebał mnie psychicznie dobrobyt. Uważam, że podążamy drogą do piekła.
  • Nie wiem, no, ja to bym wolał zaabsorbować finansowanie i zbudować wszechświatowy startup z branży medycznej, no ale każdemu wg potrzeb, Kolega przodem.
  • JORGE napisal(a):
    Sarmata1.2 napisal(a):
    Zwalnianie ludzi jest straszne. Pierwsze dwie osoby to był dla mnie dramat. Odchorowywałem to tygodniami. Potem jakoś zaczęło iść. Ostatnie zwolnienie było już OK, nawet zaczęło mi się to podobać :-) Z pewnością podnosi szacun dla szefa wśród moich obiboków.
    Zwolnienie pracownika to porażka rekrutacji. Zwolnieniem nie zbudujesz autorytetu wśród pracowników,
    Ale jest wyjątek z serii makiawelicznych. Zatrudniasz człowieka który zraża do siebie wszystkich pracowników, wysysa z nich siły witalne. A potem zwalniasz go i wchodzisz. Cały na biało. To działa!
  • JORGE napisal(a):
    raste napisal(a):
    Relacje pracownik-pracodawca. Sorry, ale to są pierdolety.
    Nie zdajesz sobie sprawy z katastrofy, cywilizacyjnej wręcz, która stoi za utratą szacunku do pracy. Relacje są jednym z aspektów., to fakt, ale istotnym. A tak szczerze ? Praca to kluczowa sprawa, reszta do pierdolety, jeżeli już tak musimy wartościować.

    Jeśli już faktycznie mamy wartościować, to odpowiedz mi, kto, gdzie i kiedy nauczył cię szacunku do pracy.
    Mnie wpajano to od dziecka. W domu, w rodzinie. Nie wyobrażam sobie innej drogi. Oczywiście przymusem i/lub zachętą można bardzo dużo osiągnąć, ale to nie będzie szacunek do pracy.
    Dokładnie tak samo z szacunkiem dla drugiego człowieka.

    Kluczową sprawą jest rodzina. W naszej cywilizacji oparta na chrześcijańskim systemie wartości.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Nie wiem, no, ja to bym wolał zaabsorbować finansowanie i zbudować wszechświatowy startup z branży medycznej, no ale każdemu wg potrzeb, Kolega przodem.
    Nie wierzę w żadne raje na ziemi. Im dłużej żyjemy w tej bańce tym uważniej rozglądajmy się za znakami mega pieprznięcia. Nie wierzę w nieustanny postęp. Pół wieku autentycznego dobrobytu (budowanego jednak długo) doprowadziło Białego Człowieka do postawienia wszystkiego co ważne na głowie. Przecież my żyjemy w absurdzie, ,tylko tak przywykliśmy, że nam spowszedniał.

    Na pewno obecne czasy zostaną zapamiętana jako niespotykany w dziejach okres dobrobytu, bezpieczeństwa i postępu. Ta XX wieczna Europa, USA będą mityczne wręcz. I nikt nie zająknie się o tym szambie dookoła, to zostanie zapomniane, nie będzie przestrogi.
  • edytowano April 2020
    Maria napisal(a):
    JORGE napisal(a):
    raste napisal(a):
    Relacje pracownik-pracodawca. Sorry, ale to są pierdolety.
    Nie zdajesz sobie sprawy z katastrofy, cywilizacyjnej wręcz, która stoi za utratą szacunku do pracy. Relacje są jednym z aspektów., to fakt, ale istotnym. A tak szczerze ? Praca to kluczowa sprawa, reszta do pierdolety, jeżeli już tak musimy wartościować.

    Jeśli już faktycznie mamy wartościować, to odpowiedz mi, kto, gdzie i kiedy nauczył cię szacunku do pracy.
    Mnie wpajano to od dziecka. W domu, w rodzinie. Nie wyobrażam sobie innej drogi. Oczywiście przymusem i/lub zachętą można bardzo dużo osiągnąć, ale to nie będzie szacunek do pracy.
    Dokładnie tak samo z szacunkiem dla drugiego człowieka.

    Kluczową sprawą jest rodzina. W naszej cywilizacji oparta na chrześcijańskim systemie wartości.
    Nikt mnie nie nauczył. A może inaczej, na pewno tylko część wyniosłem z domu, reszta spotkała mnie w życiu. Dla mnie praca to powołanie. Szczęśliwi ci, którzy je odnaleźli. Dla tych, którzy jeszcze szukają życie to męka. Ci którzy go nie znajdą, właściwie przegrają ten etap.

    Natomiast faktycznie, o wiele łatwiej pracuje się Katolikami.
  • JORGE napisal(a):
    Natomiast faktycznie, o wiele łatwiej pracuje się Katolikami.
    Z prawosławcami gorzej? A bo co?
  • JORGE napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Nie wiem, no, ja to bym wolał zaabsorbować finansowanie i zbudować wszechświatowy startup z branży medycznej, no ale każdemu wg potrzeb, Kolega przodem.
    Nie wierzę w żadne raje na ziemi. Im dłużej żyjemy w tej bańce tym uważniej rozglądajmy się za znakami mega pieprznięcia. Nie wierzę w nieustanny postęp. Pół wieku autentycznego dobrobytu (budowanego jednak długo) doprowadziło Białego Człowieka do postawienia wszystkiego co ważne na głowie. Przecież my żyjemy w absurdzie, ,tylko tak przywykliśmy, że nam spowszedniał.

    Na pewno obecne czasy zostaną zapamiętana jako niespotykany w dziejach okres dobrobytu, bezpieczeństwa i postępu. Ta XX wieczna Europa, USA będą mityczne wręcz. I nikt nie zająknie się o tym szambie dookoła, to zostanie zapomniane, nie będzie przestrogi.
    No zgoda, to już Dostojewski poruszał, że jeśli by ludożerce zapewnić basen z ciepłą wodą, sowieckoe igristoe i ciasto, nadto ruchy niegodne filozofa, to prędzej czy później zaczną się rozglądać za młotem, żeby to wszystko rozwalić, żeby coś się wreszcie zaczęło dziać.

    A ja jakoś wierzę w nieustanny postęp, może czasem z czkawką. W staroświeckim Rzymie ludzie przychodzili do theatrum, żeby obaczyć jak jeden kolo zabija drugiego, a potem tego pierwszego pożywa lew. Mimo to byli dani Rzymianie ewidentnym postępem wobec kogokolwiek innego stworzyli prawo, sieć dróg i przyswoili sobie Wiarę Świętą. Ci co przyszli później byli dużo gorsi i brutalniejsi, ale z czasem przyswoili sobie Wiarę Świętą i po głupich 300-400 latach nieporozumień świat zrobił się lepszy. I tak ciągle. Potop szwedzki był znacznie gorszy niż II wojna światowa, jeśli liczyć ofiary w procentach. Jeśli liczyć w procentach, Elżbieta I była sroższa od Stalina. A Stalin zdech i na jego miejscu jest ten śmieszny pan Włodzimierz.

    Pewnie że może się wszystko zawalić, i to na naszej wachcie. Ale trynt jest w górę.

    Śmiem nawet twierdzić, że i teologia Kościoła ma wciąż trynt w górę, a ostatni pontyfikat nie naruszył jeszcze poziomu oporu, co najwyżej wejdziemy w średniookresowy trynt boczny.
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Wypożyczalnie hulajnóg, torebek, markowych ciuchów, biżuterii.
    Ile taka branża ma obrotu? Do mnie z tego dotarł tylko fenomen hulajnog, które w Polsce i tak by nie chwyciły ze względu i na pogodę, i na konkurencyjne ceny komunikacji publicznej.
  • Pisząc posty jak zacytowany wyżej miałam na myśli bankructwo "filozofii współdzielenia" takiego j neomarksistowskiego trendu promującego nieposiadanie i wypożyczanie. Dopóki 'paczałam' sobie ten trend w internetach traktowalam jako ciekawostkę, natomiast jak zaczęłm stykać sie w tym w realu zamarłam.

    Pracujac przez jakiś czas z młodszymi odemnie ce 15-20 lat ludźmi słyszałam, że posiadanie samochodu ssie bo kosztuje i "ogranicza" ba nawet posiadanie roweru jest bezsensu bo jest duży i nie mieści się w wynajmowanej i wspłódzielonej kawalerce. Telefon w leasing. Zdumiały mnie wypożyczalnie biżuterii bo ja po prostu lubie ja mieć dla "mania i miecia" rodzaj życiowej używki miło mieć bez problemu mozna się obejść, natomiast wypożyczenie jej ze względów reprezentacyjnych - mija się z istotą rzeczy.

    Na początku myślałm - cóż pokolenie skóra fura i komóra taki mental mam i tyle, aż nagle doznałam iluminacji to nie żaden lajfstajl tylko "bida" i unieruchamianie ludzi żeby się z niej czasem nie wyrwali kierując się chęcia posiadania popartym naturalnym i stanowionym prawem własności.

    Własność daje wolność w trudnych czasach i wydaje mi się, że niektórzy odrabiają tę lekcję.
  • Teraz więcej rozumiem.
    Więc powiem tak, wydaje mi się, że pomysł nie wyszedł poza specyficzne środowiska wielkich miast - a i to pewnie nie wszystkich. Nie słyszałem o wypożyczalniach biżuterii czy ubrań.

    Z innymi rzeczami nie jest tak prosto. Pomijam rowery, bo to w ogóle nie moje klimaty, nie mam roweru i oczywiście nie korzystam z wypożyczalni, nie będę udawał, że się znam.

    Samochód? Mam, ale samochód nigdy nie będzie dla wszystkich. Prawo jazdy ma ok. 20 mln ludzi, uprawnionych do głosowania jest ok. 30 mln, czyli 2/3 osób w wieku, w którym można mieć prawko je ma. Czyli 10 mln nie ma, z różnych względów, niekiedy zdrowotnych. Część z tych, które mają prawo jazdy i tak nie powinno już z takich właśnie względów jeździć. Do tego dochodzi niepraktyczność samochodu w wielu sytuacjach, począwszy od korków w godzinach dojazdu do pracy, przez wyłączone strefy aż po powroty z imprez pod wpływem. Żadne ideolo, zwykła kalkulacja czasu, kosztów i wygody.
    Dlatego komunikacja zbiorowa jest konieczna, tak samo taksówki były, są i będą, a czy w formie "tradycyjnych" korporacji czy jakichś uberów jest już wtórna. Mnie się mimo posiadania auta zdarza korzystać z komunikacji zbiorowej (prawie codziennie), jak i taksówek (zwłaszcza dojazd na lotnisko).
    Akurat tu się chyba więc nie zgodzimy, ja uważam w ogóle, że w Polsce za dużo się jeździ prywatnymi autami.

    Telefony. Znowu leasing to jest jakieś gospodarcze rozwiązanie... i tyle. Leasing ma podobny skutek ekonomiczny, co pożyczenie pieniędzy (bo podatkowo już jest istotna różnica) albo zawarcie umowy z niby telefonem "w promocji", ale z abonamentem na 3 lata, przez ten czas de facto spłacamy telefon.

    Ja bym tu zdiagnozował inny problem, ludzie mają tendencję do konsumpcji "na pokaz", nawet jak ich nie stać, tu oczywiście przyjdzie jakieś otrzeźwienie.
  • edytowano April 2020
    No i jeszcze to współdzielenie mieszkań ... cóż, ze znanych mi osób fenomen nie wyszedł poza "studenckie mieszkania", które de facto zastąpiły akademiki, w Krakowie mające nieprawdopodobnie małą bazę w stosunku do liczby miejsc na uczelniach. Ludzi po studiach żyjących w takich komunach nie znam (pomijam pracowników sezonowych z d. ZSRR, bo to chyba nie o tym mowa).
  • edytowano April 2020
    @/Pani_%C5%81y%C5%BCeczka
    Marx, Koleżanko przesympatyczna, Marx do entej!
    prawdziwą wolność daje posiadanie środków produkcji

    stary komunista, politruk i żyd krótko po rewolucji do swej córki rzekł
    zawsze musisz mieć jakieś kolczyki z rubinami, żeby przekupić strażnika

    ps
    bużuterja to też moja słąbość, do której sie przyznaję
  • Sharing ma polską nazwę i nie jest to wynajmowanie, a współdzielenie, robimy ściepę narodową
    spółdzielnie to rozwiązanie dla biednych, przed wojną pierszą i drugą to były sprawy dla uciskanych mniejszości.
    Poznańskie w ogólności i kasy Stefczyka, polski Reiffeisen (obręcz żelazna do kół ówczesnych, jako symbol siły, nie tylko nazwisko) przeciwko HaKaTcie.
    ukrainskie spółdzielnie mleczarskie w międywojniu (chyba ojciec malarza Nowosielskiego był ich działączem i kilka razy manto dostał od mieczykowej polskiej młodzieży, tak malarz we wspomnieniach wspominał)
    po wojnie spółdzielnie PSS Społem, GS, SKółek Rolniczych i Spółdzielnie Mleczarskie
  • christoph napisal(a):
    zawsze musisz mieć jakieś kolczyki z rubinami, żeby przekupić strażnika
    Moja Małżonka pochylając się nad dokumentami źródłowymi dotyczącymi zbrodni Katynia, Charkowa, Miednego i Bykowni dotarła do pewnej historii rodzinnej. Był sobie kochliwy oficer, któremu zdarzały się pozamałżeńskie skoki w bok. Po każdym skoku bardzo tego żałował, postanawiał poprawę, a małżonce w ramach przeprosin kupował bardzo drogą biżuterię. Gdy przyszli Sowieci i go aresztowali, a rodzina poszła na tułaczkę, zapas biżuterii pozwolił na kilkukrotne uratowanie życia żonie i dzieciom. Takie to bywają zawiłe ludzkie losy.
  • edytowano April 2020
    Absolutyzowanie własności przy jednoczesnym deprecjonowaniu sensu innych praw do rzeczy to też jest ideolo. Przypominam, że "filozofia współdzielenia" to nie jest ani wynalazek marksistów, ani neomarksistów, tylko rzecz znana od bardzo dawna w naszej cywilizacji, że przytoczę choćby zgromadzenia zakonne. Istotne jest natomiast czemu dana rzecz i dane prawo ma służyć, a to jak to jest skonstruowane jest rzeczą wtórną (choć oczywiście też istotną).
  • @rozum
    oczywiście, że się zgodzimy :D jako weekendowy kierowca trzymajacy biedasuwa w garażu oddalonym o 4km od miejsca zamieszkania wiem czym jest zbiorkom i PKP samochód daje wolnośc gdy trzeba przetransporować psa lub wózek z dzieckiem na trasie Kraków Myślenice albo jest pandemia.

    Telefon można kupić ale jak się nie ma 4K na "flagowca" to sie klei o leasingu .

    Odnośnie współdzielenia powierzchni mieszkalnej korponomadzi i wannabe expaci przed 30 tak własnie egzystują dla mnie niepojęte ale ja z pokolenia CHF.

    Konsumpcja na pokaz to dobre spostrzeżenie ale jaki ma sens wypożyczenie torebki kiedy wszyscy wiedzą, że jest wypożyczona to już zapożyczenie się na torebkę jest sensowniejsze jeśli to o jakimkolwiek sensie mozna mówić.

    @ W_N to nie jest absolutyzowanie prawa własności to jest jego normalizacja.
    Grzebieniem i szczotką do zębów podzielę się ale glebogryzarki chętnie użyczę :)
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.