Czerwone i czarne

Nieco mie zdziwiło, jak Stendhal podchodzi do kwestii wieku. Ot, czytamy na przykład:
Pani de Rênal wyglądała na lat trzydzieści, ale była jeszcze dość ładna.
Albo w innym miejscu:

Na jego widok odkrywają się wszystkie głowy. Włosy ma szpakowate, ubrany jest szaro. Jest kawalerem licznych orderów, ma wydatne czoło, orli nos, rysy na ogół dosyć regularne: na pierwsze wrażenie twarz ta jednoczy nawet godność prowincjonalnego mera ze śladami urody, jakie może jeszcze zachować fizjonomia między czterdziestym ósmym a pięćdziesiątym rokiem.
Serio, "jeszcze"? Na moje oko dodałbym tak z dychę, może nawet piętnaście, żeby dane "jeszcze" było na czasie.

Źródło -------------> https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/stendhal-czerwone-i-czarne.html
«1

Komentarz

  • Krótkie to okno czasowe: między czterdziestym ósmym a pięćdziesiątym rokiem. A potem to już nie da się?
  • 70 is new 50
  • los napisal(a):
    Krótkie to okno czasowe: między czterdziestym ósmym a pięćdziesiątym rokiem. A potem to już nie da się?
    Starcze, między 48 a 50 da się jeszcze zachować ślady męskiej urody. Potem to się już trzeba pocieszać jak kol. christoph.
  • Granica tzw. młodości się przesunęła, tu nie ma to tamto. Jakość odżywiania się, tryb życia, opieka zdrowotna, ale też i owartość, dzięki której uczymy się do starości (czy chcemy czy nie), to wszystko spowodowało że dzisiejszy 60 latek jest dużo młodszy od tego sprzed 50 lat. Radykalności tej zmiany nie oddaje średnia długości życia, gdyż ogólna lepsza kondycja dziadków nie przekłada się na defekty (często śmiertelne) poszczególnych narządów. I padają, chociaż w sumie było OK.
  • Tak mnie tylko teraz naszło, że kiedy ogląda się różnego rodzaju filmy z kraju Kurwy i Szatana, to tam jakoś ta starość jest inaczej przedstawiana. Skończyłeś pracować, masz 65 lat to wypieprzaj do ośrodka, dziadu. Ktoś to potwierdzi, w USA jakby ludzie wcześniej są uznawani za staruszków, czy się mylę ?
  • Chyba że kandydują na prezydenta, wtedy mogą mieć 70+ ;-)

    A tak serio, nie mam pojęcia. W Stanach byłem tylko 2 razy, w sumie 3 tygodnie. To mniej niż nic, żeby cokolwiek poznać od środka.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    los napisal(a):
    Krótkie to okno czasowe: między czterdziestym ósmym a pięćdziesiątym rokiem. A potem to już nie da się?
    Starcze, między 48 a 50 da się jeszcze zachować ślady męskiej urody. Potem to się już trzeba pocieszać jak kol. christoph.
    Jednak 51.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    los napisal(a):
    Krótkie to okno czasowe: między czterdziestym ósmym a pięćdziesiątym rokiem. A potem to już nie da się?
    Starcze, między 48 a 50 da się jeszcze zachować ślady męskiej urody. Potem to się już trzeba pocieszać jak kol. christoph.
    kocham pana, Panie Sułku!
  • Myślałem że to wątek o Indianach i Murzynach, a to jednak nie.
  • kulawy_greg napisal(a):
    Myślałem że to wątek o Indianach i Murzynach, a to jednak nie.
    Coś pan, o Indiańcach to tutej ----------------> https://excathedra.pl/index.php?p=/discussion/10261/opowieści-z-dalekich-prerii/p1
  • JORGE napisal(a):
    Granica tzw. młodości się przesunęła, tu nie ma to tamto. Jakość odżywiania się, tryb życia, opieka zdrowotna, ale też i owartość, dzięki której uczymy się do starości (czy chcemy czy nie), to wszystko spowodowało że dzisiejszy 60 latek jest dużo młodszy od tego sprzed 50 lat. Radykalności tej zmiany nie oddaje średnia długości życia, gdyż ogólna lepsza kondycja dziadków nie przekłada się na defekty (często śmiertelne) poszczególnych narządów. I padają, chociaż w sumie było OK.
    Jakiś czas temu miałem w rękach stare zdjęcia od dalszej rodziny. Wśród nich fotografie szkolne z wczesnych lat 50. z małych, w sumie ubogich wiosek.
    A na tych fotografiach swoich nauczycieli otaczali mali, starzy ludzie. Wyglądało to właśnie na starość, a nie jakąś powagę, jaką dzieciaki miewają.
    Na twarzach odciśnięta suma doświadczeń i trudów, jakiego dziś człowiek może nie mieć przez całe życie.
  • No, we wczesnych latach 50. to oni mieli za sobą doświadczenie wiadomej wojny. To musi człowienia zmieniać.

    Doktór Pieterson nałcza nawet, że w miarę doświadczeń, przez które człowień przechodzi to mu się wogle jakieś tam białka aktywują i się przebudowuje biologia.

    W zasadzie wszyscy jesteśmy do jakiegoś stopnia aksolotlami.
  • Słyszałem tylko, że homarami
  • edytowano November 16
    los napisal(a):
    WTF?

    image
    Obrazek został zmniejszony aby pasował do strony. Kliknij aby powiększyć.
    Ovaj, cechą charakterystyczną aksolotla jest to że potrafi się rozmnażać w formie larwalnej i dopiero jakieś problemy środowiskowe powodują metamorfozę do dojrzałej formy, zdolnej do łażenia po lądzie. Czytam w Wiki, że doszło już do tego, że w wielu populacjach bez zastrzyku z jodu dojrzewanie wogle nie zachodzi.
  • polmisiek napisal(a):
    Słyszałem tylko, że homarami
    To swoją drogą.

    Wogle, tak se czasem myślę, że po to Pan Bóg dał nam takie bogactwo sposobów życia i postępowania różnych roślin i zwierząt, żebyśmy na ich przykładach mogli oglądać swoje lepsze czy gorsze cechy, w dystansie i wyabstrahowaniu.

    Ćma, która powinna patrzeć na księżyc, bo dzięki temu leci prosto. Ale patrzy na świecę i jej wysiada nawigacja. Wpada w spiralę i się spala.

    Lew. Wspaniały, dumny i z grzywą.

    No i prosta menda.
  • Istotnie, mendy z tych lwów, nigdy mi się ich obyczaje nie podobały.
  • I jeszcze ciekawie poruszył Stendhal zagadnienie MacLuhanowskie, że medium jest mesydżem:

    Wszedł król. Julian miał to szczęście, że widział go bardzo z bliska. Biskup przemówił z namaszczeniem, podkreślając starannie lekki odcień zmieszania, bardzo pochlebny dla Jego Królewskiej Mości. Nie będziemy powtarzali opisu ceremonii; dwa tygodnie wypełniały szpalty miejscowych dzienników. Z przemowy biskupa Julian dowiedział się, że król pochodzi od Karola Śmiałego.

    Później przypadła Julianowi funkcja sprawdzenia rachunków uroczystości. Pan de la Mole, który uzyskał dla siostrzeńca infułę, wziął przez dworność wobec niego wszystkie koszta na siebie. Sama ceremonia w Bray-le-Haut kosztowała trzy tysiące osiemset franków.
    Po przemowie biskupa i odpowiedzi króla monarcha zajął miejsce pod baldachimem, następnie zaś ukląkł pobożnie na poduszce koło ołtarza. Stalle wznosiły się o dwa stopnie nad posadzkę. Julian usiadł na najniższym stopniu u nóg księdza Chélan, niby paź u stóp kardynała w kaplicy Sykstyńskiej. Nastąpiło Te Deum, fale kadzidła, niezliczone salwy z muszkietów i armat; wieśniacy byli pijani ze szczęścia i pobożności. Taki dzień niweczy pracę stu numerów gazet jakobińskich.
    Dziwne czasy przyszły, bo ja na ten naprzykład, jak uczestniczę w jakiejś oficjalce, że jakiś oficjel przyjedzie i wójt coś tam pieprzy, to zawsze nudzę się jak zwierzę i generalnie gdyby nie obowiązki towarzyskie, które męczą mnie jak jakiegoś Buddenbrooka, to bym wyszedł.

    Podobnie do Stendhala pisze Stanisław Draguła:

    Tamte czasy minęły bezpowrotnie gdy jako dzieciaki nie mogliśmy się doczekać by iść na majowe, czerwcowe czy różańcowe to była po prostu frajda a nie jak teraz prawie przymus bo ksiądz daje karteczki i trzeba je mieć które na religii będą sprawdzane.Też tęsknię za taką wiarą.
    I wiecie co? Wychodzi mi, że trzeba wznieść okrzyk: "Potrzeba nowego soboru! Niech żyje Sobór Trydencki Drugi!"

    A dlaczego? Ano dlatego, że w Trydencie klechici zrobili przegląd mediów i doszli do wniosku, że w czasach współczesnych średniowieczna devotio moderna wyszła już z mody, więc trzeba frontem do klienteli, z entuzjazmem, radośnie, odpowiadając na wyzwania nowych czasów i mediów społecznościowych.

    Wymyślili w tym Trydencie nową architekturę, nową muzykę, nowe malarstwo, nową rzeźbę, no, wszystko nowe wymyślili. I co? I jeszcz 300 lat później się tym Andrzej Seweryn zachwycał, że papież -- to jest firma!

    Nie wiem czy wiecie, ale Sobór Trydencki obczaił też nową urbanistykę. Do Trydentu kościoły były generalnie dla Boga. I dlapotemu zawsze musiały stać na wschód, żeby Pan Bóg mógł przez okienko zaglądać jak się interes kręci. A zaś w Trydencie klechici rzekli "Ojtam ojtam, Pan Bóg jest przecie wszechobecny, wszechwiedzący i coś tam jeszcze. Budujmy więc kościoły tak, żeby fajnie zamykały osie architektoniczne, efektownie podkreślały pierzeje i żeby był dobry ruch klienteli, tak?"

    W efekcie kościół św. Marcina na Piwnej został odwrócony o 180 stopni, żeby był od Piwnej lepszy dostęp.

    Stanowczo potrzebujemy Soboru Trydenckiego Drugiego.
  • Nie chcę robić spoilerów, ale książka jest po prostu słaba.

    ... natomiast owe 30 lat, cóż. Gdy dziś mówimy "wiek balzakowski" niekoniecznie pamiętamy jakiż to tytuł książki owo wyrażenie przywołuje.
  • A nie Wojciech Pszoniak?
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    Nie chcę robić spoilerów, ale książka jest po prostu słaba.
    To ja rozumiem. Ale tłumacz twierdzi, że daje radę. Icoterass?
  • los napisal(a):
    A nie Wojciech Pszoniak?
    Wszystko to być może.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    los napisal(a):
    A nie Wojciech Pszoniak?
    Wszystko to być może.
    Zdecydowanie Pszoniak. Seweryn lutrzyka grał.
  • lepszy stary żyd niż wiceżyd
    za losem
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    rozum.von.keikobad napisal(a):
    Nie chcę robić spoilerów, ale książka jest po prostu słaba.
    To ja rozumiem. Ale tłumacz twierdzi, że daje radę. Icoterass?
    Boy-Żeleński czy jakiś inny?
  • edytowano November 17
    No a jak tam młodsi i średni starcy u was w otwartością czaszki, elastycznością ? Bo jest prosta w formie gierka, logiczna, która ryje beret - Baba is You. Żeby osiągnąć cel możesz stosować zasady gry, ale też je zmieniać ! Właściwie to te zasady zmieniasz cały czas. Na początku prosta, ale później mózg paruje i czasami trzeba kompletnie pomyśleć inaczej, ale to zupełnie. Ja dopiero zaczynam w to się bawić, gierka ma świetne recenzje. Grał ktoś ?

    Wpadłem na nią dość przypadkowo, okazuje się, że sama gra jest absolutnie nieprzypadkowa: https://www.gram.pl/artykul/2019/04/19/baba-is-you-recenzja-najlepszej-gry-logicznej-ostatnich-lat.shtml
  • Gram. A gier logicznych nie cierpię.
  • Widziałem recenzję. Zaiste bardzo ciekawa gra, ale czuję, że by mnie przerosła na dalszych etapach.
  • adamstan napisal(a):
    Widziałem recenzję. Zaiste bardzo ciekawa gra, ale czuję, że by mnie przerosła na dalszych etapach.
    Byla taka piosęka
    Ciągle zaczynam od nowa....
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    rozum.von.keikobad napisal(a):
    Nie chcę robić spoilerów, ale książka jest po prostu słaba.
    To ja rozumiem. Ale tłumacz twierdzi, że daje radę. Icoterass?
    Boy-Żeleński czy jakiś inny?
    Boy Boy. Nawet mu się wyrwało z młodej piersi, że jak tłomaczył Stendhala, to w międzyczasie robił korektę Balzaca i ten Balzac wydał mu się... płaski. Zaraz potem odszczekuje, że to nie jego sąd czy przekonanie, ale chwilowe wrażenie.

    Z każdym wstępem do "Biblioteki Boya" robię się większym fanem Żeleńskiego. To był jakiś tytan. Szkoda że lewak.
  • JORGE napisal(a):
    No a jak tam młodsi i średni starcy u was w otwartością czaszki, elastycznością ? Bo jest prosta w formie gierka, logiczna, która ryje beret - Baba is You. Żeby osiągnąć cel możesz stosować zasady gry, ale też je zmieniać ! Właściwie to te zasady zmieniasz cały czas. Na początku prosta, ale później mózg paruje i czasami trzeba kompletnie pomyśleć inaczej, ale to zupełnie. Ja dopiero zaczynam w to się bawić, gierka ma świetne recenzje. Grał ktoś ?

    Wpadłem na nią dość przypadkowo, okazuje się, że sama gra jest absolutnie nieprzypadkowa: https://www.gram.pl/artykul/2019/04/19/baba-is-you-recenzja-najlepszej-gry-logicznej-ostatnich-lat.shtml
    A to nie jest jakiś Flux, aby? Synal mój ciągle mię dręczy grami planszowymi, a akurat Mikołaj nadchodzi, może coś z tego będzie.
  • No bo Balzac jest płaski.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Z każdym wstępem do "Biblioteki Boya" robię się większym fanem Żeleńskiego.
    A ja nawet nie miałem szansy, bo tak mi go już w młodości obrzydziło towarzystwo, które traktowało go jak proroka (środowisko "Polityki") że się nie przemogłem, aby do niego sięgnąć, chociaż w domowej bibliotece Rodziców stało kilka tomów na wyciągnięcie ręki.
  • Brzost napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Z każdym wstępem do "Biblioteki Boya" robię się większym fanem Żeleńskiego.
    A ja nawet nie miałem szansy, bo tak mi go już w młodości obrzydziło towarzystwo, które traktowało go jak proroka (środowisko "Polityki") że się nie przemogłem, aby do niego sięgnąć, chociaż w domowej bibliotece Rodziców stało kilka tomów na wyciągnięcie ręki.
    Ja za szczeniaka czytałem sobie "Swędziało kobiet" tegoż autora i trochę hecnych kawałków do dziś pamiętam. Natomiast tak serio serio zachęcam do spojrzenia świeżem okiem na ogrom pracy, jaką ten pan wykonał, żeby przyswoić polskiej kulturze literaturę fhąsuską. Dzieło życia, ponadczasowa rzecz, nawet ponad jego osobiste predylekcje i idiosynkrazje.
  • A Engelking?
  • los napisal(a):
    A Engelking?
    A nie znam człowieka?
  • A jeśli już zeszło na żabią literaturę, to zezwala się czytać Żyda. Lochy Watykanu to jakieś dwieście stron a cała informacja o świecie.
  • los napisal(a):
    A jeśli już zeszło na żabią literaturę, to zezwala się czytać Żyda. Lochy Watykanu to jakieś dwieście stron a cała informacja o świecie.
    Hue hue, nasi tu byli :)

    Lochy Watykanu (Les Caves du Vatican) – powieść André Gide'a z 1914 roku. Przełożona na język polski przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Autor nie uważał książki za powieść, ale za "sotie", farsę w starofrancuskim stylu.
    Natomiast nie widzę tu Barbary Engelking.
  • Bez Boy'a nie byłoby u nasz romanistyki. Zresztą lit. francuska miała szczęście do wybitnych tłumaczy, ze wspomnę choćby o Staffie, moim fanie.

    Ciekawe czy R. Engelking był rasistą jak jego córcia Basia...

  • ciągle żyje
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    rozum.von.keikobad napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    rozum.von.keikobad napisal(a):
    Nie chcę robić spoilerów, ale książka jest po prostu słaba.
    To ja rozumiem. Ale tłumacz twierdzi, że daje radę. Icoterass?
    Boy-Żeleński czy jakiś inny?
    Boy Boy. Nawet mu się wyrwało z młodej piersi, że jak tłomaczył Stendhala, to w międzyczasie robił korektę Balzaca i ten Balzac wydał mu się... płaski. Zaraz potem odszczekuje, że to nie jego sąd czy przekonanie, ale chwilowe wrażenie.

    Z każdym wstępem do "Biblioteki Boya" robię się większym fanem Żeleńskiego. To był jakiś tytan. Szkoda że lewak.
    Bo jest płaski, Balzaka też nie lubię. Ale jednak u Balzaka te postaci jakieś takie bardziej rzeczywiste, u Stendhala trochę karykatury. Balzac miał też więcej realizmu, przekaz ideowy wynika z treści, fabuły. U Stendhala to przekaz ideowy tworzy fabułę, więc jest ona koślawa, niekonsekwentna, taka sztuczna. No i wkurzający ten patos przez całą książkę.

    Też w przekładzie Boya mam wrażenie to było jeszcze spotęgowane. Ja to czytałem równolegle, tzn. po francusku, ale mając pod ręką tekst polski jakbym czegoś nie rozumiał. Więc francuski pewnie za mało znam, żeby mnie uderzyła, denerwowała "niedzisiejszość" języka, zresztą oni pilnują, żeby język się nie zmieniał.
  • Mania napisal(a):
    Bez Boy'a nie byłoby u nasz romanistyki. Zresztą lit. francuska miała szczęście do wybitnych tłumaczy, ze wspomnę choćby o Staffie, moim fanie.

    Ciekawe czy R. Engelking był rasistą jak jego córcia Basia...

    Ja Boya cenię za Marysieńkie Sobieskie, to się czyta jak połączenie Jasienicy z Harlekinem. Nie ujmuję zasług pana Boya dla literatury i polszczyzny, której był mistrzem, ale jak czytam jego "piekło kobiet" napisane w 29 roku to zbiera mnie na wymioty. Krótki wyimek:
    "Jedno nie ulega wątpliwości. Dopóki nauka traktowała tę sprawę półgębkiem, póki to była „causa turpis[20]”, w większości krajów tępiona przez zmilitaryzowaną ginekologię, dopóty nic dziwnego, że nie znajdowano na nią rady. Skoro, przy przemianie pojęć o płodności, „regulacja urodzeń” stanie się rzeczą użyteczności publicznej, można mieć nadzieję, że nauka rozwiąże nareszcie tę kwestię, że zapobieganie ciąży stanie się nareszcie czymś pewnym i prostym. Wówczas uświadomienie w tej mierze wejdzie w skład wychowania młodych dziewcząt, wówczas spędzanie płodu stanie się barbarzyńskim przeżytkiem, dzieciobójstwo i zagładzanie dzieci „na garnuszku” stanie się takim ohydnym wspomnieniem jak ludożerstwo. Są pewne dane wróżące tę przyszłość, bodaj owe bardzo świeże jeszcze doświadczenia austriackiego lekarza, robione dotychczas na zwierzętach. Lekarz ów stwierdził, że wyciąg z jajnika albo z łożyska, wstrzykiwany podskórnie lub nawet podawany wewnętrznie samicy, czyni ją niezdolną do zapłodnienia na pewien ograniczony przeciąg czasu. Robiono odnośne doświadczenia na królikach, na myszach i na świnkach morskich. Nie ma powodu, aby to samo nie miało się sprawdzić na ludziach. I tu może leży rozwiązanie tej ważnej kwestii socjalnej; to może zmieniłoby postać świata w niedalekiej przyszłości. Wszystkie okrutne paragrafy o przerywaniu ciąży stałyby się zbyteczne, człowiek panowałby świadomie nad regulacją swego potomstwa. Wówczas może zaczęłoby się tryumfalne królowanie człowieka."

    https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pieklo-kobiet.html
  • Nu nu, nie wiedziałem że był to działacz antyaborcyjny. I ciekawe że metoda działania pigułki hormonalnej była znana już przed wojną.
  • "wówczas spędzanie płodu stanie się barbarzyńskim przeżytkiem, dzieciobójstwo i zagładzanie dzieci „na garnuszku” stanie się takim ohydnym wspomnieniem jak ludożerstwo."

    mię się wydaje koszer
  • afropolak napisal(a):
    "wówczas spędzanie płodu stanie się barbarzyńskim przeżytkiem, dzieciobójstwo i zagładzanie dzieci „na garnuszku” stanie się takim ohydnym wspomnieniem jak ludożerstwo."

    mię się wydaje koszer
    A skąd, bo to jest antykoncepcjonizm.

    Natomiast „zagładzanie dzieci na garnuszku” tchnie grozą.
  • afropolak napisal(a):
    "wówczas spędzanie płodu stanie się barbarzyńskim przeżytkiem, dzieciobójstwo i zagładzanie dzieci „na garnuszku” stanie się takim ohydnym wspomnieniem jak ludożerstwo."

    mię się wydaje koszer
    To jest leczenie dżumy cholerą.
    Mamy od ponad pół wieku powszechnie łatwo dostępne środki antykoncepcyjne i całe społeczeństwa od maleńkości wyedukowane do ich stosowania. I co? Spędzanie płodu stało się barbarzyńskim przeżytkiem? Albo chociaż zostało w jakimś istotnym stopniu ograniczone?
    Wolne żarty.

    Jedynym realnym remedium było przestrzeganie rygorystyczne 6 przykazania, bądź branie na klatę konsekwencji nieprzestrzegania. Czyli ta droga, którą Boy konsekwentnie zwalczał.

  • ja się boję tryumfu, poza paruzją
    nawet parada na placu czerwonym po ww2 była podobna wizualnie do tych norymberskich
    a tu to
    Boyowe
    Wówczas może zaczęłoby się tryumfalne królowanie człowieka."
  • !
    Lempart ukradła hasło #PiekłoKobiet Boyowi-Żeleńskiemu!
    ;)
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.