Jak przekazać łapówkę? Podręcznik dla CBA.

To żart oczywiście. CBA nadal jest w XX wieku i to w połowie, jeżeli chodzi o metody poszukiwania łapówkarzy, w czym skutecznie pomaga mu durne, pełne interpretacji prawo gospodarcze. Podobieństwo pewnych przypadków, do pewnych zdarzeń rzeczywistych jest niezamierzone.
Żeby przekazać łapówkę w sposób zgodny z prawem należy kupić po wysokiej cenie produkt, którego koszt wyprodukowania jest bardzo mały a rynkowy popyt, choć niski musi być bezdyskusyjny. Ewentualnością jest ugodowa wypłata odszkodowania.
Przyjrzyjmy się takim produktom. Zacznijmy od najstarszych.
Wyszynk. Czyli jedzenie i picie oraz rozrywka w lokalu. Gdy chcemy na przykład, otrzymać wysoką łapówkę, a przy okazji wyprać trochę kasy, warto zainwestować w knajpę. Utrzymanie nieco kosztuje ale za to jak łatwo przyjąć, czy wyprać trochę kasy. Wystarczy że dający łapówkę zjawi się i zamówi super-duper-extra danie, na które marża wynosi 100000%. Można jeszcze zorganizować imprezę na ostatnią chwilę, z pełną obsługą i na wynos.
Nikt nie przyczepi się, że zapłacono za nic, bo rozpiętość cen sięga nieskończoności.
Kto bogatemu zabroni zjeść kaczkę oprószoną płatkami złota za dwieście tysięcy?
Pieniądze przechodzą z ręki do ręki, od całości VAT i podatki są zapłacone. Urząd skarbowy jest zadowolony i nie ma się do czego przyczepić.
Niestety działa to tylko w jedną stronę. Można co prawda wywinąć numer z zatruciem i wypłacić odszkodowanie, ale jest to czynność niepowtarzalna. Trudno uwierzyć, że zatruwszy się kilka razy w tym samym miejscu, klient zaryzykuje naplucie do zupy.
Po drugą metodę sięgam do nowoczesności. To inwestycje informatyczne i internetowe. Znów nakład pracy dla specjalisty może być niewielki, efekt spektakularny, a z powodu asymetrii informacji i braku wiedzy własnej kontrolujących, jest praktycznie nie do wykrycia. Dodam, że nikt nie jest zainteresowany jego wykryciem.
Brak koncesjonowania zawodu pozwala założyć spółkę informatyczną nawet niespecjaliście. Wtedy w celu zapłacenia można złożyć zamówienie na bardzo potrzebną stronę internetową. Ceny takowej wahają się od 50 złotych do kilkuset tysięcy. Wystarczy zamówić w konkretnej firmie i zapłacić.
I znów Państwo otrzymujące podatek z tej transakcji jest, jako specyficzny udziałowiec, zadowolone.
W dobie internetu, gdy przedsiębiorstwa zainteresowane wręczeniem łapówki posiadają środki na reklamę (a posiadają i to niemałe) dobrą metodą jest założenie strony internetowej w formie bloga lub jakiegokolwiek portalu informacyjnego, utrzymującego się z reklam. Warunkiem jest rozpropagowanie go w mediach, na przykład poprzez powiązania osoby prowadzącej z jakąś sławną postacią. Tutaj jest pewien warunek. Osoba musi być choć delikatnie powiązana z branżą.
Nikt nie uwierzy, że osoba znana z kolekcjonowania samochodów, prowadzi blog o filozofii antycznej.
Za to w drugą stronę (firma daje łapówkę), jest dużo łatwiej. I niezależnie od branży.
Z listy przestępstw ściganych z urzędu (w 01.07.2011 roku) zniknęło działanie zarządu na szkodę spółki. Skojarzcie tę datę z pewnym złotym interesem.
art. 585 k.s.h. otrzymał następujące brzmienie:

§ 1. Kto biorąc udział w tworzeniu spółki handlowej, pełniąc funkcję członka jej zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej lub będąc osobą faktycznie prowadzącą jej sprawy, albo likwidatorem, przez nadużycie udzielonych mu uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na nim obowiązku, naraża spółkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo wyrządzania jej znacznej szkody majątkowej, podlega karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Ściganie następuje z oskarżenia prywatnego.”
Co pozwala, przy udziale obu stron, zawierać umowy niekorzystne dla spółki i skutkujące ugodowym odszkodowaniem w kwocie praktycznie nieograniczonej. W umowę można sobie wpisać kary jakie się chce, a gdy dochodzi do ugody, sąd się po prostu nie wtrąca.
Ale co mogą zrobić osoby znane, których nawet ćwierćinteligent, pasiony TVN i Wyborczą od rana do wieczora i nie potrafiący zjeść śniadania, bez wsparcia telewizyjnych „kucharzy” nie będzie w stanie zakwalifikować do komercyjnych blogerów, a słupom, nawet w postaci najbliższej rodziny, nie ufają?
To bardzo proste. Tacy ludzie piszą książki i pamiętniki. Oczywiście warsztat pisarski bierze na siebie „murzyn” zawodowy, zwykle usłużny dziennikarz, który wykonuje gros pracy na podstawie listy wydarzeń, być może jeszcze nie znanych, a koniecznie pikantnych. Taka osoba wykonuje jeszcze jedną robotę. Ukrywa fakty i uprawdza mity. A później, wystarczy wycenić na 50zł i wpuścić w księgarnie. Może pół nakładu wykupi jakaś fundacja siłami swoich pracowników. A po pierwszym rzucie obniżamy cenę do 30 i dajemy do marketów. Na wagę.
I jeszcze jedna wartość dodana się pojawia. Ktoś może sobie przykleić metkę „Pisarz” ze szkodą oczywiście dla kultury. Ale kogo kultura obchodzi?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.