Skip to content

Jakiej szkoły chcemy

Wątek o zmianach w edukacji.

Prawdziwa rewolucja rozegra się w kontekście dłuższych lektur. Jako obowiązkowe wymieniono z tytułu jedynie trzy.
❗Bez lektur obowiązkowych w kl. IV–VI
Pomysł jest taki: w klasach IV–VI szkoły podstawowej w ogóle nie ma listy lektur z dużymi pozycjami książkowymi. Są za to kręgi tematyczne:
◾dom,
◾rodzina,
◾relacje rówieśnicze,
◾przyjaźń,
◾emocje,
◾relacje człowieka i natury,
◾różnorodność.
— W ciągu roku trzeba będzie przeczytać nie mniej niż cztery książki, które wybierają uczniowie razem z nauczycielami. I one powinny dotyczyć tych kręgów tematycznych — tłumaczy dr Kinga Białek, szefowa zespołu ds. podstaw programowych z języka polskiego.
— Chodzi o to, żeby były to utwory, które poruszają zagadnienia bliskie doświadczeniom uczniów — dodaje.
Mają to być zarówno utwory współczesne, jak i klasyczne.
— Czyli mieszczą się tutaj zarówno "Chłopcy z Placu Broni", jak i "Harry Potter" — podkreśla dr Białek.
Poloniści będą mogli sami zaproponować tytuły albo znaleźć ciekawe pozycje na liście propozycji lektur uzupełniających.
A co z resztą obowiązkowych dotychczas tekstów? Zespół dr Kingi Białek wprowadził zapisy, że każdy uczeń w klasach IV–VI będzie musiał zapoznać się również z:
◾wybranymi fragmentami Biblii: opisem stworzenia świata, przypowieściami o miłosiernym Samarytaninie, synu marnotrawnym;
◾wybranymi mitami greckimi: o stworzeniu świata, Syzyfie, Dedalu i Ikarze. Baśniami i legendami ważnymi dla kultury światowej, europejskiej, narodowej i regionalnej;
◾krótszymi tekstami literackimi, w tym utworami narracyjnymi i lirycznymi;
◾tekstami kultury należącymi do różnych sztuk, w tym malarstwa, rzeźby, teatru, filmu i komiksu.
— Oprócz tego zrobiliśmy taki dział, który nazywa się praktyki lekturowe. To dla mnie szczególnie ważne, bo zajmuję się czytelnictwem i wspieraniem kultury czytelniczej. Chodzi o to, żeby uczyć się z dziećmi planowania procesu czytania, dzielenia się wrażeniami z przeczytanego tekstu — podkreśla dr Białek.
❗Trzy duże utwory w kl. VII–VIII
Inny pomysł jest na klasy VII–VIII. Tu już są konkretne nazwiska i tytuły.
Wśród krótkich utworów eksperci wymieniają:
◾treny VII i VIII i wybrane fraszki Jana Kochanowskiego;
◾wybrane bajki Krasickiego,
◾"Redutę Ordona", "Śmierć pułkownika", wybraną balladę i fragmenty "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza;
◾wybrana nowela Bolesława Prusa lub Henryka Sienkiewicza;
◾wybrane opowiadanie lub jednoaktówkę Sławomira Mrożka,
◾wybrane opowiadanie Idy Fink.
Prawdziwa rewolucja rozegra się w kontekście dłuższych lektur. Obowiązkowe, wymienione z tytułu, będą jedynie trzy:
◾"Balladyna" Juliusza Słowackiego,
◾"Dziady" cz. II Adama Mickiewicza,
◾"Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego.
Na liście lektur obowiązkowych nie ma literatury światowej. Ale to nie oznacza, że przez dwa lata uczniowie dwóch ostatnich lat szkoły podstawowej przeczytają tylko trzy dłuższe utwory z literatury polskiej. Bo zarówno w klasie VII, jak i w VIII będą musieli przeczytać nie mniej niż cztery dłuższe lektury.
❗Taka propozycja kanonu wymusi też zmiany w egzaminie ósmoklasisty.
— Przez wiele lat było tak, że egzamin ósmoklasisty opierał się głównie na tekstach pochodzących z lektur obowiązkowych. Panowało przekonanie, moim zdaniem błędne, że uczniom będzie łatwiej, jeśli zrobimy im egzamin z lektur obowiązkowych — mówi dr Białek.
— Uważam, że wtedy niczego nie sprawdzamy. Jeżeli chcemy udoskonalać egzaminy, to one muszą sprawdzać autentyczne umiejętności. A można je sprawdzić tylko wtedy, gdy zadania odnoszą się do nietypowych sytuacji.
Według tego pomysłu katalog zadań egzaminacyjnych powinien być bardziej otwarty i mniej przewidywalny. To praktyka dobrego uczenia, a nie "uczenie pod egzamin" powinna prowadzić do doskonałego przygotowania do egzaminu
— Ale nie wiem, jak będzie, bo nowej koncepcji jeszcze nie ma — zaznacza dr Białek.

https://wyborcza.pl/7,75398,32126380,lektury.html

Komentarz

  • Jeśli chcemy by dziecko czytało musimy o to zadbać sami.
    Szkoła już dawno położyła na tym lage.
    Syn3 w wakacje przeczytał więcej niż przez całe 3 lata SP.
    Kupiłem mu całą serię o przygodach Tomka Wilmowskiego Szklarskiego.
    Kręci nosem ale czyta.
    Ogólnie młodzi mają ciekawsze rzeczy do robienia niż czytanie.
    Internet, gry, sm.

    Myśmy, tzn pokolenia lat 70/80, nie mieli za bardzo alternatywy. Książka to naprawdę było okno na świat, teraz tą rolę przejął nomen-omen Windows.

  • Mnie Tomki bardzo wciągały, w SP całą serię przeczytałem 2 razy, za każdym razem dość szybko, książkę na dwa-trzy dni

  • Ja tak samo, dlatego je kupiłem.
    Kuzyn mnie zaraził.

  • Kurde teraz to ja się nie mogę doprosić pacholąt, żeby czytały cokolwiek poza jakimiś amerykańskimi tasiemcami po fefnaście tomów o przygodach jakiegoś palanta.

  • @rozum.von.keikobad powiedział(a):
    Mnie Tomki bardzo wciągały, w SP całą serię przeczytałem 2 razy, za każdym razem dość szybko, książkę na dwa-trzy dni

    Mnie też. Poczynając od kangurów. Najbardziej podobała mi się "Tajemnicza wyprawa" bo walczyli z Ruskimi ;-) Ale pozostałe też.

  • "Tajemnicza wyprawa" ma niesamowity klimat, mnie się najbardziej z kolei tam podobała ta cała azjatycka egzotyka. Ale wtedy pamiętam najbardziej podobał mi się "Tomek na wojennej ścieżce", taki western, ale z Indianami, wartką akcją, coś w sam raz dla młodszego nastolatka. I wtedy bardziej podobała mi się chyba Ameryka od Azji :) (dziś też, choć w żadnej z nich nie byłem - jeśli nie liczyć drugiego brzegu Bosforu). Ale wszystkie były super, choć ostatnia uważam, że niestety jest zepsuta tym dopisanym zakończeniem... Tomek zaginięty na Saharze, z pozostawionym przez zmarłego autora niedopowiedzeniem byłby lepszą puentą.

    Natomiast różnica z dzisiejszą młodzieżą może być taka, że dla nas ta cała egzotyka, nieznane zwierzęta, rośliny, ludy, w dobie internetu nie jest już taka daleka, można włączyć kamerkę z praktycznie dowolnego środowiska i oglądać hipopotama czy marabuta life.

  • opowiadania Idy Fink?

  • dlatego dziwię się tej Idzie Fink, o której dowiedziałam się z tego spisu lektur (i copilota). To nie są dzieła powszechnie znane.

  • Brak zintegrowanego kanonu lektur to też upadek resztek wspólnej kultury, tak to widzę.

    Poza serialami Netflixu nie będzie już wspólnych dla Polaków tematów, symboli, bohaterów. Nic.

  • ciekawe te reformy robione przez panią, która miała kłopoty w szkole. Realizuje ideały młodości.

  • A co jest w tych serialach Netflixu? Bo nie oglądam.

  • @los powiedział(a):
    A co jest w tych serialach Netflixu? Bo nie oglądam.

    Retrospekcje i wątki LGBT+, to chyba obowiązek, a co do reszty - jak to seriale, na różne tematy, różnej jakości itd.

  • Barbaria Lewacka. Zdecydowanie największy szkodnik tego (nie)rządu koalicji 13 grudnia. Napiszę tak, szkody poczynione przez innych szkodników w gospodarce, obronności i innych obszarach życia społecznego (praktycznie każdych) będą bolesne i trudne do naprawienia. Na całe lata, o ile nie dekady. Ale szkody wyrządzone przez tę "ministrę" będą nieodwracalne i pustoszące. I to w kluczowym segmencie dla dalszego rozwoju każdego państwa, czyli w czynniku ludzkim

  • 2/3 Polaków chciało tego.

  • @trep powiedział(a):
    2/3 Polaków chciało tego.

    Nie sądzę.
    2/3 Polaków to ok 24 miliony. A nawet jeśli ograniczysz liczbę mieszkańców Polski tylko do dorosłych uprawnionych do głosowania, to otrzymasz ponad 19 mln.
    A zważ Trepie, że ten babsztyl nawet wśród swoich cieszy się fatalną opinią.

  • Nie chcę komentować za trepa ale wydaje mi się, że ci co chcieli "tego" to nie znaczy zmian w szkole.

    To ogólnie znaczy supporters ZiS, placformy, tuska, koalicji 13 grudnia, zjednoczonego koryta, tych co nie poszli na wybory, tych co olali referendum, tych co nie zagłosowali na Nawrockiego i ich progeniturka.

    Zmiany w szkole przez Nowacką są tylko rezultatem "tego".

    👣

    🐾
    🐾

  • Ano, zazwyczaj ludzie nie kojarzą, że jak obetną gałąź, na której siedzą, to polecą na mordę. I potem się bardzo dziwią.

  • @los powiedział(a):
    Ano, zazwyczaj ludzie nie kojarzą, że jak obetną gałąź, na której siedzą, to polecą na mordę. I potem się bardzo dziwią.

  • @KazioToJa powiedział(a):
    ciekawe te reformy robione przez panią, która miała kłopoty w szkole. Realizuje ideały młodości.

    może się mści za słabe oceny, a Donald przyciąga takie osoby o najniższych instyktach

  • @Mordechlaj_Mashke powiedział(a):
    Nie chcę komentować za trepa ale wydaje mi się, że ci co chcieli "tego" to nie znaczy zmian w szkole.

    To ogólnie znaczy supporters ZiS, placformy, tuska, koalicji 13 grudnia, zjednoczonego koryta, tych co nie poszli na wybory, tych co olali referendum, tych co nie zagłosowali na Nawrockiego i ich progeniturka.

    Zmiany w szkole przez Nowacką są tylko rezultatem "tego".

    Nie trzeba aż tak. Na PiS głosiowało 35% głosiujących. Czyli 65% (ok. 2/3) głosiowało na niePiS. Jak pamiętamy z pewnego wątku:

    https://excathedra.pl/discussion/comment/509038/#Comment_509038

    Czyli 2/3 (głosiujących) Polaków chciało tego, co jest.

  • @janosik powiedział(a):

    @KazioToJa powiedział(a):
    ciekawe te reformy robione przez panią, która miała kłopoty w szkole. Realizuje ideały młodości.

    może się mści za słabe oceny, a Donald przyciąga takie osoby o najniższych instyktach

    Chce uratować kolejne pokolenia przez tym złem które ją spotkało. Dobrotliwość to straszna rzecz.

  • @trep powiedział(a):

    @Mordechlaj_Mashke powiedział(a):
    Nie chcę komentować za trepa ale wydaje mi się, że ci co chcieli "tego" to nie znaczy zmian w szkole.

    To ogólnie znaczy supporters ZiS, placformy, tuska, koalicji 13 grudnia, zjednoczonego koryta, tych co nie poszli na wybory, tych co olali referendum, tych co nie zagłosowali na Nawrockiego i ich progeniturka.

    Zmiany w szkole przez Nowacką są tylko rezultatem "tego".

    Nie trzeba aż tak. Na PiS głosiowało 35% głosiujących. Czyli 65% (ok. 2/3) głosiowało na niePiS. Jak pamiętamy z pewnego wątku:

    https://excathedra.pl/discussion/comment/509038/#Comment_509038

    Czyli 2/3 (głosiujących) Polaków chciało tego, co jest.

    Spada ilość praktykujących katolików, rośnie liczba formalnych i praktycznych apostazji ,a jednocześnie przyrasta rzesza pragnących Zła. To się spina i zazębia.

  • "Polska badaczka z Helsinek o kryzysie fińskiej szkoły w kontekście polskich reform... Przeczytajcie niżej, co fińscy nauczyciele uznają dziś za błędne rozwiązania, bo u nas są one właśnie wdrażane jako obiecujące nowinki!
    🔵 Fińska szkoła została w dużym stopniu sztucznie wypromowana. Dzięki sprawnemu marketingowi i świetnym wynikom sprzed kilkunastu lat uczyniono z rozwiązań na polu edukacji towar eksportowy. Tym czasem w fińskich szkołach od dekady dzieje się źle. Jednym z symptomów narastającego kryzysu jest zdecydowany spadek wyników uczniów w badaniach PISA.
    🔵 Z fińskich szkół wykruszają się nauczyciele, frustracja i rozczarowanie szkołą sprawiły, że zawód przestał być pożądany i prestiżowy. Nauczyciele tak opisują przyczyny pogorszenia się efektywności ich pracy - warto te punkty przeczytać, bo we wszystkie brnie obecnie polska szkoła:
    ⏩ edukacja włączająca w imię niewykluczania nikogo z ogólnie dostępnej „standardowej” edukacji, bez względu na ewentualne specjalne potrzeby dziecka;
    ⏩ błędne założenie, że motywacja do nauki musi wynikać z autonomicznych decyzji uczniów, a nie z zewnętrznych bodźców dostarczanych przez nauczyciela;
    ⏩ bezkrytyczne zaufanie do tzw. ekspertów edukacyjnych i ich wpływ na sposób pracy w szkołach;
    ⏩ chaotyczne wprowadzanie nowinek i „projektów” narzucanych szkołom np. przez gminy, które otrzymują zewnętrzne finansowanie na przeprowadzanie „projektów” zajęć szkolnych z różnych tematów; rozbija to spójność, zaburza tok nauczania przedmiotowego;
    ⏩ wprowadzenie do klas nowych technologii, rozdawanie uczniom laptopów bez przemyślenia, do czego mieliby oni ich używać; zachęcanie przez instytucje kształtujące politykę edukacyjną do używania przez dzieci smartfonów podczas lekcji w imię realizacji ideału „równych szans edukacyjnych”;
    ⏩ prowadzenie elektronicznych dzienników i kanałów komunikacji z rodzicami, a także obowiązek ciągłego monitorowania wiadomości od rodziców i odpisywania na nie oraz ogólne przeciążenie nauczycieli „papierkową robotą”."

    https://instytutsprawobywatelskich.pl/kryzys-finskiej-edukacji-czy-to-na-pewno-model-dla-polski/

  • "Dr Kinga Białek, szefowa zespołu ds. podstaw programowych z języka polskiego: — Chodzi o to, żeby były to utwory, które poruszają zagadnienia bliskie doświadczeniom uczniów — dodaje."

    Mnie np interesowały zagadnienia DALEKIE od moich doświadczeń. I tak samo było z moimi rówieśnikami.
    Tajemnicze wyspy, podróże, egzotyka, Gerwazyna, Kozetta, Sherlock Holmes itp, itd...
    Pani Białek nie rozumie, że wyobraźnia dziecka rozwija się gdy wykracza poza to, czego może dotknąć i co widzi na codzień.

  • edytowano 3 January

    Rychło w czas, nauczyciele zauważają, że zapowiedzi są realizowane i że te pomysły były głupie. Chodzi o likwidację szkół specjalnych i włączanie dzieci ze specjalnymi potrzebami do zwykłych szkół. Wychodzi z tego katastrofa, wszystkie dzieci na tym tracą, mechanizm się dopiero rozpędza, prawdziwa katastrofa dopiero nadchodzi.

    "Jak edukacja włączająca łamie podstawowe potrzeby dzieci i dorosłych.

    Przeczytałem tekst, opublikowany w Dzienniku Gazety Prawnej, będący dramatycznym apelem nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej, szkół podstawowych i oddziałów integracyjnych, opisujący systemowe problemy w polskim systemie oświaty, szczególnie w kontekście edukacji włączającej (inkluzyjnej). Nauczyciele napisali dramatyczny list. "To głos ludzi z realnego frontu"

    https://edukacja.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/10610707,nauczyciele-napisali-dramatyczny-list-to-glos-ludzi-z-realnego-front.html

    Jest to chłodna diagnoza, oparta na codziennych doświadczeniach, a nie emocjonalnym wybuchu.

    Analizując ten tekst przez pryzmat teorii pedagogicznych, widzę fundamentalne naruszenie piramidy potrzeb Maslowa. Szkoła ma uczyć (potrzeba samorealizacji, wiedzy), ale jest to niemożliwe, bowiem zachwiana jest podstawa piramidy – potrzeba bezpieczeństwa.

    W klasie, w której dominuje lęk przed nieprzewidywalną agresją, procesy poznawcze ulegają wyłączeniu, a mózg w stanie zagrożenia (zarówno u dzieci neurotypowych, jak i nauczyciela) przechodzi w tryb "walcz lub uciekaj", a nie "ucz się i analizuj".

    Autorzy słusznie punktują, że jeden nauczyciel wspomagający na kilku uczniów z różnymi zaburzeniami to rozwiązanie biurokratyczne, a nie pedagogiczne, umożliwiające indywidualizację pracy.

    W istocie praktykujemy szkołę krzywdzenia, bowiem z jednej strony uczeń z zaburzeniami jest wrzucany w środowisko pełne bodźców (hałas, tłum), które go dekompensują i prowokują agresję, co należy uznać za formę przemocy systemowej wobec tego dziecka.

    A z drugiej strony uczeń w normie staje się ofiarą lub świadkiem przemocy, co prowadzi do traumatyzacji i obniżenia poziomu nauczania.
    Czy można ten problem rozwiązać? Uważam, że tak, ale rozwiązanie tego kryzysu wymaga odwagi, by odejść od ideologicznego dogmatu na rzecz pedagogicznego pragmatyzmu.

    Należy wprowadzić system stopniowalności wsparcia. Nie każde dziecko z orzeczeniem musi trafiać do szkoły specjalnej, ale też nie każde nadaje się do szkoły masowej.

    Warto wdrożyć mechanizmy interwencyjne, jeśli uczeń przejawia zachowania zagrażające życiu lub zdrowiu (ostre narzędzia, bicie). W takiej sytuacji powinien być natychmiast kierowany na obligatoryjną diagnozę kliniczną poza szkołą.

    Wreszcie dyrektor i rada pedagogiczna muszą mieć realny głos w procesie orzekania. Obecnie poradnie psychologiczno-pedagogiczne często wydają zalecenia oderwane od możliwości danej placówki.

    Warto również zobligować rodziców do ścisłej współpracy (np. farmakoterapia, jeśli zalecona przez lekarza, terapia zewnętrzna). Brak takiej współpracy skutkowałby przeniesieniem ucznia do placówki specjalistycznej.

    Uważam, również, że dzieci z zachowaniami agresywnymi lub głębokimi zaburzeniami muszą mieć asystenta "1 na 1", który zajmuje się wyłącznie bezpieczeństwem i regulacją emocji tego jednego ucznia.

    W każdej dużej szkole powinien funkcjonować gabinet z przeszkolonym pedagogiem specjalnym, psychologiem (interwentem), gdzie uczeń w stanie silnego pobudzenia jest natychmiast odprowadzany, by nie paraliżować pracy całej klasy.

    Wreszcie liczebność klasy, w której są uczniowie z orzeczeniami o niedostosowaniu społecznym lub zagrożeniu nim, nie może liczyć 25 osób. Maksymalnie 15, w tym dwoje nauczycieli prowadzących.

    Autorzy tekstu słusznie zauważają, że skierowanie do szkoły specjalnej jest traktowane jak wyrok/wykluczenie. Z perspektywy pedagogiki specjalnej (np. Marii Grzegorzewskiej) jest to błąd.

    Należy promować szkoły specjalne jako centra eksperckie, miejsca wysokospecjalistyczne, gdzie dziecko otrzymuje to, czego szkoła masowa nie da mu nigdy: małe grupy, specjalistyczny sprzęt, terapię sensoryczną w cenie edukacji. To nie jest "getto", to jest środowisko dostosowane do potrzeb.

    Ponadto przeniesienie do szkoły specjalnej nie musi być na zawsze. Może to być okres (np. rok/dwa) na wyciszenie, ustawienie leczenia i naukę norm społecznych, z opcją powrotu do szkoły rejonowej po ustabilizowaniu zachowania.

    Dajmy również nauczycielowi prawo (i obowiązek) usunięcia ucznia z klasy, jeśli ten stwarza zagrożenie, bez obawy o konsekwencje dyscyplinarne za "pozbawienie opieki". Opiekę w tym momencie przejmuje np. dyżurny specjalista /interwent/.

    Agresja fizyczna ucznia wobec nauczyciela lub rówieśnika musi wiązać się z natychmiastowymi konsekwencjami (obligatoryjna terapia, a w skrajnych przypadkach – zmiana placówki z urzędu, bez zgody rodzica).

    Obecna sytuacja w szkołach to "pozorna inkluzja", która w praktyce jest formą zaniedbania edukacyjnego. Uważam, że rozwiązaniem nie jest powrót do pełnej segregacji, ale racjonalizacja integracji.

    Szkoła masowa jest dla uczniów (także tych z niepełnosprawnościami), którzy są w stanie funkcjonować w grupie rówieśniczej przy rozsądnym wsparciu. Uczniowie, których zaburzenia objawiają się niekontrolowaną agresją, wymagają środowiska terapeutycznego (szkoły specjalne, oddziały socjoterapeutyczne), a nie edukacyjnego w klasycznym sensie. Uznanie tego faktu to nie dyskryminacja, lecz wyraz troski o dobrostan każdego dziecka – zarówno tego agresywnego, jak i jego rówieśników."

    https://www.facebook.com/roman.lorens/posts/pfbid02dYUf4Z46hiRMjTnKvE3Y9ZUfja4Xx56RZ1wegdqXzY8RzUqeggaLe6puJNgLGge2l

  • Jaka szkoła? Na dobry początek tabliczka mnożenia i życiorys Zawiszy z Garbowa. Potem już z górki.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.