ciekawe jak definiujecie opcję zerową. Jeśli wszyscy won, to rzeczywiści PRL nie miał opcji zerowej. Ale jeśli oznacza to stworzenie nowych struktur z nowymi ludźmi na stanowiskach wszystkich, od sprzątaczki poczynając z dobieraniem ludzi z potrzebnymi kompetencjami na niezarządcze stanowiska to była to opcja zerowa. Mądrzejszy Kazio pochodzi z rodziny przedwojennej nauczycielko-urzędniczej - no ci, którzy przeżyli wojnę, musieli kluczyć. Dopiero po1956 nieco zelżało, ale bez przesady.
@KazioToJa powiedział(a):
ciekawe jak definiujecie opcję zerową. Jeśli wszyscy won, to rzeczywiści PRL nie miał opcji zerowej. Ale jeśli oznacza to stworzenie nowych struktur z nowymi ludźmi na stanowiskach wszystkich, od sprzątaczki poczynając z dobieraniem ludzi z potrzebnymi kompetencjami na niezarządcze stanowiska to była to opcja zerowa. Mądrzejszy Kazio pochodzi z rodziny przedwojennej nauczycielko-urzędniczej - no ci, którzy przeżyli wojnę, musieli kluczyć. Dopiero po1956 nieco zelżało, ale bez przesady.
Weryfikacja kadr, dokładnie tak jak zrobili to komuniści w stanie wojennym. Gdyż albowiem ponieważ kadry decydują o wszystkim, jak słusznie zauważył klasyk z bródką już 100 lat temu. Mogę zasiadać w komisji weryfikacyjnej w swojej parafii, jak mnie miejscowa grupa trzymająca władzę w PiS obdarzy zaufaniem
@rozum.von.keikobad powiedział(a):
Czyli takie klasyczne forumowe zero, znaczy kilkadziesiąt procent.
Tak z circa 30% kadry trzeba by wyrzucić na zbity pysk, natychmiast. Tych wszystkich zabetonowanych, broniarzowych czynowników na odcinku oświatowym jeszcze z czasów PRL oraz tęczowo-genderowych, klimatystycznych i ekologistycznych aktywiszcze nowego już zaciągu. Ale w bugodrzańskim bezmiarze niesprawiedliwości wcale nie wygląda to lepiej i żelazna miotła w postaci komisji weryfikacyjnych konieczna jest na wczoraj!
I skąd weźmiesz następców na te wyrzucone 30%?
Przecież jedną z zalet zawodu nauczyciela, przynajmniej w publicznych placówkach, jest względna stabilność zatrudnienia. Nie wylatujecie po każdej zmianie władzy jak kierownictwa ministerstw czy zarządy SSP. A jak wywalisz 30% ludzi to ta stabilność pryśnie - i kto tam przyjdzie, dziunie z młodzieżówek partyjnych?
No przecież pisałem już, że na otwartym spotkaniu na mojej parafii 3 tygodnie temu Sasin kłapał dziobem, że w ramach wymiany kadry w oświacie trzeba uruchomić pisowskie duraczówki..., znaczy się szkoły wyższe nowego, konserwatywno-patriotycznego sznytu. W celu wyprodukowania tych nowych kadry
no bo prawda jest taka że wywalać jak leci to jest gupota!
wystarczy wyłapać (a każdy z nas na przykład zna ich ze swoich środowisk) liderów - bo reszta, za przeproszeniem, to stado baranów. Wystarczy im podac na tacy nowego lidera i będą tak samo intensywnie tylko w odwrotnym kierunku się realizowac.
no jakby to nie zabrzmiało podle to nam cza takiej "piatej kolumny" - tylko w wymiarze śmierci zawodowo-społecznej nie fizycznej
@Eden powiedział(a):
No przecież pisałem już, że na otwartym spotkaniu na mojej parafii 3 tygodnie temu Sasin kłapał dziobem, że w ramach wymiany kadry w oświacie trzeba uruchomić pisowskie duraczówki..., znaczy się szkoły wyższe nowego, konserwatywno-patriotycznego sznytu. W celu wyprodukowania tych nowych kadry
A skąd weźmie do nich słuchaczy i jak zagwarantuje ich prawomyslnosc też powiedział?
@KazioToJa powiedział(a):
ciekawe jak definiujecie opcję zerową. Jeśli wszyscy won, to rzeczywiści PRL nie miał opcji zerowej. Ale jeśli oznacza to stworzenie nowych struktur z nowymi ludźmi na stanowiskach wszystkich, od sprzątaczki poczynając z dobieraniem ludzi z potrzebnymi kompetencjami na niezarządcze stanowiska to była to opcja zerowa. Mądrzejszy Kazio pochodzi z rodziny przedwojennej nauczycielko-urzędniczej - no ci, którzy przeżyli wojnę, musieli kluczyć. Dopiero po1956 nieco zelżało, ale bez przesady.
Weryfikacja kadr, dokładnie tak jak zrobili to komuniści w stanie wojennym. Gdyż albowiem ponieważ kadry decydują o wszystkim, jak słusznie zauważył klasyk z bródką już 100 lat temu. Mogę zasiadać w komisji weryfikacyjnej w swojej parafii, jak mnie miejscowa grupa trzymająca władzę w PiS obdarzy zaufaniem
w służbach zrobili taką weryfikację, kogoś tam usunęli i co z tego wyszło? Wyszło, że trzeba budować służby od nowa, stąd powstanie CBA. Usuwanie jakiś lewaków ze szkolnictwa nie zadziała - trzeba nowego modelu szkoły budowanej od nowa, nowej struktury.
W kwestii kadr
10 - 60+
25: 50-60
15: 40-50
Pozostali - w tym bibliotekarze i niepełnozatrudnieni, nawet dochodzący na kilka godzin: oraz księża- 15 osób. Sytuacja w mojej placówce.
Teraz modne jest usuwanie elektroniki że szkoły. Wkrótce w ramach kolejnej rewolucji że szkoły zniknie informatyka jako przedmiot z logicznym uzasadnieniem, bo po co komu informatyka w dobie AI.
Nie mam pojęcia, jak jest generalnie w Polsce, ale w dwóch warszawskich liceach (o nich wiem dokładnie) tablety rozmnażają się błyskawicznie. Środkami rodziców ofkors.
Moja wnuczka przyznała, że wreszcie przestała się nudzić na lekcjach, bo to narzędzie stwarza mnóstwo możliwości zajęcia się czymś ciekawym.
Moje umoralniające przemówienia traktuje z należytą powagą i zrozumieniem. I, rzecz jasna, puszcza je mimo uszu
Rzuciłam dziś okiem na bredzenia Lubnałerowej, jaka to wspaniała przyszłość czeka szkolnictwo w wyniku wprowadzenia przez te władze ich reformy...
Zawsze mnie zastanawia, czy jest na świecie chociaż jeden kraj z "przyjaznym" uczniowi systemem edukacji (powyżej nauczania początkowego), bo nie znam.
Reform szkolnictwa z taką pieśnią przeżyłam wiele. A szkoła jak była opresyjna (konieczność, póki co, oceniania), tak nadal jest. Oczywiście chodzi mi o szkołę, w której uczeń łyka jakąś wiedzę.
Pomijam wybitnych nauczycieli - mistrzów zawodu, którzy dają radę bez stosowania wymagań.
@robert.gorgon powiedział(a):
Teraz modne jest usuwanie elektroniki że szkoły. Wkrótce w ramach kolejnej rewolucji że szkoły zniknie informatyka jako przedmiot z logicznym uzasadnieniem, bo po co komu informatyka w dobie AI.
@robert.gorgon powiedział(a):
Teraz modne jest usuwanie elektroniki że szkoły. Wkrótce w ramach kolejnej rewolucji że szkoły zniknie informatyka jako przedmiot z logicznym uzasadnieniem, bo po co komu informatyka w dobie AI.
@robert.gorgon powiedział(a):
Teraz modne jest usuwanie elektroniki że szkoły. Wkrótce w ramach kolejnej rewolucji że szkoły zniknie informatyka jako przedmiot z logicznym uzasadnieniem, bo po co komu informatyka w dobie AI.
ciężko uczyć informatyki
Dlaczego? Komputery są w pracowni.
masz klasę o niewiarygodnie zróżnicowanym poziomie - dzieciaki, które nic nie wiedzą do młodociani zdolni programiści. Do tego program nieokreślony - wszystkie systemy operacyjne, języki do wyboru, pakiety biurowe do wyboru. Nie ma odważnego, który postawiłby na wykładaną technologię. Do tego brak narzędzi, a można - programy z podstawy spokojnie mogłyby być ćwiczone i sprawdzane automatycznie. Do tego zmienność - ledwie wypracujesz jakieś metody uczenia nagle z boku wyskakuje ci modna nowość.
A propos kondycji nauczycielstwa - rozumiem że to jeden przykład, ale jakże wymowny.
W Bielawie nauczycielka przejechała na parkingu przy szkole 8-latkę, po prostu przejechała po leżącej na ziemi dziewczynce, widocznej z daleka, jechała małym autem, żaden suv z wysoką maską.
Dostała zarzut z art. 177 Kodeksu karnego (spowodowanie wypadku w ruchu drogowym, którego skutkiem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu) - nie przyznaje się do winy.
Problem z informatyką nie polega obecnie na trudnościach w prowadzeniu zajęć. To raczej kwestia motywacyjna. O ile całkiem niedawno jeszcze informatyka wydawała się przedmiotem kluczowym dającym dobre perspektywy, tak teraz rewolucja ai doprowadziła do stanu w którym bardzo wielu programistów najzwyczajniej traci pracę. Przedmiot rozwijający się stał się przedmiotem niepotrzebnym.
@robert.gorgon powiedział(a):
Problem z informatyką nie polega obecnie na trudnościach w prowadzeniu zajęć. To raczej kwestia motywacyjna. O ile całkiem niedawno jeszcze informatyka wydawała się przedmiotem kluczowym dającym dobre perspektywy, tak teraz rewolucja ai doprowadziła do stanu w którym bardzo wielu programistów najzwyczajniej traci pracę. Przedmiot rozwijający się stał się przedmiotem niepotrzebnym.
Niegdyś w Polsce (lata 1970-90) bardzo przyszłościowa wydawała się szeroko pojęta elektronika, działały wówczas wytwórnie (nie tylko montownie) sprzętu RTV i komputerowego. Wielu młodych ludzi interesowało się tą dziedziną praktycznie z lutownica w ręku, wychodziły liczne czasopisma, działały kluby zainteresowań itp. Czyżby teraz podobnie działo się z informatyką?
@robert.gorgon powiedział(a):
Problem z informatyką nie polega obecnie na trudnościach w prowadzeniu zajęć. To raczej kwestia motywacyjna. O ile całkiem niedawno jeszcze informatyka wydawała się przedmiotem kluczowym dającym dobre perspektywy, tak teraz rewolucja ai doprowadziła do stanu w którym bardzo wielu programistów najzwyczajniej traci pracę. Przedmiot rozwijający się stał się przedmiotem niepotrzebnym.
Niegdyś w Polsce (lata 1970-90) bardzo przyszłościowa wydawała się szeroko pojęta elektronika, działały wówczas wytwórnie (nie tylko montownie) sprzętu RTV i komputerowego. Wielu młodych ludzi interesowało się tą dziedziną praktycznie z lutownica w ręku, wychodziły liczne czasopisma, działały kluby zainteresowań itp. Czyżby teraz podobnie działo się z informatyką?
Dopóki istnieć będzie ogólnie pojęta praca biurowa i wykonywana będzie ona na komputerach dopóty potrzebne będzie "wsparcie", z nauką informatyki jest coś grubo nie tak, bo na przestrzeni 25 lat jak pracuję zawodowo to widzę systematyczny zjazd umiejętności posługiwania się komputerem wśród młodych ludzi.
Prawdziwa katastrofa to idzie wraz z AI, już słyszę od studentów że nie będą się uczyć formuł w Excelu bo mogą to wkleić do Chata i im to policzy.
Nie wiem, jak ludzie w Polsce deklarują jakiej szkoły chcą, natomiast czynami wskazują jasno: Chcemy pustej szkoły!
Powoli końca dobiega rekrutacja do stołecznych przedszkoli. W tym roku zainteresowanie w centrum miasta jest znacząco niższe niż w poprzednich latach. W styczniu Warszawa podjęła decyzję o zamknięciu kilku placówek. Miasto wini prywatne przedszkola i niż demograficzny.
Za kanałem Zero.
Mam świadomość, że Śródmieście w Warszawie jest trochę jak Kazimierz w Krakowie, ale trend jest jasny
@robert.gorgon powiedział(a):
Problem z informatyką nie polega obecnie na trudnościach w prowadzeniu zajęć. To raczej kwestia motywacyjna. O ile całkiem niedawno jeszcze informatyka wydawała się przedmiotem kluczowym dającym dobre perspektywy, tak teraz rewolucja ai doprowadziła do stanu w którym bardzo wielu programistów najzwyczajniej traci pracę. Przedmiot rozwijający się stał się przedmiotem niepotrzebnym.
Niegdyś w Polsce (lata 1970-90) bardzo przyszłościowa wydawała się szeroko pojęta elektronika, działały wówczas wytwórnie (nie tylko montownie) sprzętu RTV i komputerowego. Wielu młodych ludzi interesowało się tą dziedziną praktycznie z lutownica w ręku, wychodziły liczne czasopisma, działały kluby zainteresowań itp. Czyżby teraz podobnie działo się z informatyką?
Prawdziwa katastrofa to idzie wraz z AI, już słyszę od studentów że nie będą się uczyć formuł w Excelu bo mogą to wkleić do Chata i im to policzy.
Policzy poprawnie z prawdopodobieństwem 94%. Nad swoimi formułami mamy kontrolę. To jedyna argumentacja która jako tako jeszcze działa.
@robert.gorgon powiedział(a):
Problem z informatyką nie polega obecnie na trudnościach w prowadzeniu zajęć. To raczej kwestia motywacyjna. O ile całkiem niedawno jeszcze informatyka wydawała się przedmiotem kluczowym dającym dobre perspektywy, tak teraz rewolucja ai doprowadziła do stanu w którym bardzo wielu programistów najzwyczajniej traci pracę. Przedmiot rozwijający się stał się przedmiotem niepotrzebnym.
tak jest? Jeden ruch nauczyciela - uczymy się wykorzystania AI w programowaniu i poprawiania po nim programów i dotychczasowi zainteresowani nadal są zainteresowani. A niezainteresowani też staną się zainteresowani, gdy wprowadzi się AI do nauki redagowania tekstów i wyszukiwania danych. Tylko pytanie - co z egzaminem maturalnym? Ale takie trochę bezpodstawne, bo po co pisać mature z informatyki, gdy podobne szanse na przyszłość daje banalny egzamin z geografii?
Komentarz
ciekawe jak definiujecie opcję zerową. Jeśli wszyscy won, to rzeczywiści PRL nie miał opcji zerowej. Ale jeśli oznacza to stworzenie nowych struktur z nowymi ludźmi na stanowiskach wszystkich, od sprzątaczki poczynając z dobieraniem ludzi z potrzebnymi kompetencjami na niezarządcze stanowiska to była to opcja zerowa. Mądrzejszy Kazio pochodzi z rodziny przedwojennej nauczycielko-urzędniczej - no ci, którzy przeżyli wojnę, musieli kluczyć. Dopiero po1956 nieco zelżało, ale bez przesady.
Weryfikacja kadr, dokładnie tak jak zrobili to komuniści w stanie wojennym. Gdyż albowiem ponieważ kadry decydują o wszystkim, jak słusznie zauważył klasyk z bródką już 100 lat temu. Mogę zasiadać w komisji weryfikacyjnej w swojej parafii, jak mnie miejscowa grupa trzymająca władzę w PiS obdarzy zaufaniem
Czyli takie klasyczne forumowe zero, znaczy kilkadziesiąt procent.
Tak z circa 30% kadry trzeba by wyrzucić na zbity pysk, natychmiast. Tych wszystkich zabetonowanych, broniarzowych czynowników na odcinku oświatowym jeszcze z czasów PRL oraz tęczowo-genderowych, klimatystycznych i ekologistycznych aktywiszcze nowego już zaciągu. Ale w bugodrzańskim bezmiarze niesprawiedliwości wcale nie wygląda to lepiej i żelazna miotła w postaci komisji weryfikacyjnych konieczna jest na wczoraj!
I skąd weźmiesz następców na te wyrzucone 30%?
Przecież jedną z zalet zawodu nauczyciela, przynajmniej w publicznych placówkach, jest względna stabilność zatrudnienia. Nie wylatujecie po każdej zmianie władzy jak kierownictwa ministerstw czy zarządy SSP. A jak wywalisz 30% ludzi to ta stabilność pryśnie - i kto tam przyjdzie, dziunie z młodzieżówek partyjnych?
No przecież pisałem już, że na otwartym spotkaniu na mojej parafii 3 tygodnie temu Sasin kłapał dziobem, że w ramach wymiany kadry w oświacie trzeba uruchomić pisowskie duraczówki..., znaczy się szkoły wyższe nowego, konserwatywno-patriotycznego sznytu. W celu wyprodukowania tych nowych kadry
no bo prawda jest taka że wywalać jak leci to jest gupota!
wystarczy wyłapać (a każdy z nas na przykład zna ich ze swoich środowisk) liderów - bo reszta, za przeproszeniem, to stado baranów. Wystarczy im podac na tacy nowego lidera i będą tak samo intensywnie tylko w odwrotnym kierunku się realizowac.
no jakby to nie zabrzmiało podle to nam cza takiej "piatej kolumny" - tylko w wymiarze śmierci zawodowo-społecznej nie fizycznej
A skąd weźmie do nich słuchaczy i jak zagwarantuje ich prawomyslnosc też powiedział?
Nie. Dlatego i napisałem, że kłapał dziobem. To nic nie kosztuje
w służbach zrobili taką weryfikację, kogoś tam usunęli i co z tego wyszło? Wyszło, że trzeba budować służby od nowa, stąd powstanie CBA. Usuwanie jakiś lewaków ze szkolnictwa nie zadziała - trzeba nowego modelu szkoły budowanej od nowa, nowej struktury.
W kwestii kadr
10 - 60+
25: 50-60
15: 40-50
Pozostali - w tym bibliotekarze i niepełnozatrudnieni, nawet dochodzący na kilka godzin: oraz księża- 15 osób. Sytuacja w mojej placówce.
USA wydały 30 mld USD na zastąpienie podręczników szkolnych tabletami i laptopami. Efekt - wyrosło pokolenie głupsze niż ich rodzice.
https://fortune.com/2026/02/21/laptops-tablets-schools-gen-z-less-cognitively-capable-parents-first-time-cellphone-bans-standardized-test-scores/
Teraz modne jest usuwanie elektroniki że szkoły. Wkrótce w ramach kolejnej rewolucji że szkoły zniknie informatyka jako przedmiot z logicznym uzasadnieniem, bo po co komu informatyka w dobie AI.
Nie mam pojęcia, jak jest generalnie w Polsce, ale w dwóch warszawskich liceach (o nich wiem dokładnie) tablety rozmnażają się błyskawicznie. Środkami rodziców ofkors.
Moja wnuczka przyznała, że wreszcie przestała się nudzić na lekcjach, bo to narzędzie stwarza mnóstwo możliwości zajęcia się czymś ciekawym.
Moje umoralniające przemówienia traktuje z należytą powagą i zrozumieniem. I, rzecz jasna, puszcza je mimo uszu
Aż strach pomyśleć co będzie na dalszym etapie respektowania potrzeb fizjologicznych ucznia.
Rzuciłam dziś okiem na bredzenia Lubnałerowej, jaka to wspaniała przyszłość czeka szkolnictwo w wyniku wprowadzenia przez te władze ich reformy...
Zawsze mnie zastanawia, czy jest na świecie chociaż jeden kraj z "przyjaznym" uczniowi systemem edukacji (powyżej nauczania początkowego), bo nie znam.
Reform szkolnictwa z taką pieśnią przeżyłam wiele. A szkoła jak była opresyjna (konieczność, póki co, oceniania), tak nadal jest. Oczywiście chodzi mi o szkołę, w której uczeń łyka jakąś wiedzę.
Pomijam wybitnych nauczycieli - mistrzów zawodu, którzy dają radę bez stosowania wymagań.
Nie martw się Brzoście. Jeśli pójdziemy w model bodajże szwedzki, to w szkolnych kibelkach będą automaty z darmowymi prezerwatywami
W UK też.
ciężko uczyć informatyki
Dlaczego? Komputery są w pracowni.
masz klasę o niewiarygodnie zróżnicowanym poziomie - dzieciaki, które nic nie wiedzą do młodociani zdolni programiści. Do tego program nieokreślony - wszystkie systemy operacyjne, języki do wyboru, pakiety biurowe do wyboru. Nie ma odważnego, który postawiłby na wykładaną technologię. Do tego brak narzędzi, a można - programy z podstawy spokojnie mogłyby być ćwiczone i sprawdzane automatycznie. Do tego zmienność - ledwie wypracujesz jakieś metody uczenia nagle z boku wyskakuje ci modna nowość.
weź podręcznik do informatyki dla liceum - sam zobaczysz
A propos kondycji nauczycielstwa - rozumiem że to jeden przykład, ale jakże wymowny.
W Bielawie nauczycielka przejechała na parkingu przy szkole 8-latkę, po prostu przejechała po leżącej na ziemi dziewczynce, widocznej z daleka, jechała małym autem, żaden suv z wysoką maską.
Dostała zarzut z art. 177 Kodeksu karnego (spowodowanie wypadku w ruchu drogowym, którego skutkiem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu) - nie przyznaje się do winy.
Co tu jeszcze dodawać?
Problem z informatyką nie polega obecnie na trudnościach w prowadzeniu zajęć. To raczej kwestia motywacyjna. O ile całkiem niedawno jeszcze informatyka wydawała się przedmiotem kluczowym dającym dobre perspektywy, tak teraz rewolucja ai doprowadziła do stanu w którym bardzo wielu programistów najzwyczajniej traci pracę. Przedmiot rozwijający się stał się przedmiotem niepotrzebnym.
Niegdyś w Polsce (lata 1970-90) bardzo przyszłościowa wydawała się szeroko pojęta elektronika, działały wówczas wytwórnie (nie tylko montownie) sprzętu RTV i komputerowego. Wielu młodych ludzi interesowało się tą dziedziną praktycznie z lutownica w ręku, wychodziły liczne czasopisma, działały kluby zainteresowań itp. Czyżby teraz podobnie działo się z informatyką?
Dopóki istnieć będzie ogólnie pojęta praca biurowa i wykonywana będzie ona na komputerach dopóty potrzebne będzie "wsparcie", z nauką informatyki jest coś grubo nie tak, bo na przestrzeni 25 lat jak pracuję zawodowo to widzę systematyczny zjazd umiejętności posługiwania się komputerem wśród młodych ludzi.
Prawdziwa katastrofa to idzie wraz z AI, już słyszę od studentów że nie będą się uczyć formuł w Excelu bo mogą to wkleić do Chata i im to policzy.
Nie wiem, jak ludzie w Polsce deklarują jakiej szkoły chcą, natomiast czynami wskazują jasno: Chcemy pustej szkoły!
Za kanałem Zero.
Mam świadomość, że Śródmieście w Warszawie jest trochę jak Kazimierz w Krakowie, ale trend jest jasny
Policzy poprawnie z prawdopodobieństwem 94%. Nad swoimi formułami mamy kontrolę. To jedyna argumentacja która jako tako jeszcze działa.
tak jest? Jeden ruch nauczyciela - uczymy się wykorzystania AI w programowaniu i poprawiania po nim programów i dotychczasowi zainteresowani nadal są zainteresowani. A niezainteresowani też staną się zainteresowani, gdy wprowadzi się AI do nauki redagowania tekstów i wyszukiwania danych. Tylko pytanie - co z egzaminem maturalnym? Ale takie trochę bezpodstawne, bo po co pisać mature z informatyki, gdy podobne szanse na przyszłość daje banalny egzamin z geografii?