Jonathan Haidt
Wychował się w żydowskiej, bardzo liberalnej rodzinie w Nowym Jorku. Jak sam wspomina, w jego środowisku panowało głębokie, podświadome przekonanie, że Republikanie są albo głupi, albo po prostu źli. Kiedy zaczął pracować na uniwersytecie, przygotowywał się do prowadzenia zajęć z psychologii politycznej. Chcąc rzetelnie przedstawić studentom obie strony, wszedł do słynnej nowojorskiej księgarni Strand i z oporami zdjął z półki książkę o konserwatyzmie.
Ewolucja Haidta przebiegała przez kilka kluczowych faz:
- Pierwszy kontakt z myślą konserwatywną
Haidt zaczął czytać klasyków konserwatyzmu (m.in. Thomasa Sowella i Edmunda Burke'a) i przeżył wstrząs. Odkrył, że prawicowa krytyka liberalnych programów społecznych nie wynikała z braku empatii, ale z zupełnie innej diagnozy ludzkiej natury. Konserwatyści argumentowali, że bezmyślne niszczenie tradycyjnych instytucji (rodziny, religii, lokalnych wspólnot) w imię „postępu” doprowadzi do atomizacji społecznej i chaosu. Haidt, jako psycholog ewolucyjny, nagle pomyślał: „Chwileczkę, przecież z punktu widzenia ewolucji to ma głęboki sens”.
- Słynny eksperyment ze ślepą próbą
Aby sprawdzić, czy jego własne uprzedzenia są powszechne, Haidt przeprowadził genialne badanie, w którym poprosił liberałów, konserwatystów i libertarian o wypełnienie kwestionariusza moralnego. Haczyk polegał na tym, że badani mieli odpowiadać tak, jakby byli swoimi politycznymi oponentami.
Wyniki okazały się miażdżące:
• Konserwatyści bez problemu potrafili trafnie przewidzieć, jak na pytania odpowiedzą liberałowie.
• Liberałowie całkowicie polegli. Nie potrafili wcielić się w umysł prawicowego wyborcy, ponieważ każdą konserwatywną wartość (np. szacunek do autorytetu czy lojalność wobec narodu) automatycznie interpretowali w kategoriach zła – jako faszyzm, ucisk, rasizm czy zacofanie.
Dlaczego to odkrycie potwierdza jego pesymizm?
Haidt zauważył, że bańka liberalno-lewicowa (w której sam wyrósł) cierpi na potężną asymetrię poznawczą. Ponieważ lewica kontroluje większość uniwersytetów, mediów i popkultury na Zachodzie, jej przedstawiciele żyją w przekonaniu, że ich moralność jest jedyną racjonalną i oczywistą normą. Każdy, kto myśli inaczej, musi być defektem systemu.
Opisując swoją historię, Haidt pokazuje, że wyjście z plemienia wymagało od niego złamania głębokiego tabu towarzyskiego i intelektualnego. Jeśli naukowiec z Harvardu i Uniwersytetu Wirginii potrzebował profesjonalnego przymusu i lat badań, aby przyznać, że druga strona „nie jest taka głupia”, to dla przeciętnego wyborcy – który czerpie wiedzę z emocjonalnych nagłówków i algorytmów social mediów – taka zmiana perspektywy jest praktycznie niewykonalna.

Komentarze
Nie piszę tego, żeby się chwalić ani nic z tych rzeczy, ale dla mnie to wszystko wyżej jest od dawna oczywiste.
Choć oczywiście jest to ciekawe.
Haidt podaje 6 kryteriów ludzkiej oceny moralnej:
Zdaniem Haidta lewica uwzględnia tylko dwa pierwsze kryteria w sposób zasadniczy, słabo trzecie i czwarte a ostanim dwu się sprzeciwia. Prawica kieruje się wszystkimi sześcioma.
Dzięki czemu doszliśmy do prostego wniosku, że kto jest za lewicą ten jest albo człowieniem niemądrym, albo złym.
Choć oba te pojęcia są nieostre i w każdym człowieku zło miesza się z dobrem a mądroś z głupotą - to tak. Ponadprzeciętnie źli i niezbyt mądrzy. Przy czym istnieje jakiś zbiór osób inteligentnych - u tych wrogiem mądrości jest właśnie nadwyżka zła.
Czym wg Haidta różn> @Szturmowiec.Rzplitej powiedział(a):
Jest człowieniem niemądrym a być może nawet nie, jest człowieniem kalekim tak jak daltonista, co to nie widzi kolorów. Pan Haidt pokazał nam jak z takim rozmawiać - zwracać uwagę na to, że Tusk krzywdzi ludzi, różni lewi biznesmani zarabiają nienależne pieniądze a Owsiak jest żywym świętym. Na temat wolności się nie wypowiadać, nie zrozumieją.
Jeśli dobrze zrozumiałam, czyli jeśli chodzi o kryteria oceny moralnej człowieka, to brakuje mi
altruizm / egoizm.
Ale może to się mieści w pierwszym kryterium Haidta.
I pewnie każdy mógłby jeszcze coś dopisać, chociaż pewnie nie o to chodzi w tym (bardzo ciekawym) wątku.
Chodzi o odruchy, nie rozumowe reakcje. I to raczej negatywne odruchy. Wzdrygamy się na ludzką krzywdę, na niesprawiedliwość, na pomiatanie ludźmi, na złamanie lojalności, na nieposłuszeństwo i na profanację świętości.
Czyli jednak źle zrozumiałam, bo chodzi o to co w nas siedzi, a nie kryteria wg których oceniamy innego człowieka.
Chociaż oczywiście to się bardzo zazębia.
Haidt twierdzi, że mamy coś w rodzaju zmysłu moralnego. Dopiero na tym się buduje etykę.
...te kryteria wydają się uporządkowane jakby od podstawowych do zaawansowanych
Dwa pierwsze to chyba lewicowcy mają wspólne z innymi naczelnymi, wyczucie rozróżnienia nie tylko troska/krzywda, ale i sprawiedliwość/oszustwo u człekoształtnych wykazują eksperymenty prymatologów
Brakujące ogniwo! No, to mamy wyjaśnienie, co lewica, na gruncie teorii ewolucji.
Współczesna nauka wyjaśnia, że ewolucja jest niemożliwa. A zatem to osobny gatunek.
Ewolucja rozwijająca jest niemożliwa ale degeneracja genów jak najbardziej się zdarza.
Pochwalę się, że ja dokonałem takiej operacji, ewoluując od lewactwa w latach 90. we wczesnej młodości, momentami skrajnego lewactwa z fascynacją Che Guevarą i sandinistami (stąd pierwotny nick na starym FF- Eden Pastora), Baader-Meinhof i Czerwonymi Brygadami, na pozycje mocno konserwatywne z popieraniem ruchu pro lajf w ostatnich 10 latach. W praktycznym wymiarze wyborów politycznych wyglądało to tak, jak kilkakrotnie już tutaj Wam pisałem, podczas wyborów w 1993 i 1997 głosowałem na Unię Pracy Ryszarda Bugaja, w 2000r. na Piotra Ikonowicza w wyborach prezydenckich (Kwaśniewski był odrzucany przeze mnie, bo "człowiek systemu IIIRP, kapitalista") i jeszcze nawet w 2004 na Józefa Piniora z listy Socjaldemokracji PL Marka Borowskiego w wyborach do europarlamentu. Ale już w roku następnym podwójny głos na przeciwną stronę sporu politycznego, na PiS w wyborach parlamentarnych i śp. Lecha Kaczyńskiego w prezydenckich. To był ten przełom, bo od tamtych wyborów konsekwentnie cały czas w parlamentarnych, czy do europarlamentu na PiS, a w prezydenckich na kandydata tej partii. I nic nie zapowiada, żeby miało się to zmienić
Ps. w innym wątku w swoim stylu zaczepiłeś @ms.wygnaniec mnie dzisiaj co do mojego "wzmożenia barokowego" aktywizmem po stronie patriotyczno-niepodległościowej. Przeczytaj dokładnie chronologię tej ewolucji, to zrozumiesz dlaczego ten aktywizm po tej stronie nie był możliwy przed 2005r., a tak naprawdę "narodził się" dopiero w roku 2011 udziałem w wielkiej demonstracji antyrządowej zorganizowanej przez NSZZ "Solidarność" oraz w ogromnej demonstracji w obronie TVTrwam "Obudź się Polsko" w roku następnym
Ekspresja genów istnieje i sprawia, że np. mózg się zmienia, a nie tylko degraduje w procesach katabolicznych. Trochę mało o tym wiemy, ale przykład londyńskich taksówkarzy sprzed ery smart był tego ciekawym przykładem.
A co do zderzenia się pana Haidta z własnymi ograniczeniami poznawczymi, to chyle przed nim czoła, bo tutejsza socjologia wykryła to dwa razy i dyskretnie przemilczała, a raz zrobił to Krzemiński a drugi raz Gdula junior.
Może to jest przyczynek do stanu tutejszej nauki?
Zauważyliście, że to dyskwalifikuje lewicę do rządzenia państwem? Rząd rządzi wszystkimi a rząd lewicowy połowy obywateli nie będzie rozumieć. To tak jakby samolot był pilotowany przez pilota-daltonistę albo szefem kuchni w restauracji był człowiek rozpoznający tylko dwa smaki.
Genialne odkrycie!
W mojej ocenie losie, to lewica ma idealne kompetencję na tworzenie ustroju miękkiej opresji. Ich wyborcy są kompletnie impregnowani na argumenty konserwatystów, a nawet za uznanie ich za takich samych obywateli, a może nawet i ludzi.
To jest ładny dowód pośredni, że Kałolicja to partia lewicowa.
Co najmniej od wyborów w 2005r. i słynnych "moherowych beretów" oraz wyborów przyspieszony dwa lata później i "zabierz babci dowód" (młody, wykształcony i z dużego miasta "übermensch" pozycjonuje sam siebie względem starszego, słabiej wykształconego i z mniejszych miejscowości "untermenscha")
rząd może rządzić w imieniu obywateli i wtedy dyskwalifikuje. Ale rząd może rządzić na tym terenie w imieniu kogoś innego i to jest tradycja polskiej lewicy i wtedy nie muszą rozumieć obywateli, muszą tylko wiedzieć jak bić, żeby nie było śladów.
Zastrzeżenie dotyczy też władzy okupacyjnej. Każda władza powinna wiedzieć, kim rządzi.
Ale w 2007 roku Donek ów słuch posiadał i ładnie z tego skorzystał.
Wtedy ewidentnie przeszedł jakieś profesjonalne szkolenie na którym nauczył się uśmiechać.
Nawet znamy nazwisko, za owe szkolenia odpowiedzialnej