Skip to content

Karmel

Nie musicie tutaj w ogóle zaglądać. Doskonale wiem, że jeśli chce się zachęcać, zachwalać, przekonywać do jakiejś idei, naraża się na spojrzenia przynależne jechowym. No, ale może komuś się spodoba - jeśli nie całość do jakieś konkretne fragmenty. Może nieładnie zaczynać od takich brzydkich słów, ale w Karmelu nie ma gejów, transów, zbawienia żydów, Rysiów, Franciszków, nachodźców. Bieżączki też jest niewiele. Są za to głębokie treści teologiczne sięgające najgłębszych pokładów życia religijnego, modlitwa, kontemplacja, Miłość, zbliżanie się do Boga. Czytam tego sporo, przeważnie w internecie. Nic nie szkodzi na przeszkodzie, żebym od czasu do czasu coś wrzucił.

Rok temu wklejałem (nie będąc jeszcze karmelitą) Drogę Krzyżowa z bł. Alfonsem Mazurkiem, w tym roku ze świętymi i błogosławionymi (sługami i służebnicami Bożymi) Karmelu. Obie bardzo piękne.

Komentarz

  • Na początku o. Wilfrid Stinissen OCD - o Krzyżu.

    Według tradycji krzyż święty odnaleziono w IV wieku podczas wykopalisk w Jerozolimie, prowadzonych z inicjatywy cesarzowej Heleny. Spośród trzech krzyży, które zostały znalezione, zidentyfikowanie krzyża Chrystusowego było możliwe dlatego, że znajdował się pośrodku i był zaopatrzony w napis Piłata: „To jest Jezus, król żydowski”.

    Święty Jan nie uważa krzyża za narzędzie tortur, przez który Chrystus „stał się dla nas przekleństwem”, jak pisze św. Paweł, odwołując się do Księgi Powtórzonego Prawa (21,23): „Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie” (Ga 3,13). W Ewangelii według św. Jana krzyż jest postrzegany jako znak zwycięstwa: na krzyżu Jezus definitywnie pokonał moce ciemności. Krzyż jest nie tylko formą cierpienia i upokorzenia, które w boskim planie zbawienia stopniowo prowadzą do czegoś dobrego. Nie, krzyż uprzedza i odsłania chwałę Boga. Święty Jan rozumie, jak Jezus już na krzyżu jest zwycięzcą nad światem. Słowami, którymi Dzieje Apostolskie zaznaczają, że Jezus został wyniesiony na prawicę Boga (po grecku: hypsoô) (Dz 2,33), św. Jan posługuje się, aby podkreślić, że Jezus na krzyżu został wywyższony jako nowy wąż miedziany (3,14), jako znak zbawienia.

    W Janowym opisie męki Jezus zmierza na krzyż z majestatyczną godnością, jakby na tron. Wstępuje nań jako zwycięzca, bo na krzyżu zakłada swój Kościół, dając mu swego Ducha i pozwalając, aby krew i woda wypłynęły z jego otwartego serca. Potem „będą patrzeć na Tego, którego przebili”(J 19,37).

    W Księdze Apokalipsy św. Jan w słowach okrytych zasłoną mówi o krzyżu, kiedy opisuje, jak drzewo życia w niebieskim Mieście wydaje dwunastokrotny owoc, jeden każdego miesiąca, a liście drzewa służą do leczenia narodów (22,2). Wszyscy mieszkańcy Miasta mają prawo spożywać z drzewa życia (22,14).

    Jednak to wszystko niczemu nie służy, jeśli każdy z nas nie wywyższa krzyża w swoim życiu, jeśli każdy z nas powoli nie formuje siebie na wzór Chrystusa, Tego, który zwycięża na krzyżu. Co mamy czynić, aby to stało się rzeczywistością? Powinienem przypomnieć, co Jezus powiedział: że kto chce Go naśladować, musi się zaprzeć samego siebie i wziąć swój krzyż (Mt 16,24). Kto chce upodobnić się do Jezusa, musi być przygotowany na utratę życia. Kiedy św. Jan w Apokalipsie opowiada o zwłokach dwóch świadków, które będą leżeć na placu wielkiego miasta, gdzie ukrzyżowano także ich Pana (11,8), to ma na myśli, że los Pana nieuchronnie stanie się losem uczniów; że tak, jak przepowiedział Jezus, gdzie On jest, tam będą razem z Nim i ci, których dał Mu Ojciec, i będą widzieli chwałę, chwałę krzyża (J 17,24). Dzisiaj jednak chcę wskazać szczególnie na inny, prosty i konkretny sposób wywyższenia krzyża w naszym życiu.

    Możemy posłużyć się znakiem krzyża, który tak często kreślimy na naszym ciele. Już bardzo wcześnie chrześcijanie zaczęli kreślić znak krzyża na czole. W IV wieku Tertulian pisał: „Na każdym kroku, kiedy mamy wyjść, kiedy się ubieramy i wkładamy buty, gdy się myjemy, jemy, zapalamy światło, kładziemy się do snu, siadamy i we wszystkich czynnościach, które wykonujemy, kreślimy krzyż na swoim czole”. Powoli zrodziła się potrzeba zastąpienia tego małego krzyża na czole większym – od czoła do piersi oraz ku lewemu i prawemu ramieniu. Jakby się chciało owinąć krzyżem jak płaszczem ochronnym. Uczynić znak krzyża to jakby wznieść kratę, za którą jest się bezpiecznym: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?” (Rz 8,35). Kiedy Jezus wisiał na krzyżu, to nie On dźwigał krzyż, ale krzyż dźwigał Jego. Tak i my możemy znaleźć w krzyżu punkt oparcia. Zwycięski znak krzyża pokazuje, że „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?” (Rz 8,31-32).

    Znak krzyża jest streszczeniem naszej wiary. Radością jest odkryć, że taki niewielki gest może wyrażać coś tak bardzo istotnego w naszym wyznaniu wiary. Krzyż rozpoczyna się u góry, na czole. Wszystko zaczyna się u góry, w niebie, u Ojca. On jest zasadą, źródłem życia. Potem ręka zniża się ku sercu. Bóg zstępuje z nieba, staje się człowiekiem w Jezusie Chrystusie, który mieszka w naszych sercach. Pionowa, zstępująca linia wyraża więc wcielenie.

    Potem ręka wędruje od lewego ku prawemu ramieniu. To Duch Święty łączy i jednoczy. Mówimy o konserwatystach i progresistach, o prawicowcach i lewicowcach. Czyniąc znak krzyża pozwalamy, aby prawica i lewica stały się jednym w Duchu Świętym. Albo możemy wczuć się w wyjaśnienie, które podał papież Innocenty III: „Kiedy prowadzimy rękę od lewego do prawego ramienia, to czynimy tak dlatego, że idziemy z nędzy ku chwale, podobnie jak Chrystus szedł od śmierci ku życiu i z szeolu do raju”.

    Może stopniowo zrozumiemy, jak ważne jest, by czynić znak krzyża powoli, duży, z uwagą i nabożeństwem. Jeżeli obecnie, po reformie liturgicznej zainicjowanej na Soborze Watykańskim II, rzadziej żegnamy się w czasie mszy świętej i liturgii godzin, to nie dlatego, że znak krzyża jest mniej ważny, ale po to, byśmy czynili go z większą świadomością.

    Zamiast czynić znak krzyża, człowiek sam może stać się krzyżem, wyciągając ręce. Człowiek jest najpiękniejszy i najbardziej jest sobą, kiedy jest krzyżem, kiedy rozkłada ręce, aby modlić się do Boga albo żeby objąć nimi bliźnich. Kiedy kapłan w czasie mszy odmawia modlitwę eucharystyczną, staje w postawie oranta, jako żywy krzyż. Reprezentuje przecież Chrystusa, który na krzyżu zjednoczył niebo z ziemią i swoimi rozpostartymi ramionami usiłował cały rodzaj ludzki uczynić jednym, tak jak Ojciec i Syn są jednym.

    Wywyższanie krzyża w naszym życiu może być czymś tak prostym: kiedy się żegnamy, pozwólmy, aby gest ten nareszcie oznaczał dla nas to, co ma oznaczać. Znak krzyża nieustannie przypomina nam, że jesteśmy ukrzyżowani z Chrystusem: że już nie my żyjemy, ale to Chrystus żyje w nas (Ga 2,19-20).

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.