Skip to content

Colton Burpo dziś.

Nie mogę znaleźć wątku o Coltonie, który gdzieś jest w naszych zasobach, stąd nowy wątek.
Przypominam; Colton miał niespełna 4 lata gdy doznał pęknięcia wyrostka robaczkowego i znalazł się w szpitalu- na granicy śmierci. Przeżył wyjście z ciała i doświadczenie Nieba. Spotkał siostrę, o której nic nie wiedział, pradziadka, którego nie znał na Ziemi, rozmawiał z Jezusem, opisał wygląd Ducha Świętego, Archanioła Michała, mieszkańców Nieba, zwierząt, niezwykłych kolorów i poczucia szczęścia. Powstała o tym książka "Niebo istnieje" (mam ją od Marii) :-)
Dziś Colton ma 27 lat, żonę, córeczkę. W poniższym filmie opowiada o swoim życiu, o tym, że wcale nie był bezgrzeszny - jak to zwykły człowiek.
Ukończył studia biblijne, głosi Słowo Boże i pracuje jako elektryk.

Otagowano:

Komentarz

  • Uprzejmie koleżankę informuję, że choć żaden ze mnie tomista, a już szczególnie nie superduper racjonalistyczny, jak o. Bocheński, to nie po drodze mi jakoś z tymi ckliwymi relacjami protestantów z wizyt w niebie, gdzie Pan Jezus jeździ na tęczowym koniku.

  • Sorry, Maniu, nie chcę ci psuć wątasa ale jeśli chodzi o mnie to sceptyczny jezdem.
    Ponieważ nigdy nie słyszałem o gościu to zadałem tylko jedno pytanie:
    .
    .
    .
    image
    .
    .
    .
    I to by ode mnie było na tyle.

    👣

    🐾
    🐾

  • @Motes powiedział(a):
    Uprzejmie koleżankę informuję, że choć żaden ze mnie tomista, a już szczególnie nie superduper racjonalistyczny, jak o. Bocheński, to nie po drodze mi jakoś z tymi ckliwymi relacjami protestantów z wizyt w niebie, gdzie Pan Jezus jeździ na tęczowym koniku.

    Skąd wziąłeś tego tęczowego konika?
    Jeśli chodzi o ckliwość to wszystkie relacje z doświadczeń śmierci klinicznej - protestantów, katolików, ateistów - nie różnią się; mówią o uczuciu szczęścia i wszechogarniającej miłości. Nie po drodze Ci z tym?

    @Mordechlaj; czego dotyczy Twój sceptycyzm? Przeżyć Coltona? Denominacji?

  • edytowano 08:28

    @Mania powiedział(a):

    @Motes powiedział(a):
    Uprzejmie koleżankę informuję, że choć żaden ze mnie tomista, a już szczególnie nie superduper racjonalistyczny, jak o. Bocheński, to nie po drodze mi jakoś z tymi ckliwymi relacjami protestantów z wizyt w niebie, gdzie Pan Jezus jeździ na tęczowym koniku.

    Skąd wziąłeś tego tęczowego konika?
    Jeśli chodzi o ckliwość to wszystkie relacje z doświadczeń śmierci klinicznej - protestantów, katolików, ateistów - nie różnią się; mówią o uczuciu szczęścia i wszechogarniającej miłości. Nie po drodze Ci z tym?

    O tęczowym koniu – pardon za zrobienie z konia konika – poinformował mnie sztuczniak, opierając się na źródle pod nazwą Catholic Answers i zamieszczonym tam tekście The Problem with “Heaven Tourism” Books. Według sztuczniaka o Panu Jezusie ujeżdżającym tęczowego konia mowa jest w jedenastym rozdziale książeczki Niebo istnieje... naprawdę. Kilka miesięcy po operacji ojciec miał zapytać czteroletniego Coltona, co jeszcze widział w niebie, a ten raczył go powiadomić, że Zbawiciela na tęczowym koniu. Według niektórych krytyków, i katolickich, i innych, to egzotyczne zwierzę ma być dowodem nie tyle na sam pobyt Coltona w niebie, ile na wpływ popkultury – między innymi dzieła My Little Pony – na jego dziecięcą wyobraźnię. Według tego rezolutnego młodzieńca ludzie mają tam mieć też skrzydła, piękne, młode ciała, a Pan Bóg to „bardzo duży pan”.

    Ta słitaśna, cudaśna, milusiasta eschatologia jest nie w pełni kompatybilna z katolicką. Generalnie jako człowiek o małym, przyziemnym rozumku mam problem z tym swoistym eklektyzmem eschatologicznym, który z łatwością przyjmuje wielu wierzących. Na jednym forumku pojawiają się wszakże relacje katolickich świętych, i chociaż też obrazowe, przepełnione są bojaźnią Bożą i duchową głębią, świadomością grzechu i znaczenia wolnej woli, z drugiej strony mamy słitaśne i cudaśne relacje zza oceanu, w których niebo rodem z dziecięcych kreskówek jest otwarte na oścież, a przecież jest jeszcze wspomniana przeze mnie trzecia tradycja – skrajnych tomistów-racjonalistów, których na naszym gruncie zdaje się najbardziej znanym reprezentantem był o. Bocheński. Ten, gdyby zapoznał się z relacją Coltona, pewnie uśmiechnąłby się (albo skrzywił) kwaśno.

    Umiecie to pogodzić? Gratuluję elastyczności. Ja niestety nie umiem. Taki już jestem ograniczony, że nie umiem. W związku z tym uznaję, że jedna z tych perspektyw jest błędna, oparta na fantazji lub zmyślona. I tak mi jakoś wychodzi, że z tych trzech perspektyw za tę błędną, zmyśloną lub opartą na fantazji najbardziej jestem skłonny uznawać relację kilkuletniego berbecia z rodziny metodystów.

  • A uczta mesjańska z księgi Izajasza znajduje Kolegi akceptację?

  • @Szturmowiec.Rzplitej powiedział(a):
    A uczta mesjańska z księgi Izajasza znajduje Kolegi akceptację?

    Niegrzecznie odpowiadać pytaniem na pytanie.

    Zdaje się, że ta uczta dotyczy rzeczywistości po Paruzji. Nie wiem, co to ma do rzeczy.

  • Jak by nie było, chłopiec mówi, że Pan Jezus jest podobny do tego, jakiego przedstawiała niejaka Akiane Kramarik (której historia też jest ciekawa). Nie zgłębiałem za dokładnie tematu, więc w razie czego nie bijcie, ale zdaje się, że ona również oparła swoje dzieło na Najświętszym Obliczu z Całunu Turyńskiego. Obraz ten widziałem już wcześniej, a zatem zyskał on niejaką popularnoś.

    Piszę o tym m.in. dlatego, że sama Akiane też się Panu Bogu bardzo udała - zwłaszcza wizualnie ale i w ogóle.

  • ...interesuje mnie wygląd Ducha Świętego - podzielcie się proszę ustaleniami

  • Kramarik is a self-taught painter and says that Jesus spoke to her when she was four years old, encouraging her to draw and paint her visions.[7] She began to draw at the age of four, was painting at six, and began to write poetry at seven. At the age of eight years old, Akiane painted Jesus. Her first completed self-portrait sold for US$10,000.[7]

    Kramarik has said Prince of Peace is her "favorite portrait" and one of her most memorable paintings.[10][11] At age eight she had long been seeking the right face to help her paint an image from her dreams and visions when a family friend brought to her a carpenter as a possible subject. The man's face closely resembled what Kramarik remembered as the face of Jesus. She completed the portrait in 40 hours of intensive work. Not long after, it was shipped to her agent for exhibition, who then stole it and sold it without permission. For sixteen years the original painting was held locked in a bank vault, with the then-owner unwilling either to show or to sell it.[11][12] In December 2019, Prince of Peace was recovered by the artist's family and sold to a private collector for $850,000.[13][14]

  • @Filioquist powiedział(a):
    ...interesuje mnie wygląd Ducha Świętego - podzielcie się proszę ustaleniami

    Tak wygląda:

    <3

  • ...znaczy się jak emotka serduszko?

  • Jak miłość.

  • ...a jak ją opisał pan Colton?

  • A co mnie to obchodzi?

  • ...a ja nawet nie zakładam, że obchodzi - mnie to zainteresowało - skoro kol. Mania napisała:

    @Mania powiedział(a):
    opisał wygląd Ducha Świętego,

  • edytowano 12:36

    @Filioquist powiedział(a):
    ...a ja nawet nie zakładam, że obchodzi - mnie to zainteresowało - skoro kol. Mania napisała:

    @Mania powiedział(a):
    opisał wygląd Ducha Świętego,

    Błękitny, ruchomy obłoczek o płynnych, zmiennych kształtach. Błękitny, pulsujący ognik nad głowami świętych.

  • @Mania powiedział(a):

    @Filioquist powiedział(a):
    ...a ja nawet nie zakładam, że obchodzi - mnie to zainteresowało - skoro kol. Mania napisała:

    @Mania powiedział(a):
    opisał wygląd Ducha Świętego,

    Błękitny, ruchomy obłoczek o płynnych, zmiennych kształtach.

    ...aaa dzięki dzięki!

  • @Motes; tak dawno czytałam tę książkę, że o tęczowym koniu zapomniałam, sorry. Czy to dziecięca fantazja?
    Ponieważ bardzo interesują mnie relacje z przeżyć śmierci klinicznej- oglądałam ich setki i były to relacje ludzi dojrzałych, Colton, jako dziecko, jest tu szczególnym przypadkiem - stąd jego popularność. No i ci dojrzali ludzie mówili to samo co ten dzieciak. Mówili o lśniących kwiatach, trawie, o grających strumieniach, kolorach nie spotykanych na Ziemi, jest też gdzieś relacja o białych koniach, których skóra lśniła. To może Cię śmieszyć, ale te relacje się powtarzają.

    "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. "

  • Na wszelki wypadek od razu składam deklarację:

    https://voca.ro/1kaGljK3SlIQ

  • Nuale ... Niebo istnieje...naprawdę.
    Wierzę w to.
    A czy i w szczególności jak jest Ono objawiane wybranym, to nie mam odwagi osądzać.
    Tak na zdrowy rozum - inaczej czteroletniemu dziecku, inaczej dorosłemu człowiekowi.

  • Święta Faustyna widziała piekło. Widziała również Pana Jezusa, a do obrazu namalowanego pod jej dyktando miała tylko jedno zastrzeżenie - wizerunek twarzy nie oddał prawdziwego widzenia. Kazimirowski bardzo się starał, ale siostra Faustyna nie była zadowolona z efektu.

    Akiane namalowała Księcia Pokoju, mając 8 lat. Mnie się ten wizerunek bardzo podoba i nie obchodzi mnie, czy faktycznie Go widziała, czy tylko sobie wyobraziła. Przecież niemal wszystkie obrazy Chrystusa powstały w wyniku wyobraźni twórców.
    Mnie zawsze zastanawiało, że Matka Boża widziana w wielu uznanych przez KK objawieniach ma tak różne wizerunki. Chociaż wszyscy widzący (dzieci z Fatimy, Bernadetta itd.) podkreślali, że jest piękna. A kanony piękna są różne i zmieniają się w czasie...

    Najbliższy jest mi wizerunek nienamalowany ludzką ręką, czyli obraz Matki Bożej z Guadalupe.

  • Taką napisałam opinię o tej książce na portalu Lubimy czytać:
    Jak wygląda czyściec w oczach wielkich świętych i mistyków?
    Autor zebrał w jednym tomie opisy ich wizji, na szczęście nie dodając nic od siebie. To wg mnie duża zaleta (a nie wada!) tej książki. Zupełnie nie interesują mnie rozważania nt czyśćca pana Słowińskiego, natomiast jestem mu wdzięczna za wykonanie żmudnej pracy dotarcia do źródeł, bo sama bym tego nie zrobiła.
    Do wydawnictwa Frondy mam zaufanie dotyczące rzetelności cytowanych materiałów.
    Czytałam zafascynowana podobieństwami przedstawionych wizji autorów, których dzieliły wieki, kultura, miejsce działalności itp.
    Polecam. Zwłaszcza katolikom:)

    I jako nieliczna przyznałam 8 na 10 możliwych gwiazdek.

  • edytowano 17:43

    @Mania powiedział(a):
    @Motes; tak dawno czytałam tę książkę, że o tęczowym koniu zapomniałam, sorry. Czy to dziecięca fantazja?
    Ponieważ bardzo interesują mnie relacje z przeżyć śmierci klinicznej- oglądałam ich setki i były to relacje ludzi dojrzałych, Colton, jako dziecko, jest tu szczególnym przypadkiem - stąd jego popularność. No i ci dojrzali ludzie mówili to samo co ten dzieciak. Mówili o lśniących kwiatach, trawie, o grających strumieniach, kolorach nie spotykanych na Ziemi, jest też gdzieś relacja o białych koniach, których skóra lśniła. To może Cię śmieszyć, ale te relacje się powtarzają.

    "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. "

    Doświadczenia NDE (near-death experience), tak się bowiem ten zwierz z angielska nazywa, mają zbieżne ogólne zarysy (błogość, wyjście z tunelu, światłość), ale już na gruncie różnych kultur te różnice są dość istotne – tam, gdzie chrześcijanie nierzadko widzą Pana Jezusa, tam muzułmanie mają proroka, a hindusi czy inni Azjaci swoje bóstwa, sceneria też może mieć nieco inny charakter w zależności od kultury. To budzi bardzo brzydkie podejrzenie o dekoracyjność tego religijnego kontekstu, jego podrzędność, a więc i podrzędność istotnych dla katolików prawd wiary i kluczowych postaci w historii zbawienia, wobec sielankowej wizji zaświatów i doświadczenia szczęścia. To jedna perspektywa. Ale jest też druga, też nieszczególnie dla mnie przyjemna. Jeśli u muzułmanów i wyznawców innych religii doświadczenia NDE, w tym te związane ze śmiercią kliniczną, generalnie wywołują równie pozytywne wrażenia jak u chrześcijan, a tak jest, to prowadzi to z kolei wielkimi krokami do synkretycznego i relatywistycznego ujęcia pt. „każda religia otwiera równie dobrze drogę do nieba/Absolutu/Boga”. To zarzut często podnoszony przez katolickich teologów względem tych relacji. Jak już wcześniej pisałem, ja niektórych tych sprzeczności nie potrafię sobie gładko przyswoić, toteż maluje mi się przed oczyma następująca alternatywa: albo te fantazyjne fenomeny w ramach NDE to tylko wynik reakcji mózgowej u progu śmierci, a prawdziwa eschatologia, z całą jej powagą i ciężarem, zaczyna się dopiero później, a my wiemy o niej tyle, ile nam objawiono w PŚ i Tradycji Kościoła, albo Kościół, wyrażając spory sceptycyzm wobec takich opowieści, pilnuje tylko swojego monopolu na prawdę.

    W tym miejscu wspomnę, że w rodzinie mam dwie osoby – obie po sześćdziesiątce – które znajdują upodobanie w takich opowieściach (i innych podobnych, np. o wędrówce dusz), i ewidentnie postawiło to je przed podobną alternatywą. Kiedy bowiem w trakcie spotkania rodzinnego przyjdzie im ochota podjąć wątek religijny (a zwykle taka ochota im przychodzi), to opowiadaniu historii takich jak ta Coltona Burpo towarzyszą entuzjazm, fascynacja, ekscytacja, no takie pozytywne odczucia, ale zawsze, obowiązkowo po takich opowieściach, a contrario, pojawia się on, szwarcharakter, Kościół katolicki – źródło ponurych, kostycznych dogmatów stających w poprzek sielankowej perspektywie, obiekt niechęci (skąd ci księża mogą wiedzieć, jak jest po śmierci, no nie mogą przecież, ale opowiadacze sielankowych historii na jutubach już tak). Dziękuję więc za deklaracje wiary powyżej, ale mam niestety dowody z bliskiego otoczenia, że historie podróży w zaświaty i inicjowany przez nie synkretyzm religijny nie zawsze sprzyjają wierze (katolickiej), a mogą współgrać z jej erozją. Zamierzam trzymać się od nich z dala.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.