Coraz bardziej uważam, że zrobili to bracia z Zachodu
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Aha no i z tego powodu czynią starania o upadek rządów nastawionych patriotycznie. Zauważyli już że zlekceważenie Węgrów było zaniedbaniem i błędem. Dlatego teraz koncentrują wysiłki na pacyfikacji całego regionu bo to, ich zdaniem, bardziej zagraża ich dalekosiężnym planom niż miliony muzułmanów. Na Ukrainie wolą zaś dmuchać na zimne i wysłali tam sprawdzonych fachowców od wasalizacji i eksploatacji ekonomicznej kolonii z Polski. Akurat byli wolni po utracie władzy na rzecz patriotów znaczy nacjonalistów.
idz precz szatanie!
(to do nich, nie do Przemka;))
Niemcy nie wierza w to co widza tylko w to co im sie mowi.
z powazaniem, ale mysli pan po polsku (co jest suszne i zbawienne ale nie w rozgrywkach z niemieckim szatanem)
Gdyby było inaczej, wystarczyłaby jedna konferencja prasowa. Co, może nie mieli Siewiernego pod obserwacją?
Rosjanie nie wiedzieli że Siewiernyj jest pod obserwacją? A wiedząc, poszliby na takie ryzyko, gdyby nie było to dogadane?
Owszem, zrobili to bracia z Zachodu, tak samo jak zrobili to Polacy. Bo chyba nikt nie wierzy że Ruscy mogliby całą imprezę nagrać i rozegrać bez kretów tu pod naszym nosem.
Miałem w zeszłym roku szkolenie gdzie było kilku Holendrów, Włochów, a poza tym po jednym egzemplarzu z Egiptu, RPA, Niemiec i tak dalej. Egipcjanin, który był pierwszy raz w życiu w Europie powiedział mi:
"Wiesz, pierwszy raz widziałem Niemca w życiu i zrozumiałem że Hitler w tym narodzie to nie był przypadek"
<:-P
To, że widział Niemca nie oznacza że widział Niemca.
Ja widziałem od cholery Japończyków w Krakowie - tylko z żadnym nie gadałem, nie miałem z żadnym styczności innej niż jakiś szablonowy mail. Mogę śmiało powiedzieć że żadnego Japończyka nie widziałem w życiu.
Ale gdybym spędził na szkoleniu z Japończykiem 4 dni po 8 godzin, dodajmy gdzie by ten Japończyk dość mocno się udzielał - o tak, pewnie bym stwierdził że wreszcie widziałem pierwszy raz w życiu Japończyka.
Piotr Wroński -fb:
"Artykuł Marka Pyzy na portalu "wPolityce.pl" (link w poprzednim poście) po raz pierwszy chyba dotyka tego, o czym mówię od dawna i chociaż dziennikarz pominął kilka pytań, to i tak jest to bardzo ważne. Od początku twierdzę z uporem i będę twierdził nadal, że klucz jest w Polsce. Będę o tym przypominał ciągle, chociaż nie przysparza mi to "przyjaciół". Powtórzę końcowy wniosek z raportu BND: Rosjanie nie zrobiliby tego bez udziału sił polskich. To straszny wniosek, ale prawdziwy. Nawet jeśli uznamy ten dokument za fałszywy (nie wypowiadam się na ten temat), to nie oznacza, że taki wniosek nie może być prawdziwy. Niestety. Tu nie ma rozmytej odpowiedzialności. Urzędy państwowe komuś personalnie podlegają i czyjeś polecenia wykonują. Nie chce mi się pisać o zaangażowaniu MSZ i jego szefa w organizację wizyt prezydenckich i "premierowskich". Przypomnę, że w Londynie, w ciągu sześciu lat, musiałem uczestniczyć w przygotowywaniu trzech wizyt prezydenta Kwaśniewskiego (dwie oficjalne) i wizyt wszystkich premierów Polski pomiędzy rokiem 2000-2006. Stąd znam procedury, obieg dokumentów oraz udział MSZ w tych wydarzeniach. To wszystko jest regulowane protokołem i dyplomatyczną rutyną. Dlatego pytam: gdzie jest korespondencja pomiędzy Kancelariami, a MSZ, gdzie jest korespondencja pomiędzy MSZ, a Ambasadą, gdzie są noty dyplomatyczne przygotowujące wizytę? Kto został personalnie wyznaczony do przygotowywania wizyty w Smoleńsku przez Ambasadę i kto ze strony rosyjskiej? Nazwiska powinny być w notach i odpowiedziach na nie. Kto personalnie odpowiadał za bezpieczeństwo wizyt. Jakie polecenia wydano po tragedii? Dlaczego, na czyje polecenie nie uruchomiono służb specjalnych, ani nie postawiono ich w stan podwyższonej gotowości (po 11/09 były postawione)? Dokumentacja pozwoli również na pokazanie tego, co działo się później. Dajmy już spokój. To nie państwo samo w sobie narobiło "bałaganu" i "zamiotło wszystko pod dywan", przynajmniej usiłowało, ale konkretni ludzie, konkretni politycy, konkretni urzędnicy państwowi, których imiona nazwiska i funkcje figurują na konkretnych dokumentach. Czas ich rozliczyć.
Jeśli chodzi o pana ministra Sikorskiego, to ja już się zdrowo naraziłem. Zadałem kilka pytań na podstawie zachowanych akt Departamentu I SB MSW PRL i wyszło na to, że jestem "szuja" i "opluskwiam. Tak, w programie Jana Pospieszalskiego, powiedział jeden ważny pan Redaktor mocno zdenerwowany, ponieważ podał informację, która była trochę inna niż ta, jaką lansowała jego gazeta, drugi pan Redaktor, z prawicy, podał mi rękę z lekceważącym oburzeniem i dotąd tak mi ją podaje, a trzeci uczestnik, poseł, zrobił coming out później i okazało się, że chce być homoseksualistą. Tylko Witek Gadowski zachował się tak, jak powinien zachować się dziennikarz. Telewizja stwierdziła zaś, że się nie nadaję i mnie już nie zaprasza. To oczywiście żart. Chciałem jednak podkreślić, że w ogólnym pojęciu, właściwym dla wszystkich opcji, winnym może być woźny, albo goniec, a nigdy minister. Ruszenie personalnie kogokolwiek grozi "śmiercią lub kalectwem". Jak długo jeszcze polityka "świętych krów", "ofiar afery taśmowej, będzie u nas obowiązywać?"
jestem w szokoo: znaczy sie, istnieli , a nawet istnieja, ludzie, ktorych trzeba przekonywac, ze "klucz" do tej zbrodni lezy w Polsce?!
jedna tylko poprawka: w zadnej Polsce tylko w IIIRP!
od 17 minuty.
Oczywiste jest również, że szczęśliwych znalazców raportów BND żaden seryjny nie odwiedza...
Podobnie, jak oczywiste jest, że jakiś-tam gienierał sowiecki mógł przyjąć zlecenie na Kaczorów z szerokimi przyległościami bez wiedzy i zgody Mr Pjutę...
Ocb więc?
Wydaje się coraz bardziej oczywiste, że udowodnienie faktu zamachu jest kwestią najbliższych tygodni. Sekcje powiedzą prawdę. Zaczyna się więc przerzucanie gorącego kartofla.
Co nie zmienia faktu, że bez czynnej pomocy w Warszawie nikt by takiego zamachu nie przeprowadził. Podobnie, jak tego faktu, że w czynną bądź bierną pomoc nie były zaangażowane 1 czy 2 osoby, ale całe środowiska.
Ze sto razy już pisałem, że zimny mie dreszcz przeszedł po kręgokolumnie, jak się dowiedziałem, że Cimoszewicz wycofał się z wyborów prezydenckich 2005. Gdyż cóż to bowiem oznaczao? Ano to, że GTW - a więc najprawdopodobniej WSI - przeniosła swoje poparcie na PO z SLD. Wszystko skleja się.
A mnie to się po prostacku wydaje, że mogło sobie GRU czy insze FSB bombki zamontować na tutce w Samarze bez wiedzy i zlecenia, a tylko tak na wszelki wypadek i czekać. Jasne, że jeszcze musiała być okazja to jest lot elity rządowej i generalicji w tejże tutce i to w znane okolice gdzie i kontrolerzy pijani, i przyrządy lotniska odpowiednio nastawione i generatory mgły czy czego tam oraz pancerne brzozy poustawiane jak należy.Mogły służby sojusznicze NATO wiedzieć coś albo i nie. Jak nie potrafiły znaleźć albo podrzucić broni masowego rażenia Saddamowi mimo zajęcia całego kraju to i mogły przeoczyć co się dzieje w Samarze czy Smoleńsku. No i wystarczyło wykorzystać podwórkowe gierki urzędasów rządowych i partyjnych w celu ośmieszenia i marginalizacji Prezydenta oraz bałagan i niedopatrzenia przy organizacji lotu, aby okazja sama się zmaterializowała. Rzecz jasna to nie wyklucza świadomego udziału polskich zdrajców w tym dziele.