Czytam obecnie taką książkę. "Katastrofy konstrukcji stalowych".
Katastrofy w większości opisane z okresu 1945-70 w Polsce.
Przytoczono tam przykład suwnicy bramowej w której nie przewidziano żadnych hamulców na czas gdy maszyna nie funkcjonuje. W efekcie silnej wichury, wiatr rozpędził suwnicę, która uderzyła w tylną bramę. Cała konstrukcja się zawaliła i nie mogła już zostać naprawiona.
No dobra, to zbudowano kolejną. Ale mechanizm hamulca umieszczono gdzieś na dole wózka operatora, tak że dojście do niego wymagało kilka minut. Po iluś tam latach poprawnego funkcjonowania wiatr zerwał się w czasie pracy. Operator w ostatniej chwili zahamował ( pewnie miał pełne gacie i przeklinał idiotę który to tak zaprojektował ). Niestety mimo to doszło do uderzenia w bramę i konstrukcja uległa uszkodzeniu. Szczęśliwie się nie zawaliła i wymagała tylko naprawy.
Był to jakiś bodziec, na wymuszenie przez Urząd dozoru technicznego na zaostrzenie przepisów dotyczących funkcjonowania suwnic.
W kategorii konstrukcj stalowo betonowych można wspomniec przypadek z dworca Fabrycznego w Lodzi. Tory się tam kończą, ale maszynista nie wyhamowal i lokomotywa wjechala w budynek. To bylo w l. 50tych.
Jeszcze dobry przypadek był jak ze względu na brak komunikacji biura konstrukcyjnego od projektu żelbetonowego, a drugiego od stalowej części olano połączenie belki nośnej do słupa. W efekcie na budowie mieli jakieś dwa rozdzielne rysunki gdzie na jednym ze słupa wystawały trzy cienkie pręty. A na drugim przeponkę na belce ( blacha płasko do przekroju dospawana ). Wbrew zdrowemu rozsądkowi ktoś postanowił spawać te cienkie pręty do przeponki tej belki. Pare dni później ta belka urwała się na budowie.
Można się śmiać bo nikt nie zginął.
Nie jestem specjalnie z budowlanką związany, ale pracowałem raz w skrajnie nieodpowiedzialnie prowadzonej firmie gdzie robili projekty budowlane i takiego czegoś w życiu nikt by tam nie puścił jak przytoczone trzy pręciki.
@Wielen powiedział(a):
W kategorii konstrukcj stalowo betonowych można wspomniec przypadek z dworca Fabrycznego w Lodzi. Tory się tam kończą, ale maszynista nie wyhamowal i lokomotywa wjechala w budynek. To bylo w l. 50tych.
Budynek dworca tam był obok torów, więc mogła wyjechać poza torowisko, albo to był tor w elektrociepłowni.
@Wielen powiedział(a):
W kategorii konstrukcj stalowo betonowych można wspomniec przypadek z dworca Fabrycznego w Lodzi. Tory się tam kończą, ale maszynista nie wyhamowal i lokomotywa wjechala w budynek. To bylo w l. 50tych.
Budynek dworca tam był obok torów, więc mogła wyjechać poza torowisko, albo to był tor w elektrociepłowni.
Wg naocznego swiadka pociag przejechal przez ulicę Kilinskiego i wbil się w budynek po drugiej stronie. 70 lat temu zabudowa wygladala inaczej niz dzis, byc moze tory tez siegaly dalej.
@Wojciech Jagoda powiedział(a):
Ależ silny fizycznie jest Kamil Zapolnik. Odbijają się od niego piłkarze Widzewa Łódź jak dzieci od rozpędzonego pociągu.
Prosiłem groga żeby znalazł szmonces albo skecz ale mimo usilnych starań powiedział, że nic nie ma. Kazałem mu więc to napisać. Polotu to to nie ma, ale może ktoś podrasuje, wrzuci i będzie można kopiować.
Icek służył u Rothschildów. Pan domu poczęstował go pasztetem strasburskim. Smakował mu tak, że aż oczy mu się śmiały.
Przyszedł do domu i zachwala:
-- Salcie! Ten pasztet to mistrzostwo świata! Nigdy czegoś takiego nie jadłem.
Żona na to:
-- To poproś o przepis, sama zrobię.
Następnego Icek dnia idzie do kucharza Rothschildów, prosi o przepis. Wraca do domu, daje żonie. Ta czyta a czytając zaczyna kombinować:
„Po co mi gęsia wątroba za ciężkie pieniądze? Wezmę zwykłą wieprzową.”
„Trufle? Po co trufle, jak pieczarki z targu są za grosze.”
„Gęsi smalec? Toż to kopiuje majątek. Zwykły smalec wieprzowy wystarczy.”
„Wino Madera? Leję wodę, nikt nie zauważy.”
„Słonina? Wezmę margarynę z Biedronki.”
„Bułeczki w mleku? Namoczę starą kajzerkę w wodzie.”
„Przyprawy? Sól i pieprz, po co te gałki muszkatołowe.”
Upiekła. Stawia na stole. Kosztuje, krzywi się i mówi:
-- Strasznie ten pasztet strasburski przereklamowany.
Koniec.
Jeśli chcesz wersję dłuższą (jak skecz kabaretowy) albo z inną puentą – daj znać, dorobię!
Komentarz
z własnego doświadczenia wiem, ze poranna modlitwa nie chroni przed złymi wyborami życiowymi i ideowymi. Tylko pomaga wrócić.
...co ono mają z tymi czerwonymi okularami?
Podobno wicemarszałek sejmu z Koalicji Obywatelskiej Monika Wielichowska, na chamską uwagę 'a pies cię j****' zareagowała pytaniem:
Cudne
Ozjasz Goldberg demaskuje MerKoszer.
Czyli merkoszur jest ok?
To jest po prostu zacięta rywalizacja o to, kto może nas truć.
A ja po Wielkanocy sadzę ziemniaki.
Bosz, i wielu rozumnych ludzi oddawało temu pajacowi rozum w zastaw?
a jego uczniów i wyznawców są na terenach pomiędzy Odrą a Bugiem całe legiony
+1000
Wszelacy mentzenowie, ziemniakiewiczowie, warząchwie, wróblewscy, cejrowscy mogą powiedzieć niczym Słowacki o Mickiewiczu: My z Niego wszyscy.
Brązowy użył dokładnie tych słów. W wywiadzie.
Tyle że on z afirmacją. Urban, ten to miał łeb! Zaplanował na dziesięciolecia.
Czytam obecnie taką książkę. "Katastrofy konstrukcji stalowych".
Katastrofy w większości opisane z okresu 1945-70 w Polsce.
Przytoczono tam przykład suwnicy bramowej w której nie przewidziano żadnych hamulców na czas gdy maszyna nie funkcjonuje. W efekcie silnej wichury, wiatr rozpędził suwnicę, która uderzyła w tylną bramę. Cała konstrukcja się zawaliła i nie mogła już zostać naprawiona.
No dobra, to zbudowano kolejną. Ale mechanizm hamulca umieszczono gdzieś na dole wózka operatora, tak że dojście do niego wymagało kilka minut. Po iluś tam latach poprawnego funkcjonowania wiatr zerwał się w czasie pracy. Operator w ostatniej chwili zahamował ( pewnie miał pełne gacie i przeklinał idiotę który to tak zaprojektował ). Niestety mimo to doszło do uderzenia w bramę i konstrukcja uległa uszkodzeniu. Szczęśliwie się nie zawaliła i wymagała tylko naprawy.
Był to jakiś bodziec, na wymuszenie przez Urząd dozoru technicznego na zaostrzenie przepisów dotyczących funkcjonowania suwnic.
W kategorii konstrukcj stalowo betonowych można wspomniec przypadek z dworca Fabrycznego w Lodzi. Tory się tam kończą, ale maszynista nie wyhamowal i lokomotywa wjechala w budynek. To bylo w l. 50tych.
Jeszcze dobry przypadek był jak ze względu na brak komunikacji biura konstrukcyjnego od projektu żelbetonowego, a drugiego od stalowej części olano połączenie belki nośnej do słupa. W efekcie na budowie mieli jakieś dwa rozdzielne rysunki gdzie na jednym ze słupa wystawały trzy cienkie pręty. A na drugim przeponkę na belce ( blacha płasko do przekroju dospawana ). Wbrew zdrowemu rozsądkowi ktoś postanowił spawać te cienkie pręty do przeponki tej belki. Pare dni później ta belka urwała się na budowie.
Można się śmiać bo nikt nie zginął.
Nie jestem specjalnie z budowlanką związany, ale pracowałem raz w skrajnie nieodpowiedzialnie prowadzonej firmie gdzie robili projekty budowlane i takiego czegoś w życiu nikt by tam nie puścił jak przytoczone trzy pręciki.
Budynek dworca tam był obok torów, więc mogła wyjechać poza torowisko, albo to był tor w elektrociepłowni.
Wg naocznego swiadka pociag przejechal przez ulicę Kilinskiego i wbil się w budynek po drugiej stronie. 70 lat temu zabudowa wygladala inaczej niz dzis, byc moze tory tez siegaly dalej.
będziesz pan rozbawiony:

Hallelujah
👣
🐾
🐾
Amerykański plakat przeciw systemowi metrycznemu, z 1917.
Zwolnili go za to z CANAL+
Prosiłem groga żeby znalazł szmonces albo skecz ale mimo usilnych starań powiedział, że nic nie ma. Kazałem mu więc to napisać. Polotu to to nie ma, ale może ktoś podrasuje, wrzuci i będzie można kopiować.
Icek służył u Rothschildów. Pan domu poczęstował go pasztetem strasburskim. Smakował mu tak, że aż oczy mu się śmiały.
Przyszedł do domu i zachwala:
-- Salcie! Ten pasztet to mistrzostwo świata! Nigdy czegoś takiego nie jadłem.
Żona na to:
-- To poproś o przepis, sama zrobię.
Następnego Icek dnia idzie do kucharza Rothschildów, prosi o przepis. Wraca do domu, daje żonie. Ta czyta a czytając zaczyna kombinować:
„Po co mi gęsia wątroba za ciężkie pieniądze? Wezmę zwykłą wieprzową.”
„Trufle? Po co trufle, jak pieczarki z targu są za grosze.”
„Gęsi smalec? Toż to kopiuje majątek. Zwykły smalec wieprzowy wystarczy.”
„Wino Madera? Leję wodę, nikt nie zauważy.”
„Słonina? Wezmę margarynę z Biedronki.”
„Bułeczki w mleku? Namoczę starą kajzerkę w wodzie.”
„Przyprawy? Sól i pieprz, po co te gałki muszkatołowe.”
Upiekła. Stawia na stole. Kosztuje, krzywi się i mówi:
-- Strasznie ten pasztet strasburski przereklamowany.
Koniec.
Jeśli chcesz wersję dłuższą (jak skecz kabaretowy) albo z inną puentą – daj znać, dorobię!
Salcia użyła wątroby wieprzowej i takiż smalec???
Mogła np. zaprosić na kolację protestantów, czyli żydów jedzących wieprzowinę