Ten deklaratywny chrześcijanin, co to pości i się modli (przynajmniej według własnych deklaracji) znajduje diabelską satysfakcję w sprawianiu ludziom przykrości. Krzywdę zrobi oczywiście na swoją miarę czyli niewielką ale intencje ma paskudne.
https://x.com/EmiliaPob/status/2093667736912060789
Czepiacie się AtaNaziego, a spójrzcie tutaj, jak przy tej muzie dla gówniaków gibała się na scenie w Juracie jedna z gwiazd konserwatywnego i prawicowego dziennikarstwa 🤦♂️
Georges Bizet
i kolejny gigant skrzypiec - Joshua Bell - gra arię Nadira z "Poławiaczy pereł", bo w tym wypadku wolę wersję instrumentalną od śpiewanej.
Film Widerberga Miłość Elwiry Madigan (1967) widziałam pewnie na początku lat 70. Piękny, wzruszający, świetnie zagrany, z genialną ścieżką dźwiękową. Duuuuużo czasu zajęło mi dotarcie do nazwy odpowiedniego koncertu, bo podczas projekcji nie zapamiętałam nawet kompozytora. A to Mozart. Taki, którego chyba nawet @trep zaakceptuje
Mozart: Piano Concerto No. 21 - Andante (Elvira Madigan) - Piano Start (5:19)
Wrzucam ponownie, bo poprzednie jutub wymazał, jako "film prywatny". Nie umiem odróżniać prywatnych od publicznych, niestety.
A walca nr 2 Szostakowicza szkoda.
Zatem oficjalne video z najnowszej płyty Davida Garretta:
W 2015 roku, na placu przed monumentalną katedrą mediolańską odbył się koncert, który uważam za wzorcowy przykład idealnego koncertu dla "ludu". Z fenomenalnymi wykonawcami:
orkiestrą opery La Scala (Filharmonica Della Scala),
jej dyrygentem (jeden z najlepszych obecnych czasów) Ricardo Chailly
i solistą Davidem Garrettem - skrzypce.
Zgranie, wręcz chemia pomiędzy wymienionymi bije w oczy (i uszy).
Aby nie było, że w miniaturach zmuszam do obejrzenia (tak - obejrzenia, nie tylko wysłuchania;) całości, pod linkiem podaję program i czas rozpoczęcia utworu.
1.48 - Johannes Brahms - Overture Accademica op. 80
12.05 - Max Bruch - Concerto nr 1 (tu David włącza dodatkowy instrument perkusyjny, bo gra z przytupem, dosłownie:)))
38.20 - Rossini - uwertura do opery Wilhelm Tell
50.27 - Paganini - Kaprys nr 24
56.40 - Verdi - uwertura do opery Vespri Siciliani
1.06.50 - Monti - Czardasz
1.12.31 - Paganini - Karnawał w Wenecji
i na bis crossover - muzyka z filmu "Piraci z Karaibów".
mamy polskiego kompozytora należącego do absolutnej czołówki świata,
jestem obecnie zafiksowana na skrzypcach i to się pewnie przez jakiś czas nie zmieni. Chociaż ostatnio z przyjemnością wróciłam do sonat fortepianowych Beethovena. No, ale to nie miniatury.
Scherzo tarantelle, Op 16
Na jutubie jest masa wykonań, również przez dzieci, ale ponownie daję Perlmana - bardzo lubię jego "miękkie" skrzypce, a poza tym nagranie jest na oficjalnej stronie skrzypka.
Ja się cieszę, że koncert Karłowicza wrócił do możliwych do wybrania w finale - to też jest światowa czołówka, a niestety koncert mało znany, nawet w Polsce.
Co do Mozarta i koncertu nr 21... tym razem to przynajmniej Mozart. Szukania "romantycznego" Mozarta nie zabronię, mogę nawet pomóc, proszę sprawdzić to:
czy to:
albo na fortepian to:
Natomiast czy zachęcam? Nie bo to jednak jakiś tylko ułamek jego twórczości. Nawet dwa pierwsze kawałki (a z fragmentem z koncertu nr 21 to już trzy) to tylko środkowa część w pogodnych koncertach, wstawiona jako kontrast. Zachęcam natomiast każdego z tych koncertów posłuchać w całości.
@los powiedział(a):
Ten deklaratywny chrześcijanin, co to pości i się modli (przynajmniej według własnych deklaracji) znajduje diabelską satysfakcję w sprawianiu ludziom przykrości. Krzywdę zrobi oczywiście na swoją miarę czyli niewielką ale intencje ma paskudne.
Tym bardziej, że kłamie. W Juracie nie było tej piosenki; można było o tym przeczytać w social mediach.
(Gwoli zakończenia tematu)
Co do Mozarta i koncertu nr 21... tym razem to przynajmniej Mozart. Szukania "romantycznego" Mozarta nie zabronię, mogę nawet pomóc, proszę sprawdzić to:
(...)
Natomiast czy zachęcam? Nie bo to jednak jakiś tylko ułamek jego twórczości. Nawet dwa pierwsze kawałki (a z fragmentem z koncertu nr 21 to już trzy) to tylko środkowa część w pogodnych koncertach, wstawiona jako kontrast. Zachęcam natomiast każdego z tych koncertów posłuchać w całości.
Podpowiedzi bardzo, bardzo ok. Dzięki.
Koncertu nr 21 Mozarta wysłuchałam w fenomenalnej interpretacji Yeol Eum Son (swoją drogą ponad 32 mln wyświetleń!) i również zachęcam - jest piękny. Dwa kolejne zostawiam na potem:)
@los
Zastanawiałam się, które z kompozycji XX wieku będą słuchane po latach. Na utworach "poważniejszych" (czyli dłuższych, orkiestrowych itp.) nie znam się zupełnie. Tu, jak przypuszczam albo Ty, albo @Exspectans, być może jeszcze któryś z forumkowiczów możecie się wypowiadać. Ja jestem romantyczno-melodyjna, że tak powiem:)
Ale w kwestii miniatur... Sądzę, że XX wiek to czas kina i jego muzyki. I przynajmniej niektóre z tych utworów zostaną na lata. Wg mnie taka jest np. Zorba Mikisa Theorodakisa. Wrzucam w brawurowym wykonaniu (skrzypce:))) Davida Garretta, bo przy okazji można się przekonać, dlaczego nie tylko małolaty potraciły dla tego skrzypka głowy
Ja zresztą też , ale ja w trakcie innego utworu, który wrzucę w odpowiednim momencie do "setki Rozuma".
A na marginesie - może byłoby sympatycznie założyć oddzielny wątek na takie futurystyczno-muzyczne rozważania.
Fajny wybór, z jednej strony oczywisty, bo tylko te z przydomkami, z drugiej gdybym miał wybrać akurat dla Koleżanki, z jej właśnie romantyczno-melodyjnym gustem, to pewnie wybrał bym te same, dołożyłbym tylko nr 26 "Les Adiuex" (czyli po polsku pożegnalną, ale nawet w Polsce ona jest określana zazwyczaj po francusku).
Dla zwolenników tego, co wcześniej poleciłbym raczej sonaty 1-7, dla zwolenników awangardy XX-wiecznej nr 27-32.
Skoro jesteśmy przy Beethovenie, a wspomniano też Perlmana, jest takie wspaniałe nagranie wszystkich triów smyczkowych oprócz Perlmana, jeszcze Zuckermann i Harrell. Mało znany, niedoceniany repertuar, raczej rozrywkowy, bez patosu z "heroicznego" okresu.
@Maria powiedział(a): @los
Zastanawiałam się, które z kompozycji XX wieku będą słuchane po latach. Na utworach "poważniejszych" (czyli dłuższych, orkiestrowych itp.) nie znam się zupełnie. Tu, jak przypuszczam albo Ty, albo @Exspectans, być może jeszcze któryś z forumkowiczów możecie się wypowiadać. Ja jestem romantyczno-melodyjna, że tak powiem:)
W XX wieku każdy znajdzie coś dla siebie.
Einstein (Alfred, nie Albert) nazwał to "rozpadem stylu", że od pewnego momentu każdy tworzył po swojemu i nie było dominującego nurtu. On to sytuował ok. 1880 r., m. zd. do 1890 jest jeszcze wyraźna dominacja romantyzmu. Ale w każdym razie potem już nie. Jest neoklasycyzm, ciągle są kontynuatorzy romantyzmu, jest pełno kierunków awangardy - chyba też podobnie jak w malarstwie pierwszym z nich jest impresjonizm. W XIX wieku jest o tyle prościej, że można słuchać w ciemno i przynajmniej w latach 1820-80 / 90 trafimy na coś romantycznego.
A to coś w zupełnie innym stylu, z innego krańca świata.
Wiek XX nie jest moim ulubionym, ale co najmniej jedno w nim lubię - że muzykę klasyczną tworzono już wtedy na całym świecie, a nie tylko w zachodniej, południowej i środkowej Europie. Dzięki temu wciągnięto do niej mnóstwo materiału, inspiracji, pomysłów z całego świata. To egzotyka autentyczna, a nie tak, jak sobie wyobrażano we Francji czy Austrii w XVIII wieku. W tym "egzotyczno-klasycznym" nurcie będzie zarówno Enescu, jak i Villa-Lobos czy Sibelius.
Wiek XX nie jest moim ulubionym, ale co najmniej jedno w nim lubię - że muzykę klasyczną tworzono już wtedy na całym świecie, a nie tylko w zachodniej, południowej i środkowej Europie. Dzięki temu wciągnięto do niej mnóstwo materiału, inspiracji, pomysłów z całego świata. To egzotyka autentyczna, a nie tak, jak sobie wyobrażano we Francji czy Austrii w XVIII wieku. W tym "egzotyczno-klasycznym" nurcie będzie zarówno Enescu, jak i Villa-Lobos czy Sibelius.
+1
i dorzucam Ramireza, argentyńskiego kompozytora i pianisty, któremu światową sławę przyniosła napisana w 1964 Misa Criolla (Msza Kreolska) – msza oparta na motywach ludowych tańców latynoamerykańskich, stworzona wkrótce po decyzji soboru watykańskiego II, umożliwiającej odprawianie mszy świętej w języku ojczystym.
Najpierw "Gloria" w dopieszczonym, słodkim wykonaniu Jose Carrerasa (cała msza jest na jutubie)
oraz dla porównania ten sam fragment w oryginalnym, argentyńskim wykonaniu:
Nie mogłam słuchać - byłam poza internetem - nagrań z I etapu Konkursu Wieniawskiego, ale słuchałam fragmentów występów wszystkich uczestników II etapu. Niestety żaden mnie nie zauroczył. Częściej podziwiałam pianistów towarzyszących skrzypkom niż ich samych.
Komentarz
Masz rację. Głupota AtaNaziego polega też na tym, że ma się za cwańszego od nas.
No i zafajdał wątek
Ten deklaratywny chrześcijanin, co to pości i się modli (przynajmniej według własnych deklaracji) znajduje diabelską satysfakcję w sprawianiu ludziom przykrości. Krzywdę zrobi oczywiście na swoją miarę czyli niewielką ale intencje ma paskudne.
https://x.com/EmiliaPob/status/2093667736912060789
Czepiacie się AtaNaziego, a spójrzcie tutaj, jak przy tej muzie dla gówniaków gibała się na scenie w Juracie jedna z gwiazd konserwatywnego i prawicowego dziennikarstwa 🤦♂️
Eden, daj se spokój, bardzo Cię proszę. Jeśli nie masz nic do powiedzenia w temacie wątku, to nie wrzucaj tu swoich uwag.
Georges Bizet

i kolejny gigant skrzypiec - Joshua Bell - gra arię Nadira z "Poławiaczy pereł", bo w tym wypadku wolę wersję instrumentalną od śpiewanej.
Film Widerberga Miłość Elwiry Madigan (1967) widziałam pewnie na początku lat 70. Piękny, wzruszający, świetnie zagrany, z genialną ścieżką dźwiękową. Duuuuużo czasu zajęło mi dotarcie do nazwy odpowiedniego koncertu, bo podczas projekcji nie zapamiętałam nawet kompozytora. A to Mozart. Taki, którego chyba nawet @trep zaakceptuje
Mozart: Piano Concerto No. 21 - Andante (Elvira Madigan) - Piano Start (5:19)
Wrzucam ponownie, bo poprzednie jutub wymazał, jako "film prywatny". Nie umiem odróżniać prywatnych od publicznych, niestety.

A walca nr 2 Szostakowicza szkoda.
Zatem oficjalne video z najnowszej płyty Davida Garretta:
W 2015 roku, na placu przed monumentalną katedrą mediolańską odbył się koncert, który uważam za wzorcowy przykład idealnego koncertu dla "ludu". Z fenomenalnymi wykonawcami:
orkiestrą opery La Scala (Filharmonica Della Scala),
jej dyrygentem (jeden z najlepszych obecnych czasów) Ricardo Chailly
i solistą Davidem Garrettem - skrzypce.
Zgranie, wręcz chemia pomiędzy wymienionymi bije w oczy (i uszy).
Aby nie było, że w miniaturach zmuszam do obejrzenia (tak - obejrzenia, nie tylko wysłuchania;) całości, pod linkiem podaję program i czas rozpoczęcia utworu.
i na bis crossover - muzyka z filmu "Piraci z Karaibów".
Drobiazg z XX wieku.

Igor Strawiński, ale wg mojego gustu, czyli bardzo melodyjnie:)
Chanson russe
Wracam do Wieniawskiego.
Z trzech powodów:
Scherzo tarantelle, Op 16
Na jutubie jest masa wykonań, również przez dzieci, ale ponownie daję Perlmana - bardzo lubię jego "miękkie" skrzypce, a poza tym nagranie jest na oficjalnej stronie skrzypka.
Ja się cieszę, że koncert Karłowicza wrócił do możliwych do wybrania w finale - to też jest światowa czołówka, a niestety koncert mało znany, nawet w Polsce.
Co do Mozarta i koncertu nr 21... tym razem to przynajmniej Mozart. Szukania "romantycznego" Mozarta nie zabronię, mogę nawet pomóc, proszę sprawdzić to:
czy to:
albo na fortepian to:

Natomiast czy zachęcam? Nie
bo to jednak jakiś tylko ułamek jego twórczości. Nawet dwa pierwsze kawałki (a z fragmentem z koncertu nr 21 to już trzy) to tylko środkowa część w pogodnych koncertach, wstawiona jako kontrast. Zachęcam natomiast każdego z tych koncertów posłuchać w całości.
Marsz weselny z wagnerowskiego Lohengrina:
Wszyscy znają tę melodię, ale mało kto kojarzy autora.
Faktycznie - nie wiedziałam. Dzięki
Jeden z bardziej uroczych pastiszów muzyki dawnej
Tym bardziej, że kłamie. W Juracie nie było tej piosenki; można było o tym przeczytać w social mediach.
(Gwoli zakończenia tematu)
W mojej płytotece znajduję obecnie (wcześniej kupowałam, ale nie miałam czasu, by słuchać:) prawdziwe perełki. Np. taką:
Podpowiedzi bardzo, bardzo ok. Dzięki.
Koncertu nr 21 Mozarta wysłuchałam w fenomenalnej interpretacji Yeol Eum Son (swoją drogą ponad 32 mln wyświetleń!) i również zachęcam - jest piękny. Dwa kolejne zostawiam na potem:)
@los
, ale ja w trakcie innego utworu, który wrzucę w odpowiednim momencie do "setki Rozuma".

Zastanawiałam się, które z kompozycji XX wieku będą słuchane po latach. Na utworach "poważniejszych" (czyli dłuższych, orkiestrowych itp.) nie znam się zupełnie. Tu, jak przypuszczam albo Ty, albo @Exspectans, być może jeszcze któryś z forumkowiczów możecie się wypowiadać. Ja jestem romantyczno-melodyjna, że tak powiem:)
Ale w kwestii miniatur... Sądzę, że XX wiek to czas kina i jego muzyki. I przynajmniej niektóre z tych utworów zostaną na lata. Wg mnie taka jest np. Zorba Mikisa Theorodakisa. Wrzucam w brawurowym wykonaniu (skrzypce:))) Davida Garretta, bo przy okazji można się przekonać, dlaczego nie tylko małolaty potraciły dla tego skrzypka głowy
Ja zresztą też
A na marginesie - może byłoby sympatycznie założyć oddzielny wątek na takie futurystyczno-muzyczne rozważania.
Myślę, że Morricone będzie słuchany po latach podobnie jak Theodorakis.
Ścieżka dźwiękowa z "Cinema Paradiso".
i z "Misji" - przepiękna.
Czym byłyby "Gwiezdne wojny" bez muzyki Johna Williamsa?
https://www.discogs.com/release/4224634-Beethoven-Alfred-Brendel-Favourite-Piano-Sonatas
Fajny wybór, z jednej strony oczywisty, bo tylko te z przydomkami, z drugiej gdybym miał wybrać akurat dla Koleżanki, z jej właśnie romantyczno-melodyjnym gustem, to pewnie wybrał bym te same, dołożyłbym tylko nr 26 "Les Adiuex" (czyli po polsku pożegnalną, ale nawet w Polsce ona jest określana zazwyczaj po francusku).
Dla zwolenników tego, co wcześniej poleciłbym raczej sonaty 1-7, dla zwolenników awangardy XX-wiecznej nr 27-32.
Skoro jesteśmy przy Beethovenie, a wspomniano też Perlmana, jest takie wspaniałe nagranie wszystkich triów smyczkowych oprócz Perlmana, jeszcze Zuckermann i Harrell. Mało znany, niedoceniany repertuar, raczej rozrywkowy, bez patosu z "heroicznego" okresu.
W XX wieku każdy znajdzie coś dla siebie.
Einstein (Alfred, nie Albert) nazwał to "rozpadem stylu", że od pewnego momentu każdy tworzył po swojemu i nie było dominującego nurtu. On to sytuował ok. 1880 r., m. zd. do 1890 jest jeszcze wyraźna dominacja romantyzmu. Ale w każdym razie potem już nie. Jest neoklasycyzm, ciągle są kontynuatorzy romantyzmu, jest pełno kierunków awangardy - chyba też podobnie jak w malarstwie pierwszym z nich jest impresjonizm. W XIX wieku jest o tyle prościej, że można słuchać w ciemno i przynajmniej w latach 1820-80 / 90 trafimy na coś romantycznego.
George Enescu: Romanian Rhapsody in A major, Op. 11 No. 1 i aktorski popis dyrygenta Vlada Vizireanu

Enescu to też już XX wiek, choć początek.
A to jakieś 40 lat później:

Mój kolega z licealnej ławki ilekroć widział gościa z gitarą, to mi mówił "ciekawe czy by drugie preludium Lobosa zagrał".
A to coś w zupełnie innym stylu, z innego krańca świata.
Wiek XX nie jest moim ulubionym, ale co najmniej jedno w nim lubię - że muzykę klasyczną tworzono już wtedy na całym świecie, a nie tylko w zachodniej, południowej i środkowej Europie. Dzięki temu wciągnięto do niej mnóstwo materiału, inspiracji, pomysłów z całego świata. To egzotyka autentyczna, a nie tak, jak sobie wyobrażano we Francji czy Austrii w XVIII wieku. W tym "egzotyczno-klasycznym" nurcie będzie zarówno Enescu, jak i Villa-Lobos czy Sibelius.
+1
i dorzucam Ramireza, argentyńskiego kompozytora i pianisty, któremu światową sławę przyniosła napisana w 1964 Misa Criolla (Msza Kreolska) – msza oparta na motywach ludowych tańców latynoamerykańskich, stworzona wkrótce po decyzji soboru watykańskiego II, umożliwiającej odprawianie mszy świętej w języku ojczystym.
Najpierw "Gloria" w dopieszczonym, słodkim wykonaniu Jose Carrerasa (cała msza jest na jutubie)
oraz dla porównania ten sam fragment w oryginalnym, argentyńskim wykonaniu:
Nie mogłam słuchać - byłam poza internetem - nagrań z I etapu Konkursu Wieniawskiego, ale słuchałam fragmentów występów wszystkich uczestników II etapu. Niestety żaden mnie nie zauroczył. Częściej podziwiałam pianistów towarzyszących skrzypkom niż ich samych.
Słucham teraz Classic Romance, czyli moją ulubioną, "poranną" płytę Davida Garretta, która jest na jego stronie https://www.youtube.com/@davidgarrettmusic/releases
I to jest to