@robert.gorgon powiedział(a):
Problem z informatyką nie polega obecnie na trudnościach w prowadzeniu zajęć. To raczej kwestia motywacyjna. O ile całkiem niedawno jeszcze informatyka wydawała się przedmiotem kluczowym dającym dobre perspektywy, tak teraz rewolucja ai doprowadziła do stanu w którym bardzo wielu programistów najzwyczajniej traci pracę. Przedmiot rozwijający się stał się przedmiotem niepotrzebnym.
Niegdyś w Polsce (lata 1970-90) bardzo przyszłościowa wydawała się szeroko pojęta elektronika, działały wówczas wytwórnie (nie tylko montownie) sprzętu RTV i komputerowego. Wielu młodych ludzi interesowało się tą dziedziną praktycznie z lutownica w ręku, wychodziły liczne czasopisma, działały kluby zainteresowań itp. Czyżby teraz podobnie działo się z informatyką?
Dopóki istnieć będzie ogólnie pojęta praca biurowa i wykonywana będzie ona na komputerach dopóty potrzebne będzie "wsparcie", z nauką informatyki jest coś grubo nie tak, bo na przestrzeni 25 lat jak pracuję zawodowo to widzę systematyczny zjazd umiejętności posługiwania się komputerem wśród młodych ludzi.
Prawdziwa katastrofa to idzie wraz z AI, już słyszę od studentów że nie będą się uczyć formuł w Excelu bo mogą to wkleić do Chata i im to policzy.
tak trochę poza tematem - przyszła do nas reklamówka, w którym jednym z atutów oferty wymienione jest "Infolinia bez botów".
Skok w dal z miejsca – pomiar siły eksplozywnej kończyn dolnych
Gnój pobił w tym rekord szkoły (istniejącej grubo ponad 100 lat) i sprawdziłem w wiki, że była to kiedyś konkurencja olimpijska i jego wynik dałby brąz na jednej z pierwszych olimipiad.
Jeżeli nie będzie obowiązkowej godziny WF codziennie, to reszta jest didaskaliami.
Szkoła wymaga zmiany podejścia od inkluzyjnego do rywalizującego. Brak podejścia inkluzywnego nie ma oznaczać dyskryminacji, tylko merytokrację, czyli poruszasz się na wózku ale świetnie się uczysz nie ma problemu, jesteś w pełni sprawnym dzieciakiem ale masz bardzo duże deficyty społeczne i rozwalasz lekcje oraz stanowisz zagrożenie dla innych uczniów zaliczasz wypad do szkoły specjalnej.
Ale po trzech latach w szkole, to największy problem stanowią rodzice, a później dyrekcja.
@ms.wygnaniec powiedział(a):
Jeżeli nie będzie obowiązkowej godziny WF codziennie, to reszta jest didaskaliami.
Szkoła wymaga zmiany podejścia od inkluzyjnego do rywalizującego. Brak podejścia inkluzywnego nie ma oznaczać dyskryminacji, tylko merytokrację, czyli poruszasz się na wózku ale świetnie się uczysz nie ma problemu, jesteś w pełni sprawnym dzieciakiem ale masz bardzo duże deficyty społeczne i rozwalasz lekcje oraz stanowisz zagrożenie dla innych uczniów zaliczasz wypad do szkoły specjalnej.
Ale po trzech latach w szkole, to największy problem stanowią rodzice, a później dyrekcja.
Właśnie zastanawiam się czy te testy nie przyniosą efektu rywalizacji, wcześniej klasy 1-3 nic takiego chyba nie miały?
Dzieciaki uwielbiają rywalizację i nawet gdy dorośli tego nie planują, to one same wprowadzają takie elementy do zajęć (próba z kilku szkół podstawowych podczas prowadzenia korektywy w klasach 1-3).
@ms.wygnaniec powiedział(a):
Dzieciaki uwielbiają rywalizację i nawet gdy dorośli tego nie planują, to one same wprowadzają takie elementy do zajęć (próba z kilku szkół podstawowych podczas prowadzenia korektywy w klasach 1-3).
Jasne, min. dlatego ganiają się na korytarzach, prócz rozładowania nadmiaru energii to tez są wyścigi, siłowanie się, przepychanie itd. Chodzi o rozszerzenie tego, np. dzięki kółkom gimnastycznym moje chłopaki zwisają sobie na czas, zaczynają na jednym ręku też, deska jest dobrym prostym ćwiczeniem.
@ms.wygnaniec powiedział(a):
'Macie piłkę i se pograjcie'
Jest taki badacz-pedagog-trener Tomasz Wilczewski, uczy jak jednocześnie uczyć, trenować i wychowywać dzieci, bardzo ciekawy człowiek, poleca się uwadze.
@ms.wygnaniec powiedział(a):
'Macie piłkę i se pograjcie'
Jest taki badacz-pedagog-trener Tomasz Wilczewski, uczy jak jednocześnie uczyć, trenować i wychowywać dzieci, bardzo ciekawy człowiek, poleca się uwadze.
To Przemcio nie zna tego życiowego mema sytuacyjnego ze statystycznym wuefistą jako bohaterem głównym? Na obrazku osoba rzucająca tłuczniom piłkę i okrzykiem "macie!" i z paluchem z jednej ręki włożonym do nochala, a z drugiej ręki w inny otwór
Za moich czasów i teraz niestety tyż wf szkolny ma poziom słaby i srednio-słaby.
Ja miałem "weźcie se piłkę i pograjcie", syny 1,2 i 3 mają ciut lepiej.
W zasadzie całe ich sportowe życie rozgrywa się poza szkołą.
Syn1 obecnie gra półamatorsko w A klasie, w woj. małopolskim, PKS Arka Babice, mają 4 miejsce we tabeli.
Syn2 nie udziela się sportowo, jednak uczęszcza na basen i siłownie w ramach abonamentu sportowo - rekreacyjnego.
Syn 3 nie cierpi wuefu bo mają same zakazy a na Librusie co rusz uwagi "że kopie piłkę", "biega" itd więc realizuje się na rowerze i w grze w piłkę skopaną na orliku.
@ms.wygnaniec powiedział(a):
'Macie piłkę i se pograjcie'
Jest taki badacz-pedagog-trener Tomasz Wilczewski, uczy jak jednocześnie uczyć, trenować i wychowywać dzieci, bardzo ciekawy człowiek, poleca się uwadze.
To Przemcio nie zna tego życiowego mema sytuacyjnego ze statystycznym wuefistą jako bohaterem głównym? Na obrazku osoba rzucająca tłuczniom piłkę i okrzykiem "macie!" i z paluchem z jednej ręki włożonym do nochala, a z drugiej ręki w inny otwór
Nigdy nie miałem takiego nauczyciela w-f, nawet jeśli graliśmy to sędziował i pilnował reguł.
O to, jak po latach ocenia likwidację gimnazjów zapytaliśmy prof. Macieja Jakubowskiego, dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych - Państwowego Instytutu Badawczego.
Zlikwidowanie gimnazjów było niepotrzebnym zamieszaniem - mówi krótko.
Patrząc na dane, wiemy, że gimnazja były dobrymi szkołami. Zaryzykowałbym twierdzenie, że to był najmocniejszy element polskiego systemu edukacji.
Człowiek z tytułem, Instytut państwowy... ale dalej wpadł kwiatek:
Wynik z zakresu umiejętności matematycznych polskich uczniów w 2018 r. wyniósł 516 punktów. Cztery lata później - 489 pkt. (PISA)
Choć część tego regresu można przypisać pandemii, szacuje się, że za około połowę spadku odpowiada bezpośrednio likwidacja gimnazjów - mówi Jakubowski.
Źródło
No to mnie zaintrygowało, jak się owo 'szacuje się' robi. No i nawet Wiki podaje:
Maciej Jan Jakubowski – polski ekonomista, socjolog, analityk i urzędnik państwowy, doktor nauk ekonomicznych. w latach 2012–2014 podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej.
Czyli to taka żałosna propaganda osoby wrogiej poprzednim rządzącym udająca 'naukę'.
Tak nas w mediach młotkują.
Polskie szkoły czeka demograficzny wstrząs. W ciągu 15 lat liczba uczniów w wieku 7-14 lat może spaść o ponad 800 tys. Dla samorządów oznacza to trudne pytanie: utrzymywać coraz mniejsze szkoły blisko domu czy łączyć placówki i dowozić uczniów do większych miejscowości? Zarówno wybór pierwszej jak i drugiej opcji oznacza duże koszty.
Źródło
Ciekawe rozważania o kosztach, efektywności itp.
Problem nadciąga i nawet na Ochocie go już miejscami widać.
Pamiętam "Małe Szkoły", broniące się przed likwidacją 25 lat temu (efekt gimnazjów). W ramach seminarium badawczego wysłano nas w teren, ludzie zawzięci, poświęcający życie dla dzieci i swojej miejscowości. Sprawdziłem, szkoła w Próchenkach nadal istnieje - https://malaszkola.pl/archiwum/szkoly/woj-mazowieckie/312-prochenki
Skoro wątek o szkole został podbity, to poruszę jeden temat bliski. Otóż zrobiła się burza w szklance wody w temacie zmian w jadłospisie w stołówkach. To jest smutny przypadek tego, jak społeczeństwo jest rozgrywane i sterowane. Sprawdziłem te zmiany. Tak naprawdę w tych zmianach nie ma nic kontrowersyjnego, nic naprawdę ideologicznego (poza nazwą). Normalna dieta. Ta pseudoafera została zrobiona w celu ogłupiania społeczeństwa i wpędzania pewnej jego części (mającej potencjał bycia lepszą) w drugokataraktowość.
@Rzchanym powiedział(a):
Skoro wątek o szkole został podbity, to poruszę jeden temat bliski. Otóż zrobiła się burza w szklance wody w temacie zmian w jadłospisie w stołówkach. To jest smutny przypadek tego, jak społeczeństwo jest rozgrywane i sterowane. Sprawdziłem te zmiany. Tak naprawdę w tych zmianach nie ma nic kontrowersyjnego, nic naprawdę ideologicznego (poza nazwą). Normalna dieta. Ta pseudoafera została zrobiona w celu ogłupiania społeczeństwa i wpędzania pewnej jego części (mającej potencjał bycia lepszą) w drugokataraktowość.
U dziecka w mojej rodzinie ponad połowa dzieci w klasie została wypisana z obiadów. Rodzice (nie dający się tak łatwo manipulować) wypisali dziecko na jego prośbę. Według relacji: obiady przestały być smaczne.
@Rzchanym powiedział(a):
Skoro wątek o szkole został podbity, to poruszę jeden temat bliski. Otóż zrobiła się burza w szklance wody w temacie zmian w jadłospisie w stołówkach. To jest smutny przypadek tego, jak społeczeństwo jest rozgrywane i sterowane. Sprawdziłem te zmiany. Tak naprawdę w tych zmianach nie ma nic kontrowersyjnego, nic naprawdę ideologicznego (poza nazwą). Normalna dieta. Ta pseudoafera została zrobiona w celu ogłupiania społeczeństwa i wpędzania pewnej jego części (mającej potencjał bycia lepszą) w drugokataraktowość.
U dziecka w mojej rodzinie ponad połowa dzieci w klasie została wypisana z obiadów. Rodzice (nie dający się tak łatwo manipulować) wypisali dziecko na jego prośbę. Według relacji: obiady przestały być smaczne.
Moja krewna, matka małych dzieci (najstarsze w pierwszej klasie), jest innego zdania. Uważa, że wielu ma złe nawyki żywieniowe i dlatego marudzi (no i wskutek siły sugestii przez internetową awanturę też). Od siebie dodam, że mnie nawet w dzieciństwie (a teraz tym bardziej) denerwował kult McDonaldsa i upychanie go jako punktu na wycieczkach. Nie lubię tej amerykanizacji. W naszej kuchni nie brakuje dań jarskich, także z roślin strączkowych. Oczywiście nie korporacyjnej, wegańskiej soi, ale już fasoli, grochu, w niektórych regionach bobu, a przede wszystkim soczewicy. Co prawda jest w tym pewien haczyk, bo liczne u nas warzywne zupy są gotowane na mięsie, a dania z ziemniaków kraszone tłuszczem, ale jednak to nie jest to co amerykańskie tłuste przetworzone obrzydlistwa.
@Rzchanym powiedział(a):
Skoro wątek o szkole został podbity, to poruszę jeden temat bliski. Otóż zrobiła się burza w szklance wody w temacie zmian w jadłospisie w stołówkach. To jest smutny przypadek tego, jak społeczeństwo jest rozgrywane i sterowane. Sprawdziłem te zmiany. Tak naprawdę w tych zmianach nie ma nic kontrowersyjnego, nic naprawdę ideologicznego (poza nazwą). Normalna dieta. Ta pseudoafera została zrobiona w celu ogłupiania społeczeństwa i wpędzania pewnej jego części (mającej potencjał bycia lepszą) w drugokataraktowość.
U dziecka w mojej rodzinie ponad połowa dzieci w klasie została wypisana z obiadów. Rodzice (nie dający się tak łatwo manipulować) wypisali dziecko na jego prośbę. Według relacji: obiady przestały być smaczne.
Moja krewna, matka małych dzieci (najstarsze w pierwszej klasie), jest innego zdania. Uważa, że wielu ma złe nawyki żywieniowe i dlatego marudzi (no i wskutek siły sugestii przez internetową awanturę też). Od siebie dodam, że mnie nawet w dzieciństwie (a teraz tym bardziej) denerwował kult McDonaldsa i upychanie go jako punktu na wycieczkach. Nie lubię tej amerykanizacji.
W wielu szkołach we wrześniu zmienił się operator stołówki a zmianę posiłków wiąże się ze zmianą jadłospisu. W Warszawie na Ursynowie w jakiejś szkole zaczęli podawać taki szajs że z obiadów wypisała się natychmiast dosłownie połowa uczniów, w ramach protestu.
U nasz przykładowy jadłospis (jedno danie zawsze z mięsem, w piątek ryba), tak wygląda ta "dieta bezmięsna". Ze sklepiku szkolnego zniknęły wszystkie słodycze.
@Rzchanym powiedział(a):
Skoro wątek o szkole został podbity, to poruszę jeden temat bliski. Otóż zrobiła się burza w szklance wody w temacie zmian w jadłospisie w stołówkach. To jest smutny przypadek tego, jak społeczeństwo jest rozgrywane i sterowane. Sprawdziłem te zmiany. Tak naprawdę w tych zmianach nie ma nic kontrowersyjnego, nic naprawdę ideologicznego (poza nazwą). Normalna dieta. Ta pseudoafera została zrobiona w celu ogłupiania społeczeństwa i wpędzania pewnej jego części (mającej potencjał bycia lepszą) w drugokataraktowość.
Kilka bulshitów w jednym:
nie istnieje dieta planetarna, to zbitek kilku tz diet niedoborów, szkodliwych dla dzieciaków, więc to nie jest normalna dieta, a ideologiczne manipulacje jadłospisem;
w zmianach jadłospisu jest masa kontrowersji, jak napisałem powyżej: ideologicznie motywowany mix pseudonaukowych diet niedoborów;
jedzenie jest generalnie niesmaczne i dzieciaki go nie jedzą (sp 280 w Warszawie), a pomysł z Tofu doprowadził mnie do furii
@Rzchanym powiedział(a):
Skoro wątek o szkole został podbity, to poruszę jeden temat bliski. Otóż zrobiła się burza w szklance wody w temacie zmian w jadłospisie w stołówkach. To jest smutny przypadek tego, jak społeczeństwo jest rozgrywane i sterowane. Sprawdziłem te zmiany. Tak naprawdę w tych zmianach nie ma nic kontrowersyjnego, nic naprawdę ideologicznego (poza nazwą). Normalna dieta. Ta pseudoafera została zrobiona w celu ogłupiania społeczeństwa i wpędzania pewnej jego części (mającej potencjał bycia lepszą) w drugokataraktowość.
U dziecka w mojej rodzinie ponad połowa dzieci w klasie została wypisana z obiadów. Rodzice (nie dający się tak łatwo manipulować) wypisali dziecko na jego prośbę. Według relacji: obiady przestały być smaczne.
Moja krewna, matka małych dzieci (najstarsze w pierwszej klasie), jest innego zdania. Uważa, że wielu ma złe nawyki żywieniowe i dlatego marudzi (no i wskutek siły sugestii przez internetową awanturę też). Od siebie dodam, że mnie nawet w dzieciństwie (a teraz tym bardziej) denerwował kult McDonaldsa i upychanie go jako punktu na wycieczkach. Nie lubię tej amerykanizacji. W naszej kuchni nie brakuje dań jarskich, także z roślin strączkowych. Oczywiście nie korporacyjnej, wegańskiej soi, ale już fasoli, grochu, w niektórych regionach bobu, a przede wszystkim soczewicy. Co prawda jest w tym pewien haczyk, bo liczne u nas warzywne zupy są gotowane na mięsie, a dania z ziemniaków kraszone tłuszczem, ale jednak to nie jest to co amerykańskie tłuste przetworzone obrzydlistwa.
Jeszcze raz, bo chyba nie wybrzmiało. Są to ludzie, którzy wiedzą, co to jest dieta, składniki, kilokalorie, przepisy szkolne i wiele różnych innych rzeczy. Wiedzą kiedy i z czego można dziecko wypisać, powodowały zdjęcie wywieszonych błyskawic itd.
Nie widzę tu nic obrzydliwego, szkodliwego czy powiązanego z ideologią... same normalne rzeczy. Żadnych sproszkowanych robali, kotletów z soi ani niczego takiego.
Komentarz
tak trochę poza tematem - przyszła do nas reklamówka, w którym jednym z atutów oferty wymienione jest "Infolinia bez botów".
Nowa podstawa programowa - od tego roku w klasach 1-3 przeprowadzane są testy sprawnościowe, polskie dzieci podobno tyją najszybciej w Europie:
To jest od około 3 lat - beep test w starszych klasach
Gnój pobił w tym rekord szkoły (istniejącej grubo ponad 100 lat) i sprawdziłem w wiki, że była to kiedyś konkurencja olimpijska i jego wynik dałby brąz na jednej z pierwszych olimipiad.
Jeżeli nie będzie obowiązkowej godziny WF codziennie, to reszta jest didaskaliami.
Szkoła wymaga zmiany podejścia od inkluzyjnego do rywalizującego. Brak podejścia inkluzywnego nie ma oznaczać dyskryminacji, tylko merytokrację, czyli poruszasz się na wózku ale świetnie się uczysz nie ma problemu, jesteś w pełni sprawnym dzieciakiem ale masz bardzo duże deficyty społeczne i rozwalasz lekcje oraz stanowisz zagrożenie dla innych uczniów zaliczasz wypad do szkoły specjalnej.
Ale po trzech latach w szkole, to największy problem stanowią rodzice, a później dyrekcja.
Właśnie zastanawiam się czy te testy nie przyniosą efektu rywalizacji, wcześniej klasy 1-3 nic takiego chyba nie miały?
Dzieciaki uwielbiają rywalizację i nawet gdy dorośli tego nie planują, to one same wprowadzają takie elementy do zajęć (próba z kilku szkół podstawowych podczas prowadzenia korektywy w klasach 1-3).
Jasne, min. dlatego ganiają się na korytarzach, prócz rozładowania nadmiaru energii to tez są wyścigi, siłowanie się, przepychanie itd. Chodzi o rozszerzenie tego, np. dzięki kółkom gimnastycznym moje chłopaki zwisają sobie na czas, zaczynają na jednym ręku też, deska jest dobrym prostym ćwiczeniem.
Dlatego nie mniej niż 1 godzina WF dziennie! oczywiście nie WF na macie.
Co to znaczy "nie WF na macie"?
W tej chwili w klasach I-III są 3 godziny lekcyjne w-f tygodniowo, IV-VIII - 4, w ponadpodastwowych - 3.
'Macie piłkę i se pograjcie'
Coraz więcej dzieci jest wychowywanych przez matki po rozwodach (dokonanych w zdecydowanej większości z ich inicjatywy) i uczonych przez nauczycielki.
Wzrost lewackiej indoktrynacji w szkołach przy przynajmniej biernie akceptującej postawie osób rodzicielskich to nie kryzys - to rezultat.
To Przemcio nie zna tego życiowego mema sytuacyjnego ze statystycznym wuefistą jako bohaterem głównym? Na obrazku osoba rzucająca tłuczniom piłkę i okrzykiem "macie!" i z paluchem z jednej ręki włożonym do nochala, a z drugiej ręki w inny otwór
Za moich czasów i teraz niestety tyż wf szkolny ma poziom słaby i srednio-słaby.
Ja miałem "weźcie se piłkę i pograjcie", syny 1,2 i 3 mają ciut lepiej.
W zasadzie całe ich sportowe życie rozgrywa się poza szkołą.
Syn1 obecnie gra półamatorsko w A klasie, w woj. małopolskim, PKS Arka Babice, mają 4 miejsce we tabeli.
Syn2 nie udziela się sportowo, jednak uczęszcza na basen i siłownie w ramach abonamentu sportowo - rekreacyjnego.
Syn 3 nie cierpi wuefu bo mają same zakazy a na Librusie co rusz uwagi "że kopie piłkę", "biega" itd więc realizuje się na rowerze i w grze w piłkę skopaną na orliku.
A Córka1 w śpiewaniu i rysowaniu laurek dla wujka.
Nigdy nie miałem takiego nauczyciela w-f, nawet jeśli graliśmy to sędziował i pilnował reguł.
Daki drobny przyczynek do 'ekspertozy szkolnej'
Człowiek z tytułem, Instytut państwowy... ale dalej wpadł kwiatek:
Źródło
No to mnie zaintrygowało, jak się owo 'szacuje się' robi. No i nawet Wiki podaje:
Czyli to taka żałosna propaganda osoby wrogiej poprzednim rządzącym udająca 'naukę'.
Tak nas w mediach młotkują.
A co do perspektywy samej szkoły w Polsce:
Źródło
Ciekawe rozważania o kosztach, efektywności itp.
Problem nadciąga i nawet na Ochocie go już miejscami widać.
Pamiętam "Małe Szkoły", broniące się przed likwidacją 25 lat temu (efekt gimnazjów). W ramach seminarium badawczego wysłano nas w teren, ludzie zawzięci, poświęcający życie dla dzieci i swojej miejscowości. Sprawdziłem, szkoła w Próchenkach nadal istnieje - https://malaszkola.pl/archiwum/szkoly/woj-mazowieckie/312-prochenki
Skoro wątek o szkole został podbity, to poruszę jeden temat bliski. Otóż zrobiła się burza w szklance wody w temacie zmian w jadłospisie w stołówkach. To jest smutny przypadek tego, jak społeczeństwo jest rozgrywane i sterowane. Sprawdziłem te zmiany. Tak naprawdę w tych zmianach nie ma nic kontrowersyjnego, nic naprawdę ideologicznego (poza nazwą). Normalna dieta. Ta pseudoafera została zrobiona w celu ogłupiania społeczeństwa i wpędzania pewnej jego części (mającej potencjał bycia lepszą) w drugokataraktowość.
U dziecka w mojej rodzinie ponad połowa dzieci w klasie została wypisana z obiadów. Rodzice (nie dający się tak łatwo manipulować) wypisali dziecko na jego prośbę. Według relacji: obiady przestały być smaczne.
Moja krewna, matka małych dzieci (najstarsze w pierwszej klasie), jest innego zdania. Uważa, że wielu ma złe nawyki żywieniowe i dlatego marudzi (no i wskutek siły sugestii przez internetową awanturę też). Od siebie dodam, że mnie nawet w dzieciństwie (a teraz tym bardziej) denerwował kult McDonaldsa i upychanie go jako punktu na wycieczkach. Nie lubię tej amerykanizacji. W naszej kuchni nie brakuje dań jarskich, także z roślin strączkowych. Oczywiście nie korporacyjnej, wegańskiej soi, ale już fasoli, grochu, w niektórych regionach bobu, a przede wszystkim soczewicy. Co prawda jest w tym pewien haczyk, bo liczne u nas warzywne zupy są gotowane na mięsie, a dania z ziemniaków kraszone tłuszczem, ale jednak to nie jest to co amerykańskie tłuste przetworzone obrzydlistwa.
W wielu szkołach we wrześniu zmienił się operator stołówki a zmianę posiłków wiąże się ze zmianą jadłospisu. W Warszawie na Ursynowie w jakiejś szkole zaczęli podawać taki szajs że z obiadów wypisała się natychmiast dosłownie połowa uczniów, w ramach protestu.
U nasz przykładowy jadłospis (jedno danie zawsze z mięsem, w piątek ryba), tak wygląda ta "dieta bezmięsna". Ze sklepiku szkolnego zniknęły wszystkie słodycze.
Kilka bulshitów w jednym:
Uwielbiam ryż paraboliczny. Ale wolę eliptyczny, paraboloida obrotowa za długo się gotuje i porcje są za duże.
Jeszcze raz, bo chyba nie wybrzmiało. Są to ludzie, którzy wiedzą, co to jest dieta, składniki, kilokalorie, przepisy szkolne i wiele różnych innych rzeczy. Wiedzą kiedy i z czego można dziecko wypisać, powodowały zdjęcie wywieszonych błyskawic itd.
Nie widzę tu nic obrzydliwego, szkodliwego czy powiązanego z ideologią... same normalne rzeczy. Żadnych sproszkowanych robali, kotletów z soi ani niczego takiego.
Naprawde zjadłbyś choćby jedno ziarenko ryżu w kształcie paraboloidy obrotowej?