Orzeszkowa jako aktualna publicystka
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Problem z zarządzaniem, do dziś mamy z tym problem. W "Zaklętych rewirach" również Pancer sarka że Boryczce nie pokazano jak myć naczynia.
O to to, do powtarzalnych spraw powinna być zawsze procedura.
To nie tylko pana Bena, ale i moja pięta Akillesowa; sensowna i wdrożona procedura.
Nie wiem. Mi wklejone fragmenty czytało się bardzo dobrze.
Tak, dzisiaj nie ma już szlachty, ale pogarda do niższego stanu pozostała ta sama. Śmieszne, bo wszyscy mamy korzenie chłopskie, więc skąd słoiki warszawskie, czy gdańskie czerpią tytuł do swych nikczemnych uczuć?
Z czegokolwiek. Z wyższych dochodów, odrobiny władzy, z dyplomu studiów, z miejsca zamieszkania, z immunitetu sędziowskiego, z czytania Gazety Wyborczej jak już nic innego nie pozostanie. Mam wrażenie, że u całkiem wielu potrzeba ta jest nie mniej piląca niż potrzeba oddychania.
Dla mnie Orzeszkowa jest absolutnie niestrawna. No trudno.
Film dobry.
Innych powieści nie czytałem ale "Nad Niemnem" lubię i nic na to nie poradzę. Może to skutek kresowych korzeni.
A ja przepadam za Orzeszkową, "Nad Niemnem" czytuje terapeutycznie. Tak jak kobiety w amerykańskich filmach zajadają zły nastrój wiadrem lodów. Ja puszczam sobie Antośke K w tle i czytam Nad Niemnem.
Nie wiem czy publicystyczne ignacowanie po tekście to jest dla mnie dobre ćwiczenie.
No i jeszcze Antośka do kompletu :-) Toś mi Siostrą!
swoją drogą - wspominają czasy Powstania jak my czasy Solidarności. Te pytania młodzieży - było tak dobrze, co z tym zrobiliście? I ta pamięć pacyfikacji.
Różnica taka, że Moskale nie przejęli np Marszu Żuawów i nie uderzali w Polaków z tą pieśnią na ustach.
U nas to była lektura obowiązkowa, 20 lat + czytałem więc całość. Czy to była najgorsza lektura w liceum? No nie, były jeszcze Cierpienia młodego Wertera, Żeromski... Współczesnej potem już na ogół nie czytałem, bo nie musiałem (olimpiada dawała zdaną maturę i celujący na koniec). Ale w czołówce na pewno. Nawet to, co wklejają koledzy można wyrazić i zwięźlej i dosadniej (jak w dorzeczaku, sieciach czy gapolu), a co dopiero mówić o całej powieści, gdzie oczekuje się jakieś akcji, rozwoju wydarzeń itd.
...tu przyznać muszę, że perspektywa przebijania się przez dwa i pół tysiąca stron, poświęconych zagadnieniom aktualnym lat temu sto pisiont wydała mi się niecodzienną!!!!!!
Norrrmalnie mysterium tremendum i fascinosum au même temps.
Znowu zachciało mi się udać do Biblioteki Narodowo-Radykalnej, ale tym razem już serio.
Orzeszkową uwielbiam tak jak Kraszewskiego i Sienkiewicza, a samo Nad Niemnem czytałam nie wiem ile razy, część przytaczanych tu dialogów mogłabym cytować z pamięci. Z innych jej powieści najczęściej wracałam do Pamiętnika Wacławy.
Nad Niemnem było jak szczepionka, przyjęta w odpowiednim wieku i działająca przez całe życie. Aż trudno uwierzyć, że istnieją Polacy, którzy tego nie znają. To przecież część polskiego kodu kulturowego. To tak jakby ktoś nie znał Trenów Kochanowskiego, Melodii na Psałterz polski Gomółki, Poloneza As-dur Chopina...
Mnie się najbardziej spodobało, jak skojarzyłem, że część tego kodu kulturowego funkcjonuje w piosnce "Papierowy men" Majki Jeżowskiej.
Melodie na Psałterz polski... Serio, ile ludzi w ogóle to kojarzy nie mówiąc o wysłuchaniu całości? Znajomość muzyki renesansu to już nisza w niszy muzyki "poważnej"... Jeśli tym chcemy mierzyć polskie kody kulturowe, to wyjdzie, że Polakami jest jakiś promil.
Poloneza As-dur to już pewnie więcej osób kojarzy, zwłaszcza że starszego pokolenia z przeboju z Opola sprzed lat.
Ja Gomółkę znam i lubię, Chopina znam i nie lubię, więc nie jest tak że wziąłem do siebie... Ale naprawdę dajmy spokój z ekstrapolacją swojego gustu czy wiedzy na archetyp Polaka.
A publicystyka Orzeszkowej mogła być niezła, czytałem lata temu Kroniki tygodniowe Prusa i było to dużo lepiej napisane niż 90% obecnej zawartości mediów.
Zastanawiałę się, do którego wątku wrzucić "Placówkę" Wolesława Rrusa, no ale Nobla-skobla nie dostał, za to użył słówka, które z upodobaniem pisarze pozytywistyczni wkładają w ust korale niektórych bohaterów drugoplanowych.
https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/prus-placowka/
No ale nic to. O czem jest "Placówka"? Jak byłem mały, to mi się zdawało, że to o tem jak Ślimak Józef, jak jaki Drzymała stawia opór państwu pruskiemu. I w istocie, jacyś tam Niemcy się szwendają, śpiewają nawet "Wacht am Rhein" ----> https://pl.wikipedia.org/wiki/Die_Wacht_am_Rhein
Nawet okładka, barzo ładna, coś takego właśnie sugeruje, ło: ... Eee... Googlowi niestety nieznana. Może z czasem sam sfotografuję, jak mnie chyci pracowity zapał. Nu. W każdym razie jest na niej ślimak w staliwnym imadle. No i se myślę, kto tym imadłem kręci? Jako żywo Monosmark z Wilemem.
A tymczasem rzecz się dzieje w Królestwie, bodaj dzieś w łowickim powiecie. Ślimak Józef se gospodaruje jak człowień, a potem spadają nań wszelkie możliwe nieszczęścia -- a to pan sprzedaje majątek Żydom, od których dzierżawią go Niemcy, a to traci łąkę, a to roboty dostać nie może, nu same takie nieszczęścia, nawet syneczek słodki na serce mu umiera, a drugi trafia do ancla i to za co, pfff, za pobicie Niemca. Powinien cheba medala dostać, no ale to inny wątek. W końcu umiera wierny parobek, umiera znajda, a mama znajdy po złości pali mu chałupę, co nie pomaga chorej żonie i ona, hm, wiecie sami co robi. Przebrasz za spojlery, tak?
Tak więc z perspektywy przygodowej jest to Księga Hioba, z tem że w odzieży księga chłopa.
Na końcu nawet także samo się dzieje jak w księdze Hioba. Samo dobre na niego spada. Otóż wyobrażcie sobie, że jak już jest na dnie, to Żyd mu pomaga, ale nie bogaty karczmarz Josel, co jest wredna świnia, ale biedny Jojne Niedoperz. Przez tego Niedoperza sam ksiądz proboszcz doznaje lekkiego nawrócenia, bo zamiast jechać na pijatykę z ponętną sąsiadką, to zawraca do chałpy Ślimaka z wałówką i gorzałą. Wszystko się kończy wesołym oberkiem, bo nawet Grzyb, który odkupił majątek od Żyda, jedna się ze Ślimakiem i sprzedaje mu kuzynkę-wdowę z piętnastu morgami i sześciorgiem dzieci, a Ślimak niezwłocznie płodzi kolejne. Pemja wam, że jakem to czytał, ten smętny zjazd krok po kroku, 80% powieści zajmujący, to miałem wrażenie, że końcówka doklejona na siłę, nie wiem, redaktor gazety wołał "Do brzegu, do brzegu!"? Fani maile mu słali, że dość dręczenia pana Józefa? No ale, kto czytał księgę Hioba, ten wie, że i tam ta końcówka pozytywna też sprawia na siłę doklejonej.
Z kwestii numizmatycznych, dowiedzieliśmy się z danej powieści o istnieniu monety-czterdziestaka. Podivejte!
https://pl.wikipedia.org/wiki/Monety_rosyjsko-polskie
Literalnie mieli moniaki 10 gr, 20 gr, 40 gr i 50 gr.
Wogle, ciekawy1 tam mieli system monetarny. Jeden złoty to było 30 groszy. Jeden zaś rubel to sześć złoty i jednocześnie 100 kopiejek. Więc te nominały były nieco z grubsza, np. na jednej monecie: 3 ruble/20 zł albo 3/4 rubla/5 zł. ---------------> https://pl.wikipedia.org/wiki/Monety_polsko-rosyjskie --------------------> https://pl.wikipedia.org/wiki/Monety_rosyjsko-polskie
Prus pięknie język umie oddać. Nie wiem, jak chłopi mazowieccy mówili w XIX w., ale gdyby mówili jak im Prus każe, to brzmiałoby to po chłopsku. Żydłaczenie też znam jedynie z literatury, a jak coś Żyd prawi, to słychać że Żyd. Niemcy też niby potrafią po ludzku mówić, ale też ze szwargotem, tak.
W każdej grupie społecznej znalazł Prus bohatera pozytywnego i negatywnego. Jest zły Żyd Josel, jest dobry Żyd Jojne. Jest zły Niemiec Hamer, jest dobry Niemiec bakalarius. Dziedzic to wogle, niewiadomo, zły jest czy dobry. Ot, najpierw przez setki lat jest, potem w czas pijatyki sprzedaje majątek Żydom i za tydzień już go nie ma.
Ksiądz jegomość to fajna postać, gdyż robi za postać negatywną, a zaś wkrótce -- za pozytywną, gdyż spojrzenie na krucyfiks pomogło mu się jednak, niejako, przemóc. To zaś słodkie:
Ło, alboji to:
Niemcy są u Prusa obrazem jakiejś takiej organizacji, modernizacji, edukacji, mechanizacji, agendy i struktury. Ordnung jest, czystość i ład, a nawet chóralne śpiewy od czasu do czasu. Bida tylko, że jak to u Niemców wszystko zależy od tego, żeby jakiś untermensz sprzedał mu jakiś konkretny grunt, a jak nie, to cały biznies-płan się sypie, a planu B nie ma, bo po co.
I co ten Niemiec proponuje Ślimaku?
Wiemy, wiemy nie od dziś.
Hiob jak wiadomo nigdy nie zgrzeszył językiem p-ko Jahwe Panu gdy ten, korzystając z usług szatana-podwykonawcy (którego nie wolno utożsamiać z szatanem nowotestamentowym!) dręczył go różnymi terminami. Ślimak też najgorsze miał przygody, ale jednym nie zgrzeszył -- nie sprzedał Ziemi-Matki w obce ręce. No to w nagrodę jak Hiob skończył.
Hamer mianowicie kusi Ślimaka rubelkami, a Ślimak na to -- a powój mie rubelki? Aaa...
I za jakiś czas znowu w tenże śpiew:
Czemu dany Ślimak zabużańskiego mienia nie chce?
I teraz nie wiem, może projektuję swoje kresowe szajbki, co je mam z lektury pamiętników różnych Jałowieckich czy tam Mineyków, ale za Bugiem to już nie było Krurestwo, tylko Ziemie Zabrane, vulgo zachodnie gubernie. I tam nie było tak słodko, jak w Tenkraju, o nie. Tam, co najmniej po 1905 rok, a nie wiem czy nie dłużej, Polacy nie mogli ziemi kupować. To znaczy -- nie Polacy, tylko katolicy. Stąd np. na Wołyniu tylu Czechów, którzy dowiedzieli się, że można kupić dużo taniej a dobrej ziemi, tylko trzeba u plebana jakieś dwa czy trzy papierki podpisać. Słyszałem historię gostka, który za II RP sprowadzał na Wołyń misjonarzy katolickich z Czech, żeby tych Czechitów odprawosławnić.
No więc, w moi uchu "Placówka" i niemożność sprzedania ziemi, spofodu zakaz moralny, to jednak Ziemie Zabrane i mam śmiały trop interpretacyjny, że to tylko w warstwie przigodowej rzecz tyczy się chłopa ziemi łowickiej, a w realu chodzi o ziemianina nad Berezyną. I że dziedzic, który sprzedał majątek pod Łowiczem nie został jakoś przez autora przesadnie schłostany, ale też widzimy jak się obchodzi żydowska siekiera z rodowymi pamiątkami:
Nie muszę dodawać, żem łezkę uronił nad losem wiewióreczek, bo i które zwierzątko jest słodsze.
Tem niemniej moja thesis jest taka, że ona "Placówka" pod ślimaczą sukmaną skrywa w sobie krytykę koleżków, co to polskie na kresach stanowią placówki, a hamsko sprzedają je, bo się żonie nudzi.
Ultraślimak! Ale co w tym aktualnego? Bo ja nadal ni mom hektara.
Wolno.
Ci Niemcy, co to kupowali ziemię, to pewnie byli jacyć moi przodkowie. Było naprawdę o co się pieklić? Jeden ze stryjów zginął broniąc Polski AD 1939, drugi w stalowy pancerz zakuty z gen. Maczkiem przewędrował pół Europy kropiąc Niemców, gdzie się dało, i wyzwalając wiochy i miasteczka. Dziedzic zrobił dobry interes.
Ależ po pierwsze to różnie bywało. Czytałem ja kedyś o takiej kolonii pod Płockiem, gdzie do kąca życia czytali berlińskie gazety i sprowadzali se z Rajchu gadżety. Kolega spod Łodzi zasię opowiadał, jak to po wojnie zrobili komicję ds. czołgania folksdojczów i jedną staruszkę wzięli na spytki:
-- Babciu, ale dlaczego nie mówicie po polsku?
-- Bo nie umim.
-- No ale całe życie mięszkaliście w Polszcze, tak?
-- Niby tak, ale u nasz na wiosce wszystcy mówili po nieniecku.
Tak więc stawiam tezę, że jest to powieść nie tyle o przygodach Ultraślimaka, tylko zamakuflowane potępienie tych tam łotrów, co na Kresach osłabiali własność polską poprzez sprzedaż gruntu i wyjazd do miasta. Temuż też za Bug het precz wysyła Ultraślimaka onże zły Hamer, gdyż musiałby Ślimak nie tylko ojcowizny wyrzec się, ale i Wiary Prawdziwej.
Mam deja vu z tej herstoryjy.
A co, też Kolega po polsku nie umie?
Zgłębiając herstorię Kobyłki natknąłem się na kurhan — wspólną mogiłę 400 powstańców.
Co prawda, rzecz nie dzieje się nad Niemnem, tylko nad rzeką Długą i nie po powstaniu styczniowym, ale zwykłym, kościuszkowskim. Tem niemniej opowieść ta sama:
https://www.kobylka.pl/strona-3477-historia_zabytki_i_miejsca_pamieci.html
ŚLADEM NASZYCH PUBLIKACJI
Okazuje się, że aktualność przemyśleń pani Migdałek uwiodła również redaktorów TPCT. Kto chce niech klika:
https://teologiapolityczna.pl/tpct-531
Ło a tukej jak pani Orzeszek przydzwoniła w pisarczyków ostatniej epoki. A przy okazji wystawiła dość brutalną cenzurkę epoce jaki takiej. Zwłaszcza na początku, bo potem w teorię wchodzi.
https://teologiapolityczna.pl/orzeszkowa-nieoczywista
To może nie jako przykład bieżącej publicystyki, ale świadectwo wrażliwości niewiarygodnego wręcz stopnia:
To akurat jezd bzdura, bo kiepscy nauczyciele zdeprawują, a nie uszlachetnią. Cnoty rodzą się z praktykowania.
Nad oceną długofalowych skutków społecznych edukacji i emancypacji kobiet należałby się pochylić z troską.