Czego nie bylo w Panu Tadeuszu?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
A co powiecie na taką diagnozę?
http://rebelya.pl/post/4321/1500-znakow-sport-ucieczka-polakow-przed-kryzys
Nie pamiętam w żadnej powieści Austen takiego konkretnego opisu sportu. Szukam w pamięci, ale chyba mam luki. Emma? Zbieranie truskawek dla zabawy i układanie szarad. Rozważna i romantyczna? Jeden z bohaterów był myśliwym. Mansfield Park? Nic, oprócz zabawy w teatr. Duma i uprzedzenie? Spacery piesze i wycieczki krajoznawcze. Perswazje? Wycieczki po okolicy i podróże do wód.
Nie wiem, czy przejażdżki konno uprawiane przez młode damy dla zdrowia można zrównać z Zosinymi zabawami w ogródek?
Sam ostatni zajazd na Litwie - poprzedzony wachlowaniem się ławkami w zamku - też przecież miał charakter jakby sportowej rywalizacji. Nie chodziło o spalenie żywcem mieszkańców Soplicowa, bo celem ataku były głównie kurnik, piwniczka itd.
Konwenanse - są, hierarchia - jest, rywalizacja - owszem. Jedyne, czego brak, to że damy (Zosia, Telimena) nie grają na klawikordzie/fortepianie. Bo u Austen panie, a szczególnie panny uważały grę za swój obowiązek, w tym też rywalizowały, z różnymi efektami.
Czyżby angielskie i polskie średnie i wyższe warstwy około 1800 roku niczym się specjalnie nie różniły?
Kiedyś się zastanawiałem jak się ma sport do chrześcijaństwa. Czy chrześcijanin powinien rywalizować? Tak! Dlatego, że rywalizacja jest formacją, dlatego, że wyciska z człowieka siódme poty. Dobrze robi człowiekowi wyciskanie siódmych potów a Polakom jest to potrzebne bardziej niż innym.
Księga ostatnia w hipotetycznym eposie Mr Thaddeus miałaby tytuł "Scigajmy się!"
The author has edited this post (w 16.01.2014)
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
JORGE>
JORGE>
The author has edited this post (w 16.01.2014)
Korzystając z okazji się podepnę i też opiszę. Może jestem ułomek, ale uwielbiam charatać w gałę. Gram ze znajomymi, raczej dalszymi niż bliższymi, od paru lat w amatorskiej lidze. Na początku strasznie mnie wkurzało, jak nie wyrabiałem kondycyjnie i po 15 min.oddychałem rękawami, a objeżdżali mnie siwi z brzuszkami. Zacząłem biegać, ale nie taki dżoging po pedalsku, z ajcośtam w uszach, ale chamską interwałówkę na sprinty. Udawało mi się raz w tygodniu najwyżej. Zmobilizowałem się do regularnego grania, podpatrzyłem, co taktycznie mogę poprawić w swojej grze. No i tak patrzę na tą drużynę, jestem najstarszy, mam największe obowiązki rodzinne a... jestem na meczach regularnie, mam najlepszą kondycję, a kulturą i organizacją gry jestem na zupełnie innym poziomie. Kolesie w ogóle nie mają ochoty grać sprawnie, mieć podstawową organizację na boisku, jak stracą piłkę to stają jak jakieś cioty, zamiast sobie krzyknąć "straciłem piłkę, to teraz wyszarpię ją spowrotem". Mam wrażenie, że ja przychodzę pograć, żeby zagrać jak najlepiej, jak najładniej, a wielu... ot tak. Przyjść, cośtam pokopać, nie przejąć się tym, że dają ciała totalnie i to tak, że aż wstyd (ja rozumiem, że można nie mieć kondycji, ale jak się nie ma siły to są zmiany z rezerowymi, a nie dreptanie i udawanie playmekera).
Im się nie chce być lepszymi- to jedno. A drugie- jeszcze gorsze- uważają, że są naprawdę dobrzy
(a mylą się okrutnie). Mam wrażenie, że to jest w ogóle zbiorowa choroba duszy. A trzecie, równie groźne- wszyscy są ekspertami. Każdy nowy zawodnik, a schemat ten sam- zagrał drugi mecz, ale już doskonale wszystko wie, trzeba takim ustawieniem, rogi i wolne on będzie wybijał bo ma pomysł itd. Żadnej pokory, skromności.
W naszym pięknym kraju rośnie popularność WYŁĄCZNIE aktywności sportowej łączącej się z poprawą ATRAKCYJNOŚCI sylwetki.
Czyli wyszczuplające biegi, fitness, ograniczona siłownia itp.
To ma niewiele wspólnego ze sportem rozumianym jako GRUPOWA rywalizacja, a tylko taka przygotowuje do starcia z realnym przeciwnikiem.
Oni to wszystko wiedzieli, ponad dwa tysiące lat temu.
JORGE>
Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
1. Przemko wrzucił juz jeden link do rebelki, ja podam drugi:
http://rebelya.pl/post/5223/joanna-duda-gwiazda-o-zapomnianym-obliczu-stanu
PRL w wielu sprawach doskonale wiedział, jak postępować z ludźmi. Ekstremalni podróżnicy, pomimo żelaznej woli i kilku innych imponujących cech, nie byli nigdy moimi idolami. Mogli być elitą, autorytetami, ale woleli zamknąć się w swoim świecie za konfitury od władzuni (jest to bardzo duża generalizacja, więc proszę nie podawać kontrprzykładów, wiem, że takie istnieją).
2. Co do MWzWMów i lemingów, to faktycznie widzę po znajomych, że jest pęd na sporty indywidualne, ale podobnie jak w przypadku podróżników chodzi tu głównie o oderwanie się od świata (od razu kontrprzykład - kolega maratończyk, który organizuje lokalny bieg 11.11 i generalnie jest dobrym patriotą).
3.Dobra, lemingi biegajo, a co z reszto? Dzieje się dużo. Zobaczcie jak to się robi w Warszawie (jak komuś nie podoba się muzyka niech sobie przyciszy, chodzi o obrazy):
http://www.youtube.com/watch
Jeśli dobrze się rozumiemy, macie to dokładnie to o czym piszecie - rywalizacja, braterstwo, też przygotowanie do walki z wrogiem niekoniecznie wewnętrznym;-) Na swoim podwórku widze podobny trend: kibice zorganizowali treningi boksu, jest drużyna piłkarska, rugby, także grupa biegaczy. Na własną rękę ludzie też zapisują się na Krav Magę, tajski boks i podobne. W ogóle nie wiem czy wiecie, ale Wiara Lecha ostatecznie się nie rozwiązała. 30 grudnia odwołano poprzednią uchwałę i zmieniono profil z kibicowskiego na promujący sport i turystykę. Normalnie jak Sokoły, brakuje tylko treningów strzeleckich:-)
4. Wniosek nasuwa mi się następujący - w kilku obszarach widać, że po latach zniewolenia kształtuje się na nam lud jak w każdym zdrowym narodzie. Mohery, pisiory, kibole (choć bardziej pasowałoby mi tu określenie dziś już trochę nieaktualne - młodzież z klasy robotniczej). Czego brakuje? Elit! Są pojedyńcze osoby, ale nie widać, by chciały tworzyć wspólny front. Doskonale pokazuje to historia z "Resortowymi dziećmi". Panie i panowie "ą", "ę" bułkę przez bibułkę boją się wziąć odpowiedzialność za kraj.
Inny możliwy powód - z własnej obserwacji: umówienie się na grę zespołową - dawniej sprawa naturalna - urasta dziś do jakiejś niemożliwości. Sport indywidualny to łatwiejszy zamiennik.
Na tym przykładzie dobrze widać jak wiele się zmieniło w krótkim czasie w Tymkraju. Tzw. "brak czasu" na cokolwiek, atomizacja, słabnące więzi, itd.
The author has edited this post (w 17.01.2014)
Anglik mieszkający w Polsce z którym się tak trochę zakumplowałem dokładnie na to samo zwrócił uwagę. Że w UK sport jest bardzo bardzo istotną częścią kultury, i to nie byle jaki ale taki gdzie można przegrać. A tu to mają wszyscy w nosie. Nie rozumiał też uwag odnośnie braku czasu, obowiązków itp. Where there's a will there's a way, i nie da się nie zgodzić.
Ja natomiast współzawodnictwa nie lubiłem od dziecka i starałem się zawsze go unikać. Beło to jednak zjawiskiem nienazwanym i nieopisanym, dopiero w ostatnich latach staram się to świadomie zmienić.
The author has edited this post (w 17.01.2014)
Najpierw należałoby obejrzeć to, od 8:48 zaczyna się tłumaczenie skąd wzięli się kibole w Anglii:
http://www.youtube.com/watch
W Anglii wyrosły one w latach 60-tych. Nie sądzicie że to nie przypadek że właśnie wtedy? Również nie wydaje mi się przypadkiem że w III RP, ze szczególnym naciskiem na ostatnią dekadę kiedy ruch stał się bardziej masowy i jednocześnie coraz bardziej świadomy. Natury nie oszukasz.
Kto walczy o życie i stoi na barykadzie, ten nie ma czasu na zabawę w rzucanie piłeczkami do dziurek.
Natomiast śmiem twierdzić, że około roku 1800 mimo różnej sytuacji politycznej nie było jeszcze pod tym względem większych różnic między szlachtą polską i angielską (jeszcze raz odwołam się do opisów Austen) i nie było ich w latach 1919-1939 (wspomnienia rodzinne chociażby).
Wręcz przeciwnie - zmysł sportowej rywalizacji to ważna część polskiej duszy, Polacy niegdyś w tym przodowali. Tylko że jest tu jeden warunek - potrzeba odrobiny wolności, minimum poczucia bezpieczeństwa i stabilności życia.
Może nie wszyscy są tego świadomi, ale piewszy na świecie konkurs muzyczny odbył się w Warszawie. Był to Konkurs Chopinowski. I właśnie Polak, prof. Jerzy Żurawlew, jest autorem idei współzawodnictwa quasisportowego wśród młodzieży muzycznej.
Jako Polka nie mam kompleksów.
The author has edited this post (w 17.01.2014)
Anglicy mają niespłacony dług wobec polskich lotników
choć może ktoś uzna, że bombardowanie miast nie było przejawem wojny na własnym terenie, musiała być ta symboliczna stopa wroga
A rzecz jest bardzo prosta - Wall Street to jedna wielka gra. Sektor finansowy zyje z (niewielkiej) marzy jaka pobiera od innych galezi gospodarki a rozdzielana jest ona w trakcie partii pokera. Lepsi gracze dostana wiecej, gorsi mniej ale nikt pretensji nie ma. Zdarzaja sie oszusci ale caly system jest w zasadzie uczciwy - bo trwajaca dwiescie lat partia pokera nie moze byc oparta na oszustwie.
Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
nigdy nie mów nigdy, to raz, a dwa, kto powiedział, że Polska nie może w nawet niedługim czasie odrodzić się jako imperium - i wyznaczać reguły uznawalności zadłużenia (istnieją nawet nieestetyczne podejrzenia, że to dlatego rząd Kaczyńskiego musiał upaść - zbyt szybko Polska rosła w siłę i ktoś się mocno wystraszył starych weksli)
nawet jeśli dłużnik nie chce uznać długu, a wierzyciel nie ma chwilowo możliwości jego wyegzekwowania, to wcale nie oznacza, że dług nie istnieje
JORGE>
20+ lat temu Polacy wykazali iż są narodem przedsiębiorczym, tacy Słowacy nadal uważają nas za rekinów biznesu. Potem nadeszła semimafijna rzeczywistość czyli dokręcanie śruby i obecnie potrafię policzyć może pięciu właścicieli firm, którzy są w miarę uczciwi, reszta uczciwych nieprzeżyła. A ci uczciwi zarabiają prawie tyle samo co ich pracownicy. A do jukeja pojechało sporo naiwnych Wacków, którzy "pomyśleli" byli, że tam raj i teraz siedzą bez ubezpieczenia (!) i psują opinię.
Ponadto działasz Losie w branży, w której o ile wiem nie potrzebujesz jakiś zaświadczeń, ot jesteś weltberühmte Spezialist; paradoksalnie jakbyś był wykwalifikowaną polską pielęgniarką to byś musiał trzy latka tyrać jako salowa i robić w międzyczasie pierdylion kursów doszkalających, a potem i tak nie pozwolą ci wsadzić welflonu, bo to działka lekarza. Brytole chronią swoje interesy i tyla.
2. mieszkam w blokowisku, wielkim - 70 tys. ludzi. Wszystkie dostępne w okolicach sale gimnastyczne są pozajmowane w całości, często właśnie na gry zespołowe - piłka nożna, koszywków, piłka ręczna w gronach zawodowych albo znajomych. Przed moim domem jest boisko koszykówki zajęte do późnego wieczora, wieczorami nie przez dzieci. Znam też sporo ludzi grających stale w karty, nawet jest w pobliżu klub brydżowy. Ludzie lubią konkurować w cywilizowany sposób. W biznesie u nas nie ma konkurencji bo jest walka o życie + gra znaczonymi kartami i z nożem wbitym w blat.