Skip to content

konserwacja poroża

edytowano March 2015 w Poradnik
Parę tygodni temu znalazłem w lesie nóż - bardzo ładny, ale przynajmniej parę miesięcy, albo i lat spedził w ściółce. Ostrze i mosiężny jelec udało mi się doprowadzić do stanu pelnej funkcjonalności i ładnego wyglądu (choć na ostrzu pozostało trochę pokorozynych "wżerów"). Ale trzon rękojesci jest z poroża i wygląda "ogólnie nieszczególnie". Zastanawiam się, czy mogę to potaktować pastą polerską a potem czymś zapawić. Ale czym? Olej mineralny? Parafina? Może ktoś z koleżeństwa ma jakieś doświadczenia.
«1

Komentarz

  • allium
    Parę tygodni temu znalazłem w lesie nóż - bardzo ładny, ale przynajmniej parę miesięcy, albo i lat spedził w ściółce. Ostrze i mosiężny jelec udało mi się doprowadzić do stanu pelnej funkcjonalności i ładnego wyglądu (choć na ostrzu pozostało trochę pokorozynych "wżerów"). Ale trzon rękojesci jest z poroża i wygląda "ogólnie nieszczególnie". Zastanawiam się, czy mogę to potaktować pastą polerską a potem czymś zapawić. Ale czym? Olej mineralny? Parafina? Może ktoś z koleżeństwa ma jakieś doświadczenia.
    A może Kolega wkleić jakieś zdjęcie tej rękojeści? Jest szlifowana czy nie? Widać gdzieś gąbkę? Jak jest osadzona głownia? Jak głębokie są wżery?
  • Domino
    A może Kolega wkleić jakieś zdjęcie tej rękojeści? Jest szlifowana czy nie? Widać gdzieś gąbkę? Jak jest osadzona głownia? Jak głębokie są wżery?
    Zdjęcia wkleję jutro - jak mi oddadzą pożyczyony na dłuższy czas obiektyw makro.
    rękojeść jest chyba z odnogi poroża, ale już bez tej brązowej, zewnętrzenej warstwy. "Gąbke" widać tylko na przekroju ale z boku są głębokie pęknięcia - na przekroju nawet 3-4 mm. Wżery na ostrzu są małe i płyciutkie - po przepolerowaniu widoczne tylko jako "kropki" . Głownia jest do rękojeści mocowane przez wbicie trzpienia w poroże - nie wiem jak głęboko a na granicy jest ebonit "przejściówka" z czegoś czerownego, skóry i mosiądzu. było bardzo zetlałe ale udało się zakonserwować woskiem szewskim i wypalić ambuzem wię wygląda bardzo fajnie. Tylko na właściwą rękojeść nie mam pomysłu.
  • wymienic

    Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
  • allium
    udało się zakonserwować woskiem szewskim i wypalić ambuzem
    Przepraszam, czym się udało wypalić?
    Przyznam, że tego słowa jeszcze nie słyszałem.
  • Tez mnie to slowo zafascynowalo ale nie chcialem wyjsc na mydlka, ktory nie zna podstawowych narzedzi. Lajka podpowiada "arbuz."

    Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
  • Woskiem go! Woskiem go goroncem nasyć!!!

    “It is not necessary to understand things in order to argue about them.”

    “I quickly laugh at everything for fear of having to cry.”
  • Domino
    Przepraszam, czym się udało wypalić?
    Przyznam, że tego słowa jeszcze nie słyszałem.
    "Ambuzem" - żelazkiem szewskim znaczy się. To jest takie urządzonko, w zasadzie grupa urządzeń bo różnią się "kalibrem", wykorzystywanych w szewstwie i kaletnictwie do zabezpieczania skóry (zwłąszcza krawędzi) przed nasiąkaniem wodą. Rozgrzewa się je do wysokiej temperatury,  a następnie "prasuje" posmarowaną woskiem skórę. Jak koleżeństwo sobie życzy, to mogę wkleić zdjęcia jak toto wygląda. Ale dopiero późnym wieczorem.
    los
    wymienic
    No właśnie tego chciał bym uniknąć. Bo stara ręjojeść mimo mało estetycznego wyglądu jest zamocowana bardzo solidnie - domowym sposobem nie potrafię zrobić równie dobrze. A zlecanie fachowcowi trochę bez sensu - nóż nie jest ani aż tak ładny, ani nie jest też żadną pamiątką rodzinną więc nie ma sensu w jego renowację przeinwestowywać. Co innego relaksujące "robótki ręczne" we własnym wykonaniu..
  • Robótki ręczne bardzo ok. Najpierw z grubsza szczotką drucianą, potem papier ścierny i jedziemy:
    http://postimg.org/image/y33dwcf4p/
    http://postimg.org/image/e77egsy3d/
  • allium
    Domino
    :
    Przepraszam, czym się udało wypalić?
    Przyznam, że tego słowa jeszcze nie słyszałem.
    "Ambuzem" - żelazkiem szewskim znaczy się. To jest takie urządzonko, w zasadzie grupa urządzeń bo różnią się "kalibrem", wykorzystywanych w szewstwie i kaletnictwie do zabezpieczania skóry (zwłąszcza krawędzi) przed nasiąkaniem wodą. Rozgrzewa się je do wysokiej temperatury,  a następnie "prasuje" posmarowaną woskiem skórę. Jak koleżeństwo sobie życzy, to mogę wkleić zdjęcia jak toto wygląda. Ale dopiero późnym wieczorem.
    Dziękuję za wyjaśnienie - człowiek jednak całe życie się uczy. Muszę jeszcze
    podpytac "mojego" szewca - na pewno chętnie mi zademonstruje.
    allium
    los
    :
    wymienic
    No właśnie tego chciał bym uniknąć. Bo stara ręjojeść mimo mało estetycznego wyglądu jest zamocowana bardzo solidnie - domowym sposobem nie potrafię zrobić równie dobrze. A zlecanie fachowcowi trochę bez sensu - nóż nie jest ani aż tak ładny, ani nie jest też żadną pamiątką rodzinną więc nie ma sensu w jego renowację przeinwestowywać. Co innego relaksujące "robótki ręczne" we własnym wykonaniu..
    Jeśli rękojeść jest dobrze obsadzona, to najważniejsze.  Ubytki proponuję
    wypełnić jakimś klejem dwuskładnikowym - ja używam Dragona gospodarczego:
    Ma tę zaletę, że po zastygnięciu jest koloru kremowego, więc niezbyt się
    odróżnia od koloru rogu. Można do kleju domieszać np. drobne trociny
    drewniane albo opiłki z rogu (tego lub innego), żeby jeszcze bardziej
    zbliżyć się do koloru.
    Oczywiście, najpierw trzeba dobrze odtłuścić ubytki (aceton, alkohol itp.).
    Zasadniczo nawet wyschnięte poroże ma pewną zawartość tłuszczu,
    działającą jak impregnat, ale ponieważ ta rękojeść się długo moczyła, to
    może być różnie. Gąbkę też można zabezpieczyć klejem, ale to już
    według uznania.
    Po wyschnięciu trzeba oczywiście przeszlifować czymś drobnym, a na
    koniec proponowałbym olej lniany albo pokost, oczywiście jedno i drugie
    na gorąco. Tylko trzeba uważać, żeby nie przesadzić z temperaturą -
    gorące, ale nie wrzące. Wosk też może być, ale z tym jest więcej roboty
    i nie jest aż tak trwały - zabieg trzeba będzie powtórzyć po jakimś czasie.
    Jeśli można prosić, to gdyby Kolega wkleił zdjęcia przed i po renowacji,
    byłbym doprawdy wdzięczny.
  • Czasem chemia jest przydatna, niektore srodki potrafia wytrawic zanieczyszczenia bardzo ladnie a potem ubytki mozna uzupelnic wypelniaczem - jakas zywica czy czyms podobnym. Skonsultuj z kims kto sie zna na rzeczy, bo srodek zbyt mocny moze ci wytrawic cala rekojesc.
    The author has edited this post (w 05.12.2013)

    Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
  • Na prośbę kol. Domino przesyłam zdjecia noża. Niestety nie sfotografowałem go w stanie świerzo wykopanym więc jest to wygląd aktualny:
    Całość prezentuje się tak:
    Po oczyszceniu z rdzy i przpolerowaniu ostrze wygląda ładnie ale ma niestety niewielkie wżery:
    rękojeść z gdzieniegdzie zachowała zewnętrzną błyszczącą warstwę ale generalnie jest już samo "białe" ponieważ nie bardzo mam czas bawić się w optymalizowanie każdego zdjęcia
    tu jest cały album
    EDIT
    NIestety nie umiem ustawić tak, żeby album był widoczny bez logowania to wrzucam:
    rekojeść widok ogólny
    góra rękojeściThe author has edited this post (w 06.12.2013)
  • Phi, panie, ten noz jest w stanie idealnym. Ubytki uzupelnic zywica, pociagnac pokostem na cieplo, jeszcze na niejedna okazje sie przyda.
    Ja myslalem, ze ta rekojesc to jest taka bardziej juz wirtualna i dziwilem sie, bo rog jest dosc trwaly.

    Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
  • Bardzo ładny nóż. Sądzę, że metoda opisana przeze mnie powyżej
    będzie dobra. Do ostrza można wziąć jakąś pastę polerską, nie za
    drobną.
    Właśnie, może sobie kupię jakiś nożyk na Gwiazdkę :->
  • Skorzystam z tematu - poradźcie panowie jaki nóż byłby najlepszy do leśnych wypraw, na ogniska, ewentualnie w góry. Chodzi mi o użyteczność i trwałość, nie jestem militarystą.
  • Kuba
    Skorzystam z tematu - poradźcie panowie jaki nóż byłby najlepszy do leśnych wypraw, na ogniska, ewentualnie w góry. Chodzi mi o użyteczność i trwałość, nie jestem militarystą.
    Ja tam jakimś znawcą noży nie jestem, ale
    służbowo i rekreacyjnie dużo sięszlajam po terenie wieć pozwole sobie na parę uwag:
    1. Noże wojskowe w ogóle, a bagnety w szczególności nie nadają się do użytku terenowego. Są zwykle za grube, szlifowane soczewkowo i bardziej rozłupują niż tną. Do tego często ostrza pokryte są oksydą co ogranicza zastosowanie kulinarne.
    2. Do większości normalnych prac obozowo kulinarnych wystarcza dobre scyzoryki z blokadą i ostrzem 8-10 cm. Ja używam Victorinoxa Forestera, stardza córka V. Huntera a żona wypasionego Walthera multi-tool (albo jakoś tak)
    ze względu na bardzo fajne kombinerki. Niestety noże składane słabo sprawdzają się przy "cieższej robocie" takiej jak rozłupywanie polan czy cięcie chrustu o średnicy ~10cm i więcej. Do tego już przydaje się nóż ze stałą klingą. Tylko jaki. Najlepiej jakieś średnie myśliwskie. Pisząc "średnie" mam na myśli "z ostrzami 9-15 cm długości. Osobiście polecam ostrza o tradycyjnych kształtach bez jakichś nowomodnych udziwnień. Najbardziej "podchodzą" mi noże w stylu lapońskich puukko. Między innymi dlatego, że od razu widać, że to narzędzie a nie broń. Ale ponieważ nie mają jelca, trzeba przy nich uważać, żeby ręka nie zsunęła się na ostrze przy niektórych pracach. Żona, która w terenie musi czasem ociosać tyczkę używa przywiezionego lata temu ze Szwecji masywnego leuku z circa 20cm ostrzem i bardzo go sobie chwali.
    Niezależnie od upodobań najważniejsze jest żeby nóż był solidny - dlatego najlepsze są moim zdaniem takie, które mają gruby i długi trzpień. Sporo myśliwskich ma go wręcz dopasowanego do kształtu rękojeści która jest z okładzin.
    Z tego też, między innymi, powodu w życiu nie kupie noża "survivalowego" ze schowkiem w pustej rękojeści. Bo to się musi odbijać na wytrzymałości.
    Różnego rodzaju maniacy, "doktoryzują się"
    na temat stali z jakich zrobiona jest głownia. Ja tego nie ogarniam wiec patrzę czysto użytkowo. Ma być wytrzymałe, dobrze ciąć i trzymać ostrość. Stale węglowe czy sprężynowe świetnie się ostrzą, mają dobry "rzos" (nie wiem jak to się nazywam - u nas we wsi tak określa się, ciężką do zdefiniowania łatwość cięcia), ale niestety łapią rdzę. Nierdzewni są wygodne, ale niektóre - z wyglądu podobne do aluminium - za miękkie i bez "rzoza". Kupując nóż dobrze zobaczyć jak leży w ręce i jak tnie miekkkie drewno.
    Ja osobiście nie lubię ostrzy z piłką, chociaż podobno w niektórych sytuacjach dobrze się sprawdzają.
  • allium
    rozłupywanie polan czy cięcie chrustu o średnicy ~10cm i więcej
    Można większym nożem ale do tego służy toporek, zasadniczo.
    Fajny wątek, Victorinox Nomad używam - to Forester tylko bez piły.
    Cieszę się że udało mi się namówić kolegę Ffrugiperda na używanie siekiery do łupania drzewa (szukał jakichś hydraulicznych łuparek mimo że chłop silny i w ogóle), dobrze dobrane narzędzie to większe pół sukcesu!
    The author has edited this post (w 10.12.2013)
  • Kuba
    Skorzystam z tematu - poradźcie panowie jaki nóż byłby najlepszy do leśnych wypraw, na ogniska, ewentualnie w góry. Chodzi mi o użyteczność i trwałość, nie jestem militarystą.
    Koledzy alium i przemko mają rację. Na biwak i w góry jakiś zwyczajny, solidny majcher.
    Oprócz tego siekierka albo gruba maczeta, co kto woli. Są i składane piłki Fiskarsa
    :)
    Ja osobiście gustuję w nożach z głownią stałą lubię tzw. full tang, czyli pełny trzpień:
    http://www.knives.pl/www/leksykon/func,view/catid,41/term,full+tang/
    W ogóle polecam powyższe forum - jest tam nieco ludzi nawiedzonych, ale też sporo
    rzetelnej wiedzy.
    Wracając do pytania Kolegi, to jakiś Gerber, Boker, CRKT, Benchmade, Cold Steel -
    wszystko zależy od tego, ile Kolega chce i może wydać na sprzęt. Na pewno powinien
    mieć otwór, przez który przewlekam paracord (linkę spadochronową) - jaskrawą albo
    wręcz odblaskową.
    The author has edited this post (w 10.12.2013)
  • Dziękuję za nakierowanie. Ogólnie na genialny pomysł stosowania właściwych narzędzi wpadłem po tym, gdy ostatnio ciąłem piłą płatnicą zmrożone ryby!
    The author has edited this post (w 10.12.2013)
  • Kuba
    Dziękuję za nakierowanie. Ogólnie na genialny pomysł stosowania właściwych narzędzi wpadłem po tym, gdy ostatnio ciąłem piłą płatnicą zmrożone ryby!
    No to rzeczywiście błąd. Kochany Kolego, do mrożonych ryb, żeberek itp.
    tylko piła do metalu!
    :->
  • Zastanawiam się czy Kolega pisze poważnie - ja nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać, gdy białkowe "trociny" fruwały dookoła. Przynajmniej miałem przekąskę a la sushi przy robocie.
  • Kuba
    Dziękuję za nakierowanie. Ogólnie na genialny pomysł stosowania właściwych narzędzi wpadłem po tym, gdy ostatnio ciąłem piłą płatnicą zmrożone ryby!
    :D
    Zrobiłbym chyba to samo gdyby rozdzielanie nożem jak przecinakiem nie poskutkowało. Jakie narzędzie jest prawidłowe do takiej pracy? Możliwe że kupię od Ignaca paczkę 9 kilo ryb i trzeba będzie porozdzielać.
  • Kuba
    Zastanawiam się czy Kolega pisze poważnie - ja nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać, gdy białkowe "trociny" fruwały dookoła. Przynajmniej miałem przekąskę a la sushi przy robocie.
    Tutaj akurat poważnie, bez obaw. Piły do drewna dają zbyt szeroki "rzaz" i mają duże zęby,
    więc umiarkowanie się do tego nadają. Ja naprawdę używam piłki do metalu, oczywiście
    ramowej, najlepiej z niezbyt spracowanym brzeszczotem. Można go lekko natłuścić.
    Zmrożone mięso nadpiłowuję z obu stron (czy też "dookoła"), a potem wystarczy umiejętnie
    uderzyć o kant blatu czy tez parapetu.
  • Ale tu szlo o fragmentacje ryb a nie parapetow. Ja wiem, jak rozwalac parapety.

    Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
  • przemk0
    allium
    :
    rozłupywanie polan czy cięcie chrustu o średnicy ~10cm i więcej
    Można większym nożem ale do tego służy toporek, zasadniczo.
    To w dużej mierze zależy  od indywidualnych upodobań.
    W przypadku wyboru pomiędzy dużym nożem (długość ostrza >=15 cm ) a małą siekierką (masa
    ostrza =< 0,6 kg) zestawienie wad i zalet wygląda IMO mniej wiecej tak:
    zalety toporka:
    • lepsza efektywność przy grubych gałęziach i polanach
    • możliwość używania jako solidnego młotka
    wady toporka:
    • masa. Toporek z ostrzem 0,6 kg waży zwykle ok kilograma. Mniejsze tracą pierwszą z wymienionych zalet
    • mniej uniwersalne w zastosowaniu od noża. Jak się idzie w teren z toporkiem to trzeba i tak zabrać nóż do celów kulinarny (raz zdarzyło mi się otwierać siekierką konserwą, nie polecam)
    zalety noża:
    • bardziej uniwersalny. Żoninym leuku zdarzyło się nam na wyjazdach i obrobić polana o średnicy nawet ok 15cm jak i strugać ołówki czy wykonywać wszelkie prace kulinarne.
    • mniejsza masa niż siekierka (solidny nóż o dwudziestoparo centymetroym ostrzu waży
      0,3-0.4 kg)
    wady noża.
    • przy naprawdę cięższych pracach jednak trzeba się namęczyć i / lub nakombinować. No i nie wszystko jednak da się nim zrobić. Ja np nie wyobrażam sobie jak bez siekierki można by przygotować nodję.
    Generalnie na krótsze wypady w mąłym gronie, moim zdaniem, nóż jest lepszym rozwiązaniem, zwłaszcza gdy ogranicza się masę bagażu. No bo powiedzmy sobie szczerze - jak często trzeba łupać grube polana czy rąbać konary? Trzeba jednak pamiętać, że w niektórych krajach jest bardzo restrykcyjne prawo dotyczące noży i nie ma tłumaczenia, że to potrzebne do obozowania. Wtedy jedyną opcją jest malutki nożyk i mała siekierka....
    Domino
    No to rzeczywiście błąd. Kochany Kolego, do mrożonych ryb, żeberek itp.
    tylko piła do metalu!
    :->
    Kuba
    Zastanawiam się czy Kolega pisze poważnie - ja nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać, gdy białkowe "trociny" fruwały dookoła. Przynajmniej miałem przekąskę a la sushi przy robocie.
    Jak najbardziej poważnie. Piłka do metalu ma malutkie zęby w związku z czym mrożone nie tylko łatwiej się tnie ale i mniej marnuje w postaci wiórów
  • los
    Ale tu szlo o fragmentacje ryb a nie parapetow. Ja wiem, jak rozwalac parapety.
    Parapet to faktycznei chyba nie jest dobry pomysł. Do fragmentowania twardych materiałów wymyślono przecież peiniki...
  • allium
    los
    :
    Ale tu szlo o fragmentacje ryb a nie parapetow. Ja wiem, jak rozwalac parapety.
    Parapet to faktycznei chyba nie jest dobry pomysł. Do fragmentowania twardych materiałów wymyślono przecież peiniki...
    Mam wrażenie, że Koledzy mają po prostu delikatne parapety - zrobione
    z czegoś innego niż tzw. lastriko :->
    Aha! Znowu czegoś nie wiem - co to sa peiniki?
    The author has edited this post (w 10.12.2013)
  • Domino
    Aha! Znowu czegoś nie wiem - co to sa peiniki?
    "Peiniki" to dowód na Aliumowy analfabetyzm - miały być "pieńki
    takie:
    albo takie
    The author has edited this post (w 10.12.2013)
  • Przemk0, ryby były właśnie od Ignaca, tyle że dwa wory po 13 kg (halibut). Po wstępnym rzucaniu o ziemię musiałem jednak użyć ostrzejszych argumentów - w końcu wlazły do zamrażarki. A same ryby z powyższego źródła nieodmiennie polecam!
    The author has edited this post (w 10.12.2013)
  • Uff, bo ja już się zastanawiałem czy jestem wielkim ignorantem, nie wiedząc co to peiniki
    ;)
  • ja w dziczy i głuszy rzeźbię victorinoxem z piłką (nazwy nie pamiętam), ale co ekskatedrowi eksperci powiedzą o nożu Gurkhów- kukri?  Mam wśród znajomych fanów owego i sam bym takowym chętnie został
    ;)
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.