Kluzik-Rostkowska "jest gotowa zginąć" w obronie gimnazjów
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Bycie nauczycielem natomiast nie jest zadnym wstydem, jest to dosc ciezka i czasami niewdzieczna praca, ktora w Polsce jest czesto lekcewazona. Nauczyciel powinien byc solidnie wysztalcony i nie powinien czuc sie gorszy od kogos kto bedzie chcial sie scigac z innymi w korporacji lub prowadzic samodzielne badania.
To niestety zachacza o glebsze sprawy, takie jak poczucie wspolnoty, odpowiedzialnosci, szacunku itd.
Wspolczesni liberalowie uwazaja, ze "spoleczenstwo nie istnieje".
EDIT: zatem, ktos kto transferuje nabyta wiedze, za stosunkowo niewielkie wynagrodzenie jest jedynie rodzajem frajera
EDIT2: poniewaz jedyna wiez jaka istnieje i do ktorej wszystkie inne zostaly sprowadzone to wiez ekonomiczna
Gimnazja były eksperymentem nieudanym. Ich zwolennicy nie potrafią właściwie przytoczyć żadnego argumentu. O przepraszam, jeden mają - na temat rozdzielania dzieci. Jednak to argument mocno kulawy, bo to kwestia techniczna. Młodsze roczniki od starszych można rozdzielić także w tej samej szkole. No i w drugą stronę - ów chwalony "rozdział" jest w wielu miejscach (zapewne w większości) czysto fikcyjny. Znam to z autopsji. W mojej dawnej szkole wygląda to tak, że jest dwupiętrowy budynek, w którym parter i I piętro to podstawówka, a II piętro to gimnazjum, z wyłączeniem atoli pracowni chemicznej, która jest na I piętrze.
Weźmy najpierw kilka faktów, które są jakoś tam oczywiste. Pierwszy, dzieci w szkołach coraz mniej. Obecnie nie ma już tam np. od dawna ostatniego wyżu z lat 80., a potem szło w dół. Jakieś odbicie w połowie poprzedniej dekady, w istocie minimalne. Drugi, nauczyciela jest indywidualnie dość ciężko zwolnić, bo jest naprawdę silna ochrona stosunku wynikająca z Karty Nauczyciela. A z tego wynika fakt trzeci, co do którego też się chyba zgodzimy, w szkołach nauczycieli jest ponad aktualne potrzeby.
Teraz jakie są wyjścia z sytuacji - jedna zwiększyć potrzeby, a druga zmniejszyć liczbę etatów. Pierwszą obrał chyba poprzedni rząd (poprzedni, czyli Tuska) "pożyczając" rocznik sześciolatków. O ile co do zasady zwiększenie potrzeb może być niezłym pomysłem, o tyle zabrano się za to w typowy dla tamtego rządu beznadziejny sposób.
Co zrobi kolejny rząd? Z wypowiedzi Legutki i innych zapowiedzi można się spodziewać, że wybierze drugą opcję. Teraz co ma do tego likwidacja gimnazjów. Wracamy do drugiego punktu z faktów, czyli do ochrony nauczycielskiego stosunku pracy. Otóż ochrona ta nie musi być wcale taka silna jak cały zakład pracy (gimnazjum) przestaje istnieć.
I oczywiście można powiedzieć tak - to nie brak gimnazjów spowoduje redukcję, tylko brak miejsc w innych placówkach wywołany niżem. Ale właśnie do rozwiązania konkretnych stosunków pracy konkretnych nauczycieli gimnazjów przyczyni się ich bezpośrednia likwidacja.
Jakie są inne pomysły wyjścia z tego? Np. Rafał i ja, a też chyba Kania, proponowaliśmy na tym forum zmniejszenie liczebności klas, co przy zmniejszającej się liczbie uczniów pozwoliłoby na zachowanie potrzeb. Ale ja na pewno, a Rafał i Kania chyba nie będą w przyszłym resorcie edukacji. A takich pomysłów z ust polityków PiS jak na razie nie słyszeliśmy.
A jeszcze jedno, może ktoś wie. Czy PiS jak ostatnio rządził, a o złej jakości gimnazjów już raczej wiedziano, też był za ich likwidacją, czy wtedy to były "jedynie poglądy koalicjanta"?
I wiesz co, jakoś mi się lżej na duszy zrobiło. Ja mu chyba wierzę
Przepraszam za obcesowoćś, ale cholera mnie wzięła. Chyba mam poważny powód.
Jeszcze dołożę to drugie, chociaż to bardziej forumek niż PiS - opcja zero. Wywalamy z jakobińskim zapałem wszystkich ze szkół i robimy szkoły od zera, bo tam jest taka patologia, że ho ho ho. Jak kto nie wierzy, to nagrajmy jakąś głupią wypowiedź jakiegoś nauczyciela i jedziemy w necie.
"Poniżej jakiejkolwiek krytyki"? Jak podaje się takie rozwiązania dla rynku czy środowiska prawniczego to Eden nie protestował. A nawet "nie było zgody" na postulaty rozsądnych osób, żeby prowadzić bardziej umiarkowaną politykę i jednak nie iść na zwarcie.
Mnie się tak właśnie wydaje. Weźmy takie pytanie - Legutko już raz był ministrem edukacji, wady gimnazjów były już dobrze znane, ale nie była to jeszcze instytucja tak zasiedziała jak obecnie. Gimnazja są od 1999 r., czyli jak ministrował Legutko miały 8 lat, teraz mają 16, dokładnie 2 x więcej. Czy Legutko wtedy był za ich likwidacją? Ja pamiętam to tak, że za likwidacją był Giertych, ale głównie werbalnie, bo żadnych kroków nie podjął. Nie przypominam sobie, żeby Legutko wypowiadał się o ich likwidacji, a że w swojej krótkiej "karierze" robił wszystko, żeby się odciąć od Giertycha, to bardzo wątpię. No chyba że ktoś znajdzie inną wypowiedź, to proszę bardzo, nie jestem nieomylny.
CO się stało od 2007 r.? Legutkę oświeciło? Może, nie wiem. Ale trendy demograficzne są gorsze, w 2007 r. mieliśmy sygnały, że jest odbicie liczby urodzeń, ostatecznie okazało się ono efemeryczne (a wynikało raczej z wejścia w wiek reprodukcyjny wyżowych roczników z lat 80. niż becikowego i obietnicy "dużej ulgi"...), ale mogło dawać nadzieję. Były też większe możliwości odchodzenia na wcześniejszą emeryturę, niższy wiek emerytalny, co dawało szansę na całkowicie bezbolesne redukcje etatów, po prostu nie przyjmowano by nowych.
Dlatego mnie się wydaje, że ta likwidacja ma na celu jakieś wyjście z tej sytuacji, jednocześnie świetnie opakowanej PR-owo, bo gimnazja mają fatalną renomę. Najlepiej to widać w języku, gdzie słowa "gimbus", "gimbaza" mają zdecydowanie pejoratywne znaczenie. To może się okazać sukcesem PiS, ale jest ryzykowne. Pamiętajmy AWS się przejechał na reformach, a najgorzej odebrano reformę służby zdrowia i właśnie oświaty. Pani Szydło była w AWS i powinna pamiętać.
1klasa gimnazjum to inicjacja seksualna i narkotyczna
A teraz na poważnie - załóżmy na potrzeby dyskusji, że nie drżysz o własny stołek, a postulat deregulacji twojego akurat zawodu nie wywołał u ciebie sraki ze strachu.
Odpowiedz nam więc na 2 pytania:
Łan. Czy Rewolucja, którą postulujesz jest czymś pozytywnym i niezbędnym dla Rzeczypospolitej?
Tu. Czy prawdziwe jest pamiętne zdanie Konarskiego, że takie będą Rzeczypospolite, jakie jej młodzieży chowanie?
Jeśli odpowiedź na oba pytania jest pozytywna, to czemu tym pozytywnym zjawiskiem Rewolucji nie objąć właśnie tak kluczowej dla Rzeczypospolitej oświaty? Czemu tam nie pousuwać układów, koterii i patologii? Czemu nie wyzwolić środowiska, w którym są dzieci z postkomunizmu, III RP i czegoś tam jeszcze?
Czy może jednak Rewolucja nie jest taka pozytywna? Może to eksperyment, który dla nikogo nie będzie przyjemny i tak naprawdę nie służy żadnej "naprawie", ale zemście frustratów na bardziej zamożnych i lepiej ustawionych?
A może oświata wcale nie jest taka istotna dla Rzeczypospolitej? W zasadzie to g... istotne czego się uczy, byle była chata z kraja, której nikt nie rusza, kasa mała, ale pewna, 18 godzin i reszta na pogaduchy na forumku?
Ale nie za bardzo rozumiem. Zdaniem Kolegi w oświacie nie ma teraz rynku i stąd są patologie. Ale przecież jako konkretne źródła patologii wskazuje Kolega właśnie te zjawiska, które są tam rynkowe, np. wybór konsumentów. I zżyma się, że konsumenci głupi i kupują oceny zamiast wiedzy. Tak wybrali konsumenci, to tak ma być! Kasa poszła, na tym polega rynek, nie?
Nawiasem mówiąc, jakie szkoły wyższe są lepsze, np. absolwenci sobie lepiej radzą i są bardziej cenieni na rynku? Państwowe bezpłatne (czyli mniej rynkowe) czy państwowe płatne (bardziej rynkowe)?
Uproszczony model: mamy 1 nauczyciela na 1 klasę. Limit uczniów w klasie 30. Więc jak zmniejszymy limit do 10, to mamy 3 klasy i potrzebujemy 3 nauczycieli. Z 1 na 3 to jest wzrost o 200%.
Łan: Rewolucję Moralną, a także uzdrowienie i restytucję Państwa Polskiego, głosi PiS i środowiska okołopisowskie już od dawna. Tak więc nie jest to tylko mój postulat. Ponad 5 mln. ludzi na taki program głosiowało w ostatnich wyborach, gdybyś nie zauważył
Tu: Tak, zdanie Konarskiego jest prawdziwe i cały czas aktualne. Należy więc zadbać o lepsze programy nauczania w szkołach, zwiększenie nauki niektórych, kluczowych dla procesu edukowania świadomego obywatela, przedmiotów, np. historii. Poprawić system kształcenia nauczycieli na studiach. Zwiększać ich wynagrodzenie w miarę możliwości budżetowych, bo cały czas są za niskie. Modernizować bazę szkolną etc. To powinno stanowić priorytet dla nowej władzy, a nie kolejna restrukturyzacja systemu oświatowego, czyli powrót do systemu sprzed 1999 r., który był przecież tak bardzo krytykowany wówczas. Zapomniano już o tym?
Ps. Daruj sobie te wycieczki ad personam Rozumku, bo po mnie one spływają, a sobie sam wystawiasz nie najlepsze świadectwo z wychowania właśnie i kultury osobistej
Problem jest taki, czy mamy odpowiednią wiedzę, żeby to ocenić? A drugi taki - czy osoby, które już mają wiedzę, nie są osobiście zainteresowane jako np. będące nieuprawnionymi beneficjentami jakichś sytuacji. Jak zresztą w wielu ważnych dziedzinach.