A właściwie co jest nagannego w obsadzaniu stanowisk kumplami ze swojej ...
czy to przestępstwo?
0
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
“It is not necessary to understand things in order to argue about them.”
“I quickly laugh at everything for fear of having to cry.”
Nie ma kolegów w miejscu gdzie pracujesz.
Nie ma koleżeńskiego załatwiania interesów.
Nie ma koleżeńskiej pomocy.
Nie ma załatwiania, pomagania, protegowania.
Jeżeli ktoś się nie nadaje to się nie nadaje - nie ma przymykania oczu, nie ma tłumaczenia - ale przecież.
Całe nasze życie to weryfikacja. Jeżeli sami rozwalamy ten system weryfikacji tzn. wybieramy coś, kogoś nie z względu na opłacalność, umiejętności, kompetencje to niszczymy zasady, a świat bez zasad prowadzi do burdelu i nikt w nim nie chce żyć. Dobrzy mają wygrywać, słabi przegrywać. Jeżeli słabi wygrywają bo potrafią się zakręcić, mają plecy, kombinują i na to jest przyzwolenie to robi się klasyczna chujnia. Wszechobecna u nas przecież.
Najgorsze jest to, że łamią zasady nie tylko szuje i kombinatorzy, ale też ludzie tzw. dobrzy. No bo pomogę, no bo tyle lat się znamy, no bo kolega, bo co będzie jak go zwolnię itd., itp. A jedna osoba wyjęta z zasad obejmujących wszystkich powoduje, że wiara w te zasady zaczyna być podkopywana. Jedna sztucznie utrzymywana czarna owca czy słabeusz mogą prowadzić do rozwalenia całego zespołu.
W tym aspekcie świat jest 0-1. Konsekwencja i szczelność muszą być. 100 % cukru w cukrze, jeden wyłom i wszystko zaczyna się rozwalać.
A co najgorsze - ja o tym wiem. A czy stosuję się ? Staram się, coraz bardziej, ale niestety ...
JORGE>
(poza tym używasz bardzo nieostrych pojęć, więc nie wiem czy różnimy się do meritum, czy co do semantyki)
Nigdy nie zatrudniłem nikgo - na zasadzie mój kolega, brat szuka pracy, weź mu pomóż. Oczywiście bardzo często się zdarza, że ktoś kogoś poleca albo zasugeruje i go zatrdniam, ale musi spełnić moje kryteria (różne, wcale nie takie wygórowane). Tak na marginesie, genralnie uważam, że w Polsce kuleje weryfikacja pracowników. Poprzez brak analizy predyspozycji, możliwości i kompetencji (ale np. również przez "załatwianie" pracy) pracodawcy, a przede wszystkim sami pracownicy mordują się będąc na nie swoich miejscach. Oczywiście skala bezrobocia powoduje, że pewne sprawy trudno uprządkować, ale naprawdę, każdy człowiek może znaleźć swoje miejsce, tyle że trzeba przestrzegać zasad, już na etapie rekrutacji.
Nie trawię załatwiania różnego rodzaju spraw z kolegami. Doszło do tego, że mając mnóstwo kolegów prawników, korzystam i wydaję relatywnie duże pieniądze na kancelarię prawną, którą wybrałem na rynku. Bardzo niechętnie wykonuje jakiekolwiek usługi dla znajomych. Jeżeli już to się wyręczam wyłącznie pracownikami w bezpośrednich kontaktach, przez to podpadam, że niby olewam. Ale ci co mnie znają wiedzą już żeby mnie raczej nie zaczepiać. Podam teoretycznie kuriozalny przykład, szwagier, który jest dyrektorem jednego z muzeów potrzebował klimatyzacji w pomieszczeniach biurowych. Małe zamówienie, nie podlegało ustawie, nie trzeba było przetargu robić. Zlecenie wykonała inna firma, nie moja. Nawet gdybym sie zdecydował to taka oferta by była bardzo atrakcyjna cenowo, bez żadnego wału. Ale tak nie można. Po prostu.
Staram się nie pożyczać pieniędzy, w obie strony. Natomiast jestem gotowy zdecydowanie pomóc w sytuacjach naprawdę kryzysowych, nie podpieram jednak ludzi w ich obłędzie ucieczki do przodu.
Itd. itp., mogę wymieniać długo, oczywiście jestem słaby i czasami wymiękam, ale jednak z roku na rok jestem coraz bardziej konsekwentny. No i teraz wytłumaczenie - kiedyś taki nie byłem. Życie mi pokazało, że taką drogą trzeba podążać. Bycie pracownikiem, kolegą to są role w których się znajdujemy i żeby te role odgrywać prawidłowo, nie możemy ich łączyć. Podobnie układy prywatne, albo robimy intersy albo jesteśmy kolegami. Wielokrotnie próbowalem skorzystać z usług i firm znajomych. Przede wszystkim nie rozumiem, dlaczego ludzie uważają, że jak coś się robi po znajmości to musi być za póldarmo. Ja wychodzę z odwrotnego założenia, koledze trzeba dać raczej zarobić. No cóż, jestem w tym odosobniony. W każdym razie prawie zawsze kończy się to porażką. Ile ja znam konfliktów i zrywania długoletnich znajomości, kiedy koledzy postanowili sobie pomagać !!! Nie mówiąc już o pożyczaniu pieniędzy, to jest generalnie masakra, zawsze kończy się źle.
To co powyżej napisałem wynika z pewnego procesu, który zachodził we mnie latami. Uważam, że my mamy naturalną tendecję do uciekania od rygorystycznego przestrzegania zasad. Przymykania oczu, "ludzkiego" podejścia, bagatalizacji. Niepoważnie też traktujemy swoje role. I ok, jeżeli chcemy być fajnym ludkiem, dobrze się czującym między sobą to nawet tak się da żyć. Ale nie, jeżeli mamy iść do przodu i konkurować z coraz lepiej organizującym się światem. Musimy od samych siebie i do innych wymagać bardzo wiele, zdecydowanie więcej niż ma to miejsce teraz.
JORGE>
The author has edited this post (w 09.11.2013)
http://rebelya.pl/forum/watek/63536/
Kolejna sprawa budujesz opozycję fachowy - zatrudniony po znajomości, to jest sprawa jednoznaczna, natomiast budowanie rygorystycznego podziału, że krewnych i znajomych nie zatrudniam to jakaś aberracja (choć przy rodzinie to już bym się mocno zastanowił), bo z jednej strony gro firmy stanowią firmy rodzinne z wbudowanym nepotyzmem, a z drugiej strony sporo gigantów, to również firmy rodzinne.
Jak dla mnie opisałeś świat mrówek, a nie ludzi, bo 'człowieki' zawsze będą wytwarzać więzy społeczne.
Staram się też przekonać ludzi, żeby zrezygnowali z koleżeńskich układów, które utrudniają im podejmowanie trudnych decyzji. Do wielu osób jakby nie docierało, że wszyscy jedziemy na jednym wózku. Jeżeli ktoś daje ciała to efekcie tracą wszyscy i nie można tego tolerować, przymykać oko, bo to kolega. To do niczego nie prowadzi, a niestety nasza mentalność jest jaka jest.
JORGE>
- durnota i brak kompetencji przełożonego, który trafił na swoje stanowisko po znajomości
- bałagan w miejscu pracy
- marnowanie czasu i w konsekwencji wysiadywanie nadgodzin
- wszechobecne gadulstwo
- zawalanie terminów przez współpracowników
- ...
- ...
- na końcu niesprawiedliwy podział premii i awansu
Kolesiostwo nie stoi w opozycji do firm rodzinnych. To pojęcie innej kategorii. W zatrudnianiu czy polecaniu znajomych chyba też należy kierować się uczciwością i zdrowym rozsądkiem. Ściągnęłam do pracy (w prywatnej firmie) koleżankę nie dlatego, że była moją koleżanką, czy że chciałam jej pomóc. Po prostu byłam pewna jej fachowości, sumienności itd. a pracodawca szukał pracownika. Nie widzę niczego nagannego w swoim postępowaniu - wręcz przeciwnie.The author has edited this post (w 10.11.2013)
(innych oczywiście też, no może poza Mansourem)
Firma rodzinna to jedno wielki kolesiostwo, więc to ta sama kategoria.
2. spółki skarbu państwa - jeśli istnieją, to klucz partyjny przy obsadzaniu stanowisk jest lepszy niż żaden.
Ale w obu wypadkach powyżej - każdy cżłowiek z partyjnego nadania musi się liczyć z utratą pracy w wyniku zmiany władzy.
Przy wyborze wojewodów punktem wyjścia była pula kandydatów, przy czym nie znaliśmy ich afiliacji politycznej. Bezwzględnym kryterium była niekaralność, nawet jeśli kara została zatarta. Drugim kryterium był bardzo dokładny opis kariery zawodowej kandydatów z naciskiem na twarde, udokumentowane umiejętności i znajomość języków obcych. Kolejnym były dwie opinie znających ich osób o wysokim i uznanym autorytecie społecznym.
Osoby, które przeszły pierwszy etap oceny, były poddawane dwóm testom psychologicznym: na IQ oraz na zachowanie w sytuacjach krytycznych, kryzysowych. Ostatnim etapem selekcji było bezpośrednie spotkanie z kandydatem, który przedstawiał konkretne rozwiązania dla sytuacji z jakimi spotyka się w pracy wojewoda – ocenie podlegał także sposób prezentacji, użyty język i logika prezentacji. Ostatecznie nasz zespół rekomendował ministrowi na każde stanowisko wojewody trzech kandydatów w określonej kolejności"
kompromitujące, prawda? 2 miesiące wyboru ludzi na dwuletnią kadencję. Postawienie kryterium karalności w sytuacji, gdy część życia kandydatów przebiegała w PRL - cżłowiek skazany za przewóz ulotek nie mógł zostać wojewodą, skazujący go albo łapiący go owszem tak. Procedura pomijała zmianę władzy w Polsce, legitymizowała PRl - co było widać w czasie tych krótkich dwóch lat.