@KazioToJa powiedział(a):
przecież wiadomo, że w Chinach
Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
JA realnie żyłem w PRL.
Zapomnieliśmy, że kiedyś siłą rodziny było zrozumienie, że to rodzaj mikroprzedsiębiorstwa, gdzie celem był wspólny sukces, a nie 'samorealizacja'.
@janosik powiedział(a):
W świecie gdzie "ja" a nie "my" jest na pierwszym miejscu to walka płci jest tylko konsekwencją.
To jest całkowicie słuszna diagnoza, trafienie w samo sedno problemu i jego wyjaśnienie, Wystarczy jeszcze tylko przekonać współczesne kobiety, by zawróciły ze ścieżki selfizmu i samorealizacji.
@Brzost powiedział(a):
Bez nazwy też można obchodzić ;-) My wczoraj uczciliśmy 39. rocznicę wyjściem na koncert "Starego Dobrego Małżeństwa".
Taką małą dygresję zrobię. Przykładem tego, jak manipuluje się ludźmi, jest to, jak wyciszana jest poezja śpiewana. W radiu jej nie słychać, na koncertach w telewizji nie jest puszczana, ogólnie od lat jest "wyciszana". Jedna Sanah jest wyjątkiem, ale ona się wybiła sama. Natomiast Stare Dobre Małżeństwo jest przecież znanym zespołem, ale jest bojkotowany. Ktoś naiwny albo świadomy kłamca powie, że "nikt tego nie chce słuchać". Jednak to nie jest prawda. Tu mam pytanie do Kolegi Brzosta - jaka była frekwencja na tym koncercie? Zgaduję, że pewnie wcale nie taka zła. Tu jest nagranie z koncertu sprzed 2 lat, na którym widać sporo ludzi:
Osobiście polecam nieznany znakomity zespół Ponad Chmurami.
@KazioToJa powiedział(a):
przecież wiadomo, że w Chinach
Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
JA realnie żyłem w PRL.
To wszystko prawda. Tylko że wybrańców był raczej nikły odsetek.
@KazioToJa powiedział(a):
przecież wiadomo, że w Chinach
Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
JA realnie żyłem w PRL.
przypominam - Gierek mieszkał w szeregowcu. Chodziłam do szkoły muzycznej - z łapanki w osiedlowych przedszkolach - przyszły panie nauczycielki i proponowały wybranym dzieciom pójście do muzycznej. No chyba nie wszyscy byli z łapanki, bo rzeczywiście w klasie miałam dyrektorskie dzieci, profesorskie, grupka oficerskich i jeden syn dyplomaty (właśnie sobie uświadomiłam - skąd w Poznaniu dyplomata?, pewnie chłe chłe dyplomaty). Jeździliśmy z blokowiska tramwajem do tej szkoły, czasami kogoś ojciec podrzucał samochodem, ale to była rzadkość. Jedna koleżanka chodziła dodatkowo na angielski, ale to wtedy było takie same hobby jak moje chodzenie na pływalnię. Nie zaglądaliśmy sobie specjalnie do talerzy, może mieli częściej schabowe niż u nas. Na religię nie chodziły tylko te wojskowe dzieci i syn dyplomaty. A, i jeszcze najlepsze historie opowiadał jeden z oficerskich synów, bo się panowie oficerowie z pistoletami ganiali w walce o jakieś baby, ale tak do końca mu nie wierzyliśmy. Ponieważ często byłam skarbnikiem to wiem - składki klasowe były robione po możliwościach nie po równo, jak w neokatechumenacie. No i my zbieraliśmy sami, rodzice się nie mieszali jawnie, może ktoś to monitorował, bo jakoś zbiórki pod koniec były mocno wzmacniane przez syna taksówkarza (który jest dziś zawodowym muzykiem w przeciwieństwie do większości pozostałych).
W stosunku do podstawówki moich młodych to coś nieprawdopodobnego. Rodziny wielodzietne są widoczne od razu - bystre dzieciaki, ale pracują same. W tych rodzinach mniejszych często lekcje są zrobione przez mamy ("umiem tak pisać, że wygląda jakby dziecko pisało").
No nie Mario, byli 'prywaciarze', 'badylarze', 'pieszczoszki władzy', ludzie pracujący za granicą, tego było sporo.
W poprzednim wpisie wskazałem tylko na beneficjentów po linii partyjno-siłowej, a PRL był w latach osiemdziesiątych bardziej zróżnicowany. Czasów stalinowskich nie znam poza anegdotycznymi opowieściami.
Inne były tylko znamiona luksusu.
Czyli pierwotna teza tej pobocznej polemiki jest, w mojej ocenie, kompletnie fałszywa.
Zapomnieliśmy, że kiedyś siłą rodziny było zrozumienie, że to rodzaj mikroprzedsiębiorstwa, gdzie celem był wspólny sukces, a nie 'samorealizacja'.
@janosik powiedział(a):
W świecie gdzie "ja" a nie "my" jest na pierwszym miejscu to walka płci jest tylko konsekwencją.
To jest całkowicie słuszna diagnoza, trafienie w samo sedno problemu i jego wyjaśnienie, Wystarczy jeszcze tylko przekonać współczesne kobiety, by zawróciły ze ścieżki selfizmu i samorealizacji.
Tylko kobiety? A nie LUDZI - mężczyzn i kobiety?
Kobiety są światopoglądowo zdecydowanie bardziej lewicowo ukierunkowane od mężczyzn, również w Polsce.
@KazioToJa powiedział(a):
przecież wiadomo, że w Chinach
Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
JA realnie żyłem w PRL.
Ja tylko przypomnę, że 20-30 lat temu - a dokładnie te liczby padły jako punkt odniesienia - nie było PRL, tylko lata 1996-2006. Rządy Cimoszewicza, Buzka, Millera, Belki i Marcinkiewicza. Wskaźniki dzietności czy nierówności majątkowych w tym czasie polecam sprawdzić we własnym zakresie, oczywiście tylko tym, którzy rozróżniają 20-30 od 46-56, bo tyle lat temu rządził wspomniany Gierek.
Jeśli ktoś pisze 20, a ma na myśli 50, to rozmowa o demografii, czyli w znacznej mierze o liczbach właśnie, nie ma żadnego sensu.
Nasza powojenna demografia została napędzona boomem lat 50, to on stanowi trzon polskiej populacji. Boom lat 80 był już mniejszy i jest pochodną boomu poprzedniego, bo urodzeni w latach 50 zaczęli zakładać związki(nie tylko zawodowe ). Mieliśmy szanse na jeszcze jeden duży boom w latach 2000 ale emigracja do Anglii dosyć skutecznie go wyhamowała. Za ten stan podziękujmy ówczesnym politykom którzy doprowadzili do bezrobocia.
Czy lewicowe przechylenie kobiet coś tu zmienia? Raczej niewiele, bo radykalizacja dokonała się później, a pewne zjawiska obserwujemy w dłuższym okresie.
Czołowe polskie feministki, choćby Kazimiera Szczuka, Dorota Warakomska, Sylwia Chutnik, Agnieszka Graff, Henryka Krzywonos, Olga Tokarczuk czy Barbara Nowacka to osoby 40+.
@janosik powiedział(a):
Nasza powojenna demografia została napędzona boomem lat 50, to on stanowi trzon polskiej populacji. Boom lat 80 był już mniejszy i jest pochodną boomu poprzedniego, bo urodzeni w latach 50 zaczęli zakładać związki(nie tylko zawodowe ). Mieliśmy szanse na jeszcze jeden duży boom w latach 2000 ale emigracja do Anglii dosyć skutecznie go wyhamowała. Za ten stan podziękujmy ówczesnym politykom którzy doprowadzili do bezrobocia.
Czy lewicowe przechylenie kobiet coś tu zmienia? Raczej niewiele, bo radykalizacja dokonała się później, a pewne zjawiska obserwujemy w dłuższym okresie.
@MarianoX powiedział(a):
Czołowe polskie feministki, choćby Kazimiera Szczuka, Dorota Warakomska, Sylwia Chutnik, Agnieszka Graff, Henryka Krzywonos, Olga Tokarczuk czy Barbara Nowacka to osoby 40+.
Czołowy polski [tu wpisz prawie dowolną dziedzinę - informatyk, inżynier, prawnik, filozof, ksiądz, polityk, pisarz, menadżer] to osoba 40+, tak już jest w świecie, że aby się wybić na czoło potrzebujesz czasu.
Wyjątek jest w sporcie, bo po 30. spada sprawność fizyczną, a w szeroko pojętej sztuce różnie bywa, bo mody się szybko zmieniają.
@Brzost powiedział(a):
Bez nazwy też można obchodzić ;-) My wczoraj uczciliśmy 39. rocznicę wyjściem na koncert "Starego Dobrego Małżeństwa".
Taką małą dygresję zrobię. Przykładem tego, jak manipuluje się ludźmi, jest to, jak wyciszana jest poezja śpiewana. **W radiu jej nie słychać, na koncertach w telewizji nie jest puszczana, ogólnie od lat jest "wyciszana". **Jedna Sanah jest wyjątkiem, ale ona się wybiła sama. Natomiast Stare Dobre Małżeństwo jest przecież znanym zespołem, ale jest bojkotowany. Ktoś naiwny albo świadomy kłamca powie, że "nikt tego nie chce słuchać". Jednak to nie jest prawda. Tu mam pytanie do Kolegi Brzosta - jaka była frekwencja na tym koncercie? Zgaduję, że pewnie wcale nie taka zła. Tu jest nagranie z koncertu sprzed 2 lat, na którym widać sporo ludzi:
Osobiście polecam nieznany znakomity zespół Ponad Chmurami.
Jest 2026 r., przypominam.
Większość słuchanej muzyki pochodzi ze streamingu. Każdy slucha, czego chce. Zazwyczaj są statystyki, można sprawdzić ile ludzie tego słuchają.
O "samodzielnym" wypromowaniu na rynku muzycznym córki partnera z wielkiej czwórki już była na forum mowa.
@KazioToJa powiedział(a):
przecież wiadomo, że w Chinach
Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
JA realnie żyłem w PRL.
Ja tylko przypomnę, że 20-30 lat temu - a dokładnie te liczby padły jako punkt odniesienia - nie było PRL, tylko lata 1996-2006. Rządy Cimoszewicza, Buzka, Millera, Belki i Marcinkiewicza. Wskaźniki dzietności czy nierówności majątkowych w tym czasie polecam sprawdzić we własnym zakresie, oczywiście tylko tym, którzy rozróżniają 20-30 od 46-56, bo tyle lat temu rządził wspomniany Gierek.
Jeśli ktoś pisze 20, a ma na myśli 50, to rozmowa o demografii, czyli w znacznej mierze o liczbach właśnie, nie ma żadnego sensu.
@KazioToJa wskazała na PRL, jako przestrzeń równości i z tym polemizowałem.
Różnice majątkowe w PRL nie dają się porównać to późniejszych czasów, bo nie da się zbudować funkcji mapującej. Jako przykład możemy wziąć samochód w PRL, gdzie był oficjalny system talonowy i nieoficjalne giełdy, ale cena giełdowa nie może być punktem odniesienia, bo była zdeformowana przez stronę podażową oraz zdecydowanie zawyżony kurs dolara.
Jeżeli chodzi o demografię, to jestem zwolennikiem zbudowania wskaźnika będącego zmodyfikowaną wersją ilości dzieci przypadającej jedną kobietę ale z dodanie wag dotyczących wieku. Czyli coś w stylu, że 25 latka z 1 dzieckiem to dobry wynik, a 40 latka z jednym dzieckiem to dzwonek alarmowy, że coś źle działa.
@KazioToJa powiedział(a):
przecież wiadomo, że w Chinach
Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
JA realnie żyłem w PRL.
Ja tylko przypomnę, że 20-30 lat temu - a dokładnie te liczby padły jako punkt odniesienia - nie było PRL, tylko lata 1996-2006. Rządy Cimoszewicza, Buzka, Millera, Belki i Marcinkiewicza. Wskaźniki dzietności czy nierówności majątkowych w tym czasie polecam sprawdzić we własnym zakresie, oczywiście tylko tym, którzy rozróżniają 20-30 od 46-56, bo tyle lat temu rządził wspomniany Gierek.
Jeśli ktoś pisze 20, a ma na myśli 50, to rozmowa o demografii, czyli w znacznej mierze o liczbach właśnie, nie ma żadnego sensu.
@KazioToJa wskazała na PRL, jako przestrzeń równości i z tym polemizowałem.
Różnice majątkowe w PRL nie dają się porównać to późniejszych czasów, bo nie da się zbudować funkcji mapującej. Jako przykład możemy wziąć samochód w PRL, gdzie był oficjalny system talonowy i nieoficjalne giełdy, ale cena giełdowa nie może być punktem odniesienia, bo była zdeformowana przez stronę podażową oraz zdecydowanie zawyżony kurs dolara.
Jeżeli chodzi o demografię, to jestem zwolennikiem zbudowania wskaźnika będącego zmodyfikowaną wersją ilości dzieci przypadającej jedną kobietę ale z dodanie wag dotyczących wieku. Czyli coś w stylu, że 25 latka z 1 dzieckiem to dobry wynik, a 40 latka z jednym dzieckiem to dzwonek alarmowy, że coś źle działa.
Kazio we wpisie zaczynającym się od "wszyscy mieli to samo" zacytowała MarianoX, który podaje przedział 20-30 lat temu.
Jeśli ktoś "pamięta", że PRL był 20-30 lat temu, to inne szczegóły też może źle pamiętać.
@KazioToJa powiedział(a):
przecież wiadomo, że w Chinach
Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
JA realnie żyłem w PRL.
I co, bywał w nich Kolega? Albo któryś z jego kolegów?
W liceum okazało się, że mój kumpel z ławki od podstawówki jest synem sekretarza członka politbiura, wtedy mój świat uległ znacznemu rozszerzeniu, tak więc poniekąd tak.
Badylarzy, a raczej ich potomstwo znałem już osobiście. Prywaciarzy również. Wtedy zrozumiałem, że duże pieniądze (jak na PRL) nie cenią ostentacji.
Nie należy zapominać o rzemieślnikach, gdzie istniała reguła, że jak był zamożny, to najczęściej miał drugi etat.
Komentarz
Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
JA realnie żyłem w PRL.
Tylko kobiety? A nie LUDZI - mężczyzn i kobiety?
Taką małą dygresję zrobię. Przykładem tego, jak manipuluje się ludźmi, jest to, jak wyciszana jest poezja śpiewana. W radiu jej nie słychać, na koncertach w telewizji nie jest puszczana, ogólnie od lat jest "wyciszana". Jedna Sanah jest wyjątkiem, ale ona się wybiła sama. Natomiast Stare Dobre Małżeństwo jest przecież znanym zespołem, ale jest bojkotowany. Ktoś naiwny albo świadomy kłamca powie, że "nikt tego nie chce słuchać". Jednak to nie jest prawda. Tu mam pytanie do Kolegi Brzosta - jaka była frekwencja na tym koncercie? Zgaduję, że pewnie wcale nie taka zła. Tu jest nagranie z koncertu sprzed 2 lat, na którym widać sporo ludzi:

Osobiście polecam nieznany znakomity zespół Ponad Chmurami.
Pełna sala w Teatrze Roma. Bilety sprzedawano kilka miesięcy wcześniej. Wolnych miejsc nie zauważyłem.
To wszystko prawda. Tylko że wybrańców był raczej nikły odsetek.
przypominam - Gierek mieszkał w szeregowcu. Chodziłam do szkoły muzycznej - z łapanki w osiedlowych przedszkolach - przyszły panie nauczycielki i proponowały wybranym dzieciom pójście do muzycznej. No chyba nie wszyscy byli z łapanki, bo rzeczywiście w klasie miałam dyrektorskie dzieci, profesorskie, grupka oficerskich i jeden syn dyplomaty (właśnie sobie uświadomiłam - skąd w Poznaniu dyplomata?, pewnie chłe chłe dyplomaty). Jeździliśmy z blokowiska tramwajem do tej szkoły, czasami kogoś ojciec podrzucał samochodem, ale to była rzadkość. Jedna koleżanka chodziła dodatkowo na angielski, ale to wtedy było takie same hobby jak moje chodzenie na pływalnię. Nie zaglądaliśmy sobie specjalnie do talerzy, może mieli częściej schabowe niż u nas. Na religię nie chodziły tylko te wojskowe dzieci i syn dyplomaty. A, i jeszcze najlepsze historie opowiadał jeden z oficerskich synów, bo się panowie oficerowie z pistoletami ganiali w walce o jakieś baby, ale tak do końca mu nie wierzyliśmy. Ponieważ często byłam skarbnikiem to wiem - składki klasowe były robione po możliwościach nie po równo, jak w neokatechumenacie. No i my zbieraliśmy sami, rodzice się nie mieszali jawnie, może ktoś to monitorował, bo jakoś zbiórki pod koniec były mocno wzmacniane przez syna taksówkarza (który jest dziś zawodowym muzykiem w przeciwieństwie do większości pozostałych).
W stosunku do podstawówki moich młodych to coś nieprawdopodobnego. Rodziny wielodzietne są widoczne od razu - bystre dzieciaki, ale pracują same. W tych rodzinach mniejszych często lekcje są zrobione przez mamy ("umiem tak pisać, że wygląda jakby dziecko pisało").
No nie Mario, byli 'prywaciarze', 'badylarze', 'pieszczoszki władzy', ludzie pracujący za granicą, tego było sporo.
W poprzednim wpisie wskazałem tylko na beneficjentów po linii partyjno-siłowej, a PRL był w latach osiemdziesiątych bardziej zróżnicowany. Czasów stalinowskich nie znam poza anegdotycznymi opowieściami.
Inne były tylko znamiona luksusu.
Czyli pierwotna teza tej pobocznej polemiki jest, w mojej ocenie, kompletnie fałszywa.
Kobiety są światopoglądowo zdecydowanie bardziej lewicowo ukierunkowane od mężczyzn, również w Polsce.
Ja tylko przypomnę, że 20-30 lat temu - a dokładnie te liczby padły jako punkt odniesienia - nie było PRL, tylko lata 1996-2006. Rządy Cimoszewicza, Buzka, Millera, Belki i Marcinkiewicza. Wskaźniki dzietności czy nierówności majątkowych w tym czasie polecam sprawdzić we własnym zakresie, oczywiście tylko tym, którzy rozróżniają 20-30 od 46-56, bo tyle lat temu rządził wspomniany Gierek.
Jeśli ktoś pisze 20, a ma na myśli 50, to rozmowa o demografii, czyli w znacznej mierze o liczbach właśnie, nie ma żadnego sensu.
Nasza powojenna demografia została napędzona boomem lat 50, to on stanowi trzon polskiej populacji. Boom lat 80 był już mniejszy i jest pochodną boomu poprzedniego, bo urodzeni w latach 50 zaczęli zakładać związki(nie tylko zawodowe
). Mieliśmy szanse na jeszcze jeden duży boom w latach 2000 ale emigracja do Anglii dosyć skutecznie go wyhamowała. Za ten stan podziękujmy ówczesnym politykom którzy doprowadzili do bezrobocia.
Czy lewicowe przechylenie kobiet coś tu zmienia? Raczej niewiele, bo radykalizacja dokonała się później, a pewne zjawiska obserwujemy w dłuższym okresie.
Czołowe polskie feministki, choćby Kazimiera Szczuka, Dorota Warakomska, Sylwia Chutnik, Agnieszka Graff, Henryka Krzywonos, Olga Tokarczuk czy Barbara Nowacka to osoby 40+.
No czyli właśnie 20-30 lat temu, hehe.
Czołowy polski [tu wpisz prawie dowolną dziedzinę - informatyk, inżynier, prawnik, filozof, ksiądz, polityk, pisarz, menadżer] to osoba 40+, tak już jest w świecie, że aby się wybić na czoło potrzebujesz czasu.
Wyjątek jest w sporcie, bo po 30. spada sprawność fizyczną, a w szeroko pojętej sztuce różnie bywa, bo mody się szybko zmieniają.
Jest 2026 r., przypominam.
Większość słuchanej muzyki pochodzi ze streamingu. Każdy slucha, czego chce. Zazwyczaj są statystyki, można sprawdzić ile ludzie tego słuchają.
O "samodzielnym" wypromowaniu na rynku muzycznym córki partnera z wielkiej czwórki już była na forum mowa.
@KazioToJa wskazała na PRL, jako przestrzeń równości i z tym polemizowałem.
Różnice majątkowe w PRL nie dają się porównać to późniejszych czasów, bo nie da się zbudować funkcji mapującej. Jako przykład możemy wziąć samochód w PRL, gdzie był oficjalny system talonowy i nieoficjalne giełdy, ale cena giełdowa nie może być punktem odniesienia, bo była zdeformowana przez stronę podażową oraz zdecydowanie zawyżony kurs dolara.
Jeżeli chodzi o demografię, to jestem zwolennikiem zbudowania wskaźnika będącego zmodyfikowaną wersją ilości dzieci przypadającej jedną kobietę ale z dodanie wag dotyczących wieku. Czyli coś w stylu, że 25 latka z 1 dzieckiem to dobry wynik, a 40 latka z jednym dzieckiem to dzwonek alarmowy, że coś źle działa.
Kazio we wpisie zaczynającym się od "wszyscy mieli to samo" zacytowała MarianoX, który podaje przedział 20-30 lat temu.
Jeśli ktoś "pamięta", że PRL był 20-30 lat temu, to inne szczegóły też może źle pamiętać.
I co, bywał w nich Kolega? Albo któryś z jego kolegów?
Panie, za młodu to ja nawet badylarzy nie znałem.
Jan Piszczyk, protoplasta redpila.
MSPANC