@Wielen powiedział(a):
Nie wiadomo, czy to płukanie ma jakies znaczenie, zwlaszcza jesli dany odpad idzie do spalenia. Podobnie przy butelkach szklanych przeznaczonych do przetopienia.
No właśnie, to płukanie to wygląda na tak samo sensowne jak pakowanie psich gówien w worki foliowe.
Nie wiem, no, wydaje mi się, że psie hovno łatwiej odnieść do kubełka w torebce niż luzem.
...albo w specjalnych szczypczykach, najlepiej drzewnianych, "ekologicznych"
Ale to póki piesków nie zabronią.
Ewentualnie we własnym słoiczku albo w torebce papierzanej "z recyklingu".
Można sobie tak dywagowac, bo w sumie nie wiemy jakie są rzeczywiste wymogi techniczne. Moje wrażenie jest takie, że ustanowiono plan maksimum bez liczenia się z realiami społecznymi ani bez scislego zwiazku z technologią zagopodarowywania odpadow. Nie mowiac o ekonomice. Ktos pamieta, jakim to cennym skarbem są odpady i jak to będą się same finansowac? Taka byla mądrość etapu ze 20 lat temu, a dziś chyba tylko makulatura się oplaca i to też nie zawsze. Wszedzie indziej, jak nie doplaty to dotacje.
@Wielen powiedział(a):
Nie wiadomo, czy to płukanie ma jakies znaczenie, zwlaszcza jesli dany odpad idzie do spalenia. Podobnie przy butelkach szklanych przeznaczonych do przetopienia.
No właśnie, to płukanie to wygląda na tak samo sensowne jak pakowanie psich gówien w worki foliowe.
Nie wiem, no, wydaje mi się, że psie hovno łatwiej odnieść do kubełka w torebce niż luzem.
...albo w specjalnych szczypczykach, najlepiej drzewnianych, "ekologicznych"
Ale to póki piesków nie zabronią.
Ewentualnie we własnym słoiczku albo w torebce papierzanej "z recyklingu".
Torebki foliowe zaraz zdelegalizują
Torebki foliowe przeznaczone do psich kup są biodegradowalne. O ile wierzymy w napisy na nich. Ja postanowiłam wierzyć
@Wielen powiedział(a):
Nie wiadomo, czy to płukanie ma jakies znaczenie, zwlaszcza jesli dany odpad idzie do spalenia. Podobnie przy butelkach szklanych przeznaczonych do przetopienia.
No właśnie, to płukanie to wygląda na tak samo sensowne jak pakowanie psich gówien w worki foliowe.
Nie wiem, no, wydaje mi się, że psie hovno łatwiej odnieść do kubełka w torebce niż luzem.
...albo w specjalnych szczypczykach, najlepiej drzewnianych, "ekologicznych"
Ale to póki piesków nie zabronią.
Ewentualnie we własnym słoiczku albo w torebce papierzanej "z recyklingu".
Torebki foliowe zaraz zdelegalizują
Torebki foliowe przeznaczone do psich kup są biodegradowalne. O ile wierzymy w napisy na nich. Ja postanowiłam wierzyć
...już się mówi, że to najgorszy rodzaj bo "biodegradują" w mikroplastik
@Wielen powiedział(a):
Nie wiadomo, czy to płukanie ma jakies znaczenie, zwlaszcza jesli dany odpad idzie do spalenia. Podobnie przy butelkach szklanych przeznaczonych do przetopienia.
No właśnie, to płukanie to wygląda na tak samo sensowne jak pakowanie psich gówien w worki foliowe.
Nie wiem, no, wydaje mi się, że psie hovno łatwiej odnieść do kubełka w torebce niż luzem.
...albo w specjalnych szczypczykach, najlepiej drzewnianych, "ekologicznych"
Ale to póki piesków nie zabronią.
Ewentualnie we własnym słoiczku albo w torebce papierzanej "z recyklingu".
Torebki foliowe zaraz zdelegalizują
Torebki foliowe przeznaczone do psich kup są biodegradowalne. O ile wierzymy w napisy na nich. Ja postanowiłam wierzyć
Te fachowe tak, ale widać że powszechnie w użyciu są sklepowe.
"Prądy oceaniczne są najważniejszymi na planecie dystrybutorami ciepła. W gorących strefach klimatycznych woda nagrzewa się a ogrzana woda jest nieco lżejsza niż zimna, więc w tych rejonach ciśnienie na dnie oceanu spada. Dokładnie odwrotnie jest w rejonach okołobiegunowych, gdzie woda ochładza się i robi się coraz cięższa osiągając maksimum gęstości w temperaturze 4 stopni Celsjusza. Tam ciśnienie w przy dnie oceanu rośnie. Sprawia to, że w skali globalnej przy powierzchni oceanu cieplejsza woda napływa w stronę biegunów a ochłodzona odpływa z rejonów polarnych po dnie. Tak w zarysie wygląda tzw. cyrkulacja oceaniczna za sprawą której ogromne ilości ciepła są rozprowadzane po całej Ziemi.
W taki też sposób ogrzewana jest Europa a zwłaszcza jej część północno-zachodnia. Jako Golfsztrom, czyli Prąd Zatokowy, oceaniczna rzeka nagrzanej w Zatoce Meksykańskiej wody płynie przy powierzchni Atlantyku ogrzewając wybrzeża Europy aż po Murmańsk w Zatoce Kolskiej na Morzu Barentsa.
Gdyby nie Golfsztrom, klimat w Europie byłby zdecydowanie chłodniejszy, z surowymi arktycznymi zimami skuwającymi na długie miesiące lodem Morze Północne i Bałtyk.
Jednak ponieważ klimat ogólnie się ociepla za sprawą efektu cieplarnianego będącego skutkiem antropogenicznych emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych, to następuje intensywne topnienie lodowców Grenlandii, z których do wód powierzchniowych Północnego Atlantyku wylewają się ogromne ilości słodkiej wody o temperaturze bliskiej zera. Ta woda, ponieważ jest słodka i ma temperaturę niższą niż 4 stopnie Celsjusza, przy której woda ma najwyższą gęstość, nie chce tonąć. Różnica ciśnień napędzająca Prąd Zatokowy maleje, co osłabia jego intensywność.
Jednak - umówmy się - on nie ustanie, co sugerują alarmistyczne komunikaty - nie ustanie, gdyż jednak nagrzana woda Zatoki Meksykańskiej musi jakoś się rozpłynąć w kierunku biegunów a Ocean Atlantycki nie daje tu zbyt wielu opcji. Chłodniej jest tylko na północy lub na południu, jednak na południe od Zatoki Meksykańskiej są podobnie ciepłe wody rejonów równikowych, co stanowi czynnik blokujący ruch wód powierzchniowych w tym kierunku.
Zarazem jednak to, że Prąd Zatokowy nie ustanie zupełnie nie oznacza wcale, że spadek jego intensywności nie stanowi problemu. Problem jest bowiem taki, że coraz więcej ciepła jest zatrzymywane w rejonie Zatoki Meksykańskiej i Bahamów a coraz mniej go dopływa do wybrzeży Pólnocnej Europy.
Obecnie ostateczny bilans ciepła jest wciąż taki, że Europa się ociepla ogrzewana zarówno przez cyrkulację oceaniczną i w skutek efektu cieplarnianego. Nikt tak naprawdę nie wie, kiedy trend ten ulegnie odwróceniu z powodu spadku intensywności Prądu Zatokowego. W chwili obecnej widać jednak już bardzo wyraźnie wpływ zatrzymywania ciepła w Zatoce Meksykańskiej i bliskich jej regionach. Efekt ten silnie zmienia klimat Ameryki Północnej, gdzie bardzo mocno rośnie ilość gwałtownych zjawisk atmosferycznych, coraz częściej zdarzają się potężne burze, huragany i tornada. Kiedy ciepłe i wilgotne powietrze znad Zatoki Meksykańskiej zderza się z chłodnymi masami powietrza arktycznego, na wybrzeżu USA występują gwałtowne powodzie i śnieżyce.
Jednak słaby Prąd Zatokowy oznacza też poważne problemy w Europie. Jest tak, gdyż właśnie wilgotne masy powietrza nad ciepłym Prądem Zatokowym są najważniejszym źródłem wód opadowych na naszym kontynencie. Im słabszy Golfstrom, tym sumarycznie mniej opadów w Europie, co przecież już obserwujemy w postaci rozszerzającej się suszy hydrologicznej.
Skupianie się na katastroficznym scenariuszu "zatrzymania" Prądu Zatokowego jest, moim zdaniem, niezbyt sensowne. Jest to raczej kolejna prognoza "końca świata", która nie spełniając się w postaci jakiegoś pojedynczego kataklizmu sprawia, że ludzie w ogóle przestają traktować badania klimatu poważnie i wkładają je między bajki.
Tymczasem zmiany postępują z naszej perspektywy powoli, ale w skali planetarnej - i tak niezwykle szybko i w sposób nieubłagany, pozostawiając ludzkości i przyrodzie niewiele czasu na przystosowanie się. Zmiany klimatyczne, które niegdyś zachodziły przez tysiaclecia dziś zachodzą w ciągu kilku zaledwie pokoleń. Radosne wyśmiewanie się z badaczy klimatu, co jest typowe w pewnych środowiskach, niewiele pomoże, bo klimatyczny zegar tyka coraz szybciej w miarę wzrostu stężenia CO2 w atmosferze. Celujemy we wzrost średniej temperatury dolnych warstw atmosfery o 4 stopnie Celsjusza do końca stulecia w porównaniu do stanu przedindustrialnego. Chociaż wzrost ten nie jest równomierny i różne regiony globu będą doświadczać jego różnych skutków - i tak będą one wszędzie bardzo poważne. Tak naprawdę - dużo poważniejsze niż sobie wyobrażamy a tych, którym one w ogólności sprzyjają będzie stosunkowo niewiele i na pewno to nie my, Polacy, wygramy tu los na loterii.
W szczególności w Polsce należy nastawić się na stale pogłębiający się deficyt wody, co będzie miało ogromne konsekwencje dla naszego rolnictwa, które w obecnym kształcie nie wytrzyma presji klimatycznej. Jednak znając życie - za problem weźmiemy się tak naprawdę dopiero wówczas, kiedy będzie już za późno. A do tego czasu - wsi spokojna, wsi wesoła..."
@Wielen powiedział(a):
Nie wiadomo, czy to płukanie ma jakies znaczenie, zwlaszcza jesli dany odpad idzie do spalenia. Podobnie przy butelkach szklanych przeznaczonych do przetopienia.
No właśnie, to płukanie to wygląda na tak samo sensowne jak pakowanie psich gówien w worki foliowe.
Nie wiem, no, wydaje mi się, że psie hovno łatwiej odnieść do kubełka w torebce niż luzem.
Jeżeli się upieramy że bez gówna nie da się żyć - to tak.
No nie da się. Jest to jedna z niewielu rzeczy, które naprawdę są konieczne.
@trep powiedział(a):
Ci naukowcy w bardzo naukowy i profesjonalny sposób potrafią wyjaśnić, dlaczego ich przewidywania się nie sprawdziły.
Przewidywania globalnego wzrostu temperatur napotkałem po raz pierwszy pod koniec lat 80tych i akurat te się sprawdziły. Oczywiście, można by powiedzieć, że nawet zepsuty zegar pokazuje co i raz prawdziwą godzinę, ale tu jest wiele dowodów równoległych i na rolę CO2 (absorpcja w pasmie podczerwieni) i to, że jest to głównie CO2 z paliw kopalnych. Co nie znaczy, że możemy realnie coś z tym zrobić.
Ale Golfsztrom już prawie miesiąc temu zmienił kierunek na Azory i będzie zazieleniał Saharę. Tutaj mapa anomalii temperatur. Widać jak Prąd Labradorski po prostu zablokował drogę Golfsztromowi w stronę Europy.
To jest dokładnie ten efekt - wielkie masy zimnej powierzchniowej wody z Zatoki Baffina są wspierane wodami z topniejących lodowców Grenlandii przelewającyymi się przez podwodną kataraktę w Cieśninie Duńskiej między Grenlandią i Islandią, co wytwarza masę zdolną do wypchnięcia Prądu Zatokowego z normalnej drogi w stronę Arktyki. Te zjawisko będzie występować coraz częściej i się pogłębiać.
Komentarz
...albo w specjalnych szczypczykach, najlepiej drzewnianych, "ekologicznych"
Ale to póki piesków nie zabronią.
Ewentualnie we własnym słoiczku albo w torebce papierzanej "z recyklingu".
Torebki foliowe zaraz zdelegalizują
Można sobie tak dywagowac, bo w sumie nie wiemy jakie są rzeczywiste wymogi techniczne. Moje wrażenie jest takie, że ustanowiono plan maksimum bez liczenia się z realiami społecznymi ani bez scislego zwiazku z technologią zagopodarowywania odpadow. Nie mowiac o ekonomice. Ktos pamieta, jakim to cennym skarbem są odpady i jak to będą się same finansowac? Taka byla mądrość etapu ze 20 lat temu, a dziś chyba tylko makulatura się oplaca i to też nie zawsze. Wszedzie indziej, jak nie doplaty to dotacje.
.> @Filioquist powiedział(a):
Torebki foliowe przeznaczone do psich kup są biodegradowalne. O ile wierzymy w napisy na nich. Ja postanowiłam wierzyć
Są, miałem jakiś zapas i po około roku się rozpadł, ale nie sądzę by wdychanie tego było korzystne.
Wdychanie psich kup? Nie słyszałem.
Są. Tak samo jak torebki na resztki kuchenne.
O wdychaniu tego też nie słyszałem.
...już się mówi, że to najgorszy rodzaj bo "biodegradują" w mikroplastik
Co innego niby "kompostowalne", jeśli wierzyć.
A powinni papierow> @Maria powiedział(a):
Te fachowe tak, ale widać że powszechnie w użyciu są sklepowe.
https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news,109267,holenderscy-naukowcy-golfsztrom-moze-osiagnac-punkt-krytyczny-juz-w-polowie
I ciekawy komentarz Zbigniewa Szczęsnego:
"Prądy oceaniczne są najważniejszymi na planecie dystrybutorami ciepła. W gorących strefach klimatycznych woda nagrzewa się a ogrzana woda jest nieco lżejsza niż zimna, więc w tych rejonach ciśnienie na dnie oceanu spada. Dokładnie odwrotnie jest w rejonach okołobiegunowych, gdzie woda ochładza się i robi się coraz cięższa osiągając maksimum gęstości w temperaturze 4 stopni Celsjusza. Tam ciśnienie w przy dnie oceanu rośnie. Sprawia to, że w skali globalnej przy powierzchni oceanu cieplejsza woda napływa w stronę biegunów a ochłodzona odpływa z rejonów polarnych po dnie. Tak w zarysie wygląda tzw. cyrkulacja oceaniczna za sprawą której ogromne ilości ciepła są rozprowadzane po całej Ziemi.
W taki też sposób ogrzewana jest Europa a zwłaszcza jej część północno-zachodnia. Jako Golfsztrom, czyli Prąd Zatokowy, oceaniczna rzeka nagrzanej w Zatoce Meksykańskiej wody płynie przy powierzchni Atlantyku ogrzewając wybrzeża Europy aż po Murmańsk w Zatoce Kolskiej na Morzu Barentsa.
Gdyby nie Golfsztrom, klimat w Europie byłby zdecydowanie chłodniejszy, z surowymi arktycznymi zimami skuwającymi na długie miesiące lodem Morze Północne i Bałtyk.
Jednak ponieważ klimat ogólnie się ociepla za sprawą efektu cieplarnianego będącego skutkiem antropogenicznych emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych, to następuje intensywne topnienie lodowców Grenlandii, z których do wód powierzchniowych Północnego Atlantyku wylewają się ogromne ilości słodkiej wody o temperaturze bliskiej zera. Ta woda, ponieważ jest słodka i ma temperaturę niższą niż 4 stopnie Celsjusza, przy której woda ma najwyższą gęstość, nie chce tonąć. Różnica ciśnień napędzająca Prąd Zatokowy maleje, co osłabia jego intensywność.
Jednak - umówmy się - on nie ustanie, co sugerują alarmistyczne komunikaty - nie ustanie, gdyż jednak nagrzana woda Zatoki Meksykańskiej musi jakoś się rozpłynąć w kierunku biegunów a Ocean Atlantycki nie daje tu zbyt wielu opcji. Chłodniej jest tylko na północy lub na południu, jednak na południe od Zatoki Meksykańskiej są podobnie ciepłe wody rejonów równikowych, co stanowi czynnik blokujący ruch wód powierzchniowych w tym kierunku.
Zarazem jednak to, że Prąd Zatokowy nie ustanie zupełnie nie oznacza wcale, że spadek jego intensywności nie stanowi problemu. Problem jest bowiem taki, że coraz więcej ciepła jest zatrzymywane w rejonie Zatoki Meksykańskiej i Bahamów a coraz mniej go dopływa do wybrzeży Pólnocnej Europy.
Obecnie ostateczny bilans ciepła jest wciąż taki, że Europa się ociepla ogrzewana zarówno przez cyrkulację oceaniczną i w skutek efektu cieplarnianego. Nikt tak naprawdę nie wie, kiedy trend ten ulegnie odwróceniu z powodu spadku intensywności Prądu Zatokowego. W chwili obecnej widać jednak już bardzo wyraźnie wpływ zatrzymywania ciepła w Zatoce Meksykańskiej i bliskich jej regionach. Efekt ten silnie zmienia klimat Ameryki Północnej, gdzie bardzo mocno rośnie ilość gwałtownych zjawisk atmosferycznych, coraz częściej zdarzają się potężne burze, huragany i tornada. Kiedy ciepłe i wilgotne powietrze znad Zatoki Meksykańskiej zderza się z chłodnymi masami powietrza arktycznego, na wybrzeżu USA występują gwałtowne powodzie i śnieżyce.
Jednak słaby Prąd Zatokowy oznacza też poważne problemy w Europie. Jest tak, gdyż właśnie wilgotne masy powietrza nad ciepłym Prądem Zatokowym są najważniejszym źródłem wód opadowych na naszym kontynencie. Im słabszy Golfstrom, tym sumarycznie mniej opadów w Europie, co przecież już obserwujemy w postaci rozszerzającej się suszy hydrologicznej.
Skupianie się na katastroficznym scenariuszu "zatrzymania" Prądu Zatokowego jest, moim zdaniem, niezbyt sensowne. Jest to raczej kolejna prognoza "końca świata", która nie spełniając się w postaci jakiegoś pojedynczego kataklizmu sprawia, że ludzie w ogóle przestają traktować badania klimatu poważnie i wkładają je między bajki.
Tymczasem zmiany postępują z naszej perspektywy powoli, ale w skali planetarnej - i tak niezwykle szybko i w sposób nieubłagany, pozostawiając ludzkości i przyrodzie niewiele czasu na przystosowanie się. Zmiany klimatyczne, które niegdyś zachodziły przez tysiaclecia dziś zachodzą w ciągu kilku zaledwie pokoleń. Radosne wyśmiewanie się z badaczy klimatu, co jest typowe w pewnych środowiskach, niewiele pomoże, bo klimatyczny zegar tyka coraz szybciej w miarę wzrostu stężenia CO2 w atmosferze. Celujemy we wzrost średniej temperatury dolnych warstw atmosfery o 4 stopnie Celsjusza do końca stulecia w porównaniu do stanu przedindustrialnego. Chociaż wzrost ten nie jest równomierny i różne regiony globu będą doświadczać jego różnych skutków - i tak będą one wszędzie bardzo poważne. Tak naprawdę - dużo poważniejsze niż sobie wyobrażamy a tych, którym one w ogólności sprzyjają będzie stosunkowo niewiele i na pewno to nie my, Polacy, wygramy tu los na loterii.
W szczególności w Polsce należy nastawić się na stale pogłębiający się deficyt wody, co będzie miało ogromne konsekwencje dla naszego rolnictwa, które w obecnym kształcie nie wytrzyma presji klimatycznej. Jednak znając życie - za problem weźmiemy się tak naprawdę dopiero wówczas, kiedy będzie już za późno. A do tego czasu - wsi spokojna, wsi wesoła..."
Ci naukowcy w bardzo naukowy i profesjonalny sposób potrafią wyjaśnić, dlaczego ich przewidywania się nie sprawdziły.
A poza tym Łk 12, 25.
Dołożyć nie można, ale w sprawie ujęcia coś już można ugrać
a ponieważ ten wywłąt niebezpiecznie wyewoluował w kącik koprofila wklejam i ja cuś w tomacie 💩😷
Przewidywania globalnego wzrostu temperatur napotkałem po raz pierwszy pod koniec lat 80tych i akurat te się sprawdziły. Oczywiście, można by powiedzieć, że nawet zepsuty zegar pokazuje co i raz prawdziwą godzinę, ale tu jest wiele dowodów równoległych i na rolę CO2 (absorpcja w pasmie podczerwieni) i to, że jest to głównie CO2 z paliw kopalnych. Co nie znaczy, że możemy realnie coś z tym zrobić.
Jeśli cycowany naukowiec piszę prawdę, to globcio (w sensie spowolnienie Golfsztormu) jest bronią Chin przeciw białym:

I dalej:
Ale Golfsztrom już prawie miesiąc temu zmienił kierunek na Azory i będzie zazieleniał Saharę. Tutaj mapa anomalii temperatur. Widać jak Prąd Labradorski po prostu zablokował drogę Golfsztromowi w stronę Europy.
To jest dokładnie ten efekt - wielkie masy zimnej powierzchniowej wody z Zatoki Baffina są wspierane wodami z topniejących lodowców Grenlandii przelewającyymi się przez podwodną kataraktę w Cieśninie Duńskiej między Grenlandią i Islandią, co wytwarza masę zdolną do wypchnięcia Prądu Zatokowego z normalnej drogi w stronę Arktyki. Te zjawisko będzie występować coraz częściej i się pogłębiać.