Najważniejszą rzeczą to potęgowanie coraz większe własnej miłości naszej ku Niepokalanej i proszenie Ją częste o coraz to głębszą, gorętszą miłość ku Niej. To jest treść naszego życia, [naszego] istnienia.
...brzmi to dość przesadnie, ale jako mężczyzna mogę zrozumieć to wywyższenie pierwiastka żeńskiego, poszukiwałem tego samego
W tym kontekście bardzo szczęśliwie się składa, że Trójca jest rodzaju żeńskiego i mówi PnP 8, 6 - "Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu".
Cele życia człowieka jest poznanie Boga. Płeć to tylko figura, ale ta figura daje pojęcie.
Tylko przez modlitwę można osiągnąć ideał św. Augustyna: "Miłość Boga aż do wzgardy siebie" [ 3 ] i to wzgardy nie tylko udawanej, ale prawdziwej, tak żebyśmy coraz lepiej poznając siebie, swoją nicość i swoje słabości, naprawdę i sami sobą gardzili i pragnęli, by inni też nas traktowali tak, jak na to zasługujemy.
...tego o pogardzaniu sobą nigdy nie rozumiałem
Bóg nami nie gardzi. Czy nie chodzi o to by kochać siebie - ale nie miłością własną ale Miłością Bożą?
Pierwsza sprawa jest dość prosta. Max miał dwukrotnie objawienie maryjne.
A druga też jest prosta. Łk 14,26. No i te same słowa nie zawsze znaczą do samo. Oczywiście skoro mamy miłować (caritas) bliźniego jak siebie samego, to i siebie musimy miłować, ale musimy mieć świadomość, że przy Bogu jesteśmy nikim, że wszystko, co dobrego wyszło z naszych rąk i ust On w nas uczynił.
List okólny do braci przebywających poza Niepokalanowem
Niepokalanów, 4 X 1940
Maryja!
Drogie Dzieci!
Bóg jest miłością [1 J 4,16], ponieważ zaś skutek podobny jest do przyczyny, więc i wszystkie stworzenia żyją miłością. I co do celu ostatecznego i co do celów pośrednich, i w ogóle w każdym zdrowym działaniu miłość jest główną sprężyną i motorem.
Człowiek dochodzący do lat dojrzałych szuka sobie istoty, której by mógł oddać serce i założyć własne gniazdo rodzinne. Miłość to przez Boga stworzona i wyniesiona do godności sakramentu.
Ale są dusze, które Pan Bóg do wyższej miłości powołuje.
Nie chcą one dzielić swego serca, obierając sobie za jedyną miłość umiłowanie samego Boga i Jemu całkowicie się oddają uroczyście przez śluby zakonne.
Ofiarują Mu wszystko, co mają lub posiąść by mogły, przez ślub ubóstwa, składają Mu ofiarę z życia rodzinnego ślubem czystości, a nawet ofiarują to, co człowiek ma najdroższego - własną wolę, rozum i duszę całą przez ślub posłuszeństwa.
By umożliwić wierne zachowanie tych ślubów, łączą się te dusze w zakonie, gdzie życie wspólne dopomaga do oderwania się od wszelkich rzeczy materialnych, klauzura święta strzeże serca od wpływów świata, a przepisy zakonne i polecenia przełożonych służą im do poznania woli Bożej w poszczególnych wypadkach codziennego życia.
Nic też dziwnego, że dusza zakonna, przebywająca poza klasztorem nie może nie słabnąć z dniem każdym w miłości ślubowanej, jeżeli nadzwyczajna łaska jej nie wspomoże, a wspomoże na pewno, jeżeli ten pobyt poza furtą nie jest zależny od jej woli. Jeżeli tylko ze swej strony nie zaniedba modlitwy i starania, by śluby swoje święte jak najwierniej zachować. Bo czegóż by dobry Bóg nie uczynił dla duszy kochającej Go? Gdyby jednak ten pobyt był dobrowolny, na tę szczególną łaskę jakże by dusza mogła liczyć?...
W świecie nie można przebywać, by nie mieć przy sobie nieco groszy i nimi rozporządzać, jakżeż łatwo wtedy i o przywiązanie się do nich, zwłaszcza jeżeli zarobek lepszy lub rodzina zamożniejsza. Łatwo też o przywiązanie do tak materialnych rzeczy, jak pożywienie, odzienie czy mieszkanie.
Również nie można za klauzurą nie obcować z różnymi ludźmi. Jak łatwo wtedy o przywiązanie do stworzeń, z początku nieznaczne, a potem niepostrzeżenie nawet silnie podważające jedyną obraną miłość.
Co do ślubu posłuszeństwa nadnaturalnego - to jest on czymś tak wzniosłym, że na ogół nawet ludzie pojmujący jeszcze świętość dwóch poprzednich ślubów nie mogą nieraz zrozumieć jego wzniosłości. Jeżeli nawet zakonnik niedbały zatraca żywość wiary w wolę Bożą w zakonnym posłuszeństwie, cóż powiedzieć o ludziach świeckich, którzy przecież powołania zakonnego nie mają, nie znają go.
Stąd też im dłużej zakonnik bez konieczności zostaje na świecie, tym bardziej upodabnia się do otoczenia, w myśl zasady: "Z jakim przestajesz, takim się stajesz". I podczas gdy uczciwi ludzie świeccy, pośród których on przebywa, i kochająca go rodzina zdążają do zbawienia dusz drogą zwyczajną, on, ponieważ śluby zakonne złożył, a coraz słabiej je wykonuje, znajduje się coraz bardziej w niebezpieczeństwie utraty powołania i zbawienia. A i nieprzyjaciel duszy, powiedzmy wyraźniej - szatan, nie szczędzi trudu, by wynajdywać tysiączne racje, aby tylko opóźnić powrót duszy do warunków ułatwiających jej wierność w wykonywaniu ślubów. A nieraz i najbliższe otoczenie, przez źle pojętą życzliwość, skutecznie mu w tym dopomaga. Gdy zaś dusza sama też bardziej osłabnie, jeżeli sumienie jej coraz mniej czyste, coraz mniej delikatne, a stąd i dopływ łaski coraz słabszy, modlitwa coraz niedbalsza, to już i dla niej samej to, co było kiedyś ideałem, źródłem szczęścia, staje się czymś niedostępnym, a nawet odpychającym.
Może za czarno nakreśliłem życie zakonnika na świecie; ale wierzajcie mi, że wiadomości, które otrzymuję z różnych stron, potwierdzają to, co piszę [ 1 ].
Niepokalana wzbudziła w sercach naszych miłość ku sobie aż do całkowitego poświęcenia się Jej sprawie, sprawie pozyskiwania coraz więcej dusz dla Jej miłości, owszem - dopomagania wszystkim duszom do poznania Jej i ukochania, a przez Nią do zbliżenia się do Bożego Serca Jezusa, które miłość swoją ku nam posunęło aż do Krzyża i Tabernakulum. Jakżeż jednak moglibyśmy apostołować, gdyby w naszej własnej duszy miłość zamiast to coraz więcej się rozpalać - stygła?
Módlmy się często i gorąco - każdy za wszystkich i wszyscy za każdego, by Niepokalana nas od tego nieszczęścia ustrzegła.
Wasz brat
Maksymilian Kolbe
[ 1 ] Celem listu było ponaglenie niezdecydowanych i przebywających z własnej woli, bez konieczności, poza klasztorem do powrotu do Niepokalanowa.
List otrzymałem i zaraz odpisuję. Przeszkoda, o której w liście, jest oczywiście wystarczająca, gdyż i nie zależy ona od Twej woli i sama w sobie względnie w skutkach nie jest wcale lekką. W takich warunkach obowiązku [powrotu] nie ma, a jak się komu uda, to już jego szczęście, za które może serdecznie Niepokalanej podziękować. Niektórym też się udało, ale obecnie jest podobno dużo trudniej niż uprzednio, więc tym bardziej można być spokojnym, modlić się, ufać Niepokalanej i starać się, jeżeli jest jakaś nadzieja.
Dzięki Niepokalanej minęło już święto N[aszego] O. Franciszka, cieszyliśmy się w dniu patronki wszystkich misji Tereni z Lisieux, a teraz myślimy pomału o zbliżającym się święcie naszym, święcie Niepokalanej. Czy uda się na ten dzień rozesłać "Rycerza" tego jeszcze nie wiadomo, ale jak dotąd Niepokalana coś w tym kierunku zdaje się przygotowywać. Nawet z dala zaczyna się zarysowywać możliwość powrotu niektórych maszyn zecerskich [ 2 ].
Zresztą niech Niepokalana sama zrobi tak, jak zechce, bo tak na pewno będzie najlepiej. Módlmy się, byśmy tylko zawsze i we wszystkim coraz doskonalej Jej wolę wykonywali a na pewno przysłużymy się wtedy najlepiej wszystkim.
Niech Ci, Drogie Dziecko, Niepokalana bardzo a bardzo błogosławi.
[O. Maksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] Br. Gabriel Nawara przebywał wówczas w Myszkowie, wcielonym do Rzeszy, a więc za granicą Generalnej Guberni.
[ 2 ] We wrześniu 1939 r. władze niemieckie zagrabiły w Niepokalanowie lepszy sprzęt poligraficzny, m.in. wszystkie intertypy i linotypy. W związku z możliwością wydawania RN, św. Maksymilian czynił starania o zwrot przynajmniej niektórych maszyn zecerskich.
@trep powiedział(a):
Pierwsza sprawa jest dość prosta. Max miał dwukrotnie objawienie maryjne.
...wiadomo coś o tym bliżej?
A druga też jest prosta. Łk 14,26. No i te same słowa nie zawsze znaczą do samo. Oczywiście skoro mamy miłować (caritas) bliźniego jak siebie samego, to i siebie musimy miłować, ale musimy mieć świadomość, że przy Bogu jesteśmy nikim, że wszystko, co dobrego wyszło z naszych rąk i ust On w nas uczynił.
...ale to po prostu stanięcie w prawdzie
Zaś w Łk 12, 26 - a czy nie chodzi tutaj raczej o to, o czym pisze święty wyżej (789) - przywiązanie do tego, co doczesne, do swoich doczesnych potrzeb = dążeń ciała?
A ludzie cieleśni (do nich zwraca sie Chrystus Pan) odrzucenie dążeń ciała uważają za nienawiść siebie - bo zdaje im się to przeciwieństwem miłości jaką znają - miłości własnej.
Cytując: "co było kiedyś ideałem, źródłem szczęścia, staje się czymś niedostępnym, a nawet odpychającym" - co jest źródłem szczęścia, tj. prawdziwa miłość, staje się czymś odpychającym - nienawiścią.
Nie jest tak, żeby mi Mariam nie była szczególnie bliska i żebym nie rozumiał jej wyjątkowości wśród świętych, wyżej już o tym pisałem.
I kiedy piszę "Mariam" to podkreślam swój osobisty stosunek do konkretnej Osoby nacechowany zachwytem.
Ale jednak cytowane słowa robią na mnie wrażenie przesadnych, ok, są dogmatycznie ortodoksyjne w kontekście całej szkoły duchowości świętego, ale jednocześnie językowo hiperboliczne i nieprecyzyjne i przez to pastoralnie potencjalnie niebezpieczne bez wykładu całej szkoły - a przeciętny wierny nie powinien potrzebować kursu mariologii, aby właściwie zrozumieć swoje życie religijne, swoje nabożeństwo.
Bardzo się ucieszyłem tą pierwszą pocztówką od Ciebie. - Za życzenia serdecznie przez Niepokalaną Bóg zapłać.
Staramy się tu uzupełniać każdy w sobie straty, jakie [kto] poniósł przez przebywanie przez jakiś czas poza furtą klasztorną owszem jeszcze dodać trzeba postęp należny za rok miniony. - Niepokalana dopomaga uwalniać się od świecczyzny.
Cieszyłbym się bardzo, gdybyśmy jak najprędzej - zwłaszcza solemni - mogli się pozbierać.
Bardzo się ucieszyłem tą pierwszą pocztówką od Ciebie. - Za życzenia serdecznie przez Niepokalaną Bóg zapłać.
Staramy się tu uzupełniać każdy w sobie straty, jakie [kto] poniósł przez przebywanie przez jakiś czas poza furtą klasztorną owszem jeszcze dodać trzeba postęp należny za rok miniony. - Niepokalana dopomaga uwalniać się od świecczyzny.
Cieszyłbym się bardzo, gdybyśmy jak najprędzej - zwłaszcza solemni - mogli się pozbierać.
Niech Niepokalana hojnie błogosławi za dobre i kochające serce, które bije z listu powinszowaniowego.
Posyłam te kilka słów podziękowania tąż drogą, jaką liścik przybył, tj. przez ręce N[ajprzewielebniejszego] O. Prowincjała [ 2 ].
Niepokalana jest dobra i naprawdę bardzo dobra, że mimo tylu ułomności nami się nie zraża, ale choć sama Niepokalaną aż, to jednak nie wzdryga się używać narzędzi skalanych do przeprowadzenia swych dzieł nawróceń i uświęceń, czyli wzbudzania i rozwoju życia nadprzyrodzonego w duszach.
Za wszystkie życzenia i każde z osobna serdecznie dziękuję i w tysiącnasób [!] nawzajem życzę.
Obyśmy tylko pozwolili Jej działać coraz swobodniej w naszych własnych duszach.
W św. O. Franciszku
br. Maksymilian M-a Kolbe
[Adres na kopercie] Przewielebny O. Gwardian | O. Justyn Nazim | w Warszawie | przez grzeczność
[Nadruk na kopercie] Klasztor | OO. Franciszkanów | Niepokalanów | p[ocz]ta Teresin k[oło] Soch[aczewa], st[acja] kol[ejowa] Szymanów
[ 1 ] Choć w AN list ten znalazł się w kopercie zaadresowanej do o. Justyna Nazima, jego treść wskazuje, że był raczej skierowany do jakiegoś brata zakonnego w Niepokalanowie. Trudno uwierzyć, że św. Maksymilian mógł nazwać "Drogim Dzieckiem" o. Justyna, który był od niego tylko 11 lat młodszy. W zachowanych listach do o. Justyna zwracał się "Drogi Ojcze". Właściwy list z tej koperty raczej się nie zachował.
[ 2 ] O. Maurycego Madzurka.
W tym liście Max wspomina (m.in) dwóch błogosławionych. Obaj zostali zamordowani przez niemców w Auschwitz. Obaj zostali beatyfikowani wśród 108 niemieckich ofiar II WŚ.
792
Do br. Jacka Dołęgowskiego
[Niepokalanów. 18 X 1940] [ 1 ]
Drogie Dziecko,
Już rok przeminął, jakżeśmy się rozstali. Prawie połowa rodzeństwa znajduje się poza domem i sporo też poza wschodnią granicą... Do tych ostatnich chciałbym przynajmniej teraz skierować kilka słów listem.
Z zastępcą Piusem [ 2 ] i garstką innych powróciłem z trzymiesięcznej niewoli w dzień 8 grudnia [ 3 ]. Od tego czasu ruszyło adorowanie, ślusarnia, kuźnia, blacharnia, tartak, stolarnia itp. Mamusia troszczy się czule o wyżywienie wszystkich.
Z bliższych znajomych przenieśli się do wieczności Cyryl, Bonfiliusz, Józef Szymański, Celestyn Sowa, Amatus i Rodrycjusz [ 4 ].
Staruszek Szymon Łaś też tu mieszka i jest zdrów. Tak samo Koziura, Wierdak, Antonin [ 5 ] i Urban [ 6 ].
I wojny wiecznie nie trwają, więc spodziewam się, że się znowu [kiedyś] zobaczymy a i Mamusia bardzo pragnęłaby Cię widzieć. Staraj się dobrze prowadzić, by miała z Ciebie pociechę.
Co tam słychać dobrego?
Serdecznie ściskam i całuję.
Niech Niepokalana hojnie wynagrodzi za tak wyjątkowo cenny upominek w formie tylu Mszy św.
Dokuczliwy ja jestem w tym ściąganiu braci do klasztoru, ale obawiam się o ducha zakonnego i dlatego robię, co mogę, by braciom zapewnić warunki jak najstosowniejsze do osiągnięcia zakonnego celu.
Jeszcze raz Bóg zapłać przez Niepokalaną za tyle serca okazanego różnym braciom w różnych domach Sióstr podczas działań wojennych.
Polecam się i całą rodzinę zakonną świętym modlitwom
O. Maksymilian M-a Kolbe
[Adres] Przewielebna Matka Prowincjalna | M. Matylda Getter | Warszawa, ul. Hoża 53
[ 1 ] Przełożonej prowincjalnej Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi.
List okólny do braci profesów przebywających poza Niepokalanowem
Niepokalanów, 19 X 1940
Maryja!
Drogi Bracie,
W tych dniach ukończyła się prowincjalska wizytacja w Niepokalanowie i N. O. Prowincjał [ 1 ] polecił powiadomić braci profesów tak solemnych jak i symplicznych, by na kilka dni przed rozpoczęciem nowenny do Niepokalanego Poczęcia powrócili do klasztoru.
Dniem powrotu niech więc będzie dzień Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny (21 listopada); ostatni zaś termin niedziela 24 listopada. Jeśli kto może wcześniej zlikwidować swoje zajęcia, to tym lepiej.
Niektórzy z braci czynią sobie wyrzuty, że za mało mieli odwagi, by pozostać w Niepokalanowie, gdy linia frontu się zbliżała, ale niesłusznie, bo przecież celem było nie uciekanie, ale przeniesienie działalności miłości bliźniego na pola walki, w Czerwonym Krzyżu i to bez względu na to, kto by potrzebował sanitarnej pomocy.
Ponieważ zaś pobliski Czerwony Krzyż tak w Warszawie jak i w Sochaczewie nie przyjmował już współpracowników, Bracia rozeszli się, by zgłosić się do tej instytucji w innych stronach, a zwłaszcza rodzinnych. I rzeczywiście chociaż Opatrzność Boża na ogół inaczej zrządziła, to jednak części braci udało się w różnych miejscowościach oddać sporo usług rannym, chociaż nie pod gradem kul na froncie, to jednak nie mniej wydajnie po szpitalach i też z niemałym poświęceniem i narażeniem swego zdrowia i życia. I do tej charytatywnej pracy zachęcała nawet rada N. O. Prowincjała, którą braciom ogłosiłem w refektarzu. - Sporo też braci miało sposobność otrzeć niejedną łzę i w dniach krytycznych bombardowań wlewać pokój do przerażonych serc przez wspólną modlitwę.
Dobrze więc uczynili i ci, co idąc za radą poszli wspomagać bliźnich, i ci, co pozostali. Ci ostatni mieli też sposobność wielom leczyć rany, karmić głodnych i zamykać powieki konającym. - Wszyscy więc mogą być spokojni, że spełnili tylko wolę Niepokalanej w tych wyjątkowych chwilach, a nie ulegli tchórzostwu przed cierpieniem lub śmiercią.
I teraz nadal spełniamy i pełnić będziemy misję miłości bliźniego, kimkolwiek on by był, by osładzać dolę cierpiącym i przez to zapalać ich serca do wdzięcznej miłości ku Niepokalanej, kochającej Matki wszystkich dusz na całej ziemskiej kuli.
W świętym Ojcu Franciszku
Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Ze sobą zabrać wszystkie rzeczy z klasztoru, bo potem kłopot z przesyłką.
[ 1 ] O. prowincjał Maurycy Madzurek przeprowadził wizytację Niepokalanowa w dniach 11-17 X 1940.
Z opóźnieniem odpisuję, bo mieliśmy wizytację prowincjalską [ 1 ] i sporo ruchawki.
Za życzenia niech Niepokalana po swojemu hojnie wynagrodzi.
Czy się zobaczymy? Nie wiem, ale przypuszczam, że przecież znajdzie się jeszcze kiedy po temu sposobność. Zresztą niech Niepokalana kieruje i w tej sprawie jak Jej się podoba.
Za Franusia i ja codziennie się modlę. Jak widać dotąd, to modlitwy Mamy i teraz już wykazują pewien skutek. Przynajmniej kontakt z nim nawiązany. Księdzu P[osadzemu] [ 2 ] serdeczne podziękowanie za życzenia.
Znaczki i teraz się zbiera, chociaż się ich na razie nie zbywa.
Braciom polecam, by nie posyłali do rodzin swych fotografii; to i ja nie chciałbym się z tego wyłamać.
Jak się warunki nieco unormują, to się coś wyda o o. Alfonsie. Br. Kamil tymi sprawami się zajmuje.
Poodpisywałem pokrótce na zapytania. Co do Niepokalanowa, to Niepokalana silną dłonią prowadzi go naprzód mimo naszych słabości i różnorodnych usterek. Sam często widzę, jak nie dociągam w tylu moich obowiązkach. Ale Ona wszystko to obraca na dobre, a nawet na większe dobro. Tak okazuje się coraz jaśniej, że cała sprawa Niepokalanowa to Jej dzieło, a nie owoc zapobiegliwości ludzkiej.
Proszę tylko bardzo o modlitwę, bym i ja, i my tu wszyscy Niepokalanej nie opierali się i nie bruździli, by Ona coraz swobodniej całym swym Niepokalanowem rozporządzała i każdą duszą tu przebywającą.
Wdzięczny syn
O. Maksymilian M-a Kolbe
[Adres na kopercie] Wielmożna Pani | Maria Kolbe | W Krakowie | Smoleńsk 6
[Nadruk na kopercie] Klasztor | OO. Franciszkanów | Niepokalanów | p[ocz]ta Teresin k[oło] Soch[aczewa], st[acja] kol[ejowa] Szymanów
[Stempel pocztowy] Teresin k[oło] Sochaczewa 23 X 40
[ 1 ] Zob. Pisma, 794, przyp. 1.
[ 2 ] Ks. Ignacy Posadzy w czasie okupacji ukrywał się przed Niemcami w Krakowie, dlatego Maria Kolbe, a za nią św. Maksymilian, nie pisali pełnego nazwiska.
[ 3 ] Br. Kamil Banaszek.
Gdy każdą sprawę przy okienku [ 2 ] poprzedza się i kończy imieniem "Maryja" w duszy lub innym aktem do Niej, to nerwy się uspokoją. Dużo z Nią rozmawiajmy, a raczej pozwólmy się Jej coraz doskonalej prowadzić [ 3 ].
O. M[aksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] Odpowiedź na kartce skierowanej przez br. Kacpra Wydrycha do św. Maksymiliana z następującą sprawą: "Proszę O. Gwardiana, teraz przy furcie odczuwam coraz większe zdenerwowanie w załatwianiu. Może to poświadczyć Brat wydający posiłki - lub Bracia z 1 SA [z Działu Sanitarnego, czyli infirmerii]. Boję się, żebym nie był później nieznośny z tego powodu. Br. Kacper Ma."
[ 2 ] Chodzi o załatwianie interesantów przy furcie.
U nas "Rycerz" jeszcze nie wychodzi i działamy na razie raczej modlitwą (ciągła adoracja) i rozwijaniem dobroczynności. Działy pracy, służące przedtem samowystarczalności wewnętrznej, pracują teraz na zewnątrz w zamian za dobrowolne ofiary. Niepokalana czule się opiekuje swoim domem. W Warszawie jest prowincjałat i klasztor jak przedtem.
Co do komunikacji z Wilnem, to trudno coś powiedzieć. W każdym razie listy polecone łatwiej tam docierają.
Życzę zdrowia po operacji. Co do książek nie wiem, czy komunikacja wysyłek pocztowych z Turcją istnieje.
Przy tej sposobności chciałbym zaznaczyć, że nie mamy jeszcze tłumaczenia dyplomika [MI] na język turecki. Czy mógłby się Ojciec podjąć tej pracy?
Polecamy się wszyscy modlitwom i prosimy o częste memento.
[br. Maksymilian M-a Kolbe]
Niech Niepokalana wynagrodzi za modlitwy i życzenia z okazji imienin.
Różne tu chodziły wieści, toteż ucieszyłem się, że szereg imion braci jednak długi. Nie mogę się tu dopatrzeć br. Chryzostoma [ 1 ], czyby go tam nie było? A może chwilowo tylko nieobecny? Z braci nowicjuszy Japończyków brakuje też br. Antoniego Kawaguchi i Józefa Nishiguchi. Za to figuruje br. Alojzy, którego nazwiska nie potrafię odczytać [ 2 ]. W schematyzmie było jeszcze dwóch aspirantów, czy obecnie są jeszcze? [ 3 ] A jaka obecnie liczba w Małym Seminarium Misyjnym? [ 4 ] - Chętnie bym kilka słów i po japońsku dołączył, dla braci tubylców, ale cenzura wymaga języka wyłącznie polskiego lub niemieckiego.
Do listu ogólnego dołączona była kartka podziurkowana [ 5 ], ale bez podpisu, więc nie wiem, komu mam za nią podziękować, ale Niepokalana to wie i to wystarczy.
Serdecznie też dziękuję br. "Seniorowi" japońskiemu "Akaihigie" [ 6 ] za miły list w języku kurpiowskim po oba stronach karty. Zapewne teraz już br. Zeno więcej mówi po japońsku ustami niż rękami, jak to było przedtem.
Nic się nie dzieje bez Bożej wiedzy i Bożego dopuszczenia, a Pan Bóg nic nie dopuszcza, co by się nie mogło i nie powinno na większe dobro obrócić, byleśmy tylko my ze swej strony nie zaniedbali niczego z naszych obowiązków.
U nas dopiero połowa mieszkańców mogła powrócić, gdyż duża ilość znajduje się poza granicą wschodnią, skąd bardzo trudno uzyskać zezwolenie na przejazd. Mniej jest trudności ze strony Rzeszy.
Świeżo otrzymałem wiadomość o śmierci o. Placyda Garczyńskiego w dniu 8 września br. Na razie tylko tyle, bo już wieczór, a jeszcze dziś chciałbym zacząć rekolekcje doroczne, bo wspólnie ze wszystkimi przed Niepokalanym Poczęciem trudno by było dobrze odprawić, jak zwyczajnie przełożonemu domu. Dlatego usuwam się na ten czas do lasku [ 7 ].
W św. O. Franciszku
[O. Maksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] Br. Chryzostom Chudzicki w tym czasie przebywał jeszcze w Mugenzai no Sono, ale już wtedy zamierzał wyjechać do Stanów Zjednoczonych - zob. Pisma, 821, przyp. 6.
[ 2 ] Br. Alojzy najprawdopodobniej nazywał się Kato.
[ 3 ] W tym czasie byli jeszcze.
[ 4 ] W Małym Seminarium Misyjnym było 80 chłopców.
[ 5 ] Nie wiadomo, co miała oznaczać (informacji do przyp. 2-5 udzielił br. Henryk Borodziej).
[ 6 ] Japońskiemu "czerwonobrodemu" - aluzja do brody br. Zenona Żebrowskiego.
[ 7 ] Dom Zdrowia w Lasku, należący do Niepokalanowa. Św. Maksymilian odprawił tam rekolekcje 1-8 XI 1940 włącznie - zob. Dzienniczek mszalny, 273 (zob. też Pisma, 628, przyp. 1).
Chciałbym podziękować owemu panu choremu [ 2 ] za ofiarę w kwocie 100 zł, chociaż br. Polikarp [ 3 ] przywiózł tylko 92,45 zł, list zaś wręczył otworzony i tłumaczył się tym, że mu po drodze nie wystarczyło pieniędzy na opłacenie bagażowych do jego pakunków. Uprzedzał też mnie, przed przyniesieniem jeszcze listu, że "może tam O. Gwardian coś o mnie napisał" [ 4 ].
Do Niepokalanowa z różnych stron teraz zjeżdżają ci, co nie mają gdzie głowy skłonić.
Oby tylko spokojny pokój co prędzej nastał, to się może i stosunki nieco uregulują, także i te zakonnościowe, chociaż trzeba przyznać, że niejedna dusza zakonna poważniej teraz swój ideał traktuje.
Przyznam się, że miałem pokusę, ale przelotną, schować się gdzieś aż w Krośnie na doroczne rekolekcje, bo nigdy tam jeszcze nie byłem, a jest to kolebka całego grona Franciszkanów (wraz z okolicą). Na razie jednak nasz lasek posłuży za Krosno i to już od jutra.
O. Maksymilian [ 5 ]
[ 1 ] O. Nikodem Szałankiewicz był gwardianem w Krośnie.
[ 2 ] Nie znany z nazwiska ofiarodawca, pochodzący z Krosna.
[ 3 ] Br. Polikarp Cieślak został przeniesiony przez prowincjała z Krosna do Niepokalanowa.
[ 4 ] List gwardiana o. Nikodema Szałankiewicza do św. Maksymiliana z 23 X 1940 oprócz innych spraw zawierał również opinię o br. Polikarpie.
[ 5 ] Podpis na kopii ręką sekretarza.
Oddawca niniejszego br. Bolesław Błaszczyk przyjechał do Krakowa celem odbioru dezynfektora, na który zapłaciliśmy połowę przed wojną jeszcze. Brakuje mu do całej sumy około 1000 zł (ma 4.000) i trudno w tej chwili skądś pożyczyć.
Gdyby więc firma wymagała natychmiastowego wpłacenia wszystkiego, to poprosiłbym - jeżeli to możliwe -o łaskawe dopożyczenie tego tysiąca na okres 2 tygodni.
Z prośbą o memento za całą rodzinę zakonną w Niepokalanowie.
W św. O. Franciszku
niegodny
br. Maksymilian M. Kolbe
[ 1 ] O. Anzelm Kubit był w czasie okupacji 1939-1945 gwardianem krakowskiem i zarazem komisarzem generalnym prowincji zakonnej (komisarzem w latach 1940-1947).
Wedle życzenia Mamy skierowuję tam brata Bolesława, ślusarza, który udaje się do Krakowa w sprawie odebrania zamówionego jeszcze przed wojną i na poły zapłaconego dezynfektora.
U nas Niepokalana prowadzi swą placówkę coraz dalej mimo wyjątkowego czasu wojny. "Rycerz" jeszcze nie wychodzi, ale staramy się. Może - jeżeli Niepokalana zechce - na Jej miesiąc grudzień uda się go wydać. Ale Ona wie najlepiej, jak dla Jej spraw będzie dobrze. Polecam się modlitwom i całą rodzinę zakonną.
Policja zapewniła, że drukować można; referent prasowy chory, więc nie mogłem jemu dać wyjaśnień.
Plomby też możemy zerwać. Policja kazała. Można to zrobić dziś przy sobocie.
Módlcie się. Ja pozostanę. Może zastanę referenta prasowego [jeszcze] w sobotę.
Byliśmy też u gubernatora. Przyjął jego zastępca.
Szczegóły osobiście.
Niech Niepokalana dalej pokieruje.
Módlmy się.
br. Maksymilian M-a Kolbe
[Adres na odwrocie] Wielebny Ojciec | O. Pius Bartosik | w Niepokalanowie
[ 1 ] Zezwolenie Wydziału Oświecenia Publicznego i Propagandy Urzędu Szefa Dystryktu Warszawskiego Generalnej Guberni na druk RN nosi datę 20 XI 1940. Najprawdopodobniej do soboty 23 XI pismo zdążyło nadejść do Niepokalanowa i św. Maksymilian pojechał natychmiast do Warszawy celem uzyskania zgody policji na zdjęcie plomb z maszyn drukarskich.
Dzięki Niepokalanej, że jak pisze o. Janusz [ 1 ], do Niepokalanej garną się nie tylko szlachetne dusze japońskie, ale też ze wschodniego kontynentu azjatyckiego. Oby jak najprędzej miłość ku Niej po całym Dalekim Wschodzie coraz więcej się rozpalała łącząc w Niej coraz liczniejsze dusze w miłości wzajemnej.
Co do działalności Niepokalanowa japońskiego i w ogóle każdego Niepokalanowa czy innej placówki mającej na celu zbliżenie dusz do Boga, strzeżmy się złudzenia jakoby owoce działalności zewnętrznej wskazywały na wartość dzieła. Nawrócenie i uświęcenie duszy było, jest i pozostanie zawsze dziełem Bożej łaski. Ani słowem żywym, ani drukiem, ani innym środkiem zewnętrznym bez łaski Bożej nic się w tej dziedzinie zdziałać nie może. Łaskę zaś i dla siebie, i dla drugich zdobywa się pokorną modlitwą, umartwieniem i wiernością w spełnianiu swoich zwyczajnych, chociażby najpospolitszych obowiązków.
Im dusza sama bardziej jest do Boga zbliżona, im bardziej jest Boga miłą, im więcej Go kocha i jest przez Niego kochaną, tym skuteczniej dopomagać może i innym do otrzymania łaski Bożej, tym modlitwa jej łatwiej i pełniej jest wysłuchiwana. Stąd też Niepokalana - ponieważ bez skazy, całkowicie Boża - jest łaski aż pełna i wszelkich łask Pośredniczką i dla wszelakich innych dusz. I znając naszą słabość, częste upadki, oddalenie od Boga, zwracamy się dlatego do Niej po wszelkie łaski i dla siebie, i dla drugich. Więc od życia modlitwy, od życia wewnętrznego, od naszego osobistego zbliżenia się do Niepokalanej, a przez Nią do Serca Jezusowego zależy jedynie i wyłącznie wartość każdego Niepokalanowa.
By nam ułatwić działalność dla dobra dusz, Pan Bóg dopuszcza różne krzyżyki, czy to zależne od woli innych lub też nie, pochodzące z woli prawej lub też inaczej. To olbrzymie pole niezliczonych źródeł łask do wykorzystania. Bardzo pożyteczne pomiędzy nimi są przykrości doznawane od innych. Z jakąż błogą nadzieją odmawiamy wtedy tyle razy w "Ojcze nasz": "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" [Mt 6,12]. To przecież modlitwa dana nam przez samego Pana Jezusa. Więc wystarczy całkowite przebaczenie win względem nas popełnionych, by uzyskać tytuł do odpuszczenia win naszych względem Boga. Co więc za kłopot byłby, gdybyśmy nie mieli nic do odpuszczenia i co za szczęście, gdy nam się przytrafi w ciągu dnia mieć dużo i grubszych kawałków do odpuszczania. Natura co prawda wzdryga się przed cierpieniem i upokorzeniem, ale w świetle wiary jakżeż one potrzebne do oczyszczania naszej duszy, jakże stąd miłe, jak przyczyniają się do większego zbliżenia do Boga, a przez to do większej skuteczności modlitwy, do potężniejszego misjonarzowania.
Miłość też wzajemna nie polega na tym, żeby nam nikt nigdy żadnej przykrości nie zrobił, ale na tym, abyśmy starali się drugim przykrości nie sprawiać i nabrali wprawy w natychmiastowym i całkowitym przebaczaniu wszystkiego, co nas urazi. To znoszenie się wzajemne stanowi istotę wzajemnej miłości.
Św. Teresa pisze: "Zrozumiałam, jak niedoskonale kocham siostry swe zakonne; o, nie tak ukochał je Pan Jezus! Pojmuję teraz, że prawdziwa miłość polega na znoszeniu wad i błędów bliźnich naszych; na tym, aby się nie dziwić ich niedoskonałościom, a budować każdym najmniejszym objawem cnoty. Zrozumiałam zwłaszcza, że miłość nie powinna nigdy być na dnie serca, bo "żaden świecy nie zapala i nie stawia w skrytości, ani pod korzec, ale na świecznik, aby którzy wchodzą, widzieli światło" (Łk 11,33). Zdaje mi się, droga Matko, że ta pochodnia ewangeliczna, to znaczy miłość, która powinna rozjaśniać i rozweselać nie tylko naszych najdroższych, ale wszystkich znajdujących się w domu" [ 2 ]. I tak dalej pisze: "Słodki mój Jezu, wiem, że nie nakazujesz mi nic niepodobnego do spełnienia; lepiej ode mnie znasz słabość i niedoskonałość moją; wiesz, że nigdy nie zdołam ukochać sióstr moich zakonnych tak, jak Ty je miłujesz, jeśli Ty sam nie będziesz ich kochał we mnie i przeze mnie. Chcesz mi wyświadczyć tę wielką łaskę i dlatego dałeś mi nowe Twoje przykazanie. O jakże drogie mi jest ono, bo daje rękojmię, że chcesz kochać przeze mnie tych wszystkich, których kochać rozkazałeś" [ 3 ]. - Im miłość ta będzie głębsza, tym i misjonarzowanie owocniejsze.
A teraz nieco wiadomości. Dzięki Niepokalanej uzyskaliśmy zezwolenie na wydanie "Rycerza" grudniowego [ 4 ]. Od poniedziałku ruszy.
Ostatni bracia profesi, którzy nie znajdują się poza kordonem, na ogół już powrócili i obecnie odprawiają się ogólne rekolekcje jak zwyczajnie przed świętem Niepokalanej.
W budynku nowicjatu mieści się obecnie schronisko PCK (Polskiego Czerwonego Krzyża) pod naszą opieką dla tych polskich jeńców wojennych, którzy wskutek okaleczeń nie są zdolni do pracy.
Bracia prowadzą też mleczarnię okręgową, która przerabia dziennie około 3000 l[itrów] mleka. Kieruje nią br. Hadrian [ 5 ]. Ne razie tyle, bo już późno.
br. Maksymilian M-a Kolbe [ 6 ]
[ 1 ] O. Janusz Koza.
[ 2 ] Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Pisma, t. I, Kraków 1971, 281.
[ 3 ] Tamże, 282.
[ 4 ] RN na grudzień 1940 r. i styczeń 1941 jednocześnie, jedyny numer RN, jaki ukazał się w czasie okupacji i tylko na dystrykt warszawski. 1 XII 1940 była niedziela. RN winien był zatem ruszyć od 2 XII 1940.
[ 5 ] Br. Hadrian Mariański.
[ 6 ] Podpis własnoręczny.
Nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą. (1 J 3,18)
Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był. (Jk 1,22-24)
Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali. (J 13,35)
Z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. (Ef 4,2)
Przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was - ku chwale Boga. (Rz 15,7)
Jeden drugiego brzemiona noście. (Ga 6,2)
Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu. (Dz 20,35)
Obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem. (Kol 3, 12-14)
Upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, przygarniajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi. (1 Tes 5,14)
Kto umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy. (Jk 4,17)
Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. (Łk 8,16; Łk 11,33; Mt 5,15; Mk 4,21; Mt 5,16)
Taka bowiem jest wola Boża, abyście przez dobre uczynki zmusili do milczenia niewiedzę ludzi głupich. (1 P 2,15)
Odpisuję w dzień śmierci o. Alfonsa i wedle porządku Twego listu.
Starajmy się nic nigdy nie czynić "na gorąco", ale starać się przede wszystkim o odzyskanie pokoju, zdania się na Wolę Bożą, Wolę Niepokalanej i dopiero wtedy i to spokojnie działać, by się czasem nie pomylić.
Nie pragnijmy też zbytnio zmieniać naszego otoczenia, czy ich do nas nastawienia tak ojców jak braci, jak i innych, boć przecież co tylko nie zależy od naszej woli, jest na pewno dopuszczeniem Bożym i Pan Bóg, a nie kto inny, chce, byśmy tego doświadczyli. Jest więc dla dobra naszej duszy. Zresztą i krzyżyki być muszą, bo za co byśmy właściwie do nieba poszli i jakbyśmy mogli udowodnić naszą bezinteresowną miłość ku Niepokalanej.
Przełożeni mogą nieć różne plany i n
ie zawsze możemy i musimy zrozumieć, dlaczego to czy owo robią, bo wtedy posłuszeństwo nasze nie byłoby nadprzyrodzone, gdybyśmy wszystkie racje znali i dla tych racji słuchali. Można i trzeba nawet modlić się za przełożonych, dopomagać im modlitwą, by tak trudne swoje obowiązki wedle Woli Niepokalanej spełniali. - Nie mógłbym powiedzieć, żeby o. Samuel [ 1 ] naprawdę szczerze nie pragnął rozwoju Niepokalanowa japońskiego. Jakiekolwiek by miał poglądy, to na pewno z najlepszej woli to wszystko pochodzi.
Bądźmy pewni, że wszelkie podziały i nieporozumienia to nie od Niepokalanej pochodzą, ale tylko i wyłącznie od tego węża, co jest pod Jej nogami. Każdy więc ze swej strony niech dołoży starania, aby wszelkie rozdźwięki łagodzić pokorą, miłością, cierpliwością i modlitwą i coraz bardziej pogłębiać wzajemną miłość i wzajemnie się wspomagać w dążeniu do naszego Ideału szerzenia królestwa Niepokalanej w duszach.
Niech każdy z Was stara się nie tyle zmieniać otoczenie, ile doskonalić samego siebie, samemu do Niepokalanej się zbliżać i tak wszyscy do Niej się zbliżając i nawzajem zbliżać się będą. - Bynajmniej więc nie chwalę nikogo, co się podaje do usunięcia się z placówki i pójścia gdziekolwiek indziej, chociażby nawet do najgorliwszego klasztoru czy zakonu. Łaski Boże i opieka Niepokalanej przygotowane dla każdego z Was tam, gdzie się znajdujecie z posłuszeństwa, a wyrywanie się z tych warunków bez względu na przyczyny, jakiekolwiek by one były, jest bez wątpienia pewną tylko pokusą nikogo innego jak szatana, który za wszelką cenę dąży do rozbicia Niepokalanowa i do osłabienia królestwa Niepokalanej - czyżbyście chcieli być narzędziem w jego ręku w tej sprawie?...
Sprawa żywnościowa czyż to nie za niska sprawa, by o niej w ogóle myśleć. Jeśli mamy okazję do trochę umartwienia, to dziękujmy Niepokalanej, że możemy i w ten sposób dla Jej sprawy współdziałać.
Do tego jeszcze i sprawa włosów. Niech każdy zrobi tak, jak by chciał w chwili śmierci, jak by pragnął się przedstawić Niepokalanej po skonaniu. - Bez wątpienia jednolitość w klasztorze i w tym względzie jest potrzebna i chociaż to nie jest rzecz istotna, to jednak z duchem św. O. Franciszka zgodna i do uświęcenia nie przeszkadza. Niepokalanej i bez tego (fryzury) spodobać się można. A chyba nie szukamy spodobania się komu innemu.
Im każdy z nas wierniej będzie Niepokalanej służył, im mniej będzie szukał siebie, zadowolenia swojego, a bardziej starał się będzie podobać się li tylko Niepokalanej, tym prędzej i doświadczenie obecne ustanie.
Że Niepokalana nikogo z nas nie potrzebuje, to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Nie my Jej, ale Ona nam czyni łaskę, pozwalając dla siebie cierpieć i pracować.
Może trochę i ostro popisałem, ale to wszystko tylko dla Twego dobra [ 2 ].
Pozwólmy się Niepokalanej prowadzić. Nie miejmy swoich pragnień, celów, dążeń, zamiarów. Niech Opatrzność Boża raczej rządzi a nie my sami.
Pomódl się i za mnie, bym sam wykonywał wiernie to, co innym radzę.
Że Niepokalana nikogo z nas nie potrzebuje, to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Nie my Jej, ale Ona nam czyni łaskę, pozwalając dla siebie cierpieć i pracować.
...to chyba typowe ujęcie, które moim zdaniem jest niefortunne
Owszem w pewnym sensie można powiedzieć np. że matka kochająca "nie potrzebuje" swoich dzieci, ale przecież jednocześnie - czy to nie brzmi co najmniej ...dziwnie?
I owszem w pewnym sensie można powiedzieć, że "czyni łaskę", ale czy kochający "czyni łaskę"? To również brzmi co najmniej niezręcznie.
Komentarz
...brzmi to dość przesadnie, ale jako mężczyzna mogę zrozumieć to wywyższenie pierwiastka żeńskiego, poszukiwałem tego samego
W tym kontekście bardzo szczęśliwie się składa, że Trójca jest rodzaju żeńskiego i mówi PnP 8, 6 - "Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu".
Cele życia człowieka jest poznanie Boga. Płeć to tylko figura, ale ta figura daje pojęcie.
...tego o pogardzaniu sobą nigdy nie rozumiałem
Bóg nami nie gardzi. Czy nie chodzi o to by kochać siebie - ale nie miłością własną ale Miłością Bożą?
Ale kochać siebie, nie gardzić sobą.
Pierwsza sprawa jest dość prosta. Max miał dwukrotnie objawienie maryjne.
A druga też jest prosta. Łk 14,26. No i te same słowa nie zawsze znaczą do samo. Oczywiście skoro mamy miłować (caritas) bliźniego jak siebie samego, to i siebie musimy miłować, ale musimy mieć świadomość, że przy Bogu jesteśmy nikim, że wszystko, co dobrego wyszło z naszych rąk i ust On w nas uczynił.
788
List okólny do braci przebywających poza Niepokalanowem
Niepokalanów, 4 X 1940
Maryja!
Drogie Dzieci!
Bóg jest miłością [1 J 4,16], ponieważ zaś skutek podobny jest do przyczyny, więc i wszystkie stworzenia żyją miłością. I co do celu ostatecznego i co do celów pośrednich, i w ogóle w każdym zdrowym działaniu miłość jest główną sprężyną i motorem.
Człowiek dochodzący do lat dojrzałych szuka sobie istoty, której by mógł oddać serce i założyć własne gniazdo rodzinne. Miłość to przez Boga stworzona i wyniesiona do godności sakramentu.
Ale są dusze, które Pan Bóg do wyższej miłości powołuje.
Nie chcą one dzielić swego serca, obierając sobie za jedyną miłość umiłowanie samego Boga i Jemu całkowicie się oddają uroczyście przez śluby zakonne.
Ofiarują Mu wszystko, co mają lub posiąść by mogły, przez ślub ubóstwa, składają Mu ofiarę z życia rodzinnego ślubem czystości, a nawet ofiarują to, co człowiek ma najdroższego - własną wolę, rozum i duszę całą przez ślub posłuszeństwa.
By umożliwić wierne zachowanie tych ślubów, łączą się te dusze w zakonie, gdzie życie wspólne dopomaga do oderwania się od wszelkich rzeczy materialnych, klauzura święta strzeże serca od wpływów świata, a przepisy zakonne i polecenia przełożonych służą im do poznania woli Bożej w poszczególnych wypadkach codziennego życia.
Nic też dziwnego, że dusza zakonna, przebywająca poza klasztorem nie może nie słabnąć z dniem każdym w miłości ślubowanej, jeżeli nadzwyczajna łaska jej nie wspomoże, a wspomoże na pewno, jeżeli ten pobyt poza furtą nie jest zależny od jej woli. Jeżeli tylko ze swej strony nie zaniedba modlitwy i starania, by śluby swoje święte jak najwierniej zachować. Bo czegóż by dobry Bóg nie uczynił dla duszy kochającej Go? Gdyby jednak ten pobyt był dobrowolny, na tę szczególną łaskę jakże by dusza mogła liczyć?...
W świecie nie można przebywać, by nie mieć przy sobie nieco groszy i nimi rozporządzać, jakżeż łatwo wtedy i o przywiązanie się do nich, zwłaszcza jeżeli zarobek lepszy lub rodzina zamożniejsza. Łatwo też o przywiązanie do tak materialnych rzeczy, jak pożywienie, odzienie czy mieszkanie.
Również nie można za klauzurą nie obcować z różnymi ludźmi. Jak łatwo wtedy o przywiązanie do stworzeń, z początku nieznaczne, a potem niepostrzeżenie nawet silnie podważające jedyną obraną miłość.
Co do ślubu posłuszeństwa nadnaturalnego - to jest on czymś tak wzniosłym, że na ogół nawet ludzie pojmujący jeszcze świętość dwóch poprzednich ślubów nie mogą nieraz zrozumieć jego wzniosłości. Jeżeli nawet zakonnik niedbały zatraca żywość wiary w wolę Bożą w zakonnym posłuszeństwie, cóż powiedzieć o ludziach świeckich, którzy przecież powołania zakonnego nie mają, nie znają go.
Stąd też im dłużej zakonnik bez konieczności zostaje na świecie, tym bardziej upodabnia się do otoczenia, w myśl zasady: "Z jakim przestajesz, takim się stajesz". I podczas gdy uczciwi ludzie świeccy, pośród których on przebywa, i kochająca go rodzina zdążają do zbawienia dusz drogą zwyczajną, on, ponieważ śluby zakonne złożył, a coraz słabiej je wykonuje, znajduje się coraz bardziej w niebezpieczeństwie utraty powołania i zbawienia. A i nieprzyjaciel duszy, powiedzmy wyraźniej - szatan, nie szczędzi trudu, by wynajdywać tysiączne racje, aby tylko opóźnić powrót duszy do warunków ułatwiających jej wierność w wykonywaniu ślubów. A nieraz i najbliższe otoczenie, przez źle pojętą życzliwość, skutecznie mu w tym dopomaga. Gdy zaś dusza sama też bardziej osłabnie, jeżeli sumienie jej coraz mniej czyste, coraz mniej delikatne, a stąd i dopływ łaski coraz słabszy, modlitwa coraz niedbalsza, to już i dla niej samej to, co było kiedyś ideałem, źródłem szczęścia, staje się czymś niedostępnym, a nawet odpychającym.
Może za czarno nakreśliłem życie zakonnika na świecie; ale wierzajcie mi, że wiadomości, które otrzymuję z różnych stron, potwierdzają to, co piszę [ 1 ].
Niepokalana wzbudziła w sercach naszych miłość ku sobie aż do całkowitego poświęcenia się Jej sprawie, sprawie pozyskiwania coraz więcej dusz dla Jej miłości, owszem - dopomagania wszystkim duszom do poznania Jej i ukochania, a przez Nią do zbliżenia się do Bożego Serca Jezusa, które miłość swoją ku nam posunęło aż do Krzyża i Tabernakulum. Jakżeż jednak moglibyśmy apostołować, gdyby w naszej własnej duszy miłość zamiast to coraz więcej się rozpalać - stygła?
Módlmy się często i gorąco - każdy za wszystkich i wszyscy za każdego, by Niepokalana nas od tego nieszczęścia ustrzegła.
Wasz brat
Maksymilian Kolbe
[ 1 ] Celem listu było ponaglenie niezdecydowanych i przebywających z własnej woli, bez konieczności, poza klasztorem do powrotu do Niepokalanowa.
789
Do br. Gabriela Nawary [ 1 ]
Niepokalanów, 8 X 1940
Maryja!
Drogie Dziecko,
List otrzymałem i zaraz odpisuję. Przeszkoda, o której w liście, jest oczywiście wystarczająca, gdyż i nie zależy ona od Twej woli i sama w sobie względnie w skutkach nie jest wcale lekką. W takich warunkach obowiązku [powrotu] nie ma, a jak się komu uda, to już jego szczęście, za które może serdecznie Niepokalanej podziękować. Niektórym też się udało, ale obecnie jest podobno dużo trudniej niż uprzednio, więc tym bardziej można być spokojnym, modlić się, ufać Niepokalanej i starać się, jeżeli jest jakaś nadzieja.
Dzięki Niepokalanej minęło już święto N[aszego] O. Franciszka, cieszyliśmy się w dniu patronki wszystkich misji Tereni z Lisieux, a teraz myślimy pomału o zbliżającym się święcie naszym, święcie Niepokalanej. Czy uda się na ten dzień rozesłać "Rycerza" tego jeszcze nie wiadomo, ale jak dotąd Niepokalana coś w tym kierunku zdaje się przygotowywać. Nawet z dala zaczyna się zarysowywać możliwość powrotu niektórych maszyn zecerskich [ 2 ].
Zresztą niech Niepokalana sama zrobi tak, jak zechce, bo tak na pewno będzie najlepiej. Módlmy się, byśmy tylko zawsze i we wszystkim coraz doskonalej Jej wolę wykonywali a na pewno przysłużymy się wtedy najlepiej wszystkim.
Niech Ci, Drogie Dziecko, Niepokalana bardzo a bardzo błogosławi.
[O. Maksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] Br. Gabriel Nawara przebywał wówczas w Myszkowie, wcielonym do Rzeszy, a więc za granicą Generalnej Guberni.
[ 2 ] We wrześniu 1939 r. władze niemieckie zagrabiły w Niepokalanowie lepszy sprzęt poligraficzny, m.in. wszystkie intertypy i linotypy. W związku z możliwością wydawania RN, św. Maksymilian czynił starania o zwrot przynajmniej niektórych maszyn zecerskich.
...wiadomo coś o tym bliżej?
...ale to po prostu stanięcie w prawdzie
Zaś w Łk 12, 26 - a czy nie chodzi tutaj raczej o to, o czym pisze święty wyżej (789) - przywiązanie do tego, co doczesne, do swoich doczesnych potrzeb = dążeń ciała?
A ludzie cieleśni (do nich zwraca sie Chrystus Pan) odrzucenie dążeń ciała uważają za nienawiść siebie - bo zdaje im się to przeciwieństwem miłości jaką znają - miłości własnej.
Cytując: "co było kiedyś ideałem, źródłem szczęścia, staje się czymś niedostępnym, a nawet odpychającym" - co jest źródłem szczęścia, tj. prawdziwa miłość, staje się czymś odpychającym - nienawiścią.
Jeśli o pierwszym nie słyszałeś, to znaczy, że żyjesz na Marsie.
Drugie zaś było opisywane wcześniej w tym wątku:
https://excathedra.pl/discussion/comment/573223/#Comment_573223
...nie no coś słyszałem, ale nic co uzasadniałoby takie hiperbole teologiczne typu "To jest treść naszego życia, [naszego] istnienia"
...no tak, ale jw.
Nie jest tak, żeby mi Mariam nie była szczególnie bliska i żebym nie rozumiał jej wyjątkowości wśród świętych, wyżej już o tym pisałem.
I kiedy piszę "Mariam" to podkreślam swój osobisty stosunek do konkretnej Osoby nacechowany zachwytem.
Ale jednak cytowane słowa robią na mnie wrażenie przesadnych, ok, są dogmatycznie ortodoksyjne w kontekście całej szkoły duchowości świętego, ale jednocześnie językowo hiperboliczne i nieprecyzyjne i przez to pastoralnie potencjalnie niebezpieczne bez wykładu całej szkoły - a przeciętny wierny nie powinien potrzebować kursu mariologii, aby właściwie zrozumieć swoje życie religijne, swoje nabożeństwo.
Wszyscy święci są teologami i tylko święci są teologami.
Bardzo mi się podoba ta maksyma. Odkąd ją przeczytałem, wiele mi się rozjaśniło.
Być może do ludzi dotarł tylko drobny fragment tych objawień a Maxowi Maryja objawiła dużo więcej. Nie wiemy tego a jego nauka jest koszerna.
790
Do br. Wenantego Zarzeki
[Niepokalanów. 11 X 1940]
Maryja!
Drogi Bracie!
Bardzo się ucieszyłem tą pierwszą pocztówką od Ciebie. - Za życzenia serdecznie przez Niepokalaną Bóg zapłać.
Staramy się tu uzupełniać każdy w sobie straty, jakie [kto] poniósł przez przebywanie przez jakiś czas poza furtą klasztorną owszem jeszcze dodać trzeba postęp należny za rok miniony. - Niepokalana dopomaga uwalniać się od świecczyzny.
Cieszyłbym się bardzo, gdybyśmy jak najprędzej - zwłaszcza solemni - mogli się pozbierać.
W św. O. Fran[ciszku]
br. Maksymilian M-a Kolbe
..."świecczyzna" - lubię to
791
Do o. Justyna Nazima [ 1 ]
Niepokalanów, 17 X 1940
Maryja!
Drogie Dziecko!
Niech Niepokalana hojnie błogosławi za dobre i kochające serce, które bije z listu powinszowaniowego.
Posyłam te kilka słów podziękowania tąż drogą, jaką liścik przybył, tj. przez ręce N[ajprzewielebniejszego] O. Prowincjała [ 2 ].
Niepokalana jest dobra i naprawdę bardzo dobra, że mimo tylu ułomności nami się nie zraża, ale choć sama Niepokalaną aż, to jednak nie wzdryga się używać narzędzi skalanych do przeprowadzenia swych dzieł nawróceń i uświęceń, czyli wzbudzania i rozwoju życia nadprzyrodzonego w duszach.
Za wszystkie życzenia i każde z osobna serdecznie dziękuję i w tysiącnasób [!] nawzajem życzę.
Obyśmy tylko pozwolili Jej działać coraz swobodniej w naszych własnych duszach.
W św. O. Franciszku
br. Maksymilian M-a Kolbe
[Adres na kopercie] Przewielebny O. Gwardian | O. Justyn Nazim | w Warszawie | przez grzeczność
[Nadruk na kopercie] Klasztor | OO. Franciszkanów | Niepokalanów | p[ocz]ta Teresin k[oło] Soch[aczewa], st[acja] kol[ejowa] Szymanów
[ 1 ] Choć w AN list ten znalazł się w kopercie zaadresowanej do o. Justyna Nazima, jego treść wskazuje, że był raczej skierowany do jakiegoś brata zakonnego w Niepokalanowie. Trudno uwierzyć, że św. Maksymilian mógł nazwać "Drogim Dzieckiem" o. Justyna, który był od niego tylko 11 lat młodszy. W zachowanych listach do o. Justyna zwracał się "Drogi Ojcze". Właściwy list z tej koperty raczej się nie zachował.
[ 2 ] O. Maurycego Madzurka.
W tym liście Max wspomina (m.in) dwóch błogosławionych. Obaj zostali zamordowani przez niemców w Auschwitz. Obaj zostali beatyfikowani wśród 108 niemieckich ofiar II WŚ.
792
Do br. Jacka Dołęgowskiego
[Niepokalanów. 18 X 1940] [ 1 ]
Drogie Dziecko,
Już rok przeminął, jakżeśmy się rozstali. Prawie połowa rodzeństwa znajduje się poza domem i sporo też poza wschodnią granicą... Do tych ostatnich chciałbym przynajmniej teraz skierować kilka słów listem.
Z zastępcą Piusem [ 2 ] i garstką innych powróciłem z trzymiesięcznej niewoli w dzień 8 grudnia [ 3 ]. Od tego czasu ruszyło adorowanie, ślusarnia, kuźnia, blacharnia, tartak, stolarnia itp. Mamusia troszczy się czule o wyżywienie wszystkich.
Z bliższych znajomych przenieśli się do wieczności Cyryl, Bonfiliusz, Józef Szymański, Celestyn Sowa, Amatus i Rodrycjusz [ 4 ].
Staruszek Szymon Łaś też tu mieszka i jest zdrów. Tak samo Koziura, Wierdak, Antonin [ 5 ] i Urban [ 6 ].
I wojny wiecznie nie trwają, więc spodziewam się, że się znowu [kiedyś] zobaczymy a i Mamusia bardzo pragnęłaby Cię widzieć. Staraj się dobrze prowadzić, by miała z Ciebie pociechę.
Co tam słychać dobrego?
Serdecznie ściskam i całuję.
Twój ojciec
Maksymilian
[Adres] Dołęgowski Józef | w[ieś] Brzóski Brzezińskie | p[oczta] Wysokie Mazowieckie | USSR - Russland
[Stempel pocztowy] Sochaczew 18 10 1940
[Nadawca] Maksymilian Kolbe | p[oczta] Teresin k[oło] Sochaczewa | Gubernia Generalna
[ 1 ] Data stempla pocztowego.
[ 2 ] Bł. Piusem Bartosikiem.
[ 3 ] Zob. Pisma, 767, przyp. 2.
[ 4 ] Zob. Pisma, 774.
[ 5 ] Bł. Antonin Bajewski.
[ 6 ] O. Urban Cieślak.
793
Do s. Matyldy Gretter [ 1 ]
Niepokalanów, 18 X 1940
J[ezus] M[aryja] J[ózef]
Przewielebna Matko,
Niech Niepokalana hojnie wynagrodzi za tak wyjątkowo cenny upominek w formie tylu Mszy św.
Dokuczliwy ja jestem w tym ściąganiu braci do klasztoru, ale obawiam się o ducha zakonnego i dlatego robię, co mogę, by braciom zapewnić warunki jak najstosowniejsze do osiągnięcia zakonnego celu.
Jeszcze raz Bóg zapłać przez Niepokalaną za tyle serca okazanego różnym braciom w różnych domach Sióstr podczas działań wojennych.
Polecam się i całą rodzinę zakonną świętym modlitwom
O. Maksymilian M-a Kolbe
[Adres] Przewielebna Matka Prowincjalna | M. Matylda Getter | Warszawa, ul. Hoża 53
[ 1 ] Przełożonej prowincjalnej Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi.
794
List okólny do braci profesów przebywających poza Niepokalanowem
Niepokalanów, 19 X 1940
Maryja!
Drogi Bracie,
W tych dniach ukończyła się prowincjalska wizytacja w Niepokalanowie i N. O. Prowincjał [ 1 ] polecił powiadomić braci profesów tak solemnych jak i symplicznych, by na kilka dni przed rozpoczęciem nowenny do Niepokalanego Poczęcia powrócili do klasztoru.
Dniem powrotu niech więc będzie dzień Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny (21 listopada); ostatni zaś termin niedziela 24 listopada. Jeśli kto może wcześniej zlikwidować swoje zajęcia, to tym lepiej.
Niektórzy z braci czynią sobie wyrzuty, że za mało mieli odwagi, by pozostać w Niepokalanowie, gdy linia frontu się zbliżała, ale niesłusznie, bo przecież celem było nie uciekanie, ale przeniesienie działalności miłości bliźniego na pola walki, w Czerwonym Krzyżu i to bez względu na to, kto by potrzebował sanitarnej pomocy.
Ponieważ zaś pobliski Czerwony Krzyż tak w Warszawie jak i w Sochaczewie nie przyjmował już współpracowników, Bracia rozeszli się, by zgłosić się do tej instytucji w innych stronach, a zwłaszcza rodzinnych. I rzeczywiście chociaż Opatrzność Boża na ogół inaczej zrządziła, to jednak części braci udało się w różnych miejscowościach oddać sporo usług rannym, chociaż nie pod gradem kul na froncie, to jednak nie mniej wydajnie po szpitalach i też z niemałym poświęceniem i narażeniem swego zdrowia i życia. I do tej charytatywnej pracy zachęcała nawet rada N. O. Prowincjała, którą braciom ogłosiłem w refektarzu. - Sporo też braci miało sposobność otrzeć niejedną łzę i w dniach krytycznych bombardowań wlewać pokój do przerażonych serc przez wspólną modlitwę.
Dobrze więc uczynili i ci, co idąc za radą poszli wspomagać bliźnich, i ci, co pozostali. Ci ostatni mieli też sposobność wielom leczyć rany, karmić głodnych i zamykać powieki konającym. - Wszyscy więc mogą być spokojni, że spełnili tylko wolę Niepokalanej w tych wyjątkowych chwilach, a nie ulegli tchórzostwu przed cierpieniem lub śmiercią.
I teraz nadal spełniamy i pełnić będziemy misję miłości bliźniego, kimkolwiek on by był, by osładzać dolę cierpiącym i przez to zapalać ich serca do wdzięcznej miłości ku Niepokalanej, kochającej Matki wszystkich dusz na całej ziemskiej kuli.
W świętym Ojcu Franciszku
Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Ze sobą zabrać wszystkie rzeczy z klasztoru, bo potem kłopot z przesyłką.
[ 1 ] O. prowincjał Maurycy Madzurek przeprowadził wizytację Niepokalanowa w dniach 11-17 X 1940.
795
Do Marii Kolbe
Niepokalanów, 21 X 1940
J[ezus] M[aryja] J[ózef] Fr[anciszek]
Kochana Mamo!
Z opóźnieniem odpisuję, bo mieliśmy wizytację prowincjalską [ 1 ] i sporo ruchawki.
Za życzenia niech Niepokalana po swojemu hojnie wynagrodzi.
Czy się zobaczymy? Nie wiem, ale przypuszczam, że przecież znajdzie się jeszcze kiedy po temu sposobność. Zresztą niech Niepokalana kieruje i w tej sprawie jak Jej się podoba.
Za Franusia i ja codziennie się modlę. Jak widać dotąd, to modlitwy Mamy i teraz już wykazują pewien skutek. Przynajmniej kontakt z nim nawiązany. Księdzu P[osadzemu] [ 2 ] serdeczne podziękowanie za życzenia.
Znaczki i teraz się zbiera, chociaż się ich na razie nie zbywa.
Braciom polecam, by nie posyłali do rodzin swych fotografii; to i ja nie chciałbym się z tego wyłamać.
Jak się warunki nieco unormują, to się coś wyda o o. Alfonsie. Br. Kamil tymi sprawami się zajmuje.
Poodpisywałem pokrótce na zapytania. Co do Niepokalanowa, to Niepokalana silną dłonią prowadzi go naprzód mimo naszych słabości i różnorodnych usterek. Sam często widzę, jak nie dociągam w tylu moich obowiązkach. Ale Ona wszystko to obraca na dobre, a nawet na większe dobro. Tak okazuje się coraz jaśniej, że cała sprawa Niepokalanowa to Jej dzieło, a nie owoc zapobiegliwości ludzkiej.
Proszę tylko bardzo o modlitwę, bym i ja, i my tu wszyscy Niepokalanej nie opierali się i nie bruździli, by Ona coraz swobodniej całym swym Niepokalanowem rozporządzała i każdą duszą tu przebywającą.
Wdzięczny syn
O. Maksymilian M-a Kolbe
[Adres na kopercie] Wielmożna Pani | Maria Kolbe | W Krakowie | Smoleńsk 6
[Nadruk na kopercie] Klasztor | OO. Franciszkanów | Niepokalanów | p[ocz]ta Teresin k[oło] Soch[aczewa], st[acja] kol[ejowa] Szymanów
[Stempel pocztowy] Teresin k[oło] Sochaczewa 23 X 40
[ 1 ] Zob. Pisma, 794, przyp. 1.
[ 2 ] Ks. Ignacy Posadzy w czasie okupacji ukrywał się przed Niemcami w Krakowie, dlatego Maria Kolbe, a za nią św. Maksymilian, nie pisali pełnego nazwiska.
[ 3 ] Br. Kamil Banaszek.
796
Do br. Kacpra Wydrycha [ 1 ]
[Niepokalanów, 21 X 1940]
Maryja!
Gdy każdą sprawę przy okienku [ 2 ] poprzedza się i kończy imieniem "Maryja" w duszy lub innym aktem do Niej, to nerwy się uspokoją. Dużo z Nią rozmawiajmy, a raczej pozwólmy się Jej coraz doskonalej prowadzić [ 3 ].
O. M[aksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] Odpowiedź na kartce skierowanej przez br. Kacpra Wydrycha do św. Maksymiliana z następującą sprawą: "Proszę O. Gwardiana, teraz przy furcie odczuwam coraz większe zdenerwowanie w załatwianiu. Może to poświadczyć Brat wydający posiłki - lub Bracia z 1 SA [z Działu Sanitarnego, czyli infirmerii]. Boję się, żebym nie był później nieznośny z tego powodu. Br. Kacper Ma."
[ 2 ] Chodzi o załatwianie interesantów przy furcie.
797
Do o. Romualda Filonowicza
[Niepokalanów,] 22 X 1940
Maryja!
Przewielebny Ojcze,
Niech Niepokalana wynagrodzi za życzenia.
U nas "Rycerz" jeszcze nie wychodzi i działamy na razie raczej modlitwą (ciągła adoracja) i rozwijaniem dobroczynności. Działy pracy, służące przedtem samowystarczalności wewnętrznej, pracują teraz na zewnątrz w zamian za dobrowolne ofiary. Niepokalana czule się opiekuje swoim domem. W Warszawie jest prowincjałat i klasztor jak przedtem.
Co do komunikacji z Wilnem, to trudno coś powiedzieć. W każdym razie listy polecone łatwiej tam docierają.
Życzę zdrowia po operacji. Co do książek nie wiem, czy komunikacja wysyłek pocztowych z Turcją istnieje.
Przy tej sposobności chciałbym zaznaczyć, że nie mamy jeszcze tłumaczenia dyplomika [MI] na język turecki. Czy mógłby się Ojciec podjąć tej pracy?
Polecamy się wszyscy modlitwom i prosimy o częste memento.
[br. Maksymilian M-a Kolbe]
[Adres] Sent Antuan Kilisesi, Isfiklai Caddesi 325, Istanbul-Beyoglu, Turkiye - Turcja
798
Do Mugenzai no Sono
[Niepokalanów,] 29 X 1940
Drogie moje Dzieci,
Niech Niepokalana wynagrodzi za modlitwy i życzenia z okazji imienin.
Różne tu chodziły wieści, toteż ucieszyłem się, że szereg imion braci jednak długi. Nie mogę się tu dopatrzeć br. Chryzostoma [ 1 ], czyby go tam nie było? A może chwilowo tylko nieobecny? Z braci nowicjuszy Japończyków brakuje też br. Antoniego Kawaguchi i Józefa Nishiguchi. Za to figuruje br. Alojzy, którego nazwiska nie potrafię odczytać [ 2 ]. W schematyzmie było jeszcze dwóch aspirantów, czy obecnie są jeszcze? [ 3 ] A jaka obecnie liczba w Małym Seminarium Misyjnym? [ 4 ] - Chętnie bym kilka słów i po japońsku dołączył, dla braci tubylców, ale cenzura wymaga języka wyłącznie polskiego lub niemieckiego.
Do listu ogólnego dołączona była kartka podziurkowana [ 5 ], ale bez podpisu, więc nie wiem, komu mam za nią podziękować, ale Niepokalana to wie i to wystarczy.
Serdecznie też dziękuję br. "Seniorowi" japońskiemu "Akaihigie" [ 6 ] za miły list w języku kurpiowskim po oba stronach karty. Zapewne teraz już br. Zeno więcej mówi po japońsku ustami niż rękami, jak to było przedtem.
Nic się nie dzieje bez Bożej wiedzy i Bożego dopuszczenia, a Pan Bóg nic nie dopuszcza, co by się nie mogło i nie powinno na większe dobro obrócić, byleśmy tylko my ze swej strony nie zaniedbali niczego z naszych obowiązków.
U nas dopiero połowa mieszkańców mogła powrócić, gdyż duża ilość znajduje się poza granicą wschodnią, skąd bardzo trudno uzyskać zezwolenie na przejazd. Mniej jest trudności ze strony Rzeszy.
Świeżo otrzymałem wiadomość o śmierci o. Placyda Garczyńskiego w dniu 8 września br. Na razie tylko tyle, bo już wieczór, a jeszcze dziś chciałbym zacząć rekolekcje doroczne, bo wspólnie ze wszystkimi przed Niepokalanym Poczęciem trudno by było dobrze odprawić, jak zwyczajnie przełożonemu domu. Dlatego usuwam się na ten czas do lasku [ 7 ].
W św. O. Franciszku
[O. Maksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] Br. Chryzostom Chudzicki w tym czasie przebywał jeszcze w Mugenzai no Sono, ale już wtedy zamierzał wyjechać do Stanów Zjednoczonych - zob. Pisma, 821, przyp. 6.
[ 2 ] Br. Alojzy najprawdopodobniej nazywał się Kato.
[ 3 ] W tym czasie byli jeszcze.
[ 4 ] W Małym Seminarium Misyjnym było 80 chłopców.
[ 5 ] Nie wiadomo, co miała oznaczać (informacji do przyp. 2-5 udzielił br. Henryk Borodziej).
[ 6 ] Japońskiemu "czerwonobrodemu" - aluzja do brody br. Zenona Żebrowskiego.
[ 7 ] Dom Zdrowia w Lasku, należący do Niepokalanowa. Św. Maksymilian odprawił tam rekolekcje 1-8 XI 1940 włącznie - zob. Dzienniczek mszalny, 273 (zob. też Pisma, 628, przyp. 1).
798a
Do o. Nikodema Szałankiewicza [ 1 ]
[Niepokalanów,] 30 X 1940
L[audetur] I[esus] Ch[ristus] - Maryja
Przewielebny Ojcze Gwardianie
Chciałbym podziękować owemu panu choremu [ 2 ] za ofiarę w kwocie 100 zł, chociaż br. Polikarp [ 3 ] przywiózł tylko 92,45 zł, list zaś wręczył otworzony i tłumaczył się tym, że mu po drodze nie wystarczyło pieniędzy na opłacenie bagażowych do jego pakunków. Uprzedzał też mnie, przed przyniesieniem jeszcze listu, że "może tam O. Gwardian coś o mnie napisał" [ 4 ].
Do Niepokalanowa z różnych stron teraz zjeżdżają ci, co nie mają gdzie głowy skłonić.
Oby tylko spokojny pokój co prędzej nastał, to się może i stosunki nieco uregulują, także i te zakonnościowe, chociaż trzeba przyznać, że niejedna dusza zakonna poważniej teraz swój ideał traktuje.
Przyznam się, że miałem pokusę, ale przelotną, schować się gdzieś aż w Krośnie na doroczne rekolekcje, bo nigdy tam jeszcze nie byłem, a jest to kolebka całego grona Franciszkanów (wraz z okolicą). Na razie jednak nasz lasek posłuży za Krosno i to już od jutra.
O. Maksymilian [ 5 ]
[ 1 ] O. Nikodem Szałankiewicz był gwardianem w Krośnie.
[ 2 ] Nie znany z nazwiska ofiarodawca, pochodzący z Krosna.
[ 3 ] Br. Polikarp Cieślak został przeniesiony przez prowincjała z Krosna do Niepokalanowa.
[ 4 ] List gwardiana o. Nikodema Szałankiewicza do św. Maksymiliana z 23 X 1940 oprócz innych spraw zawierał również opinię o br. Polikarpie.
[ 5 ] Podpis na kopii ręką sekretarza.
799
Do o. Izydora Koźbiała [ 1 ]
[Niepokalanów,] 9 XI 1940
Maryja!
Drogi Ojcze!
Proszę mi wybaczyć dane zgorszenie wczoraj wieczorem po 9 wieczór w infirmerii przez zachowanie się tak, jak gdyby wtedy nie było milczenia ścisłego.
br. Maksymilian M-a Kolbe
[ 1 ] Na osobę adresata wskazuje uwaga św. Maksymiliana na karcie: "O. Izydor / O. M."
800
Do br. Witolda Garło [ 1 ]
[Niepokalanów,] 9 XI 1940
Maryja!
Drogi Bracie,
Proszę mi wybaczyć zgorszenie dane wczoraj wieczorem w infirmerii przez zachowanie się tak, jak gdyby po godz. 21 nie było milczenia ścisłego.
br. Maksymilian M-a Kolbe
[ 1 ] Na osobę adresata wskazuje uwaga św. Maksymiliana na karcie: "Br. Witold / O. M."
801
Do o. Anzelma Kubita
Niepokalanów, 12 XI 1940
J[ezus] M[aryja] J[ózef] Fr[anciszek]
Przewielebny Ojcze Gwardianie! [ 1 ]
Oddawca niniejszego br. Bolesław Błaszczyk przyjechał do Krakowa celem odbioru dezynfektora, na który zapłaciliśmy połowę przed wojną jeszcze. Brakuje mu do całej sumy około 1000 zł (ma 4.000) i trudno w tej chwili skądś pożyczyć.
Gdyby więc firma wymagała natychmiastowego wpłacenia wszystkiego, to poprosiłbym - jeżeli to możliwe -o łaskawe dopożyczenie tego tysiąca na okres 2 tygodni.
Z prośbą o memento za całą rodzinę zakonną w Niepokalanowie.
W św. O. Franciszku
niegodny
br. Maksymilian M. Kolbe
[ 1 ] O. Anzelm Kubit był w czasie okupacji 1939-1945 gwardianem krakowskiem i zarazem komisarzem generalnym prowincji zakonnej (komisarzem w latach 1940-1947).
802
Do Marii Kolbe
Niepokalanów, 17 XI 1940
J[ezus] M[aryja] J[ózef] Fr[anciezek]
Najdroższa Mamo!
Wedle życzenia Mamy skierowuję tam brata Bolesława, ślusarza, który udaje się do Krakowa w sprawie odebrania zamówionego jeszcze przed wojną i na poły zapłaconego dezynfektora.
U nas Niepokalana prowadzi swą placówkę coraz dalej mimo wyjątkowego czasu wojny. "Rycerz" jeszcze nie wychodzi, ale staramy się. Może - jeżeli Niepokalana zechce - na Jej miesiąc grudzień uda się go wydać. Ale Ona wie najlepiej, jak dla Jej spraw będzie dobrze. Polecam się modlitwom i całą rodzinę zakonną.
Zawsze wdzięczny syn
O. Maksymilian M. Kolbe
803
Do bł. Piusa Bartosika
[Warszawa, ok. 23 XI 1940] [ 1 ]
Maryja
Drogi Ojcze!
Policja zapewniła, że drukować można; referent prasowy chory, więc nie mogłem jemu dać wyjaśnień.
Plomby też możemy zerwać. Policja kazała. Można to zrobić dziś przy sobocie.
Módlcie się. Ja pozostanę. Może zastanę referenta prasowego [jeszcze] w sobotę.
Byliśmy też u gubernatora. Przyjął jego zastępca.
Szczegóły osobiście.
Niech Niepokalana dalej pokieruje.
Módlmy się.
br. Maksymilian M-a Kolbe
[Adres na odwrocie] Wielebny Ojciec | O. Pius Bartosik | w Niepokalanowie
[ 1 ] Zezwolenie Wydziału Oświecenia Publicznego i Propagandy Urzędu Szefa Dystryktu Warszawskiego Generalnej Guberni na druk RN nosi datę 20 XI 1940. Najprawdopodobniej do soboty 23 XI pismo zdążyło nadejść do Niepokalanowa i św. Maksymilian pojechał natychmiast do Warszawy celem uzyskania zgody policji na zdjęcie plomb z maszyn drukarskich.
804
Do Mugenzai no Sono
Niepokalanów, 1 XII 1940
Maryja!
Drogie Dzieci,
Dzięki Niepokalanej, że jak pisze o. Janusz [ 1 ], do Niepokalanej garną się nie tylko szlachetne dusze japońskie, ale też ze wschodniego kontynentu azjatyckiego. Oby jak najprędzej miłość ku Niej po całym Dalekim Wschodzie coraz więcej się rozpalała łącząc w Niej coraz liczniejsze dusze w miłości wzajemnej.
Co do działalności Niepokalanowa japońskiego i w ogóle każdego Niepokalanowa czy innej placówki mającej na celu zbliżenie dusz do Boga, strzeżmy się złudzenia jakoby owoce działalności zewnętrznej wskazywały na wartość dzieła. Nawrócenie i uświęcenie duszy było, jest i pozostanie zawsze dziełem Bożej łaski. Ani słowem żywym, ani drukiem, ani innym środkiem zewnętrznym bez łaski Bożej nic się w tej dziedzinie zdziałać nie może. Łaskę zaś i dla siebie, i dla drugich zdobywa się pokorną modlitwą, umartwieniem i wiernością w spełnianiu swoich zwyczajnych, chociażby najpospolitszych obowiązków.
Im dusza sama bardziej jest do Boga zbliżona, im bardziej jest Boga miłą, im więcej Go kocha i jest przez Niego kochaną, tym skuteczniej dopomagać może i innym do otrzymania łaski Bożej, tym modlitwa jej łatwiej i pełniej jest wysłuchiwana. Stąd też Niepokalana - ponieważ bez skazy, całkowicie Boża - jest łaski aż pełna i wszelkich łask Pośredniczką i dla wszelakich innych dusz. I znając naszą słabość, częste upadki, oddalenie od Boga, zwracamy się dlatego do Niej po wszelkie łaski i dla siebie, i dla drugich. Więc od życia modlitwy, od życia wewnętrznego, od naszego osobistego zbliżenia się do Niepokalanej, a przez Nią do Serca Jezusowego zależy jedynie i wyłącznie wartość każdego Niepokalanowa.
By nam ułatwić działalność dla dobra dusz, Pan Bóg dopuszcza różne krzyżyki, czy to zależne od woli innych lub też nie, pochodzące z woli prawej lub też inaczej. To olbrzymie pole niezliczonych źródeł łask do wykorzystania. Bardzo pożyteczne pomiędzy nimi są przykrości doznawane od innych. Z jakąż błogą nadzieją odmawiamy wtedy tyle razy w "Ojcze nasz": "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" [Mt 6,12]. To przecież modlitwa dana nam przez samego Pana Jezusa. Więc wystarczy całkowite przebaczenie win względem nas popełnionych, by uzyskać tytuł do odpuszczenia win naszych względem Boga. Co więc za kłopot byłby, gdybyśmy nie mieli nic do odpuszczenia i co za szczęście, gdy nam się przytrafi w ciągu dnia mieć dużo i grubszych kawałków do odpuszczania. Natura co prawda wzdryga się przed cierpieniem i upokorzeniem, ale w świetle wiary jakżeż one potrzebne do oczyszczania naszej duszy, jakże stąd miłe, jak przyczyniają się do większego zbliżenia do Boga, a przez to do większej skuteczności modlitwy, do potężniejszego misjonarzowania.
Miłość też wzajemna nie polega na tym, żeby nam nikt nigdy żadnej przykrości nie zrobił, ale na tym, abyśmy starali się drugim przykrości nie sprawiać i nabrali wprawy w natychmiastowym i całkowitym przebaczaniu wszystkiego, co nas urazi. To znoszenie się wzajemne stanowi istotę wzajemnej miłości.
Św. Teresa pisze: "Zrozumiałam, jak niedoskonale kocham siostry swe zakonne; o, nie tak ukochał je Pan Jezus! Pojmuję teraz, że prawdziwa miłość polega na znoszeniu wad i błędów bliźnich naszych; na tym, aby się nie dziwić ich niedoskonałościom, a budować każdym najmniejszym objawem cnoty. Zrozumiałam zwłaszcza, że miłość nie powinna nigdy być na dnie serca, bo "żaden świecy nie zapala i nie stawia w skrytości, ani pod korzec, ale na świecznik, aby którzy wchodzą, widzieli światło" (Łk 11,33). Zdaje mi się, droga Matko, że ta pochodnia ewangeliczna, to znaczy miłość, która powinna rozjaśniać i rozweselać nie tylko naszych najdroższych, ale wszystkich znajdujących się w domu" [ 2 ]. I tak dalej pisze: "Słodki mój Jezu, wiem, że nie nakazujesz mi nic niepodobnego do spełnienia; lepiej ode mnie znasz słabość i niedoskonałość moją; wiesz, że nigdy nie zdołam ukochać sióstr moich zakonnych tak, jak Ty je miłujesz, jeśli Ty sam nie będziesz ich kochał we mnie i przeze mnie. Chcesz mi wyświadczyć tę wielką łaskę i dlatego dałeś mi nowe Twoje przykazanie. O jakże drogie mi jest ono, bo daje rękojmię, że chcesz kochać przeze mnie tych wszystkich, których kochać rozkazałeś" [ 3 ]. - Im miłość ta będzie głębsza, tym i misjonarzowanie owocniejsze.
A teraz nieco wiadomości. Dzięki Niepokalanej uzyskaliśmy zezwolenie na wydanie "Rycerza" grudniowego [ 4 ]. Od poniedziałku ruszy.
Ostatni bracia profesi, którzy nie znajdują się poza kordonem, na ogół już powrócili i obecnie odprawiają się ogólne rekolekcje jak zwyczajnie przed świętem Niepokalanej.
W budynku nowicjatu mieści się obecnie schronisko PCK (Polskiego Czerwonego Krzyża) pod naszą opieką dla tych polskich jeńców wojennych, którzy wskutek okaleczeń nie są zdolni do pracy.
Bracia prowadzą też mleczarnię okręgową, która przerabia dziennie około 3000 l[itrów] mleka. Kieruje nią br. Hadrian [ 5 ]. Ne razie tyle, bo już późno.
br. Maksymilian M-a Kolbe [ 6 ]
[ 1 ] O. Janusz Koza.
[ 2 ] Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Pisma, t. I, Kraków 1971, 281.
[ 3 ] Tamże, 282.
[ 4 ] RN na grudzień 1940 r. i styczeń 1941 jednocześnie, jedyny numer RN, jaki ukazał się w czasie okupacji i tylko na dystrykt warszawski. 1 XII 1940 była niedziela. RN winien był zatem ruszyć od 2 XII 1940.
[ 5 ] Br. Hadrian Mariański.
[ 6 ] Podpis własnoręczny.
...tak!
Nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą. (1 J 3,18)
Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był. (Jk 1,22-24)
Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali. (J 13,35)
Z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. (Ef 4,2)
Przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was - ku chwale Boga. (Rz 15,7)
Jeden drugiego brzemiona noście. (Ga 6,2)
Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu. (Dz 20,35)
Obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem. (Kol 3, 12-14)
Upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, przygarniajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi. (1 Tes 5,14)
Kto umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy. (Jk 4,17)
Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. (Łk 8,16; Łk 11,33; Mt 5,15; Mk 4,21; Mt 5,16)
Taka bowiem jest wola Boża, abyście przez dobre uczynki zmusili do milczenia niewiedzę ludzi głupich. (1 P 2,15)
Tak, im więcej czytam dzieł świętych KK tym jaśniej widzę, że wszystko jest w PŚ a te dzieła to tylko (i aż!) komentarz doń. Ale jaki piękny!
805
Do br. Alfonsa Stępniewskiego
Niepokalanów, 3 XII 1940
Maryja!
Drogi Bracie Alfonsie,
Odpisuję w dzień śmierci o. Alfonsa i wedle porządku Twego listu.
Starajmy się nic nigdy nie czynić "na gorąco", ale starać się przede wszystkim o odzyskanie pokoju, zdania się na Wolę Bożą, Wolę Niepokalanej i dopiero wtedy i to spokojnie działać, by się czasem nie pomylić.
Nie pragnijmy też zbytnio zmieniać naszego otoczenia, czy ich do nas nastawienia tak ojców jak braci, jak i innych, boć przecież co tylko nie zależy od naszej woli, jest na pewno dopuszczeniem Bożym i Pan Bóg, a nie kto inny, chce, byśmy tego doświadczyli. Jest więc dla dobra naszej duszy. Zresztą i krzyżyki być muszą, bo za co byśmy właściwie do nieba poszli i jakbyśmy mogli udowodnić naszą bezinteresowną miłość ku Niepokalanej.
Przełożeni mogą nieć różne plany i n
ie zawsze możemy i musimy zrozumieć, dlaczego to czy owo robią, bo wtedy posłuszeństwo nasze nie byłoby nadprzyrodzone, gdybyśmy wszystkie racje znali i dla tych racji słuchali. Można i trzeba nawet modlić się za przełożonych, dopomagać im modlitwą, by tak trudne swoje obowiązki wedle Woli Niepokalanej spełniali. - Nie mógłbym powiedzieć, żeby o. Samuel [ 1 ] naprawdę szczerze nie pragnął rozwoju Niepokalanowa japońskiego. Jakiekolwiek by miał poglądy, to na pewno z najlepszej woli to wszystko pochodzi.
Bądźmy pewni, że wszelkie podziały i nieporozumienia to nie od Niepokalanej pochodzą, ale tylko i wyłącznie od tego węża, co jest pod Jej nogami. Każdy więc ze swej strony niech dołoży starania, aby wszelkie rozdźwięki łagodzić pokorą, miłością, cierpliwością i modlitwą i coraz bardziej pogłębiać wzajemną miłość i wzajemnie się wspomagać w dążeniu do naszego Ideału szerzenia królestwa Niepokalanej w duszach.
Niech każdy z Was stara się nie tyle zmieniać otoczenie, ile doskonalić samego siebie, samemu do Niepokalanej się zbliżać i tak wszyscy do Niej się zbliżając i nawzajem zbliżać się będą. - Bynajmniej więc nie chwalę nikogo, co się podaje do usunięcia się z placówki i pójścia gdziekolwiek indziej, chociażby nawet do najgorliwszego klasztoru czy zakonu. Łaski Boże i opieka Niepokalanej przygotowane dla każdego z Was tam, gdzie się znajdujecie z posłuszeństwa, a wyrywanie się z tych warunków bez względu na przyczyny, jakiekolwiek by one były, jest bez wątpienia pewną tylko pokusą nikogo innego jak szatana, który za wszelką cenę dąży do rozbicia Niepokalanowa i do osłabienia królestwa Niepokalanej - czyżbyście chcieli być narzędziem w jego ręku w tej sprawie?...
Sprawa żywnościowa czyż to nie za niska sprawa, by o niej w ogóle myśleć. Jeśli mamy okazję do trochę umartwienia, to dziękujmy Niepokalanej, że możemy i w ten sposób dla Jej sprawy współdziałać.
Do tego jeszcze i sprawa włosów. Niech każdy zrobi tak, jak by chciał w chwili śmierci, jak by pragnął się przedstawić Niepokalanej po skonaniu. - Bez wątpienia jednolitość w klasztorze i w tym względzie jest potrzebna i chociaż to nie jest rzecz istotna, to jednak z duchem św. O. Franciszka zgodna i do uświęcenia nie przeszkadza. Niepokalanej i bez tego (fryzury) spodobać się można. A chyba nie szukamy spodobania się komu innemu.
Im każdy z nas wierniej będzie Niepokalanej służył, im mniej będzie szukał siebie, zadowolenia swojego, a bardziej starał się będzie podobać się li tylko Niepokalanej, tym prędzej i doświadczenie obecne ustanie.
Że Niepokalana nikogo z nas nie potrzebuje, to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Nie my Jej, ale Ona nam czyni łaskę, pozwalając dla siebie cierpieć i pracować.
Może trochę i ostro popisałem, ale to wszystko tylko dla Twego dobra [ 2 ].
Pozwólmy się Niepokalanej prowadzić. Nie miejmy swoich pragnień, celów, dążeń, zamiarów. Niech Opatrzność Boża raczej rządzi a nie my sami.
Pomódl się i za mnie, bym sam wykonywał wiernie to, co innym radzę.
W św. O. Franciszku
br. Maksymilian Kolbe
[Adres] Br. Alfons Stępniewski - Nagasaki - Nippon
[ 1 ] O. Samuel Rosenbaiger.
[ 2 ] Odtąd rękopis. Br. Alfons Stępniewski ok. 1950 r. opuścił zakon, zmarł w Australii w 1998 r.
...to chyba typowe ujęcie, które moim zdaniem jest niefortunne
Owszem w pewnym sensie można powiedzieć np. że matka kochająca "nie potrzebuje" swoich dzieci, ale przecież jednocześnie - czy to nie brzmi co najmniej ...dziwnie?
I owszem w pewnym sensie można powiedzieć, że "czyni łaskę", ale czy kochający "czyni łaskę"? To również brzmi co najmniej niezręcznie.