Gdyby w PiS był ktoś inteligentny
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
BTW, w tzw. realu całkiem sympatyczny facet. Ale w mózgu ma pewne rzeczy na trwale zaKODowane ;-) Jako i nasz wspólny (leśny) znajomy, który mnie z nim poznał.
Występuje też, to prawda, pewna branżowa solidarność. Oczywiście nie bezgraniczna.
BTW, Szwed jest synem (nieżyjącego już) wieloletniego nadleśniczego nadl. Zagożdżon (po reformie i centralizacji część nadl. Kozienice)
Pozwolę sobie w tym miejscu na autocytowanie - felieton jaki napisałem jako komentarz do reportażu nt zamierających świerczyn w PB, pochodzi z naszego magazynu informacji i propagandy pt. "Echa Leśne" nr 3/2015 i był pisany 2 miesiące przed wyborami:
" Las jak katedra, czyli komu to przeszkadzało
Pamiętam dobrze swoją pierwszą wizytę w Puszczy Białowieskiej. Miało to miejsce na pierwszym roku studiów, podczas ćwiczeń terenowych z botaniki. Gdy wiozący studentów autokar wjechał na odcinek szosy wiodący z Hajnówki do Białowieży, poczułem się, jakbym wkraczał do wielkiej katedry, a rosnące po bokach drogi wysokie drzewa jawiły się jako jej filary. Ponieważ nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, nie wiem, czy odwiedzając to samo miejsce dziś, odniósłbym to samo wrażenie. Obawiam się, że jednak nie.
Podczas ćwiczeń o których mowa, zajęcia odbywały się zarówno w zagospodarowanej części Puszczy jak i w rezerwacie ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego. Zarówno ja, jak i inni uczestnicy tej wyprawy, uznawaliśmy za coś oczywistego, że w owym wielkim kompleksie leśnym jest miejsce na różne kategorie ochronności i różne stopnie ingerencji człowieka w ekosystem. W późniejszych latach, gdy czasami w ramach obowiązków zawodowych przyjeżdżałem tam, towarzysząc gościom z zagranicy, zawsze dbałem o to, aby pokazać im zarówno park narodowy, jak i półnaturalną gospodarkę puszczańskich nadleśnictw, uważając obie formy ochrony – czynną i bierną za komplementarne. Aż chciałoby się zapytać, jak w pewnej starej anegdocie: „Komu to przeszkadzało?”
Był czas, że o Puszczy robiło się głośno w mediach, ale jak to zwykle bywa, nad argumentami dominowały emocje, nad gospodarką - polityka, a nad polityką ideologia, zdaniem niektórych zatrącająca o quasi-religię, gdzie obiektem kultu jest Matka Natura. Łatwo było wtedy grać na emocjach opinii publicznej, a hasło zakazu wycinania starych drzew spotykało się ze społeczną aprobatą. Nic dziwnego, bo już Leopold Staff zauważył, że „cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa” i mało kto lubi patrzeć jak takie drzewa są wycinane. Inaczej wygląda sprawa, gdy drzewa te ze starości lub z powodu chorób zmieniają się w stojące kikuty. A takie jest przeznaczenie każdego drzewa pozostawionego do naturalnej śmierci, chyba że wcześniej zostanie powalone przez wichurę, albo spłonie w pożarze.
Dziś jest więc ciszej wokół Puszczy, choć dopiero teraz dają o sobie znać pierwsze efekty kapitulacji decydentów (dla świętego spokoju czy też z innych powodów, to mniej istotne) wobec nielicznych, ale bardzo dynamicznych środowisk – nosicieli ideologii, czy też filozofii, wedle której wszystkie istoty mają rację bytu w przyrodzie, za wyjątkiem człowieka. Skutkiem takiej filozofii jest negowanie sensu jakiejkolwiek gospodarki leśnej, bowiem każda ingerencja w naturalne procesy jest z gruntu zła i szkodliwa a każdy naturalny proces jest dobry, nawet jeśli przez jakiś czas (czasem bardzo długi) przeważają w nim elementy rozpadu. Gorzej, że dalszą konsekwencją jest także ignorowanie opinii i postulatów miejscowej ludności, od wieków związanej z tym terenem i współżyjącej z puszczańską przyrodą. Ale trudno się temu dziwić, skoro wedle tej filozofii człowiek jest w Puszczy elementem obcym… Za wyjątkiem miłośników naturalnych procesów, których zachwyt budzi „piękna katastrofa”.
Z obecnej sytuacji nie ma dobrego wyjścia, które zadowoliłoby wszystkich. Można oczywiście oczekiwać, że „na górze powieje inny wiatr” i spowoduje zmiany w podejściu do sposobów ochrony naszego najsławniejszego kompleksu leśnego, jak też w stosunku do społeczności lokalnej. Ale wtedy z pewnością zacznie się kolejna odsłona „awantury o Puszczę”.
Zacheusz"
Ale w tekście nie ma nic o pile łańcuchowej, więc wymigał sie trochę kolega.....
Natomiast sformułowanie "całą puszczę", odebrałem jako prowokację typu: "Czy to prawda, że zabronił wam zrywać ze WSZYSTKICH drzew" ;-)
A jeśli po lądzie, to pod siedzeniem czeba mieć miskę z wodą. Takie są w sumie proste reguły religii mojżeszowej i są one absolutne.
Religia i nauka są komplementarnym sferami ludzkiej działalności, w szczególności nauka nie daje zaleceń, a jeśli jej się to zdarzy, nie będą one absolutne tylko warunkowe. W konsekwencji rzadko bywają one proste. Czyli uczony nie powie: nigdy, przenigdy nie należy ograniczać swobody działalności gospodarczej, tylko - z punktu widzenia minimalizacji indeksu Giniego w organizmie państwowym należy [tu rozprawka nie do streszczenia jednym zdaniem]. Z wycinką dżew pewnie będzie podobnie.
Bo to, bynajmniej, nie jest tak, że po jednej stronie mamy tylko i wyłącznie nawiedzonych zielonych a po drugiej leśnicy, co to do lasu podchodzą z najwyższym profesjonalizmem ale i pozytywnym nastawieniem.
Jak pisałem w pokrewnym wątku polscy leśnicy to merytorycznie światowa czołówka, a naturalność Puszczy Białowieskiej została w XIX wieku mocno nadwyrężona (dotyczy to także części "parkowej"). Dlatego rojenia części Zielonych o "zostawieniu przyrody w spokoju" są mało rozsądne. Bo np przy zmienionych stosunkach wodnych las może się zmieniać niekoniecznie w takie ostępy na jakich królowie utworzyli dla siebie łowiska.
Z drugiej jednak strony sporo leśników ma do lasu podejście, techniczno -fabrykanckie. Las bywa przez nich traktowany jak typowa uprawa - ma być x% graba, y% dębu i trochę gatunków domieszkowych. Jak jaki wiatrołom czy szkodnik ten porządek zaburzy, trzeba jak najszybciej sytuację naprawić. Tyle, że czasem szybkie akcje nie są najlepszym rozwiązaniem. Ładnie to widać na przykładzie kolosalnych wiatrołomów jakie parę lat temu miały miejsce w Tatrach. Po słowackiej stronie "zgodnie ze sztuką leśną" natychmiast przystąpiono do usuwania. W polskim TPN większość została jak wiatr powalił. Lament była straszliwy - wieszczono , ze wyjdą z tego korniki jak smoki co zeżrą wszystko do gołej skały, a niewykluczone, że i za skałę się chycą... I co? I jakoś te wizje się nie sprawdziły.
Trzeba też, pamiętać, że sporo leśników ma brzydką tendencję do wrzucania do wora z "zielonymi" ludzi, którzy na przyrodzie się naprawdę znają. Świetnym przykładem jest sprawa nadobnicy alpiejskiej w polskich Karpatach. Ponieważ wiadomo, że chętnie składa toto jaka w świeżo ściętych bukach, tam gdzie są "Naturowe" obszary jej ochrony od czerwca do września nie można składować drewna bukowego przy lasach. I co? I nic - składuje się dalej. Są za to bardzo silne naciski aby entomolodzy, którzy ewentualnie mogliby stwierdzić, że na sągach składane są jaja musieli na takie obserwacje mieć zgodę l(nad)leśniczego. Tzn po lesie i przy składach chodzić by mogli - jak każdy, ale jak bez papierka zobaczą np rójkę nadobnicy to taka obserwacja ma się "nie liczyć"....
Zalecenia żeby chronić konkretny gatunek, bywają w kolizji z innymi celami gospodarczymi w tym także z potrzebami innych rzadkich gatunków. Może być więc tak, że niektórzy z nich, mając duży ruch, są zniecierpliwieni i traktują gości "na odczepnego". Sam kiedyś zostałem poczęstowany uwagą przez jednego z bieszczadzkich gospodarzy, że "w miesiącach letnich nastaje w lesie rójka naukowców" ;-)
Niemniej, przepraszam z tego miejsca za swoich kolegów, którzy nieuprzejmie traktują biologów w lesie.
Na pocieszenie mogę powiedzieć, że Wielki Konrad na spotkaniu z przedstawicielami ośrodków naukowych 29 grudnia zadeklarował 3 obszary badawcze, które będą za jego kadencji priorytetami. Jednym z tych priorytetów jest bioróżnorodność. Jest więc szansa, że ludzie którzy na przyrodzie się znają, będą mieli pole do popisu.
Ma być obóz przejściowy w okolicach Bornego-Sulinowa.