Artur Dziambor dostał stołek w ministerstwie FIK - Pełnomocnika Ministra ds. Innowacji i Rozwoju Przedsiębiorczości.
Pan Artur ma wielkie doświadczenie w przedsiębiorczości i jej rozwoju, gdyż udzielał korepetycji. Pamiętam, że w pierwszym oświadczeniu majątkowym miał 20-letniego passata.
Mówią tam w komentarzach, że Mentzen nie ma nic wspólnego z tym kanałem, że to jego pracownicy, że nawet wrzucają tam żarty z Mentzena.
Nie lubię jak ludzie udają głupszych od siebie, ale może ci nie udają.
"Komunistycznej kariery Leszka Millera nie trzeba przypominać. O nim samym wspomnieć trzeba, bo znów dzieją się rzeczy zaskakujące. Już wcześniej były premier robił za eksperta i komentatora rzeczywistości po nominacji Trumpa na 47 prezydenta USA i związaną z tym napiętą sytuacją w relacjach USA-UE-Rosja-Ukraina.
Od wczoraj na rękach noszą go fani i aktywiści Konfederacji po tym, jak ten czerwony pająk powiedział w trakcie "piwa z Mentzenem" kilka przyjemnych dla uszu publiczności słów. No to nie cofając się do PZPR przelećmy tylko kilka ostatnich lat:
Miller strojąc się w pióra proamerykańskiego(!) jastrzębia od dłuższego czasu stara się antagonizować Polaków przeciw Ukrainie. Realizuje przy tym scenariusz pisany, a przynajmniej czytany z entuzjazmem… w Moskwie. Stary komunista wykorzystuje do tego nie tylko kwestię ludobójstwa na Wołyniu, ale także znane klisze rosyjskiej dezinformacji i oczywistą sympatię większości Polaków do USA. Poniża przy tym i umniejsza naszych najechanych przez Putina sąsiadów.
Ostatnie lata w życiu politycznym Millera to przede wszystkim wygodny stołek w Brukseli - były premier został europosłem w 2019 roku. Wówczas dostał „dwójkę” na liście Koalicji Europejskiej, której liderką w Wielkopolsce była premier Ewa Kopacz. - 15 lat temu wprowadzałem Polskę do Unii, teraz startuję, żeby nikt Polski z tej Unii nie wyprowadził – powiadał wówczas. W brukselskich ławach siadł obok innych reprezentantów pokolenia późnej komuny, min. Włodzimierza Cimoszewicza i Marka Belki.
Bilans aktywności Millera jako europosła to dno. Jego podpis znajdujemy min. pod projektem rezolucji z „w sprawie kryzysu praworządności w Polsce i nadrzędności prawa UE” (2021 r) w którym czytamy np, jak obok innych mędrców (Robert Biedroń, Łukasz Kohut, Włodzimierz Cimoszewicz, ale także europosłów spoza Polski) Miller rugał ówczesny polski rząd i Trybunał Konstytucyjny, że te miały czelność sprawdzić, czy postanowienia TSUE dotyczące nadrzędności prawa UE i skutecznej ochrony sądowej są zgodne z Konstytucją RP.
Miller i reszta domagali się wówczas, by Komisja „podjęła pilne i skoordynowane” działania”, w tym „wstrzymanie lub zawieszenie Polsce płatności, lub dokonanie w razie konieczności korekt finansowych," oraz "wstrzymanie się z zatwierdzeniem projektu planu odbudowy i zwiększania odporności Polski do czasu pełnego i właściwego wykonania przez polski rząd wyroków TSUE i sądów międzynarodowych". Tak, to tama rezolucja była jedną z przyczyn późniejszego kryzysu.
Można zaryzykować stwierdzenie, że to jeden z najbardziej haniebnych dokumentów, jakie podpisali polscy politycy nie tylko po 1989 r. Ale nie jedyny sygnowany w UE przez Millera, by przypomnieć „rezolucję w sprawie wolności mediów i dalszego pogarszania się stanu praworządności w Polsce”, podpisana znów, przez „demokratów” jak wyżej.
Tak płynęły ostatnie lata nie chcącemu skończyć z polityką kacykowi z Żyrardowa
Ale jeszcze nim wyruszył do Brukseli, Miller po tym jak w 2015 r. Polacy pokazali jemu i jemu podobnym czerwonym czerwoną kartkę, udzielał się w mediach, min. już wtedy opowiadając niestworzone rzeczy i – co nie powinno dziwić w kontekście tego, co wyprawia dziś – suflując rosyjskiej propagandzie. Tak było w marcu 2017 roku, kiedy doszło do incydentu w którym ostrzelana została siedziba polskiego konsulatu w ukraińskim Łucku.
Wówczas Miller jako jeden z pierwszych drwił z sugestii, że mogła być to rosyjska prowokacja, której celem miałoby być zaognienie stosunków polsko-ukraińskich, Były premier rechotał wówczas o "pocisku wystrzelonym z Kremla" i przypominał, że w Łucku jest ulica Stepana Bandery. Ostatecznie okazało się, że za atak odpowiedzialni byli ludzie powiązani z Partią Regionów byłego prorosyjskiego (i zbiegłego do Moskwy w 2014 r.) prezydenta Wiktora Janukowycza.
– Działalność grupy była nastawiona na podsycanie ksenofobii, lokalnej nienawiści i wciągnięcie Ukrainy w międzynarodowe konflikty – mówił wówczas szef ukraińskiego MSW, minister Arsen Awakow.
Grupa „Torpeda”, bo tak się określała, miała na koncie także atak na synagogę w Czerniowcach, atak granatem na ambasadę USA i próbę wysadzenia pomnika ku czci poległych antyterrorystów w Kijowie. Wszyscy jej członkowie uczestniczyli w tzw. antymajdanie.
Millera z pantałyku to nie zbiło. To w tym okresie udzielał wywiadów min polskojęzycznej, działającej wówczas jeszcze redakcji propagandowego "Sputnika", a decyzję ABW o wydaleniu nieżyjącego już rosyjskiego propagandzisty Leonida Swiridowowa (który Millera odpytywał) oceniał jako "zdecydowanie na wyrost".
Nie będzie nikogo pytał, z kim mam rozmawiać - mówił również Miller po fali krytyki za jego tekst opublikowany przez tenże Sputnik, w którym pisał, że w Polsce w czasach rządów PiS "rusofobia stała się oficjalną doktryną państwową, ustały kontakty na wszystkich piętrach władz, a straszenie Rosją stało się obowiązkową codziennością". To przez te wszystkie fakty, a nie rzekomo odkryty w sobie proamerykanizm należy oceniać obecne zachowanie tego b. członka politbiura PZPR.
Putin twierdzi, że interweniował, aby chronić rosyjskojęzycznych mieszkańców przed nacjonalistycznymi bojówkami. ONZ potwierdziło, że 16 tysięcy osób straciło życie w wyniku działań ukraińskich ekstremistów – mówił Miller w lutym tego roku, niemal dokładnie w trzecią rocznicę pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Dane to całkowicie wyssane z palca, a narracja tego typu (rzekome ludobójstwo na Donbasie i konieczność ochrony rosyjskojęzycznej mniejszości) to przecież pretekst z jakim Putin najechał na Ukrainę najpierw w 2014, a potem w 2022 r.
W tym kontekście bardziej zrozumiale brzmią tezy Millera, gdy tuż po kłótni Wołodymyra Zelenskiego z Donaldem Trumpem, do której doszło w gabinecie Owalnym w Białym Domu powiedział w rozmowie z portalem Onet, że prezydent Ukrainy "zapomniał gdzie jest", wieszczył jego koniec i wprost sugerował, że „odejście Wołodymyra Zełenskiego umożliwi pokój”, co jest tezą wziętą znów – wprost z Kremla.
I niech nikogo nie zwiodą inne słowa Millera. jak nagły eurosceptycyzm, który każe mu nagle mówić: „Unia Europejska jest kierowana i rządzona przez jakichś amatorów. Nie radzę, żeby orientować się na Europę”, lub to gdy w obliczu zmian w USA i bezkompromisowej polityki Trumpa orzekł: – Trzeba być tam, gdzie Amerykanie – sugerując że obecność polskiego wojska na Ukrainie jest uzasadniona wówczas, gdy będzie tam stacjonować US Army, a Ukraina nie ma nic do gadania.
To przecież on, jak wskazano na początku „dbał” by Polski nikt z Unii nie wyprowadził, a jeszcze w maju ub. roku, na koniec kadencji pytany przez „Gazetę Wyborczą” o to, czy należy przyspieszyć proces federalizacji Unii odpowiadał twierdząco: - Głębsza wzajemna integracja powoduje przyspieszenie procesu decyzyjnego. A to w dzisiejszych czasach jest bardzo ważne - mówił.
To przez pryzmat swojej nieskrywanej miłości do Rosji, a nie potrzebę troski o rozliczenie wołyńskiego ludobójstwa trzeba oceniać nagłe wzmożenie Millera w tej kwestii i epatowania faktami o zbrodni ale także występujących na Ukrainie sympatii do OUN-UPA czy samego Stepana Bandery.
c.d. Filmy z Millerem i jego wpisy, w których robi się on na pierwszego recenzenta polityki wobec Kijowa i wzywa do radykalnych działań w sprawie ekshumacji zyskują wiele wyświetleń i są udostępniane nie tylko przez młodych, którzy nie pamiętają lub nie znają życiowej drogi tej wyjątkowo ciemnej postaci.
Co dodatkowo ciekawe, niektóre media III RP usiłują przedstawiać zachowania Millera jako "ukąszenie trumpowskie" i zastanawiają się, "dlaczego były premier Leszek Miller, który wprowadzał Polskę do UE, jest dziś radykalnie antyimigranckie, antyukraiński i chwali Donalda Trumpa?", wpychając go w ten sposób w objęcia prawicy i usiłując kompromitować politykę transatlantycką.
Cóż, może naprawdę został „oddelegowany”, by radykalizować nastroje i zaogniać niełatwe relacje na linii Polska – Ukraina, a może po prostu nie umie inaczej i „nie chce skończyć”. Niezależnie od tego my nie możemy się na to nabierać.
Niestety, jak pokazują wczorajsze wydarzenia i reakcje nie tylko "pompujących" Millera polityków i ultrasów Konfederacji - ten czerwony pająk znów ma swoje pięć minut, a fanboje Konfederacji nie widzą niczego złego w pompowaniu tej mrocznej postaci.
Oczywiście to pompowanie go ma na celu min. zatarcie wrażenia porażki Mentzena z Morawieckim.
Komentarz
No nie no znowu OSP i szef ich Pawlak!
Artur Dziambor dostał stołek w ministerstwie FIK - Pełnomocnika Ministra ds. Innowacji i Rozwoju Przedsiębiorczości.
Pan Artur ma wielkie doświadczenie w przedsiębiorczości i jej rozwoju, gdyż udzielał korepetycji. Pamiętam, że w pierwszym oświadczeniu majątkowym miał 20-letniego passata.
Mentzen myśli, że prześcignie konia?
Oni wszyscy z niego.
Mówią tam w komentarzach, że Mentzen nie ma nic wspólnego z tym kanałem, że to jego pracownicy, że nawet wrzucają tam żarty z Mentzena.
Nie lubię jak ludzie udają głupszych od siebie, ale może ci nie udają.
Ale przecież Konfa gromadzi ludzi głupich, niejako z definicji.
Wojciech Mucha na facebooku:
"Komunistycznej kariery Leszka Millera nie trzeba przypominać. O nim samym wspomnieć trzeba, bo znów dzieją się rzeczy zaskakujące. Już wcześniej były premier robił za eksperta i komentatora rzeczywistości po nominacji Trumpa na 47 prezydenta USA i związaną z tym napiętą sytuacją w relacjach USA-UE-Rosja-Ukraina.
Od wczoraj na rękach noszą go fani i aktywiści Konfederacji po tym, jak ten czerwony pająk powiedział w trakcie "piwa z Mentzenem" kilka przyjemnych dla uszu publiczności słów. No to nie cofając się do PZPR przelećmy tylko kilka ostatnich lat:
Miller strojąc się w pióra proamerykańskiego(!) jastrzębia od dłuższego czasu stara się antagonizować Polaków przeciw Ukrainie. Realizuje przy tym scenariusz pisany, a przynajmniej czytany z entuzjazmem… w Moskwie. Stary komunista wykorzystuje do tego nie tylko kwestię ludobójstwa na Wołyniu, ale także znane klisze rosyjskiej dezinformacji i oczywistą sympatię większości Polaków do USA. Poniża przy tym i umniejsza naszych najechanych przez Putina sąsiadów.
Ostatnie lata w życiu politycznym Millera to przede wszystkim wygodny stołek w Brukseli - były premier został europosłem w 2019 roku. Wówczas dostał „dwójkę” na liście Koalicji Europejskiej, której liderką w Wielkopolsce była premier Ewa Kopacz. - 15 lat temu wprowadzałem Polskę do Unii, teraz startuję, żeby nikt Polski z tej Unii nie wyprowadził – powiadał wówczas. W brukselskich ławach siadł obok innych reprezentantów pokolenia późnej komuny, min. Włodzimierza Cimoszewicza i Marka Belki.
Bilans aktywności Millera jako europosła to dno. Jego podpis znajdujemy min. pod projektem rezolucji z „w sprawie kryzysu praworządności w Polsce i nadrzędności prawa UE” (2021 r) w którym czytamy np, jak obok innych mędrców (Robert Biedroń, Łukasz Kohut, Włodzimierz Cimoszewicz, ale także europosłów spoza Polski) Miller rugał ówczesny polski rząd i Trybunał Konstytucyjny, że te miały czelność sprawdzić, czy postanowienia TSUE dotyczące nadrzędności prawa UE i skutecznej ochrony sądowej są zgodne z Konstytucją RP.
Miller i reszta domagali się wówczas, by Komisja „podjęła pilne i skoordynowane” działania”, w tym „wstrzymanie lub zawieszenie Polsce płatności, lub dokonanie w razie konieczności korekt finansowych," oraz "wstrzymanie się z zatwierdzeniem projektu planu odbudowy i zwiększania odporności Polski do czasu pełnego i właściwego wykonania przez polski rząd wyroków TSUE i sądów międzynarodowych". Tak, to tama rezolucja była jedną z przyczyn późniejszego kryzysu.
Można zaryzykować stwierdzenie, że to jeden z najbardziej haniebnych dokumentów, jakie podpisali polscy politycy nie tylko po 1989 r. Ale nie jedyny sygnowany w UE przez Millera, by przypomnieć „rezolucję w sprawie wolności mediów i dalszego pogarszania się stanu praworządności w Polsce”, podpisana znów, przez „demokratów” jak wyżej.
Tak płynęły ostatnie lata nie chcącemu skończyć z polityką kacykowi z Żyrardowa
Ale jeszcze nim wyruszył do Brukseli, Miller po tym jak w 2015 r. Polacy pokazali jemu i jemu podobnym czerwonym czerwoną kartkę, udzielał się w mediach, min. już wtedy opowiadając niestworzone rzeczy i – co nie powinno dziwić w kontekście tego, co wyprawia dziś – suflując rosyjskiej propagandzie. Tak było w marcu 2017 roku, kiedy doszło do incydentu w którym ostrzelana została siedziba polskiego konsulatu w ukraińskim Łucku.
Wówczas Miller jako jeden z pierwszych drwił z sugestii, że mogła być to rosyjska prowokacja, której celem miałoby być zaognienie stosunków polsko-ukraińskich, Były premier rechotał wówczas o "pocisku wystrzelonym z Kremla" i przypominał, że w Łucku jest ulica Stepana Bandery. Ostatecznie okazało się, że za atak odpowiedzialni byli ludzie powiązani z Partią Regionów byłego prorosyjskiego (i zbiegłego do Moskwy w 2014 r.) prezydenta Wiktora Janukowycza.
– Działalność grupy była nastawiona na podsycanie ksenofobii, lokalnej nienawiści i wciągnięcie Ukrainy w międzynarodowe konflikty – mówił wówczas szef ukraińskiego MSW, minister Arsen Awakow.
Grupa „Torpeda”, bo tak się określała, miała na koncie także atak na synagogę w Czerniowcach, atak granatem na ambasadę USA i próbę wysadzenia pomnika ku czci poległych antyterrorystów w Kijowie. Wszyscy jej członkowie uczestniczyli w tzw. antymajdanie.
Millera z pantałyku to nie zbiło. To w tym okresie udzielał wywiadów min polskojęzycznej, działającej wówczas jeszcze redakcji propagandowego "Sputnika", a decyzję ABW o wydaleniu nieżyjącego już rosyjskiego propagandzisty Leonida Swiridowowa (który Millera odpytywał) oceniał jako "zdecydowanie na wyrost".
Nie będzie nikogo pytał, z kim mam rozmawiać - mówił również Miller po fali krytyki za jego tekst opublikowany przez tenże Sputnik, w którym pisał, że w Polsce w czasach rządów PiS "rusofobia stała się oficjalną doktryną państwową, ustały kontakty na wszystkich piętrach władz, a straszenie Rosją stało się obowiązkową codziennością". To przez te wszystkie fakty, a nie rzekomo odkryty w sobie proamerykanizm należy oceniać obecne zachowanie tego b. członka politbiura PZPR.
Putin twierdzi, że interweniował, aby chronić rosyjskojęzycznych mieszkańców przed nacjonalistycznymi bojówkami. ONZ potwierdziło, że 16 tysięcy osób straciło życie w wyniku działań ukraińskich ekstremistów – mówił Miller w lutym tego roku, niemal dokładnie w trzecią rocznicę pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Dane to całkowicie wyssane z palca, a narracja tego typu (rzekome ludobójstwo na Donbasie i konieczność ochrony rosyjskojęzycznej mniejszości) to przecież pretekst z jakim Putin najechał na Ukrainę najpierw w 2014, a potem w 2022 r.
W tym kontekście bardziej zrozumiale brzmią tezy Millera, gdy tuż po kłótni Wołodymyra Zelenskiego z Donaldem Trumpem, do której doszło w gabinecie Owalnym w Białym Domu powiedział w rozmowie z portalem Onet, że prezydent Ukrainy "zapomniał gdzie jest", wieszczył jego koniec i wprost sugerował, że „odejście Wołodymyra Zełenskiego umożliwi pokój”, co jest tezą wziętą znów – wprost z Kremla.
I niech nikogo nie zwiodą inne słowa Millera. jak nagły eurosceptycyzm, który każe mu nagle mówić: „Unia Europejska jest kierowana i rządzona przez jakichś amatorów. Nie radzę, żeby orientować się na Europę”, lub to gdy w obliczu zmian w USA i bezkompromisowej polityki Trumpa orzekł: – Trzeba być tam, gdzie Amerykanie – sugerując że obecność polskiego wojska na Ukrainie jest uzasadniona wówczas, gdy będzie tam stacjonować US Army, a Ukraina nie ma nic do gadania.
To przecież on, jak wskazano na początku „dbał” by Polski nikt z Unii nie wyprowadził, a jeszcze w maju ub. roku, na koniec kadencji pytany przez „Gazetę Wyborczą” o to, czy należy przyspieszyć proces federalizacji Unii odpowiadał twierdząco: - Głębsza wzajemna integracja powoduje przyspieszenie procesu decyzyjnego. A to w dzisiejszych czasach jest bardzo ważne - mówił.
To przez pryzmat swojej nieskrywanej miłości do Rosji, a nie potrzebę troski o rozliczenie wołyńskiego ludobójstwa trzeba oceniać nagłe wzmożenie Millera w tej kwestii i epatowania faktami o zbrodni ale także występujących na Ukrainie sympatii do OUN-UPA czy samego Stepana Bandery.
c.d. Filmy z Millerem i jego wpisy, w których robi się on na pierwszego recenzenta polityki wobec Kijowa i wzywa do radykalnych działań w sprawie ekshumacji zyskują wiele wyświetleń i są udostępniane nie tylko przez młodych, którzy nie pamiętają lub nie znają życiowej drogi tej wyjątkowo ciemnej postaci.
Co dodatkowo ciekawe, niektóre media III RP usiłują przedstawiać zachowania Millera jako "ukąszenie trumpowskie" i zastanawiają się, "dlaczego były premier Leszek Miller, który wprowadzał Polskę do UE, jest dziś radykalnie antyimigranckie, antyukraiński i chwali Donalda Trumpa?", wpychając go w ten sposób w objęcia prawicy i usiłując kompromitować politykę transatlantycką.
Cóż, może naprawdę został „oddelegowany”, by radykalizować nastroje i zaogniać niełatwe relacje na linii Polska – Ukraina, a może po prostu nie umie inaczej i „nie chce skończyć”. Niezależnie od tego my nie możemy się na to nabierać.
Niestety, jak pokazują wczorajsze wydarzenia i reakcje nie tylko "pompujących" Millera polityków i ultrasów Konfederacji - ten czerwony pająk znów ma swoje pięć minut, a fanboje Konfederacji nie widzą niczego złego w pompowaniu tej mrocznej postaci.
Oczywiście to pompowanie go ma na celu min. zatarcie wrażenia porażki Mentzena z Morawieckim.
Wy jednak nie dajcie się nabrać."
Przecież to jasne, że to team Moskwa/Berlin szczuje Ukraińców na Polskę a Polaków na Ukrainę. Są na tej Ziemi rzeczy bardziej oczywiste?
Bezideowa partia władzy, a po prawej ideowa partia władzy.
Gimbus znowu wlewał piwsko w coraz większy bebzon, a ciekawe co zapijał tajsz-sekretarz żywa skamielina? Prawy do lewego, wypij kolego...