Oczekujemy, tylko nie spiesz bardziej niż okręt. Niech Niepokalana przyprowadzi cało i zdrowo. Nie pytam o nic, bo najprędzej to sam opowiesz [ 1 ].
br. Maksymilian
[ 1 ] Br. Celestyn Moszyński wyjechał z Polski 26 I 1931, do Nagasaki przyjechał 12 III 1931.
A ten wpis bardziej dla uż.uż. Posix i Inż. (coś z numeracją przypisów niehalo).
285
Do o. Floriana Koziury
[Nagasaki, 17 II 1931] [ 1 ]
Maryja!
Drogi Ojcze!
Chciałem później spokojniej poodpisywać, ale kiedy? Więc lepiej zaraz. Przelatuję okiem listy i kreślę:
Ciężko właściwie chory nie byłem, tylko gorączka rosła i było jakoś nie jak kiedy indziej, by więc przypadkiem nie osierocić dzieci, pchnąłem telegram [ 2 ]. Widać jednak, że mam jeszcze więcej do odpokutowania, a raczej czy mnie to obchodzi, kiedy i jak umrę; nie należę przecież do siebie, ale całkowicie do Niepokalanej, a N[ajprzewielebniejszy] O. Prowincjał mi pisze, że jeszcze duża praca mnie czeka. "Non recuso" [Dz 25,11] [ 3 ]. A raczej... na sądzie ostatecznym zobaczycie wszyscy, ilem ja napsuł, ilem obowiązku opuścił i zaniedbał i zdaje mi się, że przy pomocy Niepokalanej będę się starał wtedy, by żadna słabość nie uszła uwagi wszystkich, by poznali jaką to "miotłą" potrafi Niepokalana malować piękne obrazy. Ale po co o tym wszystkim bazgrzę?... Zobaczycie czy nie takim.
Muszę dodać: I ja czuję nieraz, jak jestem Niepokalanej niepotrzebny, a raczej zawadą. Tak okazuje, co potrafi. - Prawda, "niedołęgów" wybiera Ona.
Falcówki są teraz i bez tasiem, co zaoszczędza dużo czasu, gdyż taśmy się wciąż rwą i trzeba zeszywać. Nie wiem jednak, jaka ich praktyczność, bo nie miałem sposobności się poinformować.
Co do maszyny rotacyjnej to bałem się, czy będzie dokładnie falcować (inny system falcowniczy) i czy klisze wyjdą dobrze. Mówią, że falcowanie można osiągnąć precyzyjne, ale warto by jeszcze spytać bezinteresownych, którzy takie maszyny mają, bo dzienniki czasem okazują wady falcownicze. - Sądzę jednak, że to się da osiągnąć. Następnie co do klisz to mówią, że "gigant" (prasa) odciska matryce dokładnie i pozwala robić odlewy klisz dokładne, ale czy to prawda, zwłaszcza w kliszach drobnosiatkowych, to nie wiem. Sądzę jednak, że i na to już sposób będzie, ale może by się upewnić jeszcze? - Uważając te trudności za usuwalne, mówiłem w fabryce maszyn drukarskich w Mödling (pod Wiedniem) o tej sprawie, a i przedstawiciel tejże fabryki był w Niepokalanowie i omawialiśmy sprawę bliżej. Żądałem maszyny, która by wyrzucała "Rycerza" tak zupełnie zrobionego jak obecnie, tj. w niebieskiej okładce zeszytego i obciętego - to ostatnie może będzie trudniejsze, ów przedstawiciel oceniał koszt takiej maszyny na 80 000 zł. Coś oczywiście trzeba by jeszcze urwać - (wytargować). Następnie fabryki sprzedają na raty aż do 3 lat. Więc gdyby na spłaty na 3 lata, to sprawa stałaby się łatwiejsza. Zdaje mi się, że wobec tego, iż ów przedstawiciel widział, iż rzeczywiście istnieje taki zakład duży, rozłożenie na raty byłoby możliwsze. - Pukałem do Austrii, bo z Niemcami wojna celna, stąd samo cło tęgo by kosztowało. Najlepiej może jeszcze zgodzić się o cenę loco Niepokalanów z montażem i puszczeniem w ruch. Tylko nie wiem, na co fabryka się zgodzi. Tak najlepiej, bo nie ma wcale kłopotów, a jak tylko wynik jest nie taki, jaki był obiecany, można zaprotestować i nie przyjąć, dopokąd nie wyregulują np.: dopokąd klisze siatkowe nie wyjdą dobrze i falcowanie, szycie (i obcinanie - nie pamiętam, czy ten punkt był przyjęty też) nie działa bez zarzutu. - Przy tym traktowaniu w Niepokalanowie był zdaje się br. Salezy [ 4 ] (choć po niemiecku mniej rozumiał), br. Czesław [ 5 ] (ten niemieckować potrafi) i ponoć br. Wawrzyniec [ 6 ]. Maszyna ta miałaby 2 role papieru: jedną tekstowego a drugą okładkowego. - Zdaje mi się też, że na kolory (coś w poprzednim liście br. Kamil [ 7 ] [wspominał]) jeszcze rotacyjne maszyny nie są dostatecznie precyzyjne i okładka kolorem niebieskim na przykład drukowana (nie wiem czy tak by było) nie miałaby tego efektu co papier niebieski, a druk czarny. Próbowaliśmy kiedyś niebieskiego druku, ale raz tylko. Tym bardziej, że "Rycerz" z niebieskim papierem w okładce zaczyna być już międzynarodowy, bo i japoński postarał się go naśladować i oby we wszystkich językach była okładka jedna. - To moje "widzimisię" tylko.
Br. Celestyna [ 8 ] oczekujemy, pojedzie ktoś do Kobe oczywiście z "Rycerzami" [ 9 ].
Cześć Niepokalanej, że tak gorliwego ducha wlewa. Oby zawsze Ona sama rządziła w swoim Niepokalanowie czy Niepokalanowach na całej ziemi.
Kiedyż na zjazd do Niepokalanowa przybędą przedstawiciele innych Niepokalanowów i żółci, i czarni, i czerwoni, i rośli z północy, i niscy wzrostem południowcy? Ale to Jej rzecz.
Bardzo proszę o modlitwę, bo bardzo jej potrzebuję, by się Niepokalanej nie sprzeniewierzyć
br. Maksymilian
[Dopisek] Dziś przyszła też korekta z marca (17 II).
PS - Co do maszyn. Zdaje mi się, że dobrze będzie, mimo rotacyjnej zawsze mieć w pogotowiu tyle płaskich, by w razie jakiego uszkodzenia było wyjście. Kombinowałem sobie tak: Wszystkie maszyny naraz nigdy się nie zepsują, a tak zawsze możliwość pracy jest. - Ale to może i drugorzędne.
Zdaje mi się też, że trzeba by nie ustawać wzywać pracowników, bo obecna ilość braci stanowczo niewystarczająca; a i na misje się wybierać będzie trzeba coraz więcej.
Rozgadałem się, ale to tak jak w rodzinie. Może od czasu do czasu prześlę "Obrazki z misji w Japonii". Na razie załączam jeden rękopis [ 10 ].
Br. Mieczysław jeszcze wciąż w szpitalu. Otwór goi się słabo. Niepokalana ma i w tym swoje plany.
W cenach maszyn można dużo wytargować. Spuścić mogą, a sprzedać chcą, bo bezrobocie, kryzys (zdaje mi się tylko - nie wiem).
Może Polska od cła zwolni? ulży?
[ 11 ] Data ustalona na podstawie treści listu.[ 12 ] Zob. Pisma, 278, przyp. 1.[ 13 ] Nie wzbraniam się.[ 14 ] Br. Salezy Mikołajczyk.[ 15 ] Br. Czesław Półtoraczyk.[ 16 ] Br. Wawrzyniec Podwapiński.[ 17 ] Br. Kamil Banaszek.[ 18 ] Br. Celestyna Moszyńskiego.[ 19 ] Zob. Pisma, 284, przyp. 1.[ 10 ] Art. zamieszczony w RN 10 (1931) 144 pt. Obrazki z misji japońskiej, podpisany M. K - zob. Pisma, 1066.[ 11 ] Br. Mieczysław Mirochna.
W pociągu [z Nagasaki] do Tokio, 17 III 1931 [ 1 ]
Maryja
Drodzy Bracia!
(Przeczyta głośno, powoli i wyraźnie br. Damian [ 2 ] lub inny z braci - nie br. Mieczysław [ 3 ]).
Pisałem w końcu poprzedniej pocztówki [ 4 ] "słuchajcie br. Mieczysława", a teraz chciałbym powiedzieć jak i dlaczego.
Otóż z poddaniem i rozumu i woli, bez ociągania się, bez krytykowania, chętnie i z miłością. - A dlaczego? Bom jemu kazał kierować. Więc on pełni posłuszeństwo rozkazując, więc przez niego mówi teraz Niepokalana, mówi sam Pan Bóg! i to na pewno!! [ 5 ] Więc choćby wola chciała czego innego, zadajcie jej gwałt, choćby rozum zupełnie jasno wskazywał przeciwnie, nie wierzcie mu; choćby się objawił anioł, albo Matka Boża, albo sam Pan Jezus, nie słuchajcie ich, w twarz im naplujcie, bo to diabeł pod ich postacią sprzeciwia się posłuszeństwu.
A Ty, Bracie Mieczysławie, uważaj pilnie, byś czasem słuchając racji przeciwnych, nie zmienił danego rozkazu dlatego tylko, by któremu z braci nie sprawić przykrości, by on był zadowolony, bo tak dogadzając jego woli zyskasz sobie jego serce, zamiast to serce łączyć z Bogiem przez Niepokalaną, będziesz złodziejem, a on w chwili śmierci przeklinać Cię będzie, żeś mu dopuścił pełnić wolę własną, wyłamać się spod Woli Bożej i Niepokalanej i pójść tam, czynić to, w czym nie znajdzie łask czekających nań gdzie indziej.
W pociągu [z Nagasaki] do Tokio, [17 III 1931] [ 1 ]
Maryja
Drogi Bracie Mieczysławie
Jak poprzednio dwie pocztówki [ 2 ], tak i ten list przeczytaj sobie, ale przy stole niech go przeczyta br. Damian lub kto inny z braci, choć to list do Ciebie adresowany.
Drogi więc Bracie, jeżeli naprawdę kochasz Twoich braci (a inaczej byłbyś wilkiem drapieżnym, a nie pasterzem [por. J 10,1-21], staraj się nie podawać drogim braciom racji, dlaczego to lub owo rozkazujesz lub wzbraniasz, by czasem kto nie posłuchał dlatego, że mu się racje Twoje wydają słuszne, bo tak kradniesz im zasługę posłuszeństwa nadnaturalnego, a zniżasz do posłuszeństwa czysto naturalnego, przyziemnego, boć i ludzie świeccy a nawet poganie są posłuszni, jeżeli się przekonają o słuszności podanych racji, i tak w klasztorach byliby poganie we franciszkańskich habitach, którzy, strącając jakoby Boga i Niepokalaną z tronu, udawaliby przed ludźmi i samymi sobą, że służą Bogu przez Niepokalaną, a oni mieliby za bożyszcze siebie samych, swoją wolę i swój skończony i omylny rozum.
A także gdy słuchasz przedstawionych Ci racji, o których nie wiedziałeś przedtem, jeżeli Ci się owe racje wydają niewystarczające do zmiany twego rozkazu, nie staraj się przekonać o tym brata, który te racje podaje, gdyż to samo wtedy niebezpieczeństwo posłuszeństwa naturalnego grozi, jak poprzednio. - A nawet dozwól, by Ci te racje przedstawiano, lub też nie dozwól, jak sam wobec Niepokalanej uważasz i decyduj ostatecznie Ty sam, jak sam uważasz wobec Niepokalanej, chociażby wbrew zdaniom wszystkich, bo Tobie jednemu tylko teraz Niepokalana objawia swoją Wolę - a nie innym chociażby razem wziętym, Twoim tylko kieruje umysłem i wolą w sprawach kierowania domem, a nie innych. Twoje więc tylko zdanie jest zdaniem Niepokalanej, zdaniem bowiem o mądrości nieskończonej, i to nieskończonej w ścisłym tego słowa znaczeniu, boć o mądrości Niepokalanej, Bożej, i o dobroci i potędze nieskończonej, a wszyscy inni, chociażby byli największymi geniuszami świata, w tych sprawach mają zawsze rozum omylny i skończony, a Ty masz w tych sprawach, w których masz kazane mnie zastępować, rozum nieomylny, rozumiesz - w ścisłym [ 3 ] tego słowa znaczeniu nieomylny. Wszyscy więc mogą się mylić, a Ty nie, i w razie różnicy zdań jest niemożliwe, byś Ty się mylił co do Woli Bożej i Niepokalanej, więc inni się na pewno mylą.
A nie dlatego Tobą teraz kieruje w tych. sprawach tak na pewno sama Niepokalana, jako byłbyś mądrzejszy od innych, albo cnotliwszy, albo zaś starszy powołaniem, nie - ale tylko i jedynie dlatego, że Tobie dałem to zlecenie, ten rozkaz. Ja mam od przełożonych nakaz kierowania tą placówką, więc z posłuszeństwa kieruję, więc z Woli Niepokalanej, z Woli Bożej to czynię, więc Ona sama przeze mnie działa, myśli i mówi w tych rzeczach, co należą do kierowania tą placówką, a ja Tobie, Drogi Bracie, a nie komu innemu kazałem mnie zastępować, więc Niepokalana sama Tobie to kazała i Ona Tobą kieruje w rządzeniu, a nie innymi i - gdybym kazał innemu bratu, choćby najmłodszemu, to przez niego Niepokalana wydawałaby swoje rozkazy (czyta dalej br. Mieczysława).
Drodzy moi Bracia!
Jakaż to słodka i droga, najdroższa i najmilsza w Zakonie rzecz, że Pan Bóg, Niepokalana, raczą do nas mówić tak jasno i tak drobiazgowo przez święte posłuszeństwo. Jest to tajemnica jakoby, której zrozumienia i umiłowania Pan Bóg użycza tylko tym duszom, które wybrał, by doskonale poznały Jego Wolę, czyli doskonałą Mu miłość okazywały (bo to jest jedno i to samo) w Zakonie. Ludzie świeccy tego pojąć nie mogą i patrzą na to, co nam jest najmilsze w Zakonie, na św. posłuszeństwo jako na niewolę jaką. Jest to tajemnica dla nich zakryta.
Ile pokoju i szczęścia prawdziwego wlewa w duszę zakonną ta świadomość, że pełni na pewno Wolę Bożą, jest na pewno narzędziem w ręku Niepokalanej. Dusza zakonna przejęta tą prawdą, nie dowierza zupełnie swemu rozumowi, nie szuka niczego innego swą wolą, jak tylko Boga i Woli Jego świętej; nie przywiązuje się ani do zajęcia, ani do miejsca, ani nawet do praktyk pobożnych, ale tylko i wyłącznie do Woli Bożej, do Boga przez Niepokalaną.
A jak słodko będzie jej potem umierać! Jakim pokojem i słodyczą napawać ją będzie ta świadomość, że we wszystkim szukała jedynie i wyłącznie Woli Bożej, Woli Niepokalanej przez św. posłuszeństwo. Jak błogosławić będzie tych przełożonych, którzy łamali bez litości jej wolę i jakoby zmuszali do pójścia tylko drogą ślepego posłuszeństwa, a z jaką przykrością i wyrzutem wspominać będzie na łożu śmierci tych, do których może nawet bardziej się przywiązała, bo byli "względniejsi", "wyrozumialsi", "przychylniejsi", "lepsi", pozwalający jej częściej iść za własną wolą i tracić te nieskończone łaski błogosławieństw, a nawet słodyczy Bożych, które Pan Bóg rezerwuje tylko dla dusz wspaniałomyślnych, gotowych wyrzec się natychmiast i najbardziej miłych sobie i rozumnych i wzniosłych rzeczy, jeśli posłuszeństwo wymaga od nich czego innego, czyli sam Pan Bóg im drogę wskazuje. - A nawet im większą wtedy ofiarę czynią ze siebie, ze swoich skłonności, rozumu, upodobań, tym większą okazują Panu Bogu miłość. Wiedząc o tym dobrze, dusze prawdziwie Pana Boga miłujące nie mogą żyć bez ciągłych ofiar z siebie, i z przyjemności, i z rozumu, i z woli, by ciągle płonąć i coraz to bardziej rozpalać się ogniem tej prawdziwej miłości, która nie polega na słodkich uczuciach, ale na woli gotowej zawsze, wszędzie i we wszystkim pełnić tylko i jedynie i wyłącznie Wolę Bożą, którą widzą okiem wiary i kochają nad życie [ 4 ] w świętym posłuszeństwie.
Z drugiej zaś strony jakąż przykrość sprawiają Najśw[iętszemu] Sercu Pana Jezusa te dusze zakonne, które przez brak ciągłego czuwania nad sobą samymi, zaniedbanie ciągłej modlitwy w aktach strzelistych, niewalczenie zdecydowanie ze sobą samymi w rzeczach na pozór niewielkich, tracą coraz bardziej jasność światła wiary, które w ślepym posłuszeństwie widzi Wolę samego Boga i coraz bardziej widzą w przełożonych tylko to, co i poganie widzieć mogą tj. ludzi, więcej czy mniej mądrych, więcej czy mniej roztropnych, starych czy młodych, dużych czy małych. Praktycznie na zewnątrz zaraz się to też okaże. Jeżeli przełożeni nakażą coś, co nie jest wedle ich przekonania lub woli, okazują niezadowolenie, albo podają racje przeciwne, ale w taki sposób, że przełożony na pewno wie, iż nie uwzględniając ich racji sprawi im przykrość, bo nie po to podają owe racje, by wypełnić swój obowiązek, a potem bez względu na swoje przekonanie usłyszeć w decyzji przełożonego Wolę Bożą, Wolę Niepokalanej i taką z całą miłością i gorliwością wypełnić, ale by skłonić przełożonego, żeby te racje uwzględnił i ich wolę [ 5 ] a nie swoją wykonał, bo oni są przekonani, że tak będzie "lepiej".
Z jakimże żalem, jeżeli nie rozpaczą, będą oni spoglądać w godzinę śmierci na te naginania Woli Bożej do swojej woli, zamiast siebie ugiąć, upokorzyć [ 6 ] i do woli Bożej się dostosować. I niekiedy przełożeni dla uniknięcia większego zła, jak np. niewypełnienia rozkazu, albo co na jedno prawie wychodzi, wypełnienia go ale obłudnego, bo z wewnętrzną niechęcią, ustępują proszącemu - ale jak mu Pan Bóg poczyta na sądzie swoim takie bądź co bądź gwałcenie chociaż zamaskowane Woli Bożej?!... I nic dziwnego, że ta dusza wciąż niespokojna w kombinowaniu swoim ciągłym jakby swoją wolę przeprowadzić, wciąż napotyka na krzyże i cierpienia bez żadnej zasługi, dusza wiarołomna, którą Boski Oblubieniec poczyna wyrzucać z ust swoich [por. Ap 3,16].
A co najstraszniejsze, to [to], że dusza taka nie docenia groźnego stanu swojego. Odprawia wszystkie praktyki pobożne razem z innymi, może nawet doznać rozczulenia na modlitwie, bo szatan i tak mamić potrafi, i sądzić, że bynajmniej nie pozostaje z tyłu za innymi, jeżeli ich nie wyprzedza, bo jednym z charakterów takiej duszy jest też jawny brak pokory. Dufając własnemu rozumowi, nie uwierzy nawet napomnieniom przełożonych, ale złoży je zaraz na karb antypatii, czy uprzedzenia. - I tak zaślepiona brnie coraz bardziej i nawet nie ocknie się, gdy przekroczy granicę grzechu śmiertelnego!... Nie chcę już pisać dalej. - Zachowaj nas Boże, zachowaj Niepokalana od cienia czegoś podobnego.
I dla Was to, Drodzy Bracia, i dla siebie też mówią i piszę, i ja bowiem jestem tak samo jak i każdy z Was zakonnikiem i tak samo mam - dzięki Niepokalanej - przełożonych nad sobą, i tak samo jestem słaby i zdolny do upadku w każdej chwili, gdyby tylko Niepokalana usunęła swoją nieskończenie litosną rękę, a.na sądzie Bożym zobaczymy, czym jeszcze daleko nie słabszy od Was, i czy nie właśnie dlatego Niepokalana raczyła pokazać przeze mnie te dziwy, na które własnymi oczyma patrzyliście, słyszeliście w Polsce i jeszcze patrzycie. Bo w dziełach Niepokalanej tak zwykle bywa. - Dlatego i sobie to piszę.
Moje Drogie Dzieci!
Dla miłości Niepokalanej wyrzekłem się rodziny i dzieci wedle ciała, a Niepokalana, która nigdy nie da się prześcignąć we wspaniałomyślności, dała mi bardzo liczne dzieci, bo Was wszystkich, którzyście oddali całe życie swoje i wieczność Niepokalanej, za dzieci duchowe i uczyniła mnie Waszym duchownym ojcem. I wierzajcie mi - dała mi Ona taką tkliwość miłości względem Was wszystkich (czy w Japonii czy w Polsce), jaką jest naprawdę tkliwość ojca i tkliwość matki względem ukochanego dziecka swego. - I jest to w myśl także ducha pierwszych wieków naszego Zakonu, kiedy przełożonego nazywano matką. Ale przyznacie zaraz, że nie byłbym prawdziwym duchownym Waszym ojcem, moje Drogie Dzieci, gdybym przede wszystkim i nade wszystko nie dbał o dusze Wasze, dlatego nie obiecuję Wam bynajmniej, że będę Wam przyjemności sprawiał na każdym kroku, bo bym był Waszym zdrajcą duchownym, ale raczej wedle praktyki takiej nawet świętej, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus będę się starał nie przepuszczać, ale zabić [ 7 ] i pogrzebać zupełnie Waszą wolę własną, byście żyli tylko i wyłącznie Wolą Niepokalanej. - Wtedy i na tym świecie będziecie mieli wolność dzieci Bożych i Niepokalanej, gdyż każde chociażby najmniejsze przywiązanie do czegokolwiek i kogokolwiek, jeżeli nie dla Boga i wedle Woli Bożej, nie pozwoliłoby Wam wzlecieć wyżej ponad siebie.
Moi Kochani!
Nie patrzcie na słowa nieudolne, którymi te myśli przelewam na papier, ale pomyślcie tylko, jak Niepokalanej jak najwięcej przyjemności sprawić, a mnie zrozumiecie. I postanówcie sobie oddać się dziś bez zastrzeżeń, bezgranicznie i całkowicie świętemu posłuszeństwu, uznając w tym jedynie Wolę Bożą, Wolę Niepokalanej.
A gdyby (czego nie chcę przypuścić) kto uważał, że powyższe uwagi o świętym posłuszeństwie są przesadzone... ale lepiej nie przypuścić nawet. Brrr.
Przyjmijcie tę trochę słów, jako konferencję niedzielną, która się ostatnio nie odbyła.
Życzę Wam tylko wszystkim, moje Najdroższe Dzieci - tak - moje Najdroższe Dzieci, byśmy się wszyscy znaleźli u stóp a raczej pod matczynym płaszczem Niepokalanej zapracowani, zamęczeni dla Niej, ale - o ile Ona sobie życzy zapracowania i przepracowania i cierpienia - ani więcej ani mniej, słowem, byśmy wszyscy spełnili jak najdoskonalej Jej Wolę, którą nam przez św. posłuszeństwo okazuje kosztem [ 8 ] naszej podłej woli i naszego rozumu. - Większej, wyższej świętości Wam ani sobie nie życzę, to wyższej już nie ma. I żebyśmy wszyscy słowem i przykładem innych, a zwłaszcza współbraci, przede wszystkim młodszych, którzy najwięcej z przykładów się uczą, tego pojęcia praktycznego posłuszeństwa, czyli miłości Bożej, czyli miłości Niepokalanej nauczyli. - To jest też duch MI.
Dlatego też, Drogi bracie Mieczysławie, zastosuj do braci z miłości duchowej ku nim to, co powyżej popisałem, a wszyscy Cię za to będą błogosławić w niebie, a Wy wszyscy - słuchajcie głosu Niepokalanej.
Pomódlcie się i za mnie.
Wasz ojciec w sprawach Niepokalanej
br. Maksymilian
[ 1 ] List został zredagowany po napisaniu pocztówki, chyba tego samego dnia, tj. 17 III 1931, gdyż 18 III 1931 św. Maksymilian był już w Tokio - zob. Dzienniczek mszalny, 157.
[ 2 ] Zachowała się jedna pocztówka - Pisma, 290a.
[ 3 ] W oryginale wyrazy podkreślone dwukrotnie.
[ 4 ] W oryginale podkreślenie dwukrotne.
[ 5 ] Wyraz "ich" podkreślony dwukrotnie.
[ 6 ] Podkreślenie dwukrotne.
[ 7 ] Podkreślenie czterokrotne.
[ 8 ] Podkreślone dwukrotnie.
bo Tobie jednemu tylko teraz Niepokalana objawia swoją Wolę - a nie innym chociażby razem wziętym, Twoim tylko kieruje umysłem i wolą w sprawach kierowania domem, a nie innych. Twoje więc tylko zdanie jest zdaniem Niepokalanej, zdaniem bowiem o mądrości nieskończonej, i to nieskończonej w ścisłym tego słowa znaczeniu, boć o mądrości Niepokalanej, Bożej, i o dobroci i potędze nieskończonej, a wszyscy inni, chociażby byli największymi geniuszami świata, w tych sprawach mają zawsze rozum omylny i skończony, a Ty masz w tych sprawach, w których masz kazane mnie zastępować, rozum nieomylny, rozumiesz - w ścisłym [ 3 ] tego słowa znaczeniu nieomylny.
[Przekład polski]
Ojcze Święty
W ubiegłym roku przybyliśmy do japońskiego miasta Nagasaki z klasztoru Niepokalanów [należącego do] polskiej Prowincji Braci Mniejszych Konwentualnych, który to klasztor ma za cel starać się o nawrócenie i uświęcenie dusz przez Niepokalaną, zgodnie z duchem Pobożnego Związku "Rycerstwo Niepokalanej", założonego w Rzymie, w Międzynarodowym Kolegium Braci Mniejszych Konwentualnych dnia 2 stycznia 1922 r. [ 3 ], obdarzonego odpustami Brewem Apostolskim z dnia 18 grudnia 1926 r. [ 4 ], [dla którego] Prymaria została ustanowiona 5 kwietnia 1927 r. [ 5 ] W tym celu w tymże klasztorze jest wydawany i całkowicie przez braci zakonnych wykonany miesięcznik pod tytułem "Miles Immaculatae" ("Rycerz Niepokalanej"), który doszedł już do 400 000 egzemplarzy [nakładu] każdego miesiąca i przyczynił się licznych nawróceń.
W ubiegłym zaledwie roku ten dom zakonny wysłał misję na Daleki Wschód, aby i w tych stronach, w tutejszych językach założyć czasopismo "Rycerz Niepokalanej". Misja ta rzeczywiście zaczęła w maju 1930 r. w Nagasaki [wydawać] w języku japońskim czasopismo "Rycerz Niepokalanej", które już osiągnęło [nakład] 25 000 egzemplarzy i w przeważnej części całkiem darmo rozdawane, przyjmowane przez licznych pogan, przyczyniło się już do szeregu nawróceń pośród Japończyków z pogaństwa i z protestantyzmu.
Czasopismo to dotąd sporządzane było przez braci zakonnych w wynajętym domu niedostosowanym do większego rozwoju. Teraz po nabyciu terenu pragniemy wznieść ubogi klasztor oraz nabyć przynajmniej jedną maszynę drukarską, większą od posiadanej dotąd, gdyż ta już nie wystarcza.
Przeto niżej podpisany gwardian tegoż klasztoru Braci Mniejszych Konwentualnych w Nagasaki, upadłszy do stóp Jego Świątobliwości, pokornie prosi o jakieś wsparcie na zakup jednej lub dwóch maszyn drukarskich.
br. Maksymilian M-a Kolbe franciszkanin
gwardian
Nagasaki, 1 apr[ilis] 1931 a[nni] [ 2 ]
[ 1 ] Wsparcie nadzwyczajne.
[ 2 ] Poniżej daty, po lewej stronie karty znajduje się odcisk okrągłej pieczęci klasztoru z napisem: CONVENTUS B.M.V. IMMACULATAE NAGASAKI MUGENZAI NO SONO M.I. - W miejscu centralnym pieczęci postać Niepokalanej z rozłożonymi rękoma.
Koło pieczęci zamieszczono prawdopodobnie w Watykanie jakąś odręczną adnotację, trudną do odczytania.
Na dole karty, po tej samej lewej stronie jest adres wpisany ręką św. Maksymiliana: Indirizzo: "Mugenzaino Seibono Kishi" Oura - Tenshudo - Nagasaki | Japan - Asia
Poniżej podpisu św. Maksymiliana, po prawej stronie karty, widnieje podpis:
† Januarius [Hayasaka] Episcopus Nagasakiensis,
a pod nim dopisek:
Infrascriptus, qui bene novit necessitates expositas, petitionem ut supra libenter commendat
† M[ario] Giardini Del[egatus] Ap[ostolicus].
[ 3 ] Jako datę założenia Rycerstwa Niepokalanej św. Maksymilian podaje datę kanonicznej erekcji Rycerstwaw Międzynarodowym Kolegium w Rzymie, dokonanej przez kard. Basilio Pompilja, wikariusza Rzymu - zob. "Comm. Ord." 24 (1927) 143-144; por. Pisma, 1194.
[ 4 ] Zob. i por. tamże.
[ 5 ] W rzeczywistości 23 IV - zob. i por. tamże. Ze względów trudnych do ustalenia datę 5 IV św. Maksymilian podawał zapewne z pamięci - por. Pisma, 582a.
Kreślę naprędce te słów kilka, bo oficjalnie wiadomości pośle urzędowy kronikarz [ 1 ], więc nie chcę mu chleba odbierać - no i nie mam czasu.
Łamię się nieraz i krępuję z pisaniem o potrzebach groszowych, by niezbyt obciążać Niepokalanów, ale zdaje mi się teraz, to też niedobrze, bo albo Niepokalana chce, albo nie, żeby było to, co wymaga wydatków. Jeżeli nie chce, to i my nie możemy chcieć, a jeżeli chce, to przecież jest też rzeczą logiczną, a właściwie najlogiczniejszą, więc i o pokryciu kosztów pomyśleć musi [ 2 ].
Więc jest tak: plac "kupiony", tj. zadatek (1 500 jenów) dany, no i na dalsze spłaty 2 000 j[enów] (tj. to co N. O. Prowincjał przesłał) oddałem. Jeszcze drugie tyle, a będzie 7 000 j[enów] czyli cała cena. Jeżeli zaś do końca maja czy raczej czerwca nie wykończy się wpłat, właściciele obecni schowają jeszcze głębiej do kieszeni owe 1 500 i pokażą nam figę, bo prawnie wszelkie nasze pretensje do tego placu ustaną. - Chciałbym więc jak najprędzej uskładać to, co im się należy i mieć z nimi spokój. - Umowa jest do końca maja.
Ale to tylko plac (wprawdzie tak duży jak Niepokalanów polski; częściami nie chcieli sprzedać), uważany za kupiony wyjątkowo tanio, ale zawsze plac tylko, a tu trzeba i dachu nad głową. - Za ten dach już najuboższy na maszyny, kapliczkę itd., wszystko w jednym kawałku, chcą około 3 000 j[enów] tj. około 13 500 zł (może z dodatkami trochę przeciągnie?). To już poza ceną placu i słyszę, że w czerwcu tu mają lunąć deszcze (wedle zwyczaju) i uniemożliwić budowę. Więc jeszcze owe 13 500 byłoby potrzebne, byśmy mogli już wreszcie mieć u siebie Pana Jezusa w kaplicy no i "swobodniej dychnąć". - Poproszę także o rzeknięcie [!] telegraficzne, kiedy te "nadgrosze" ruszyłyby przekazowo, bo wtedy będę mógł już na to konto zaciągnąć zobowiązania budowlane z terminem określonym. - Twierdzi br. Romuald [ 3 ], że ile razy do Japonii wyleje się z PKO, tyle razy Niepokalana tam z nadwyżką doleje; więć bez niczego walę ten list śmiało, by Wam też dochód powiększyć.
Że czwórka przyjechała, zapewne powiedział telegram [ 4 ].
Br. Kamil [ 5 ], śląc intencje mszalne, wspomniał o ruszającym liście, który dotąd się nie pokazał.
Prawdziwy już Niepokalanów japoński (na nowym miejscu, bo obecnie jesteśmy jeszcze w Grodnie japońskim) nazwie się Mugenzai no Sono.
Czy pokazałem naszą pieczęć? Jest taka: [...] [ 6 ]
"Memento, memento, memento", bo tu tęgo trzeba, bo żniwo naprawdę ogromne.
br. Maksymilian
PS - Wieczorem nadeszła karteczka o śmierci br. Edmunda [ 7 ] - pozazdrościć - wygrał. Pewnie nie spocznie i w niebie.
[ 1 ] Br. kleryk Mieczysław Mirochna.
[ 2 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 3 ] Br. Romuald Mroziński.
[ 4 ] Zob. Pisma, 292.
[ 5 ] Br. Kamil Banaszek
[ 6 ] Odcisk okrągłej pieczęci z napisem: CONVENTUS B.M.V. IMMACULATAE NAGASAKI MUGENZAI NO SONO M.I. - W miejscu centralnym pieczęci postać Niepokalanej z rozłożonymi rękoma.
[ 7 ] Br. Edmunda Bulandy.
Gdym posłał do Seminarium tokijskiego zapytanie, w którym dniu mają się klerycy stawić, niespodziewanie otrzymałem odpowiedź, że miejsca zajęte już przez innych. Natychmiast pojechałem do Tokio zbadać, co się stało i czy trudność jest co do mieszkania w Seminarium tylko, czy też co do nauki. Okazało się, że tylko co do mieszkania, a raczej cała historia dłuższa, delikatniejsza, bo biskup Nagasaki [ 1 ] chce posłać swoich seminarzystów coś 13, a rektor [ 2 ] twierdzi, że Seminarium jest diecezjalne i samo nie ma funduszów na rozbudowę itd., itd. - długa historia - ale zrozumiałem, że ma rację, bo co by powiedzieli, gdyby Polaków przyjął a Japończykom odmówił, tylko czemu prędzej nie zorientował się.
Tak więc pozostało wyjście: albo zamieszkać u innych, albo - u siebie, ale byle poza Seminarium. Mówiłem potem z biskupem [ 3 ] co do własnego tam domicilium [ 4 ]. Okazuje się, że właśnie Bernardyni tam klasztor zakładają i dlatego znowu biskup ma trudność. A na dodatek tak jakoś urobiony, jakobyśmy wojnę prowadzili z Bernardynami - tak wyczułem. - W tych dniach mam otrzymać odpowiedź. Czy w takim razie mógłby kto z ojców przyjechać do takiej placówki? A może na razie z o. Metodym [ 5 ] się podzielić, dopokąd kto nie przyjedzie? Inne wyjście, tj. zamieszkanie u obcych, też niełatwe, bo naprzód nie można gdziekolwiek, a tacy Jezuici czy Bernardyni czy przyjęliby, nie wiem. W każdym razie u nich inne warunki, no i stan byłby przejściowy, a tu przecież i później na rok przyszły itd. trzeba by tam mieszkania. - Własne domicilium rozwiązałoby sprawę radykalnie. No i już wtedy jesteśmy i w stolicy, co tęgo ułatwiłoby szerszą działalność i umożliwiło odpowiednie wpływanie na sfery wyższe.
Plac pod Niepokalanów japoński (Mugenzai no Sono) już kupiony. Leży w dzielnicy Hongochi i zdaniem wszystkich jest bardzo tanio kupiony. Obszar może prawie jak Niepokalanów polski. Cena około 7000 jenów, tj. 31 500 zł, ale warto by jeszcze z czasem włączyć obcy "język" [...] [ 6 ].
Oglądamy się za budową. Dotąd najtaniej za 3000 j[enów], tj. około 14 000 zł, dom 25 m × 10 m, jednopiętrowy. Tamże na razie byłaby i kaplica.
Delegat apostolski w Tokio [ 7 ] radził mi, bym o zapomogę na budowę napisał wprost do Ojca świętego, to on tę prośbę poprze, i przesłał przez władze zakonne, bo Propaganda już nieraz odpisała, że nie jest w stanie popierać dzieł ubocznych, gdyż zaabsorbowana jest wydatkami misji w ścisłym znaczeniu, tj. parafii. Chciałem uprzednio zapytać w tej sprawie N. O. Prowincjała, ale powiedział mi, że wkrótce JUŻ opuszcza Japonię [ 8 ], więc żeby się spieszyć. Toteż zaraz to zrobię i N. O. Prowincjałowi do posłania wyżej prześlę.
Br. Celestyn szczęśliwie dojechał [ 9 ]. - Cześć Niepokalanej.
Trudności tu bardzo dużo. Nawet między księżmi (jak zresztą i w Polsce było). Biskup tokijski tyle mi zarzutów na "Rycerza" podawał, że widziałem, jak tam w stolicy napompowane. Aż się czasem sam sobie sprzeciwiał - widać, że od innych uzbierane racje. Ale wobec faktów nawróceń był bezbronny.
Nawrócenia nie ustają i poprzedniej niedzieli przyszła poganka z księdzem podziękować za nawrócenie. Pisała przedtem nam, że chce się nawrócić. Zwróciliśmy ją do tego księdza Japończyka i teraz po ukończeniu przygotowania do chrztu przyszła podziękować.
Poganin aptekarz [ 10 ] prosił, byśmy brali od niego lekarstwa darmo. Był też tu buddyjski jakby ksiądz zakonny z bratem zakonnym i złożył u stóp Niepokalanej ofiarę 1 jena. - Cześć za wszystko Niepokalanej.
W końcu powiem też otwarcie, co mnie niepokoi, bo N. O. Prowincjał sam pisał, bym o wszystkim donosił - zresztą chcę tylko tego, czego Niepokalana zechce. Na stronie 8 "Wieści z Prowincjałatu" [ 11 ] w[iersz] 14 z góry przeczytałem: "ubożuchny Niepokalanów podejmuje się utrzymania internatu", jakoby celem Niepokalanowa nie było tylko "zdobycie całego świata Niepokalanej" i ofiary na ten cel złożone można było obrócić na utrzymanie internatu prowincji. - Internista (a tym bardziej nowicjusz, kleryk, brat, ojciec) Niepokalanowa musi być gotów na wszystko, bez żadnego zastrzeżenia dla Niepokalanej, a członkowi prowincji nie można nakazać nawet pójścia na misje. - Celem Niepokalanowa jest wykonanie celu MI, więc i przygotowanie pracowników (ojców, braci) musi być zastosowane do tego celu; cel zaś prowincji nie jest ściśle ten sam co MI. - Wreszcie, jeżeli celem Niepokalanowa będzie zawsze tylko zdobycie całego świata Niepokalanej i to jak najprędzej i wszystko w nim, a wiec i pracownicy i rzeczy w tym tylko kierunku działać będą, prędzej i łatwiej do celu podążać będą, a jeżeli cokolwiek innego się dołączy, rzutkość działania osłabnie. - Przepraszam za te kilka słów, ale czasem zdaje mi się, że powinienem czynić wszystko, co jest w mojej mocy, by Niepokalanów w tym tylko kierunku zdążał, bo inaczej nie będzie miał racji bytu i powoli zacznie zbliżać się do rozkładu. A N. O. Prowincjał kiedyś pisał, bym troski wszystkie też podawał, więc też szczerze piszę. Tym bardziej, że wiem, iż N. O. Prowincjał tę sprawę rozumie i pragnie szczerze rozwoju sprawy Niepokalanej i nie pragnie z Niepokalanowa żadnej korzyści materialnej dla prowincji.
Mnie się tak zdaje - może to utopia - że normalnym stanem rzeczy w Niepokalanowie byłoby, gdyby przyszli pracownicy zdobycia świata Niepokalanej formowali się w Niepokalanowie i w duchu Niepokalanowa, tj. oddaniu się bezgranicznym [ 12 ] Niepokalanej w myśl dyplomika MI. Ale tylko oni, bo inni nie będąc obowiązani do tej bezgraniczności oddania się wpływaliby ujemnie. A wedle reguły i konstytucji taka bezgraniczność nie noże być nakazem u innych, bo wypływa ona jedynie z dyplomika MI (a raczej MI 3). - Podobnie grosze wszystkie, które w jakiejkolwiek formie wpływają na sprawę Niepokalanej, na "Rycerza Niepokalanej" by jedynie i tylko na ten cel obracane były: tak więc młodzieniec, który je chleb sprawiony za pieniądze dane dla sprawy Niepokalanej, nie może potem służyć innej sprawie, choćby wzniosłej, ale tylko sprawie MI, bo na ten cel były dane one pieniądze [ 13 ]. Prócz tego ci z Prowincji, którzy by pragnęli w podobny sposób oddać się Niepokalanej, mogliby mieć możność to wykonać i przyłączyć się do tej roboty, tj. oddać swe życie Niepokalanej. I zdaje mi się, że jak różne kwiaty na łące, tak i różne są charaktery działania w Kościele św. Niepokalanów ma wyłącznie sprawę Niepokalanej, czyli cel MI i tylko ten cel, ale za to jak najintensywniej i jak najszerzej. - Ale może lepiej będzie kiedyś o tych sprawach ustnie pomówić. - Chyba O. Prowincjał nie weźmie mi za złe, że tak szczerze piszę.
A jeszcze, zdaje mi się, że powyżej popisane postawienie sprawy nie tylko byłoby korzystne dla sprawy Niepokalanej, ale nawet konieczne, bo inaczej cały rozpęd rozwojowy osłabnie, a nawet noże się załamać powoli, gdyby w Niepokalanowie znaleźli się z czasem tacy, którzy by w swoim oddaniu się Niepokalanej mieli jakie (choćby najzgodniejsze ze zwyczajami, albo nawet przepisami, ale) zastrzeżenia. Bezgraniczność poświęcenia się i co do pożywienia, i co do odzienia, i co do zajęcia, i co do stanu (brat czy kleryk), i co do miejsca (w ojczyźnie, czy wśród nieprzyjaciół wiary, gdzie może pewna czeka śmierć) itd., itd., słowem: niestawianie żadnych granic, choćby przyszło z głodu i nędzy gdzieś pod płotem zginąć dla Niepokalanej - oto konieczny charakter Niepokalanowa, chociaż reguła nie nakazuje opuszczenia ojczyzny dla misji, a konstytucje i zwyczaje prawnie ustalone przewidują cały szereg rzeczy, do których nawet zakonnik ma jakieś prawo i o które na mocy tych przepisów czy zwyczajów może się upomnieć. - Jest tu coś z heroiczności, ale inaczej trudno o osiągnięcie celu MI. - Tak się mnie zdaje. Czy to przesada - nie wiem. Ale zdaje mi się, że inaczej zaraz trzeba by ograniczać intensywność walki, a tu tyle dusz na świecie nie zna jeszcze Niepokalanej ani Zbawiciela. My tu na misjach boleśnie to odczuwamy, patrząc codziennie na tylu pogan.
Z prośbą o serafickie błogosławieństwo dla całej famuły
br. Maksymilian
PS - Zapomniałem dopisać, że dnia 7 bm. aspirantowi Japończykowi dałem habit. Na imię Marian [ 14 ]. Posyłam fotografię, w dnia obłóczyn. Ksiądz staruszek [ 15 ] to nasz dobry przyjaciel.
Poproszę o odpowiedź, jak zrobić z Tokio, czy w razie pozwolenie biskupa zacząć starania o własne nasze domicilium. - Tu niełatwo się gdzie wcisnąć, a teraz byłaby dobra okazja.
[ 1 ] Bp Yanuario Hayasaka.
[ 2 ] Ks. Sauveur Candau.
[ 3 ] Bpem tokijskim Jean Alexis Chambon.
[ 4 ] Domicilium - mieszkanie; tu w znaczeniu: dom zakonny.
[ 5 ] O. Metodym Rejentowiczem.
[ 6 ] Naszkicowany plan placu z "językiem", tj. enklawą.
[ 7 ] Bp Mario Giardini.
[ 8 ] Bp M. Giardini był delegatem apostolskim w Tokio do 16 V 1931.
[ 9 ] Zob. Pisma, 284, przyp. 1.
[ 10 ] Prawdopodobnie Takahara.
[ 11 ] Św. Maksymilian wspomniał już o tym krótko - zob. Pisma, 294.
[ 12 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 13 ] Podobne myśli w dopiskach z 18 I 1931 i 5 IV 1931 - zob. Pisma, 277 i 294.
[ 14 ] Mariano Sato Shigeo.
[ 15 ] Ks. Pauro Matsukawa.
Cześć Niepokalanej, że umowa o maszynę [ 2 ] już podpisana i posłuszeństwo święte to Jej Wola, a Ona przecież jest logiczna; więc przyszłość pewna i jasna.
Co do posyłania "Rycerza" "biskupowi" heretyckiemu [ 3 ], to i mnie się zdaje, że to bardzo dobrze, byle nie było "w hołdzie" [ 4 ].
Co zaś do wskazówek co do prowadzenia braci, to doprawdy trudno mi coś "wybełkotać", bo doprawdy dusza ludzka to tajemnica z powodu wolnej woli: czasem takie niespodziewane zmiany, sam też czuję, że jestem lichym przełożonym, bo może za miękkim. Zdaje mi się jednak, za ideał ducha w Niepokalanowie, to oddanie się Niepokalanej, ale bezgraniczne (w myśl dyplomika i aktu poświęcenia), a stąd zgadzanie się z Wolą Niepokalanej we wszystkim, co nie zależy od naszej woli i pełnienie jak najdoskonalsze Jej Woli we wszystkim, czyli to "być jak najdoskonalszym narzędziem w Jej niepokalanych rękach", czyli dać się jak najdoskonalej prowadzić, czyli jak najdoskonalsze posłuszeństwo, przez które Ona swą Wolę objawia, czyli nami jako narzędziami kieruje. Powtarzam Wolę Niepokalanej, bośmy się Jej oddali bez granic, więc też Ona nami kieruje. A jeżeli można tak powiedzieć, niezupełnie jest to samo Wola Boża i Wola Niepokalanej, bo Wola Niepokalanej, to Wola miłosierdzia (nie sprawiedliwości) Bożego, którego uosobieniem jest Niepokalana. My więc jako narzędzia w Jej ręku służymy nie do sprawiedliwego karania, ale nawracania i uświęcania, które są owocem łaski, a więc miłosierdzia Bożego, i przechodzą przez ręce Pośredniczki wszelkich łask. Jak więc Ona jest najdoskonalszym narzędziem w ręku Bożym, w ręku miłosierdzia Bożego, Przenaj[świętszego] Serca Jezusa, tak my jesteśmy narzędziem w ręku Jej. I tak przez Nią narzędziem Przen[ajświętszego] Serca Jezusowego czyli Bożego miłosierdzia. Stąd "przez Niepokalaną do Serca Jezusowego" to nasze hasło. - Niepotrzebniem się rozpisał, bo Ojciec to o wiele lepiej i głębiej zna ode mnie.
Tak więc zdaje mi się, że istota ducha członka Niepokalanowa zawiera się w nadnaturalnym, doskonałym posłuszeństwie Niepokalanej przez przełożonych. Kto nie pragnie być doskonałym w tym punkcie i do tego nie ma ochoty całą duszą dążyć, nie nadaje się do Niepokalanowa. Ponieważ zaś oddanie się Niepokalanej w Niepokalanowie jest bez granic, przeto nie wyłącza też i misji (choć reguła zostawia w tym punkcie swobodę) [ 5 ].
Ponieważ zaś pragniemy nie tylko my sami oddać się tak bez granic Niepokalanej, ale także, aby wszystkie dusze na całym świecie, które są i będą, tak się Jej bezgranicznie oddały, stąd staranie się nie tylko o siebie ale także o nawrócenie i uświęcenie innych (wszystkich) przez Niepokalaną. Kto Jej całkowicie doskonale oddany, ten też już i świętość zdobył i im doskonalej da się Jej prowadzić w życiu wewnętrznym (duchowym) i zewnętrznym (działalność na zewnątrz) tym bardziej w Jej świętości uczestniczy. - Stąd członek Niepokalanowa, aby Ją naśladować, jak Ona Pana Jezusa, i św. O. Franciszka, jak i On Pana Jezusa, ogranicza się w potrzebach swoich osobistych do rzeczy tylko najkonieczniejszych nie szukając ani wygody, ani przyjemności, ale tylko wszystkiego używa, o ile potrzeba i wystarczy, by jak najprędzej cały świat, wszystkie dusze podbić Niepokalanej. Słowem i kosztem własnej wygody czy przyjemności umożliwia wytworzenie więcej numerów "Rycerza" i puszczenie ich w świat. I pragnie jak najbardziej się ograniczyć i co do mieszkania, i co do odzienia, i co do pożywienia byle tylko jak najwięcej "Rycerza" poszło w świat. - Czyli ubóstwo święte, ale też w świetle Niepokalanej.
Kto więc nie kocha tak Niepokalanej, by pragnął poświęcić dla Niej wszystko (ubóstwo) i siebie całego (posłuszeństwo) czyli poświęcić się bezgranicznie [ 6 ] Niepokalanej, by być narzędziem w Jej rękach, niech raczej opuści progi Niepokalanowa.
Więc posłuszeństwo nadnaturalne, bo to Wola Niepokalanej i ubóstwo jak najściślejsze, by jak najprędzej zdobyć świat dla Niepokalanej i do Niej się upodobnić: oto punkty charakterystyczne Niepokalanowa. - Tak się mnie zdaje; stąd o posłuszeństwie tak często na konferencjach też starałem się mówić; ale, jak napisałem na początku, dusza ma wolną wolę i to jest całe niebezpieczeństwo i jeżeli nie ma ochoty szczerze zabrać się do pracy nad sobą, to i praca nad nią innych nie poradzi. - Alem się może zanadto rozpisał, a tu już pół do jedenastej w nocy.
O modlitwę i ja nawzajem proszę, bo to tak łatwo zepsuć, zwłaszcza w tak trudnej sprawie jak wychowanie młodzieży.
Od samego początku Niepokalanowa zdaje mi się, że na rozwinięcie akcji MI w Polsce na początek będzie w Niepokalanowie polskim 100 ojców i 700 braci. I to będą przeciążeni pracą. Szczegółów nie piszę, bo trzeba się położyć, by na wykładzie nie ziewać i móc myśleć.
I o. redaktorowi, i braciom wszystkim, i aspirantom, i przyszłym aspirantom w internacie, i ich profesorom - wychowawcom i słowem wszystkim serdeczne pozdrowienia z prośbą o modlitwę, bo tu burze przeciw "Rycerzowi" wielkie.
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Na podstawie własnego doświadczenia przekonałem się też, że lepiej jest karnie prowadzić jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus [ 7 ], niż zbytnią dobrocią pieścić, to wtedy dusze zamiast do Niepokalanej zaczynają się przywiązywać do przełożonego, a osłabnąwszy w karności zakonnej i od przełożonego się potem odwracają i kierować usiłują własną wolą.
[ 1 ] Na osobę adresata wskazuje uwaga św. Maksymiliana, zawierająca zarazem zastrzeżenie: "Prywatne dla Ojca Drogiego Gwardiana".
[ 2 ] Zob. Pisma, 295, przyp. 2.
[ 3 ] Nie wiadomo, o kogo chodzi. Listy o. Floriana Koziury się nie zachowały.
[ 4 ] Zob. Pisma, 109, przyp. 12.
[ 5 ] Zob. Pisma, 288, przyp. 4.
[ 6 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 7 ] Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Pisma, t. II, Kraków 1971, 419-420.
Wyczytałem "gwałtu, gwałtu" [ 1 ], ale jeżeli działalność jaką potwierdziło św. Posłuszeństwo, to już można być zupełnie spokojnym, że to Wola Boża, a więc i Niepokalanej, i chociażby później wszystko się załamało i przełożeni nawet zmienili potem [ 2 ] zdanie, to można być zupełnie spokojnym co do posunięć poprzednich, zgodnych z Posłuszeństwem wówczas. To zdaje mi się zasadą. Ale i Ojciec nie zdecydował się na maszynę bez zezwolenia przełożonych, anim ja tu nie zabrał się do kupna placu bez doniesienia o tym N, O. Prowincjałowi i bez otrzymania odpowiedzi, by kupić: "A więc w imię Boże" miałem w odpowiedzi. - Wyszukałem list N. O. Prowincjała [ 3 ] i dosłownie odpisuję: "Jeżeli teren jest odpowiedni, nadaje się pod rozbudowę Niepokalanowa, proszę kupować - 40.000 zł jakoś za pomocą Bożą uzbieramy; ja z kasy Prowincji również na ten cel coś wyasygnuję (1000 $). Zatem in Nomine Domini!" - A ponieważ teren był doprawdy bardzo odpowiedni i nadaje się bardzo pod rozbudowę, więc też kupiłem. - A więc stała się tylko Wola Niepokalanej; więc też i Ona dalej pomyśleć musi, bo nie może być nielogiczną. Można więc być spokojnym bez względu na konsekwencje.
Myśmy się już sprowadzili do Niepokalanowa japońskiego 16 maja czyli do Mugenzai no Sono. Adres więc teraz taki: Mugenzai no Sono - Hongochi - Nagasaki - Japan. - Wczoraj też wpłacone zostało wszystko za plac. Jest to stok góry przepięknej wprost. Załączam fotografię Niepokalanowa w budowie.
Szczegóły popisze brat kronikarz [ 4 ] i wnet "oficjalnie" pośle.
Proszę też bardzo o modlitwę, bym nie dał rady Niepokalanej przeszkadzać, ale by Ona zawsze postawiła na swoim.
Lichy Wasz brat
Maksymilian M-a Kolbe
PS - Chciałbym się jeszcze "po cichu" zapytać: czy, ilu i jakich braci można by ukraść z Polski. Oczywiście muszą być zupełnie oddani Niepokalanej czyli wzorowi w posłuszeństwie. Maszynistów drukarskich by trzeba było, budowniczych itd. Teraz, gdy już Niepokalanów japoński stanął i skończyło się japońskie Grodno, możemy myśleć o rozwoju.
Aha, co do groszy, to stukałem, ale mi powiedziano, że nie ma nadziei otrzymania czegoś z Kongregacji, ale chyba tylko bezpośrednio od Ojca świętego. Dlatego też za poradą delegata apostolskiego skierowałem list do Ojca świętego [ 5 ] z dopiskiem delegata [ 6 ] i podpisem biskupa [ 7 ] o pomoc na zakupno jednej lub dwóch maszyn drukarskich i przesłałem przez władze zakonne. Nie wiem, jaki będzie wynik [ 8 ].
Spodziewam się też pomocy z Chin, gdyż Chińczycy w nadziei, że rozpoczniemy wkrótce "Rycerza" chińskiego chcą nas też finansowo wesprzeć. - Zresztą Niepokalana wie o wszystkim, bądźmy zupełnie spokojni.
Ale już kończę, bo dziś biskup przyjeżdża do nas, więc muszę pojechać go przywieźć.
Aha jeszcze: O. Redaktorowi Justynowi i Kochanym Braciom, Aspirantom, Profesorom i Seminarzystom i nie-Braciom serdeczne pozdrowienia. -- Finis.
Za piękności fotograficzne "Bóg zapłać". Z wielką radością oglądaliśmy, co Niepokalana zdziałać w Polsce raczyła. I dziś pewnie biskup to obejrzy.
Co do pieczęci .jeszcze: nie ca na całym świecie innych "Niepokalanowów" ani "Rycerzy Niepokalanej" jak tylko nasze i byłoby nawet niedobrze, gdyby zaczęły się Niepokalanowy inne: bernardyńskie, kapucyńskie itd. Gdy więc pisze się Niepokalanów - bez dodatku, niech to zawsze znaczy nasz Niepokalanów. Jak zaczniemy dodawać: franoiszkański, to damy podstawę do nazw bernardyński, kapucyński itd., jak to się stało z tercjarstwem. Sprawa Niepokalanej (MI) jest i niech zawsze będzie jedna, wspólna i nam, i Kapucynom, i Bernardynom, ale w naszych rękach, jak to historycznie pasuje. - Jeżeli zaś bodziemy zawsze podkreślać naszą nazwę, to oni będą uważać tę sprawę za obcą i dążyć do utworzenia swojej podobnej. - Zresztą i Niepokalana wie, że to my, bo Ona sama nas niegodnych wybrała i nawet ludzie wiedzą, że to nasza gałąź robi.
A może... a może Niepokalana sprawi, że jak obecnie przodujemy zimno historycznie, tak z czasem zaprzodujemy też pod względem ducha ubóstwa i gdy pod sztandarem Niepokalanej stania nas 50.000 i więcej, zawołamy na współbraci w św. O. Franciszku: "Wejdźcie wyżej", "bliżej" św. O. Franciszka i pod Niepokalanej sztandarem zejdą się wszyscy wyznawcy reguły św. O. Franciszka i utworzą armię, która zdruzgoce królestwo dzisiejsze szatana. Wodzem tej armii będzie Niepokalana i pod Jej sztandarem rozegra się walna bitwa i zatkniemy Jej znaki na twierdzach króla ciemności. - I Niepokalana będzie Królową całego Świata i każdej duszy z osobna, jak to przewidywała bł. Katarzyna Labouré [ 9 ]. - Potem zaś dopilnujemy, żeby nikt tych sztandarów nie strącił
Ale miałem już skończyć, a rozgadałem się znowu. Więc finis.
Znowu aha: dwa załączone medaliki ponoć przywiezione z Polski, ale przez szatę niemożliwie widać nogę. Obrzydliwe. Warto by zareagować, by tej sztancy nie używali.
Wreszcie kończę, ale chciałbym się jeszcze zapytać wszystkich braci; czy Posłuszeństwo wykonują madnaturalnie? Tj. nie dlatego, że to co kazane jest przyjemne albo rozumne, albo roztropne, albo w sobie samym święte (modlitwa na przykłada, ale tylko dlatego, że kazane, a więc jest wolą przełożonych, a więc Wolą Niepokalanej, a więc Wolą Bożą. A zwłaszcza, czy wszyscy i każdy z osobna tak jest przekonany, szczególnie w rzeczach niemiłych, sprzeciwiających się rozumowi i roztropności? A nawet temu, co się wyczytało w książkach mądrych, a nawet duchównych, byleby tylko nie było w tym jawnego grzechu - ? - pytam, bo bez tego nie jest się narzędziem w ręku Niepokalanej, ale - powiem wprost - w ręku szatana, chociażby się przeczytało moc książek duchownych, odmawiało wiele różańców dziennie, chodziło zgięty we czworo lub pięcioro, a nawet heroiczne wykonywało czyny. Ależ przecież mam kończyć! Kropka.
[ 1 ] List o. Floriana się nie zachował.
[ 2 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 3 ] List się nie zachował.
[ 4 ] Br. kleryk Mieczysław Mirochna.
[ 5 ] Zob. Pisma, 292a.
[ 6 ] Bpa Mario Giardiniego.
[ 7 ] Bpa Yanuario Hayasaki.
[ 8 ] Wynik był negatywny - zob. Pisma, 303, przyp. 7.
[ 9 ] Podczas trzeciego objawienia się Niepokalanej w 1830 r., św. Katarzyna Labouré wydała mimowolny okrzyk radości: "O jak miło, jak miło będzie słyszeć: Maryja jest Królową całego świata. I wszystkie Jej dziatki będą powtarzały: Ona jest Królową każdego z osobna" - zob. Cudowny medalik, Kraków 1931, 21; a także: R. Laurentin, Powiernica Niepokalanej. Życie i misja świętej Katarzyny Labouré (1806-1876), Warszawa 1990. Św. Katarzyna Labouré - kanonizowana w 1947 r.
(PS) [ 2 ] - Tak zawalonym robotą, że już nic nie dopisuję, ani o tym, że teraz z braku roweru muszę około godziny codziennie zużyć, by dostać się na wykłady do Seminarium w Ourze i kształcić rodowitych Japończyków na przyszłych misjonarzy, no i także około godziny na powrót (chociaż z wydaniem pieniędzy i na bilet tramwajowy) [ 2 ] - ani o tym, że wczoraj na ścianie zobaczyłem robaka, coś w rodzaju naszej szczypawki, ale znacznie większego. Obecny przy tym prof[esor] Yamaki ocenił go jako "abunai" [ 3 ], tj. niebezpiecznego, bo ukąszenie jego powoduje bolesne puchnięcie. Poszła w ruch deszczułka i biedny nieproszony gość przypłacił życiem. Ale gdyby tak przybył nocą lub nie spostrzeżony, mógłbym ja gorzko przypłacić.
A czemu przyszedł?
Bo nasze obecne ściany składają się obecnie tylko z desek, którym daleko do 1 cm grubości i szpar [wiele] nieraz wcale wygodnych dla podobnych gości. A dlaczego tak?
Bo nie stać nas na oblepienie chociażby tylko gliną tych ścian.
Nie wspominam też o tym, że trzeba by usunąć też i wał ziemi sięgający do samego dachu, który podnosząc się coraz bardziej w górę nie dopuszcza promieni słońca, Nas zaś za mało, by podołać wszystkim pracom, bo i tak "Rycerz" tęgo się opóźnia. Więc trzeba by ludzi nająć. Ale za co?... Chcieli za te prace 200 jenów (ok[oło] 1000 zł). A ogrodzenie? Przecież to klasztor...
Troszkem się rozgadał, a chciałem przecież nie wspominać o niczym, bo czasu brak bardzo. Ale teraz przychodzi mi na myśl: "a nuż czytelnicy się dowiedzą, żem się trochę wygadał i przyślą co i na rower...y (nas trzech do szkoły jeździ: ja i dwóch kleryków) i na choćby oglinowanie ścian, a może dla kaplicy będzie i na co więcej jak na glinę, którą wyjątkowo tu ulewne deszcze łatwo naruszyć potrafią, i na otworzenie światła dla szeregu okien. Tak by i klerykom do celi świeciło słońce, i do administracji, i z drugiej strony do sypialni, i tęgo do introligatorni. A może da się choć trochę ogrodzenia zrobić? Chociażby drobną część z desek, a resztę choćby tylko drutem. A może i do spłacenia tutejszego długu misyjnego ktoś dopomóc zechce? - O jeszcze jednej też... lub dwóch... maszynach drukarskich większych od obecnej już i nie śmiem głośno myśleć, bo i czasy ciężkie, chociaż i brak maszyny do falcowania daje się tęgo we znaki i... ale przecież, prawda, nie mam czasu, bo "takusan isogashi desu" (bardzo jestem zajęty), więc nic nie dopisuję więcej.
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Że wszystkich i pozdrawiam, i o modlitwę proszę, o tym choć nie piszę - to się wie.
Może by gdzie można było dostać adres Paderewskiego. To byśmy do niego zapukali. - Byłoby to dość pilne, bo aż przykro, że tyle pola pracy, a warunki nie pozwalają ręki przyłożyć. - Ale Niepokalana i o tym wie i zaradzi.
[ 1 ] Dopisek do listu br. Mieczysława Mirochny z 1 VI 1931 do współbraci w Niepokalanowie.
[ 2 ] Z chwilą przeniesienia się na przedmieście Hongochi (16 V 1931), komunikacja z centrum miasta i Seminarium Duchownym w Ourze stała się uciążliwa.
[ 3 ] Wyraz jap. "abunai" - niebezpieczny.
Powinien bym był już dawno napisać, że dnia 16 maja, w sobotę i w sam raz w święto NMP Królowej Apostołów odbyły się przenosiny [ 1 ] z japońskiego "Grodna" do japońskiego Niepokalanowa czyli Mugenzai no Sono, co dosłownie znaczy ogród Niepokalanej: jakoś po japońsku trudno inaczej lepiej to oddać nawet specjalistom w japońszczyźnie.
Załączam 3 fotografie z okresu budowy [ 2 ]. – Obecnie pod koniec maja wszystko zostało zapłacone za plac [ 3 ]. Pozostało około 700 jenów długu za budowę, ale wierzyciele na razie zbytnio nie urgują, więc ze zwyczajnie przesyłanych kwot (byle te kwoty "zwyczajne" niezależnie od nadzwyczajnych przesłanych na kupno placu, przychodziły normalnie) i z ubocznych może ofiar się zaradzi. - Ale budynek to taki, byle się można wprowadzić: więc też ściany składają się z cieniutkich desek (daleko im do 1 cm grubości) i licznych szpar i otworów. Kuchnia, to piecyk żelazny (z jedną fajerką) na otwartym powietrzu, ogrodzenia na razie żadnego nie ma itd., itd., ale w każdym razie uciecha wielka, bo Niepokalanów już jest i mamy już Pana Jezusa w kaplicy.
Co do wydatków to urządziłem się tak, by plac razem z budową (dotychczasową) nie przenosił kwoty pozwolonej na zakupno placu, tj. 40 000 zł. Plac cały kosztował 7000 jenów, tj. 31 500 zł, a budowa do 1700 jenów, tj. 8330 zł. Razem około 40 000. Nie jest to ten sam plac, o którym pisałem z początku [ 4 ], bo ten, jak już o tym zdaje się też pisałem, jest i znacznie większy, i dogodniejszy, i tańszy od poprzedniego.
Co do załamania się Niepokalanowa, to pisał mi i o tym o. Florian zaczynając list od "Gwałtu, gwałtu - za ciężko" [ 5 ], alem mu odpisał, że i ja i on wedle Posłuszeństwa św. postępowaliśmy: możemy więc być spokojni, że wypełniliśmy Wolę Niepokalanej. - Jeżeliby zaś Ona chciała, by się Niepokalanów zawalił, nie powinniśmy chcieć go podtrzymywać: niech się i zawali. Jeżeli zaś zechce, by on się rozwijał dalej, to znajdzie i na to środki. Ten argument często dodawał mi ducha w początkach "Rycerza" w Polsce. Mówiłem sobie: Jeżeli Ona nie chce, by on istniał, to niech upadnie; po co się jeszcze trzyma. Ale widać, że chciała go utrzymać i rozwinąć.
Co do mojego listu do Ojca św., to radził nuncjusz apostolski [ 6 ], by list ten przez władze zakonne ale bezpośrednio do Ojca św. poszedł, a nie przez Kongregacje, bo wtedy nie ma nadziei otrzymania pomocy finansowej [ 7 ].
Co do wakacji, to teraz już jasno wiem z listu N. O. Prowincjała, że Niepokalana chce mnie na ten czas mieć w Japonii i wedle tego rozłożę sobie działalność na ten czas.
Co do celów i zadań Niepokalanowa na przyszłość to i ja niewiele widzę, ale zdaje mi się, że ma on urzeczywistnić cel MI, tj. podbić cały świat i każdą duszę z osobna, które są i będą, Niepokalanej [ 8 ], że Ona jako "Pośredniczka wszelkich łask" nie tylko może i pragnie dać łaskę nawrócenia i uświęcenia czasem i gdzieś, ale chce odrodzić wszystkie dusze, a także nasz Zakon. Zdaje mi się też czasem, że pod Jej sztandarem staną gorliwi członkowie wszystkich gałęzi franciszkańskich i tak staniemy się nie tylko historycznie pierwszymi, ale i duchowo. Że Jej sztandar będzie zatknięty też na Kremlu itp.; słowem, że Ona naprawdę będzie Królową każdego serca [ 9 ] i wprowadzi do każdego serca miłość Bożą Serca Jezusowego. Czyli że cel MI będzie osiągnięty.
I jeżelibyśmy my nie odpowiedzieli wezwaniu Niepokalanej, potrafi Ona użyć innych. I że obowiązkiem naszym jest współpracować z Jej Wolą. - Dziwię się czasem, dlaczego Niepokalana nie dała sprawy MI Bernardynom lub Kapucynom, przecież oni tak samo mogą powoływać się na tradycję franciszkańską jak i my, a przy tym są o wiele więcej rozgałęzieni po świecie, więc łatwiej mogliby rozwinąć Jej sprawę. Tacy OO. Kapucyni w samych północnych Indiach np. mają w trzech różnych miastach 3 drukarnie. Ponadto OO. Kapucyni mają nawet w swoim herbie Niepokalaną i starają się szczerze o ideał franciszkański.
Dlaczego więc Niepokalana nam tą sprawę powierzyła? Może ma względem nas zamiary dotyczące także odrodzenia i może nawet pewnego złączenia gałęzi franciszkańskich, by łatwiej pod Jej berło świat podbić?... Nie wiem. Ale przy pierwszym numerze "Rycerza" w Krakowie różne gałęzie współpracowały [ 10 ].
Tak mi się różnie zdaje, ale w każdym razie zdaje mi się, że Niepokalanów powstał za ofiary dla Niepokalanej i Jej cały świat podbić musi (czyli wypełnić cel MI); gdyby zaś zmienił ten cel, przestanie mieć rację bytu i utraci rozmach rozwojowy, nastąpi stagnacja, wygodnictwo i rozkład.
Co zaś do nowicjatu, to zdaje mi się, że potrzebny by był osobny może nowicjat z o. Jerzym [ 11 ] na czele, do którego byliby przyjmowani tylko ci, którzy by chcieli poświęcić się całkowicie bez zastrzeżeń Niepokalanej w Niepokalanowie bez względu na to w jakiej części świata; nowicjat misyjny w tym znaczeniu, tj. dla zdobycia całego świata Niepokalanej [ 12 ]. Ale boję się swojej woli, bym nawet w pisaniu Niepokalanej nie bruździł, rym bardziej zdaje mi się potrzebnym nowicjat osobny, że bardzo wielu ojców w tym duchu wychowanych potrzeba, by w całości cel MI osiągnąć. Tak na przykład od dawna mi się zdaje, że jeżeli w samym Niepokalanowie polskim będzie pracowało 100 ojców, to będą przeciążeni pracą. Bo doprawdy, by zaopiekować się wszystkimi warstwami społeczeństwa w rozmaitych warunkach i okolicznościach, trzeba bardzo wielu odpowiednich pracowników.
Kończę, bo już i 7 [VI] się zrobił i 10.30 wieczór dochodzi, a tu zaległości moc.
Pisze br. Ludwik z Tokio o br. Damianie, że "dziwnym się staje czasami" (załączam list) [ 13 ].
O. Jerzy upewniał mnie w Niepokalanowie, że ta "dziwność" to rzecz przejściowa, gdyż już wtedy trochę się tego bałem i dlatego pytałem o. Jerzego, który go miał pod sobą. Sam zaś br. Damian składnie pisze (list też załączam) [ 14 ], więc tak chyba źle nie jest, lecz boję się, by nie padł na egzaminie, boby opinia o nas ucierpiała.
Pisze też br. Ludwik o pieniądze. Duże kwoty przesłane przez Niepokalanów przeznaczone były na kupno placu, a i budowy trochę się zrobiło, ale na wydatki bieżące zwyczajne (utrzymanie, papier, poczta itd.) co miesiąc w równy sposób potrzeba, ale może już Niepokalanów co wysłał. Klerykom do Tokio i na kolej do Nagasaki na wakacje posłać muszę, oprócz wydatków na utrzymanie w Tokio, książki i codzienny tramwaj do Seminarium. - Ale może już co wylano?
Z prośbą o serafickie błogosławieństwo
br. Maksymiliana M-a Kolbe
PS - Już dzisiaj 8 [VI], a list jeszcze nie skończony. Dopisuję więc tylko, że:
1) Zdaje mi się, że gdyby naprawdę ta "dziwność" u br. Damiana nieszybko minęła, nie byłby on zdolny do pracy w tutejszych okolicznościach, tj. wśród pogan, ale o wysokim poziomie kultury, a konieczność nabycia tu dużo więcej wiadomości niż w Polsce (język obcy trudny, tutejsze religie itp.) tym bardziej nie dozwoliłaby mu tu przyjść do równowagi.
2) Br. Marian Sato Shigeo 7 IX skończy 6 miesięcy oblatury, więc trzeba by dopełnić formalności, by mógł tu i nowicjat zrobić.
3) Ciężko nam, bo gdy z Niepokalanowa przyjdą pieniądze na cel nadzwyczajny, to nienormalnie przychodzą na zwyczajne wydatki. A co przychodzi na nadzwyczajny cel (kupno terenu) to też i na ten cel idzie, i wtedy na wydatki zwyczajne nie ma. A tu nikt nie pożyczy. Tym bardziej, że i klerykom do Tokio ślę. Więc ciężko.
Przepraszam za tak chaotyczne pisanie.
Niepokalana wszystko na większe dobro obróci: więc jest dobrze.
[ 1 ] Zob. Pisma, 301.
[ 2 ] Zdjęcia z budowy zamieszczono w RN 10 (1931) 241, 242, 307.
[ 3 ] Zob. Pisma, 298, przyp. 1.
[ 4 ] Zob. Pisma, 267.
[ 5 ] Zob. Pisma, 301, przyp. 1.
[ 6 ] Nie było w Japonii nuncjusza, lecz delegat apostolski, którym od 1922 r. do 16 V 1931 był bp Mario Giardini.
[ 7 ] Kongregacja i Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary zasilały tylko misje bezpośrednio od nich zależne. Misja polskich OO. Franciszkanów w Japonii była natomiast filią polskiego Niepokalanowa i jako taka nie mogła liczyć na względy dykasterii rzymskich.
[ 8 ] W oryginale wyrazy: "cały", "każdą" oraz "Niepokalanej" podkreślone dwukrotnie.
[ 9 ] Zob. Pisma, 301, przyp. 9.
[ 10 ] Przy wydaniu pierwszego numeru RN pomagali św. Maksymilianowi OO. Kapucyni i OO. Reformaci: o. Efrem z Kcyni, kapucyn, zaprojektował okładkę, jeden z OO. Reformatów zbierał pieniądze od swoich i dawał na RN - zob. Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbe, Niepokalanów 1983, n. 19; zob. też Pisma, 955.
[ 11 ] O. Jerzym Wierdakiem.
[ 12 ] Zob. Pisma, 407, przyp. 1.
[ 13 ] List br. kleryka Ludwika Kuszla się nie zachował.
[ 14 ] List br. Damiana Eberla także zaginął.
Jak się tak wgryźć w szczegóły żywotów świętych (nie tylko tych kanonizowanych) to widać, że to wszystko są wielkie ofiary i poświęcenie.
To wyżej to był w zasadzie komentarza do kilku wcześniejszych wpisów, gdzie Święty opisywał warunki swojego i braci działania. A poniżej to jak myślał o zdobyciu świata dla Niepokalanej - szukał wszędzie dodatkowych pieniędzy.
306
Do Niepokalanowa [ 1 ]
Mugenzai no Sono, [1 VII 1931]
PS - Wyobrażam sobie, jaki tam u Was kłopot, kiedy stąd wciąż tylko wołania dochodzą: "pieniędzy, pieniędzy, pieniędzy". Ale zaglądnijcie do pisemek misyjnych czy to tylko my takie zrzędy. Zapewne ostatnie pisanie o aż 4 znowu tysiące i to jeszcze jakby dodatek nadzwyczajny [ 3 ] uniemożliwia wszelką kalkulację. Jeżeliby duże miało być kłopocisko, to można to nazwać i zwyczajnym, a potem ten "dług" ratami po 25 dol[arów] np. miesięcznie odciągać przy przesyłkach miesięcznych. Bo uważam, ze przy miesięcznych 300 dol[arach] "Rycerz" japoński normalnie wychodzić i rozwijać się będzie mógł. Oczywiście gdyby owe 4000 zł mogło być potraktowane jako dodatek nadzwyczajny, to o tyle "Rycerz" japoński więcej by się rozwinął. Zresztą niech Niepokalana sama kieruje przez św. Posłuszeństwo, jak sama sobie życzy. Ona nie zubożeje nigdy.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedno źródło dochodu, tj. zużyte znaczki pocztowe [ 4 ]. Im starsze one, tym większą przedstawiają wartość. Więc ze znaczków ofiarowanych na "Rycerza" nikomu nic dać nie można, bo nie na inny cel dane były. W Krakowie czy gdzieś (kleryk br. Remigiusz [ 5 ] zna się na tym) wychodzi osobne pismo - ponoć bezpłatne aż! - informujące o sprawach filatelistycznych [ 6 ]. Gdzieś w Belgii coś jedenaście placówek utrzymują na misjach za same znaczki pocztowe. Ale zdaje się już pisałem o tym. - Proponuję więc, by:
1) W Sekretariacie Misyjnym otworzyć osobny "Dział znaczkowy". Celem tego działu będzie: a) zapoznać się dokładnie ze sposobem zbierania, przechowywania, celowego sortowania, korzystnego spieniężania - w odpowiednim czasie, miejscu (kraju) - i te wiadomości stale doskonalić. Źródła: zbadanie sposobu, funkcjonowania innych misyjnych centrali znaczkowych, stałe czytywanie pism filatelistycznych i własne doświadczenia; b) gorliwie używać wszelkich środków skutecznych celem stałego, wciąż rosnącego zbierania zewsząd znaczków, umiejętnego przygotowania i spieniężenia.
2) By rzeczony dział zdawał roczną sprawę, jaką kwotę misjom przysporzył, jakich środków z jakim skutkiem użył, jakie trudności napotkał i jakie środki na rok następny obmyślił, by trudności zmniejszyć lub i usunąć; jakie środki, które okazały się skuteczne, zamyśla spotęgować i w jaki sposobi wreszcie jakie trudności przewiduje na rok przyszły i jakich sposobów myśli użyć wobec nich. Wreszcie jaką kwotę przewiduje, że będzie mógł zdobyć dla misji na rok następny.
Oczywiście to wszystko, o ile N[ajprzewielebniejszy] O. Prowincjał taki plan zatwierdzi, bo tylko wtedy możemy być pewni, że to Wola Niepokalanej, a ja się bardzo boję, by czasem ze swojego "cuchnącego ogrodu" czegoś nie dodać.
Przyznam, że i ja tutaj byłem przez jakiś czas tak trudnościami przyciśnięty i przygnieciony, że aż się to swoje "ja" rwało do jakiegoś wypoczynku. Ale tak lepiej, bo więcej poznaje się swoją słabość i widzi jasno, że te nie "dzielne energie" ludzkie, ale tylko miłościwa ręka Niepokalanej wszystko sprawia. - Cześć Jej na wieki za wszystko.
I tu otworzymy taki dział znaczkowy i sądzę, że nieraz tu zebrane znaczki lepiej się spieniężą w Europie, a europejskie tutaj.
Kończę, bo właściwie dzisiaj położyłem się spać (po północy), więc chociaż południe się zbliża, trzeba się trochę przyłożyć, by potem lepiej pracować.
Ale o modlitwę tęgo proszę, bo tu się więcej diabłów koło nas uwija - tak nie mogą strawić, żeśmy się aż tu zapuścili - a my sami tacy słabi. Przy pomocy i opiece zaś Niepokalanej gwiżdżemy sobie na nich wszystkich i kpiny sobie z ich bezsilności. Dlatego bardzo prosimy o modlitwę, by Niepokalana nie pozwoliła nam sobie bruździć i żeby nie uszanowała bynajmniej naszej wolnej woli, ale zmusiła choćby i siłą i wbrew naszej woli, byśmy musieli to i tak czynić, co i jak ONA sobie życzy.
Aha, miałem się położyć
br. Maksymilian M-a Kolbe
[ 1 ] Dopisek do listu br. Zygmunta Króla z 3 VII 1931 do współbraci w Niepokalanowie.
[ 2 ] Nadruk na blankiecie: Mugenzai Seibo no Sei Furanshisuko Kai oznacza: Franciszkanie od Niepokalanej Matki.
[ 3 ] AN nie posiada listu ze wzmianką o 4 tys. zł. Widocznie list ten zaginął albo dopisek powstał dopiero po liście z 21 VII 1931 - zob. Pisma, 312.
[ 4 ] Sprawę znaczków pocztowych poruszał już św. Maksymilian kilka razy - zob. Pisma, 258, 262, 269 i 300.
[ 5 ] Br. Remigiusz Wójcik.
[ 6 ] W Polsce w 1893 r. został założony w Krakowie Pierwszy Klub Filatelistów Polskich, który w 1894 r. zaczął wydawać miesięcznik "Polski Filatelista". W 1932 r. wychodziły 3 pisma z tej dziedziny: "Filatelista" (Ciechocinek-Zdrój), "Ilustrowany Kurier Filatelistyczny" (Lwów), "Wiadomości Filatelistyczne" (Warszawa). Pismo "Filatelista" wydało Księgę adresową filatelistów polskich, zawierającą ok. 5 tys. adresów zbieraczy i kupców znaczków pocztowych w Polsce.
W lipcowym numerze [ 1 ] chciałem ogłosić naszą nazwę w Japonii "Franciszkanie od Niepokalanej", ale ponieważ arcybiskup tokijski [ 2 ] przewidywał sprzeciw Bernardynów, skierowałem do nich zapytanie. W odpowiedzi zjechał komisarz kiełkującej tu bernardyńskiej prowincji [ 3 ] i bardzo grzecznie oświadczył, że nie mają oni prawa tu decydować, ale żeśmy byli tak delikatni, że zapytaliśmy o ich zdanie, więc uważa, że przecież i oni w równej mierze mają sprawę Niepokalanej, że więc słowo prawne "konwentualni" powinno by nas rozróżniać. Ponieważ w liście obiecałem w razie jakich racji wstrzymać się z ogłoszeniem nazwy w "Rycerzu" (choć już na listach, jak na tym, jest) i donieść przełożonym, więc też tak czynię. Dodać trzeba, że ów komisarz już od 30 lat przebywa w Japonii, a nawet przybrał nazwę i obywatelstwo japońskie: tak oni nas powyprzedzali.
Dziś mieliśmy dzień radosny, bo przyjął Chrzest św. młodzieniec Amaki [ 4 ], który dla Niepokalanej bez pieniędzy u nas pracował: jest też na posłanej fotografii. Dostał, bo chciał, imię Marian ku czci N[ajświętszej]Maryi Panny.
A teraz o kłopociku większym: Równocześnie z tym listem przyjdzie też list od br. Zygmunta Króla, w sprawie powrotu do Polski z podaniem powodów [ 5 ]. Otóż mnie się wydaje ten powrót nie tylko wskazany, ale nawet konieczny i to jak najprędzej, a to z następujących powodów: Pomijając już sprawę zdrowia, które mu tu nie służy, chodzi bowiem często jak na pół zaspany, a teraz spuchł palec, a potem dłoń u drugiej ręki (już się goi palec, bo go rozcinali w szpitalu), szwankuje w tutejszych warunkach i to tęgo co do powołania. I tak już w Szanghaju słabło posłuszeństwo, a w Japonii już i 3 razy przed przeprowadzką do Mugenzai no Sono powiedział mi wyraźnie, że chce wystąpić, ale gdym mu trochę nagadał, zmienił się, obiecywał pracować nad sobą i zdawało się, że już na stałe dobrze, ale potem znowu to samo. - Obecnie znowu, gdym, z powodu coraz to większych niedoskonałości w pełnieniu posłuszeństwa, uważał za swój obowiązek ostrzej go skarcić i zagrozić karami w razie dalszego lekceważenia sobie tego obowiązku, przyszedł przedwczoraj wieczorem żądając natychmiast wydania papierów i pieniędzy na bilet do Tokio. Nie pomogły przypomnienia obowiązku wypływającego ze złożonych ślubów ani różne tłumaczenia. Odszedł już tym razem (po raz pierwszy) bez skruchy, odraczając tylko sprawę wydania papierów do dnia następnego, gdyż widział, że czuję się źle na zdrowiu. - W nocy dokuczało ml silnie serce i w następny dzień przeleżałem gorączkując powyżej 38°, więc też i nie piłował już o papiery. Dziś zaś przy sobocie Niepokalana zwyciężyła znowu w tym biednym sercu: wyspowiadał się i znowu stał się inny. Ale - będąc w tych samych warunkach - na jak długo? Dotychczasowe powtarzane trzykrotne doświadczenie każe się obawiać recydywy. -A najgorsze to, że w takim stanie nie chce on bynajmniej jechać do Polski, ale wystąpić i pozostać tu w Japonii. Mówię, że to najgorsze o tyle, że na nas zwrócone są tu oczy pogan i gazety pogańskie o nas też piszą (dotąd przychylnie) ale niechby tak tu kto wystąpił i tu się włóczył, co by to był za skandal. Dałoby to okazję do napaści na religię katolicką (co chętnie przy sposobności japońska prasa czyni) i bardzo możliwe, żeby nas władze kościelne usunęły z Japonii, jako przeszkadzających w nawróceniu kraju.
Te perspektywy najbardziej mnie niepokoiły i niepokoją. Dlatego uważam, że teraz, kiedy on znowu przyszedł do równowagi i decyduje się jechać do Polski dobrze by było, a nawet konieczne, by pojechał jak najprędzej z tych warunków dopokąd znowu diabeł go nie opanuje. Więc prosiłbym bardzo o odpowiedź przychylną i telegraficzną, bo się boję bardzo, że w razie ponownego po prostu - opanowania przez szatana - wypełni to, co mi przedwczoraj mówił: "Ja chcę najlepiej i dlatego proszę o wydanie mi zaraz papierów; jeżeli Ojciec nie zechce mi wydać, to będę musiał inaczej sobie poradzić, a wtedy będzie gorzej". Zresztą i diabeł pomógłby mu wykraść, bo wie, gdzie co jest (chociaż teraz gdzie indziej schowałem). - Opisuję tak szczegółowo, by okazać, że zrobiłem już wszystko co mogłem dla tej duszy, ale już więcej nie mogę: "periculum in mora" [ 6 ].
Wysłać go do Polski samego też bym się bał, bo nuż diabeł mu sprawę tak przedstawi, że rzeczywiście wysiądzie gdzieś po drodze i wtedy skandal gotów. Więc myślałem, by z nim pojechał o. Metody [ 7 ], gdyż on ma też więcej wpływu na niego. Z braci żaden nie miałby na niego wpływu wystarczającego, by gdzieś w drodze nie czmychnął.
Do o. Metodego są też inne powody: pisałem już w ostatnim liście, że nie ma on ducha Niepokalanowa, ani ochoty, by go nabyć, więc przyszłość Niepokalanowa japońskiego byłaby niewesoła, po prostu widmo zlikwidowania ducha Niepokalanowa, chociaż skądinąd jest on i pobożny i poczciwy, ale to ubóstwo go razi i poprowadziłby wszystko "inaczej". - Przy tym sprawa zdrowia. Obecnie jest okres deszczowy. Więc mokre gorąco, że aż ubranie i pościel pleśnieją, a potem mają przyjść jeszcze nieznośne gorąca. Teraz już o. Metody czuje się źle i mówił mi o tym przedtem, a wczoraj wyraźnie powiedział, że nic nie mówi, ale tak się coraz gorzej czuje, że rychło zapadnie na płuca i klapnie. I rzeczywiście, wygląda sucho i blado, mało jada i widać, że jest ze zdrowiem niedobrze. Myślę więc, pojedzie do Polski, a tam się zobaczy: albo podreperowany wróci, albo zajmie miejsce innego ochotnika, który już naprawdę całkowicie poświęci się Niepokalanej i przyjedzie z ukochaniem Franciszkowego Ubóstwa dla Niepokalanej zapracować się, zacierpieć, wyniszczyć i umrzeć. - A równocześnie o. Metody mógłby się przysłużyć wygłaszając odczyty o Japonii i zbierając stąd trochę groszy, których tu tak bardzo potrzeba. Jeszcze nawet na płot się zdobyć nie jesteśmy w stanie, choćby już nie na cały plac, to przynajmniej na część, a tu ani wody na miejsca nie ma (za 130 jenów by nam dali z wodociągu), ani ściany nie oglinowane (mieszkamy w budynku o ścianach mniej niż centymetrowych z obawą przed podpaleniem) i równanie terenu (części) potrzebne itd., nie mówiąc już o długach w kwocie około 500 jenów i o krzyczącej potrzebie falcówki. - Więc groszy by się zdało sporo, tym bardziej że biskup uważa naszą kapliczkę za niedostateczną do erekcji prawnej, a i na mieszkania i pracownie za ciasno.
Kto by mógł przyjechać na miejsce o. Metodego? N[ajprzewielebniejszy] O. Prowincjale, obserwując tu stosunki miejscowe musze przyznać słuszność delegatowi apostolskiemu [ 8 ], że trzeba ojca o wybitnych zdolnościach - co zresztą już sam św. Franciszek Ksawery zauważył [ 9 ] - by mógł nauczyć się dobrze władać tutejszym językiem i pracować dla pogan o tak wysokiej kulturze, a przy tym pokornego i świątobliwego, by nie zapominał, że nawrócenie to dzieło łaski, no i naprawdę oddanego Niepokalanej bez zastrzeżeń i kochającego [ 10 ]
Ubóstwo Franciszkowe. Czyżby takim był o. Samuel?... [ 11 ] Gdyby tak, to zdaje mi się, że dla 90 000 000 pogan [ 12 ], to nie za wielka ofiara dla Prowincji wysłać takiego jednego ojca. Zresztą może Niepokalana posłać więcej podobnych powołań. - Ale ja już zaczynam ciągnąć w jedną stronę, a tego się najbardziej boję, bo pragnę tylko, by Niepokalana uczyniła tak, jak sama sobie życzy. - Niech więc N. O. Prowincjał uczyni, jak sam uważa, a ja będę zawsze zadowolony, bez względu na wynik, ale tylko piszę, co myślę. - Zdaje mi się, że nasza tutaj placówka jest bardzo poważna (ma przyszłość), bo tu może od razu działać na 90 000 000 dusz, a stąd promieniować po Dalekim Wschodzie. A ojciec, który przyjedzie, musi mieć dostateczne uzdolnienie, by i języka, i zwyczajów się prędko mógł nauczyć i znał trochę języków (teraz, jak pisałem, trzeba by pisać "Rycerza" co najmniej po francusku, jeżeli nie po angielsku, a jak najprędzej po japońsku). - Zdaje mi się jeszcze, że szczególna przyjaźń o. Alfonsa z o. Samuelem, teraz po śmierci tego pierwszego, też coś zaważy.
Kończę, bo północ się zbliża, a dziś przy sobocie chciałbym i o. Samuelowi kilka słów o tym pchnąć [ 13 ].
Z prośbą o serafickie błogosławieństwo
br. Maksymilian
PS - Gdyby tak pojechali stąd: Chory, choć poczciwy br. Damian [ 14 ] z też chorym br. Hilarym [ 15 ], o którym trudno mi urobić pewność co do zbliżających się ślubów wiecznych, więc lepiej, by odbył resztę próby w warunkach normalnych i o. Metody z br. Zygmuntem, to pozostałaby tak zgrana "szajka" gotowa dla Niepokalanej na wszystko, gorliwa, ofiarna, i w Niepokalanej miłująca się i biedne dusze pogan tęgo, bardzo tęgo.
A gdyby tak jeszcze przyjechał o. Samuel z trzema braćmi (ale posłusznymi bardzo [ 16 ]) z Niepokalanowa np.: br. Sergiusz [ 17 ] br. Efrem [ 18 ] br. Adam [ 19 ], znający się na kuchni Kasjan [ 20 ] Wenanty [ 21 ] itp., zresztą po roku nie wiem, jaki kto jest.
Dodać muszę, że br. Zygmunt zachowywał się w Niepokalanowie polskim bardzo przykładnie. - I tu są okresy przykładne. Ale nie na długo. Może w warunkach Niepokalanowa polskiego na nowo się umocni.
[ 1 ] W lipcowym numerze japońskiego RN.
[ 2 ] Abp Jean Alexis Chambon ze Stowarzyszenia Paryskich Misji Zagranicznych.
[ 3 ] Klasztor prowincji kanadyjskiej OO. Bernardynów z siedzibą w Montrealu, został założony w Japonii w 1907 r., a pierwszym przełożonym był o. Calixte Gelinas, on też pełnił urząd pierwszego przełożonego (komisarza?). Album Japan Catholic Directory 1967, 436, wymienia bez podania dat nazwiska wszystkich kolejnych komisarzy, ale brak wśród nich nazwiska o brzmieniu japońskim - zob. też Pisma, 231, przyp. 5.
[ 4 ] Amaki Kunikiko - zob. Pisma, 248.
[ 5 ] List się nie zachował.
[ 6 ] Zwłoka grozi niebezpieczeństwem.
[ 7 ] O. Metody Rejentowicz.
[ 8 ] Bpowi Edwardowi Mooneyowi.
[ 9 ] "Pour répondre à leurs questions la science est nécessaire; il faut surtout avoir été rompu aux cours des Arts. Nos dialecticiens surprendront immédiatement les bonzes au milieu même de leurs contradictions; être ainsi enferrés ou réduits au silence est pour les bonzes la pire des confusions" (Saint François Xavier de la Compagnie de Jezus, Lettres spirituelles, Paris [1937], 275). "Quant à ceux de la Compagnie qui se trouvent à Amanguchi, et ceux d’ici qui doivent s’y rendre cette année et les années suivantes, si Dieu Notre-Seigneur le veut, il ne faut pas, me semble-t-il’ les envoyer encore à ces universités, mais leur faire apprendre la langue, et les idées professées par les sectes de ce peuple, afin que lorsque les Pères viendront d’Europe, ils soint leurs interprètes capables d’exprimer fidèlement tout ce qu’ils leur diront" (tamże, 277). [Przekład polski] "Aby odpowiedzieć na ich pytania, konieczna jest wiedza, trzeba zwłaszcza być biegłym w filozofii. Nasi dialektycy natychmiast zaskoczą bonzów, wskazując ich sprzeczności; ulec lub być zmuszonym do milczenia jest dla bonzów najgłębszym zawstydzeniem. [...] Co do tych z Towarzystwa [Jezusowego], którzy znajdują się w Amanguchi, oraz tych, którzy mają tam się udać tego roku i w latach następnych, jeśli Bóg nasz Pan tego chce, nie trzeba - wydaje mi się - wysyłać ich na te uniwersytety, lecz nauczyć języka i idei wyznawanych przez sekty tego ludu, aby wtedy gdy przyjadą Ojcowie z Europy, byli ich tłumaczami, zdolnymi wiernie wyrazić wszystko, co ci będą mówić".
[ 10 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 11 ] O. Samuel Rosenbaiger.
[ 12 ] Zob. Pisma, 227, przyp. 3.
[ 13 ] Zob. Pisma, 309a.
[ 14 ] Br. Damian Eberl.
[ 15 ] Br. Hilarym Łysakowskim.
[ 16 ] W oryginale wyrazy podkreślone dwukrotnie.
[ 17 ] Br. Sergiusz Pęsiek.
[ 18 ] Br. Efrem Szuca.
[ 19 ] Br. Adam Szubartowski.
[ 20 ] Br. Kasjan Tetich.
[ 21 ] Br. Wenanty Zarzeka.
Cześć Niepokalanej, dziś otrzymaliśmy 300 dol[arów], ale żebyście wiedzieli, ile tu kłopotu z wydostaniem pieniędzy, jeżeli nie zaadresowane imiennie!... Dziś powiedzieli, że to już ostatni raz tak wydają. Prawda że to owe jaskółki, co to przedwcześnie "śpiewały" o moim przyjeździe [ 1 ], wszystkiemu winny. - Jak tam wypadło tegoroczne półżniwko półroczne? [ 2 ]
Kogo by z braci można zabrać? Ale z gotowych nawet na śmierć dla Niepokalanej bo inaczej szkoda [ 3 ] pieniędzy na bilet. Tu i w drukarni, i w dziale budowlanym, i w zdrowia, i mnie do dyrekcjo-redakcji trzeba by łacińsko-francusko-angielsko-włocha czy niemca.
Okropnie wyszła ta pierwsza próbka pisania na maszynie, ale już tak bazgrzę ręcznie, że trzeba się przeprosić z maszyną.
Memento
br. Maksymilian M-a Kolbe
[ 1 ] O złym stanie swego zdrowia wspominał św. Maksymilian w liście z 5 IV 1931 (Pisma, 294). Jednocześnie o. Florian Koziura domagał się powrotu św. Maksymiliana do Polski, celem zajęcia się Niepokalanowem (Pisma, 312).
[ 2 ] Św. Maksymilian chciał mieć dla orientacji bilans dochodów i rozchodów Niepokalanowa z okresu półrocznego, upływającego z końcem czerwca.
[ 3 ] W oryginale podkreślenia dwukrotne.
Komentarz
Humor Świętego:
284
Do br. Celestyna Moszyńskiego
Nagasaki, 16 II 1931
Oczekujemy, tylko nie spiesz bardziej niż okręt. Niech Niepokalana przyprowadzi cało i zdrowo. Nie pytam o nic, bo najprędzej to sam opowiesz [ 1 ].
br. Maksymilian
[ 1 ] Br. Celestyn Moszyński wyjechał z Polski 26 I 1931, do Nagasaki przyjechał 12 III 1931.
A ten wpis bardziej dla uż.uż. Posix i Inż. (coś z numeracją przypisów niehalo).
285
Do o. Floriana Koziury
[Nagasaki, 17 II 1931] [ 1 ]
Maryja!
Drogi Ojcze!
Chciałem później spokojniej poodpisywać, ale kiedy? Więc lepiej zaraz. Przelatuję okiem listy i kreślę:
Ciężko właściwie chory nie byłem, tylko gorączka rosła i było jakoś nie jak kiedy indziej, by więc przypadkiem nie osierocić dzieci, pchnąłem telegram [ 2 ]. Widać jednak, że mam jeszcze więcej do odpokutowania, a raczej czy mnie to obchodzi, kiedy i jak umrę; nie należę przecież do siebie, ale całkowicie do Niepokalanej, a N[ajprzewielebniejszy] O. Prowincjał mi pisze, że jeszcze duża praca mnie czeka. "Non recuso" [Dz 25,11] [ 3 ]. A raczej... na sądzie ostatecznym zobaczycie wszyscy, ilem ja napsuł, ilem obowiązku opuścił i zaniedbał i zdaje mi się, że przy pomocy Niepokalanej będę się starał wtedy, by żadna słabość nie uszła uwagi wszystkich, by poznali jaką to "miotłą" potrafi Niepokalana malować piękne obrazy. Ale po co o tym wszystkim bazgrzę?... Zobaczycie czy nie takim.
Muszę dodać: I ja czuję nieraz, jak jestem Niepokalanej niepotrzebny, a raczej zawadą. Tak okazuje, co potrafi. - Prawda, "niedołęgów" wybiera Ona.
Falcówki są teraz i bez tasiem, co zaoszczędza dużo czasu, gdyż taśmy się wciąż rwą i trzeba zeszywać. Nie wiem jednak, jaka ich praktyczność, bo nie miałem sposobności się poinformować.
Co do maszyny rotacyjnej to bałem się, czy będzie dokładnie falcować (inny system falcowniczy) i czy klisze wyjdą dobrze. Mówią, że falcowanie można osiągnąć precyzyjne, ale warto by jeszcze spytać bezinteresownych, którzy takie maszyny mają, bo dzienniki czasem okazują wady falcownicze. - Sądzę jednak, że to się da osiągnąć. Następnie co do klisz to mówią, że "gigant" (prasa) odciska matryce dokładnie i pozwala robić odlewy klisz dokładne, ale czy to prawda, zwłaszcza w kliszach drobnosiatkowych, to nie wiem. Sądzę jednak, że i na to już sposób będzie, ale może by się upewnić jeszcze? - Uważając te trudności za usuwalne, mówiłem w fabryce maszyn drukarskich w Mödling (pod Wiedniem) o tej sprawie, a i przedstawiciel tejże fabryki był w Niepokalanowie i omawialiśmy sprawę bliżej. Żądałem maszyny, która by wyrzucała "Rycerza" tak zupełnie zrobionego jak obecnie, tj. w niebieskiej okładce zeszytego i obciętego - to ostatnie może będzie trudniejsze, ów przedstawiciel oceniał koszt takiej maszyny na 80 000 zł. Coś oczywiście trzeba by jeszcze urwać - (wytargować). Następnie fabryki sprzedają na raty aż do 3 lat. Więc gdyby na spłaty na 3 lata, to sprawa stałaby się łatwiejsza. Zdaje mi się, że wobec tego, iż ów przedstawiciel widział, iż rzeczywiście istnieje taki zakład duży, rozłożenie na raty byłoby możliwsze. - Pukałem do Austrii, bo z Niemcami wojna celna, stąd samo cło tęgo by kosztowało. Najlepiej może jeszcze zgodzić się o cenę loco Niepokalanów z montażem i puszczeniem w ruch. Tylko nie wiem, na co fabryka się zgodzi. Tak najlepiej, bo nie ma wcale kłopotów, a jak tylko wynik jest nie taki, jaki był obiecany, można zaprotestować i nie przyjąć, dopokąd nie wyregulują np.: dopokąd klisze siatkowe nie wyjdą dobrze i falcowanie, szycie (i obcinanie - nie pamiętam, czy ten punkt był przyjęty też) nie działa bez zarzutu. - Przy tym traktowaniu w Niepokalanowie był zdaje się br. Salezy [ 4 ] (choć po niemiecku mniej rozumiał), br. Czesław [ 5 ] (ten niemieckować potrafi) i ponoć br. Wawrzyniec [ 6 ]. Maszyna ta miałaby 2 role papieru: jedną tekstowego a drugą okładkowego. - Zdaje mi się też, że na kolory (coś w poprzednim liście br. Kamil [ 7 ] [wspominał]) jeszcze rotacyjne maszyny nie są dostatecznie precyzyjne i okładka kolorem niebieskim na przykład drukowana (nie wiem czy tak by było) nie miałaby tego efektu co papier niebieski, a druk czarny. Próbowaliśmy kiedyś niebieskiego druku, ale raz tylko. Tym bardziej, że "Rycerz" z niebieskim papierem w okładce zaczyna być już międzynarodowy, bo i japoński postarał się go naśladować i oby we wszystkich językach była okładka jedna. - To moje "widzimisię" tylko.
Br. Celestyna [ 8 ] oczekujemy, pojedzie ktoś do Kobe oczywiście z "Rycerzami" [ 9 ].
Cześć Niepokalanej, że tak gorliwego ducha wlewa. Oby zawsze Ona sama rządziła w swoim Niepokalanowie czy Niepokalanowach na całej ziemi.
Kiedyż na zjazd do Niepokalanowa przybędą przedstawiciele innych Niepokalanowów i żółci, i czarni, i czerwoni, i rośli z północy, i niscy wzrostem południowcy? Ale to Jej rzecz.
Bardzo proszę o modlitwę, bo bardzo jej potrzebuję, by się Niepokalanej nie sprzeniewierzyć
br. Maksymilian
[Dopisek] Dziś przyszła też korekta z marca (17 II).
PS - Co do maszyn. Zdaje mi się, że dobrze będzie, mimo rotacyjnej zawsze mieć w pogotowiu tyle płaskich, by w razie jakiego uszkodzenia było wyjście. Kombinowałem sobie tak: Wszystkie maszyny naraz nigdy się nie zepsują, a tak zawsze możliwość pracy jest. - Ale to może i drugorzędne.
Zdaje mi się też, że trzeba by nie ustawać wzywać pracowników, bo obecna ilość braci stanowczo niewystarczająca; a i na misje się wybierać będzie trzeba coraz więcej.
Rozgadałem się, ale to tak jak w rodzinie. Może od czasu do czasu prześlę "Obrazki z misji w Japonii". Na razie załączam jeden rękopis [ 10 ].
Br. Mieczysław jeszcze wciąż w szpitalu. Otwór goi się słabo. Niepokalana ma i w tym swoje plany.
W cenach maszyn można dużo wytargować. Spuścić mogą, a sprzedać chcą, bo bezrobocie, kryzys (zdaje mi się tylko - nie wiem).
Może Polska od cła zwolni? ulży?
[ 11 ] Data ustalona na podstawie treści listu.[ 12 ] Zob. Pisma, 278, przyp. 1.[ 13 ] Nie wzbraniam się.[ 14 ] Br. Salezy Mikołajczyk.[ 15 ] Br. Czesław Półtoraczyk.[ 16 ] Br. Wawrzyniec Podwapiński.[ 17 ] Br. Kamil Banaszek.[ 18 ] Br. Celestyna Moszyńskiego.[ 19 ] Zob. Pisma, 284, przyp. 1.[ 10 ] Art. zamieszczony w RN 10 (1931) 144 pt. Obrazki z misji japońskiej, podpisany M. K - zob. Pisma, 1066.[ 11 ] Br. Mieczysław Mirochna.
290a
Do Nagasaki
W pociągu [z Nagasaki] do Tokio, 17 III 1931 [ 1 ]
Maryja
Drodzy Bracia!
(Przeczyta głośno, powoli i wyraźnie br. Damian [ 2 ] lub inny z braci - nie br. Mieczysław [ 3 ]).
Pisałem w końcu poprzedniej pocztówki [ 4 ] "słuchajcie br. Mieczysława", a teraz chciałbym powiedzieć jak i dlaczego.
Otóż z poddaniem i rozumu i woli, bez ociągania się, bez krytykowania, chętnie i z miłością. - A dlaczego? Bom jemu kazał kierować. Więc on pełni posłuszeństwo rozkazując, więc przez niego mówi teraz Niepokalana, mówi sam Pan Bóg! i to na pewno!! [ 5 ] Więc choćby wola chciała czego innego, zadajcie jej gwałt, choćby rozum zupełnie jasno wskazywał przeciwnie, nie wierzcie mu; choćby się objawił anioł, albo Matka Boża, albo sam Pan Jezus, nie słuchajcie ich, w twarz im naplujcie, bo to diabeł pod ich postacią sprzeciwia się posłuszeństwu.
A Ty, Bracie Mieczysławie, uważaj pilnie, byś czasem słuchając racji przeciwnych, nie zmienił danego rozkazu dlatego tylko, by któremu z braci nie sprawić przykrości, by on był zadowolony, bo tak dogadzając jego woli zyskasz sobie jego serce, zamiast to serce łączyć z Bogiem przez Niepokalaną, będziesz złodziejem, a on w chwili śmierci przeklinać Cię będzie, żeś mu dopuścił pełnić wolę własną, wyłamać się spod Woli Bożej i Niepokalanej i pójść tam, czynić to, w czym nie znajdzie łask czekających nań gdzie indziej.
Wasz
br. Maksymilian
PS (Polecam się modlitwom.)
Br. Marianowi [ 6 ] przetłumaczy br. Zygmunt [ 7 ].
[Adres] Seibo no Kishi | Minamiyamate machi 10 | Nagasaki | Oura. - Adres powtórzony znakami japońskimi.
[Stempel pocztowy] 6 [ 8 ] 3 18 [ 9 ]
[ 1 ] Ostatnia cyfra mało czytelna.
[ 2 ] Br. Damian Eberl.
[ 3 ] Br. Mieczysław Mirochna.
[ 4 ] Pocztówka się nie zachowała.
[ 5 ] W oryginale wyrazy podkreślone dwukrotnie.
[ 6 ] Br. Mariano Sato Shigeo, Japończyk, nie znał jęz. polskiego.
[ 7 ] Br. Zygmunt Król.
[ 8 ] Lekcja niepewna, cyfra mało czytelna. Miejscowość mało czytelna.
[ 9 ] Lekcja niepewna, cyfra 8 mało czytelna.
Traktat o posłuszeństwie.
290b
Do br. kleryka Mieczysława Mirochny
W pociągu [z Nagasaki] do Tokio, [17 III 1931] [ 1 ]
Maryja
Drogi Bracie Mieczysławie
Jak poprzednio dwie pocztówki [ 2 ], tak i ten list przeczytaj sobie, ale przy stole niech go przeczyta br. Damian lub kto inny z braci, choć to list do Ciebie adresowany.
Drogi więc Bracie, jeżeli naprawdę kochasz Twoich braci (a inaczej byłbyś wilkiem drapieżnym, a nie pasterzem [por. J 10,1-21], staraj się nie podawać drogim braciom racji, dlaczego to lub owo rozkazujesz lub wzbraniasz, by czasem kto nie posłuchał dlatego, że mu się racje Twoje wydają słuszne, bo tak kradniesz im zasługę posłuszeństwa nadnaturalnego, a zniżasz do posłuszeństwa czysto naturalnego, przyziemnego, boć i ludzie świeccy a nawet poganie są posłuszni, jeżeli się przekonają o słuszności podanych racji, i tak w klasztorach byliby poganie we franciszkańskich habitach, którzy, strącając jakoby Boga i Niepokalaną z tronu, udawaliby przed ludźmi i samymi sobą, że służą Bogu przez Niepokalaną, a oni mieliby za bożyszcze siebie samych, swoją wolę i swój skończony i omylny rozum.
A także gdy słuchasz przedstawionych Ci racji, o których nie wiedziałeś przedtem, jeżeli Ci się owe racje wydają niewystarczające do zmiany twego rozkazu, nie staraj się przekonać o tym brata, który te racje podaje, gdyż to samo wtedy niebezpieczeństwo posłuszeństwa naturalnego grozi, jak poprzednio. - A nawet dozwól, by Ci te racje przedstawiano, lub też nie dozwól, jak sam wobec Niepokalanej uważasz i decyduj ostatecznie Ty sam, jak sam uważasz wobec Niepokalanej, chociażby wbrew zdaniom wszystkich, bo Tobie jednemu tylko teraz Niepokalana objawia swoją Wolę - a nie innym chociażby razem wziętym, Twoim tylko kieruje umysłem i wolą w sprawach kierowania domem, a nie innych. Twoje więc tylko zdanie jest zdaniem Niepokalanej, zdaniem bowiem o mądrości nieskończonej, i to nieskończonej w ścisłym tego słowa znaczeniu, boć o mądrości Niepokalanej, Bożej, i o dobroci i potędze nieskończonej, a wszyscy inni, chociażby byli największymi geniuszami świata, w tych sprawach mają zawsze rozum omylny i skończony, a Ty masz w tych sprawach, w których masz kazane mnie zastępować, rozum nieomylny, rozumiesz - w ścisłym [ 3 ] tego słowa znaczeniu nieomylny. Wszyscy więc mogą się mylić, a Ty nie, i w razie różnicy zdań jest niemożliwe, byś Ty się mylił co do Woli Bożej i Niepokalanej, więc inni się na pewno mylą.
A nie dlatego Tobą teraz kieruje w tych. sprawach tak na pewno sama Niepokalana, jako byłbyś mądrzejszy od innych, albo cnotliwszy, albo zaś starszy powołaniem, nie - ale tylko i jedynie dlatego, że Tobie dałem to zlecenie, ten rozkaz. Ja mam od przełożonych nakaz kierowania tą placówką, więc z posłuszeństwa kieruję, więc z Woli Niepokalanej, z Woli Bożej to czynię, więc Ona sama przeze mnie działa, myśli i mówi w tych rzeczach, co należą do kierowania tą placówką, a ja Tobie, Drogi Bracie, a nie komu innemu kazałem mnie zastępować, więc Niepokalana sama Tobie to kazała i Ona Tobą kieruje w rządzeniu, a nie innymi i - gdybym kazał innemu bratu, choćby najmłodszemu, to przez niego Niepokalana wydawałaby swoje rozkazy (czyta dalej br. Mieczysława).
Drodzy moi Bracia!
Jakaż to słodka i droga, najdroższa i najmilsza w Zakonie rzecz, że Pan Bóg, Niepokalana, raczą do nas mówić tak jasno i tak drobiazgowo przez święte posłuszeństwo. Jest to tajemnica jakoby, której zrozumienia i umiłowania Pan Bóg użycza tylko tym duszom, które wybrał, by doskonale poznały Jego Wolę, czyli doskonałą Mu miłość okazywały (bo to jest jedno i to samo) w Zakonie. Ludzie świeccy tego pojąć nie mogą i patrzą na to, co nam jest najmilsze w Zakonie, na św. posłuszeństwo jako na niewolę jaką. Jest to tajemnica dla nich zakryta.
Ile pokoju i szczęścia prawdziwego wlewa w duszę zakonną ta świadomość, że pełni na pewno Wolę Bożą, jest na pewno narzędziem w ręku Niepokalanej. Dusza zakonna przejęta tą prawdą, nie dowierza zupełnie swemu rozumowi, nie szuka niczego innego swą wolą, jak tylko Boga i Woli Jego świętej; nie przywiązuje się ani do zajęcia, ani do miejsca, ani nawet do praktyk pobożnych, ale tylko i wyłącznie do Woli Bożej, do Boga przez Niepokalaną.
A jak słodko będzie jej potem umierać! Jakim pokojem i słodyczą napawać ją będzie ta świadomość, że we wszystkim szukała jedynie i wyłącznie Woli Bożej, Woli Niepokalanej przez św. posłuszeństwo. Jak błogosławić będzie tych przełożonych, którzy łamali bez litości jej wolę i jakoby zmuszali do pójścia tylko drogą ślepego posłuszeństwa, a z jaką przykrością i wyrzutem wspominać będzie na łożu śmierci tych, do których może nawet bardziej się przywiązała, bo byli "względniejsi", "wyrozumialsi", "przychylniejsi", "lepsi", pozwalający jej częściej iść za własną wolą i tracić te nieskończone łaski błogosławieństw, a nawet słodyczy Bożych, które Pan Bóg rezerwuje tylko dla dusz wspaniałomyślnych, gotowych wyrzec się natychmiast i najbardziej miłych sobie i rozumnych i wzniosłych rzeczy, jeśli posłuszeństwo wymaga od nich czego innego, czyli sam Pan Bóg im drogę wskazuje. - A nawet im większą wtedy ofiarę czynią ze siebie, ze swoich skłonności, rozumu, upodobań, tym większą okazują Panu Bogu miłość. Wiedząc o tym dobrze, dusze prawdziwie Pana Boga miłujące nie mogą żyć bez ciągłych ofiar z siebie, i z przyjemności, i z rozumu, i z woli, by ciągle płonąć i coraz to bardziej rozpalać się ogniem tej prawdziwej miłości, która nie polega na słodkich uczuciach, ale na woli gotowej zawsze, wszędzie i we wszystkim pełnić tylko i jedynie i wyłącznie Wolę Bożą, którą widzą okiem wiary i kochają nad życie [ 4 ] w świętym posłuszeństwie.
Z drugiej zaś strony jakąż przykrość sprawiają Najśw[iętszemu] Sercu Pana Jezusa te dusze zakonne, które przez brak ciągłego czuwania nad sobą samymi, zaniedbanie ciągłej modlitwy w aktach strzelistych, niewalczenie zdecydowanie ze sobą samymi w rzeczach na pozór niewielkich, tracą coraz bardziej jasność światła wiary, które w ślepym posłuszeństwie widzi Wolę samego Boga i coraz bardziej widzą w przełożonych tylko to, co i poganie widzieć mogą tj. ludzi, więcej czy mniej mądrych, więcej czy mniej roztropnych, starych czy młodych, dużych czy małych. Praktycznie na zewnątrz zaraz się to też okaże. Jeżeli przełożeni nakażą coś, co nie jest wedle ich przekonania lub woli, okazują niezadowolenie, albo podają racje przeciwne, ale w taki sposób, że przełożony na pewno wie, iż nie uwzględniając ich racji sprawi im przykrość, bo nie po to podają owe racje, by wypełnić swój obowiązek, a potem bez względu na swoje przekonanie usłyszeć w decyzji przełożonego Wolę Bożą, Wolę Niepokalanej i taką z całą miłością i gorliwością wypełnić, ale by skłonić przełożonego, żeby te racje uwzględnił i ich wolę [ 5 ] a nie swoją wykonał, bo oni są przekonani, że tak będzie "lepiej".
Z jakimże żalem, jeżeli nie rozpaczą, będą oni spoglądać w godzinę śmierci na te naginania Woli Bożej do swojej woli, zamiast siebie ugiąć, upokorzyć [ 6 ] i do woli Bożej się dostosować. I niekiedy przełożeni dla uniknięcia większego zła, jak np. niewypełnienia rozkazu, albo co na jedno prawie wychodzi, wypełnienia go ale obłudnego, bo z wewnętrzną niechęcią, ustępują proszącemu - ale jak mu Pan Bóg poczyta na sądzie swoim takie bądź co bądź gwałcenie chociaż zamaskowane Woli Bożej?!... I nic dziwnego, że ta dusza wciąż niespokojna w kombinowaniu swoim ciągłym jakby swoją wolę przeprowadzić, wciąż napotyka na krzyże i cierpienia bez żadnej zasługi, dusza wiarołomna, którą Boski Oblubieniec poczyna wyrzucać z ust swoich [por. Ap 3,16].
A co najstraszniejsze, to [to], że dusza taka nie docenia groźnego stanu swojego. Odprawia wszystkie praktyki pobożne razem z innymi, może nawet doznać rozczulenia na modlitwie, bo szatan i tak mamić potrafi, i sądzić, że bynajmniej nie pozostaje z tyłu za innymi, jeżeli ich nie wyprzedza, bo jednym z charakterów takiej duszy jest też jawny brak pokory. Dufając własnemu rozumowi, nie uwierzy nawet napomnieniom przełożonych, ale złoży je zaraz na karb antypatii, czy uprzedzenia. - I tak zaślepiona brnie coraz bardziej i nawet nie ocknie się, gdy przekroczy granicę grzechu śmiertelnego!... Nie chcę już pisać dalej. - Zachowaj nas Boże, zachowaj Niepokalana od cienia czegoś podobnego.
I dla Was to, Drodzy Bracia, i dla siebie też mówią i piszę, i ja bowiem jestem tak samo jak i każdy z Was zakonnikiem i tak samo mam - dzięki Niepokalanej - przełożonych nad sobą, i tak samo jestem słaby i zdolny do upadku w każdej chwili, gdyby tylko Niepokalana usunęła swoją nieskończenie litosną rękę, a.na sądzie Bożym zobaczymy, czym jeszcze daleko nie słabszy od Was, i czy nie właśnie dlatego Niepokalana raczyła pokazać przeze mnie te dziwy, na które własnymi oczyma patrzyliście, słyszeliście w Polsce i jeszcze patrzycie. Bo w dziełach Niepokalanej tak zwykle bywa. - Dlatego i sobie to piszę.
Moje Drogie Dzieci!
Dla miłości Niepokalanej wyrzekłem się rodziny i dzieci wedle ciała, a Niepokalana, która nigdy nie da się prześcignąć we wspaniałomyślności, dała mi bardzo liczne dzieci, bo Was wszystkich, którzyście oddali całe życie swoje i wieczność Niepokalanej, za dzieci duchowe i uczyniła mnie Waszym duchownym ojcem. I wierzajcie mi - dała mi Ona taką tkliwość miłości względem Was wszystkich (czy w Japonii czy w Polsce), jaką jest naprawdę tkliwość ojca i tkliwość matki względem ukochanego dziecka swego. - I jest to w myśl także ducha pierwszych wieków naszego Zakonu, kiedy przełożonego nazywano matką. Ale przyznacie zaraz, że nie byłbym prawdziwym duchownym Waszym ojcem, moje Drogie Dzieci, gdybym przede wszystkim i nade wszystko nie dbał o dusze Wasze, dlatego nie obiecuję Wam bynajmniej, że będę Wam przyjemności sprawiał na każdym kroku, bo bym był Waszym zdrajcą duchownym, ale raczej wedle praktyki takiej nawet świętej, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus będę się starał nie przepuszczać, ale zabić [ 7 ] i pogrzebać zupełnie Waszą wolę własną, byście żyli tylko i wyłącznie Wolą Niepokalanej. - Wtedy i na tym świecie będziecie mieli wolność dzieci Bożych i Niepokalanej, gdyż każde chociażby najmniejsze przywiązanie do czegokolwiek i kogokolwiek, jeżeli nie dla Boga i wedle Woli Bożej, nie pozwoliłoby Wam wzlecieć wyżej ponad siebie.
Moi Kochani!
Nie patrzcie na słowa nieudolne, którymi te myśli przelewam na papier, ale pomyślcie tylko, jak Niepokalanej jak najwięcej przyjemności sprawić, a mnie zrozumiecie. I postanówcie sobie oddać się dziś bez zastrzeżeń, bezgranicznie i całkowicie świętemu posłuszeństwu, uznając w tym jedynie Wolę Bożą, Wolę Niepokalanej.
A gdyby (czego nie chcę przypuścić) kto uważał, że powyższe uwagi o świętym posłuszeństwie są przesadzone... ale lepiej nie przypuścić nawet. Brrr.
Przyjmijcie tę trochę słów, jako konferencję niedzielną, która się ostatnio nie odbyła.
Życzę Wam tylko wszystkim, moje Najdroższe Dzieci - tak - moje Najdroższe Dzieci, byśmy się wszyscy znaleźli u stóp a raczej pod matczynym płaszczem Niepokalanej zapracowani, zamęczeni dla Niej, ale - o ile Ona sobie życzy zapracowania i przepracowania i cierpienia - ani więcej ani mniej, słowem, byśmy wszyscy spełnili jak najdoskonalej Jej Wolę, którą nam przez św. posłuszeństwo okazuje kosztem [ 8 ] naszej podłej woli i naszego rozumu. - Większej, wyższej świętości Wam ani sobie nie życzę, to wyższej już nie ma. I żebyśmy wszyscy słowem i przykładem innych, a zwłaszcza współbraci, przede wszystkim młodszych, którzy najwięcej z przykładów się uczą, tego pojęcia praktycznego posłuszeństwa, czyli miłości Bożej, czyli miłości Niepokalanej nauczyli. - To jest też duch MI.
Dlatego też, Drogi bracie Mieczysławie, zastosuj do braci z miłości duchowej ku nim to, co powyżej popisałem, a wszyscy Cię za to będą błogosławić w niebie, a Wy wszyscy - słuchajcie głosu Niepokalanej.
Pomódlcie się i za mnie.
Wasz ojciec w sprawach Niepokalanej
br. Maksymilian
[ 1 ] List został zredagowany po napisaniu pocztówki, chyba tego samego dnia, tj. 17 III 1931, gdyż 18 III 1931 św. Maksymilian był już w Tokio - zob. Dzienniczek mszalny, 157.
[ 2 ] Zachowała się jedna pocztówka - Pisma, 290a.
[ 3 ] W oryginale wyrazy podkreślone dwukrotnie.
[ 4 ] W oryginale podkreślenie dwukrotne.
[ 5 ] Wyraz "ich" podkreślony dwukrotnie.
[ 6 ] Podkreślenie dwukrotne.
[ 7 ] Podkreślenie czterokrotne.
[ 8 ] Podkreślone dwukrotnie.
Uchwały Soboru Watykańskiego I prosto wyjaśnione.
Prima aprilis
292a
Do papieża Piusa XI
[Nagasaki, 1 IV 1931]
[Przekład polski]
Ojcze Święty
W ubiegłym roku przybyliśmy do japońskiego miasta Nagasaki z klasztoru Niepokalanów [należącego do] polskiej Prowincji Braci Mniejszych Konwentualnych, który to klasztor ma za cel starać się o nawrócenie i uświęcenie dusz przez Niepokalaną, zgodnie z duchem Pobożnego Związku "Rycerstwo Niepokalanej", założonego w Rzymie, w Międzynarodowym Kolegium Braci Mniejszych Konwentualnych dnia 2 stycznia 1922 r. [ 3 ], obdarzonego odpustami Brewem Apostolskim z dnia 18 grudnia 1926 r. [ 4 ], [dla którego] Prymaria została ustanowiona 5 kwietnia 1927 r. [ 5 ] W tym celu w tymże klasztorze jest wydawany i całkowicie przez braci zakonnych wykonany miesięcznik pod tytułem "Miles Immaculatae" ("Rycerz Niepokalanej"), który doszedł już do 400 000 egzemplarzy [nakładu] każdego miesiąca i przyczynił się licznych nawróceń.
W ubiegłym zaledwie roku ten dom zakonny wysłał misję na Daleki Wschód, aby i w tych stronach, w tutejszych językach założyć czasopismo "Rycerz Niepokalanej". Misja ta rzeczywiście zaczęła w maju 1930 r. w Nagasaki [wydawać] w języku japońskim czasopismo "Rycerz Niepokalanej", które już osiągnęło [nakład] 25 000 egzemplarzy i w przeważnej części całkiem darmo rozdawane, przyjmowane przez licznych pogan, przyczyniło się już do szeregu nawróceń pośród Japończyków z pogaństwa i z protestantyzmu.
Czasopismo to dotąd sporządzane było przez braci zakonnych w wynajętym domu niedostosowanym do większego rozwoju. Teraz po nabyciu terenu pragniemy wznieść ubogi klasztor oraz nabyć przynajmniej jedną maszynę drukarską, większą od posiadanej dotąd, gdyż ta już nie wystarcza.
Przeto niżej podpisany gwardian tegoż klasztoru Braci Mniejszych Konwentualnych w Nagasaki, upadłszy do stóp Jego Świątobliwości, pokornie prosi o jakieś wsparcie na zakup jednej lub dwóch maszyn drukarskich.
br. Maksymilian M-a Kolbe franciszkanin
gwardian
Nagasaki, 1 apr[ilis] 1931 a[nni] [ 2 ]
[ 1 ] Wsparcie nadzwyczajne.
[ 2 ] Poniżej daty, po lewej stronie karty znajduje się odcisk okrągłej pieczęci klasztoru z napisem: CONVENTUS B.M.V. IMMACULATAE NAGASAKI MUGENZAI NO SONO M.I. - W miejscu centralnym pieczęci postać Niepokalanej z rozłożonymi rękoma.
Koło pieczęci zamieszczono prawdopodobnie w Watykanie jakąś odręczną adnotację, trudną do odczytania.
Na dole karty, po tej samej lewej stronie jest adres wpisany ręką św. Maksymiliana: Indirizzo: "Mugenzaino Seibono Kishi" Oura - Tenshudo - Nagasaki | Japan - Asia
Poniżej podpisu św. Maksymiliana, po prawej stronie karty, widnieje podpis:
† Januarius [Hayasaka] Episcopus Nagasakiensis,
a pod nim dopisek:
Infrascriptus, qui bene novit necessitates expositas, petitionem ut supra libenter commendat
† M[ario] Giardini Del[egatus] Ap[ostolicus].
[ 3 ] Jako datę założenia Rycerstwa Niepokalanej św. Maksymilian podaje datę kanonicznej erekcji Rycerstwaw Międzynarodowym Kolegium w Rzymie, dokonanej przez kard. Basilio Pompilja, wikariusza Rzymu - zob. "Comm. Ord." 24 (1927) 143-144; por. Pisma, 1194.
[ 4 ] Zob. i por. tamże.
[ 5 ] W rzeczywistości 23 IV - zob. i por. tamże. Ze względów trudnych do ustalenia datę 5 IV św. Maksymilian podawał zapewne z pamięci - por. Pisma, 582a.
Pozazdrościć!
293
Do o. Floriana Koziury
Nagasaki, 2 IV 1931
Maryja!
Drogi Ojcze!
Kreślę naprędce te słów kilka, bo oficjalnie wiadomości pośle urzędowy kronikarz [ 1 ], więc nie chcę mu chleba odbierać - no i nie mam czasu.
Łamię się nieraz i krępuję z pisaniem o potrzebach groszowych, by niezbyt obciążać Niepokalanów, ale zdaje mi się teraz, to też niedobrze, bo albo Niepokalana chce, albo nie, żeby było to, co wymaga wydatków. Jeżeli nie chce, to i my nie możemy chcieć, a jeżeli chce, to przecież jest też rzeczą logiczną, a właściwie najlogiczniejszą, więc i o pokryciu kosztów pomyśleć musi [ 2 ].
Więc jest tak: plac "kupiony", tj. zadatek (1 500 jenów) dany, no i na dalsze spłaty 2 000 j[enów] (tj. to co N. O. Prowincjał przesłał) oddałem. Jeszcze drugie tyle, a będzie 7 000 j[enów] czyli cała cena. Jeżeli zaś do końca maja czy raczej czerwca nie wykończy się wpłat, właściciele obecni schowają jeszcze głębiej do kieszeni owe 1 500 i pokażą nam figę, bo prawnie wszelkie nasze pretensje do tego placu ustaną. - Chciałbym więc jak najprędzej uskładać to, co im się należy i mieć z nimi spokój. - Umowa jest do końca maja.
Ale to tylko plac (wprawdzie tak duży jak Niepokalanów polski; częściami nie chcieli sprzedać), uważany za kupiony wyjątkowo tanio, ale zawsze plac tylko, a tu trzeba i dachu nad głową. - Za ten dach już najuboższy na maszyny, kapliczkę itd., wszystko w jednym kawałku, chcą około 3 000 j[enów] tj. około 13 500 zł (może z dodatkami trochę przeciągnie?). To już poza ceną placu i słyszę, że w czerwcu tu mają lunąć deszcze (wedle zwyczaju) i uniemożliwić budowę. Więc jeszcze owe 13 500 byłoby potrzebne, byśmy mogli już wreszcie mieć u siebie Pana Jezusa w kaplicy no i "swobodniej dychnąć". - Poproszę także o rzeknięcie [!] telegraficzne, kiedy te "nadgrosze" ruszyłyby przekazowo, bo wtedy będę mógł już na to konto zaciągnąć zobowiązania budowlane z terminem określonym. - Twierdzi br. Romuald [ 3 ], że ile razy do Japonii wyleje się z PKO, tyle razy Niepokalana tam z nadwyżką doleje; więć bez niczego walę ten list śmiało, by Wam też dochód powiększyć.
Że czwórka przyjechała, zapewne powiedział telegram [ 4 ].
Br. Kamil [ 5 ], śląc intencje mszalne, wspomniał o ruszającym liście, który dotąd się nie pokazał.
Prawdziwy już Niepokalanów japoński (na nowym miejscu, bo obecnie jesteśmy jeszcze w Grodnie japońskim) nazwie się Mugenzai no Sono.
Czy pokazałem naszą pieczęć? Jest taka: [...] [ 6 ]
"Memento, memento, memento", bo tu tęgo trzeba, bo żniwo naprawdę ogromne.
br. Maksymilian
PS - Wieczorem nadeszła karteczka o śmierci br. Edmunda [ 7 ] - pozazdrościć - wygrał. Pewnie nie spocznie i w niebie.
[ 1 ] Br. kleryk Mieczysław Mirochna.
[ 2 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 3 ] Br. Romuald Mroziński.
[ 4 ] Zob. Pisma, 292.
[ 5 ] Br. Kamil Banaszek
[ 6 ] Odcisk okrągłej pieczęci z napisem: CONVENTUS B.M.V. IMMACULATAE NAGASAKI MUGENZAI NO SONO M.I. - W miejscu centralnym pieczęci postać Niepokalanej z rozłożonymi rękoma.
[ 7 ] Br. Edmunda Bulandy.
296
Do o. Kornela Czupryka
Nagasaki, 23 IV 1931
Maryja!
Najprzewielebniejszy Ojcze Prowincjale!
Gdym posłał do Seminarium tokijskiego zapytanie, w którym dniu mają się klerycy stawić, niespodziewanie otrzymałem odpowiedź, że miejsca zajęte już przez innych. Natychmiast pojechałem do Tokio zbadać, co się stało i czy trudność jest co do mieszkania w Seminarium tylko, czy też co do nauki. Okazało się, że tylko co do mieszkania, a raczej cała historia dłuższa, delikatniejsza, bo biskup Nagasaki [ 1 ] chce posłać swoich seminarzystów coś 13, a rektor [ 2 ] twierdzi, że Seminarium jest diecezjalne i samo nie ma funduszów na rozbudowę itd., itd. - długa historia - ale zrozumiałem, że ma rację, bo co by powiedzieli, gdyby Polaków przyjął a Japończykom odmówił, tylko czemu prędzej nie zorientował się.
Tak więc pozostało wyjście: albo zamieszkać u innych, albo - u siebie, ale byle poza Seminarium. Mówiłem potem z biskupem [ 3 ] co do własnego tam domicilium [ 4 ]. Okazuje się, że właśnie Bernardyni tam klasztor zakładają i dlatego znowu biskup ma trudność. A na dodatek tak jakoś urobiony, jakobyśmy wojnę prowadzili z Bernardynami - tak wyczułem. - W tych dniach mam otrzymać odpowiedź. Czy w takim razie mógłby kto z ojców przyjechać do takiej placówki? A może na razie z o. Metodym [ 5 ] się podzielić, dopokąd kto nie przyjedzie? Inne wyjście, tj. zamieszkanie u obcych, też niełatwe, bo naprzód nie można gdziekolwiek, a tacy Jezuici czy Bernardyni czy przyjęliby, nie wiem. W każdym razie u nich inne warunki, no i stan byłby przejściowy, a tu przecież i później na rok przyszły itd. trzeba by tam mieszkania. - Własne domicilium rozwiązałoby sprawę radykalnie. No i już wtedy jesteśmy i w stolicy, co tęgo ułatwiłoby szerszą działalność i umożliwiło odpowiednie wpływanie na sfery wyższe.
Plac pod Niepokalanów japoński (Mugenzai no Sono) już kupiony. Leży w dzielnicy Hongochi i zdaniem wszystkich jest bardzo tanio kupiony. Obszar może prawie jak Niepokalanów polski. Cena około 7000 jenów, tj. 31 500 zł, ale warto by jeszcze z czasem włączyć obcy "język" [...] [ 6 ].
Oglądamy się za budową. Dotąd najtaniej za 3000 j[enów], tj. około 14 000 zł, dom 25 m × 10 m, jednopiętrowy. Tamże na razie byłaby i kaplica.
Delegat apostolski w Tokio [ 7 ] radził mi, bym o zapomogę na budowę napisał wprost do Ojca świętego, to on tę prośbę poprze, i przesłał przez władze zakonne, bo Propaganda już nieraz odpisała, że nie jest w stanie popierać dzieł ubocznych, gdyż zaabsorbowana jest wydatkami misji w ścisłym znaczeniu, tj. parafii. Chciałem uprzednio zapytać w tej sprawie N. O. Prowincjała, ale powiedział mi, że wkrótce JUŻ opuszcza Japonię [ 8 ], więc żeby się spieszyć. Toteż zaraz to zrobię i N. O. Prowincjałowi do posłania wyżej prześlę.
Br. Celestyn szczęśliwie dojechał [ 9 ]. - Cześć Niepokalanej.
Trudności tu bardzo dużo. Nawet między księżmi (jak zresztą i w Polsce było). Biskup tokijski tyle mi zarzutów na "Rycerza" podawał, że widziałem, jak tam w stolicy napompowane. Aż się czasem sam sobie sprzeciwiał - widać, że od innych uzbierane racje. Ale wobec faktów nawróceń był bezbronny.
Nawrócenia nie ustają i poprzedniej niedzieli przyszła poganka z księdzem podziękować za nawrócenie. Pisała przedtem nam, że chce się nawrócić. Zwróciliśmy ją do tego księdza Japończyka i teraz po ukończeniu przygotowania do chrztu przyszła podziękować.
Poganin aptekarz [ 10 ] prosił, byśmy brali od niego lekarstwa darmo. Był też tu buddyjski jakby ksiądz zakonny z bratem zakonnym i złożył u stóp Niepokalanej ofiarę 1 jena. - Cześć za wszystko Niepokalanej.
W końcu powiem też otwarcie, co mnie niepokoi, bo N. O. Prowincjał sam pisał, bym o wszystkim donosił - zresztą chcę tylko tego, czego Niepokalana zechce. Na stronie 8 "Wieści z Prowincjałatu" [ 11 ] w[iersz] 14 z góry przeczytałem: "ubożuchny Niepokalanów podejmuje się utrzymania internatu", jakoby celem Niepokalanowa nie było tylko "zdobycie całego świata Niepokalanej" i ofiary na ten cel złożone można było obrócić na utrzymanie internatu prowincji. - Internista (a tym bardziej nowicjusz, kleryk, brat, ojciec) Niepokalanowa musi być gotów na wszystko, bez żadnego zastrzeżenia dla Niepokalanej, a członkowi prowincji nie można nakazać nawet pójścia na misje. - Celem Niepokalanowa jest wykonanie celu MI, więc i przygotowanie pracowników (ojców, braci) musi być zastosowane do tego celu; cel zaś prowincji nie jest ściśle ten sam co MI. - Wreszcie, jeżeli celem Niepokalanowa będzie zawsze tylko zdobycie całego świata Niepokalanej i to jak najprędzej i wszystko w nim, a wiec i pracownicy i rzeczy w tym tylko kierunku działać będą, prędzej i łatwiej do celu podążać będą, a jeżeli cokolwiek innego się dołączy, rzutkość działania osłabnie. - Przepraszam za te kilka słów, ale czasem zdaje mi się, że powinienem czynić wszystko, co jest w mojej mocy, by Niepokalanów w tym tylko kierunku zdążał, bo inaczej nie będzie miał racji bytu i powoli zacznie zbliżać się do rozkładu. A N. O. Prowincjał kiedyś pisał, bym troski wszystkie też podawał, więc też szczerze piszę. Tym bardziej, że wiem, iż N. O. Prowincjał tę sprawę rozumie i pragnie szczerze rozwoju sprawy Niepokalanej i nie pragnie z Niepokalanowa żadnej korzyści materialnej dla prowincji.
Mnie się tak zdaje - może to utopia - że normalnym stanem rzeczy w Niepokalanowie byłoby, gdyby przyszli pracownicy zdobycia świata Niepokalanej formowali się w Niepokalanowie i w duchu Niepokalanowa, tj. oddaniu się bezgranicznym [ 12 ] Niepokalanej w myśl dyplomika MI. Ale tylko oni, bo inni nie będąc obowiązani do tej bezgraniczności oddania się wpływaliby ujemnie. A wedle reguły i konstytucji taka bezgraniczność nie noże być nakazem u innych, bo wypływa ona jedynie z dyplomika MI (a raczej MI 3). - Podobnie grosze wszystkie, które w jakiejkolwiek formie wpływają na sprawę Niepokalanej, na "Rycerza Niepokalanej" by jedynie i tylko na ten cel obracane były: tak więc młodzieniec, który je chleb sprawiony za pieniądze dane dla sprawy Niepokalanej, nie może potem służyć innej sprawie, choćby wzniosłej, ale tylko sprawie MI, bo na ten cel były dane one pieniądze [ 13 ]. Prócz tego ci z Prowincji, którzy by pragnęli w podobny sposób oddać się Niepokalanej, mogliby mieć możność to wykonać i przyłączyć się do tej roboty, tj. oddać swe życie Niepokalanej. I zdaje mi się, że jak różne kwiaty na łące, tak i różne są charaktery działania w Kościele św. Niepokalanów ma wyłącznie sprawę Niepokalanej, czyli cel MI i tylko ten cel, ale za to jak najintensywniej i jak najszerzej. - Ale może lepiej będzie kiedyś o tych sprawach ustnie pomówić. - Chyba O. Prowincjał nie weźmie mi za złe, że tak szczerze piszę.
A jeszcze, zdaje mi się, że powyżej popisane postawienie sprawy nie tylko byłoby korzystne dla sprawy Niepokalanej, ale nawet konieczne, bo inaczej cały rozpęd rozwojowy osłabnie, a nawet noże się załamać powoli, gdyby w Niepokalanowie znaleźli się z czasem tacy, którzy by w swoim oddaniu się Niepokalanej mieli jakie (choćby najzgodniejsze ze zwyczajami, albo nawet przepisami, ale) zastrzeżenia. Bezgraniczność poświęcenia się i co do pożywienia, i co do odzienia, i co do zajęcia, i co do stanu (brat czy kleryk), i co do miejsca (w ojczyźnie, czy wśród nieprzyjaciół wiary, gdzie może pewna czeka śmierć) itd., itd., słowem: niestawianie żadnych granic, choćby przyszło z głodu i nędzy gdzieś pod płotem zginąć dla Niepokalanej - oto konieczny charakter Niepokalanowa, chociaż reguła nie nakazuje opuszczenia ojczyzny dla misji, a konstytucje i zwyczaje prawnie ustalone przewidują cały szereg rzeczy, do których nawet zakonnik ma jakieś prawo i o które na mocy tych przepisów czy zwyczajów może się upomnieć. - Jest tu coś z heroiczności, ale inaczej trudno o osiągnięcie celu MI. - Tak się mnie zdaje. Czy to przesada - nie wiem. Ale zdaje mi się, że inaczej zaraz trzeba by ograniczać intensywność walki, a tu tyle dusz na świecie nie zna jeszcze Niepokalanej ani Zbawiciela. My tu na misjach boleśnie to odczuwamy, patrząc codziennie na tylu pogan.
Z prośbą o serafickie błogosławieństwo dla całej famuły
br. Maksymilian
PS - Zapomniałem dopisać, że dnia 7 bm. aspirantowi Japończykowi dałem habit. Na imię Marian [ 14 ]. Posyłam fotografię, w dnia obłóczyn. Ksiądz staruszek [ 15 ] to nasz dobry przyjaciel.
Poproszę o odpowiedź, jak zrobić z Tokio, czy w razie pozwolenie biskupa zacząć starania o własne nasze domicilium. - Tu niełatwo się gdzie wcisnąć, a teraz byłaby dobra okazja.
[ 1 ] Bp Yanuario Hayasaka.
[ 2 ] Ks. Sauveur Candau.
[ 3 ] Bpem tokijskim Jean Alexis Chambon.
[ 4 ] Domicilium - mieszkanie; tu w znaczeniu: dom zakonny.
[ 5 ] O. Metodym Rejentowiczem.
[ 6 ] Naszkicowany plan placu z "językiem", tj. enklawą.
[ 7 ] Bp Mario Giardini.
[ 8 ] Bp M. Giardini był delegatem apostolskim w Tokio do 16 V 1931.
[ 9 ] Zob. Pisma, 284, przyp. 1.
[ 10 ] Prawdopodobnie Takahara.
[ 11 ] Św. Maksymilian wspomniał już o tym krótko - zob. Pisma, 294.
[ 12 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 13 ] Podobne myśli w dopiskach z 18 I 1931 i 5 IV 1931 - zob. Pisma, 277 i 294.
[ 14 ] Mariano Sato Shigeo.
[ 15 ] Ks. Pauro Matsukawa.
299
Do o. Floriana Koziury [ 1 ]
Nagasaki, 29 IV 1931
Maryja!
Drogi Ojcze!
Cześć Niepokalanej, że umowa o maszynę [ 2 ] już podpisana i posłuszeństwo święte to Jej Wola, a Ona przecież jest logiczna; więc przyszłość pewna i jasna.
Co do posyłania "Rycerza" "biskupowi" heretyckiemu [ 3 ], to i mnie się zdaje, że to bardzo dobrze, byle nie było "w hołdzie" [ 4 ].
Co zaś do wskazówek co do prowadzenia braci, to doprawdy trudno mi coś "wybełkotać", bo doprawdy dusza ludzka to tajemnica z powodu wolnej woli: czasem takie niespodziewane zmiany, sam też czuję, że jestem lichym przełożonym, bo może za miękkim. Zdaje mi się jednak, za ideał ducha w Niepokalanowie, to oddanie się Niepokalanej, ale bezgraniczne (w myśl dyplomika i aktu poświęcenia), a stąd zgadzanie się z Wolą Niepokalanej we wszystkim, co nie zależy od naszej woli i pełnienie jak najdoskonalsze Jej Woli we wszystkim, czyli to "być jak najdoskonalszym narzędziem w Jej niepokalanych rękach", czyli dać się jak najdoskonalej prowadzić, czyli jak najdoskonalsze posłuszeństwo, przez które Ona swą Wolę objawia, czyli nami jako narzędziami kieruje. Powtarzam Wolę Niepokalanej, bośmy się Jej oddali bez granic, więc też Ona nami kieruje. A jeżeli można tak powiedzieć, niezupełnie jest to samo Wola Boża i Wola Niepokalanej, bo Wola Niepokalanej, to Wola miłosierdzia (nie sprawiedliwości) Bożego, którego uosobieniem jest Niepokalana. My więc jako narzędzia w Jej ręku służymy nie do sprawiedliwego karania, ale nawracania i uświęcania, które są owocem łaski, a więc miłosierdzia Bożego, i przechodzą przez ręce Pośredniczki wszelkich łask. Jak więc Ona jest najdoskonalszym narzędziem w ręku Bożym, w ręku miłosierdzia Bożego, Przenaj[świętszego] Serca Jezusa, tak my jesteśmy narzędziem w ręku Jej. I tak przez Nią narzędziem Przen[ajświętszego] Serca Jezusowego czyli Bożego miłosierdzia. Stąd "przez Niepokalaną do Serca Jezusowego" to nasze hasło. - Niepotrzebniem się rozpisał, bo Ojciec to o wiele lepiej i głębiej zna ode mnie.
Tak więc zdaje mi się, że istota ducha członka Niepokalanowa zawiera się w nadnaturalnym, doskonałym posłuszeństwie Niepokalanej przez przełożonych. Kto nie pragnie być doskonałym w tym punkcie i do tego nie ma ochoty całą duszą dążyć, nie nadaje się do Niepokalanowa. Ponieważ zaś oddanie się Niepokalanej w Niepokalanowie jest bez granic, przeto nie wyłącza też i misji (choć reguła zostawia w tym punkcie swobodę) [ 5 ].
Ponieważ zaś pragniemy nie tylko my sami oddać się tak bez granic Niepokalanej, ale także, aby wszystkie dusze na całym świecie, które są i będą, tak się Jej bezgranicznie oddały, stąd staranie się nie tylko o siebie ale także o nawrócenie i uświęcenie innych (wszystkich) przez Niepokalaną. Kto Jej całkowicie doskonale oddany, ten też już i świętość zdobył i im doskonalej da się Jej prowadzić w życiu wewnętrznym (duchowym) i zewnętrznym (działalność na zewnątrz) tym bardziej w Jej świętości uczestniczy. - Stąd członek Niepokalanowa, aby Ją naśladować, jak Ona Pana Jezusa, i św. O. Franciszka, jak i On Pana Jezusa, ogranicza się w potrzebach swoich osobistych do rzeczy tylko najkonieczniejszych nie szukając ani wygody, ani przyjemności, ale tylko wszystkiego używa, o ile potrzeba i wystarczy, by jak najprędzej cały świat, wszystkie dusze podbić Niepokalanej. Słowem i kosztem własnej wygody czy przyjemności umożliwia wytworzenie więcej numerów "Rycerza" i puszczenie ich w świat. I pragnie jak najbardziej się ograniczyć i co do mieszkania, i co do odzienia, i co do pożywienia byle tylko jak najwięcej "Rycerza" poszło w świat. - Czyli ubóstwo święte, ale też w świetle Niepokalanej.
Kto więc nie kocha tak Niepokalanej, by pragnął poświęcić dla Niej wszystko (ubóstwo) i siebie całego (posłuszeństwo) czyli poświęcić się bezgranicznie [ 6 ] Niepokalanej, by być narzędziem w Jej rękach, niech raczej opuści progi Niepokalanowa.
Więc posłuszeństwo nadnaturalne, bo to Wola Niepokalanej i ubóstwo jak najściślejsze, by jak najprędzej zdobyć świat dla Niepokalanej i do Niej się upodobnić: oto punkty charakterystyczne Niepokalanowa. - Tak się mnie zdaje; stąd o posłuszeństwie tak często na konferencjach też starałem się mówić; ale, jak napisałem na początku, dusza ma wolną wolę i to jest całe niebezpieczeństwo i jeżeli nie ma ochoty szczerze zabrać się do pracy nad sobą, to i praca nad nią innych nie poradzi. - Alem się może zanadto rozpisał, a tu już pół do jedenastej w nocy.
O modlitwę i ja nawzajem proszę, bo to tak łatwo zepsuć, zwłaszcza w tak trudnej sprawie jak wychowanie młodzieży.
Od samego początku Niepokalanowa zdaje mi się, że na rozwinięcie akcji MI w Polsce na początek będzie w Niepokalanowie polskim 100 ojców i 700 braci. I to będą przeciążeni pracą. Szczegółów nie piszę, bo trzeba się położyć, by na wykładzie nie ziewać i móc myśleć.
I o. redaktorowi, i braciom wszystkim, i aspirantom, i przyszłym aspirantom w internacie, i ich profesorom - wychowawcom i słowem wszystkim serdeczne pozdrowienia z prośbą o modlitwę, bo tu burze przeciw "Rycerzowi" wielkie.
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Na podstawie własnego doświadczenia przekonałem się też, że lepiej jest karnie prowadzić jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus [ 7 ], niż zbytnią dobrocią pieścić, to wtedy dusze zamiast do Niepokalanej zaczynają się przywiązywać do przełożonego, a osłabnąwszy w karności zakonnej i od przełożonego się potem odwracają i kierować usiłują własną wolą.
[ 1 ] Na osobę adresata wskazuje uwaga św. Maksymiliana, zawierająca zarazem zastrzeżenie: "Prywatne dla Ojca Drogiego Gwardiana".
[ 2 ] Zob. Pisma, 295, przyp. 2.
[ 3 ] Nie wiadomo, o kogo chodzi. Listy o. Floriana Koziury się nie zachowały.
[ 4 ] Zob. Pisma, 109, przyp. 12.
[ 5 ] Zob. Pisma, 288, przyp. 4.
[ 6 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 7 ] Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Pisma, t. II, Kraków 1971, 419-420.
301
Do o. Floriana Koziury
Mugenzai no Sono, 30 V 1931
Maryja!
Drogi Ojcze!
Wyczytałem "gwałtu, gwałtu" [ 1 ], ale jeżeli działalność jaką potwierdziło św. Posłuszeństwo, to już można być zupełnie spokojnym, że to Wola Boża, a więc i Niepokalanej, i chociażby później wszystko się załamało i przełożeni nawet zmienili potem [ 2 ] zdanie, to można być zupełnie spokojnym co do posunięć poprzednich, zgodnych z Posłuszeństwem wówczas. To zdaje mi się zasadą. Ale i Ojciec nie zdecydował się na maszynę bez zezwolenia przełożonych, anim ja tu nie zabrał się do kupna placu bez doniesienia o tym N, O. Prowincjałowi i bez otrzymania odpowiedzi, by kupić: "A więc w imię Boże" miałem w odpowiedzi. - Wyszukałem list N. O. Prowincjała [ 3 ] i dosłownie odpisuję: "Jeżeli teren jest odpowiedni, nadaje się pod rozbudowę Niepokalanowa, proszę kupować - 40.000 zł jakoś za pomocą Bożą uzbieramy; ja z kasy Prowincji również na ten cel coś wyasygnuję (1000 $). Zatem in Nomine Domini!" - A ponieważ teren był doprawdy bardzo odpowiedni i nadaje się bardzo pod rozbudowę, więc też kupiłem. - A więc stała się tylko Wola Niepokalanej; więc też i Ona dalej pomyśleć musi, bo nie może być nielogiczną. Można więc być spokojnym bez względu na konsekwencje.
Myśmy się już sprowadzili do Niepokalanowa japońskiego 16 maja czyli do Mugenzai no Sono. Adres więc teraz taki: Mugenzai no Sono - Hongochi - Nagasaki - Japan. - Wczoraj też wpłacone zostało wszystko za plac. Jest to stok góry przepięknej wprost. Załączam fotografię Niepokalanowa w budowie.
Szczegóły popisze brat kronikarz [ 4 ] i wnet "oficjalnie" pośle.
Proszę też bardzo o modlitwę, bym nie dał rady Niepokalanej przeszkadzać, ale by Ona zawsze postawiła na swoim.
Lichy Wasz brat
Maksymilian M-a Kolbe
PS - Chciałbym się jeszcze "po cichu" zapytać: czy, ilu i jakich braci można by ukraść z Polski. Oczywiście muszą być zupełnie oddani Niepokalanej czyli wzorowi w posłuszeństwie. Maszynistów drukarskich by trzeba było, budowniczych itd. Teraz, gdy już Niepokalanów japoński stanął i skończyło się japońskie Grodno, możemy myśleć o rozwoju.
Aha, co do groszy, to stukałem, ale mi powiedziano, że nie ma nadziei otrzymania czegoś z Kongregacji, ale chyba tylko bezpośrednio od Ojca świętego. Dlatego też za poradą delegata apostolskiego skierowałem list do Ojca świętego [ 5 ] z dopiskiem delegata [ 6 ] i podpisem biskupa [ 7 ] o pomoc na zakupno jednej lub dwóch maszyn drukarskich i przesłałem przez władze zakonne. Nie wiem, jaki będzie wynik [ 8 ].
Spodziewam się też pomocy z Chin, gdyż Chińczycy w nadziei, że rozpoczniemy wkrótce "Rycerza" chińskiego chcą nas też finansowo wesprzeć. - Zresztą Niepokalana wie o wszystkim, bądźmy zupełnie spokojni.
Ale już kończę, bo dziś biskup przyjeżdża do nas, więc muszę pojechać go przywieźć.
Aha jeszcze: O. Redaktorowi Justynowi i Kochanym Braciom, Aspirantom, Profesorom i Seminarzystom i nie-Braciom serdeczne pozdrowienia. -- Finis.
Za piękności fotograficzne "Bóg zapłać". Z wielką radością oglądaliśmy, co Niepokalana zdziałać w Polsce raczyła. I dziś pewnie biskup to obejrzy.
Co do pieczęci .jeszcze: nie ca na całym świecie innych "Niepokalanowów" ani "Rycerzy Niepokalanej" jak tylko nasze i byłoby nawet niedobrze, gdyby zaczęły się Niepokalanowy inne: bernardyńskie, kapucyńskie itd. Gdy więc pisze się Niepokalanów - bez dodatku, niech to zawsze znaczy nasz Niepokalanów. Jak zaczniemy dodawać: franoiszkański, to damy podstawę do nazw bernardyński, kapucyński itd., jak to się stało z tercjarstwem. Sprawa Niepokalanej (MI) jest i niech zawsze będzie jedna, wspólna i nam, i Kapucynom, i Bernardynom, ale w naszych rękach, jak to historycznie pasuje. - Jeżeli zaś bodziemy zawsze podkreślać naszą nazwę, to oni będą uważać tę sprawę za obcą i dążyć do utworzenia swojej podobnej. - Zresztą i Niepokalana wie, że to my, bo Ona sama nas niegodnych wybrała i nawet ludzie wiedzą, że to nasza gałąź robi.
A może... a może Niepokalana sprawi, że jak obecnie przodujemy zimno historycznie, tak z czasem zaprzodujemy też pod względem ducha ubóstwa i gdy pod sztandarem Niepokalanej stania nas 50.000 i więcej, zawołamy na współbraci w św. O. Franciszku: "Wejdźcie wyżej", "bliżej" św. O. Franciszka i pod Niepokalanej sztandarem zejdą się wszyscy wyznawcy reguły św. O. Franciszka i utworzą armię, która zdruzgoce królestwo dzisiejsze szatana. Wodzem tej armii będzie Niepokalana i pod Jej sztandarem rozegra się walna bitwa i zatkniemy Jej znaki na twierdzach króla ciemności. - I Niepokalana będzie Królową całego Świata i każdej duszy z osobna, jak to przewidywała bł. Katarzyna Labouré [ 9 ]. - Potem zaś dopilnujemy, żeby nikt tych sztandarów nie strącił
Ale miałem już skończyć, a rozgadałem się znowu. Więc finis.
Znowu aha: dwa załączone medaliki ponoć przywiezione z Polski, ale przez szatę niemożliwie widać nogę. Obrzydliwe. Warto by zareagować, by tej sztancy nie używali.
Wreszcie kończę, ale chciałbym się jeszcze zapytać wszystkich braci; czy Posłuszeństwo wykonują madnaturalnie? Tj. nie dlatego, że to co kazane jest przyjemne albo rozumne, albo roztropne, albo w sobie samym święte (modlitwa na przykłada, ale tylko dlatego, że kazane, a więc jest wolą przełożonych, a więc Wolą Niepokalanej, a więc Wolą Bożą. A zwłaszcza, czy wszyscy i każdy z osobna tak jest przekonany, szczególnie w rzeczach niemiłych, sprzeciwiających się rozumowi i roztropności? A nawet temu, co się wyczytało w książkach mądrych, a nawet duchównych, byleby tylko nie było w tym jawnego grzechu - ? - pytam, bo bez tego nie jest się narzędziem w ręku Niepokalanej, ale - powiem wprost - w ręku szatana, chociażby się przeczytało moc książek duchownych, odmawiało wiele różańców dziennie, chodziło zgięty we czworo lub pięcioro, a nawet heroiczne wykonywało czyny. Ależ przecież mam kończyć! Kropka.
[ 1 ] List o. Floriana się nie zachował.
[ 2 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 3 ] List się nie zachował.
[ 4 ] Br. kleryk Mieczysław Mirochna.
[ 5 ] Zob. Pisma, 292a.
[ 6 ] Bpa Mario Giardiniego.
[ 7 ] Bpa Yanuario Hayasaki.
[ 8 ] Wynik był negatywny - zob. Pisma, 303, przyp. 7.
[ 9 ] Podczas trzeciego objawienia się Niepokalanej w 1830 r., św. Katarzyna Labouré wydała mimowolny okrzyk radości: "O jak miło, jak miło będzie słyszeć: Maryja jest Królową całego świata. I wszystkie Jej dziatki będą powtarzały: Ona jest Królową każdego z osobna" - zob. Cudowny medalik, Kraków 1931, 21; a także: R. Laurentin, Powiernica Niepokalanej. Życie i misja świętej Katarzyny Labouré (1806-1876), Warszawa 1990. Św. Katarzyna Labouré - kanonizowana w 1947 r.
302
Do Niepokalanowa [ 1 ]
[Mugenzai no Sono, 1 VI 1931]
(PS) [ 2 ] - Tak zawalonym robotą, że już nic nie dopisuję, ani o tym, że teraz z braku roweru muszę około godziny codziennie zużyć, by dostać się na wykłady do Seminarium w Ourze i kształcić rodowitych Japończyków na przyszłych misjonarzy, no i także około godziny na powrót (chociaż z wydaniem pieniędzy i na bilet tramwajowy) [ 2 ] - ani o tym, że wczoraj na ścianie zobaczyłem robaka, coś w rodzaju naszej szczypawki, ale znacznie większego. Obecny przy tym prof[esor] Yamaki ocenił go jako "abunai" [ 3 ], tj. niebezpiecznego, bo ukąszenie jego powoduje bolesne puchnięcie. Poszła w ruch deszczułka i biedny nieproszony gość przypłacił życiem. Ale gdyby tak przybył nocą lub nie spostrzeżony, mógłbym ja gorzko przypłacić.
A czemu przyszedł?
Bo nasze obecne ściany składają się obecnie tylko z desek, którym daleko do 1 cm grubości i szpar [wiele] nieraz wcale wygodnych dla podobnych gości. A dlaczego tak?
Bo nie stać nas na oblepienie chociażby tylko gliną tych ścian.
Nie wspominam też o tym, że trzeba by usunąć też i wał ziemi sięgający do samego dachu, który podnosząc się coraz bardziej w górę nie dopuszcza promieni słońca, Nas zaś za mało, by podołać wszystkim pracom, bo i tak "Rycerz" tęgo się opóźnia. Więc trzeba by ludzi nająć. Ale za co?... Chcieli za te prace 200 jenów (ok[oło] 1000 zł). A ogrodzenie? Przecież to klasztor...
Troszkem się rozgadał, a chciałem przecież nie wspominać o niczym, bo czasu brak bardzo. Ale teraz przychodzi mi na myśl: "a nuż czytelnicy się dowiedzą, żem się trochę wygadał i przyślą co i na rower...y (nas trzech do szkoły jeździ: ja i dwóch kleryków) i na choćby oglinowanie ścian, a może dla kaplicy będzie i na co więcej jak na glinę, którą wyjątkowo tu ulewne deszcze łatwo naruszyć potrafią, i na otworzenie światła dla szeregu okien. Tak by i klerykom do celi świeciło słońce, i do administracji, i z drugiej strony do sypialni, i tęgo do introligatorni. A może da się choć trochę ogrodzenia zrobić? Chociażby drobną część z desek, a resztę choćby tylko drutem. A może i do spłacenia tutejszego długu misyjnego ktoś dopomóc zechce? - O jeszcze jednej też... lub dwóch... maszynach drukarskich większych od obecnej już i nie śmiem głośno myśleć, bo i czasy ciężkie, chociaż i brak maszyny do falcowania daje się tęgo we znaki i... ale przecież, prawda, nie mam czasu, bo "takusan isogashi desu" (bardzo jestem zajęty), więc nic nie dopisuję więcej.
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Że wszystkich i pozdrawiam, i o modlitwę proszę, o tym choć nie piszę - to się wie.
Może by gdzie można było dostać adres Paderewskiego. To byśmy do niego zapukali. - Byłoby to dość pilne, bo aż przykro, że tyle pola pracy, a warunki nie pozwalają ręki przyłożyć. - Ale Niepokalana i o tym wie i zaradzi.
[ 1 ] Dopisek do listu br. Mieczysława Mirochny z 1 VI 1931 do współbraci w Niepokalanowie.
[ 2 ] Z chwilą przeniesienia się na przedmieście Hongochi (16 V 1931), komunikacja z centrum miasta i Seminarium Duchownym w Ourze stała się uciążliwa.
[ 3 ] Wyraz jap. "abunai" - niebezpieczny.
303
Do o. Kornela Czupryka
Mugenzai no Sono, 6 VI 1951
Maryja!
Najprzewielebniejszy Ojcze Prowincjale!
Powinien bym był już dawno napisać, że dnia 16 maja, w sobotę i w sam raz w święto NMP Królowej Apostołów odbyły się przenosiny [ 1 ] z japońskiego "Grodna" do japońskiego Niepokalanowa czyli Mugenzai no Sono, co dosłownie znaczy ogród Niepokalanej: jakoś po japońsku trudno inaczej lepiej to oddać nawet specjalistom w japońszczyźnie.
Załączam 3 fotografie z okresu budowy [ 2 ]. – Obecnie pod koniec maja wszystko zostało zapłacone za plac [ 3 ]. Pozostało około 700 jenów długu za budowę, ale wierzyciele na razie zbytnio nie urgują, więc ze zwyczajnie przesyłanych kwot (byle te kwoty "zwyczajne" niezależnie od nadzwyczajnych przesłanych na kupno placu, przychodziły normalnie) i z ubocznych może ofiar się zaradzi. - Ale budynek to taki, byle się można wprowadzić: więc też ściany składają się z cieniutkich desek (daleko im do 1 cm grubości) i licznych szpar i otworów. Kuchnia, to piecyk żelazny (z jedną fajerką) na otwartym powietrzu, ogrodzenia na razie żadnego nie ma itd., itd., ale w każdym razie uciecha wielka, bo Niepokalanów już jest i mamy już Pana Jezusa w kaplicy.
Co do wydatków to urządziłem się tak, by plac razem z budową (dotychczasową) nie przenosił kwoty pozwolonej na zakupno placu, tj. 40 000 zł. Plac cały kosztował 7000 jenów, tj. 31 500 zł, a budowa do 1700 jenów, tj. 8330 zł. Razem około 40 000. Nie jest to ten sam plac, o którym pisałem z początku [ 4 ], bo ten, jak już o tym zdaje się też pisałem, jest i znacznie większy, i dogodniejszy, i tańszy od poprzedniego.
Co do załamania się Niepokalanowa, to pisał mi i o tym o. Florian zaczynając list od "Gwałtu, gwałtu - za ciężko" [ 5 ], alem mu odpisał, że i ja i on wedle Posłuszeństwa św. postępowaliśmy: możemy więc być spokojni, że wypełniliśmy Wolę Niepokalanej. - Jeżeliby zaś Ona chciała, by się Niepokalanów zawalił, nie powinniśmy chcieć go podtrzymywać: niech się i zawali. Jeżeli zaś zechce, by on się rozwijał dalej, to znajdzie i na to środki. Ten argument często dodawał mi ducha w początkach "Rycerza" w Polsce. Mówiłem sobie: Jeżeli Ona nie chce, by on istniał, to niech upadnie; po co się jeszcze trzyma. Ale widać, że chciała go utrzymać i rozwinąć.
Co do mojego listu do Ojca św., to radził nuncjusz apostolski [ 6 ], by list ten przez władze zakonne ale bezpośrednio do Ojca św. poszedł, a nie przez Kongregacje, bo wtedy nie ma nadziei otrzymania pomocy finansowej [ 7 ].
Co do wakacji, to teraz już jasno wiem z listu N. O. Prowincjała, że Niepokalana chce mnie na ten czas mieć w Japonii i wedle tego rozłożę sobie działalność na ten czas.
Co do celów i zadań Niepokalanowa na przyszłość to i ja niewiele widzę, ale zdaje mi się, że ma on urzeczywistnić cel MI, tj. podbić cały świat i każdą duszę z osobna, które są i będą, Niepokalanej [ 8 ], że Ona jako "Pośredniczka wszelkich łask" nie tylko może i pragnie dać łaskę nawrócenia i uświęcenia czasem i gdzieś, ale chce odrodzić wszystkie dusze, a także nasz Zakon. Zdaje mi się też czasem, że pod Jej sztandarem staną gorliwi członkowie wszystkich gałęzi franciszkańskich i tak staniemy się nie tylko historycznie pierwszymi, ale i duchowo. Że Jej sztandar będzie zatknięty też na Kremlu itp.; słowem, że Ona naprawdę będzie Królową każdego serca [ 9 ] i wprowadzi do każdego serca miłość Bożą Serca Jezusowego. Czyli że cel MI będzie osiągnięty.
I jeżelibyśmy my nie odpowiedzieli wezwaniu Niepokalanej, potrafi Ona użyć innych. I że obowiązkiem naszym jest współpracować z Jej Wolą. - Dziwię się czasem, dlaczego Niepokalana nie dała sprawy MI Bernardynom lub Kapucynom, przecież oni tak samo mogą powoływać się na tradycję franciszkańską jak i my, a przy tym są o wiele więcej rozgałęzieni po świecie, więc łatwiej mogliby rozwinąć Jej sprawę. Tacy OO. Kapucyni w samych północnych Indiach np. mają w trzech różnych miastach 3 drukarnie. Ponadto OO. Kapucyni mają nawet w swoim herbie Niepokalaną i starają się szczerze o ideał franciszkański.
Dlaczego więc Niepokalana nam tą sprawę powierzyła? Może ma względem nas zamiary dotyczące także odrodzenia i może nawet pewnego złączenia gałęzi franciszkańskich, by łatwiej pod Jej berło świat podbić?... Nie wiem. Ale przy pierwszym numerze "Rycerza" w Krakowie różne gałęzie współpracowały [ 10 ].
Tak mi się różnie zdaje, ale w każdym razie zdaje mi się, że Niepokalanów powstał za ofiary dla Niepokalanej i Jej cały świat podbić musi (czyli wypełnić cel MI); gdyby zaś zmienił ten cel, przestanie mieć rację bytu i utraci rozmach rozwojowy, nastąpi stagnacja, wygodnictwo i rozkład.
Co zaś do nowicjatu, to zdaje mi się, że potrzebny by był osobny może nowicjat z o. Jerzym [ 11 ] na czele, do którego byliby przyjmowani tylko ci, którzy by chcieli poświęcić się całkowicie bez zastrzeżeń Niepokalanej w Niepokalanowie bez względu na to w jakiej części świata; nowicjat misyjny w tym znaczeniu, tj. dla zdobycia całego świata Niepokalanej [ 12 ]. Ale boję się swojej woli, bym nawet w pisaniu Niepokalanej nie bruździł, rym bardziej zdaje mi się potrzebnym nowicjat osobny, że bardzo wielu ojców w tym duchu wychowanych potrzeba, by w całości cel MI osiągnąć. Tak na przykład od dawna mi się zdaje, że jeżeli w samym Niepokalanowie polskim będzie pracowało 100 ojców, to będą przeciążeni pracą. Bo doprawdy, by zaopiekować się wszystkimi warstwami społeczeństwa w rozmaitych warunkach i okolicznościach, trzeba bardzo wielu odpowiednich pracowników.
Kończę, bo już i 7 [VI] się zrobił i 10.30 wieczór dochodzi, a tu zaległości moc.
Pisze br. Ludwik z Tokio o br. Damianie, że "dziwnym się staje czasami" (załączam list) [ 13 ].
O. Jerzy upewniał mnie w Niepokalanowie, że ta "dziwność" to rzecz przejściowa, gdyż już wtedy trochę się tego bałem i dlatego pytałem o. Jerzego, który go miał pod sobą. Sam zaś br. Damian składnie pisze (list też załączam) [ 14 ], więc tak chyba źle nie jest, lecz boję się, by nie padł na egzaminie, boby opinia o nas ucierpiała.
Pisze też br. Ludwik o pieniądze. Duże kwoty przesłane przez Niepokalanów przeznaczone były na kupno placu, a i budowy trochę się zrobiło, ale na wydatki bieżące zwyczajne (utrzymanie, papier, poczta itd.) co miesiąc w równy sposób potrzeba, ale może już Niepokalanów co wysłał. Klerykom do Tokio i na kolej do Nagasaki na wakacje posłać muszę, oprócz wydatków na utrzymanie w Tokio, książki i codzienny tramwaj do Seminarium. - Ale może już co wylano?
Z prośbą o serafickie błogosławieństwo
br. Maksymiliana M-a Kolbe
PS - Już dzisiaj 8 [VI], a list jeszcze nie skończony. Dopisuję więc tylko, że:
1) Zdaje mi się, że gdyby naprawdę ta "dziwność" u br. Damiana nieszybko minęła, nie byłby on zdolny do pracy w tutejszych okolicznościach, tj. wśród pogan, ale o wysokim poziomie kultury, a konieczność nabycia tu dużo więcej wiadomości niż w Polsce (język obcy trudny, tutejsze religie itp.) tym bardziej nie dozwoliłaby mu tu przyjść do równowagi.
2) Br. Marian Sato Shigeo 7 IX skończy 6 miesięcy oblatury, więc trzeba by dopełnić formalności, by mógł tu i nowicjat zrobić.
3) Ciężko nam, bo gdy z Niepokalanowa przyjdą pieniądze na cel nadzwyczajny, to nienormalnie przychodzą na zwyczajne wydatki. A co przychodzi na nadzwyczajny cel (kupno terenu) to też i na ten cel idzie, i wtedy na wydatki zwyczajne nie ma. A tu nikt nie pożyczy. Tym bardziej, że i klerykom do Tokio ślę. Więc ciężko.
Przepraszam za tak chaotyczne pisanie.
Niepokalana wszystko na większe dobro obróci: więc jest dobrze.
[ 1 ] Zob. Pisma, 301.
[ 2 ] Zdjęcia z budowy zamieszczono w RN 10 (1931) 241, 242, 307.
[ 3 ] Zob. Pisma, 298, przyp. 1.
[ 4 ] Zob. Pisma, 267.
[ 5 ] Zob. Pisma, 301, przyp. 1.
[ 6 ] Nie było w Japonii nuncjusza, lecz delegat apostolski, którym od 1922 r. do 16 V 1931 był bp Mario Giardini.
[ 7 ] Kongregacja i Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary zasilały tylko misje bezpośrednio od nich zależne. Misja polskich OO. Franciszkanów w Japonii była natomiast filią polskiego Niepokalanowa i jako taka nie mogła liczyć na względy dykasterii rzymskich.
[ 8 ] W oryginale wyrazy: "cały", "każdą" oraz "Niepokalanej" podkreślone dwukrotnie.
[ 9 ] Zob. Pisma, 301, przyp. 9.
[ 10 ] Przy wydaniu pierwszego numeru RN pomagali św. Maksymilianowi OO. Kapucyni i OO. Reformaci: o. Efrem z Kcyni, kapucyn, zaprojektował okładkę, jeden z OO. Reformatów zbierał pieniądze od swoich i dawał na RN - zob. Konferencje św. Maksymiliana Marii Kolbe, Niepokalanów 1983, n. 19; zob. też Pisma, 955.
[ 11 ] O. Jerzym Wierdakiem.
[ 12 ] Zob. Pisma, 407, przyp. 1.
[ 13 ] List br. kleryka Ludwika Kuszla się nie zachował.
[ 14 ] List br. Damiana Eberla także zaginął.
Jak się tak wgryźć w szczegóły żywotów świętych (nie tylko tych kanonizowanych) to widać, że to wszystko są wielkie ofiary i poświęcenie.
To wyżej to był w zasadzie komentarza do kilku wcześniejszych wpisów, gdzie Święty opisywał warunki swojego i braci działania. A poniżej to jak myślał o zdobyciu świata dla Niepokalanej - szukał wszędzie dodatkowych pieniędzy.
306
Do Niepokalanowa [ 1 ]
Mugenzai no Sono, [1 VII 1931]
PS - Wyobrażam sobie, jaki tam u Was kłopot, kiedy stąd wciąż tylko wołania dochodzą: "pieniędzy, pieniędzy, pieniędzy". Ale zaglądnijcie do pisemek misyjnych czy to tylko my takie zrzędy. Zapewne ostatnie pisanie o aż 4 znowu tysiące i to jeszcze jakby dodatek nadzwyczajny [ 3 ] uniemożliwia wszelką kalkulację. Jeżeliby duże miało być kłopocisko, to można to nazwać i zwyczajnym, a potem ten "dług" ratami po 25 dol[arów] np. miesięcznie odciągać przy przesyłkach miesięcznych. Bo uważam, ze przy miesięcznych 300 dol[arach] "Rycerz" japoński normalnie wychodzić i rozwijać się będzie mógł. Oczywiście gdyby owe 4000 zł mogło być potraktowane jako dodatek nadzwyczajny, to o tyle "Rycerz" japoński więcej by się rozwinął. Zresztą niech Niepokalana sama kieruje przez św. Posłuszeństwo, jak sama sobie życzy. Ona nie zubożeje nigdy.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedno źródło dochodu, tj. zużyte znaczki pocztowe [ 4 ]. Im starsze one, tym większą przedstawiają wartość. Więc ze znaczków ofiarowanych na "Rycerza" nikomu nic dać nie można, bo nie na inny cel dane były. W Krakowie czy gdzieś (kleryk br. Remigiusz [ 5 ] zna się na tym) wychodzi osobne pismo - ponoć bezpłatne aż! - informujące o sprawach filatelistycznych [ 6 ]. Gdzieś w Belgii coś jedenaście placówek utrzymują na misjach za same znaczki pocztowe. Ale zdaje się już pisałem o tym. - Proponuję więc, by:
1) W Sekretariacie Misyjnym otworzyć osobny "Dział znaczkowy". Celem tego działu będzie: a) zapoznać się dokładnie ze sposobem zbierania, przechowywania, celowego sortowania, korzystnego spieniężania - w odpowiednim czasie, miejscu (kraju) - i te wiadomości stale doskonalić. Źródła: zbadanie sposobu, funkcjonowania innych misyjnych centrali znaczkowych, stałe czytywanie pism filatelistycznych i własne doświadczenia; b) gorliwie używać wszelkich środków skutecznych celem stałego, wciąż rosnącego zbierania zewsząd znaczków, umiejętnego przygotowania i spieniężenia.
2) By rzeczony dział zdawał roczną sprawę, jaką kwotę misjom przysporzył, jakich środków z jakim skutkiem użył, jakie trudności napotkał i jakie środki na rok następny obmyślił, by trudności zmniejszyć lub i usunąć; jakie środki, które okazały się skuteczne, zamyśla spotęgować i w jaki sposobi wreszcie jakie trudności przewiduje na rok przyszły i jakich sposobów myśli użyć wobec nich. Wreszcie jaką kwotę przewiduje, że będzie mógł zdobyć dla misji na rok następny.
Oczywiście to wszystko, o ile N[ajprzewielebniejszy] O. Prowincjał taki plan zatwierdzi, bo tylko wtedy możemy być pewni, że to Wola Niepokalanej, a ja się bardzo boję, by czasem ze swojego "cuchnącego ogrodu" czegoś nie dodać.
Przyznam, że i ja tutaj byłem przez jakiś czas tak trudnościami przyciśnięty i przygnieciony, że aż się to swoje "ja" rwało do jakiegoś wypoczynku. Ale tak lepiej, bo więcej poznaje się swoją słabość i widzi jasno, że te nie "dzielne energie" ludzkie, ale tylko miłościwa ręka Niepokalanej wszystko sprawia. - Cześć Jej na wieki za wszystko.
I tu otworzymy taki dział znaczkowy i sądzę, że nieraz tu zebrane znaczki lepiej się spieniężą w Europie, a europejskie tutaj.
Kończę, bo właściwie dzisiaj położyłem się spać (po północy), więc chociaż południe się zbliża, trzeba się trochę przyłożyć, by potem lepiej pracować.
Ale o modlitwę tęgo proszę, bo tu się więcej diabłów koło nas uwija - tak nie mogą strawić, żeśmy się aż tu zapuścili - a my sami tacy słabi. Przy pomocy i opiece zaś Niepokalanej gwiżdżemy sobie na nich wszystkich i kpiny sobie z ich bezsilności. Dlatego bardzo prosimy o modlitwę, by Niepokalana nie pozwoliła nam sobie bruździć i żeby nie uszanowała bynajmniej naszej wolnej woli, ale zmusiła choćby i siłą i wbrew naszej woli, byśmy musieli to i tak czynić, co i jak ONA sobie życzy.
Aha, miałem się położyć
br. Maksymilian M-a Kolbe
[ 1 ] Dopisek do listu br. Zygmunta Króla z 3 VII 1931 do współbraci w Niepokalanowie.
[ 2 ] Nadruk na blankiecie: Mugenzai Seibo no Sei Furanshisuko Kai oznacza: Franciszkanie od Niepokalanej Matki.
[ 3 ] AN nie posiada listu ze wzmianką o 4 tys. zł. Widocznie list ten zaginął albo dopisek powstał dopiero po liście z 21 VII 1931 - zob. Pisma, 312.
[ 4 ] Sprawę znaczków pocztowych poruszał już św. Maksymilian kilka razy - zob. Pisma, 258, 262, 269 i 300.
[ 5 ] Br. Remigiusz Wójcik.
[ 6 ] W Polsce w 1893 r. został założony w Krakowie Pierwszy Klub Filatelistów Polskich, który w 1894 r. zaczął wydawać miesięcznik "Polski Filatelista". W 1932 r. wychodziły 3 pisma z tej dziedziny: "Filatelista" (Ciechocinek-Zdrój), "Ilustrowany Kurier Filatelistyczny" (Lwów), "Wiadomości Filatelistyczne" (Warszawa). Pismo "Filatelista" wydało Księgę adresową filatelistów polskich, zawierającą ok. 5 tys. adresów zbieraczy i kupców znaczków pocztowych w Polsce.
309
Do o. Kornela Czupryka
Mugenzai no Sono, 11 VII 1931
Najprzewielebniejszy Ojcze Prowincjale!
W lipcowym numerze [ 1 ] chciałem ogłosić naszą nazwę w Japonii "Franciszkanie od Niepokalanej", ale ponieważ arcybiskup tokijski [ 2 ] przewidywał sprzeciw Bernardynów, skierowałem do nich zapytanie. W odpowiedzi zjechał komisarz kiełkującej tu bernardyńskiej prowincji [ 3 ] i bardzo grzecznie oświadczył, że nie mają oni prawa tu decydować, ale żeśmy byli tak delikatni, że zapytaliśmy o ich zdanie, więc uważa, że przecież i oni w równej mierze mają sprawę Niepokalanej, że więc słowo prawne "konwentualni" powinno by nas rozróżniać. Ponieważ w liście obiecałem w razie jakich racji wstrzymać się z ogłoszeniem nazwy w "Rycerzu" (choć już na listach, jak na tym, jest) i donieść przełożonym, więc też tak czynię. Dodać trzeba, że ów komisarz już od 30 lat przebywa w Japonii, a nawet przybrał nazwę i obywatelstwo japońskie: tak oni nas powyprzedzali.
Dziś mieliśmy dzień radosny, bo przyjął Chrzest św. młodzieniec Amaki [ 4 ], który dla Niepokalanej bez pieniędzy u nas pracował: jest też na posłanej fotografii. Dostał, bo chciał, imię Marian ku czci N[ajświętszej]Maryi Panny.
A teraz o kłopociku większym: Równocześnie z tym listem przyjdzie też list od br. Zygmunta Króla, w sprawie powrotu do Polski z podaniem powodów [ 5 ]. Otóż mnie się wydaje ten powrót nie tylko wskazany, ale nawet konieczny i to jak najprędzej, a to z następujących powodów: Pomijając już sprawę zdrowia, które mu tu nie służy, chodzi bowiem często jak na pół zaspany, a teraz spuchł palec, a potem dłoń u drugiej ręki (już się goi palec, bo go rozcinali w szpitalu), szwankuje w tutejszych warunkach i to tęgo co do powołania. I tak już w Szanghaju słabło posłuszeństwo, a w Japonii już i 3 razy przed przeprowadzką do Mugenzai no Sono powiedział mi wyraźnie, że chce wystąpić, ale gdym mu trochę nagadał, zmienił się, obiecywał pracować nad sobą i zdawało się, że już na stałe dobrze, ale potem znowu to samo. - Obecnie znowu, gdym, z powodu coraz to większych niedoskonałości w pełnieniu posłuszeństwa, uważał za swój obowiązek ostrzej go skarcić i zagrozić karami w razie dalszego lekceważenia sobie tego obowiązku, przyszedł przedwczoraj wieczorem żądając natychmiast wydania papierów i pieniędzy na bilet do Tokio. Nie pomogły przypomnienia obowiązku wypływającego ze złożonych ślubów ani różne tłumaczenia. Odszedł już tym razem (po raz pierwszy) bez skruchy, odraczając tylko sprawę wydania papierów do dnia następnego, gdyż widział, że czuję się źle na zdrowiu. - W nocy dokuczało ml silnie serce i w następny dzień przeleżałem gorączkując powyżej 38°, więc też i nie piłował już o papiery. Dziś zaś przy sobocie Niepokalana zwyciężyła znowu w tym biednym sercu: wyspowiadał się i znowu stał się inny. Ale - będąc w tych samych warunkach - na jak długo? Dotychczasowe powtarzane trzykrotne doświadczenie każe się obawiać recydywy. -A najgorsze to, że w takim stanie nie chce on bynajmniej jechać do Polski, ale wystąpić i pozostać tu w Japonii. Mówię, że to najgorsze o tyle, że na nas zwrócone są tu oczy pogan i gazety pogańskie o nas też piszą (dotąd przychylnie) ale niechby tak tu kto wystąpił i tu się włóczył, co by to był za skandal. Dałoby to okazję do napaści na religię katolicką (co chętnie przy sposobności japońska prasa czyni) i bardzo możliwe, żeby nas władze kościelne usunęły z Japonii, jako przeszkadzających w nawróceniu kraju.
Te perspektywy najbardziej mnie niepokoiły i niepokoją. Dlatego uważam, że teraz, kiedy on znowu przyszedł do równowagi i decyduje się jechać do Polski dobrze by było, a nawet konieczne, by pojechał jak najprędzej z tych warunków dopokąd znowu diabeł go nie opanuje. Więc prosiłbym bardzo o odpowiedź przychylną i telegraficzną, bo się boję bardzo, że w razie ponownego po prostu - opanowania przez szatana - wypełni to, co mi przedwczoraj mówił: "Ja chcę najlepiej i dlatego proszę o wydanie mi zaraz papierów; jeżeli Ojciec nie zechce mi wydać, to będę musiał inaczej sobie poradzić, a wtedy będzie gorzej". Zresztą i diabeł pomógłby mu wykraść, bo wie, gdzie co jest (chociaż teraz gdzie indziej schowałem). - Opisuję tak szczegółowo, by okazać, że zrobiłem już wszystko co mogłem dla tej duszy, ale już więcej nie mogę: "periculum in mora" [ 6 ].
Wysłać go do Polski samego też bym się bał, bo nuż diabeł mu sprawę tak przedstawi, że rzeczywiście wysiądzie gdzieś po drodze i wtedy skandal gotów. Więc myślałem, by z nim pojechał o. Metody [ 7 ], gdyż on ma też więcej wpływu na niego. Z braci żaden nie miałby na niego wpływu wystarczającego, by gdzieś w drodze nie czmychnął.
Do o. Metodego są też inne powody: pisałem już w ostatnim liście, że nie ma on ducha Niepokalanowa, ani ochoty, by go nabyć, więc przyszłość Niepokalanowa japońskiego byłaby niewesoła, po prostu widmo zlikwidowania ducha Niepokalanowa, chociaż skądinąd jest on i pobożny i poczciwy, ale to ubóstwo go razi i poprowadziłby wszystko "inaczej". - Przy tym sprawa zdrowia. Obecnie jest okres deszczowy. Więc mokre gorąco, że aż ubranie i pościel pleśnieją, a potem mają przyjść jeszcze nieznośne gorąca. Teraz już o. Metody czuje się źle i mówił mi o tym przedtem, a wczoraj wyraźnie powiedział, że nic nie mówi, ale tak się coraz gorzej czuje, że rychło zapadnie na płuca i klapnie. I rzeczywiście, wygląda sucho i blado, mało jada i widać, że jest ze zdrowiem niedobrze. Myślę więc, pojedzie do Polski, a tam się zobaczy: albo podreperowany wróci, albo zajmie miejsce innego ochotnika, który już naprawdę całkowicie poświęci się Niepokalanej i przyjedzie z ukochaniem Franciszkowego Ubóstwa dla Niepokalanej zapracować się, zacierpieć, wyniszczyć i umrzeć. - A równocześnie o. Metody mógłby się przysłużyć wygłaszając odczyty o Japonii i zbierając stąd trochę groszy, których tu tak bardzo potrzeba. Jeszcze nawet na płot się zdobyć nie jesteśmy w stanie, choćby już nie na cały plac, to przynajmniej na część, a tu ani wody na miejsca nie ma (za 130 jenów by nam dali z wodociągu), ani ściany nie oglinowane (mieszkamy w budynku o ścianach mniej niż centymetrowych z obawą przed podpaleniem) i równanie terenu (części) potrzebne itd., nie mówiąc już o długach w kwocie około 500 jenów i o krzyczącej potrzebie falcówki. - Więc groszy by się zdało sporo, tym bardziej że biskup uważa naszą kapliczkę za niedostateczną do erekcji prawnej, a i na mieszkania i pracownie za ciasno.
Kto by mógł przyjechać na miejsce o. Metodego? N[ajprzewielebniejszy] O. Prowincjale, obserwując tu stosunki miejscowe musze przyznać słuszność delegatowi apostolskiemu [ 8 ], że trzeba ojca o wybitnych zdolnościach - co zresztą już sam św. Franciszek Ksawery zauważył [ 9 ] - by mógł nauczyć się dobrze władać tutejszym językiem i pracować dla pogan o tak wysokiej kulturze, a przy tym pokornego i świątobliwego, by nie zapominał, że nawrócenie to dzieło łaski, no i naprawdę oddanego Niepokalanej bez zastrzeżeń i kochającego [ 10 ]
Ubóstwo Franciszkowe. Czyżby takim był o. Samuel?... [ 11 ] Gdyby tak, to zdaje mi się, że dla 90 000 000 pogan [ 12 ], to nie za wielka ofiara dla Prowincji wysłać takiego jednego ojca. Zresztą może Niepokalana posłać więcej podobnych powołań. - Ale ja już zaczynam ciągnąć w jedną stronę, a tego się najbardziej boję, bo pragnę tylko, by Niepokalana uczyniła tak, jak sama sobie życzy. - Niech więc N. O. Prowincjał uczyni, jak sam uważa, a ja będę zawsze zadowolony, bez względu na wynik, ale tylko piszę, co myślę. - Zdaje mi się, że nasza tutaj placówka jest bardzo poważna (ma przyszłość), bo tu może od razu działać na 90 000 000 dusz, a stąd promieniować po Dalekim Wschodzie. A ojciec, który przyjedzie, musi mieć dostateczne uzdolnienie, by i języka, i zwyczajów się prędko mógł nauczyć i znał trochę języków (teraz, jak pisałem, trzeba by pisać "Rycerza" co najmniej po francusku, jeżeli nie po angielsku, a jak najprędzej po japońsku). - Zdaje mi się jeszcze, że szczególna przyjaźń o. Alfonsa z o. Samuelem, teraz po śmierci tego pierwszego, też coś zaważy.
Kończę, bo północ się zbliża, a dziś przy sobocie chciałbym i o. Samuelowi kilka słów o tym pchnąć [ 13 ].
Z prośbą o serafickie błogosławieństwo
br. Maksymilian
PS - Gdyby tak pojechali stąd: Chory, choć poczciwy br. Damian [ 14 ] z też chorym br. Hilarym [ 15 ], o którym trudno mi urobić pewność co do zbliżających się ślubów wiecznych, więc lepiej, by odbył resztę próby w warunkach normalnych i o. Metody z br. Zygmuntem, to pozostałaby tak zgrana "szajka" gotowa dla Niepokalanej na wszystko, gorliwa, ofiarna, i w Niepokalanej miłująca się i biedne dusze pogan tęgo, bardzo tęgo.
A gdyby tak jeszcze przyjechał o. Samuel z trzema braćmi (ale posłusznymi bardzo [ 16 ]) z Niepokalanowa np.: br. Sergiusz [ 17 ] br. Efrem [ 18 ] br. Adam [ 19 ], znający się na kuchni Kasjan [ 20 ] Wenanty [ 21 ] itp., zresztą po roku nie wiem, jaki kto jest.
Dodać muszę, że br. Zygmunt zachowywał się w Niepokalanowie polskim bardzo przykładnie. - I tu są okresy przykładne. Ale nie na długo. Może w warunkach Niepokalanowa polskiego na nowo się umocni.
[ 1 ] W lipcowym numerze japońskiego RN.
[ 2 ] Abp Jean Alexis Chambon ze Stowarzyszenia Paryskich Misji Zagranicznych.
[ 3 ] Klasztor prowincji kanadyjskiej OO. Bernardynów z siedzibą w Montrealu, został założony w Japonii w 1907 r., a pierwszym przełożonym był o. Calixte Gelinas, on też pełnił urząd pierwszego przełożonego (komisarza?). Album Japan Catholic Directory 1967, 436, wymienia bez podania dat nazwiska wszystkich kolejnych komisarzy, ale brak wśród nich nazwiska o brzmieniu japońskim - zob. też Pisma, 231, przyp. 5.
[ 4 ] Amaki Kunikiko - zob. Pisma, 248.
[ 5 ] List się nie zachował.
[ 6 ] Zwłoka grozi niebezpieczeństwem.
[ 7 ] O. Metody Rejentowicz.
[ 8 ] Bpowi Edwardowi Mooneyowi.
[ 9 ] "Pour répondre à leurs questions la science est nécessaire; il faut surtout avoir été rompu aux cours des Arts. Nos dialecticiens surprendront immédiatement les bonzes au milieu même de leurs contradictions; être ainsi enferrés ou réduits au silence est pour les bonzes la pire des confusions" (Saint François Xavier de la Compagnie de Jezus, Lettres spirituelles, Paris [1937], 275). "Quant à ceux de la Compagnie qui se trouvent à Amanguchi, et ceux d’ici qui doivent s’y rendre cette année et les années suivantes, si Dieu Notre-Seigneur le veut, il ne faut pas, me semble-t-il’ les envoyer encore à ces universités, mais leur faire apprendre la langue, et les idées professées par les sectes de ce peuple, afin que lorsque les Pères viendront d’Europe, ils soint leurs interprètes capables d’exprimer fidèlement tout ce qu’ils leur diront" (tamże, 277). [Przekład polski] "Aby odpowiedzieć na ich pytania, konieczna jest wiedza, trzeba zwłaszcza być biegłym w filozofii. Nasi dialektycy natychmiast zaskoczą bonzów, wskazując ich sprzeczności; ulec lub być zmuszonym do milczenia jest dla bonzów najgłębszym zawstydzeniem. [...] Co do tych z Towarzystwa [Jezusowego], którzy znajdują się w Amanguchi, oraz tych, którzy mają tam się udać tego roku i w latach następnych, jeśli Bóg nasz Pan tego chce, nie trzeba - wydaje mi się - wysyłać ich na te uniwersytety, lecz nauczyć języka i idei wyznawanych przez sekty tego ludu, aby wtedy gdy przyjadą Ojcowie z Europy, byli ich tłumaczami, zdolnymi wiernie wyrazić wszystko, co ci będą mówić".
[ 10 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 11 ] O. Samuel Rosenbaiger.
[ 12 ] Zob. Pisma, 227, przyp. 3.
[ 13 ] Zob. Pisma, 309a.
[ 14 ] Br. Damian Eberl.
[ 15 ] Br. Hilarym Łysakowskim.
[ 16 ] W oryginale wyrazy podkreślone dwukrotnie.
[ 17 ] Br. Sergiusz Pęsiek.
[ 18 ] Br. Efrem Szuca.
[ 19 ] Br. Adam Szubartowski.
[ 20 ] Br. Kasjan Tetich.
[ 21 ] Br. Wenanty Zarzeka.
310
Do o. Floriana Koziury
Mugenzai no Sono, 14 VII 1931
Drogi Ojcze!
Cześć Niepokalanej, dziś otrzymaliśmy 300 dol[arów], ale żebyście wiedzieli, ile tu kłopotu z wydostaniem pieniędzy, jeżeli nie zaadresowane imiennie!... Dziś powiedzieli, że to już ostatni raz tak wydają. Prawda że to owe jaskółki, co to przedwcześnie "śpiewały" o moim przyjeździe [ 1 ], wszystkiemu winny. - Jak tam wypadło tegoroczne półżniwko półroczne? [ 2 ]
Kogo by z braci można zabrać? Ale z gotowych nawet na śmierć dla Niepokalanej bo inaczej szkoda [ 3 ] pieniędzy na bilet. Tu i w drukarni, i w dziale budowlanym, i w zdrowia, i mnie do dyrekcjo-redakcji trzeba by łacińsko-francusko-angielsko-włocha czy niemca.
Okropnie wyszła ta pierwsza próbka pisania na maszynie, ale już tak bazgrzę ręcznie, że trzeba się przeprosić z maszyną.
Memento
br. Maksymilian M-a Kolbe
[ 1 ] O złym stanie swego zdrowia wspominał św. Maksymilian w liście z 5 IV 1931 (Pisma, 294). Jednocześnie o. Florian Koziura domagał się powrotu św. Maksymiliana do Polski, celem zajęcia się Niepokalanowem (Pisma, 312).
[ 2 ] Św. Maksymilian chciał mieć dla orientacji bilans dochodów i rozchodów Niepokalanowa z okresu półrocznego, upływającego z końcem czerwca.
[ 3 ] W oryginale podkreślenia dwukrotne.