A więc takie jest znaczenie tytułu Wszechpośredniczki Łask. No i mamy placet od nie byle kogo, gdyż od papieża samego, i to nie byle gdzie, gdyż aż w encyklice, że wolno nam jest swobodnie, a nie "ostrożnie", używać tego tytułu.
369
Do centrali MI w Niepokalanowie
Nagasaki, 11 IV 1932
Maryja
Drogie Dzieci!
W odpowiedzi na list z 23 III w sprawie MI donoszę, że:
1) Ksiądz z MI nie ma przez to samo jeszcze władzy specjalnej, której udzielają OO. Misjonarze do poświęcania Cud[ownego] Med[alika] wedle specjalnej formułki i z odpustami przywiązanymi do Cud[ownego] Med[alika]. Może jednak poświęcać (jak każdy inny ksiądz) - Cud[owny] Med[alik] jako jeden z medalików. - Do MI nie jest konieczne specjalne poświęcenie, tym bardziej że odpusty Cud[ownego] Med[alika] mieszczą się w odpustach MI (zupełny w dzień przyjęcia i na Wielkanoc i 100 dni za akt "O Maryjo bez grzechu" itd.), a nawet odpusty MI są liczniejsze.
2) Do aktu poświęcenia "O Niepokalana..." nie ma przywiązanego specjalnego odpustu, można go mimo to używać, a nawet nie możemy z niego zrezygnować. Trudnością pewno jest śmiałe wyrażenie, że przez ręce Niepokalanej wszystkie [ 1 ] łaski z N[ajświętszego] Serca Jezusowego na nas spływają, ale już papież Leon XIII orzekł, że wolno tak twierdzić [ 2 ] i gdy biskup krakowski [ 3 ] z tego powodu nie chciał potwierdzić pierwszego dyplomika, podaliśmy mu dowody i wtedy ustąpił. Teraz już mamy i pacierze, i Mszę św., i święto kościelne Matki Bożej Pośredniczki Wszelkich Łask [ 4 ], a kardynał Mercier bardzo się starał o ogłoszenie tej prawdy jako dogmat. - Może Niepokalana pozwoli i nam się przyczynić do włożenia tego klejnotu do Jej korony.
Z prośbą o modlitwę
Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe MI
PS - W ulotce str. 3 pisze, że Medalik Cud[owny] można nosić w kieszeni, ale Niepokalana powiedziała, że szczególniejsze łaski dostaną ci, co "będą nosić na szyi" Cud[owny] Med[alik] (patrz książeczka "Cudowny Medalik" str. 18 w[iersz] 5 od dołu) [ 5 ].
[ 1 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 2 ] "Kiedy odwieczny Syn Boga dla odkupienia i wywyższenia człowieka zechciał przyjąć naturę ludzką, i przez to zawrzeć jakby mistyczny związek z całym rodem ludzkim, nie uczynił tego wcześniej, niż przewidziana matka zupełnie dobrowolnie wyraziła na to zgodę. Reprezentowała ona w pewien sposób cały ród ludzki zgodnie ze sławnym i prawdziwym zdaniem św. Tomasza z Akwinu: «Przy Zwiastowaniu oczekiwano zgody Dziewicy w zastępstwie całej ludzkiej natury» [S.th. III, q. 30, a. 1]. To pozwala stwierdzić równie słusznie i prawdziwie, że absolutnie nic z niezmierzonego skarbu wszelkiej łaski przyniesionego przez Chrystusa [J 1,17] - z rozporządzenia woli Bożej nie zostaje nam udzielone inaczej, jak tylko przez pośrednictwo Maryi. Jak do najwyższego Ojca nikt nie może przyjść inaczej niż przez Syna, prawie tak samo do Chrystusa nikt nie może mieć dostępu, jak tylko przez Matkę" - zob. Leon XIII, Encyklika Octobri mense (1891), fragm. w: Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, Poznań 1988, 270.
[ 3 ] Bp Adam Stefan Sapieha, który zatwierdził pierwszy dyplomik MI w 1919 r. - por. Pisma, 28a, przyp. 3.
[ 4 ] Święto NMP Pośredniczki Wszelkich Łask z własnym formularzem mszalnym i oficjum brewiarzowym ustanowił dla Belgii, na skutek próśb przede wszystkim kard. Désiré-Josepha Merciera, Benedykt XV dnia 12 I 1921. Św. Kongregacja Obrzędów pozwalała odtąd wprowadzać to święto także poza diecezjami belgijskimi, byle o to proszono. Na podstawie dekretu Kongregacji Obrzędów z 17 I 1934 nr 973/34, także i Zakon OO. Franciszkanów wprowadził święto MB Pośredniczki Wszelkich Łask do swego kalendarza zakonnego; święto wyznaczono na 31 V - zob. "Comm. Ord." 31 (1934) 86.
[ 5 ] Książeczkę pod powyższym tytułem, bez podania autora, wydawali Księża Misjonarze. W dostępnych wydaniach z 1902 r. i 1913, cytat istotnie znajduje się na s. 18, ale wiersz 16 od dołu.
Proszę się nie trapić, gdy przyjdą przeciwności, ale oddać wszystko Niepokalanej bez granic, zrobić spokojnie co można i ufać, bezgranicznie Jej zaufać. Wiem, że nie zabraknie ni przeciwności, ni krzyżów może nawet cięższych, ale Ona wszystko może. Piszę to nawet z własnego dotychczasowego doświadczenia. Krzyże przeszkolą tylko, zasług dodadzą, zmiażdżą, ale i wyniosą duchowo zarazem i nauczą nie ufać swym zawodnym siłom, ale tylko Niepokalanej: więc Pan Bóg z miłosierdzia swego je zsyła. - Po co to wszystko piszę? Bo na sobie samym doświadczyłem, jak mi czasem było ciężko, bardzo ciężko.
Z 381
To jedna strona medalu, ale jest i druga ze swoimi racjami, a przede wszystkim tą, że może za mało mam "silną rękę" i idę prawie tylko "ciepłem miłości", aż może do słabości?
...
Tak mnie po głowie chodzi, ale jak powiedziałem, bynajmniej nie oznacza to, bym się chciał wymówić, lecz tylko po prostu piszę, co po głowie chodzi, lecz gotów jestem dla Niepokalanej na wszystko i byłoby dla mnie największym złem, gdybym jakkolwiek wpływał - chodzi tylko o jak najprędsze [ 6 ] zdobycie całego świata Niepokalanej, Wolę Niepokalanej, której tylko [ 6 ] chcę.
Na chybił trafił, nie znając dokładnego adresu, pchnąłem telegram z okrętu zaadresowany: "Salezjańska szkoła". Może po raz pierwszy japoński nasz okręt słał fale radiowe po polsku. Po czym odmówiłem cząstkę różańca przed figurą Niepokalanej królującej w kajucie na szafce i czekałem przy wyjściu. Gdy już okręt stanął i różne okręciki i barki poczęły go obskakiwać, ukazał się na schodach prowadzących na wierzch statku ksiądz Europejczyk.
Czy Polak? - pytam zaraz.
Ks. Wieczorek - brzmiała odpowiedź.
Schodzimy natychmiast do chińskiej barki i po sporej jeszcze żegludze docieramy do miasta. W drodze ogonki Chińczyków z naczyniami na wodę. To klęska wyjątkowa. Brak deszczu, więc i wody, gdyż Hongkong leży na wyspie. Stąd wodociągi otwarte tylko w określonych godzinach i ogonki. Pomogła widać nakazana kolekta (modlitwa przy Mszy św.) o deszcz, bo dziś już tęgo niebo sobie na płacz pozwala.
W misji woda z sokiem, bo pić, pić bardzo doprawdy mi się chciało w tym gorącu, aż płuca bolały. Po czym do kościółka zakonnic, gdzie przynoszą do chrztu dzieci. Dzisiaj było troje, wczoraj ośmioro, a zwyczajnie około pięciu. Następnie piętrowym tramwajem na drugi koniec miasta do Shaukiwan [ 1 ] do domu dla kleryków, kupionego za polskie ofiary i obecnie za też ofiary rozbudowanego. Pokazywał mi nawet blankiet konta PKO nr 211.168, na który te ofiary wpływają. Olbrzymie prace wyrównania górzystego terenu i budowa domu, na którego trzecim czy czwartym piętrze stanie kościół wychodzący z innej strony na równy plac. I tam sodowa woda. I tam też piłem tęgo, bom jeszcze nie "zmoczył się dostatnio" i płuca jeszcze bardzo przy chodzeniu trzeszczały. Bałem się, czy się czasem na krwotoku nie skończy, ale Niepokalana widać tego nie żądała.
W domu tym uczy ks. Siara i przebywają tam klerycy i Polacy, i Węgrzy, i tubylcy Chińczycy; pomiędzy księżmi zaś zapoznałem się na kolacji z Argentyńczykiem, Irlandczykiem i Włochami.
Po wieczerzy wysłużony już misjonarz, Włoch, dowodził, że przed misjonarzami powinny pójść nasamprzód, niezależnie oczywiście, armaty i jako przykład podawał właśnie Hongkong, gdzie dzięki panowaniu Anglików misjonarze mogą spokojnie pracować. Można poniekąd wyrozumieć te pojęcia, gdy się przypomni, co działo się w głębi Chin w ostatnich latach, chociaż trudno by się doprawdy zgodzić na to jako na zasadę. - Opowiadał też, jak to niektórzy Chińczycy pchają dzieci do zakładu, dopokąd nie są potrzebne, a starają się wydostać, gdy już mogą coś dopomóc rodzinie. Jako przykład podawał zdarzenie, jak to przyprowadzono mu chłopca z prośbą o przyjęcie. Gdy zaś przedstawiał, że ma tylko ze 4 miejsca zarezerwowane dla wypadków nadzwyczajnych, dla sierot nie mających już rodziców, chłopiec przyniósł poświadczenie, że rodzice już pomarli podpisane przez... własnego ojca.
Powrót znów "piętrówką" wśród ożywionego miasta i znowu woda z lodem i - spoczynek.
Nazajutrz Msza św., do której służył chłopiec Chińczyk, do Komunii św. przystępują Chińczycy - i pięknie, śpiewnie brzmiące modlitwy chińskie. Po Mszy św. spotykam ks. Wieczorka otoczonego młodzieżą. Tłumaczy mi, że chłopcy ci widząc mnie [ 2 ] mówią między sobą, że franciszkanie się biczują.
Telefonicznie dowiadujemy się, że okręt rusza o jedenastej, więc zabrałem ofiarowane przez ks. Wieczorka lakierki dla dzieci emigrantów na okręcie i znowu chińską barką razem z ks. Wieczorkiem powróciłem na pokład. - Cześć za wszystko Niepokalanej.
Dopiero gdym wszedł do kajuty, zrozumiałem, jakim dobrodziejstwem był dla mnie nocleg poza okrętem, bo z braku ruchu [statku] brak i przewiewu; stąd takie gorąco, iż chyba musiałbym przemęczyć noc bezsennie.
W kilka godzin po rozdaniu cukierków spotyka mnie na korytarzu małe dziecko i z roześmianą twarzą, na której wyczytać można było, iż naprawdę cukierek był słodki mówi: "o dzi san", tj. "dziadziuś", a dosłownie "o" oznacza uczczenie, "dzi" znaczy dziadek, "san" zaś znaczy pan.
O. Maksymilian M-a Kolbe
[PS]
Drogie Dzieci!
Módlcie się, módlcie się za mnie, bym i nie spoganiał wpośród pogan - o co wcale nietrudno - i bym coraz to dokładniej i miłośniej Wolę Niepokalanej spełniał.
Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Drodzy Ojcowie, i Gwardianie [ 3 ], i Rektorze [ 4 ] bardzo o "Memento" proszę.
Załączam nieco ilustracji do "Rycerza". A może by i pocztówki "misyjne" podrukować? Może by czytelnicy rozbierali potęgując przy tym ofiary na misje?
[ 1 ] Dzielnica Hongkongu. W 1935 r. istniała tam placówka duszpasterska (402 wiernych) obsługiwana przez dwóch księży Chińczyków, P. Lu i J. F. Shek - zob. Les Missions de Chine, Shanghai 1937, 391.
[ 2 ] Widząc pasek franciszkański.
[ 3 ] O. Florian Koziura.
[ 4 ] O. Justyn Nazim.
Chissai kono sekkai ni Ten Shu mo Seibo Maria mo ai de ni narimasu hodo okii Tenshu no mae ni to tengoku ni narimasu. Sei Teresa yo na chisaki hana ni nareneba narimasen. Kono zen shigoto desu [ 3 ].
[ 3 ] [Przekład polski] Gdybyśmy na tym małym świecie mieli wielką miłość względem P[ana] Boga i Matki Bożej, to niebo mielibyśmy na ziemi. Trzeba stać się takim małym kwiatkiem, jakim była św. Teresa. To jest cała nasza praca.
Skojarzyło mi się z dowcipem o przedstawicielu handlowym firmy Bata.
389
Do Mugenzai no Sono
Singapur, 12 VI 1932
Maryja!
Drodzy Bracia!
Dziś w wigilię św. Antoniego znalazłem się w prokurze Ojców Niepokalanego Serca Maryi. Dookoła podzwrotnikowe drzewa, bo prawie już na równiku i różnorodne trele ptactwa malajskiego.
Ale oto już i 13 VI, dzień św. Antoniego i dochodzi południe.
Są tu ponoć i tygrysy, ale nie w samym mieście Singaparze, i chociaż poczciwi moi "gospodarze" wywieźli mnie wczoraj na przechadzkę poza miasto, to jednak ani myśmy jeszcze żadnego tygrysa nie przejechali, ani też podobny dobrodziej na nas jeszcze nie wpadły ani spoza wysokich pięknych palm, ani spoza gumowych drzew, ani z głębi innej wiecznie tu zielonej roślinności. Tylko małpki swobodnie sobie chodzące w ogrodzie zoologicznym witały nas na trawniku, gdyśmy mijali ich schronisko.
I kościoły przesuwały się katolickie i aż katedra anglikańska i prezbiteriariańska kircha, a nawet nie brakło stylowego meczetu muzułmańskiego. A po ulicach 3/4 to Chińczycy, poza tym ciemni Malajowie i rośli Hindusi. Między tym wszystkim tu lub ówdzie także białą twarz Europejczyka. A jak mało z nich, nie wyłączając tych ostatnich, zna i kocha Pana Boga żywego i Niepokalaną Jego Matkę? Zdałby się i tu Niepokalanów, ale dla języka malajskiego, którym mówi coś 40 000 000 ludzi, lepiej ponoć by było w centrum malajszczyzny, na wyspie Jawie [ 1 ].
br. Maksymilian
[ 1 ] Na wyspie Jawie działalność misyjną według wzoru japońskiego prowadzili franciszkanie holenderscy (1937-1960); franciszkanie włoscy otworzyli misję na Sumatrze (1969), podniesioną do rangi kustodii prowincjalnej pw. Niepokalanego Poczęcia NMP (1985); na Jawie (w Dżakarcie) ośrodek misyjny otwarto w 1989 r.
Znowu z wyspy Cejlonu, piszę, ale już w drodze powrotnej z Indii. "Jak" Niepokalana całą sprawą pokierowała opisałem szczegółowiej dziś w liście do N[ajprzewielebniejszego] O. Prowincjała i on zapewne nie omieszka wytłumaczyć bliżej znaczenia telegramu wysłanego w Ernakulam. Po prostu jawna tu ręka św. Teresy od Dziec. Jezus i po dosłownym spuszczeniu róży czy kwiatu do niej podobnego - jednego z wielu, którymi była przystrojona podstawa figury na korytarzu pałacu arcybiskupiego w Ernakulam - pierzchły dziwnie wszystkie piętrzące się trudnością tak wielkie, że już straciłem całkiem nadzieję. - I teraz - dzięki Niepokalanej - i teren (ogród), i dom (wystarczający zupełnie na początek), i kaplica spora czekają na objęcie.
Z 398
Gdy zastanawiam się nad tym, co się stało w sprawie indyjskiego Niepokalanowa, to trudno tu nie widzieć ręki św. Teresy od Dzieciątka Jezus, z którą - jak to już pisałem - mam "kontrakt". - Przy wyjeździe w Kobe zawieziono mnie do kościoła jej poświęconego, przy którym pasterzuje - ponoć jej krewny - ksiądz, który przetłumaczył żywot św. Teresy na japoński [ 3 ]. - Po drodze wszędzie napotykałem jej obrazy i figury, a i Karmelici Bosi, na których terytorium misyjnym jest Niepokalanów indyjski i do których arcyb[iskup] należy, też jej są braćmi zakonnymi. - No i upadek róży, o czym już pisałem z Kolombo. - (Zapewne N. O. Prowincjał ten ostatni list i gruby z Kolombo już otrzymał: to jest sprawozdanie z całej podróży).
[ 3 ] Ks. Alfred Mercier z Paryskiego Stowarzyszenia Misji Zagranicznych, przebywający tam co najmniej od 1930 r. (L’Année Missionaire 1931, 624; Japan Catholic Directory 1962-1963, 117).
Dziś, w święto Mamusi niebieskiej, otrzymałem opłatki z listem od Mamusi ziemskiej, która jest odbiciem Mamusi niebieskiej, jak Mamusia niebieska dobroci Bożej, Serca Bożego. Doskonałości Boże promieniujące z niewysłowionego życia Trójcy Przenajświętszej rozchodzą się po wszechświecie w niezliczonych odbiciach jak echo. I tak ze stworzeń wznosi się serce do poznania i ukochania aż Boga w Trójcy Przenajświętszej, ale miłuje i te odbicia, bo one są od Boga, stworzone przez Boga, całe Boże.
Po powrocie z Indii napisałem, o ile pamiętam, list [ 1 ] i nie wiem, czemu by nie doszedł. Obecnie listy idą dłużej i mogą czasem zginąć z powodu walk w Mandżurii.
Co do sprawy czy się zobaczymy na tej ziemi, to już sprawa Niepokalanej. Ona sama może czynić z nami, co Jej się podoba, bo do Niej całkowicie należymy.
Dołączam życzenia błogosławieństwa Bożej Dzieciny i Jej Matuchny Niepokalanej i Mamie, i Prz[ewielebnej] Matce Przełożonej [ 2 ], i wszystkim Siostrom, dziękując z serca za modlitwy, bo tych nam tu na misjach jak najwięcej potrzeba, by dusze biednych pogan pociągnąć do Przen[ajświętszego] Serca Niepokalanej, a przez Nią do Prze[najświętszego] Serca Jezusowego.
Załączam fotografię Niepokalanowa japońskiego [ 3 ]. Poniżej dotychczasowy budynek; wyżej nowy dom, do którego przeprowadzili się bracia ze strychu domu poprzedniego w wigilię Niepokalanego Poczęcia, tj. wczoraj. Na szczycie budynku figura Niepokalanej, która z góry spogląda na pogańskie dachy domów dzielnicy hongochińskiej. - Ten dom, to prezencik Niepokalanej z okazji Jej święta.
Kończę z prośbą o modlitwę, bo czasu mało.
Zawsze wdzięczny syn
O. Maksymilian M-a Kolbe
[ 1 ] Zob. Pisma, 409.
[ 2 ] S. Marii Wiktorynie Chomentowskiej, felicjance.
[ 3 ] Fotografia się nie zachowała.
Jako Konwentualni w odróżnieniu od Kapucynów i Obserwantów otrzymaliśmy od Stolicy Apostolskiej władzę erygowania u siebie "Rycerstwa Niepokalanej" dla osiągnięcia wytkniętego celu [ 1 ]. Przeto uważam, że Zakon jako taki (nie poszczególni zakonnicy) ma nie tylko prawo, lecz również obowiązek osiągania tego celu, a w miarę zaniedbywania go ponosi również winę. Zamiary likwidacji charakteru Niepokalanowa - z powodu ważności sprawy - byłyby u tych, którzy się na to ośmielają, grzechem ciężkim...
Dla osiągnięcia celu "Rycerstwa Niepokalanej" potrzebni są zakonnicy całkowicie temu oddani, potrzebne są konwenty i grupy konwentów. Nasze czasy są czasami specjalizacji, dlaczego więc specjalizacja w tej sprawie miałaby być niebezpieczna, czy [byłby to] inny Zakon? [ 2 ]
A ci, którzy oddają się pracy w tych domach (konwentach), powinni być odpowiednio przygotowani. W "Mugenzai no Sono" jest już drugi ojciec do tego nie przygotowany. O. Metody [ 3 ] i o. Konstanty są dobrzy, lecz nie przygotowani do Niepokalanowa. Dobrze rozumiem o. Konstantego, kiedy mówi, że jest obowiązany zachować jedynie Regułę i Konstytucje, a nie ustawy "Rycerstwa Niepokalanej", ale w konwencie, który za cel specjalny ma "Rycerstwo Niepokalanej", to nie wystarcza. Co więcej, utrzymując się z ofiar zbieranych na szerzenie kultu Niepokalanej jakże można być obojętnym dla "Rycerstwa", a nawet jego wrogiem? To byłoby kradzieżą świętokradczą. Nie wolno nam nawet ani jednego grosza wydać na inny cel, chociażby bardzo wzniosły, niż na ten, na jaki go dali dobrodzieje.
Tutaj (w Niepokalanowach - w Polsce i w Nagasaki) oprócz Reguły i Konstytucji trzeba koniecznie uznawać i zachowywać obowiązkowo dyplomik "Rycerstwa Niepokalanej", aby poświęcić całe życie Niepokalanej. Wówczas śluby zakonne nabierają swojej doskonałości.
Jest więc konieczne specjalne przygotowanie począwszy od juwenatu (internatu) i od nowicjatu, w którym dyplomik "Rycerstwa Niepokalanej" powinien być uważany za obowiązujący. Również studia teologiczne powinny odpowiadać przyszłej pracy dla uniknięcia anomalii i wstrząsów, jakie teraz u nas zachodzą, oraz dla szybszego osiągnięcia celu "Rycerstwa Niepokalanej".
br. Maksymilian Kolbe
[ 1 ] Treść listu może mieć związek z odmową władz zakonnych założenia nowicjatu misyjnego w Niepokalanowie (zob. Pisma, 407, przyp. 1) i z możliwymi zarzutami o. Konstantego Onoszki, słanymi z Japonii do Rzymu (zob. Pisma, 431). Jak wynika z dziennika korespondencji św. Maksymiliana, list skierowany był do o. Peregryna Haczeli.
[ 2 ] Czyżby to miał być inny Zakon?
[ 3 ] O. Metody Rejentowicz.
Artykuł "Kur[iera] Warsz[awskiego]" z 14 stycz[nia] 1933 str. 2 "O podbój młodego pokolenia" [ 5 ] tym bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, które mam od dawna, że źle robi prasa katolicka ("Głos Narodu" [ 6 ], "Pielgrzym" [ 7 ] itp.), jeżeli ze względów partyjnych rzuca kamieniami na rząd Piłsudskiego. - Należy - oczywiście - piętnować, ale "zło" tylko. Tymczasem prawica odsuwając się od rządu zmusiła go do oparcia się raczej na lewicy i stąd skutki. Dlatego to zdaje mi się potrzebną rzeczą, by jak ongiś raz zrobiłem [ 8 ], tak i tego roku obydwa Niepokalanowy wcześnie (by nie znikło wśród tłumu) przesłały Piłsudskiemu życzenia imieninowe, życząc opieki Niepokalanej i obiecując Komunie św. tak licznych braci, jako też przynajmniej "Memento" we Mszy św. albo niechby i Mszę św. - Uważam to za silną potrzebę w walce z masonerią, wciskającą się do rządów, a raczej już rządzącą. Pamiętajmy na obraz Matki Bożej Ostrobramskiej, który Piłsudski ma nad łóżkiem i nie zaśnie bez niego [ 9 ]. Słyszałem o tym z ust pewnych i sprawdziłem na fotografii po wypadkach majowych. - Więc on Ją kocha. Czemuż go więc pozostawić na pastwę wrogów Kościoła i jego duszy? Dlatego uważam, że partie "katolickie" takim zachowaniem się szkodzą katolicyzmowi. - Alem się za dużo rozgadał.
[ 5 ] Autorstwa Izy Moszczeńskiej.
[ 6 ] "Głos Narodu" - zob. Pisma, 102, przyp. 8.
[ 7 ] "Pielgrzym" - pismo informacyjne o charakterze religijno-narodowym, wychodzące w Pelplinie od 1 I 1869 do 1 IX 1939, początkowo raz w tygodniu, od 1876 r. dwa razy, od 1877 trzy razy tygodniowo. W następnych latach do pisma należały jeszcze dodatki, jak "Krzyż", "Przyjaciel Dzieci", "Robotnik Polski", "Dobra Gospodyni". Założycielem i redaktorem do r. 1872 był ks. Szczepan Keller.
[ 8 ] W 1929 r. - zob. Pisma, 171.
[ 9 ] O nabożeństwie Piłsudskiego do MB Ostrobramskiej św. Maksymilian pisał w RN 14 (1935) 263-265; Pisma, 1104.
Na dzień Imienin ślę. z pogańskiej jeszcze ale drogiej sercu ziemi, serdeczne życzenia jednego tylko, tj. jak najdoskonalszego spełnienia zawsze i we wszystkim Woli Bożej za pośrednictwem Niepokalanej i to tak w życiu jak w śmierci i w wieczności. Ponadto nie ma nic wyższego ani doskonalszego.
Nie opowiadam, co się tu dzieje, bo "Rycerz" sporo z tego mówi, a i może, jeżeli Niepokalana zechce, niedługo ustnie poopowiadam.
Z prośbą o modlitwę, bym Niepokalanej nie bruździł
Do braci kleryków franciszkańskich w Krakowie [ 1 ]
[Mugenzai no Sono, 18 III 1933]
PS - Moi Drodzy! - Życie umyka szybko. - Ani sekunda nie powraca. Spieszmy się więc, by dać jak najwięcej dowodów miłości. - Diabeł pozwoli nam na wszystkie świętości, byleśmy tylko odsunęli się od Niepokalanej, Pośredniczki wszelkich łask. Byleby chłodła miłość ku Niej. - Kiedyż każde serce na kuli ziemskiej będzie Jej?
br. Maksymilian M-a
[Dopisek] O. Magistrowi [ 2 ] serdeczne pozdrowienia
z prośbą o modlitwę,
Drodzy Bracia Klerycy, nadziejo przyszłości! Od Was zależy, jakie będą dni przyszłe. I Wy przed Bogiem będziecie za nie odpowiadać. Ale kochając Niepokalaną i co dzień pogłębiając tę miłość łatwo podołacie zadaniom.
Wasz
br. Maksymilian M-a
[ 1 ] Dopisek do listu br. Aleksego Tabaki z 18 III 1933 do kleryków w Krakowie.
[ 2 ] O. Samuelowi Rosenbaigerowi.
Zapomniałem o papierze listowym, więc smaruję na kratkowanym.
Niepokalana czule, naprawdę bardzo czule się mną opiekuje. Daje taki pokarm, jaki potrzebny duszy, i kiedy, i ile go potrzeba, a czasem i słodko do piersi przytuli.
Spoglądając na Waszą gromadkę niknącą mi z oczu, przypomniałem sobie, co Niepokalana raczyła uczynić przez te 3 lata pobytu w Japonii. Gdym przedtem ruszał z tegoż portu, dwie tylko dusze Jej miłością żyjące stały na tymże miejscu [ 1 ], a teraz już 12 apostołów [ 2 ], oprócz uczniów różnych stopni, których Niepokalana przyciągnąć raczyła: poganie jeszcze, katolicy, aspiranci i to z nawróconych [ 3 ], a nawet już profes - pierwsze moje dziecko z ziemi pogańskiej [ 4 ].
Czyż nie razi jednak słowo "dziecko", "dzieci" zamiast "Brat", "Bracia"?
Moi Drodzy, już św. Paweł w liście do Koryntian (czy innym, nie pamiętam) tak mniej więcej mówi: "Chociażbyście 10.000 mieli nauczycieli w Chrystusie, ale niewielu ojców, gdyż w Ewangelii ja was zrodziłem" [por. 1 Kor. 4,15]. I ja więc z radością stosuję to do siebie, ciesząc się, że Niepokalana raczyła, mimo mych nędz, słabości i głupoty i niegodności, wlać swe życie w Was przeze mnie, uczynić mnie Waszą matką. Tak to życie Boże, Trójcy Przen[ajświętszej] spływa z Serca Przen[ajświętszego] Jezusa przez Serce Niepokalane Maryi do biednych serc naszych, ale też często przez inne jeszcze serca stworzone. Że tym życiem jest miłość, to wszyscy dobrze rozumiemy. Stąd Pan Jezus głosił: "Przyszedłem ogień puścić na ziemię, i czegóż chcę, jeno aby był zapalon" [Łk 12,49]. Ale gdzie mnie myśli niosą? Coraz nowe widnokręgi pociągają. Zbaczam z tematu. Niech więc powrócę.- Sami domówcie sobie, zagłębiajcie się i radujcie z upajających harmonii miłości. Cóż to będzie w niebie?
Wracam więc. Najdroższe moje, Najukochańsze Dzieci, domyślacie się zapewne, jaką miłość okazywała mi Niepokalana nasza Matuchna w dzień Jej Siedmiu Boleści i piątkowy? [ 5 ] Doprawdy cierpiałem sporo. Bałwany rzucały okrętem, zrobiło mi się słabo, długo leżałem, myślałem, że trochę poddaję się, chciałem powstać, poruszać się, ale przyszedł zimny pot, wymioty choroby morskiej. Kto je przechodził, wie, że to jest darcie wnętrzności, gdy nie ma co wymiotować. Ból głowy nie ustawał. Noc przemęczyłem. A i rano jeszcze nie zdecydowałem się na Mszę św. Jedyną pociechą było wzywanie częste, bardzo częste w myśli Najśw[iętszego] Imienia Maryi. Chociaż w gorączkowym majaczeniu może i o tym nieraz zapominałem. - Zrobiło się potem nieco lepiej, otwieram walizkę, by zobaczyć, co tam zapakowano. Odsłaniam... a tu główka figurki Niepokalanej. Jakżeż nie pozwolić sobie na miłosne pocałunki. Może za dużo Wam mówię, ale czyż wolno ukrywać przed ukochanymi Dziećmi to, czym i one żyć mają i jedynie żyć mogą, by nie poginęły? - Czyżeśmy nie jedno serce w Niej?...
Co potem - spytacie? Listu mego do prokury w sprawie przyjazdu tu nie otrzymano, więc nikt po mnie nie wyszedł, i tu znowu źródło pewnych krzyżyczków, choć tylko drobnych. - Za wszystko cześć bezgraniczna Niepokalanej!
[O. Maksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] W 1930 r. w Nagasaki żegnali św. Maksymiliana jadącego na kapitułę prowincjalną do kraju: br. Hilary Łysakowski i br. Zeno Żebrowski.
[ 2 ] W Mugenzai no Sono w 1933 r. byli Polacy: o. Konstanty Onoszko, br. kleryk Mieczysław Mirochna, br. kleryk Aleksy Tabaka, br. Zeno Żebrowski, br. Seweryn Dagis, br. Celestyn Moszyński, br. Romuald Mroziński, br. Grzegorz Siry, br. Sergiusz Pęsiek, br. Kasjan Tetich, br. Henryk Borodziej, br. Bartłomiej Kałucki.
[ 3 ] Było dwóch aspirantów: Francisko Hosoya Kasuo (Pisma, 425) i Mariano Amaki Kunikiko (Pisma, 446).
[ 4 ] Mariano Sato Shigeo - zob. Pisma, 446.
[ 5 ] Do 1960 r. uroczystość Siedmiu Boleści NMP obchodzono w piątek przed Niedzielą Palmową.
Dzieci drogie, pamiętajmy, że miłość żyje, karmi się ofiarami. Dziękujmy Niepokalanej za wewnętrzny pokój, za uniesienia miłości, ale nie zapominajmy, że to wszystko choć dobre, piękne, nie jest jednak istotą miłości i bez tego wszystkiego może być miłość i to miłość doskonała. Szczyt jej to stan, w którym Pan Jezus mówi na krzyżu: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" [Mt 27,46; Ps 21,2; Mdr 15,34]. - Bez ofiary nie ma miłości. Ofiary ze zmysłów, zwłaszcza oczu, szczególnie gdy się wychodzi z klasztoru pomiędzy świeckich, ze smaku, ze słuchu itd. Przede wszystkim zaś ofiary z rozumu i woli w św. Posłuszeństwie. - Jak miłość Jej, dobroci Bożej w Niej, miłości Serca Bożego uosobionej w Niej, jak ta miłość nas obejmie i przeniknie, to ofiary staną się potrzebą duszy. Dusza pragnąć będzie ciągle składać coraz to nowe, coraz to głębsze dowody miłości, a tymi dowodami to właśnie nic innego jak ofiary [ 4 ]. Życzę więc wszystkim i sobie jak najwięcej ofiar [ 5 ].
Najdroższe Dzieci
Jeszcze Wam słówko.
Pisząc listy po japońsku poddałem się pysznej myśli, że jakoś potrafię klecić w tym języku. I zaraz poczułem, że węzeł gorącej miłości ku Niepokalanej ochłódł. Siedzę przed Jej figurką i zdaje mi się, jakoby Ona robiła wyrzuty, gniewała się.
Dzieci Najukochańsze, nie wierzcie nigdy takiemu uczuciu. Jak się poczujecie winnymi, chociażby to był grzech zupełnie świadomy i ciężki, i często, bardzo często się powtarzający, nie dajcie się nigdy oszukać diabłu zniechęcenia. Ale, jak tylko się poczujecie winnymi, oddajcie całą winę Waszą bez rozbierania i badania jej, jednym słowem "Maryja", Niepokalanej na własność, jak to ja przed chwilą uczyniłem, i starajcie się najbliższą czynnością sprawić Jej przyjemność, jak to ja w tej chwili czynię dopisując tych kilka słów do Was, najdroższe Dzieci.
Moi najdrożsi. Niech każdy upadek, chociażby najcięższy i powtarzający się [ 1 ], posłuży nam zawsze tylko za szczebel do wyższej doskonałości. Na to bowiem tylko Niepokalana dopuszcza upadek, by wyleczyć nas z miłości własnej, pychy, przywieść do pokory i tak uczynić uleglejszymi łaskom Bożym. - Diabeł zaś wstrzykuje wtedy nieufność i upadek ducha, co jest znowu oznaką pychy. - Gdybyśmy znali dobrze naszą nędzę, to byśmy się bynajmniej nie dziwili upadkom, ale raczej dziwilibyśmy [się] i dziękowali po upadku, żeśmy głębiej i częściej jeszcze nie upadli. Nie ma bowiem tak strasznego grzechu, który by nam nie zagrażał, gdyby nas łaska Boża, czyli miłosierna ręka Niepokalanej, nie podtrzymała.
Nie chciejmy też zawsze odczuwać słodyczy nabożeństwa do Niepokalanej, bo byłoby to łakomstwem duchowym. Pozwólmy Jej kierować nami, jak się Jej, a nie nam podoba. Nie zawsze czas na słodkie pieszczoty, chociaż tak święte. Nam potrzebne też próby, oschłości, opuszczenia itd. Pozwólmy Jej więc do woli stosować środki do naszego uświęcenia. Jedno tylko musi być i pogłębiać się zawsze, tj. pozwolić się Jej prowadzić; zdawanie się coraz doskonalsze na Jej Wolę, posłuszeństwo Jej Woli w św. Posłuszeństwie.
[ 1 ] W oryginale wyrazy "najcięższy" oraz "powtarzający się" podkreślone dwukrotnie.
Od 449 do 534 można przeczytać na pierwszej stronie wątku, teraz zaś kontynuujemy od tamtego numeru.
z 535
Zbliża się dzień Imienin Niepokalanej, święto Niepokalanego Poczęcia.
Kiedyż to Ona zawładnie światem?... Kiedy w każdym kraju powstanie Jej Niepokalanów i Jej "Rycerz" w każdym języku do każdego zawita domu, pałacu, lepianki?... Kiedyż Jej medalik spocznie na każdej piersi i dla Niej będzie biło każde serce na kuli ziemskiej?...
Uważam, że nie ma lepszego środka do przyspieszenia tej błogosławionej chwili, jak gdy każdy z nas co dzień bardziej będzie się starał pogłębiać w sobie oddanie się Niepokalanej. Im bowiem doskonalej będziemy Jej, tym swobodniej będzie mogła Ona sama nami kierować; a ponad to nie ma już skuteczniejszej akcji.
O różne rzeczy, dotyczące stosunku nabożeństwa do Niepokalanej względem innych nabożeństw, [za]pytywali mnie bracia w Niepokalanowie, a niedawno otrzymałem list od jednego z kleryków (spoza Niepokalanowa) z zapytaniem, jak pogodzić praktycznie pamięć na miłosną obecność w nas Pana Boga z pamięcią na Niepokalaną.
Oczywiście fantazja skłonna jest przedstawiać Boga Ojca, Pana Jezusa, Niepokalaną itd. jako poszczególne cele nabożeństw jakby równorzędne, zamiast przedstawiać jako ogniwa jednego łańcucha, podporządkowane jakby środki do jednego celu: Boga w Trójcy Św. Jedynego.
Odpiszę mu, że im kto bardziej jest Niepokalanej, z tym większą śmiałością i swobodą może się zbliżać i do ran Zbawiciela i do Eucharystii i do Przen[ajświętszego] Serca Jezusowego i do Boga Ojca. I że nic nie szkodzi, chociażby nam wtedy nawet na myśl Niepokalana nie przyszła, bo istota zjednoczenia z Nią polega nie na myśli, pamięci, uczuciu, ale na woli.
Podrywa mnie czasem, gdy czytam zbyt troskliwe podkreślania, że Matka Boża jest - po Pana Jezusie - całą naszą nadzieją. Oczywiście, że można to i dobrze zrozumieć. Ale zbytnia troskliwość, by nie opuścić tej klauzuli, zapewne dla uczczenia Pana Jezusa, raczej uważam - że Mu uwłacza. Bo wyobraźmy sobie. Gdy nie nastarczały płaskie maszyny, przybyła rotacyjna i słusznie można powiedzieć, że dla terminowego wydania "Rycerza" cała nadzieja w rotacyjnej. Gdyby jednak ktoś zawsze zaraz skwapliwie dodał "po fabryce" (która ją wybudowała), wyrażałby tym przekonanie, że jednak maszyna ta może zawieść i trzeba będzie odnieść się do fabryki. Czyli że fabryka niezbyt solidnie wykonała maszynę, co nie byłoby bynajmniej uczczeniem fabryki.
Dopisuje Br. Wenanty o programiku [MI]. Doprawdy, każdy programik ma granice, a tu trzeba zerwać wszelkie granice, nawet programików. Bądźmy Jej i sługami, i dziećmi, i niewolnikami, i rycerzami, i wszystkim, wszystkim, wszystkim, słowem Jej, pod każdym względem Jej i co dzień bardziej Jej.
Jak tego dokonać?
Pamiętajmy, że istotą naszego oddania i doskonałości oddania się nie jest uczucie ani pamięć, ale wola. Jeśliby więc kto nie czuł wcale słodkości obcowania z Nią (chociaż zwyczajnie jest inaczej) - ani by nie mógł pamiętać, myśleć dużo o Niej z jakichkolwiek powodów, jeżeli wola trwa przy Niej, jeżeli nie odwołuje swego oddania się, ale wedle możności odnawia je jeszcze - niech będzie spokojny, bo Ona króluje w jego sercu. A wolę możemy kontrolować łatwo. Baczmy tylko, by coraz doskonalej zgadzała się z Jej wolą i coraz doskonalej pełniła Jej wolę. - To wszystko. I byśmy, jak to małe dziecko, uznawali swą zupełną od Niej zależność i dlatego do Niej jak dzieci do matki się tulili.
Co do stosunku do przełożonych, bez względu na sympatię czy antypatię, czy z jednej, czy z obydwóch stron, nie możemy się powodować tymi motywami naturalnymi, ale nadnaturalnie widzieć w nich wolę Niepokalanej i jako taką z radością spełniać.
Co do rachunku sumienia weź sobie pokój i pogodę ducha. Już Pismo Św. upomina: "Służcie Panu z radością" [por. Ps 39,2]. I św. Paweł pisze: "Wesołego dawcę miłuje Bóg" [por. 2 Kor 9,7].
Żadnych więc zgryzot, smutku, ale zawsze z radością najwięcej pociągniemy do Niepokalanej nie tyle słowem, ile raczej życiem jako rzecz i własność Niepokalanej, jako MI. Czyż może się gryźć, kto jest Jej własnością? Nie znaczy to - nigdy się nie potknąć, ale w razie upadku zachować się jak MI, a nie upadać na ducha.
Do siebie tylko się nie ograniczać, ale zajmować się wesoło sprawą Niepokalanej jak najszerzej ...
...
Drogie Dziecko, nie smuć się, nie trap. Niepokalana o wszystkim wie i wszystkim kieruje. Pozwólmy się tylko Jej prowadzić coraz to doskonalej, a Ona sama w nas i przez nas jak najwięcej zrobi dla zbawienia dusz, zdobycia ich dla siebie, a przez Nią dla Serca Pana Jezusa.
Przy pomocy Niepokalanej możemy wszystko.
Na przykład: ktoś chciałby Niepokalanej sprawić taką przyjemność, na jaką się tylko zdobyć może. Cóż robi? Pożycza sobie Przenajświętszego Serca Pana Jezusa, i wtedy pewien, że prześcignął nieskończenie wszystkich ludzi i Aniołów razem wziętych w miłości ku Niepokalanej.
A Pana Jezusa znowu Jej sercem miłuje, a raczej Ona w nim i przez niego kocha, np. w Komunii świętej itd., itd.
Kończę, bo czasu mało.
[Dopisek]
Podobno niektórzy myśleli, że ja już jedną nogą na drugim świecie [ 5 ]. W każdym razie prawą ręką nie, bo piszę, i lewą też nie, bo przytrzymuję papier. - Zresztą jesteśmy własnością Niepokalanej. Ma prawo zabierać sobie, kogo i kiedy Jej się podoba. - Czyż nie tak?
Ktoś tak określił logikę ziemian (mieszkańców kulki ziemskiej): "Do nieba, do nieba, byle ... jak najpóźniej". Rozgwarzyłem się, ale już chodźmy spać.
Sayonara [ 6 ];
Maryja!
[ 5 ] Niepokój o zdrowie i życie św. Maksymiliana spowodowany był alarmującymi wiadomościami, jakie płynęły z Japonii. Sam gwardian japońskiego Niepokalanowa, o. Kornel Czupryk, tak pisał do kraju: "O. Maksymilian chory - kaszle, nie może mówić, pojechał w tej chwili do lekarza. Obawiam się o niego. Niech się dzieje wola Boża - Niepokalana wie, w jakim bylibyśmy kłopocie - szkoła - internat - «Rycerz» - administracja. [...] Zatem or at e! Żeby choć do święceń kleryków doprowadzić. [...] O. Maksymilian od lata ub.r. coraz bardziej i bardziej słabnie. [...]" - zob. dopisek o. Kornela Czupryka do listu br. Celestyna Moszyńskiego z 15 I 1935 do współbraci w Niepokalanowie.
[ 6 ] Do widzenia!
Wreszcie zabieram się do załatwiania zalegającej korespondencji "zagranicznej".
W sprawie "Dzieci Maryi" [ 2 ] to oczywiście nie jest to wbrew MI. Owszem, jak już kiedyś pisałem, istotą MI jest bezgraniczne oddanie się Niepokalanej. Mamy być Jej sługami, dziećmi i niewolnikami itd., itd., itd. Słowem, pod każdym względem Jej, jak najściślej, jak najdoskonalej Jej, jakby Nią samą. Kto zaś bezinteresownie Ją kocha, czyli kocha Ją nie dla siebie, ale dla Niej samej, ten nie zadowoli się swą tylko miłością ku Niej, ale będzie się starał i by i inni Ją miłowali, aby byli też Jej pod każdym względem, stali się tak Jej, jak on jest Jej i bezgranicznie więcej i czyli staje się Jej rycerzem, zdobywającym dla Niej serca, staje się MI. I im bardziej sam staje się Jej, tym bardziej też zdobywa dusze dla Niej, czyli staje się Jej rycerzem. - Stąd istotą MI jest być Jej pod każdym względem. I "Dzieci Maryi" więc nie są bynajmniej czymś poza MI.
Mariologię studiować bardzo będzie dobrze, ale pamiętajmy zawsze, że więcej poznamy Niepokalaną w pokornej modlitwie, w miłosnym doświadczeniu życia codziennego, niż z uczonych definicji, dystynkcji i argumentów (chociaż i tych zaniedbywać nie wolno). Ona jest tak kimś wzniosłym, tak bliskim Trójcy Przenajświęt[szej], że jeden z Ojców świętych, nie waha się nazywać Ją "complementum Sanctissimae Trinitatis", tj. "dopełnieniem Trójcy Przenaj[świętszej]" [ 3 ]. Nic więc dziwnego, że rozum ludzki skończony gubi się, gdy Jej tajemnic docieka, a zarozumiała głowa głupieje jeszcze bardziej.
Niechby o tych rzeczach wiedzieli wszyscy w Niepokalanowie i "Dzieci Maryi" i inni.
Co dzień bardziej stawajmy się Niepokalanej i w Niej i przez Nią Jezusowymi, Bożymi, a nie czasem obok Niej. Nie służymy Bogu Ojcu i Panu Jezusowi, i Niepokalanej, ale Bogu w P. Jezusie i przez P. Jezusa, a P. Jezusowi w Niepokalanej i przez Niepokalaną. Czyli bezpośrednio, bezgranicznie i wyłącznie Niepokalanej. Z Nią zaś, w Niej i przez Nią P. Jezusowi. A z Nim, w Nim i przez Niego Bogu Ojcu.
A Duch Święty?
On w Niepokalanej, jak Druga Osoba Trójcy Przenajświęt[szej] Syn Boży w P. Jezusie. Z tą jednak różnicą, że w P. Jezusie są dwie natury Boska i ludzka a jedna osoba, Boska. Niepokalanej zaś i natura, i osoba różni się od natury i osoby Duch[a] Przenajśw[iętszego]. Zjednoczenie jednak to jest tak niewysłowione i doskonałe, że Duch Przenajśw[iętszy] działa tylko przez Niepokalaną swą Oblubienicę. Stąd Ona Pośredniczką wszystkich łask Ducha Przenajświętszego. A ponieważ każda łaska jest darem Boga Ojca przez Syna i Ducha Św[iętego], stąd nie ma łaski, co by nie była Jej własnością, daną Jej do dowolnego rozporządzenia.
Czcząc wiec Niepokalaną, czcimy w szczególniejszy sposób Ducha Przenajświętszego, i tak jak łaska spływa na nas od Ojca przez Syna i Ducha Św[iętego], tak słusznie owoce tej łaski wstępują od nas do Ojca w porządku odwrotnym, tj. przez Ducha Św[iętego] i Syna czyli Niepokalaną i P. Jezusa. Jest to prześliczny pierwowzór akcji i reakcji, równej i przeciwnej, jak głoszą nauki przyrodnicze.
Już niech na ten raz zakończę, bo roboty moc.
W Niepokalanej współrycerz
br. Maksymilian M-a Kolbe [ 4 ]
[ 1 ] Adresatem jest br. Salezy Mikołajczyk, o czym mówi również uwaga św. Maksymiliana na odwrocie karty: "Br. Salezy".
[ 2 ] Zob. Pisma, 483, przyp. 8.
[ 3 ] Po raz pierwszy podobną formułę spotykamy u Hezychiusza z Jerozolimy (V w.): "universum Trinitatis complementum". Autor podkreślił przy jej pomocy świętość Maryi: cała Trójca Święta zamieszkała w Matce Najświętszej. Później posługiwano się podobnymi formułami w innym znaczeniu, mianowicie na określenie ścisłych związków Maryi z poszczególnymi Osobami Trójcy Przenajświętszej. Przyjmują wspomnianą formułę np. A. H. Lépicier, B. H. Merkelbach, E. I. Campana, G. Alastruey, G. Roschini; odrzucają jako niewłaściwą np. J. I. Scheeben, J. H. Newman, L. Janssens czy Al. Janssens. Zwolennicy tytułu "Complementum SS. Trinitatis" wyjaśniają, że Maryja "uzupełnia" Trójcę Świętą jedynie w sposób nieistotny i zewnętrzny.
Por. J. Bittremieux, Relationes Beatissimae Virginis ad Personas SS. Trinitatis, "Divus Thomas" (Piacenza) 37 (1934) 549-568, 38 (1935) 6-41; G. Alastruey, La Santissima Vergine Maria, vol. I, Roma 1952, 128nn.
[ 4 ] Podpis własnoręczny.
Niepokalana jeszcze o wiele więcej potrafi zdziałać, niż dotąd zdziałała, a nawet o wiele więcej, niż my wyobrazić sobie możemy. Byleśmy tylko co dzień bardziej stawali się Jej rzeczą i własnością, to Ona o wiele większe jeszcze cuda uczyni, mimo naszej słabości, nieświadomości i złości nawet.
Modlitwy nam rzeczywiście tu w Japonii bardzo potrzeba, bo każde nawrócenie jest łaską. Bez łaski "Rycerz" nie poruszy umysłów i serc.
Trzeba, by naprawdę nie my, ale Ona sama, Niepokalana, przez swego "Rycerza" do serc się dostawała.
U nas gorąco dochodzi do 38 stopni w cieniu.
Kończę, bo bardzo a bardzo jestem zajęty.
W św. O. Franciszku
br. Maksymilian M-a Kolbe [ 2 ]
[ 1 ] Na adresata wskazuje uwaga w. Maksymiliana na początku listu: "Br. Gabriel Siemiński".
[ 2 ] Podpis własnoręczny.
Odpowiadam wedle porządku jak w liście, a z tęgim opóźnieniem, bo pracy mam sporo.
Nie raz, ale więcej razy Twój list przeczytałem i pojmuję Cię na wskroś. I nasamprzód czemu bym nie miał pamiętać poczciwego Br. Mateusza?
Piszesz: "Nie może mi się to w duszy skojarzyć, by kochać od razu Jezusa i Maryję". - A swego ojca i matkę razem mogłeś kochać, a przy tym jeszcze braci czy siostry? Pewne, że celem naszym jest Bóg, Trójca Przen[ajświętsza], ale to nie przeszkadza, by Boga Ojca kochać jako Boga Ojca, B[oga] Syna jako B[oga] Syna, Ducha Przen[ajświętszego] jako Ducha Przen[ajświętszego], Pana Jezusa jako P[ana] Jezusa, Matkę Bożą jako Matkę Bożą i swego ojca, i matkę, i krewnych, i Aniołów, i Świętych, i wszystkich ludzi. I oczywiście nie po kolei, ale wszystkich naraz. Tylko że myśleć nie możemy o wszystkich naraz, ale to nie przeszkadza rzeczywistej miłości wszystkich i naraz.
Piszesz: "Idę przed tabernakulum, rozmawiam z Jezusem itd.", i pytasz: "A gdzież Maryja, Ta, bez której do Jezusa zbliżyć się trudno... Ta, która jest najkrótszą drogą?" Muszę Ci dodać, że nie tylko "trudno" ale niepodobna zbliżyć się do Jezusa bez Maryi. Dlaczego?
Bo pomijając już fakt, że Ona nam porodziła i wychowała Jezusa, zbliżenie się do Jezusa jest bez wątpienia łaską, a wszelkie łaski przez Nią przychodzą do nas, tak jak i sam Pan Jezus przez Nią przyszedł. Powiesz tu może: A więc czy wolno mi wprost rozmawiać z Jezusem, gdy nie myślę o Maryi? Mój drogi, nie chodzi o to, byś czuł czy myślał, tylko o sam fakt, że tak jest, chociażby Ci to wcale na myśl nie przyszło. Jeśli naprawdę kochasz P. Jezusa, to przede wszystkim pragniesz we wszystkim spełnić Jego Wolę, a więc i otrzymać łaski w ten sposób, w jaki On postanowił. Mając takie usposobienie z całą swobodą możesz i powinieneś zwracać się do Przen[ajświętszego] Serca P. Jezusa będąc przekonany, że wszystko otrzymasz. Gdyby kto jednak powiedział sobie: "Ja nie potrzebuję żadnego pośrednictwa, nie potrzebuję Matki Najświętszej, sam potrafię uwielbić i uczcić Przen[ajświętsze] Serce Boże i wyprosić, co mi potrzeba". Czyżby nie słusznie Pan Jezus go odrzucił za tak nieznośną pychę?
Piszesz: "Ona musi też ode mnie coś otrzymać, ja muszę Nią oddychać, Nią żyć, cały się Jej poświęcić, o Niej myśleć... Ale, ale Jezus, przecież On źródłem łaski i Miłości, On zaprasza do siebie. On daje się w Komunii św. - Maryja tu tylko pomaga". - Mój Drogi, pewnie, że źródłem wszelkiego dobra, w każdym porządku czy naturalnym, czy nadnaturalnym (czyli łaski) jest Bóg Ojciec, który przez Syna i Ducha Św[iętego] zawsze działa, czyli Trójca Przenajświętsza. Prawda, że jedynym Pośrednikiem do Ojca jest Syn Wcielony, Jezus Chrystus, Bóg i człowiek zarazem, przez którego nasze hołdy oddawane Ojca stają się z ludzkich Bożymi, ze skończonych - nieskończonej wartości, i tak rzeczywiście godnymi majestatu Ojca. Prawda, że Ojca miłujemy w Synu, w Jezusie Chrystusie i Jemu musimy oddać całą naszą miłość, by w Nim i przez Niego całą naszą miłość otrzymał Ojciec. - Ale też i to niemniej jest prawdą, że akty nasze, choćby najświętsze, nie są bez skazy, i jeżeli chcemy je ofiarować Panu Jezusowi czyste i niepokalane, musimy je bezpośrednio skierować do jedynie Niepokalanej i dać Jej na własność, by jako swoją własność dała je Synowi swemu. Wtedy staną się one bez skazy, niepokalane. Otrzymawszy zaś wartość nieskończoną przez Bóstwo Jezusowe godnie uwielbią Boga Ojca.
Odpowiedź też na łaski, co przez Syna i Ducha Prz[enajświętszego] spłynęły na stworzenie, powraca do Ojca tylko tąż samą drogą, tj. przez Ducha Św[iętego], i Syna, czyli przez Niepokalaną Oblubienicę Ducha Przen[ajświętszego] i Jezusa połączonego hipostatycznie z naturą Syna.
A praktycznie? Moje Dziecko, możesz nawet zupełnie nie wiedzieć o tych pięknych prawdach, możesz ich nie rozumieć, możesz zupełnie o nich nie pamiętać, ani nie potrafić skończonym umysłem i wyobraźnią dać sobie radę z wyobrażeniem sobie tego po ludzku, jeżeli chcesz spełnić zawsze Wolę Bożą (czyli Wolę Jezusową, czyli Wolę Niepokalanej), to swobodnie [ 1 ] oddawaj się wszelkim nabożeństwom, do których czujesz pociąg.
Owszem właśnie dlatego, że oddaliśmy się bezgranicznie Niepokalanej, z tym większą śmiałością mimo naszych złości zbliżamy się do Przen[ajświętszego] Serca Bożego.
W rzeczywistości więc jesteśmy całkowicie i zupełnie, i wyłącznie oddani Niepokalanej ze wszystkimi czynami, a w Niej i przez Nią znowu całkowicie, zupełnie i wyłącznie P. Jezusowi; w Nim zaś i przez Niego całkowicie, zupełnie i wyłącznie Ojcu naszemu w niebie.
Nie myśląc wcale o tym, nie odczuwając nawet tego, swobodnie [ 2 ] możemy oddawać się każdemu nabożeństwu zatwierdzonemu przez Kościół św.
Istotą jednak miłości Bożej będzie zawsze nie uczucie, nie pamiętanie, nie myślenie, rozumienie, wyobrażanie sobie, ale wyłącznie pełnienie w każdej chwili życia Woli Bożej i zdanie się zupełne na tęż Wolę. - Wszystkie zaś nabożeństwa mają na celu dopomóc nam do spełnienia tej Bożej Woli.
Piszesz dalej: "Jak do Ojca nie można się zbliżać, czy raczej jest to oznaką braku uszanowania, bez pośrednictwa Jezusa, tak do Jezusa bez Maryi zbliżać się nie wypada". - "A więc z Jezusem zawsze rozmawiać mi nie można tak serce [przy] Sercu..." Można, tylko nie zapomnij o Maryi. - "Kiedy ja nie mogę od razu dwom się udzielać". - Z uprzednich wyjaśnień zaczerpniesz odpowiedź, że spokojnie możesz zapominać i udzielać się nie naraz wielom, bo tylko P. Bóg o wszystkim naraz myśli. - Nie będzie też braku uszanowania w bezpośrednim swobodnym zwracaniu się do Ojca jeśliś Jezusowy, ani do Jezusa jeśliś Niepokalanej, ale na to nie trzeba, byś o tym pamiętał, wystarczy, że tak rzecz się ma sama w sobie.
Piszesz, że chciałbyś "tylko jedno ukochać i utonąć w Nim". Oczywiście, że Ojciec nasz w niebie jest Tym, w którym utonąć mamy, ale nie damy rady uczynić tego bez Syna i bez Matki, bośmy i skończeni, i grzeszni.
"Koszmarne myśli", piszesz. Mój drogi, wzniosłe to są rzeczy i my naszym ludzkim rozumem, a bardziej jeszcze wyobraźnią nieraz nie możemy dać rady zrozumieć, lecz i dlatego nie trzeba nigdy tracić pokoju. Bóg jest Bogiem pokoju. Zamieszanie nie pochodzi od Boga.
Z O. Mateo spotkałem się w Tokio i powiedziałem mu, że pisał mi zakonnik, który nie może pogodzić ze sobą tego, co on napisał [ 3 ]. Na to mi odpowiedział, że pisząc o Matce Bosej miał na myśli fałszywe nabożeństwo do Matki Bożej, jakie można napotkać u niektórych we Włoszech, nabożeństwo tylko uczuciowe, które uprawiają, żeby im się kradzież lepiej udała (słowem zwracają się [do] Matki Bożej, by im pomogła grzeszyć). Powiedziałem mu, że może by warto, by dał wyjaśnienie w dalszych pismach, bo może być więcej takich, co będzie miało trudności.
Zdaje się, żem przebiegł już list cały.
Trudność Twa pochodzi stąd, że mieszasz uczucie, pamiętanie czy rozumienie z wolą. Jeżeli tylko wola nasza chce, by wszystko było wedle Woli Bożej, to przez to samo i tak jest, chociażbyśmy tego nie rozumieli ani nie pamiętali, ani nie odczuwali. My zaś możemy myśleć aktualnie tylko o jednej rzeczy, rozwijać uczucia tylko w jednym kierunku. Swobodnie więc oddawaj się nabożeństwu, które w danej chwili pociąga, ale pamiętaj, że istota miłości Bożej polega wyłącznie na pełnieniu Woli Bożej w każdej chwili. Im zaś trudniejsze będzie to spełnienie, im więcej wstrętu i odrazy, tym większe będzie okazanie miłości. Ale nawet te trudności nie należą do istoty i bez nich też może być równa miłość. Służą one tylko do okazania tej miłości.
Inna rzecz, że oddany całkowicie bezgranicznie Niepokalanej, mimo że wie, iż on do Niej należy, chociaż i o tym nie myśli, nieraz idąc odwiedzić P. Jezusa w Przen[ajświętszym] Sakramencie całe te odwiedziny jeszcze wyraźnie oddaje Niepokalanej, choćby jednym "Maryja", bo wie, że sprawi P. Jezusowi jak największą przyjemność, że wtedy tym bardziej Ona w nim i przez niego te odwiedziny dokonuje i on w Niej, i przez Nią.
Tak samo nie ma lepszego przygotowania do Komunii św., jak całą tę sprawę oddać Niepokalanej (oczywiście czyniąc też i ze swej strony wszystko, co możemy). Ona najlepiej przygotuje nasze serce i będziemy pewni, że szczyt przyjemności Jezusowi sprawimy, że największą miłość wtedy Mu okażemy. I podobnież w innych licznych czynnościach. Chociaż powtarzam: i bez tego aktualnego oddania i tak jesteśmy Jej, bośmy się Jej oddali i nigdy tego nie odwołali.
Jeszcze jedno. Pan Jezus powiedział, że z owoców poznamy drzewo [por. Mt 7,20]. Jeżeli więc coś sprawia Ci zamieszanie, a tym bardziej - jak piszesz - było powodem opuszczenia się, to na pewno nie pochodzi to od Boga. Więc cały ten niepokój jest tęgo podejrzany i należy zawsze starać się o wierność w najdrobniejszym pełnieniu Woli Bożej i o pokój. Pan Jezus też powiedział: "Pokój mój zostawiani wam, pokój mój daję wam" [J 14,27].
Jeżeli zaś pod jakimkolwiek pozorem, chociażby i wyższego nabożeństwa, odciągałoby Cię co od Matki Bożej, miej to za podejrzany podstęp, chociażby wydawał się najświętszy.
W Niej i przez Nią na pewno dochodzimy do Serca Jezusowego, ale bez Nlej (w znaczeniu jak powyżej) wszystko jest tylko złudzeniem szatana obliczonym na doprowadzenie duszy do ruiny. - Piękną ilustracją tego jest widzenie św. O. Franciszka o dwu drabinach czerwonej i białej, po których bracia wspinali się do nieba [ 4 ].
Popisałem bez rozłożenia tematu, jak pod pióro podpadło. Jeżeliby co było mniej jasne, napisz swobodnie, a chętnie odpiszę.
Niech Niepokalana trzyma Cię coraz bliżej swego Niepokalanego Serca.
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Jakkolwiek by było napisane gdziekolwiek, bądź pewien [ 5 ], że kto jest Niepokalanej, ten nie zginie, ale im więcej będzie Jej, tym bardziej będzie i Jezusa, i Ojca. Inna rzecz, że może tego nie odczuwać, ani o tym nie wiedzieć. Lecz zauważy, że coraz doskonalej stara się pełnić Wolę Bożą, coraz bardziej poprawiać się ze sprzeniewierzeń przeciwko tej świętej Woli. I coraz więcej pokoju, nawet pośród burz zażywać będzie. W swoim czasie Ona mu stopniowo odkryje wszystkie tajemnice Serca Jezusowego. I stanie się dzieckiem P. Jezusa. Jego dusza stanie się oblubienicą Jezusa, Brata starszego, pod pieczołowitą opieką wspólnej Matki Maryi i wspólnego Ojca w niebie.- Ale niechaj dusza się nie rzuca, lecz pokornie, w pokoju pozwala się prowadzić.
[ 1 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 2 ] Wyrazy "nie myśląc" oraz "swobodnie" podkreślone dwukrotnie.
[ 3 ] Chodzi o książkę o. Mateo Crawleya-Boeveya SSCC Jezus Król miłości, wydaną w Gnieźniew 1929 r., a zwłaszcza o rozdział pt. "Na chwałę Maryi... Idźmy do Jezusa-Hostii", s. 271-273.
[ 4 ] Kwiatki św. Franciszka z Asyżu, Warszawa 1978, 195-196 - zob. Pisma, 411, przyp. 1.
[ 5 ] Wyraz podkreślony trzykrotnie.
Komentarz
A więc takie jest znaczenie tytułu Wszechpośredniczki Łask. No i mamy placet od nie byle kogo, gdyż od papieża samego, i to nie byle gdzie, gdyż aż w encyklice, że wolno nam jest swobodnie, a nie "ostrożnie", używać tego tytułu.
369
Do centrali MI w Niepokalanowie
Nagasaki, 11 IV 1932
Maryja
Drogie Dzieci!
W odpowiedzi na list z 23 III w sprawie MI donoszę, że:
1) Ksiądz z MI nie ma przez to samo jeszcze władzy specjalnej, której udzielają OO. Misjonarze do poświęcania Cud[ownego] Med[alika] wedle specjalnej formułki i z odpustami przywiązanymi do Cud[ownego] Med[alika]. Może jednak poświęcać (jak każdy inny ksiądz) - Cud[owny] Med[alik] jako jeden z medalików. - Do MI nie jest konieczne specjalne poświęcenie, tym bardziej że odpusty Cud[ownego] Med[alika] mieszczą się w odpustach MI (zupełny w dzień przyjęcia i na Wielkanoc i 100 dni za akt "O Maryjo bez grzechu" itd.), a nawet odpusty MI są liczniejsze.
2) Do aktu poświęcenia "O Niepokalana..." nie ma przywiązanego specjalnego odpustu, można go mimo to używać, a nawet nie możemy z niego zrezygnować. Trudnością pewno jest śmiałe wyrażenie, że przez ręce Niepokalanej wszystkie [ 1 ] łaski z N[ajświętszego] Serca Jezusowego na nas spływają, ale już papież Leon XIII orzekł, że wolno tak twierdzić [ 2 ] i gdy biskup krakowski [ 3 ] z tego powodu nie chciał potwierdzić pierwszego dyplomika, podaliśmy mu dowody i wtedy ustąpił. Teraz już mamy i pacierze, i Mszę św., i święto kościelne Matki Bożej Pośredniczki Wszelkich Łask [ 4 ], a kardynał Mercier bardzo się starał o ogłoszenie tej prawdy jako dogmat. - Może Niepokalana pozwoli i nam się przyczynić do włożenia tego klejnotu do Jej korony.
Z prośbą o modlitwę
Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe MI
PS - W ulotce str. 3 pisze, że Medalik Cud[owny] można nosić w kieszeni, ale Niepokalana powiedziała, że szczególniejsze łaski dostaną ci, co "będą nosić na szyi" Cud[owny] Med[alik] (patrz książeczka "Cudowny Medalik" str. 18 w[iersz] 5 od dołu) [ 5 ].
[ 1 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 2 ] "Kiedy odwieczny Syn Boga dla odkupienia i wywyższenia człowieka zechciał przyjąć naturę ludzką, i przez to zawrzeć jakby mistyczny związek z całym rodem ludzkim, nie uczynił tego wcześniej, niż przewidziana matka zupełnie dobrowolnie wyraziła na to zgodę. Reprezentowała ona w pewien sposób cały ród ludzki zgodnie ze sławnym i prawdziwym zdaniem św. Tomasza z Akwinu: «Przy Zwiastowaniu oczekiwano zgody Dziewicy w zastępstwie całej ludzkiej natury» [S.th. III, q. 30, a. 1]. To pozwala stwierdzić równie słusznie i prawdziwie, że absolutnie nic z niezmierzonego skarbu wszelkiej łaski przyniesionego przez Chrystusa [J 1,17] - z rozporządzenia woli Bożej nie zostaje nam udzielone inaczej, jak tylko przez pośrednictwo Maryi. Jak do najwyższego Ojca nikt nie może przyjść inaczej niż przez Syna, prawie tak samo do Chrystusa nikt nie może mieć dostępu, jak tylko przez Matkę" - zob. Leon XIII, Encyklika Octobri mense (1891), fragm. w: Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, Poznań 1988, 270.
[ 3 ] Bp Adam Stefan Sapieha, który zatwierdził pierwszy dyplomik MI w 1919 r. - por. Pisma, 28a, przyp. 3.
[ 4 ] Święto NMP Pośredniczki Wszelkich Łask z własnym formularzem mszalnym i oficjum brewiarzowym ustanowił dla Belgii, na skutek próśb przede wszystkim kard. Désiré-Josepha Merciera, Benedykt XV dnia 12 I 1921. Św. Kongregacja Obrzędów pozwalała odtąd wprowadzać to święto także poza diecezjami belgijskimi, byle o to proszono. Na podstawie dekretu Kongregacji Obrzędów z 17 I 1934 nr 973/34, także i Zakon OO. Franciszkanów wprowadził święto MB Pośredniczki Wszelkich Łask do swego kalendarza zakonnego; święto wyznaczono na 31 V - zob. "Comm. Ord." 31 (1934) 86.
[ 5 ] Książeczkę pod powyższym tytułem, bez podania autora, wydawali Księża Misjonarze. W dostępnych wydaniach z 1902 r. i 1913, cytat istotnie znajduje się na s. 18, ale wiersz 16 od dołu.
Z 380
Maryja!
Drogi Ojcze!
Proszę się nie trapić, gdy przyjdą przeciwności, ale oddać wszystko Niepokalanej bez granic, zrobić spokojnie co można i ufać, bezgranicznie Jej zaufać. Wiem, że nie zabraknie ni przeciwności, ni krzyżów może nawet cięższych, ale Ona wszystko może. Piszę to nawet z własnego dotychczasowego doświadczenia. Krzyże przeszkolą tylko, zasług dodadzą, zmiażdżą, ale i wyniosą duchowo zarazem i nauczą nie ufać swym zawodnym siłom, ale tylko Niepokalanej: więc Pan Bóg z miłosierdzia swego je zsyła. - Po co to wszystko piszę? Bo na sobie samym doświadczyłem, jak mi czasem było ciężko, bardzo ciężko.
Z 381
To jedna strona medalu, ale jest i druga ze swoimi racjami, a przede wszystkim tą, że może za mało mam "silną rękę" i idę prawie tylko "ciepłem miłości", aż może do słabości?
...
Tak mnie po głowie chodzi, ale jak powiedziałem, bynajmniej nie oznacza to, bym się chciał wymówić, lecz tylko po prostu piszę, co po głowie chodzi, lecz gotów jestem dla Niepokalanej na wszystko i byłoby dla mnie największym złem, gdybym jakkolwiek wpływał - chodzi tylko o jak najprędsze [ 6 ] zdobycie całego świata Niepokalanej, Wolę Niepokalanej, której tylko [ 6 ] chcę.
[ 6 ] Wyraz podkreślony trzykrotnie.
385
Do Niepokalanowa
Poza Hongkongiem, 8 VI 1932
Maryja!
[Temat:] Hongkong
Na chybił trafił, nie znając dokładnego adresu, pchnąłem telegram z okrętu zaadresowany: "Salezjańska szkoła". Może po raz pierwszy japoński nasz okręt słał fale radiowe po polsku. Po czym odmówiłem cząstkę różańca przed figurą Niepokalanej królującej w kajucie na szafce i czekałem przy wyjściu. Gdy już okręt stanął i różne okręciki i barki poczęły go obskakiwać, ukazał się na schodach prowadzących na wierzch statku ksiądz Europejczyk.
Schodzimy natychmiast do chińskiej barki i po sporej jeszcze żegludze docieramy do miasta. W drodze ogonki Chińczyków z naczyniami na wodę. To klęska wyjątkowa. Brak deszczu, więc i wody, gdyż Hongkong leży na wyspie. Stąd wodociągi otwarte tylko w określonych godzinach i ogonki. Pomogła widać nakazana kolekta (modlitwa przy Mszy św.) o deszcz, bo dziś już tęgo niebo sobie na płacz pozwala.
W misji woda z sokiem, bo pić, pić bardzo doprawdy mi się chciało w tym gorącu, aż płuca bolały. Po czym do kościółka zakonnic, gdzie przynoszą do chrztu dzieci. Dzisiaj było troje, wczoraj ośmioro, a zwyczajnie około pięciu. Następnie piętrowym tramwajem na drugi koniec miasta do Shaukiwan [ 1 ] do domu dla kleryków, kupionego za polskie ofiary i obecnie za też ofiary rozbudowanego. Pokazywał mi nawet blankiet konta PKO nr 211.168, na który te ofiary wpływają. Olbrzymie prace wyrównania górzystego terenu i budowa domu, na którego trzecim czy czwartym piętrze stanie kościół wychodzący z innej strony na równy plac. I tam sodowa woda. I tam też piłem tęgo, bom jeszcze nie "zmoczył się dostatnio" i płuca jeszcze bardzo przy chodzeniu trzeszczały. Bałem się, czy się czasem na krwotoku nie skończy, ale Niepokalana widać tego nie żądała.
W domu tym uczy ks. Siara i przebywają tam klerycy i Polacy, i Węgrzy, i tubylcy Chińczycy; pomiędzy księżmi zaś zapoznałem się na kolacji z Argentyńczykiem, Irlandczykiem i Włochami.
Po wieczerzy wysłużony już misjonarz, Włoch, dowodził, że przed misjonarzami powinny pójść nasamprzód, niezależnie oczywiście, armaty i jako przykład podawał właśnie Hongkong, gdzie dzięki panowaniu Anglików misjonarze mogą spokojnie pracować. Można poniekąd wyrozumieć te pojęcia, gdy się przypomni, co działo się w głębi Chin w ostatnich latach, chociaż trudno by się doprawdy zgodzić na to jako na zasadę. - Opowiadał też, jak to niektórzy Chińczycy pchają dzieci do zakładu, dopokąd nie są potrzebne, a starają się wydostać, gdy już mogą coś dopomóc rodzinie. Jako przykład podawał zdarzenie, jak to przyprowadzono mu chłopca z prośbą o przyjęcie. Gdy zaś przedstawiał, że ma tylko ze 4 miejsca zarezerwowane dla wypadków nadzwyczajnych, dla sierot nie mających już rodziców, chłopiec przyniósł poświadczenie, że rodzice już pomarli podpisane przez... własnego ojca.
Powrót znów "piętrówką" wśród ożywionego miasta i znowu woda z lodem i - spoczynek.
Nazajutrz Msza św., do której służył chłopiec Chińczyk, do Komunii św. przystępują Chińczycy - i pięknie, śpiewnie brzmiące modlitwy chińskie. Po Mszy św. spotykam ks. Wieczorka otoczonego młodzieżą. Tłumaczy mi, że chłopcy ci widząc mnie [ 2 ] mówią między sobą, że franciszkanie się biczują.
Telefonicznie dowiadujemy się, że okręt rusza o jedenastej, więc zabrałem ofiarowane przez ks. Wieczorka lakierki dla dzieci emigrantów na okręcie i znowu chińską barką razem z ks. Wieczorkiem powróciłem na pokład. - Cześć za wszystko Niepokalanej.
Dopiero gdym wszedł do kajuty, zrozumiałem, jakim dobrodziejstwem był dla mnie nocleg poza okrętem, bo z braku ruchu [statku] brak i przewiewu; stąd takie gorąco, iż chyba musiałbym przemęczyć noc bezsennie.
W kilka godzin po rozdaniu cukierków spotyka mnie na korytarzu małe dziecko i z roześmianą twarzą, na której wyczytać można było, iż naprawdę cukierek był słodki mówi: "o dzi san", tj. "dziadziuś", a dosłownie "o" oznacza uczczenie, "dzi" znaczy dziadek, "san" zaś znaczy pan.
O. Maksymilian M-a Kolbe
[PS]
Drogie Dzieci!
Módlcie się, módlcie się za mnie, bym i nie spoganiał wpośród pogan - o co wcale nietrudno - i bym coraz to dokładniej i miłośniej Wolę Niepokalanej spełniał.
Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Drodzy Ojcowie, i Gwardianie [ 3 ], i Rektorze [ 4 ] bardzo o "Memento" proszę.
Załączam nieco ilustracji do "Rycerza". A może by i pocztówki "misyjne" podrukować? Może by czytelnicy rozbierali potęgując przy tym ofiary na misje?
[ 1 ] Dzielnica Hongkongu. W 1935 r. istniała tam placówka duszpasterska (402 wiernych) obsługiwana przez dwóch księży Chińczyków, P. Lu i J. F. Shek - zob. Les Missions de Chine, Shanghai 1937, 391.
[ 2 ] Widząc pasek franciszkański.
[ 3 ] O. Florian Koziura.
[ 4 ] O. Justyn Nazim.
Z 387
Chissai kono sekkai ni Ten Shu mo Seibo Maria mo ai de ni narimasu hodo okii Tenshu no mae ni to tengoku ni narimasu. Sei Teresa yo na chisaki hana ni nareneba narimasen. Kono zen shigoto desu [ 3 ].
[ 3 ] [Przekład polski] Gdybyśmy na tym małym świecie mieli wielką miłość względem P[ana] Boga i Matki Bożej, to niebo mielibyśmy na ziemi. Trzeba stać się takim małym kwiatkiem, jakim była św. Teresa. To jest cała nasza praca.
Skojarzyło mi się z dowcipem o przedstawicielu handlowym firmy Bata.
389
Do Mugenzai no Sono
Singapur, 12 VI 1932
Maryja!
Drodzy Bracia!
Dziś w wigilię św. Antoniego znalazłem się w prokurze Ojców Niepokalanego Serca Maryi. Dookoła podzwrotnikowe drzewa, bo prawie już na równiku i różnorodne trele ptactwa malajskiego.
Ale oto już i 13 VI, dzień św. Antoniego i dochodzi południe.
Są tu ponoć i tygrysy, ale nie w samym mieście Singaparze, i chociaż poczciwi moi "gospodarze" wywieźli mnie wczoraj na przechadzkę poza miasto, to jednak ani myśmy jeszcze żadnego tygrysa nie przejechali, ani też podobny dobrodziej na nas jeszcze nie wpadły ani spoza wysokich pięknych palm, ani spoza gumowych drzew, ani z głębi innej wiecznie tu zielonej roślinności. Tylko małpki swobodnie sobie chodzące w ogrodzie zoologicznym witały nas na trawniku, gdyśmy mijali ich schronisko.
I kościoły przesuwały się katolickie i aż katedra anglikańska i prezbiteriariańska kircha, a nawet nie brakło stylowego meczetu muzułmańskiego. A po ulicach 3/4 to Chińczycy, poza tym ciemni Malajowie i rośli Hindusi. Między tym wszystkim tu lub ówdzie także białą twarz Europejczyka. A jak mało z nich, nie wyłączając tych ostatnich, zna i kocha Pana Boga żywego i Niepokalaną Jego Matkę? Zdałby się i tu Niepokalanów, ale dla języka malajskiego, którym mówi coś 40 000 000 ludzi, lepiej ponoć by było w centrum malajszczyzny, na wyspie Jawie [ 1 ].
br. Maksymilian
[ 1 ] Na wyspie Jawie działalność misyjną według wzoru japońskiego prowadzili franciszkanie holenderscy (1937-1960); franciszkanie włoscy otworzyli misję na Sumatrze (1969), podniesioną do rangi kustodii prowincjalnej pw. Niepokalanego Poczęcia NMP (1985); na Jawie (w Dżakarcie) ośrodek misyjny otwarto w 1989 r.
Z 395
Znowu z wyspy Cejlonu, piszę, ale już w drodze powrotnej z Indii. "Jak" Niepokalana całą sprawą pokierowała opisałem szczegółowiej dziś w liście do N[ajprzewielebniejszego] O. Prowincjała i on zapewne nie omieszka wytłumaczyć bliżej znaczenia telegramu wysłanego w Ernakulam. Po prostu jawna tu ręka św. Teresy od Dziec. Jezus i po dosłownym spuszczeniu róży czy kwiatu do niej podobnego - jednego z wielu, którymi była przystrojona podstawa figury na korytarzu pałacu arcybiskupiego w Ernakulam - pierzchły dziwnie wszystkie piętrzące się trudnością tak wielkie, że już straciłem całkiem nadzieję. - I teraz - dzięki Niepokalanej - i teren (ogród), i dom (wystarczający zupełnie na początek), i kaplica spora czekają na objęcie.
Z 398
Gdy zastanawiam się nad tym, co się stało w sprawie indyjskiego Niepokalanowa, to trudno tu nie widzieć ręki św. Teresy od Dzieciątka Jezus, z którą - jak to już pisałem - mam "kontrakt". - Przy wyjeździe w Kobe zawieziono mnie do kościoła jej poświęconego, przy którym pasterzuje - ponoć jej krewny - ksiądz, który przetłumaczył żywot św. Teresy na japoński [ 3 ]. - Po drodze wszędzie napotykałem jej obrazy i figury, a i Karmelici Bosi, na których terytorium misyjnym jest Niepokalanów indyjski i do których arcyb[iskup] należy, też jej są braćmi zakonnymi. - No i upadek róży, o czym już pisałem z Kolombo. - (Zapewne N. O. Prowincjał ten ostatni list i gruby z Kolombo już otrzymał: to jest sprawozdanie z całej podróży).
[ 3 ] Ks. Alfred Mercier z Paryskiego Stowarzyszenia Misji Zagranicznych, przebywający tam co najmniej od 1930 r. (L’Année Missionaire 1931, 624; Japan Catholic Directory 1962-1963, 117).
415
Do Marii Kolbe
Mugenzai no Sono, 8 XII 1932
Maryja!
Najdroższa Mamo!
Dziś, w święto Mamusi niebieskiej, otrzymałem opłatki z listem od Mamusi ziemskiej, która jest odbiciem Mamusi niebieskiej, jak Mamusia niebieska dobroci Bożej, Serca Bożego. Doskonałości Boże promieniujące z niewysłowionego życia Trójcy Przenajświętszej rozchodzą się po wszechświecie w niezliczonych odbiciach jak echo. I tak ze stworzeń wznosi się serce do poznania i ukochania aż Boga w Trójcy Przenajświętszej, ale miłuje i te odbicia, bo one są od Boga, stworzone przez Boga, całe Boże.
Po powrocie z Indii napisałem, o ile pamiętam, list [ 1 ] i nie wiem, czemu by nie doszedł. Obecnie listy idą dłużej i mogą czasem zginąć z powodu walk w Mandżurii.
Co do sprawy czy się zobaczymy na tej ziemi, to już sprawa Niepokalanej. Ona sama może czynić z nami, co Jej się podoba, bo do Niej całkowicie należymy.
Dołączam życzenia błogosławieństwa Bożej Dzieciny i Jej Matuchny Niepokalanej i Mamie, i Prz[ewielebnej] Matce Przełożonej [ 2 ], i wszystkim Siostrom, dziękując z serca za modlitwy, bo tych nam tu na misjach jak najwięcej potrzeba, by dusze biednych pogan pociągnąć do Przen[ajświętszego] Serca Niepokalanej, a przez Nią do Prze[najświętszego] Serca Jezusowego.
Załączam fotografię Niepokalanowa japońskiego [ 3 ]. Poniżej dotychczasowy budynek; wyżej nowy dom, do którego przeprowadzili się bracia ze strychu domu poprzedniego w wigilię Niepokalanego Poczęcia, tj. wczoraj. Na szczycie budynku figura Niepokalanej, która z góry spogląda na pogańskie dachy domów dzielnicy hongochińskiej. - Ten dom, to prezencik Niepokalanej z okazji Jej święta.
Kończę z prośbą o modlitwę, bo czasu mało.
Zawsze wdzięczny syn
O. Maksymilian M-a Kolbe
[ 1 ] Zob. Pisma, 409.
[ 2 ] S. Marii Wiktorynie Chomentowskiej, felicjance.
[ 3 ] Fotografia się nie zachowała.
Bezkompromisowość:
421
Do o. Peregryna Haczeli w Rzymie
Nagasaki, 26 XII 1932
Jako Konwentualni w odróżnieniu od Kapucynów i Obserwantów otrzymaliśmy od Stolicy Apostolskiej władzę erygowania u siebie "Rycerstwa Niepokalanej" dla osiągnięcia wytkniętego celu [ 1 ]. Przeto uważam, że Zakon jako taki (nie poszczególni zakonnicy) ma nie tylko prawo, lecz również obowiązek osiągania tego celu, a w miarę zaniedbywania go ponosi również winę. Zamiary likwidacji charakteru Niepokalanowa - z powodu ważności sprawy - byłyby u tych, którzy się na to ośmielają, grzechem ciężkim...
Dla osiągnięcia celu "Rycerstwa Niepokalanej" potrzebni są zakonnicy całkowicie temu oddani, potrzebne są konwenty i grupy konwentów. Nasze czasy są czasami specjalizacji, dlaczego więc specjalizacja w tej sprawie miałaby być niebezpieczna, czy [byłby to] inny Zakon? [ 2 ]
A ci, którzy oddają się pracy w tych domach (konwentach), powinni być odpowiednio przygotowani. W "Mugenzai no Sono" jest już drugi ojciec do tego nie przygotowany. O. Metody [ 3 ] i o. Konstanty są dobrzy, lecz nie przygotowani do Niepokalanowa. Dobrze rozumiem o. Konstantego, kiedy mówi, że jest obowiązany zachować jedynie Regułę i Konstytucje, a nie ustawy "Rycerstwa Niepokalanej", ale w konwencie, który za cel specjalny ma "Rycerstwo Niepokalanej", to nie wystarcza. Co więcej, utrzymując się z ofiar zbieranych na szerzenie kultu Niepokalanej jakże można być obojętnym dla "Rycerstwa", a nawet jego wrogiem? To byłoby kradzieżą świętokradczą. Nie wolno nam nawet ani jednego grosza wydać na inny cel, chociażby bardzo wzniosły, niż na ten, na jaki go dali dobrodzieje.
Tutaj (w Niepokalanowach - w Polsce i w Nagasaki) oprócz Reguły i Konstytucji trzeba koniecznie uznawać i zachowywać obowiązkowo dyplomik "Rycerstwa Niepokalanej", aby poświęcić całe życie Niepokalanej. Wówczas śluby zakonne nabierają swojej doskonałości.
Jest więc konieczne specjalne przygotowanie począwszy od juwenatu (internatu) i od nowicjatu, w którym dyplomik "Rycerstwa Niepokalanej" powinien być uważany za obowiązujący. Również studia teologiczne powinny odpowiadać przyszłej pracy dla uniknięcia anomalii i wstrząsów, jakie teraz u nas zachodzą, oraz dla szybszego osiągnięcia celu "Rycerstwa Niepokalanej".
br. Maksymilian Kolbe
[ 1 ] Treść listu może mieć związek z odmową władz zakonnych założenia nowicjatu misyjnego w Niepokalanowie (zob. Pisma, 407, przyp. 1) i z możliwymi zarzutami o. Konstantego Onoszki, słanymi z Japonii do Rzymu (zob. Pisma, 431). Jak wynika z dziennika korespondencji św. Maksymiliana, list skierowany był do o. Peregryna Haczeli.
[ 2 ] Czyżby to miał być inny Zakon?
[ 3 ] O. Metody Rejentowicz.
PEREŁKA
Z 427:
Artykuł "Kur[iera] Warsz[awskiego]" z 14 stycz[nia] 1933 str. 2 "O podbój młodego pokolenia" [ 5 ] tym bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, które mam od dawna, że źle robi prasa katolicka ("Głos Narodu" [ 6 ], "Pielgrzym" [ 7 ] itp.), jeżeli ze względów partyjnych rzuca kamieniami na rząd Piłsudskiego. - Należy - oczywiście - piętnować, ale "zło" tylko. Tymczasem prawica odsuwając się od rządu zmusiła go do oparcia się raczej na lewicy i stąd skutki. Dlatego to zdaje mi się potrzebną rzeczą, by jak ongiś raz zrobiłem [ 8 ], tak i tego roku obydwa Niepokalanowy wcześnie (by nie znikło wśród tłumu) przesłały Piłsudskiemu życzenia imieninowe, życząc opieki Niepokalanej i obiecując Komunie św. tak licznych braci, jako też przynajmniej "Memento" we Mszy św. albo niechby i Mszę św. - Uważam to za silną potrzebę w walce z masonerią, wciskającą się do rządów, a raczej już rządzącą. Pamiętajmy na obraz Matki Bożej Ostrobramskiej, który Piłsudski ma nad łóżkiem i nie zaśnie bez niego [ 9 ]. Słyszałem o tym z ust pewnych i sprawdziłem na fotografii po wypadkach majowych. - Więc on Ją kocha. Czemuż go więc pozostawić na pastwę wrogów Kościoła i jego duszy? Dlatego uważam, że partie "katolickie" takim zachowaniem się szkodzą katolicyzmowi. - Alem się za dużo rozgadał.
[ 5 ] Autorstwa Izy Moszczeńskiej.
[ 6 ] "Głos Narodu" - zob. Pisma, 102, przyp. 8.
[ 7 ] "Pielgrzym" - pismo informacyjne o charakterze religijno-narodowym, wychodzące w Pelplinie od 1 I 1869 do 1 IX 1939, początkowo raz w tygodniu, od 1876 r. dwa razy, od 1877 trzy razy tygodniowo. W następnych latach do pisma należały jeszcze dodatki, jak "Krzyż", "Przyjaciel Dzieci", "Robotnik Polski", "Dobra Gospodyni". Założycielem i redaktorem do r. 1872 był ks. Szczepan Keller.
[ 8 ] W 1929 r. - zob. Pisma, 171.
[ 9 ] O nabożeństwie Piłsudskiego do MB Ostrobramskiej św. Maksymilian pisał w RN 14 (1935) 263-265; Pisma, 1104.
442
Do Marii Kolbe
Nagasaki, 6 III 1933
Maryja!
Droga Mamo!
Na dzień Imienin ślę. z pogańskiej jeszcze ale drogiej sercu ziemi, serdeczne życzenia jednego tylko, tj. jak najdoskonalszego spełnienia zawsze i we wszystkim Woli Bożej za pośrednictwem Niepokalanej i to tak w życiu jak w śmierci i w wieczności. Ponadto nie ma nic wyższego ani doskonalszego.
Nie opowiadam, co się tu dzieje, bo "Rycerz" sporo z tego mówi, a i może, jeżeli Niepokalana zechce, niedługo ustnie poopowiadam.
Z prośbą o modlitwę, bym Niepokalanej nie bruździł
kochający syn
O. Maksymilian M-a Kolbe
445a
Do braci kleryków franciszkańskich w Krakowie [ 1 ]
[Mugenzai no Sono, 18 III 1933]
PS - Moi Drodzy! - Życie umyka szybko. - Ani sekunda nie powraca. Spieszmy się więc, by dać jak najwięcej dowodów miłości. - Diabeł pozwoli nam na wszystkie świętości, byleśmy tylko odsunęli się od Niepokalanej, Pośredniczki wszelkich łask. Byleby chłodła miłość ku Niej. - Kiedyż każde serce na kuli ziemskiej będzie Jej?
br. Maksymilian M-a
[Dopisek] O. Magistrowi [ 2 ] serdeczne pozdrowienia
z prośbą o modlitwę,
Drodzy Bracia Klerycy, nadziejo przyszłości! Od Was zależy, jakie będą dni przyszłe. I Wy przed Bogiem będziecie za nie odpowiadać. Ale kochając Niepokalaną i co dzień pogłębiając tę miłość łatwo podołacie zadaniom.
Wasz
br. Maksymilian M-a
[ 1 ] Dopisek do listu br. Aleksego Tabaki z 18 III 1933 do kleryków w Krakowie.
[ 2 ] O. Samuelowi Rosenbaigerowi.
447
Do Mugenzai no Sono
Szanghaj, 9 IV 1933
Maryja!
Drogie moje Dzieci
Zapomniałem o papierze listowym, więc smaruję na kratkowanym.
Niepokalana czule, naprawdę bardzo czule się mną opiekuje. Daje taki pokarm, jaki potrzebny duszy, i kiedy, i ile go potrzeba, a czasem i słodko do piersi przytuli.
Spoglądając na Waszą gromadkę niknącą mi z oczu, przypomniałem sobie, co Niepokalana raczyła uczynić przez te 3 lata pobytu w Japonii. Gdym przedtem ruszał z tegoż portu, dwie tylko dusze Jej miłością żyjące stały na tymże miejscu [ 1 ], a teraz już 12 apostołów [ 2 ], oprócz uczniów różnych stopni, których Niepokalana przyciągnąć raczyła: poganie jeszcze, katolicy, aspiranci i to z nawróconych [ 3 ], a nawet już profes - pierwsze moje dziecko z ziemi pogańskiej [ 4 ].
Czyż nie razi jednak słowo "dziecko", "dzieci" zamiast "Brat", "Bracia"?
Moi Drodzy, już św. Paweł w liście do Koryntian (czy innym, nie pamiętam) tak mniej więcej mówi: "Chociażbyście 10.000 mieli nauczycieli w Chrystusie, ale niewielu ojców, gdyż w Ewangelii ja was zrodziłem" [por. 1 Kor. 4,15]. I ja więc z radością stosuję to do siebie, ciesząc się, że Niepokalana raczyła, mimo mych nędz, słabości i głupoty i niegodności, wlać swe życie w Was przeze mnie, uczynić mnie Waszą matką. Tak to życie Boże, Trójcy Przen[ajświętszej] spływa z Serca Przen[ajświętszego] Jezusa przez Serce Niepokalane Maryi do biednych serc naszych, ale też często przez inne jeszcze serca stworzone. Że tym życiem jest miłość, to wszyscy dobrze rozumiemy. Stąd Pan Jezus głosił: "Przyszedłem ogień puścić na ziemię, i czegóż chcę, jeno aby był zapalon" [Łk 12,49]. Ale gdzie mnie myśli niosą? Coraz nowe widnokręgi pociągają. Zbaczam z tematu. Niech więc powrócę.- Sami domówcie sobie, zagłębiajcie się i radujcie z upajających harmonii miłości. Cóż to będzie w niebie?
Wracam więc. Najdroższe moje, Najukochańsze Dzieci, domyślacie się zapewne, jaką miłość okazywała mi Niepokalana nasza Matuchna w dzień Jej Siedmiu Boleści i piątkowy? [ 5 ] Doprawdy cierpiałem sporo. Bałwany rzucały okrętem, zrobiło mi się słabo, długo leżałem, myślałem, że trochę poddaję się, chciałem powstać, poruszać się, ale przyszedł zimny pot, wymioty choroby morskiej. Kto je przechodził, wie, że to jest darcie wnętrzności, gdy nie ma co wymiotować. Ból głowy nie ustawał. Noc przemęczyłem. A i rano jeszcze nie zdecydowałem się na Mszę św. Jedyną pociechą było wzywanie częste, bardzo częste w myśli Najśw[iętszego] Imienia Maryi. Chociaż w gorączkowym majaczeniu może i o tym nieraz zapominałem. - Zrobiło się potem nieco lepiej, otwieram walizkę, by zobaczyć, co tam zapakowano. Odsłaniam... a tu główka figurki Niepokalanej. Jakżeż nie pozwolić sobie na miłosne pocałunki. Może za dużo Wam mówię, ale czyż wolno ukrywać przed ukochanymi Dziećmi to, czym i one żyć mają i jedynie żyć mogą, by nie poginęły? - Czyżeśmy nie jedno serce w Niej?...
Co potem - spytacie? Listu mego do prokury w sprawie przyjazdu tu nie otrzymano, więc nikt po mnie nie wyszedł, i tu znowu źródło pewnych krzyżyczków, choć tylko drobnych. - Za wszystko cześć bezgraniczna Niepokalanej!
[O. Maksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] W 1930 r. w Nagasaki żegnali św. Maksymiliana jadącego na kapitułę prowincjalną do kraju: br. Hilary Łysakowski i br. Zeno Żebrowski.
[ 2 ] W Mugenzai no Sono w 1933 r. byli Polacy: o. Konstanty Onoszko, br. kleryk Mieczysław Mirochna, br. kleryk Aleksy Tabaka, br. Zeno Żebrowski, br. Seweryn Dagis, br. Celestyn Moszyński, br. Romuald Mroziński, br. Grzegorz Siry, br. Sergiusz Pęsiek, br. Kasjan Tetich, br. Henryk Borodziej, br. Bartłomiej Kałucki.
[ 3 ] Było dwóch aspirantów: Francisko Hosoya Kasuo (Pisma, 425) i Mariano Amaki Kunikiko (Pisma, 446).
[ 4 ] Mariano Sato Shigeo - zob. Pisma, 446.
[ 5 ] Do 1960 r. uroczystość Siedmiu Boleści NMP obchodzono w piątek przed Niedzielą Palmową.
Z 447a
Dzieci drogie, pamiętajmy, że miłość żyje, karmi się ofiarami. Dziękujmy Niepokalanej za wewnętrzny pokój, za uniesienia miłości, ale nie zapominajmy, że to wszystko choć dobre, piękne, nie jest jednak istotą miłości i bez tego wszystkiego może być miłość i to miłość doskonała. Szczyt jej to stan, w którym Pan Jezus mówi na krzyżu: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" [Mt 27,46; Ps 21,2; Mdr 15,34]. - Bez ofiary nie ma miłości. Ofiary ze zmysłów, zwłaszcza oczu, szczególnie gdy się wychodzi z klasztoru pomiędzy świeckich, ze smaku, ze słuchu itd. Przede wszystkim zaś ofiary z rozumu i woli w św. Posłuszeństwie. - Jak miłość Jej, dobroci Bożej w Niej, miłości Serca Bożego uosobionej w Niej, jak ta miłość nas obejmie i przeniknie, to ofiary staną się potrzebą duszy. Dusza pragnąć będzie ciągle składać coraz to nowe, coraz to głębsze dowody miłości, a tymi dowodami to właśnie nic innego jak ofiary [ 4 ]. Życzę więc wszystkim i sobie jak najwięcej ofiar [ 5 ].
[ 4 ] W oryginale wyraz podkreślony trzykrotnie.
[ 5 ] Wyraz podkreślony trzykrotnie.
Z 448
Najdroższe Dzieci
Jeszcze Wam słówko.
Pisząc listy po japońsku poddałem się pysznej myśli, że jakoś potrafię klecić w tym języku. I zaraz poczułem, że węzeł gorącej miłości ku Niepokalanej ochłódł. Siedzę przed Jej figurką i zdaje mi się, jakoby Ona robiła wyrzuty, gniewała się.
Dzieci Najukochańsze, nie wierzcie nigdy takiemu uczuciu. Jak się poczujecie winnymi, chociażby to był grzech zupełnie świadomy i ciężki, i często, bardzo często się powtarzający, nie dajcie się nigdy oszukać diabłu zniechęcenia. Ale, jak tylko się poczujecie winnymi, oddajcie całą winę Waszą bez rozbierania i badania jej, jednym słowem "Maryja", Niepokalanej na własność, jak to ja przed chwilą uczyniłem, i starajcie się najbliższą czynnością sprawić Jej przyjemność, jak to ja w tej chwili czynię dopisując tych kilka słów do Was, najdroższe Dzieci.
Moi najdrożsi. Niech każdy upadek, chociażby najcięższy i powtarzający się [ 1 ], posłuży nam zawsze tylko za szczebel do wyższej doskonałości. Na to bowiem tylko Niepokalana dopuszcza upadek, by wyleczyć nas z miłości własnej, pychy, przywieść do pokory i tak uczynić uleglejszymi łaskom Bożym. - Diabeł zaś wstrzykuje wtedy nieufność i upadek ducha, co jest znowu oznaką pychy. - Gdybyśmy znali dobrze naszą nędzę, to byśmy się bynajmniej nie dziwili upadkom, ale raczej dziwilibyśmy [się] i dziękowali po upadku, żeśmy głębiej i częściej jeszcze nie upadli. Nie ma bowiem tak strasznego grzechu, który by nam nie zagrażał, gdyby nas łaska Boża, czyli miłosierna ręka Niepokalanej, nie podtrzymała.
Nie chciejmy też zawsze odczuwać słodyczy nabożeństwa do Niepokalanej, bo byłoby to łakomstwem duchowym. Pozwólmy Jej kierować nami, jak się Jej, a nie nam podoba. Nie zawsze czas na słodkie pieszczoty, chociaż tak święte. Nam potrzebne też próby, oschłości, opuszczenia itd. Pozwólmy Jej więc do woli stosować środki do naszego uświęcenia. Jedno tylko musi być i pogłębiać się zawsze, tj. pozwolić się Jej prowadzić; zdawanie się coraz doskonalsze na Jej Wolę, posłuszeństwo Jej Woli w św. Posłuszeństwie.
[ 1 ] W oryginale wyrazy "najcięższy" oraz "powtarzający się" podkreślone dwukrotnie.
Od 449 do 534 można przeczytać na pierwszej stronie wątku, teraz zaś kontynuujemy od tamtego numeru.
z 535
Zbliża się dzień Imienin Niepokalanej, święto Niepokalanego Poczęcia.
Kiedyż to Ona zawładnie światem?... Kiedy w każdym kraju powstanie Jej Niepokalanów i Jej "Rycerz" w każdym języku do każdego zawita domu, pałacu, lepianki?... Kiedyż Jej medalik spocznie na każdej piersi i dla Niej będzie biło każde serce na kuli ziemskiej?...
Uważam, że nie ma lepszego środka do przyspieszenia tej błogosławionej chwili, jak gdy każdy z nas co dzień bardziej będzie się starał pogłębiać w sobie oddanie się Niepokalanej. Im bowiem doskonalej będziemy Jej, tym swobodniej będzie mogła Ona sama nami kierować; a ponad to nie ma już skuteczniejszej akcji.
O różne rzeczy, dotyczące stosunku nabożeństwa do Niepokalanej względem innych nabożeństw, [za]pytywali mnie bracia w Niepokalanowie, a niedawno otrzymałem list od jednego z kleryków (spoza Niepokalanowa) z zapytaniem, jak pogodzić praktycznie pamięć na miłosną obecność w nas Pana Boga z pamięcią na Niepokalaną.
Oczywiście fantazja skłonna jest przedstawiać Boga Ojca, Pana Jezusa, Niepokalaną itd. jako poszczególne cele nabożeństw jakby równorzędne, zamiast przedstawiać jako ogniwa jednego łańcucha, podporządkowane jakby środki do jednego celu: Boga w Trójcy Św. Jedynego.
Odpiszę mu, że im kto bardziej jest Niepokalanej, z tym większą śmiałością i swobodą może się zbliżać i do ran Zbawiciela i do Eucharystii i do Przen[ajświętszego] Serca Jezusowego i do Boga Ojca. I że nic nie szkodzi, chociażby nam wtedy nawet na myśl Niepokalana nie przyszła, bo istota zjednoczenia z Nią polega nie na myśli, pamięci, uczuciu, ale na woli.
Podrywa mnie czasem, gdy czytam zbyt troskliwe podkreślania, że Matka Boża jest - po Pana Jezusie - całą naszą nadzieją. Oczywiście, że można to i dobrze zrozumieć. Ale zbytnia troskliwość, by nie opuścić tej klauzuli, zapewne dla uczczenia Pana Jezusa, raczej uważam - że Mu uwłacza. Bo wyobraźmy sobie. Gdy nie nastarczały płaskie maszyny, przybyła rotacyjna i słusznie można powiedzieć, że dla terminowego wydania "Rycerza" cała nadzieja w rotacyjnej. Gdyby jednak ktoś zawsze zaraz skwapliwie dodał "po fabryce" (która ją wybudowała), wyrażałby tym przekonanie, że jednak maszyna ta może zawieść i trzeba będzie odnieść się do fabryki. Czyli że fabryka niezbyt solidnie wykonała maszynę, co nie byłoby bynajmniej uczczeniem fabryki.
Z 537
Dopisuje Br. Wenanty o programiku [MI]. Doprawdy, każdy programik ma granice, a tu trzeba zerwać wszelkie granice, nawet programików. Bądźmy Jej i sługami, i dziećmi, i niewolnikami, i rycerzami, i wszystkim, wszystkim, wszystkim, słowem Jej, pod każdym względem Jej i co dzień bardziej Jej.
Jak tego dokonać?
Pamiętajmy, że istotą naszego oddania i doskonałości oddania się nie jest uczucie ani pamięć, ale wola. Jeśliby więc kto nie czuł wcale słodkości obcowania z Nią (chociaż zwyczajnie jest inaczej) - ani by nie mógł pamiętać, myśleć dużo o Niej z jakichkolwiek powodów, jeżeli wola trwa przy Niej, jeżeli nie odwołuje swego oddania się, ale wedle możności odnawia je jeszcze - niech będzie spokojny, bo Ona króluje w jego sercu. A wolę możemy kontrolować łatwo. Baczmy tylko, by coraz doskonalej zgadzała się z Jej wolą i coraz doskonalej pełniła Jej wolę. - To wszystko. I byśmy, jak to małe dziecko, uznawali swą zupełną od Niej zależność i dlatego do Niej jak dzieci do matki się tulili.
Z 541
Co do stosunku do przełożonych, bez względu na sympatię czy antypatię, czy z jednej, czy z obydwóch stron, nie możemy się powodować tymi motywami naturalnymi, ale nadnaturalnie widzieć w nich wolę Niepokalanej i jako taką z radością spełniać.
Co do rachunku sumienia weź sobie pokój i pogodę ducha. Już Pismo Św. upomina: "Służcie Panu z radością" [por. Ps 39,2]. I św. Paweł pisze: "Wesołego dawcę miłuje Bóg" [por. 2 Kor 9,7].
Żadnych więc zgryzot, smutku, ale zawsze z radością najwięcej pociągniemy do Niepokalanej nie tyle słowem, ile raczej życiem jako rzecz i własność Niepokalanej, jako MI. Czyż może się gryźć, kto jest Jej własnością? Nie znaczy to - nigdy się nie potknąć, ale w razie upadku zachować się jak MI, a nie upadać na ducha.
Do siebie tylko się nie ograniczać, ale zajmować się wesoło sprawą Niepokalanej jak najszerzej ...
...
Drogie Dziecko, nie smuć się, nie trap. Niepokalana o wszystkim wie i wszystkim kieruje. Pozwólmy się tylko Jej prowadzić coraz to doskonalej, a Ona sama w nas i przez nas jak najwięcej zrobi dla zbawienia dusz, zdobycia ich dla siebie, a przez Nią dla Serca Pana Jezusa.
Przy pomocy Niepokalanej możemy wszystko.
Z 546
Na przykład: ktoś chciałby Niepokalanej sprawić taką przyjemność, na jaką się tylko zdobyć może. Cóż robi? Pożycza sobie Przenajświętszego Serca Pana Jezusa, i wtedy pewien, że prześcignął nieskończenie wszystkich ludzi i Aniołów razem wziętych w miłości ku Niepokalanej.
A Pana Jezusa znowu Jej sercem miłuje, a raczej Ona w nim i przez niego kocha, np. w Komunii świętej itd., itd.
Kończę, bo czasu mało.
Z 553
[Dopisek]
Podobno niektórzy myśleli, że ja już jedną nogą na drugim świecie [ 5 ]. W każdym razie prawą ręką nie, bo piszę, i lewą też nie, bo przytrzymuję papier. - Zresztą jesteśmy własnością Niepokalanej. Ma prawo zabierać sobie, kogo i kiedy Jej się podoba. - Czyż nie tak?
Ktoś tak określił logikę ziemian (mieszkańców kulki ziemskiej): "Do nieba, do nieba, byle ... jak najpóźniej". Rozgwarzyłem się, ale już chodźmy spać.
Sayonara [ 6 ];
Maryja!
[ 5 ] Niepokój o zdrowie i życie św. Maksymiliana spowodowany był alarmującymi wiadomościami, jakie płynęły z Japonii. Sam gwardian japońskiego Niepokalanowa, o. Kornel Czupryk, tak pisał do kraju: "O. Maksymilian chory - kaszle, nie może mówić, pojechał w tej chwili do lekarza. Obawiam się o niego. Niech się dzieje wola Boża - Niepokalana wie, w jakim bylibyśmy kłopocie - szkoła - internat - «Rycerz» - administracja. [...] Zatem or at e! Żeby choć do święceń kleryków doprowadzić. [...] O. Maksymilian od lata ub.r. coraz bardziej i bardziej słabnie. [...]" - zob. dopisek o. Kornela Czupryka do listu br. Celestyna Moszyńskiego z 15 I 1935 do współbraci w Niepokalanowie.
[ 6 ] Do widzenia!
560
Do br. Salezego Mikołajczyka [ 1 ]
Druk.: fragment RN 26(1952) 161.
Nagasaki, 28 VII 1935
Maryja
Drogi Bracie Salezy i inni Bracia też,
Wreszcie zabieram się do załatwiania zalegającej korespondencji "zagranicznej".
W sprawie "Dzieci Maryi" [ 2 ] to oczywiście nie jest to wbrew MI. Owszem, jak już kiedyś pisałem, istotą MI jest bezgraniczne oddanie się Niepokalanej. Mamy być Jej sługami, dziećmi i niewolnikami itd., itd., itd. Słowem, pod każdym względem Jej, jak najściślej, jak najdoskonalej Jej, jakby Nią samą. Kto zaś bezinteresownie Ją kocha, czyli kocha Ją nie dla siebie, ale dla Niej samej, ten nie zadowoli się swą tylko miłością ku Niej, ale będzie się starał i by i inni Ją miłowali, aby byli też Jej pod każdym względem, stali się tak Jej, jak on jest Jej i bezgranicznie więcej i czyli staje się Jej rycerzem, zdobywającym dla Niej serca, staje się MI. I im bardziej sam staje się Jej, tym bardziej też zdobywa dusze dla Niej, czyli staje się Jej rycerzem. - Stąd istotą MI jest być Jej pod każdym względem. I "Dzieci Maryi" więc nie są bynajmniej czymś poza MI.
Mariologię studiować bardzo będzie dobrze, ale pamiętajmy zawsze, że więcej poznamy Niepokalaną w pokornej modlitwie, w miłosnym doświadczeniu życia codziennego, niż z uczonych definicji, dystynkcji i argumentów (chociaż i tych zaniedbywać nie wolno). Ona jest tak kimś wzniosłym, tak bliskim Trójcy Przenajświęt[szej], że jeden z Ojców świętych, nie waha się nazywać Ją "complementum Sanctissimae Trinitatis", tj. "dopełnieniem Trójcy Przenaj[świętszej]" [ 3 ]. Nic więc dziwnego, że rozum ludzki skończony gubi się, gdy Jej tajemnic docieka, a zarozumiała głowa głupieje jeszcze bardziej.
Niechby o tych rzeczach wiedzieli wszyscy w Niepokalanowie i "Dzieci Maryi" i inni.
Co dzień bardziej stawajmy się Niepokalanej i w Niej i przez Nią Jezusowymi, Bożymi, a nie czasem obok Niej. Nie służymy Bogu Ojcu i Panu Jezusowi, i Niepokalanej, ale Bogu w P. Jezusie i przez P. Jezusa, a P. Jezusowi w Niepokalanej i przez Niepokalaną. Czyli bezpośrednio, bezgranicznie i wyłącznie Niepokalanej. Z Nią zaś, w Niej i przez Nią P. Jezusowi. A z Nim, w Nim i przez Niego Bogu Ojcu.
A Duch Święty?
On w Niepokalanej, jak Druga Osoba Trójcy Przenajświęt[szej] Syn Boży w P. Jezusie. Z tą jednak różnicą, że w P. Jezusie są dwie natury Boska i ludzka a jedna osoba, Boska. Niepokalanej zaś i natura, i osoba różni się od natury i osoby Duch[a] Przenajśw[iętszego]. Zjednoczenie jednak to jest tak niewysłowione i doskonałe, że Duch Przenajśw[iętszy] działa tylko przez Niepokalaną swą Oblubienicę. Stąd Ona Pośredniczką wszystkich łask Ducha Przenajświętszego. A ponieważ każda łaska jest darem Boga Ojca przez Syna i Ducha Św[iętego], stąd nie ma łaski, co by nie była Jej własnością, daną Jej do dowolnego rozporządzenia.
Czcząc wiec Niepokalaną, czcimy w szczególniejszy sposób Ducha Przenajświętszego, i tak jak łaska spływa na nas od Ojca przez Syna i Ducha Św[iętego], tak słusznie owoce tej łaski wstępują od nas do Ojca w porządku odwrotnym, tj. przez Ducha Św[iętego] i Syna czyli Niepokalaną i P. Jezusa. Jest to prześliczny pierwowzór akcji i reakcji, równej i przeciwnej, jak głoszą nauki przyrodnicze.
Już niech na ten raz zakończę, bo roboty moc.
W Niepokalanej współrycerz
br. Maksymilian M-a Kolbe [ 4 ]
[ 1 ] Adresatem jest br. Salezy Mikołajczyk, o czym mówi również uwaga św. Maksymiliana na odwrocie karty: "Br. Salezy".
[ 2 ] Zob. Pisma, 483, przyp. 8.
[ 3 ] Po raz pierwszy podobną formułę spotykamy u Hezychiusza z Jerozolimy (V w.): "universum Trinitatis complementum". Autor podkreślił przy jej pomocy świętość Maryi: cała Trójca Święta zamieszkała w Matce Najświętszej. Później posługiwano się podobnymi formułami w innym znaczeniu, mianowicie na określenie ścisłych związków Maryi z poszczególnymi Osobami Trójcy Przenajświętszej. Przyjmują wspomnianą formułę np. A. H. Lépicier, B. H. Merkelbach, E. I. Campana, G. Alastruey, G. Roschini; odrzucają jako niewłaściwą np. J. I. Scheeben, J. H. Newman, L. Janssens czy Al. Janssens. Zwolennicy tytułu "Complementum SS. Trinitatis" wyjaśniają, że Maryja "uzupełnia" Trójcę Świętą jedynie w sposób nieistotny i zewnętrzny.
Por. J. Bittremieux, Relationes Beatissimae Virginis ad Personas SS. Trinitatis, "Divus Thomas" (Piacenza) 37 (1934) 549-568, 38 (1935) 6-41; G. Alastruey, La Santissima Vergine Maria, vol. I, Roma 1952, 128nn.
[ 4 ] Podpis własnoręczny.
561
Do br. Gabriela Siemińskiego [ 1 ]
[Mugenzai no Sono,] 2 VIII 1935
Maryja
Drogi Bracie,
Niepokalana jeszcze o wiele więcej potrafi zdziałać, niż dotąd zdziałała, a nawet o wiele więcej, niż my wyobrazić sobie możemy. Byleśmy tylko co dzień bardziej stawali się Jej rzeczą i własnością, to Ona o wiele większe jeszcze cuda uczyni, mimo naszej słabości, nieświadomości i złości nawet.
Modlitwy nam rzeczywiście tu w Japonii bardzo potrzeba, bo każde nawrócenie jest łaską. Bez łaski "Rycerz" nie poruszy umysłów i serc.
Trzeba, by naprawdę nie my, ale Ona sama, Niepokalana, przez swego "Rycerza" do serc się dostawała.
U nas gorąco dochodzi do 38 stopni w cieniu.
Kończę, bo bardzo a bardzo jestem zajęty.
W św. O. Franciszku
br. Maksymilian M-a Kolbe [ 2 ]
[ 1 ] Na adresata wskazuje uwaga w. Maksymiliana na początku listu: "Br. Gabriel Siemiński".
[ 2 ] Podpis własnoręczny.
A oto jak Miłość może sprawić, że z odpowiedzi na wątpliwości jakiegoś braciszka powstaje traktat teologiczny:
565
Do br. Mateusza Spolitakiewicza
Nagasaki, 10 X 1935
J[ezus] M[aryja] J[ózef] F[ranciszek]
Drogie Dziecko!
Odpowiadam wedle porządku jak w liście, a z tęgim opóźnieniem, bo pracy mam sporo.
Nie raz, ale więcej razy Twój list przeczytałem i pojmuję Cię na wskroś. I nasamprzód czemu bym nie miał pamiętać poczciwego Br. Mateusza?
Piszesz: "Nie może mi się to w duszy skojarzyć, by kochać od razu Jezusa i Maryję". - A swego ojca i matkę razem mogłeś kochać, a przy tym jeszcze braci czy siostry? Pewne, że celem naszym jest Bóg, Trójca Przen[ajświętsza], ale to nie przeszkadza, by Boga Ojca kochać jako Boga Ojca, B[oga] Syna jako B[oga] Syna, Ducha Przen[ajświętszego] jako Ducha Przen[ajświętszego], Pana Jezusa jako P[ana] Jezusa, Matkę Bożą jako Matkę Bożą i swego ojca, i matkę, i krewnych, i Aniołów, i Świętych, i wszystkich ludzi. I oczywiście nie po kolei, ale wszystkich naraz. Tylko że myśleć nie możemy o wszystkich naraz, ale to nie przeszkadza rzeczywistej miłości wszystkich i naraz.
Piszesz: "Idę przed tabernakulum, rozmawiam z Jezusem itd.", i pytasz: "A gdzież Maryja, Ta, bez której do Jezusa zbliżyć się trudno... Ta, która jest najkrótszą drogą?" Muszę Ci dodać, że nie tylko "trudno" ale niepodobna zbliżyć się do Jezusa bez Maryi. Dlaczego?
Bo pomijając już fakt, że Ona nam porodziła i wychowała Jezusa, zbliżenie się do Jezusa jest bez wątpienia łaską, a wszelkie łaski przez Nią przychodzą do nas, tak jak i sam Pan Jezus przez Nią przyszedł. Powiesz tu może: A więc czy wolno mi wprost rozmawiać z Jezusem, gdy nie myślę o Maryi? Mój drogi, nie chodzi o to, byś czuł czy myślał, tylko o sam fakt, że tak jest, chociażby Ci to wcale na myśl nie przyszło. Jeśli naprawdę kochasz P. Jezusa, to przede wszystkim pragniesz we wszystkim spełnić Jego Wolę, a więc i otrzymać łaski w ten sposób, w jaki On postanowił. Mając takie usposobienie z całą swobodą możesz i powinieneś zwracać się do Przen[ajświętszego] Serca P. Jezusa będąc przekonany, że wszystko otrzymasz. Gdyby kto jednak powiedział sobie: "Ja nie potrzebuję żadnego pośrednictwa, nie potrzebuję Matki Najświętszej, sam potrafię uwielbić i uczcić Przen[ajświętsze] Serce Boże i wyprosić, co mi potrzeba". Czyżby nie słusznie Pan Jezus go odrzucił za tak nieznośną pychę?
Piszesz: "Ona musi też ode mnie coś otrzymać, ja muszę Nią oddychać, Nią żyć, cały się Jej poświęcić, o Niej myśleć... Ale, ale Jezus, przecież On źródłem łaski i Miłości, On zaprasza do siebie. On daje się w Komunii św. - Maryja tu tylko pomaga". - Mój Drogi, pewnie, że źródłem wszelkiego dobra, w każdym porządku czy naturalnym, czy nadnaturalnym (czyli łaski) jest Bóg Ojciec, który przez Syna i Ducha Św[iętego] zawsze działa, czyli Trójca Przenajświętsza. Prawda, że jedynym Pośrednikiem do Ojca jest Syn Wcielony, Jezus Chrystus, Bóg i człowiek zarazem, przez którego nasze hołdy oddawane Ojca stają się z ludzkich Bożymi, ze skończonych - nieskończonej wartości, i tak rzeczywiście godnymi majestatu Ojca. Prawda, że Ojca miłujemy w Synu, w Jezusie Chrystusie i Jemu musimy oddać całą naszą miłość, by w Nim i przez Niego całą naszą miłość otrzymał Ojciec. - Ale też i to niemniej jest prawdą, że akty nasze, choćby najświętsze, nie są bez skazy, i jeżeli chcemy je ofiarować Panu Jezusowi czyste i niepokalane, musimy je bezpośrednio skierować do jedynie Niepokalanej i dać Jej na własność, by jako swoją własność dała je Synowi swemu. Wtedy staną się one bez skazy, niepokalane. Otrzymawszy zaś wartość nieskończoną przez Bóstwo Jezusowe godnie uwielbią Boga Ojca.
Odpowiedź też na łaski, co przez Syna i Ducha Prz[enajświętszego] spłynęły na stworzenie, powraca do Ojca tylko tąż samą drogą, tj. przez Ducha Św[iętego], i Syna, czyli przez Niepokalaną Oblubienicę Ducha Przen[ajświętszego] i Jezusa połączonego hipostatycznie z naturą Syna.
A praktycznie? Moje Dziecko, możesz nawet zupełnie nie wiedzieć o tych pięknych prawdach, możesz ich nie rozumieć, możesz zupełnie o nich nie pamiętać, ani nie potrafić skończonym umysłem i wyobraźnią dać sobie radę z wyobrażeniem sobie tego po ludzku, jeżeli chcesz spełnić zawsze Wolę Bożą (czyli Wolę Jezusową, czyli Wolę Niepokalanej), to swobodnie [ 1 ] oddawaj się wszelkim nabożeństwom, do których czujesz pociąg.
Owszem właśnie dlatego, że oddaliśmy się bezgranicznie Niepokalanej, z tym większą śmiałością mimo naszych złości zbliżamy się do Przen[ajświętszego] Serca Bożego.
W rzeczywistości więc jesteśmy całkowicie i zupełnie, i wyłącznie oddani Niepokalanej ze wszystkimi czynami, a w Niej i przez Nią znowu całkowicie, zupełnie i wyłącznie P. Jezusowi; w Nim zaś i przez Niego całkowicie, zupełnie i wyłącznie Ojcu naszemu w niebie.
Nie myśląc wcale o tym, nie odczuwając nawet tego, swobodnie [ 2 ] możemy oddawać się każdemu nabożeństwu zatwierdzonemu przez Kościół św.
Istotą jednak miłości Bożej będzie zawsze nie uczucie, nie pamiętanie, nie myślenie, rozumienie, wyobrażanie sobie, ale wyłącznie pełnienie w każdej chwili życia Woli Bożej i zdanie się zupełne na tęż Wolę. - Wszystkie zaś nabożeństwa mają na celu dopomóc nam do spełnienia tej Bożej Woli.
Piszesz dalej: "Jak do Ojca nie można się zbliżać, czy raczej jest to oznaką braku uszanowania, bez pośrednictwa Jezusa, tak do Jezusa bez Maryi zbliżać się nie wypada". - "A więc z Jezusem zawsze rozmawiać mi nie można tak serce [przy] Sercu..." Można, tylko nie zapomnij o Maryi. - "Kiedy ja nie mogę od razu dwom się udzielać". - Z uprzednich wyjaśnień zaczerpniesz odpowiedź, że spokojnie możesz zapominać i udzielać się nie naraz wielom, bo tylko P. Bóg o wszystkim naraz myśli. - Nie będzie też braku uszanowania w bezpośrednim swobodnym zwracaniu się do Ojca jeśliś Jezusowy, ani do Jezusa jeśliś Niepokalanej, ale na to nie trzeba, byś o tym pamiętał, wystarczy, że tak rzecz się ma sama w sobie.
Piszesz, że chciałbyś "tylko jedno ukochać i utonąć w Nim". Oczywiście, że Ojciec nasz w niebie jest Tym, w którym utonąć mamy, ale nie damy rady uczynić tego bez Syna i bez Matki, bośmy i skończeni, i grzeszni.
"Koszmarne myśli", piszesz. Mój drogi, wzniosłe to są rzeczy i my naszym ludzkim rozumem, a bardziej jeszcze wyobraźnią nieraz nie możemy dać rady zrozumieć, lecz i dlatego nie trzeba nigdy tracić pokoju. Bóg jest Bogiem pokoju. Zamieszanie nie pochodzi od Boga.
Z O. Mateo spotkałem się w Tokio i powiedziałem mu, że pisał mi zakonnik, który nie może pogodzić ze sobą tego, co on napisał [ 3 ]. Na to mi odpowiedział, że pisząc o Matce Bosej miał na myśli fałszywe nabożeństwo do Matki Bożej, jakie można napotkać u niektórych we Włoszech, nabożeństwo tylko uczuciowe, które uprawiają, żeby im się kradzież lepiej udała (słowem zwracają się [do] Matki Bożej, by im pomogła grzeszyć). Powiedziałem mu, że może by warto, by dał wyjaśnienie w dalszych pismach, bo może być więcej takich, co będzie miało trudności.
Zdaje się, żem przebiegł już list cały.
Trudność Twa pochodzi stąd, że mieszasz uczucie, pamiętanie czy rozumienie z wolą. Jeżeli tylko wola nasza chce, by wszystko było wedle Woli Bożej, to przez to samo i tak jest, chociażbyśmy tego nie rozumieli ani nie pamiętali, ani nie odczuwali. My zaś możemy myśleć aktualnie tylko o jednej rzeczy, rozwijać uczucia tylko w jednym kierunku. Swobodnie więc oddawaj się nabożeństwu, które w danej chwili pociąga, ale pamiętaj, że istota miłości Bożej polega wyłącznie na pełnieniu Woli Bożej w każdej chwili. Im zaś trudniejsze będzie to spełnienie, im więcej wstrętu i odrazy, tym większe będzie okazanie miłości. Ale nawet te trudności nie należą do istoty i bez nich też może być równa miłość. Służą one tylko do okazania tej miłości.
Inna rzecz, że oddany całkowicie bezgranicznie Niepokalanej, mimo że wie, iż on do Niej należy, chociaż i o tym nie myśli, nieraz idąc odwiedzić P. Jezusa w Przen[ajświętszym] Sakramencie całe te odwiedziny jeszcze wyraźnie oddaje Niepokalanej, choćby jednym "Maryja", bo wie, że sprawi P. Jezusowi jak największą przyjemność, że wtedy tym bardziej Ona w nim i przez niego te odwiedziny dokonuje i on w Niej, i przez Nią.
Tak samo nie ma lepszego przygotowania do Komunii św., jak całą tę sprawę oddać Niepokalanej (oczywiście czyniąc też i ze swej strony wszystko, co możemy). Ona najlepiej przygotuje nasze serce i będziemy pewni, że szczyt przyjemności Jezusowi sprawimy, że największą miłość wtedy Mu okażemy. I podobnież w innych licznych czynnościach. Chociaż powtarzam: i bez tego aktualnego oddania i tak jesteśmy Jej, bośmy się Jej oddali i nigdy tego nie odwołali.
Jeszcze jedno. Pan Jezus powiedział, że z owoców poznamy drzewo [por. Mt 7,20]. Jeżeli więc coś sprawia Ci zamieszanie, a tym bardziej - jak piszesz - było powodem opuszczenia się, to na pewno nie pochodzi to od Boga. Więc cały ten niepokój jest tęgo podejrzany i należy zawsze starać się o wierność w najdrobniejszym pełnieniu Woli Bożej i o pokój. Pan Jezus też powiedział: "Pokój mój zostawiani wam, pokój mój daję wam" [J 14,27].
Jeżeli zaś pod jakimkolwiek pozorem, chociażby i wyższego nabożeństwa, odciągałoby Cię co od Matki Bożej, miej to za podejrzany podstęp, chociażby wydawał się najświętszy.
W Niej i przez Nią na pewno dochodzimy do Serca Jezusowego, ale bez Nlej (w znaczeniu jak powyżej) wszystko jest tylko złudzeniem szatana obliczonym na doprowadzenie duszy do ruiny. - Piękną ilustracją tego jest widzenie św. O. Franciszka o dwu drabinach czerwonej i białej, po których bracia wspinali się do nieba [ 4 ].
Popisałem bez rozłożenia tematu, jak pod pióro podpadło. Jeżeliby co było mniej jasne, napisz swobodnie, a chętnie odpiszę.
Niech Niepokalana trzyma Cię coraz bliżej swego Niepokalanego Serca.
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Jakkolwiek by było napisane gdziekolwiek, bądź pewien [ 5 ], że kto jest Niepokalanej, ten nie zginie, ale im więcej będzie Jej, tym bardziej będzie i Jezusa, i Ojca. Inna rzecz, że może tego nie odczuwać, ani o tym nie wiedzieć. Lecz zauważy, że coraz doskonalej stara się pełnić Wolę Bożą, coraz bardziej poprawiać się ze sprzeniewierzeń przeciwko tej świętej Woli. I coraz więcej pokoju, nawet pośród burz zażywać będzie. W swoim czasie Ona mu stopniowo odkryje wszystkie tajemnice Serca Jezusowego. I stanie się dzieckiem P. Jezusa. Jego dusza stanie się oblubienicą Jezusa, Brata starszego, pod pieczołowitą opieką wspólnej Matki Maryi i wspólnego Ojca w niebie.- Ale niechaj dusza się nie rzuca, lecz pokornie, w pokoju pozwala się prowadzić.
[ 1 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 2 ] Wyrazy "nie myśląc" oraz "swobodnie" podkreślone dwukrotnie.
[ 3 ] Chodzi o książkę o. Mateo Crawleya-Boeveya SSCC Jezus Król miłości, wydaną w Gnieźniew 1929 r., a zwłaszcza o rozdział pt. "Na chwałę Maryi... Idźmy do Jezusa-Hostii", s. 271-273.
[ 4 ] Kwiatki św. Franciszka z Asyżu, Warszawa 1978, 195-196 - zob. Pisma, 411, przyp. 1.
[ 5 ] Wyraz podkreślony trzykrotnie.
Ależ to jest wspaniałe...