To z Wisky Broniarza było tak, że usłyszał, że jak się w ów trunek inwestuje, to ma się rewelacyjne stopy zwrotu, a ponieważ obracał się widać w kręgu papierów typu 'obligacje złota inwestycyjnego', to się bardzo zdziwił, jak mu przyszła owa firma, gdzie zainwestował i mówi mu aby se ową łyskę zabrał, bo czas nadszedł. No i się zrobił problemik, bo aby zmonetyzować ów zysk, to potrzeba butelek, akcyzy, dystrybucji itp. Jak zaczął się rzucać ów Broniarz, to mu powiedzieli, że butelkowanie i transport do Polski mogą mu ogarnąć, natomiast oni nie są sprzedawcą detalicznym, tylko inwestorem w trunek i z tego się godnie wywiązali, bo potencjalny zysk był bardziej niż godziwy.
Reasumując, firma okazała się rzetelna i specjalistyczna, natomiast Broniarz okazał się tym kim jest. Nie wiem czym się sprawa zakończyła.
A co do meritum, to nauczycieli licealnych znam obecnie zero! natomiast w podstawówce mojej córki kilkunastu nauczycieli rzuciło papierami. Aby nie było, w tej podstawówce to tradycja pielęgnowana przez dyrektorkę.
@rozum.von.keikobad powiedział(a):
Pierwszy wynik z google'a:
W szkołach ponadpodstawowych w Polsce uczy się łącznie ok. 1,7 mln uczniów. W liceach ogólnokształcących kształci się około 814 tys. osób, w technikach ok. 755 tys., a w szkołach branżowych I stopnia (dawnych zawodówkach) kolejne 217 tys. młodzieży.
Czyli to jest 46%.
Starannie wyselekcjonowane to może być kilka, max kilkanaście procent. A nie prawie połowa.
No tak, z tym że to staranne wyselekcjonowanie robi górne parę procent "jelitarnych licejów", dzie przyjmujesz inteligencką młodzież z grzecznych domów i główny problem wychowawczy to że jeden czy dwa ancymony na klasę spożywają zbyt wiele marihuany.
Zresztą, jeśli 46% pomnożysz przez górne 10% liceów, to wychodzi postulowane "kilka, max kilkanaście procent".
Przykro to pisać, ale nie mam pewności, czy dla reszty młodzieży te cztery lata liceum to nie głównie strata czasu. Tak jak dla mojego wujka, który miał niewiarygodną smykałkę do aut, ale matka nie pozwoliła mu iść do samochodówki, tylko kolanem przepychała go przez liceum, nie wiadomo po co.
Jak se pomyślę, to kolo był niesamowity. Wszystko słyszał w rzężeniu silnika, stawiał dyagnozy wg tego jak auteczko wibrowało na drodze.
Nu ale @robert.gorgon pisał o liceach w ogóle, a nie o tych tzw. elitarnych.
Ponieważ sam do takiego chodziłem, to co nieco opowiem.
Otóż kilka, może kilkanaście miesięcy temu posłuchałem znakomitego podcastu z politico o tzw. grammar schools w Anglii. W ogóle politico jest jakie jest, ale podcast Westminster Insider jest jednym z lepszych z tematyki brytyjskiej, przynajmniej był, bo od pewnego czasu przerzuciłem się na pociąg zamiast auta i forumkuję, zamiast słuchać.
I posłuchałem sobie jak wygląda nauka w Eton itp. i ... i w Polsce tak nie wygląda. Elitarne [edit:polskie] licea niczym istotnym się nie różnią [od innych polskich], po prostu są znane z tego, że są zna... dobre, więc chcą tam iść ludzie z lepszymi wynikami po podstawówce, tacy ludzie statystycznie mają też lepsze wyniki w liceum, więc szkoła ma lepsze wyniki, za tym idzie opinia i od nowa, tak to się kręci.
Dalej, problemy wychowawcze. Więc tak, największe dramy to wtedy były jak ktoś się schlał na wyjeździe. Myślę że grupa takich ancymonów była większa niż 2 na klasę, ale jak wytrzeźwieli a zwłaszcza wyleczyli kaca to dawali radę. Więc faktycznie większość nauczycieli w elitarnym liceum nie ma jakichś wielkich problemów z tymi ludźmi.
Tyle że z tego co się tu i ówdzie słyszało w innych liceach też niekoniecznie były jakieś wielkie problemy. Ja to mam wrażenie, że najwięcej to rozrabiają dzieciaki w klasach 4-6 podstawówki, zwłaszcza chłopcy. I potem im / nam przechodziło i do liceum szli / śmy już spokojniejsi. Na tym chyba polegał problem gimnazjum, że dzieciaki zanim im przeszło to dostawały nową szkołę i zaczynała się dzicz.
Od pewnego czasu większe problemy są z Julkami niż Brajankami (7-8 klasa podstawówki, odpowiednik wiekowy 1-2 gimbazy sprzed jej wygaśnięcia). A największy bywa z roszczeniowymi maDkami i tatusiami tychże (bywa to nie reguła)
Komentarz
To z Wisky Broniarza było tak, że usłyszał, że jak się w ów trunek inwestuje, to ma się rewelacyjne stopy zwrotu, a ponieważ obracał się widać w kręgu papierów typu 'obligacje złota inwestycyjnego', to się bardzo zdziwił, jak mu przyszła owa firma, gdzie zainwestował i mówi mu aby se ową łyskę zabrał, bo czas nadszedł. No i się zrobił problemik, bo aby zmonetyzować ów zysk, to potrzeba butelek, akcyzy, dystrybucji itp. Jak zaczął się rzucać ów Broniarz, to mu powiedzieli, że butelkowanie i transport do Polski mogą mu ogarnąć, natomiast oni nie są sprzedawcą detalicznym, tylko inwestorem w trunek i z tego się godnie wywiązali, bo potencjalny zysk był bardziej niż godziwy.
Reasumując, firma okazała się rzetelna i specjalistyczna, natomiast Broniarz okazał się tym kim jest. Nie wiem czym się sprawa zakończyła.
A co do meritum, to nauczycieli licealnych znam obecnie zero! natomiast w podstawówce mojej córki kilkunastu nauczycieli rzuciło papierami. Aby nie było, w tej podstawówce to tradycja pielęgnowana przez dyrektorkę.
Nu ale @robert.gorgon pisał o liceach w ogóle, a nie o tych tzw. elitarnych.
Ponieważ sam do takiego chodziłem, to co nieco opowiem.
Otóż kilka, może kilkanaście miesięcy temu posłuchałem znakomitego podcastu z politico o tzw. grammar schools w Anglii. W ogóle politico jest jakie jest, ale podcast Westminster Insider jest jednym z lepszych z tematyki brytyjskiej, przynajmniej był, bo od pewnego czasu przerzuciłem się na pociąg zamiast auta i forumkuję, zamiast słuchać.
I posłuchałem sobie jak wygląda nauka w Eton itp. i ... i w Polsce tak nie wygląda. Elitarne [edit:polskie] licea niczym istotnym się nie różnią [od innych polskich], po prostu są znane z tego, że są zna... dobre, więc chcą tam iść ludzie z lepszymi wynikami po podstawówce, tacy ludzie statystycznie mają też lepsze wyniki w liceum, więc szkoła ma lepsze wyniki, za tym idzie opinia i od nowa, tak to się kręci.
Dalej, problemy wychowawcze. Więc tak, największe dramy to wtedy były jak ktoś się schlał na wyjeździe. Myślę że grupa takich ancymonów była większa niż 2 na klasę, ale jak wytrzeźwieli a zwłaszcza wyleczyli kaca to dawali radę. Więc faktycznie większość nauczycieli w elitarnym liceum nie ma jakichś wielkich problemów z tymi ludźmi.
Tyle że z tego co się tu i ówdzie słyszało w innych liceach też niekoniecznie były jakieś wielkie problemy. Ja to mam wrażenie, że najwięcej to rozrabiają dzieciaki w klasach 4-6 podstawówki, zwłaszcza chłopcy. I potem im / nam przechodziło i do liceum szli / śmy już spokojniejsi. Na tym chyba polegał problem gimnazjum, że dzieciaki zanim im przeszło to dostawały nową szkołę i zaczynała się dzicz.
Cdn. (jak chcecie)
Od pewnego czasu większe problemy są z Julkami niż Brajankami (7-8 klasa podstawówki, odpowiednik wiekowy 1-2 gimbazy sprzed jej wygaśnięcia). A największy bywa z roszczeniowymi maDkami i tatusiami tychże (bywa to nie reguła)