Najważniejszą rzeczą to potęgowanie coraz większe własnej miłości naszej ku Niepokalanej i proszenie Ją częste o coraz to głębszą, gorętszą miłość ku Niej. To jest treść naszego życia, [naszego] istnienia.
...brzmi to dość przesadnie, ale jako mężczyzna mogę zrozumieć to wywyższenie pierwiastka żeńskiego, poszukiwałem tego samego
W tym kontekście bardzo szczęśliwie się składa, że Trójca jest rodzaju żeńskiego i mówi PnP 8, 6 - "Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu".
Cele życia człowieka jest poznanie Boga. Płeć to tylko figura, ale ta figura daje pojęcie.
Tylko przez modlitwę można osiągnąć ideał św. Augustyna: "Miłość Boga aż do wzgardy siebie" [ 3 ] i to wzgardy nie tylko udawanej, ale prawdziwej, tak żebyśmy coraz lepiej poznając siebie, swoją nicość i swoje słabości, naprawdę i sami sobą gardzili i pragnęli, by inni też nas traktowali tak, jak na to zasługujemy.
...tego o pogardzaniu sobą nigdy nie rozumiałem
Bóg nami nie gardzi. Czy nie chodzi o to by kochać siebie - ale nie miłością własną ale Miłością Bożą?
Pierwsza sprawa jest dość prosta. Max miał dwukrotnie objawienie maryjne.
A druga też jest prosta. Łk 14,26. No i te same słowa nie zawsze znaczą do samo. Oczywiście skoro mamy miłować (caritas) bliźniego jak siebie samego, to i siebie musimy miłować, ale musimy mieć świadomość, że przy Bogu jesteśmy nikim, że wszystko, co dobrego wyszło z naszych rąk i ust On w nas uczynił.
List okólny do braci przebywających poza Niepokalanowem
Niepokalanów, 4 X 1940
Maryja!
Drogie Dzieci!
Bóg jest miłością [1 J 4,16], ponieważ zaś skutek podobny jest do przyczyny, więc i wszystkie stworzenia żyją miłością. I co do celu ostatecznego i co do celów pośrednich, i w ogóle w każdym zdrowym działaniu miłość jest główną sprężyną i motorem.
Człowiek dochodzący do lat dojrzałych szuka sobie istoty, której by mógł oddać serce i założyć własne gniazdo rodzinne. Miłość to przez Boga stworzona i wyniesiona do godności sakramentu.
Ale są dusze, które Pan Bóg do wyższej miłości powołuje.
Nie chcą one dzielić swego serca, obierając sobie za jedyną miłość umiłowanie samego Boga i Jemu całkowicie się oddają uroczyście przez śluby zakonne.
Ofiarują Mu wszystko, co mają lub posiąść by mogły, przez ślub ubóstwa, składają Mu ofiarę z życia rodzinnego ślubem czystości, a nawet ofiarują to, co człowiek ma najdroższego - własną wolę, rozum i duszę całą przez ślub posłuszeństwa.
By umożliwić wierne zachowanie tych ślubów, łączą się te dusze w zakonie, gdzie życie wspólne dopomaga do oderwania się od wszelkich rzeczy materialnych, klauzura święta strzeże serca od wpływów świata, a przepisy zakonne i polecenia przełożonych służą im do poznania woli Bożej w poszczególnych wypadkach codziennego życia.
Nic też dziwnego, że dusza zakonna, przebywająca poza klasztorem nie może nie słabnąć z dniem każdym w miłości ślubowanej, jeżeli nadzwyczajna łaska jej nie wspomoże, a wspomoże na pewno, jeżeli ten pobyt poza furtą nie jest zależny od jej woli. Jeżeli tylko ze swej strony nie zaniedba modlitwy i starania, by śluby swoje święte jak najwierniej zachować. Bo czegóż by dobry Bóg nie uczynił dla duszy kochającej Go? Gdyby jednak ten pobyt był dobrowolny, na tę szczególną łaskę jakże by dusza mogła liczyć?...
W świecie nie można przebywać, by nie mieć przy sobie nieco groszy i nimi rozporządzać, jakżeż łatwo wtedy i o przywiązanie się do nich, zwłaszcza jeżeli zarobek lepszy lub rodzina zamożniejsza. Łatwo też o przywiązanie do tak materialnych rzeczy, jak pożywienie, odzienie czy mieszkanie.
Również nie można za klauzurą nie obcować z różnymi ludźmi. Jak łatwo wtedy o przywiązanie do stworzeń, z początku nieznaczne, a potem niepostrzeżenie nawet silnie podważające jedyną obraną miłość.
Co do ślubu posłuszeństwa nadnaturalnego - to jest on czymś tak wzniosłym, że na ogół nawet ludzie pojmujący jeszcze świętość dwóch poprzednich ślubów nie mogą nieraz zrozumieć jego wzniosłości. Jeżeli nawet zakonnik niedbały zatraca żywość wiary w wolę Bożą w zakonnym posłuszeństwie, cóż powiedzieć o ludziach świeckich, którzy przecież powołania zakonnego nie mają, nie znają go.
Stąd też im dłużej zakonnik bez konieczności zostaje na świecie, tym bardziej upodabnia się do otoczenia, w myśl zasady: "Z jakim przestajesz, takim się stajesz". I podczas gdy uczciwi ludzie świeccy, pośród których on przebywa, i kochająca go rodzina zdążają do zbawienia dusz drogą zwyczajną, on, ponieważ śluby zakonne złożył, a coraz słabiej je wykonuje, znajduje się coraz bardziej w niebezpieczeństwie utraty powołania i zbawienia. A i nieprzyjaciel duszy, powiedzmy wyraźniej - szatan, nie szczędzi trudu, by wynajdywać tysiączne racje, aby tylko opóźnić powrót duszy do warunków ułatwiających jej wierność w wykonywaniu ślubów. A nieraz i najbliższe otoczenie, przez źle pojętą życzliwość, skutecznie mu w tym dopomaga. Gdy zaś dusza sama też bardziej osłabnie, jeżeli sumienie jej coraz mniej czyste, coraz mniej delikatne, a stąd i dopływ łaski coraz słabszy, modlitwa coraz niedbalsza, to już i dla niej samej to, co było kiedyś ideałem, źródłem szczęścia, staje się czymś niedostępnym, a nawet odpychającym.
Może za czarno nakreśliłem życie zakonnika na świecie; ale wierzajcie mi, że wiadomości, które otrzymuję z różnych stron, potwierdzają to, co piszę [ 1 ].
Niepokalana wzbudziła w sercach naszych miłość ku sobie aż do całkowitego poświęcenia się Jej sprawie, sprawie pozyskiwania coraz więcej dusz dla Jej miłości, owszem - dopomagania wszystkim duszom do poznania Jej i ukochania, a przez Nią do zbliżenia się do Bożego Serca Jezusa, które miłość swoją ku nam posunęło aż do Krzyża i Tabernakulum. Jakżeż jednak moglibyśmy apostołować, gdyby w naszej własnej duszy miłość zamiast to coraz więcej się rozpalać - stygła?
Módlmy się często i gorąco - każdy za wszystkich i wszyscy za każdego, by Niepokalana nas od tego nieszczęścia ustrzegła.
Wasz brat
Maksymilian Kolbe
[ 1 ] Celem listu było ponaglenie niezdecydowanych i przebywających z własnej woli, bez konieczności, poza klasztorem do powrotu do Niepokalanowa.
List otrzymałem i zaraz odpisuję. Przeszkoda, o której w liście, jest oczywiście wystarczająca, gdyż i nie zależy ona od Twej woli i sama w sobie względnie w skutkach nie jest wcale lekką. W takich warunkach obowiązku [powrotu] nie ma, a jak się komu uda, to już jego szczęście, za które może serdecznie Niepokalanej podziękować. Niektórym też się udało, ale obecnie jest podobno dużo trudniej niż uprzednio, więc tym bardziej można być spokojnym, modlić się, ufać Niepokalanej i starać się, jeżeli jest jakaś nadzieja.
Dzięki Niepokalanej minęło już święto N[aszego] O. Franciszka, cieszyliśmy się w dniu patronki wszystkich misji Tereni z Lisieux, a teraz myślimy pomału o zbliżającym się święcie naszym, święcie Niepokalanej. Czy uda się na ten dzień rozesłać "Rycerza" tego jeszcze nie wiadomo, ale jak dotąd Niepokalana coś w tym kierunku zdaje się przygotowywać. Nawet z dala zaczyna się zarysowywać możliwość powrotu niektórych maszyn zecerskich [ 2 ].
Zresztą niech Niepokalana sama zrobi tak, jak zechce, bo tak na pewno będzie najlepiej. Módlmy się, byśmy tylko zawsze i we wszystkim coraz doskonalej Jej wolę wykonywali a na pewno przysłużymy się wtedy najlepiej wszystkim.
Niech Ci, Drogie Dziecko, Niepokalana bardzo a bardzo błogosławi.
[O. Maksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] Br. Gabriel Nawara przebywał wówczas w Myszkowie, wcielonym do Rzeszy, a więc za granicą Generalnej Guberni.
[ 2 ] We wrześniu 1939 r. władze niemieckie zagrabiły w Niepokalanowie lepszy sprzęt poligraficzny, m.in. wszystkie intertypy i linotypy. W związku z możliwością wydawania RN, św. Maksymilian czynił starania o zwrot przynajmniej niektórych maszyn zecerskich.
@trep powiedział(a):
Pierwsza sprawa jest dość prosta. Max miał dwukrotnie objawienie maryjne.
...wiadomo coś o tym bliżej?
A druga też jest prosta. Łk 14,26. No i te same słowa nie zawsze znaczą do samo. Oczywiście skoro mamy miłować (caritas) bliźniego jak siebie samego, to i siebie musimy miłować, ale musimy mieć świadomość, że przy Bogu jesteśmy nikim, że wszystko, co dobrego wyszło z naszych rąk i ust On w nas uczynił.
...ale to po prostu stanięcie w prawdzie
Zaś w Łk 12, 26 - a czy nie chodzi tutaj raczej o to, o czym pisze święty wyżej (789) - przywiązanie do tego, co doczesne, do swoich doczesnych potrzeb = dążeń ciała?
A ludzie cieleśni (do nich zwraca sie Chrystus Pan) odrzucenie dążeń ciała uważają za nienawiść siebie - bo zdaje im się to przeciwieństwem miłości jaką znają - miłości własnej.
Cytując: "co było kiedyś ideałem, źródłem szczęścia, staje się czymś niedostępnym, a nawet odpychającym" - co jest źródłem szczęścia, tj. prawdziwa miłość, staje się czymś odpychającym - nienawiścią.
Nie jest tak, żeby mi Mariam nie była szczególnie bliska i żebym nie rozumiał jej wyjątkowości wśród świętych, wyżej już o tym pisałem.
I kiedy piszę "Mariam" to podkreślam swój osobisty stosunek do konkretnej Osoby nacechowany zachwytem.
Ale jednak cytowane słowa robią na mnie wrażenie przesadnych, ok, są dogmatycznie ortodoksyjne w kontekście całej szkoły duchowości świętego, ale jednocześnie językowo hiperboliczne i nieprecyzyjne i przez to pastoralnie potencjalnie niebezpieczne bez wykładu całej szkoły - a przeciętny wierny nie powinien potrzebować kursu mariologii, aby właściwie zrozumieć swoje życie religijne, swoje nabożeństwo.
Bardzo się ucieszyłem tą pierwszą pocztówką od Ciebie. - Za życzenia serdecznie przez Niepokalaną Bóg zapłać.
Staramy się tu uzupełniać każdy w sobie straty, jakie [kto] poniósł przez przebywanie przez jakiś czas poza furtą klasztorną owszem jeszcze dodać trzeba postęp należny za rok miniony. - Niepokalana dopomaga uwalniać się od świecczyzny.
Cieszyłbym się bardzo, gdybyśmy jak najprędzej - zwłaszcza solemni - mogli się pozbierać.
Bardzo się ucieszyłem tą pierwszą pocztówką od Ciebie. - Za życzenia serdecznie przez Niepokalaną Bóg zapłać.
Staramy się tu uzupełniać każdy w sobie straty, jakie [kto] poniósł przez przebywanie przez jakiś czas poza furtą klasztorną owszem jeszcze dodać trzeba postęp należny za rok miniony. - Niepokalana dopomaga uwalniać się od świecczyzny.
Cieszyłbym się bardzo, gdybyśmy jak najprędzej - zwłaszcza solemni - mogli się pozbierać.
Niech Niepokalana hojnie błogosławi za dobre i kochające serce, które bije z listu powinszowaniowego.
Posyłam te kilka słów podziękowania tąż drogą, jaką liścik przybył, tj. przez ręce N[ajprzewielebniejszego] O. Prowincjała [ 2 ].
Niepokalana jest dobra i naprawdę bardzo dobra, że mimo tylu ułomności nami się nie zraża, ale choć sama Niepokalaną aż, to jednak nie wzdryga się używać narzędzi skalanych do przeprowadzenia swych dzieł nawróceń i uświęceń, czyli wzbudzania i rozwoju życia nadprzyrodzonego w duszach.
Za wszystkie życzenia i każde z osobna serdecznie dziękuję i w tysiącnasób [!] nawzajem życzę.
Obyśmy tylko pozwolili Jej działać coraz swobodniej w naszych własnych duszach.
W św. O. Franciszku
br. Maksymilian M-a Kolbe
[Adres na kopercie] Przewielebny O. Gwardian | O. Justyn Nazim | w Warszawie | przez grzeczność
[Nadruk na kopercie] Klasztor | OO. Franciszkanów | Niepokalanów | p[ocz]ta Teresin k[oło] Soch[aczewa], st[acja] kol[ejowa] Szymanów
[ 1 ] Choć w AN list ten znalazł się w kopercie zaadresowanej do o. Justyna Nazima, jego treść wskazuje, że był raczej skierowany do jakiegoś brata zakonnego w Niepokalanowie. Trudno uwierzyć, że św. Maksymilian mógł nazwać "Drogim Dzieckiem" o. Justyna, który był od niego tylko 11 lat młodszy. W zachowanych listach do o. Justyna zwracał się "Drogi Ojcze". Właściwy list z tej koperty raczej się nie zachował.
[ 2 ] O. Maurycego Madzurka.
Komentarz
...brzmi to dość przesadnie, ale jako mężczyzna mogę zrozumieć to wywyższenie pierwiastka żeńskiego, poszukiwałem tego samego
W tym kontekście bardzo szczęśliwie się składa, że Trójca jest rodzaju żeńskiego i mówi PnP 8, 6 - "Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu".
Cele życia człowieka jest poznanie Boga. Płeć to tylko figura, ale ta figura daje pojęcie.
...tego o pogardzaniu sobą nigdy nie rozumiałem
Bóg nami nie gardzi. Czy nie chodzi o to by kochać siebie - ale nie miłością własną ale Miłością Bożą?
Ale kochać siebie, nie gardzić sobą.
Pierwsza sprawa jest dość prosta. Max miał dwukrotnie objawienie maryjne.
A druga też jest prosta. Łk 14,26. No i te same słowa nie zawsze znaczą do samo. Oczywiście skoro mamy miłować (caritas) bliźniego jak siebie samego, to i siebie musimy miłować, ale musimy mieć świadomość, że przy Bogu jesteśmy nikim, że wszystko, co dobrego wyszło z naszych rąk i ust On w nas uczynił.
788
List okólny do braci przebywających poza Niepokalanowem
Niepokalanów, 4 X 1940
Maryja!
Drogie Dzieci!
Bóg jest miłością [1 J 4,16], ponieważ zaś skutek podobny jest do przyczyny, więc i wszystkie stworzenia żyją miłością. I co do celu ostatecznego i co do celów pośrednich, i w ogóle w każdym zdrowym działaniu miłość jest główną sprężyną i motorem.
Człowiek dochodzący do lat dojrzałych szuka sobie istoty, której by mógł oddać serce i założyć własne gniazdo rodzinne. Miłość to przez Boga stworzona i wyniesiona do godności sakramentu.
Ale są dusze, które Pan Bóg do wyższej miłości powołuje.
Nie chcą one dzielić swego serca, obierając sobie za jedyną miłość umiłowanie samego Boga i Jemu całkowicie się oddają uroczyście przez śluby zakonne.
Ofiarują Mu wszystko, co mają lub posiąść by mogły, przez ślub ubóstwa, składają Mu ofiarę z życia rodzinnego ślubem czystości, a nawet ofiarują to, co człowiek ma najdroższego - własną wolę, rozum i duszę całą przez ślub posłuszeństwa.
By umożliwić wierne zachowanie tych ślubów, łączą się te dusze w zakonie, gdzie życie wspólne dopomaga do oderwania się od wszelkich rzeczy materialnych, klauzura święta strzeże serca od wpływów świata, a przepisy zakonne i polecenia przełożonych służą im do poznania woli Bożej w poszczególnych wypadkach codziennego życia.
Nic też dziwnego, że dusza zakonna, przebywająca poza klasztorem nie może nie słabnąć z dniem każdym w miłości ślubowanej, jeżeli nadzwyczajna łaska jej nie wspomoże, a wspomoże na pewno, jeżeli ten pobyt poza furtą nie jest zależny od jej woli. Jeżeli tylko ze swej strony nie zaniedba modlitwy i starania, by śluby swoje święte jak najwierniej zachować. Bo czegóż by dobry Bóg nie uczynił dla duszy kochającej Go? Gdyby jednak ten pobyt był dobrowolny, na tę szczególną łaskę jakże by dusza mogła liczyć?...
W świecie nie można przebywać, by nie mieć przy sobie nieco groszy i nimi rozporządzać, jakżeż łatwo wtedy i o przywiązanie się do nich, zwłaszcza jeżeli zarobek lepszy lub rodzina zamożniejsza. Łatwo też o przywiązanie do tak materialnych rzeczy, jak pożywienie, odzienie czy mieszkanie.
Również nie można za klauzurą nie obcować z różnymi ludźmi. Jak łatwo wtedy o przywiązanie do stworzeń, z początku nieznaczne, a potem niepostrzeżenie nawet silnie podważające jedyną obraną miłość.
Co do ślubu posłuszeństwa nadnaturalnego - to jest on czymś tak wzniosłym, że na ogół nawet ludzie pojmujący jeszcze świętość dwóch poprzednich ślubów nie mogą nieraz zrozumieć jego wzniosłości. Jeżeli nawet zakonnik niedbały zatraca żywość wiary w wolę Bożą w zakonnym posłuszeństwie, cóż powiedzieć o ludziach świeckich, którzy przecież powołania zakonnego nie mają, nie znają go.
Stąd też im dłużej zakonnik bez konieczności zostaje na świecie, tym bardziej upodabnia się do otoczenia, w myśl zasady: "Z jakim przestajesz, takim się stajesz". I podczas gdy uczciwi ludzie świeccy, pośród których on przebywa, i kochająca go rodzina zdążają do zbawienia dusz drogą zwyczajną, on, ponieważ śluby zakonne złożył, a coraz słabiej je wykonuje, znajduje się coraz bardziej w niebezpieczeństwie utraty powołania i zbawienia. A i nieprzyjaciel duszy, powiedzmy wyraźniej - szatan, nie szczędzi trudu, by wynajdywać tysiączne racje, aby tylko opóźnić powrót duszy do warunków ułatwiających jej wierność w wykonywaniu ślubów. A nieraz i najbliższe otoczenie, przez źle pojętą życzliwość, skutecznie mu w tym dopomaga. Gdy zaś dusza sama też bardziej osłabnie, jeżeli sumienie jej coraz mniej czyste, coraz mniej delikatne, a stąd i dopływ łaski coraz słabszy, modlitwa coraz niedbalsza, to już i dla niej samej to, co było kiedyś ideałem, źródłem szczęścia, staje się czymś niedostępnym, a nawet odpychającym.
Może za czarno nakreśliłem życie zakonnika na świecie; ale wierzajcie mi, że wiadomości, które otrzymuję z różnych stron, potwierdzają to, co piszę [ 1 ].
Niepokalana wzbudziła w sercach naszych miłość ku sobie aż do całkowitego poświęcenia się Jej sprawie, sprawie pozyskiwania coraz więcej dusz dla Jej miłości, owszem - dopomagania wszystkim duszom do poznania Jej i ukochania, a przez Nią do zbliżenia się do Bożego Serca Jezusa, które miłość swoją ku nam posunęło aż do Krzyża i Tabernakulum. Jakżeż jednak moglibyśmy apostołować, gdyby w naszej własnej duszy miłość zamiast to coraz więcej się rozpalać - stygła?
Módlmy się często i gorąco - każdy za wszystkich i wszyscy za każdego, by Niepokalana nas od tego nieszczęścia ustrzegła.
Wasz brat
Maksymilian Kolbe
[ 1 ] Celem listu było ponaglenie niezdecydowanych i przebywających z własnej woli, bez konieczności, poza klasztorem do powrotu do Niepokalanowa.
789
Do br. Gabriela Nawary [ 1 ]
Niepokalanów, 8 X 1940
Maryja!
Drogie Dziecko,
List otrzymałem i zaraz odpisuję. Przeszkoda, o której w liście, jest oczywiście wystarczająca, gdyż i nie zależy ona od Twej woli i sama w sobie względnie w skutkach nie jest wcale lekką. W takich warunkach obowiązku [powrotu] nie ma, a jak się komu uda, to już jego szczęście, za które może serdecznie Niepokalanej podziękować. Niektórym też się udało, ale obecnie jest podobno dużo trudniej niż uprzednio, więc tym bardziej można być spokojnym, modlić się, ufać Niepokalanej i starać się, jeżeli jest jakaś nadzieja.
Dzięki Niepokalanej minęło już święto N[aszego] O. Franciszka, cieszyliśmy się w dniu patronki wszystkich misji Tereni z Lisieux, a teraz myślimy pomału o zbliżającym się święcie naszym, święcie Niepokalanej. Czy uda się na ten dzień rozesłać "Rycerza" tego jeszcze nie wiadomo, ale jak dotąd Niepokalana coś w tym kierunku zdaje się przygotowywać. Nawet z dala zaczyna się zarysowywać możliwość powrotu niektórych maszyn zecerskich [ 2 ].
Zresztą niech Niepokalana sama zrobi tak, jak zechce, bo tak na pewno będzie najlepiej. Módlmy się, byśmy tylko zawsze i we wszystkim coraz doskonalej Jej wolę wykonywali a na pewno przysłużymy się wtedy najlepiej wszystkim.
Niech Ci, Drogie Dziecko, Niepokalana bardzo a bardzo błogosławi.
[O. Maksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] Br. Gabriel Nawara przebywał wówczas w Myszkowie, wcielonym do Rzeszy, a więc za granicą Generalnej Guberni.
[ 2 ] We wrześniu 1939 r. władze niemieckie zagrabiły w Niepokalanowie lepszy sprzęt poligraficzny, m.in. wszystkie intertypy i linotypy. W związku z możliwością wydawania RN, św. Maksymilian czynił starania o zwrot przynajmniej niektórych maszyn zecerskich.
...wiadomo coś o tym bliżej?
...ale to po prostu stanięcie w prawdzie
Zaś w Łk 12, 26 - a czy nie chodzi tutaj raczej o to, o czym pisze święty wyżej (789) - przywiązanie do tego, co doczesne, do swoich doczesnych potrzeb = dążeń ciała?
A ludzie cieleśni (do nich zwraca sie Chrystus Pan) odrzucenie dążeń ciała uważają za nienawiść siebie - bo zdaje im się to przeciwieństwem miłości jaką znają - miłości własnej.
Cytując: "co było kiedyś ideałem, źródłem szczęścia, staje się czymś niedostępnym, a nawet odpychającym" - co jest źródłem szczęścia, tj. prawdziwa miłość, staje się czymś odpychającym - nienawiścią.
Jeśli o pierwszym nie słyszałeś, to znaczy, że żyjesz na Marsie.
Drugie zaś było opisywane wcześniej w tym wątku:
https://excathedra.pl/discussion/comment/573223/#Comment_573223
...nie no coś słyszałem, ale nic co uzasadniałoby takie hiperbole teologiczne typu "To jest treść naszego życia, [naszego] istnienia"
...no tak, ale jw.
Nie jest tak, żeby mi Mariam nie była szczególnie bliska i żebym nie rozumiał jej wyjątkowości wśród świętych, wyżej już o tym pisałem.
I kiedy piszę "Mariam" to podkreślam swój osobisty stosunek do konkretnej Osoby nacechowany zachwytem.
Ale jednak cytowane słowa robią na mnie wrażenie przesadnych, ok, są dogmatycznie ortodoksyjne w kontekście całej szkoły duchowości świętego, ale jednocześnie językowo hiperboliczne i nieprecyzyjne i przez to pastoralnie potencjalnie niebezpieczne bez wykładu całej szkoły - a przeciętny wierny nie powinien potrzebować kursu mariologii, aby właściwie zrozumieć swoje życie religijne, swoje nabożeństwo.
Wszyscy święci są teologami i tylko święci są teologami.
Bardzo mi się podoba ta maksyma. Odkąd ją przeczytałem, wiele mi się rozjaśniło.
Być może do ludzi dotarł tylko drobny fragment tych objawień a Maxowi Maryja objawiła dużo więcej. Nie wiemy tego a jego nauka jest koszerna.
790
Do br. Wenantego Zarzeki
[Niepokalanów. 11 X 1940]
Maryja!
Drogi Bracie!
Bardzo się ucieszyłem tą pierwszą pocztówką od Ciebie. - Za życzenia serdecznie przez Niepokalaną Bóg zapłać.
Staramy się tu uzupełniać każdy w sobie straty, jakie [kto] poniósł przez przebywanie przez jakiś czas poza furtą klasztorną owszem jeszcze dodać trzeba postęp należny za rok miniony. - Niepokalana dopomaga uwalniać się od świecczyzny.
Cieszyłbym się bardzo, gdybyśmy jak najprędzej - zwłaszcza solemni - mogli się pozbierać.
W św. O. Fran[ciszku]
br. Maksymilian M-a Kolbe
..."świecczyzna" - lubię to
791
Do o. Justyna Nazima [ 1 ]
Niepokalanów, 17 X 1940
Maryja!
Drogie Dziecko!
Niech Niepokalana hojnie błogosławi za dobre i kochające serce, które bije z listu powinszowaniowego.
Posyłam te kilka słów podziękowania tąż drogą, jaką liścik przybył, tj. przez ręce N[ajprzewielebniejszego] O. Prowincjała [ 2 ].
Niepokalana jest dobra i naprawdę bardzo dobra, że mimo tylu ułomności nami się nie zraża, ale choć sama Niepokalaną aż, to jednak nie wzdryga się używać narzędzi skalanych do przeprowadzenia swych dzieł nawróceń i uświęceń, czyli wzbudzania i rozwoju życia nadprzyrodzonego w duszach.
Za wszystkie życzenia i każde z osobna serdecznie dziękuję i w tysiącnasób [!] nawzajem życzę.
Obyśmy tylko pozwolili Jej działać coraz swobodniej w naszych własnych duszach.
W św. O. Franciszku
br. Maksymilian M-a Kolbe
[Adres na kopercie] Przewielebny O. Gwardian | O. Justyn Nazim | w Warszawie | przez grzeczność
[Nadruk na kopercie] Klasztor | OO. Franciszkanów | Niepokalanów | p[ocz]ta Teresin k[oło] Soch[aczewa], st[acja] kol[ejowa] Szymanów
[ 1 ] Choć w AN list ten znalazł się w kopercie zaadresowanej do o. Justyna Nazima, jego treść wskazuje, że był raczej skierowany do jakiegoś brata zakonnego w Niepokalanowie. Trudno uwierzyć, że św. Maksymilian mógł nazwać "Drogim Dzieckiem" o. Justyna, który był od niego tylko 11 lat młodszy. W zachowanych listach do o. Justyna zwracał się "Drogi Ojcze". Właściwy list z tej koperty raczej się nie zachował.
[ 2 ] O. Maurycego Madzurka.