@celnik.mateusz powiedział(a):
Jak naucza prof. Chrostowski współczesny Judaizm zawiera w sobie jednocześnie kontynuację Judaizmu biblijnego oraz nowość, jaką jest antychrześcijaństwo. Wspólny wróg to najlepsze spoiwo każdej społeczności. Podobnie jest z Bractwem. Do tego, co było, dodali nowość w postaci postawy antysoborowej. Wiara, że Watykan nagle zrozumie swoje błędy i zrobi w tył zwrot to mrzonki. Osoby nastawione jakkolwiek koncyliacyjnie wykorzystały odwilż w postaci pontyfikatu Benedykta XVI, aby powrócić na łono Matris Ecclesiae. A wierzcie mi, znam trochę Instytut Dobrego Pasterza i nie pałają oni miłością do zmian po SWII i samego Soboru.
W każdym razie resentyment w Bractwie musi być naprawdę duży. Pogodził się z papieżem jednak margines Lefebrystów. Spodziewam się dalszego ochładzania stosunków i oddalania, być może z nielicznymi wyjątkami.
Jednakże wspólnym wrogiem jednoczącym środowiska postępowo-modernistyczne w Kościele jest właśnie FSSPX. Ponadto liczni przedstawiciele owych środowisk uznają wzmiankowany judaizm jako równoległą i równoprawną drogę do zbawiania.
Sprawa nie jest prosta i jednoznaczna.
Ubi Petrus ibi Ecclesia
...sprawdzić, czy akurat nie ma trzech
Proszę spytać księży Bractwa
...żeby rozumieć tę maksymę św. Ambrożego, nie ma potrzeby pytać księży Bractwa
@MarianoX powiedział(a):
Czy wiejący "Duch Soboru" to ten sam duch, który wywiewa wiernych z kościołów i adeptów z seminariów?
W ostatnich latach zamknięto: Seminarium Duchowne w Bydgoszczy, Seminarium Duchowne Diecezji Sosnowieckiej (w Krakowie) Seminarium Duchowne w Łowiczu .Seminarium Duchowne Diecezji Elbląskiej .Seminarium Duchowne w Gnieźnie, Seminarium Duchowne Diecezji Kaliskiej.
Zdaję sobie sprawę ze spadającej dzietności i panujących trendów ateizujących, ale czy to jedyne wytłumaczenie?
W wyznaniach chrześcijańskich gdzie nie było soboru jest za to eksplozja powołań... a nie czekaj.
W seminariach FSSPX liczba kandydatów sukcesywnie rośnie wbrew trendom ogólnokatolickim. Jenak osobiście uważam, że znaczniejszy wpływ na ogólny spadek powołań ma Zeitgeist (duch czasów) niż Duch Soboru.
@trep napisał wyżej, że to nie wyznanie... a jeśli jednak tak, to nie mamy do czynienia z nieposłuszeństwem, a herezją, to tylko potwierdza słuszność ekskomuniki.
Co do przykładu Polski. Więc tak, Polska jest ludnościowo przeciętnym krajem (powierzchniowo też). Bractwo, jeśli rozpatrywać je jako osobne wyznanie, to jest nieporównywalnie mniejsze od katolików czy prawosławnych, nawet od większości kościołów protestanckich. Pytanie, czy nie za małe żeby jakiekolwiek statystyki miały sens.
Znowu dam przykład z krajami.
W San Marino mieszka ok. 30 tys. ludzi. Przeciętnie w Europie jest (w tych spokojniejszych krajach, jak Polska) ok. 1-2 zabójstwa rocznie na 100 tys. osób.
Jeśli zatem w danym roku w San Marino będzie choćby jedno zabójstwo, to od razu wskoczą na poziom ponad 3, czyli dość wysoki. Jeśli zabójstwa nie będzie, będą mieli 0.
Gdyby w Polsce rok do roku skoczyło z 0 do 3 to byłaby kryminologiczna sensacja. W San Marino to kwestia jednego przypadku.
To o tyle nie ma sensu, że do Bractwa wstępują ludzie z całego świata. Trudno to porównywać z seminarium diecezjalnym. Już lepiej z zakonami.
@celnik.mateusz powiedział(a):
Jak naucza prof. Chrostowski współczesny Judaizm zawiera w sobie jednocześnie kontynuację Judaizmu biblijnego oraz nowość, jaką jest antychrześcijaństwo. Wspólny wróg to najlepsze spoiwo każdej społeczności. Podobnie jest z Bractwem. Do tego, co było, dodali nowość w postaci postawy antysoborowej. Wiara, że Watykan nagle zrozumie swoje błędy i zrobi w tył zwrot to mrzonki. Osoby nastawione jakkolwiek koncyliacyjnie wykorzystały odwilż w postaci pontyfikatu Benedykta XVI, aby powrócić na łono Matris Ecclesiae. A wierzcie mi, znam trochę Instytut Dobrego Pasterza i nie pałają oni miłością do zmian po SWII i samego Soboru.
W każdym razie resentyment w Bractwie musi być naprawdę duży. Pogodził się z papieżem jednak margines Lefebrystów. Spodziewam się dalszego ochładzania stosunków i oddalania, być może z nielicznymi wyjątkami.
Jednakże wspólnym wrogiem jednoczącym środowiska postępowo-modernistyczne w Kościele jest właśnie FSSPX. Ponadto liczni przedstawiciele owych środowisk uznają wzmiankowany judaizm jako równoległą i równoprawną drogę do zbawiania.
Sprawa nie jest prosta i jednoznaczna.
Ubi Petrus ibi Ecclesia
...sprawdzić, czy akurat nie ma trzech
Proszę spytać księży Bractwa
...żeby rozumieć tę maksymę św. Ambrożego, nie ma potrzeby pytać księży Bractwa
@celnik.mateusz powiedział(a):
Jak naucza prof. Chrostowski współczesny Judaizm zawiera w sobie jednocześnie kontynuację Judaizmu biblijnego oraz nowość, jaką jest antychrześcijaństwo. Wspólny wróg to najlepsze spoiwo każdej społeczności. Podobnie jest z Bractwem. Do tego, co było, dodali nowość w postaci postawy antysoborowej. Wiara, że Watykan nagle zrozumie swoje błędy i zrobi w tył zwrot to mrzonki. Osoby nastawione jakkolwiek koncyliacyjnie wykorzystały odwilż w postaci pontyfikatu Benedykta XVI, aby powrócić na łono Matris Ecclesiae. A wierzcie mi, znam trochę Instytut Dobrego Pasterza i nie pałają oni miłością do zmian po SWII i samego Soboru.
W każdym razie resentyment w Bractwie musi być naprawdę duży. Pogodził się z papieżem jednak margines Lefebrystów. Spodziewam się dalszego ochładzania stosunków i oddalania, być może z nielicznymi wyjątkami.
Jednakże wspólnym wrogiem jednoczącym środowiska postępowo-modernistyczne w Kościele jest właśnie FSSPX. Ponadto liczni przedstawiciele owych środowisk uznają wzmiankowany judaizm jako równoległą i równoprawną drogę do zbawiania.
Sprawa nie jest prosta i jednoznaczna.
Ubi Petrus ibi Ecclesia
...sprawdzić, czy akurat nie ma trzech
Proszę spytać księży Bractwa
...żeby rozumieć tę maksymę św. Ambrożego, nie ma potrzeby pytać księży Bractwa
Jeśli nie ma wątpliwości co do Leona XIV, to ocb?
...najwyraźniej Kolega nie rozumie tej maksymy
Więc proszę wytłumaczyć.
...nie oznacza ona, że konkretny Następca Piotra nie może podejmować błędnych decyzji poza obszarem ściśle zdefiniowanej nieomylności albo że może nie przestrzegać przepisów, które sam promulgował (może je zmieniać, ale nie może ich pomijać)
A wierni, w tym duchowni, mają obowiązek reagować na ewentualne błędne decyzje zgodnie z sumieniem, a także mają prawo korzystać z praw ustanowionych w Kościele. I to się póki co dzieje.
Ps.
Warto zapoznać się z najnowszym dokumentem wyjaśniającym, jak sama Kuria Rzymska aktualnie rozumie Posługę Piotrową:
Tylko to jest trochę obok. Papież jest widzialnym znakiem jedności i w dłuższej perspektywie nie można pozostawać w Kościele i jednocześnie odmawiać papieżowi prawa do kierowania tym Kościołem. Moja hipoteza, którą zweryfikuje czas, jest taka, że Bractwu jest wygodnie w miejscu, gdzie zwierzchność papieża nie sięga i już z tego nie zrezygnują. Biskup Lefebvre był ukształtowany w czasach ultramontanizmu, więc może jeszcze miał jakieś skrupuły. Młodsi członkowie są wychowani na słowach Biskupa o antychrystach w Rzymie.
Wróżę los innych naprawiaczy Kościoła, Lutra, Kalwina. Pewnie już nie dożyję i mam nadzieję, że po przejściu do życia już mnie to nie będzie interesować. Przy najbliższym Różańcu wezmę do serca intencję ich powrotu do Kościoła. Zwłaszcza owieczek prowadzonych przez fałszywych pasterzy nad przepaść. Fałszywym pasterzom nie zazdraszczam.
@celnik.mateusz powiedział(a):
Tylko to jest trochę obok. Papież jest widzialnym znakiem jedności i w dłuższej perspektywie nie można pozostawać w Kościele i jednocześnie odmawiać papieżowi prawa do kierowania tym Kościołem. Moja hipoteza, którą zweryfikuje czas, jest taka, że Bractwu jest wygodnie w miejscu, gdzie zwierzchność papieża nie sięga i już z tego nie zrezygnują.
Katolicki Uniwersytet Villanova w Stanach Zjednoczonych, prowadzony przez zakon Augustianów, stworzył odznaczenie, jakim nagradzać będzie osoby zaangażowane w ekologię. To medal nazwany od imienia Ojca Świętego. Papież ma sam go wręczyć wyróżnionym entuzjastom działań na rzecz „zrównoważonego rozwoju”.
Jak poinformował portal ewtnnews.com, ceremonia wręczenia „Medalu Zrównoważonego Rozwoju im. Papieża Leona XIV” odbędzie się 13 października w rezydencji Castel Gandolfo.
@trep powiedział(a):
Normalnie KNO. Stare czasy się przypominają.
...no i co poradzisz? A miało być tak pięknie.
Jestem novusowiec, owszem cieszy mnie, kiedy na novusie celebrans wybierze Kanon Rzymski, ale to wszystko.
Nie podzielam (choć rozumiem) sentymentów liturgicznych tradsów ani ich wysilonej konfrontacyjnej postawy wobec SVII (wszystko da się wykładać w ciągłości - i taka poniekąd jest zasadą ogólna)
To tylko "gorliwość o dom Twój mnie pożera".
Światowe narracje i ideologie są gorsze niż stoły bankierów i kupców. Bo to są flirty z kłamstwem.
Możemy się zastanowić albo i nawet sobie policzyć (piszę to głównie do siebie) ile czasu, ile komentów poświęciliśmy na przekonywaniu do wiary, Kościoła, jego głowy a ile na krytykowanie posunięć pontifexa a następnie rozważyć, czy przypadkiem nie pełnimy roli Terlika czy też "siostry" "Bruny".
Możemy też rozważyć w sercu, czy lepszy skutek osiągniemy krytyką posunięć papieża na forum czy może modlitwą w jego intencji.
@trep powiedział(a):
Możemy się zastanowić albo i nawet sobie policzyć (piszę to głównie do siebie) ile czasu, ile komentów poświęciliśmy na przekonywaniu do wiary, Kościoła, jego głowy a ile na krytykowanie posunięć pontifexa a następnie rozważyć, czy przypadkiem nie pełnimy roli Terlika czy też "siostry" "Bruny".
Możemy też rozważyć w sercu, czy lepszy skutek osiągniemy krytyką posunięć papieża na forum czy może modlitwą w jego intencji.
...ok, gwoli wyjaśnienia - intencją tego wątku nie jest krytyka, a wzbudzanie tej intencji, motywowanie do modlitwy
Tylko kwestia - jaką konkretną intencję uznamy za ok - taką bardziej świecką typu zdrowie i siły - czy bardziej kościelna np. aby Ojciec Święty utwierdzał w wierze swoich braci - taka intencja ok?
6 min czytania
Poniżej przedstawiam kilka krytycznych i pogłębionych refleksji na temat postępowania i zachowania papieży od czasów Pawła VI.
31 lipca 2026 r. papież Leon XIV spotkał się z amerykańską rockową muzyk, poetką i artystką Patti Smith (ur. 1946 r.), tzw. „matką chrzestną punka”, podczas 40-minutowej prywatnej audiencji w Pałacu Apostolskim w Watykanie (Vatican Media / fotograf, m.in. Simone Risoluti). Oboje pochodzą z Chicago. W spotkaniu uczestniczył o. Antonio Spadaro. Istnieje kilka oficjalnych zdjęć i film z tego spotkania.
To pozornie niewinne spotkanie – wyobrażam sobie, że była to głównie przyjacielska wymiana zdań, bez większego znaczenia dla Kościoła – budzi we mnie pewne wątpliwości.
Od jakiegoś czasu osobiście niepokoi mnie fakt, że od czasów Jana Pawła II papieże coraz częściej przemawiają nieformalnie przy najróżniejszych okazjach (np. w samolotach czy przy drodze, jak niedawno papież Leon XIV w Castel Gandolfo). Udzielają spontanicznych wywiadów, wyrażają osobiste opinie i są dostępni dla wszelkiego rodzaju osób, które pozują z nimi do zdjęć. Czyż papież, biorąc pod uwagę nakład pracy i obowiązki, nie ma nic ważniejszego do roboty niż udzielanie takich prywatnych audiencji (szczególnie popularnych, gdy petenci pochodzą z show-biznesu lub mają jakiś status kulturalny czy elitarny)? Takie wystąpienia wzmacniają wśród świeckiej opinii publicznej wrażenie, że papież jest w zasadzie kolejnym członkiem międzynarodowego establishmentu. Prosty rybak z Galilei z pewnością nie znał takiego „blasku”. Paweł również nie szukał rozgłosu, lecz wszedł na Areopag w Atenach, aby głosić swoje przesłanie. Pominę tu obowiązki protokolarne i znaczące wizyty państwowe.
Wśród osób, którym udzielono prywatnych audiencji, znalazły się osoby takie jak Emma Bonino, która przez całe życie sprzeciwiała się doktrynie Kościoła. Papież Franciszek odwiedził ją nawet prywatnie w jej mieszkaniu 5 listopada 2024 roku. Rolą papieża nie jest jednak indywidualna opieka duszpasterska. Powinien on też nauczać jasnymi słowami, a nie obrazami.
Nie należy zapominać o wielokrotnych i długich rozmowach i telefonach tego papieża z ateistą Eugenio Scalfarim, założycielem lewicowej gazety „La Repubblica”. Scalfari z pamięci odtworzył na ich podstawie wątpliwe wywiady. Watykan wielokrotnie musiał dystansować się od rzekomych papieskich wypowiedzi. Dla papieża Franciszka takie podejście do rozpowszechniania informacji przy jednoczesnym zachowaniu doktrynalnego dystansu było niemal metodą. Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że papież, przyjmując takie osoby na prywatnych audiencjach, nie może z grzeczności publicznie dystansować się od nich później. W rezultacie takie przyjęcie wydaje się wielu osobom trywializacją tego, co te osoby reprezentują. W ten sposób sam papież zaciemnia stanowisko Kościoła i – w zależności od okoliczności – wręcz obraża wiernych. Te audiencje zyskują tym większą wagę, im mniej papież jednocześnie podtrzymuje nieskazitelną doktrynę, publicznie koryguje błędne poglądy tych osób i kładzie kres nadużyciom (por. instrumentalizację prywatnych audiencji u papieża dla własnej homoseksualnej agendy przez jezuitę Jamesa Martina).
Myślę, że właśnie dlatego współcześni papieże stracili autorytet i kapitał intelektualny. Ich osobowości (spin doktorzy potrzebują wizerunku) zajmują centralne miejsce. Ich prywatne skłonności i szczegóły nieistotne dla sprawowanego urzędu stają się przekazami dla głównego nurtu i są wysuwane na pierwszy plan. Widzimy papieża Benedykta przy fortepianie lub papieża Franciszka w Fiacie zdecydowanie za małym jak na jego obwód, odwiedzającego sklep z płytami w Rzymie, by zaspokoić osobisty kaprys.
Papieże z pewnością mają ważniejsze rzeczy do roboty niż opłacanie pokoi hotelowych z własnych portfeli, jak to robił Franciszek na początku swojego pontyfikatu. Czy w ogóle mają na to wystarczająco dużo czasu? Czy mają wystarczająco dużo czasu, by rozważać sprawy na modlitwie, by trwać przed Bogiem, by dać się Mu prowadzić? Czy mają wystarczająco dużo czasu na czytanie, studiowanie dokumentów i przygotowywanie orzeczeń, w których prawdziwie nauczają, nauczają definitywnie i jednoznacznie, a nie wysuwają zbędnych dla nas spekulacji?
Ale nie, muszą nieustannie pojawiać się na audiencjach, podawać rękę i przyjmować ludzi bez wyjątku. Podczas mszy papieskich sami stoją na pierwszym planie jako swego rodzaju „gwiazda kościoła”, pozwalając Chrystusowi „jako rzeczywistemu podmiotowi” zejść na dalszy plan. Papieski tron góruje nad ołtarzem. Msza Święta na Placu Świętego Piotra powinna być czasem spotkania z Panem, a nie widowiskiem z Jego sługą, Papieżem, mówiąc nieco polemicznie.
Nie rozumiem tego. Obfitość wywiadów, spontaniczne wypowiedzi o różnej jakości, osobiste wystąpienia na wszelkiego rodzaju wydarzeniach, takich jak poświęcenie kostek lodu na konferencji klimatycznej w Rzymie: wszystkie te rzeczy bardziej szkodzą urzędowi niż mu pomagają. Służą tylko tym, którzy lubią wykorzystywać Papieża do realizacji własnych celów. A papieże teraz się do tego przystosowują. Są widziani w mediach i, ku uciesze biznesmenów, testują pierwsze elektryczne Ferrari i tak dalej. Również tutaj należy mieć na uwadze ambiwalencję tych wizerunków!
Dla mnie brakuje dystansu w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie mówię o dystansie, ale o godności. Często podkreśla się ją bardziej milczeniem niż mową – mówiąc w odpowiednim momencie, a potem w sposób wiążący, kilkoma, jednoznacznymi i jasnymi słowami. Papież Franciszek znalazł taką drogę, zwłaszcza w odniesieniu do tradycjonalistów i mafiosów, czy w kontekście migracji. Mógłby jednoznacznie potępić aborcję, a jednocześnie gorąco witać jej zwolenników, a nawet wynieść ich do niemałych komisji watykańskich. To również szkodzi doktrynalnej pozycji Kościoła.
Rozeznanie jest potrzebne w sensie tradycji (a nie w sensie tzw. nowej synodalności). Papieże jednak prawie nie mają na to czasu. Poświęcają zbyt wiele czasu na audiencje, powitania, uściski dłoni i podróże. Widzę niebezpieczeństwo aktywizmu. Maskuje on brak jednoznacznego potępienia heretyckich stanowisk, które prezentują również biskupi (por. Droga Synodalna). Stanowiska te powinny być jasno określone, a ich przedstawiciele powinni być napominani lub usuwani. Palące kwestie, takie jak kwestia liturgiczna, są odkładane na czas nieokreślony. Kardynałowie, jako doradcy papieża, nie mają w pełni głosu.
Św. Jan Paweł II, być może nieumyślnie, nadał spotkaniu z nim jako papieżem bardzo silny charakter, zwłaszcza poprzez Światowe Dni Młodzieży. W 2003 roku Jan Paweł II opublikował „Tryptyk Rzymski – Medytacje”, nowy cykl poezji. Watykan udokumentował jego oficjalną prezentację 6 marca 2003 roku, jakby miała ona podobne znaczenie do głównych encyklik napisanych przez to samo pióro. Benedykt XVI opublikował już tomy wywiadów jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, praktykę tę kontynuował jako papież. Swoimi cennymi książkami o Jezusie nie zamierzał głosić autorytatywnego nauczania jako papież, lecz wnieść wkład naukowy, jak w czasach, gdy był profesorem uniwersyteckim. Wszystko to jest nietypowe dla papieży, którzy powinni głosić autorytatywne nauczanie. Papież Franciszek z kolei napisał kilka autobiografii, w formacie wcześniej nie do pomyślenia dla papieży. Co więcej, nie napisał ich sam, jak można by przypuszczać. Dzięki tym wszystkim innowacjom, medialny wizerunek ich osobowości i stylu zyskał niemal na znaczeniu, niż to, czego nauczali lub mieli nauczać. W dobie mediów każdy chciał prezentować się w pozytywnym świetle. Było to widoczne również u papieża Franciszka. Pęknięcia na jego wizerunku zostały szybko załatane przez media (patrz jego gwałtowna reakcja na placu Świętego Piotra, gdy Chinka chwyciła go za rękę i przyciągnęła do siebie 31 grudnia 2019 roku, oraz konieczne mea culpa podczas modlitwy Anioł Pański w następną niedzielę).
Aby jednak Pan mógł zabłysnąć, inne, nieistotne, nazbyt osobiste rzeczy muszą zejść na dalszy plan. Media mają skłonność do czynienia właśnie z tych ostatnich głównej atrakcji: basenu lub kortu tenisowego w Castel Gandolfo, czarnych butów pod białą sutanną, znoszonej skórzanej teczki z dawnych czasów, uroczego kota Benedykta, pianina, fiata, ferrari. Lista ciągle się wydłuża. Kogo obchodzi, że papieże są nauczycielami prawdy? Prawdy objawionej! Nie sądzę, żeby musieli nieustannie odbywać kosztowne i wyczerpujące podróże w tym celu (dla prawdy), podróże, które fizycznie ich wyczerpują, podczas gdy jedno zdanie z ich ust w mgnieniu oka obiega cały glob, a oni sami się nawet nie ruszają. Ile osobistej energii marnuje się w ten sposób, energii, której brakuje gdzie indziej (również z powodu ich ciągłej nieobecności): na kierowanie Kurią, na spotkania z ludźmi, którzy są rzeczywiście istotni dla opinii Papieża; na zebraniach personelu, na których przygotowywano rzetelne oświadczenia i synchronizowano prace różnych dykasterii. Obecność nie jest wymagana jedynie po to, by obserwować procesy inicjowane przez innych, pozwolić im toczyć się własnym torem bez kierowania nimi, by samemu być uczniem, a nawet dobrym słuchaczem. Czyż nie są oni nauczycielami chrześcijaństwa, na których słowo wszyscy czekają? Czyż nie zasiadają na Katedrze św. Piotra lub innej? Czyż nie są najbardziej potrzebni w Rzymie?
Papieże stali się aż nazbyt ludzcy w sprawowaniu swojego urzędu. Ich osobowość, a nie urząd, wysuwa się na pierwszy plan. Może to przemawiać do tych, którzy pragną zrobić sobie z nimi zdjęcie, być może nawet później wykorzystując je do poparcia swoich heretyckich poglądów. Główny nurt chce ich widzieć przystępnymi: jako zwykłych ludzi, takich jak my wszyscy. Papież Franciszek w szczególności chciał tego drugiego. Z tego powodu 25 marca 2017 roku w Mediolanie, ku irytacji wielu wiernych, spontanicznie skorzystał z pobliskiej toalety chemicznej, co jego specjalista od PR, Antonio Spadaro, naturalnie później poprawnie zinterpretował. Niedawno kazał się przewieźć przez tętniącą życiem Bazylikę Świętego Piotra na wózku inwalidzkim przez opiekuna, ubrany w codzienne ubrania, jakby był po prostu zwykłym starszym człowiekiem z sąsiedztwa (z całym szacunkiem dla jego śmiertelnej choroby!). Dla mnie był to kolejny historyczny upadek papiestwa.
Papieże po prostu nie są ludźmi takimi jak my. Powinni szanować swój urząd i, jako gwaranci nauczania Kościoła, osobiście ustępować, jak Jan Chrzciciel, który chciał być jedynie głosem – ale takim, który mówił prawdę. Jego własny profil był w porównaniu z nim nieistotny. Papieże powinni być świadomi tego: nie ich osobowość się liczy, ale urząd. To krzyż do dźwigania. „On musi wzrastać, ja zaś muszę się umniejszać” (J 3, 30). Są jedynie przyjaciółmi i przedstawicielami Oblubieńca, a nie samym Oblubieńcem. Tylko to ostatnie jest ważne i interesujące!
tłumaczenie kulawe (google z niemieckiego), ale sensu nie przekręca, po kilku poprawkach
ps.
bp Schneider pisze o legalizmie i papalizmie jako problemach obecnej sytuacji - ja bym powiedział, że to jest kurializm jako watykańska wersja biurokratyzmu - papież stał się rzecznikiem/przedstawicielem struktury biurokratycznej powiązanej w rozmaity sposób ze światem, rzeczywista władza papieska jest bardzo ograniczona, właściwie jest to bardziej funkcja reprezentacyjna.
Jest to problem analogiczny do problemów świeckich struktur biurokratycznych - w resortach ministrowie zwani są turystami i pomijając nieliczne bardzo silne osobowości o wysokiej wiedzy merytorycznej nie mają żadnych szans przeprowadzenia jakichkolwiek decyzji, jeśli resortowi i grupom wpływu w nim aktywnym coś nie pasuje. Minister sam sobie kalendarza nie układa, jest zawalany bieżączką biurokratyczno-reprezentacyjną, sam sobie żadnego pisma nie przygotuje. Może stawić opór, jakieś pismo wyrzucić do kosza, ale wówczas nie może liczyć na żadne wsparcie w niczym.
...coraz więcej kardynałów wypowiada się publicznie sceptycznie wobec "synodalności"
To zapewne będzie zasadnicza oś sporu a nie liturgia.
Synodalność jest w praktyce funkcjonowania i widać to w języku roboczych dokumentów, niczym innym jak habermasowską deliberatywnością.
Tym po prostu jest - ideą dotyczącą procesów podejmowania decyzji we wspólnocie o charakterze politycznym, która po cichu transformuje wspólnotę Kościoła we wspólnotę polityczną.
Bo chociaż można utrzymywać oficjalnie na poziomie semantycznym, że jest to "wspólne słuchanie Ducha Świętego", to z punktu widzenia socjologii system zaczyna wytwarzać typowe dla struktury politycznej oczekiwania bez względu na oficjalną teologiczną interpretację.
Sam modus operandi synodalności zaczyna generować efekty polityczne. Nie da się wdrażać "synodalności" bez przyjęcia myślenia, którą ta deliberatywna, polityczna forma współdziałania sama wytwarza - myślenia świeckiego i politycznego.
Niezależnie od teologicznej interpretacji wytwarzają się relacje strukturalnie homologiczne do relacji politycznych, i zachodzi proces polityzacji rozumienia kwestii legitymizacji decyzji, czyli legitymizacji władzy, w Kościele.
To się mogło wielu biskupom i kardynałom wydawać po ludzku wygodne, wielu zapewne nadal się wydaje, taki transfer i rozmywanie odpowiedzialności, ale chyba ci najmądrzejsi już widzą, że to jest nie tylko piłowanie gałęzi, na której siedzą, ale i większy problem - głęboki fałsz eklezjologiczny.
...problem polega na tym, że kuria rzymska w to prze i będzie parła, bo deliberacja to ulubienica biurokracji, odpowiada ona naturze biurokracji
Jakakolwiek zmiana w kurii rzymskiej z kolei może zacząć się nie od jakiejś kolejnej "reformy" a od radykalnej zmiany stylu sprawowania urzędu przez papieża osobiście jego osobistą decyzją.
Aby odzyskać władzę nad kurią i wprowadzić potrzebne zmiany w celu odzyskania realnej władzy nad Kościołem najpierw papież musi odzyskać władzę nad swoim kalendarzem i zegarkiem, nad swoim czasem.
Kuria ma plany co do tego, co ma robić papież na 5 lat naprzód albo i 10, na cały pontyfikat, na każdy dzień. Wszystko postawione na głowie.
Ograniczyć funkcję globalnego "lidera" i "proboszcza świata", odzyskać ramy czasowe potrzebne do tego, by rozpędzić kurię i wziąć się za biskupów - servus SERVORUM DEI - i tak odzyskać realną władzę w Kościele w jedności z kolegium biskupów, zgodnie zresztą z eklezjologią obu soborów watykańskich.
Najpilniejsze potrzeby Kościoła dzisiaj są inne niż w czasach Jana Pawła II, więc i styl musi być inny. Nie pielgrzymki i audiencje.
Aktualną sytuację określiłbym jako kuriokrację i sede vacante de facto
O to można się modlić, o taką osobistą decyzję papieża. Moim zdaniem trzeba.
Komentarz
Może nieudolnie, ale wyżej próbowałem to właśnie napisać. 10. post od góry na tej stronie. Ten sam, co piszę o wyznaniu.
...najwyraźniej Kolega nie rozumie tej maksymy
To o tyle nie ma sensu, że do Bractwa wstępują ludzie z całego świata. Trudno to porównywać z seminarium diecezjalnym. Już lepiej z zakonami.
Więc proszę wytłumaczyć.
...nie oznacza ona, że konkretny Następca Piotra nie może podejmować błędnych decyzji poza obszarem ściśle zdefiniowanej nieomylności albo że może nie przestrzegać przepisów, które sam promulgował (może je zmieniać, ale nie może ich pomijać)
A wierni, w tym duchowni, mają obowiązek reagować na ewentualne błędne decyzje zgodnie z sumieniem, a także mają prawo korzystać z praw ustanowionych w Kościele. I to się póki co dzieje.
Ps.
Warto zapoznać się z najnowszym dokumentem wyjaśniającym, jak sama Kuria Rzymska aktualnie rozumie Posługę Piotrową:
https://www.christianunity.va/content/unitacristiani/en/news/2024/2024-06-13-il-vescovo-di-roma-nuovo-documento-dpuc.html
Tylko to jest trochę obok. Papież jest widzialnym znakiem jedności i w dłuższej perspektywie nie można pozostawać w Kościele i jednocześnie odmawiać papieżowi prawa do kierowania tym Kościołem. Moja hipoteza, którą zweryfikuje czas, jest taka, że Bractwu jest wygodnie w miejscu, gdzie zwierzchność papieża nie sięga i już z tego nie zrezygnują. Biskup Lefebvre był ukształtowany w czasach ultramontanizmu, więc może jeszcze miał jakieś skrupuły. Młodsi członkowie są wychowani na słowach Biskupa o antychrystach w Rzymie.
Wróżę los innych naprawiaczy Kościoła, Lutra, Kalwina. Pewnie już nie dożyję i mam nadzieję, że po przejściu do życia już mnie to nie będzie interesować. Przy najbliższym Różańcu wezmę do serca intencję ich powrotu do Kościoła. Zwłaszcza owieczek prowadzonych przez fałszywych pasterzy nad przepaść. Fałszywym pasterzom nie zazdraszczam.
...wygodnie bo?...z jakiego powodu wygodnie?
Nie wiem, czy "wygoda" to najlepsze określenie, ale spróbuję odpowiedzieć:
Posłuszeństwo zawsze wiąże się z ofiarą z samego siebie.
W tym sensie wygodnie.
...rozmaite wybory wiążą się z rezygnacją z siebie, w tym rozmaite wybory dla wygody
https://pch24.pl/wiadomosci/papieski-medal-dla-ekologow-leon-xiv-sam-go-wreczy,727391
...13 października
Straszne, chyba dzisiaj nie zasnę
...keep calm
Normalnie KNO. Stare czasy się przypominają.
...eee nie, to tylko ekomedal im. papieża w rocznicę fatimską
...no i co poradzisz? A miało być tak pięknie.
Jestem novusowiec, owszem cieszy mnie, kiedy na novusie celebrans wybierze Kanon Rzymski, ale to wszystko.
Nie podzielam (choć rozumiem) sentymentów liturgicznych tradsów ani ich wysilonej konfrontacyjnej postawy wobec SVII (wszystko da się wykładać w ciągłości - i taka poniekąd jest zasadą ogólna)
To tylko "gorliwość o dom Twój mnie pożera".
Światowe narracje i ideologie są gorsze niż stoły bankierów i kupców. Bo to są flirty z kłamstwem.
"Zabierzcie to stąd"
Możemy się zastanowić albo i nawet sobie policzyć (piszę to głównie do siebie) ile czasu, ile komentów poświęciliśmy na przekonywaniu do wiary, Kościoła, jego głowy a ile na krytykowanie posunięć pontifexa a następnie rozważyć, czy przypadkiem nie pełnimy roli Terlika czy też "siostry" "Bruny".
Możemy też rozważyć w sercu, czy lepszy skutek osiągniemy krytyką posunięć papieża na forum czy może modlitwą w jego intencji.
...ok, gwoli wyjaśnienia - intencją tego wątku nie jest krytyka, a wzbudzanie tej intencji, motywowanie do modlitwy
Tylko kwestia - jaką konkretną intencję uznamy za ok - taką bardziej świecką typu zdrowie i siły - czy bardziej kościelna np. aby Ojciec Święty utwierdzał w wierze swoich braci - taka intencja ok?
Jaką masz w sercu o taką się módl a inni pomodlą się o swoją.
...bp Schneider ok czy już nie?
...bp Eleganti w temacie, w uzupełnieniu tematu papalizmu u bpa Schneidera:
https://www.marian-eleganti.ch/post/niedergang-des-petrusamtes
tłumaczenie kulawe (google z niemieckiego), ale sensu nie przekręca, po kilku poprawkach
ps.
bp Schneider pisze o legalizmie i papalizmie jako problemach obecnej sytuacji - ja bym powiedział, że to jest kurializm jako watykańska wersja biurokratyzmu - papież stał się rzecznikiem/przedstawicielem struktury biurokratycznej powiązanej w rozmaity sposób ze światem, rzeczywista władza papieska jest bardzo ograniczona, właściwie jest to bardziej funkcja reprezentacyjna.
Jest to problem analogiczny do problemów świeckich struktur biurokratycznych - w resortach ministrowie zwani są turystami i pomijając nieliczne bardzo silne osobowości o wysokiej wiedzy merytorycznej nie mają żadnych szans przeprowadzenia jakichkolwiek decyzji, jeśli resortowi i grupom wpływu w nim aktywnym coś nie pasuje. Minister sam sobie kalendarza nie układa, jest zawalany bieżączką biurokratyczno-reprezentacyjną, sam sobie żadnego pisma nie przygotuje. Może stawić opór, jakieś pismo wyrzucić do kosza, ale wówczas nie może liczyć na żadne wsparcie w niczym.
W kurii rzymskiej zachodzą procesy analogiczne.
...coraz więcej kardynałów wypowiada się publicznie sceptycznie wobec "synodalności"
To zapewne będzie zasadnicza oś sporu a nie liturgia.
Synodalność jest w praktyce funkcjonowania i widać to w języku roboczych dokumentów, niczym innym jak habermasowską deliberatywnością.
Tym po prostu jest - ideą dotyczącą procesów podejmowania decyzji we wspólnocie o charakterze politycznym, która po cichu transformuje wspólnotę Kościoła we wspólnotę polityczną.
Bo chociaż można utrzymywać oficjalnie na poziomie semantycznym, że jest to "wspólne słuchanie Ducha Świętego", to z punktu widzenia socjologii system zaczyna wytwarzać typowe dla struktury politycznej oczekiwania bez względu na oficjalną teologiczną interpretację.
Sam modus operandi synodalności zaczyna generować efekty polityczne. Nie da się wdrażać "synodalności" bez przyjęcia myślenia, którą ta deliberatywna, polityczna forma współdziałania sama wytwarza - myślenia świeckiego i politycznego.
Niezależnie od teologicznej interpretacji wytwarzają się relacje strukturalnie homologiczne do relacji politycznych, i zachodzi proces polityzacji rozumienia kwestii legitymizacji decyzji, czyli legitymizacji władzy, w Kościele.
To się mogło wielu biskupom i kardynałom wydawać po ludzku wygodne, wielu zapewne nadal się wydaje, taki transfer i rozmywanie odpowiedzialności, ale chyba ci najmądrzejsi już widzą, że to jest nie tylko piłowanie gałęzi, na której siedzą, ale i większy problem - głęboki fałsz eklezjologiczny.
Tak.
...problem polega na tym, że kuria rzymska w to prze i będzie parła, bo deliberacja to ulubienica biurokracji, odpowiada ona naturze biurokracji
Jakakolwiek zmiana w kurii rzymskiej z kolei może zacząć się nie od jakiejś kolejnej "reformy" a od radykalnej zmiany stylu sprawowania urzędu przez papieża osobiście jego osobistą decyzją.
Aby odzyskać władzę nad kurią i wprowadzić potrzebne zmiany w celu odzyskania realnej władzy nad Kościołem najpierw papież musi odzyskać władzę nad swoim kalendarzem i zegarkiem, nad swoim czasem.
Kuria ma plany co do tego, co ma robić papież na 5 lat naprzód albo i 10, na cały pontyfikat, na każdy dzień. Wszystko postawione na głowie.
Ograniczyć funkcję globalnego "lidera" i "proboszcza świata", odzyskać ramy czasowe potrzebne do tego, by rozpędzić kurię i wziąć się za biskupów - servus SERVORUM DEI - i tak odzyskać realną władzę w Kościele w jedności z kolegium biskupów, zgodnie zresztą z eklezjologią obu soborów watykańskich.
Najpilniejsze potrzeby Kościoła dzisiaj są inne niż w czasach Jana Pawła II, więc i styl musi być inny. Nie pielgrzymki i audiencje.
Aktualną sytuację określiłbym jako kuriokrację i sede vacante de facto
O to można się modlić, o taką osobistą decyzję papieża. Moim zdaniem trzeba.
Będzie dobrze.
...ale nie bez modlitwy i duchowych wysiłków, bo bywało różnie, samo się nie naprawi