Nadepnął na odcisk jądru ciemności, więc go zdemonizowali. A niezbyt rozumni ludzie po naszej stroie to podchwycili. Ludzi bez skazy w Polsce jest najwyżej kilkoro a pewnie nie ma w ogóle. Jeśli takie wymagania będziemy stawiać tzw. naszej stronie, to jej po prostu nie będzie. Zdaje się, że w ciągu ostatnich 30 lat ten problem został kilkaset razy wyczerpująco wyjaśniony.
Wygląda na to, że trzeba przypomnieć o co dokładniej chodziło z tą akcją wejścia do jaskini WSI.
Ta jaskinia nazywała się „Centrum Eksperckie Kontrwywiadu Wojskowego NATO” i była hucpiarskim curiosum: była to organizacja pozarządowa (OIDP stowarzyszenie) używająca bardzo poważnej nazwy – na tej samej zasadzie jak „Europejskie centra tego i owego” czy „Instytuty ajurwedy”. Przy czym, w tym przypadku faktycznie byli to ludzie mocno związani z służbami (na emeryturze, w rezerwie kadrowej czy po prostu wywaleni). Poza tym ta instytucja miała certyfikat współpracy z resortem – nie są to żadne mecyje: mają to organizacje proobronne (np. „Strzelec” czy „sokół”), klasy mundurowe i tp. Ta dobrze brzmiąca nazwa oraz „certyfikacja MON”, była wykorzystywania do zdobywania zleceń na szkolenia z zakresu bezpieczeństwa czy „audyty antyinflitracyjne” zarówno w instytucjach resortowych jak i innych (w tym korporacjach). Tak, że było to nie tyle „jądro ciemności” co cwaniakownia do robienia kasy. Tyle, że złożona z ludzi, którzy w tym mrocnym jądrze byli umoczeni. I w sytuacji sprzątania w służbach mogli się uaktywnić i realnie szkodzić. Dlatego też Minister cofnął im certyfikację. Wg niektórych źródeł także prawo do przetwarzania informacji niejawnych – ale nie wiadomo, czy jako instyucja je w ogóle mieli. Oraz zażądał wydania dokumentów związanych ze współpracą z MON. I tu nie wiem – bo OZI różnie mówią (powtarzając informacje od innych) – czy w trybie kontroli, czy wydania klauzurowanych dokumentów, których już nie mogli trzymać. A ponieważ nie oddali to poszła po to ŻW i SKW. A także przedstawiciel MON w osobie Misiewicza. Przy czym nie był on tam ani osobą sprawczą, ani kierującą – decyzję podpisał Minister, a czynności prowadzili funkcjonariusze Żamdarmeri i kontrwywiadu. Był za to jedyną osobą, którą w zemście można było prówbować sięgnąć. I zrobiono to składając zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień. Miało ono polegać na tym, że przy wejściu przeglądał materiały klauzulowane wyżej niż jego uprawnienia. Ale to zarzut z pogranicza niespójności i samopodpierdolki więc od razu padł.
Co ciekawe, pierwsze jeremiady i pretensje kierowane były pod adresem Ministra. Misiewiczowi owo wejście zaczęto wypominać dopiero przy okazji innych kwestii. Przy czym bardzo prawdopodobna jest hipoteza, że te inne kwestie zostały rozdmuchane, bo facetowi się bardzo dokładnie a nieżyczliwie przyglądano. Nie wykluczałbym też celowego podkładania świń. Resztę opisywałem. Tak, że – moim zdaniem – rację ma kol. @KazioToJa, pisząc, że Minister Macierewicz trochę wystawił niedoświadczonego i niedojrzałego podwładnego na strzał. Zwłaszcza skierowania go do zarządu PZG mimo ewidentnego braku formalnych kompetencji było błędem.
@Wielen powiedział(a):
Misiewicz ponoć był tym, który pokonał kłódkę, bo żandarmi się bali.
To wygląda właśnie na element mitologizowania. Wchodzili do biura - kiedy ostatnio widział kolega biuro zamykane na kłódkę? W zawiadomieniu i przekroczeniu uprawnień Pytel miał mu zarzucać zerwanie plomb z dokumentów niejawnych, ale takich danych oni z kolei nie powinni trzymać....
@Wielen powiedział(a):
Misiewicz ponoć był tym, który pokonał kłódkę, bo żandarmi się bali.
Był jak Aleksander Wielki, który przeciął węzeł gordyjski.
Co następne? Bartosz Głowacki już był, ale pomyślcie, czy nie miał odwagi Cezara, nie przemawiał jak Cyceron, z dowcipem Oscara Wilde'a i nie ściął za jednym pociągnięciem trzech głów jak Podbipięta?
Czy żartuję? No nie wykluczam, ale czy ja zacząłem?
@allium Wejście do jaskini Pytla & kompanów.
Inaczej to zapamiętałam.
AM nie "wystawił" Misiewicza, tylko wiedział, że trzeba działać natychmiast, a sam nie mógł tam się udać z przyczyn obiektywnych (ich rodzaju akurat nie pamiętam).
Misiewicz nie dość, że był na miejscu, to na dodatek był w tym czasie chyba jedyną osobą, do której Antoni miał całkowite zaufanie.
Moje wiewiórki są na urlopie, a stosownym czasie postaram się uzupełnić wiedzę i wtedy napiszę, mam nadzieję, dokładniej.
Ps. Domaganie się sprawiedliwości dla jakiejkolwiek osoby a uznawanie tej osoby za " idola" dzieli, przynajmniej moim zdaniem, przepaść.
Komentarz
Nadepnął na odcisk jądru ciemności, więc go zdemonizowali. A niezbyt rozumni ludzie po naszej stroie to podchwycili. Ludzi bez skazy w Polsce jest najwyżej kilkoro a pewnie nie ma w ogóle. Jeśli takie wymagania będziemy stawiać tzw. naszej stronie, to jej po prostu nie będzie. Zdaje się, że w ciągu ostatnich 30 lat ten problem został kilkaset razy wyczerpująco wyjaśniony.
Nawet po odejściu ludzi od Morawieckiego w PiS zostanie od groma ludzi przewyższających kompetencje Misiewicza pewnie kilkunastokrotnie.
Ale Forumkowemu mainstreamowi nie zabronię wybierać idoli.
Kompetencje Wojciecha Bartosa znanego później jako Głowacki też pewnie nie były najwyższe.
Wygląda na to, że trzeba przypomnieć o co dokładniej chodziło z tą akcją wejścia do jaskini WSI.
Ta jaskinia nazywała się „Centrum Eksperckie Kontrwywiadu Wojskowego NATO” i była hucpiarskim curiosum: była to organizacja pozarządowa (OIDP stowarzyszenie) używająca bardzo poważnej nazwy – na tej samej zasadzie jak „Europejskie centra tego i owego” czy „Instytuty ajurwedy”. Przy czym, w tym przypadku faktycznie byli to ludzie mocno związani z służbami (na emeryturze, w rezerwie kadrowej czy po prostu wywaleni). Poza tym ta instytucja miała certyfikat współpracy z resortem – nie są to żadne mecyje: mają to organizacje proobronne (np. „Strzelec” czy „sokół”), klasy mundurowe i tp. Ta dobrze brzmiąca nazwa oraz „certyfikacja MON”, była wykorzystywania do zdobywania zleceń na szkolenia z zakresu bezpieczeństwa czy „audyty antyinflitracyjne” zarówno w instytucjach resortowych jak i innych (w tym korporacjach). Tak, że było to nie tyle „jądro ciemności” co cwaniakownia do robienia kasy. Tyle, że złożona z ludzi, którzy w tym mrocnym jądrze byli umoczeni. I w sytuacji sprzątania w służbach mogli się uaktywnić i realnie szkodzić. Dlatego też Minister cofnął im certyfikację. Wg niektórych źródeł także prawo do przetwarzania informacji niejawnych – ale nie wiadomo, czy jako instyucja je w ogóle mieli. Oraz zażądał wydania dokumentów związanych ze współpracą z MON. I tu nie wiem – bo OZI różnie mówią (powtarzając informacje od innych) – czy w trybie kontroli, czy wydania klauzurowanych dokumentów, których już nie mogli trzymać. A ponieważ nie oddali to poszła po to ŻW i SKW. A także przedstawiciel MON w osobie Misiewicza. Przy czym nie był on tam ani osobą sprawczą, ani kierującą – decyzję podpisał Minister, a czynności prowadzili funkcjonariusze Żamdarmeri i kontrwywiadu. Był za to jedyną osobą, którą w zemście można było prówbować sięgnąć. I zrobiono to składając zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień. Miało ono polegać na tym, że przy wejściu przeglądał materiały klauzulowane wyżej niż jego uprawnienia. Ale to zarzut z pogranicza niespójności i samopodpierdolki więc od razu padł.
Co ciekawe, pierwsze jeremiady i pretensje kierowane były pod adresem Ministra. Misiewiczowi owo wejście zaczęto wypominać dopiero przy okazji innych kwestii. Przy czym bardzo prawdopodobna jest hipoteza, że te inne kwestie zostały rozdmuchane, bo facetowi się bardzo dokładnie a nieżyczliwie przyglądano. Nie wykluczałbym też celowego podkładania świń. Resztę opisywałem. Tak, że – moim zdaniem – rację ma kol. @KazioToJa, pisząc, że Minister Macierewicz trochę wystawił niedoświadczonego i niedojrzałego podwładnego na strzał. Zwłaszcza skierowania go do zarządu PZG mimo ewidentnego braku formalnych kompetencji było błędem.
Misiewicz ponoć był tym, który pokonał kłódkę, bo żandarmi się bali.
To wygląda właśnie na element mitologizowania. Wchodzili do biura - kiedy ostatnio widział kolega biuro zamykane na kłódkę? W zawiadomieniu i przekroczeniu uprawnień Pytel miał mu zarzucać zerwanie plomb z dokumentów niejawnych, ale takich danych oni z kolei nie powinni trzymać....
Był jak Aleksander Wielki, który przeciął węzeł gordyjski.
Co następne? Bartosz Głowacki już był, ale pomyślcie, czy nie miał odwagi Cezara, nie przemawiał jak Cyceron, z dowcipem Oscara Wilde'a i nie ściął za jednym pociągnięciem trzech głów jak Podbipięta?
Czy żartuję? No nie wykluczam, ale czy ja zacząłem?
Teraz będziemy roztrząsać czy to była kłódka czy skobel.
@allium Wejście do jaskini Pytla & kompanów.
Inaczej to zapamiętałam.
AM nie "wystawił" Misiewicza, tylko wiedział, że trzeba działać natychmiast, a sam nie mógł tam się udać z przyczyn obiektywnych (ich rodzaju akurat nie pamiętam).
Misiewicz nie dość, że był na miejscu, to na dodatek był w tym czasie chyba jedyną osobą, do której Antoni miał całkowite zaufanie.
Moje wiewiórki są na urlopie, a stosownym czasie postaram się uzupełnić wiedzę i wtedy napiszę, mam nadzieję, dokładniej.
Ps. Domaganie się sprawiedliwości dla jakiejkolwiek osoby a uznawanie tej osoby za " idola" dzieli, przynajmniej moim zdaniem, przepaść.
Rozum rozwala to forum w sposób intencjonalny i permanentnie
Ojtam. Rozum jest całkowicie przewidywalny.