w filmach kręconych w tamtym czasie reakcję (znaczy wyklętych, znaczy walczących z komuchami) można poznać po inteligenckim wyglądzie, bogatym słownictwie i wymowie.
No rzeczywistość była inna, tzn. nie odmawiam im szlachetnego wyglądu i grzeczności w mowie, tyle że nie mieli pochodzenia ę,ą, szlacheckiego - nazwijmy umownie.
BTW wielu tzw. prostych ludzi ma dużo lepiej poskładane do kupy, co jest czarne, a co białe, co dobre, a co złe, niż pewien procent tzw. elity zaczynającej w razie czego hamletyzować.
P.S. Fragment wywiadu z zajmującym się tą tematyką historykiem z IPN, drem Tomaszem Łabuszewskim:
"Podziemie powojenne to jest chłopska irredenta, Wandea. Odsetek ziemian, zawodowych oficerów, ludzi wolnych zawodów jest niewielki. 90 proc. stanowią chłopi i szlachta zaściankowa".
Zresztą sam przekaz władz komunistycznych był inny, zafałszowany - bo na logikę być musiał, dla tzw. ogółu lepiej było stworzyć narrację że "polskie pany" chcą ludowi odebrać zdobycze socjalizmu i przywrócić dawny porządek, tworząc "zbrojne bandy".
Berek napisal(a): BTW wielu tzw. prostych ludzi ma dużo lepiej poskładane do kupy, co jest czarne, a co białe, co dobre, a co złe, niż pewien procent tzw. elity zaczynającej w razie czego hamletyzować.
To jest dosyć kluczowe. Może tzw. inteligent mieć poczucie misji a może nie ale z całą pewnością wykształcenie daje mu znakomite narzędzia do tłumaczenia się (też przed sobą), jeśli zachowa się jak ostatni wuj.
Legutko napisal(a): ...także aptekarz, który czytał książki, dbał o swoją bibliotekę, urządzał wieczory muzyczno-poetyckie i wspierał czytelnictwo wśród warstw mniej wykształconych.
Wyobraziłem sobie panią sprzedawczynię w aptece, jak urządza wieczory muzyczno-poetyckie dla swoich mniej wykształconych znajomych hydraulików i stolarzy i trochę mnie to rozbawiło. Tak oderwany od życia może być tylko profesor uniwersytetu. Nie politechniki.
No ja sobie nie muszę wyobrażać. Mój pradziadek tak właśnie robił. Schodzili się do niego inni mieszkańcy wsi, a dokładnie ci spośród nich, którzy byli niepiśmienni, a on im czytał. Fakt, raczej gazety, a nie poezję, ale jednak. Aha, pradziadek nie był żadnym profesorem, a nawet magistrem. Ba, nawet księgowym nie był. Był chłopem. Oderwany od życia też nie był. Należał do ludzi obrotnych i zaradnych.
A ja też mam taką opowieść. U dziadka w wiejskiej podstawówce uczył jakiś inteligent - uciekinier z Krakowa, uczył dzieciaki polskich wierszy i rożnych innych pozaprogramowych rzeczy. Dziadek i jego siostra zostali zafascynowani na całe życie (a poza tym to dziadek był górnikiem, jego siostra została na gospodarstwie). Być może dzięki temu w ogóle poszedłem na studia, gdyby to zależało tylko od taty to pewnie wyżej niż mechanik samochodowy bym nie podskoczył.
Rzchanym napisal(a): To, że próby wzbudzenia u innych zainteresowań, amatorskie przekazywanie wiedzy nie muszą być czymś głupim i że wcale nie muszą być domeną profesorów.
Jest w świecie dobro i jest zło. Ale jaki to ma związek z tekstem Legutki? Nie kupuję trywializmu, że dobry inteligent jest dobry a zły jest zły.
polmisiek napisal(a): A ja też mam taką opowieść. U dziadka w wiejskiej podstawówce uczył jakiś inteligent - uciekinier z Krakowa, uczył dzieciaki polskich wierszy i rożnych innych pozaprogramowych rzeczy. Dziadek i jego siostra zostali zafascynowani na całe życie (a poza tym to dziadek był górnikiem, jego siostra została na gospodarstwie). Być może dzięki temu w ogóle poszedłem na studia, gdyby to zależało tylko od taty to pewnie wyżej niż mechanik samochodowy bym nie podskoczył.
O takich uciekinierach jest jeden z najlepszych polskich filmów lat 00-tych, Zmruż oczy.
los napisal(a): Jeszcze w roku 2001 Aborcza obrabiała dupę Tuskowi, jakby to był jaki Kaczyński za przeproszeniem. A już chwilkę później pełna komitywa i trwa ona do dziś.
Co sprawiło że zmienili zdanie? PO powstała w 2001, PiS też ale z pół roku później - o to chodzi?
los napisal(a): Jeszcze w roku 2001 Aborcza obrabiała dupę Tuskowi, jakby to był jaki Kaczyński za przeproszeniem. A już chwilkę później pełna komitywa i trwa ona do dziś.
Co sprawiło że zmienili zdanie?
Wybory. Partia Bronisława Geremka otrzymała 3% głosów i było oczywiste, że nigdy więcej nie dostaną. Jedynie PO mogła reprezentować ich interesy.
los napisal(a): Jeszcze w roku 2001 Aborcza obrabiała dupę Tuskowi, jakby to był jaki Kaczyński za przeproszeniem. A już chwilkę później pełna komitywa i trwa ona do dziś.
Co sprawiło że zmienili zdanie?
Wybory. Partia Bronisława Geremka otrzymała 3% głosów i było oczywiste, że nigdy więcej nie dostaną. Jedynie PO mogła reprezentować ich interesy.
Tak było. Kiedy Tusk odszedł z UW, założył PO i na dodatek partia Geremka przepadła w wyborach, stał się dla środowiska Wyborczej wrogiem numer 1. Poniekąd wydaje mi się, że do dziś Donald Tusk jest traktowany jako zło konieczne, oni nie zapomnieli. Tak jednak PiS im uwiera, tak nienawidzą tej całej polskiej szurii, że ta udawana miłość do Tuska wydaje się być autentyczna, szczera i bezgraniczna.
"Wierzy kolega w postęp a nie wierzy w Pana Boga? Rozumiem, to dziś bardzo popularna postawa."
Mylisz talenty z tym co predysponuje do bycia elitą, a niekoniecznie jest talentem. To jest umiejętność rządzenia, podejmowania decyzji, głębszej świadomości. I to nabywa się pokoleniami. Do tego potrzebny jest odpowiedni status materialny, bezpieczeństwo, dar zarządzania własnym czasem i życiem. Nie da się zrobić tego drogą na skróty. Wymaga to czasu, a często wielu prób, dlatego to tyle trwa. W sumie normlane, nic kontrowersyjnego nie piszę.
Tia, człowiek nikt z zadupia nie miał ani trochę umiejętności rządzenia, podejmowania decyzji, głębszej świadomości. To nabywa się przecież pokoleniami. Do tego potrzebny jest odpowiedni status materialny, bezpieczeństwo, dar zarządzania własnym czasem i życiem. Nie da się zrobić tego drogą na skróty. Wymaga to czasu, a często wielu prób, dlatego to tyle trwa. Zwała się owa niedouczona pierdoła Napolione Buonaparte, niedawno obchodziliśmy dwustulecie zejścia.
Tia, człowiek nikt z zadupia nie miał ani trochę umiejętności rządzenia, podejmowania decyzji, głębszej świadomości. To nabywa się przecież pokoleniami. Do tego potrzebny jest odpowiedni status materialny, bezpieczeństwo, dar zarządzania własnym czasem i życiem. Nie da się zrobić tego drogą na skróty. Wymaga to czasu, a często wielu prób, dlatego to tyle trwa. Zwała się owa niedouczona pierdoła Napolione Buonaparte, niedawno obchodziliśmy dwustulecie zejścia.
los napisal(a): Zwała się owa niedouczona pierdoła Napolione Buonaparte, niedawno obchodziliśmy dwustulecie zejścia.
No i ?
Lebron James, obecnie najlepszy koszykarz na świecie, zaraz przekroczy 1 mld dolarów, które dzięki swojemu talentowi zarobi. Człowiek z patologicznej rodziny, z patologicznej dzielnicy. Wybił się dzięki talentowi sportowemu, pracy, konsekwencji i umiejętnościom zarządzania majątkiem. Jego koledzy, którzy również zarabiają gigantyczne pieniądze, w 5 lat po zakończeniu kariery 70% z nich bankrutuje. Z biedy wychodzą i do biedy wracają. Trudne dzieciństwo, braki w kluczowych dziedzinach (przez brak wiedzy, braki w wychowaniu) nie eliminują z dobrego, przyszłego życia, ale DRAMATYCZNIE je utrudniają, a nawet jeżeli zdarza się sukces, to za nim idzie zjazd.
Mnie nie interesuje egalitarne pierdolenie, mnie interesuje wykreowanie autentycznie wartościowych ludzi, którzy przejmą odpowiedzialność za państwo, naród i naszą przyszłość. W dużej skali, nie ma sensu koncentrować się na unikalnych historiach, wyjątkach od zasady. Dobrze sytuowana, niezależna finansowo rodzina, z odpowiednim wykształceniem rodziców, z czasem na poświęcenie go dzieciom, bez kompleksów, włożona w ramy moralne (najlepiej chrześcijańskie|) i obyta w kwestiach radzenia sobie z dostatkiem, bez odpałów na dorobienie się - to jest najlepszy gwarant na wychowanie ludzi wartościowych. Przecież to są oczywiste oczywistości, z czym my walczymy ?
A pan Bóg i talenty ? Pewnie rozdaje je po równo, ale możliwości na ich rozwinięcie nie są już równe, o co to nie ! Nie widzę w tym problemu, od każdego wymaga się na miarę jego możliwości i sytuacji w której się znalazł. Nie mam problemu zaakceptowaniem faktu, że świat nie jest sprawiedliwy tak jak byśmy chcieli, ba, uważam że to ma głęboki sens.
Uważam, że cała ta dyskusja nie idzie w dobrym kierunku. Bo problemem dzisiejszego świata nie są nierówne szanse ludzi, wcale nie są ważne różnego rodzaju wykluczenia. Wg mnie mamy dramatyczny problem siły, odpowiedzialności i czynu. Świat równa do dołu. Ci, którzy są stworzeni do władzy, do bycia elitą, rozmyli się w tłumie. Normalne społeczeństwo potrzebuje zdrowej hierarchii. Ludzie chcą być rządzeni, dobrze rządzeni.
JORGE napisal(a): Uważam, że cała ta dyskusja nie idzie w dobrym kierunku. Bo problemem dzisiejszego świata nie są nierówne szanse ludzi, wcale nie są ważne różnego rodzaju wykluczenia.
Wykluczenia w sensie spychania na dno dużych grup ludzi - nie. Wykluczenia w sensie szklanych sufitów - tak.
JORGE napisal(a): Uważam, że cała ta dyskusja nie idzie w dobrym kierunku. Bo problemem dzisiejszego świata nie są nierówne szanse ludzi, wcale nie są ważne różnego rodzaju wykluczenia.
Wykluczenia w sensie spychania na dno dużych grup ludzi - nie. Wykluczenia w sensie szklanych sufitów - tak.
Nie można absolutnie żadnej grupy traktować w szczególny sposób, a już zupełnie ją spychać. Celem prawdziwej elity jest wznoszenie ludzi, upgrejd tych którzy z różnych względów tego potrzebują. I po tym właśnie poznaje się prawdziwą elitę, wszystko wokół niej wzrasta.
JORGE napisal(a): Celem prawdziwej elity jest wznoszenie ludzi, upgrejd tych którzy z różnych względów tego potrzebują. I po tym właśnie poznaje się prawdziwą elitę, wszystko wokół niej wzrasta.
W takim razie obecnie rządzący Polską nie są elitą. Generalnie z tym się zgadzam.
JORGE napisal(a): Celem prawdziwej elity jest wznoszenie ludzi, upgrejd tych którzy z różnych względów tego potrzebują. I po tym właśnie poznaje się prawdziwą elitę, wszystko wokół niej wzrasta.
W takim razie obecnie rządzący Polską nie są elitą. Generalnie z tym się zgadzam.
Warstwy, które ze względu na wykształcenie, mogłyby pełnić rolę i funkcję inteligencji są najbardziej zaangażowane w dekonstruowanie naszej zbiorowości. Są nastawione indywidualistycznie i kosmopolitycznie.
@Legutek powiedział(a):
Inteligentem mógł być zarówno profesor uniwersytetu, który do takiej misji się poczuwał i nie tylko pisał dzieła naukowe, jak i inżynier, który nie tylko budował maszyny czy mosty, lecz widział szerszy cel swojej działalności dla Polski, a także aptekarz, który czytał książki, dbał o swoją bibliotekę, urządzał wieczory muzyczno-poetyckie i wspierał czytelnictwo wśród warstw mniej wykształconych.
Dopiero teraz dotarła do mnie urocza konstrukcja tego zwrotu. Po pierwsze słowo: warstwa. Otóż - tak mi się wydaje, że to określenie w odniesieniu do ludzi skompromitowało się ostatecznie gdzieś 80 lat temu. Bracia Niemcy czasem zaliczani do narodu nazistów układali zwłoki pomordowanych przez siebie w warstwy i próbowali to jakoś utylizować. Brrr... Wydaje mi się, że od tego czasu użycie owego określenia znamionuje właśnie to, co prof. Legutkowi bardzo się nie podoba - brak kultury. I zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Ale jest jeszcze coś: mniej wykształceni. Nie wiem, czy do siewu, zbiorów, naprawy płotu, oprawienia wieprzka i konstrukcji więźby dachowej lub wozu drabiniastego potrzeba mniej wiedzy i przemyślności niż do greckiej gramatyki i historii starożytnej, wiem, że dziś zainstalowanie systemu alarmowego w domku jednorodzinnym to wyzwanie intelektualnie poważniejsze niż przeczytanie Wojny Peloponeskiej. Nawet w oryginale. Wiem też, że dużo powszechniejsza jest znajomość wojny peloponeskiej wśród ekspertów od systemów alarmowych niż odwrotnie. Istnieją powszechnie dostępne książki, niektóre całkiem dobre, panie profesorze, jest też telewizja i internet.
Uświadomiłem sobie, że wykształcenie w XIX wieku było czymś innym niż jest teraz. Wtedy był to rytuał inicjacyjny do klasy wyższej, dziś to po prostu nauka zawodu. Stąd frustracje Adasia Miauczyńskiego - wyszkolił się na nauczyciela polskiego a wydawało mu się, że został szlachcicem.
Komentarz
BTW wielu tzw. prostych ludzi ma dużo lepiej poskładane do kupy, co jest czarne, a co białe, co dobre, a co złe, niż pewien procent tzw. elity zaczynającej w razie czego hamletyzować.
"Podziemie powojenne to jest chłopska irredenta, Wandea. Odsetek ziemian, zawodowych oficerów, ludzi wolnych zawodów jest niewielki. 90 proc. stanowią chłopi i szlachta zaściankowa".
Zresztą sam przekaz władz komunistycznych był inny, zafałszowany - bo na logikę być musiał, dla tzw. ogółu lepiej było stworzyć narrację że "polskie pany" chcą ludowi odebrać zdobycze socjalizmu i przywrócić dawny porządek, tworząc "zbrojne bandy".
Tak było. Kiedy Tusk odszedł z UW, założył PO i na dodatek partia Geremka przepadła w wyborach, stał się dla środowiska Wyborczej wrogiem numer 1. Poniekąd wydaje mi się, że do dziś Donald Tusk jest traktowany jako zło konieczne, oni nie zapomnieli. Tak jednak PiS im uwiera, tak nienawidzą tej całej polskiej szurii, że ta udawana miłość do Tuska wydaje się być autentyczna, szczera i bezgraniczna.
Mylisz talenty z tym co predysponuje do bycia elitą, a niekoniecznie jest talentem. To jest umiejętność rządzenia, podejmowania decyzji, głębszej świadomości. I to nabywa się pokoleniami. Do tego potrzebny jest odpowiedni status materialny, bezpieczeństwo, dar zarządzania własnym czasem i życiem. Nie da się zrobić tego drogą na skróty. Wymaga to czasu, a często wielu prób, dlatego to tyle trwa. W sumie normlane, nic kontrowersyjnego nie piszę.
Lebron James, obecnie najlepszy koszykarz na świecie, zaraz przekroczy 1 mld dolarów, które dzięki swojemu talentowi zarobi. Człowiek z patologicznej rodziny, z patologicznej dzielnicy. Wybił się dzięki talentowi sportowemu, pracy, konsekwencji i umiejętnościom zarządzania majątkiem. Jego koledzy, którzy również zarabiają gigantyczne pieniądze, w 5 lat po zakończeniu kariery 70% z nich bankrutuje. Z biedy wychodzą i do biedy wracają. Trudne dzieciństwo, braki w kluczowych dziedzinach (przez brak wiedzy, braki w wychowaniu) nie eliminują z dobrego, przyszłego życia, ale DRAMATYCZNIE je utrudniają, a nawet jeżeli zdarza się sukces, to za nim idzie zjazd.
Mnie nie interesuje egalitarne pierdolenie, mnie interesuje wykreowanie autentycznie wartościowych ludzi, którzy przejmą odpowiedzialność za państwo, naród i naszą przyszłość. W dużej skali, nie ma sensu koncentrować się na unikalnych historiach, wyjątkach od zasady. Dobrze sytuowana, niezależna finansowo rodzina, z odpowiednim wykształceniem rodziców, z czasem na poświęcenie go dzieciom, bez kompleksów, włożona w ramy moralne (najlepiej chrześcijańskie|) i obyta w kwestiach radzenia sobie z dostatkiem, bez odpałów na dorobienie się - to jest najlepszy gwarant na wychowanie ludzi wartościowych. Przecież to są oczywiste oczywistości, z czym my walczymy ?
A pan Bóg i talenty ? Pewnie rozdaje je po równo, ale możliwości na ich rozwinięcie nie są już równe, o co to nie ! Nie widzę w tym problemu, od każdego wymaga się na miarę jego możliwości i sytuacji w której się znalazł. Nie mam problemu zaakceptowaniem faktu, że świat nie jest sprawiedliwy tak jak byśmy chcieli, ba, uważam że to ma głęboki sens.
I ♥ FForum
Do tego wątku też to pasuje
Mrożek jaki był taki był, ale "Tango" mu wyszło.
Czego można się spodziewać po gostku, który napisał miłosny list do Kiszczaka?
Maska nie spadła, on taki był.
Dopiero teraz dotarła do mnie urocza konstrukcja tego zwrotu. Po pierwsze słowo: warstwa. Otóż - tak mi się wydaje, że to określenie w odniesieniu do ludzi skompromitowało się ostatecznie gdzieś 80 lat temu. Bracia Niemcy czasem zaliczani do narodu nazistów układali zwłoki pomordowanych przez siebie w warstwy i próbowali to jakoś utylizować. Brrr... Wydaje mi się, że od tego czasu użycie owego określenia znamionuje właśnie to, co prof. Legutkowi bardzo się nie podoba - brak kultury. I zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Ale jest jeszcze coś: mniej wykształceni. Nie wiem, czy do siewu, zbiorów, naprawy płotu, oprawienia wieprzka i konstrukcji więźby dachowej lub wozu drabiniastego potrzeba mniej wiedzy i przemyślności niż do greckiej gramatyki i historii starożytnej, wiem, że dziś zainstalowanie systemu alarmowego w domku jednorodzinnym to wyzwanie intelektualnie poważniejsze niż przeczytanie Wojny Peloponeskiej. Nawet w oryginale. Wiem też, że dużo powszechniejsza jest znajomość wojny peloponeskiej wśród ekspertów od systemów alarmowych niż odwrotnie. Istnieją powszechnie dostępne książki, niektóre całkiem dobre, panie profesorze, jest też telewizja i internet.
Uświadomiłem sobie, że wykształcenie w XIX wieku było czymś innym niż jest teraz. Wtedy był to rytuał inicjacyjny do klasy wyższej, dziś to po prostu nauka zawodu. Stąd frustracje Adasia Miauczyńskiego - wyszkolił się na nauczyciela polskiego a wydawało mu się, że został szlachcicem.