Uciążliwi "sąsiedzi" w bloku
Właśnie wczoraj nastąpił Armagedon w codziennym moim życiu. W mieszkaniu obok zakwaterowało się 7 nowych "sąsiadów" (2 Ukraińców i 5 z Ameryki Południowej zważywszy na język który mówią i wygląd). Były sąsiad, właściciel mieszkania, wynajął je firmie, która zrobiła mi takie kuku zasiadlając mieszkanie pracownikami (były sąsiad nie znalazł kupca na mieszkanie i ostatecznie wybrał wariant jego wynajmu). Jakie kroki mam teraz podjąć i czy są jakiejkolwiek? Pójść ze skargą do spółdzielni jutro, czy na policję? Czy od razu zacząć myśleć o wyprowadzce, bo trudno sobie wyobrazić spokojne życie w takim "sąsiedztwie" (drzwi praktycznie nie zamykają się, jeden wchodzi, drugi wychodzi, co z ciszą nocną?)
0
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Komentarz
współczucie
czyli opcja wyprowadzki? Nic innego nie można zrobić?
Nie no trzeba powalczyć - do firmy i do spółdzielni najpierw chyba
Z gościem z firmy już wczoraj rozmawiałem telefonicznie widząc z rosnącym przerażeniem ile sztuk się zasiedla. I już wczoraj mnie okłamał mówiąc, że będzie w tym mieszkaniu "tylko" 5 pracowników. Poza tym mantrował cały czas w kółko, że: "Pierwszy raz spotyka się z taką sytuacją, że ktoś jest tak uprzedzony z góry jak ja. Powinienem dać im szansę i poobserwować z miesiąc czasu najpierw, bo oni przyjechali tutaj pracować, a nie imprezować". I tego typu głodne kawałki. Łatwo się mówi mieszkając daleko od takiego "sąsiedztwa". Naprawdę jestem i wkurwiony z jednej strony i bezradny z drugiej. Czekam tylko na pierwsze ewidentne złamanie ciszy nocnej, od razu zadzwonię na policję. Gościu z tej firmy zapewnił, że w takim przypadku wszyscy z tego mieszkania wylatują. Ale ja już nie mam do niego zaufania
Tak, telefony na policję i grozenie wlascicielowi procesem o naruszenie dobr osobistych. To sa sprawy trudne, bo jest ryzyko zemsty. Ja się raz musialem wyprowadzic z powodu uciazliwych sąsiadów (Polakow) i nie zazdroszczę koledze.
2 rodziny z mojej rodziny się przeprowadziły. My też, to razem 3.
ale powodem przeprowadzki byli uciążliwi "sąsiedzi" bugodrzańscy, czy też nachodźcy z Ukrainy, Kolumbii etc.? (tak, wiem że uciążliwość "sąsiedzka" nie ma narodowości, dla szukania analogii tylko pytam)
No to ja mogę być z przypadku ukraińsko-latynoskiego
Kulega @trep niech się nie ogranicza, tylko rozpisuje
Powodów naszej wyprowadzki było wiele, główny był taki, że straciliśmy serce do tego mieszkania, głównie przez pewne działanie pewnego działacza PO - sprawa jednak nie była polityczna - potwierdzała tylko tezę, że po tamtej stronie są osoby najniższych standardów etycznych, jakie można sobie było wyobrazić.
A Ukraincy? Trochę hałasowali, ale może to by się dało znieść. Pod naszą sypialnią mieli jednak taki tarasik, wychodzili na dymka. Latem okna mieliśmy otwarte a te ich w sumie nawet ciche rozmowy nie pozwalały nam zasnąć no i te dymki wpadały przez okno i strasznie śmierdziały.
Ano właśnie, wychodzenie na taras na dymka i niby ciche rozmowy. Wczoraj byli zmęczeni wszyscy i dopiero się zameldowali, poza tym wieczorem i w nocy padało, a więc nikt nie wychodził w nocy na dymka. Ale dzisiaj już w dzień były częste wędrówki na dymka na taras.Czekam dzisiaj na godz. 22.00, drzwi od swojego tarasu mam uchylone. Niech który wyjdzie na swój tarasu i zacznie palić i gadać. Zaraz wyskoczę na mój taras i zagrożę natychmiastowym telefonem na policję
Kol. Eden, proszę meldować o sukcesach.
No jutro na pewno idę do spółdzielni, wykorzystam fakt, że w szkole mamy i jutro fajrant. Na pewno wieczorem napiszę tutaj co mi tam oznajmiono
U nas piętro niżej jest chora osoba która wyje nieraz od wczesnego rana "uuuu!" "uuuu!" Opiekujący się nią człowiek (mąż? syn?) czasem wychodzi z nerwów i rzuca siarczystym mięsem. I tak to trwa od kilku miesięcy.
Rozumiem, trzech, no góra czterech pracowników na jedno mieszkanie. Ale siedmiu?? Przecież jakie oni tam mają warunki do egzystencji, w mieszkaniu 52m?
Ps. przy okazji zobaczcie jak zachowują się bugodrzanskie Janusze biznesu z tego typu firm. Przecież to traktowanie ludzi jak bydła
O Matko współczuję. Również dosłownie tej chorej i cierpiącej osobie. Szczególnie, że to niezależne od jej woli, ten permanentny ból