Uciążliwej sąsiadce zawdzięczam poznanie jednej z moich najlepszych przyjaciółek.
Byłam świeżo zasiedloną lokatorką 16,5 metrowej kawalerki, na IV piętrze w gomułkowskim budynku przy Pl.Zawiszy. I czułam się szczęśliwa jak milionerka. Tyle, że o 2, 3 nad ranem ktoś nade mną szurał taboretem i walił w kaloryfer. Wytrzymałam kilka bezsennych nocy, ale którejś nocy włożyłam szlafrok i poszłam zrobić porządek. Przemierzałam kolejne piętra, bo na 5, 6 i 7 było cicho, aż doszłam do 8 piętra, skąd dochodził hałas. Zapukałam do drzwi i czekałam, a w tym czasie dołączyła do mnie osoba w moim wieku, która mieszkała pode mną na 3 piętrze i myślała, że to ja hałasuję. Obie byłyśmy zdziwione, że hałas dochodzi z 8 piętra a słychać go było jakby był nad naszymi głowami.
Hałas ucichł, drzwi otworzyła staruszka o szalonych oczach, która powiedziała, że chce wypłoszyć hołotę z budynku. Powiedziałam, że rozumiem, ale ja nie jestem hołotą i chciałabym spać w nocy. Po dłuższych negocjacjach obiecała, że pozwoli nam spać. Zeszłyśmy na dół z sąsiadką z 3 piętra, po drodze przedstawiłyśmy się sobie. Jola okazała się dr-em med, dziś jest już profesorem. Minęły lata, a my się nadał przyjaźnimy.
PS. Psychicznie chora staruszka jakoś mnie polubiła, mniej hałasowała i zmarła za kilka m-cy.
Komentarz
Uciążliwej sąsiadce zawdzięczam poznanie jednej z moich najlepszych przyjaciółek.
Byłam świeżo zasiedloną lokatorką 16,5 metrowej kawalerki, na IV piętrze w gomułkowskim budynku przy Pl.Zawiszy. I czułam się szczęśliwa jak milionerka. Tyle, że o 2, 3 nad ranem ktoś nade mną szurał taboretem i walił w kaloryfer. Wytrzymałam kilka bezsennych nocy, ale którejś nocy włożyłam szlafrok i poszłam zrobić porządek. Przemierzałam kolejne piętra, bo na 5, 6 i 7 było cicho, aż doszłam do 8 piętra, skąd dochodził hałas. Zapukałam do drzwi i czekałam, a w tym czasie dołączyła do mnie osoba w moim wieku, która mieszkała pode mną na 3 piętrze i myślała, że to ja hałasuję. Obie byłyśmy zdziwione, że hałas dochodzi z 8 piętra a słychać go było jakby był nad naszymi głowami.
Hałas ucichł, drzwi otworzyła staruszka o szalonych oczach, która powiedziała, że chce wypłoszyć hołotę z budynku. Powiedziałam, że rozumiem, ale ja nie jestem hołotą i chciałabym spać w nocy. Po dłuższych negocjacjach obiecała, że pozwoli nam spać. Zeszłyśmy na dół z sąsiadką z 3 piętra, po drodze przedstawiłyśmy się sobie. Jola okazała się dr-em med, dziś jest już profesorem. Minęły lata, a my się nadał przyjaźnimy.
PS. Psychicznie chora staruszka jakoś mnie polubiła, mniej hałasowała i zmarła za kilka m-cy.
Pan Bóg jest wielki!