Uciążliwej sąsiadce zawdzięczam poznanie jednej z moich najlepszych przyjaciółek.
Byłam świeżo zasiedloną lokatorką 16,5 metrowej kawalerki, na IV piętrze w gomułkowskim budynku przy Pl.Zawiszy. I czułam się szczęśliwa jak milionerka. Tyle, że o 2, 3 nad ranem ktoś nade mną szurał taboretem i walił w kaloryfer. Wytrzymałam kilka bezsennych nocy, ale którejś nocy włożyłam szlafrok i poszłam zrobić porządek. Przemierzałam kolejne piętra, bo na 5, 6 i 7 było cicho, aż doszłam do 8 piętra, skąd dochodził hałas. Zapukałam do drzwi i czekałam, a w tym czasie dołączyła do mnie osoba w moim wieku, która mieszkała pode mną na 3 piętrze i myślała, że to ja hałasuję. Obie byłyśmy zdziwione, że hałas dochodzi z 8 piętra a słychać go było jakby był nad naszymi głowami.
Hałas ucichł, drzwi otworzyła staruszka o szalonych oczach, która powiedziała, że chce wypłoszyć hołotę z budynku. Powiedziałam, że rozumiem, ale ja nie jestem hołotą i chciałabym spać w nocy. Po dłuższych negocjacjach obiecała, że pozwoli nam spać. Zeszłyśmy na dół z sąsiadką z 3 piętra, po drodze przedstawiłyśmy się sobie. Jola okazała się dr-em med, dziś jest już profesorem. Minęły lata, a my się nadał przyjaźnimy.
PS. Psychicznie chora staruszka jakoś mnie polubiła, mniej hałasowała i zmarła za kilka m-cy.
Koleżanko @Mania mi za bardzo nie zależy na tym, żeby ci cudzoziemscy nowi sąsiedzi mnie polubili, tylko żeby dali żyć w normalnych warunkach. Ale śmierci, ani niczego złego, broń Boże im nie życzę ☝️
Więc pozostaje pytanie co to znaczy "normalne warunki". Jak jest na miejscu to wiesz tylko Ty. Z tego co piszesz nie robią tam imprez, nie dobijają się do sąsiadów, nie sikają na klatce schodowej, nie wyrzucają śmieci przez okno itd.
Jest ich za to dużo. Każdy człowiek robi wokół siebie trochę szumu, ich jest kilkoro to robią go kilka razy więcej. Obstawiam że globalnie mniej niż np. dwójka małych dzieci, pies pozostawiony na 8 godzin czy imprezowy student - ale jak pisałem, jak jest na miejscu to już sam wiesz.
Tyle że jeśli nie ma w regulaminie spółdzielni ile osób może mieszkać w lokalu (a w Polsce jeszcze się z czymś takim nie spotkałem), to może mieszkać ile chce.
U mnie wychodzi 10,5 m^2/os
Zapewne jesteśmy "przekleństwem" dla sąsiadów takich jak Edzio...
U mnie życie rodzinne toczy się 20/24 h. Od 5 rano (czasem wcześniej) do północy wydajemy odgłosy funkcjonowania - drzwi, sprzątanie, pranie, rozmowy o różnym nasileniu, ekspres do kawy jest ciut za głośny nawet jak dla mnie, czasem talerz lub garnek spadnie na podłogę, po schodach schodzimy np we trójkę naraz, a w niedzielę to i w szóstkę więc hałas musi być że hohoho..
Czasem głośność ponad miarę wynika z relacji bratersko-braterskich i siostrzanych rozstrzyganych przez rodziców.
Po kaloryferach nie walimy, pod nami lokal pusty - kiedyś był tam gabinet stomatologiczny i ginekologiczny a teraz staruszkowie lekarze chyba zrezygnowali ale nic się tam nie dzieje więc Tupac możemy do woli.
Nad nami małżeństwo ma osobliwy zwyczaj dyskusji bardzo głośnych wszczynanych ok 22.00 - politycznie się żrą. Ale już się przyzwyczaiłem.
hehe eden społeczniak, karma wraca, się wyżywasz na ludziach, niczemu niewinnym, marniok dobrze to podsumował, intwerwencja z powodu trzaskania drzwiami i gośnej rozmowy xdddddd
i jeszcze brak informacji o opiniach innych sąsiadów na temat tych robotników, czyli Eden skazany na Januszy bugodrzańskich, jeszcze samotny w swojej męce, to za dużo
z rad to mogę dać, żebyś znalazł kogoś innego do tego lokalu, bo musisz dać alternatywę, jak chcesz żeby traktować robotników jako element do wykluczenia, a nie tylko element do walki
@marniok powiedział(a):
U mnie wychodzi 10,5 m^2/os
Zapewne jesteśmy "przekleństwem" dla sąsiadów takich jak Edzio...
U mnie życie rodzinne toczy się 20/24 h. Od 5 rano (czasem wcześniej) do północy wydajemy odgłosy funkcjonowania - drzwi, sprzątanie, pranie, rozmowy o różnym nasileniu, ekspres do kawy jest ciut za głośny nawet jak dla mnie, czasem talerz lub garnek spadnie na podłogę, po schodach schodzimy np we trójkę naraz, a w niedzielę to i w szóstkę więc hałas musi być że hohoho..
Czasem głośność ponad miarę wynika z relacji bratersko-braterskich i siostrzanych rozstrzyganych przez rodziców.
Po kaloryferach nie walimy, pod nami lokal pusty - kiedyś był tam gabinet stomatologiczny i ginekologiczny a teraz staruszkowie lekarze chyba zrezygnowali ale nic się tam nie dzieje więc Tupac możemy do woli.
Nad nami małżeństwo ma osobliwy zwyczaj dyskusji bardzo głośnych wszczynanych ok 22.00 - politycznie się żrą. Ale już się przyzwyczaiłem.
I jak?
Nadajemy się na donos czy eksmisję?
Zazwyczaj "hałaśliwe" (tj. zachowujące się normalnie jak na swój wiek) dzieci bardzo przeszkadzają kobietom w średnim wieku po aborcjach.
@Urodziny powiedział(a):
hehe eden społeczniak, karma wraca, się wyżywasz na ludziach, niczemu niewinnym, marniok dobrze to podsumował, intwerwencja z powodu trzaskania drzwiami i gośnej rozmowy xdddddd
i jeszcze brak informacji o opiniach innych sąsiadów na temat tych robotników, czyli Eden skazany na Januszy bugodrzańskich, jeszcze samotny w swojej męce, to za dużo
Kulego, opinię innych sąsiadów o uciążliwości tychże "sąsiadów" nachodźców będę miał, kiedy przyjdzie na to czas. I to odpowiednią. Bo ewidentnie został złamany regulamin spółdzielni co do warunków użyteczności lokali, niezależnie od ich formy własności. Oczywiście, gdyby to było mieszkanie lokatorskie, a nie własnościowe, to piłka byłaby krótka i sprawa szybko rozwiązana. W przypadku mieszkania własnościowego procedury są trudniejsze i czas ich realizacji dłuższy, ale to nie jest tak, że sąsiedzi z danej wspólnoty mieszkaniowej są bezradni i nic nie mogą. To nie jest tak, że "wolnoć Tomku w swoim domku" i wszystko wolno takim lokalnym Sebusiom i Januszom biznesu. Tymczasem ruch należy do spółdzielni i jej obsługi prawnej. Czekam na telefon od nich
ludzie mający takie hoteliki za ścianą narzekają na niedogodności wynikające z krótkoterminowego (czasami bardzo krótkoterminowego) sąsiedztwa. Stary spór - człowiek osiadły-nomad. Osiadli jakoś muszą się wzajemnie dostosować i mają wspólny interes w zachowaniu otoczenia (śmieci na trawniku lepiej nie, bo lepiej wygląda trawnik zadbany), nomadzi nie, w każdej chwili mogą pójść dalej.
Wszystko zależy ile osób właściciel mieszkania zgłosił w spółdzielni - u nas tak robią że mieszka kilka do 10 osób, a deklarują w S-ni np jedną bo opłaty za śmieci są od osoby.
Jak się kasa zgadzać będzie to Sp-nia nic nie zrobi. Nie będzie burd, robactwa i bójek to nic im nie zrobią, a nawet jak coś się pojawi to sprawa wlec się będzie...
@marniok powiedział(a):
U mnie wychodzi 10,5 m^2/os
Zapewne jesteśmy "przekleństwem" dla sąsiadów takich jak Edzio...
U mnie życie rodzinne toczy się 20/24 h. Od 5 rano (czasem wcześniej) do północy wydajemy odgłosy funkcjonowania - drzwi, sprzątanie, pranie, rozmowy o różnym nasileniu, ekspres do kawy jest ciut za głośny nawet jak dla mnie, czasem talerz lub garnek spadnie na podłogę, po schodach schodzimy np we trójkę naraz, a w niedzielę to i w szóstkę więc hałas musi być że hohoho..
Czasem głośność ponad miarę wynika z relacji bratersko-braterskich i siostrzanych rozstrzyganych przez rodziców.
Po kaloryferach nie walimy, pod nami lokal pusty - kiedyś był tam gabinet stomatologiczny i ginekologiczny a teraz staruszkowie lekarze chyba zrezygnowali ale nic się tam nie dzieje więc Tupac możemy do woli.
Nad nami małżeństwo ma osobliwy zwyczaj dyskusji bardzo głośnych wszczynanych ok 22.00 - politycznie się żrą. Ale już się przyzwyczaiłem.
I jak?
Nadajemy się na donos czy eksmisję?
A progeniturze wpadło do głowy aby przed wyjazdem na narty urządzić ganianego w butach narciarskich? Bo trzem synom mojego kolegi to i owszem!
A średni chodził do szkoły muzycznej w klasie skrzypieć... skrzypiec oczywiście, a jak się już trochę nauczył, to młodszy brat poszedł w jego ślady? Bo kolega miał to szczęście.
@Eden powiedział(a):
Koleżanko @Mania mi za bardzo nie zależy na tym, żeby ci cudzoziemscy nowi sąsiedzi mnie polubili, tylko żeby dali żyć w normalnych warunkach. Ale śmierci, ani niczego złego, broń Boże im nie życzę ☝️
Po prostu przypomniała mi się jedna z dziwniejszych historii w moim życiu i musiałam się nią podzielić - bez żadnego zamysłu, więc sorry za offtopik.
@marniok powiedział(a):
Wszystko zależy ile osób właściciel mieszkania zgłosił w spółdzielni - u nas tak robią że mieszka kilka do 10 osób, a deklarują w S-ni np jedną bo opłaty za śmieci są od osoby.
Jak się kasa zgadzać będzie to Sp-nia nic nie zrobi. Nie będzie burd, robactwa i bójek to nic im nie zrobią, a nawet jak coś się pojawi to sprawa wlec się będzie...
to więcej kłopotów. Np sortowanie śmieci - wspólnota może stracić zniżki za sortowanie śmieci, gdy czasowi lokatorzy nie mają czasu i chęci by sortować jak lokalne jelenie.
Wynika z powyższego, że dani nachodźcy prowadzą się wręcz nienagannie, więc nie jest jasne czy kol. Eden będzie miał podstawę do żądania ich deportacji z zajmowanego lokalu.
@marniok powiedział(a):
Wszystko zależy ile osób właściciel mieszkania zgłosił w spółdzielni - u nas tak robią że mieszka kilka do 10 osób, a deklarują w S-ni np jedną bo opłaty za śmieci są od osoby.
Jak się kasa zgadzać będzie to Sp-nia nic nie zrobi. Nie będzie burd, robactwa i bójek to nic im nie zrobią, a nawet jak coś się pojawi to sprawa wlec się będzie...
to więcej kłopotów. Np sortowanie śmieci - wspólnota może stracić zniżki za sortowanie śmieci, gdy czasowi lokatorzy nie mają czasu i chęci by sortować jak lokalne jelenie.
Eeeee no, na takie kłopoty jest proste rozwiązanie przecież - podwyżka stawek
@Wielen powiedział(a):
Wynika z powyższego, że dani nachodźcy prowadzą się wręcz nienagannie, więc nie jest jasne czy kol. Eden będzie miał podstawę do żądania ich deportacji z zajmowanego lokalu.
Jeżeli się okaże, że lokalny Sebuś- właściciel mieszkania, zgłosił do spółdzielni pod kątem opłat za śmieci, do magistratu w celu zameldowania i do skarbówki w celu fiskalnym tylko 3 sztuki (tak, podczas pierwszej rozmowy telefonicznej mi oznajmił, że zostało zapisane w umowie najmu mieszkania, podczas drugiej rozmowy powiedział już, że 5 sztuk, a finalnie okazuje się że jest tam 6 albo i 7 sztuk... trudno na razie doliczyć się precyzyjnie), to ja jeszcze zrobię dobry uczynek względem tych 3 "sąsiadów" nachodźczych zapisanych w umowie. Stosowne służby deportują nadmiarowe 3-4 sztuki i tamtym zapisanym w umowie 3 sztukom wyraźnie poprawi się przestrzeń życiowa i komfort pobytu w tymże lokum. A przy okazji wyraźny komfort współżycia we wspólnym budynku odczuję i ja i inni sąsiedzi. Wkurwiony tylko będzie lokalny Janusz biznesu, który na ograniczonej powierzchni mieszkania (tylko 52 m.) chciał upchać jak najwięcej swoich pracowników (a niech załatwi tym potencjalnie deportowanym inne lokum, stać go, gwarantuję). A także lokalny Sebuś, któremu spadnie uzysk z wynajmu tegoż lokum. Jak widzicie nie mam większych pretensji do "sąsiadów" nachodźców zza ściany (na razie zachowują się poprawnie, na razie podkreślam). Mam natomiast je do bugodrzańskich cwaniaków
@marniok powiedział(a):
Wszystko zależy ile osób właściciel mieszkania zgłosił w spółdzielni - u nas tak robią że mieszka kilka do 10 osób, a deklarują w S-ni np jedną bo opłaty za śmieci są od osoby.
Jak się kasa zgadzać będzie to Sp-nia nic nie zrobi. Nie będzie burd, robactwa i bójek to nic im nie zrobią, a nawet jak coś się pojawi to sprawa wlec się będzie...
to więcej kłopotów. Np sortowanie śmieci - wspólnota może stracić zniżki za sortowanie śmieci, gdy czasowi lokatorzy nie mają czasu i chęci by sortować jak lokalne jelenie.
Eeeee no, na takie kłopoty jest proste rozwiązanie przecież - podwyżka stawek
Komentarz
Uciążliwej sąsiadce zawdzięczam poznanie jednej z moich najlepszych przyjaciółek.
Byłam świeżo zasiedloną lokatorką 16,5 metrowej kawalerki, na IV piętrze w gomułkowskim budynku przy Pl.Zawiszy. I czułam się szczęśliwa jak milionerka. Tyle, że o 2, 3 nad ranem ktoś nade mną szurał taboretem i walił w kaloryfer. Wytrzymałam kilka bezsennych nocy, ale którejś nocy włożyłam szlafrok i poszłam zrobić porządek. Przemierzałam kolejne piętra, bo na 5, 6 i 7 było cicho, aż doszłam do 8 piętra, skąd dochodził hałas. Zapukałam do drzwi i czekałam, a w tym czasie dołączyła do mnie osoba w moim wieku, która mieszkała pode mną na 3 piętrze i myślała, że to ja hałasuję. Obie byłyśmy zdziwione, że hałas dochodzi z 8 piętra a słychać go było jakby był nad naszymi głowami.
Hałas ucichł, drzwi otworzyła staruszka o szalonych oczach, która powiedziała, że chce wypłoszyć hołotę z budynku. Powiedziałam, że rozumiem, ale ja nie jestem hołotą i chciałabym spać w nocy. Po dłuższych negocjacjach obiecała, że pozwoli nam spać. Zeszłyśmy na dół z sąsiadką z 3 piętra, po drodze przedstawiłyśmy się sobie. Jola okazała się dr-em med, dziś jest już profesorem. Minęły lata, a my się nadał przyjaźnimy.
PS. Psychicznie chora staruszka jakoś mnie polubiła, mniej hałasowała i zmarła za kilka m-cy.
Pan Bóg jest wielki!
Koleżanko @Mania mi za bardzo nie zależy na tym, żeby ci cudzoziemscy nowi sąsiedzi mnie polubili, tylko żeby dali żyć w normalnych warunkach. Ale śmierci, ani niczego złego, broń Boże im nie życzę ☝️
Więc pozostaje pytanie co to znaczy "normalne warunki". Jak jest na miejscu to wiesz tylko Ty. Z tego co piszesz nie robią tam imprez, nie dobijają się do sąsiadów, nie sikają na klatce schodowej, nie wyrzucają śmieci przez okno itd.
Jest ich za to dużo. Każdy człowiek robi wokół siebie trochę szumu, ich jest kilkoro to robią go kilka razy więcej. Obstawiam że globalnie mniej niż np. dwójka małych dzieci, pies pozostawiony na 8 godzin czy imprezowy student - ale jak pisałem, jak jest na miejscu to już sam wiesz.
Tyle że jeśli nie ma w regulaminie spółdzielni ile osób może mieszkać w lokalu (a w Polsce jeszcze się z czymś takim nie spotkałem), to może mieszkać ile chce.
U mnie wychodzi 10,5 m^2/os
Zapewne jesteśmy "przekleństwem" dla sąsiadów takich jak Edzio...
U mnie życie rodzinne toczy się 20/24 h. Od 5 rano (czasem wcześniej) do północy wydajemy odgłosy funkcjonowania - drzwi, sprzątanie, pranie, rozmowy o różnym nasileniu, ekspres do kawy jest ciut za głośny nawet jak dla mnie, czasem talerz lub garnek spadnie na podłogę, po schodach schodzimy np we trójkę naraz, a w niedzielę to i w szóstkę więc hałas musi być że hohoho..
Czasem głośność ponad miarę wynika z relacji bratersko-braterskich i siostrzanych rozstrzyganych przez rodziców.
Po kaloryferach nie walimy, pod nami lokal pusty - kiedyś był tam gabinet stomatologiczny i ginekologiczny a teraz staruszkowie lekarze chyba zrezygnowali ale nic się tam nie dzieje więc Tupac możemy do woli.
Nad nami małżeństwo ma osobliwy zwyczaj dyskusji bardzo głośnych wszczynanych ok 22.00 - politycznie się żrą. Ale już się przyzwyczaiłem.
I jak?
Nadajemy się na donos czy eksmisję?
hehe eden społeczniak, karma wraca, się wyżywasz na ludziach, niczemu niewinnym, marniok dobrze to podsumował, intwerwencja z powodu trzaskania drzwiami i gośnej rozmowy xdddddd
i jeszcze brak informacji o opiniach innych sąsiadów na temat tych robotników, czyli Eden skazany na Januszy bugodrzańskich, jeszcze samotny w swojej męce, to za dużo
z rad to mogę dać, żebyś znalazł kogoś innego do tego lokalu, bo musisz dać alternatywę, jak chcesz żeby traktować robotników jako element do wykluczenia, a nie tylko element do walki
Zazwyczaj "hałaśliwe" (tj. zachowujące się normalnie jak na swój wiek) dzieci bardzo przeszkadzają kobietom w średnim wieku po aborcjach.
Kulego, opinię innych sąsiadów o uciążliwości tychże "sąsiadów" nachodźców będę miał, kiedy przyjdzie na to czas. I to odpowiednią. Bo ewidentnie został złamany regulamin spółdzielni co do warunków użyteczności lokali, niezależnie od ich formy własności. Oczywiście, gdyby to było mieszkanie lokatorskie, a nie własnościowe, to piłka byłaby krótka i sprawa szybko rozwiązana. W przypadku mieszkania własnościowego procedury są trudniejsze i czas ich realizacji dłuższy, ale to nie jest tak, że sąsiedzi z danej wspólnoty mieszkaniowej są bezradni i nic nie mogą. To nie jest tak, że "wolnoć Tomku w swoim domku" i wszystko wolno takim lokalnym Sebusiom i Januszom biznesu. Tymczasem ruch należy do spółdzielni i jej obsługi prawnej. Czekam na telefon od nich
ludzie mający takie hoteliki za ścianą narzekają na niedogodności wynikające z krótkoterminowego (czasami bardzo krótkoterminowego) sąsiedztwa. Stary spór - człowiek osiadły-nomad. Osiadli jakoś muszą się wzajemnie dostosować i mają wspólny interes w zachowaniu otoczenia (śmieci na trawniku lepiej nie, bo lepiej wygląda trawnik zadbany), nomadzi nie, w każdej chwili mogą pójść dalej.
Wszystko zależy ile osób właściciel mieszkania zgłosił w spółdzielni - u nas tak robią że mieszka kilka do 10 osób, a deklarują w S-ni np jedną bo opłaty za śmieci są od osoby.
Jak się kasa zgadzać będzie to Sp-nia nic nie zrobi. Nie będzie burd, robactwa i bójek to nic im nie zrobią, a nawet jak coś się pojawi to sprawa wlec się będzie...
A progeniturze wpadło do głowy aby przed wyjazdem na narty urządzić ganianego w butach narciarskich? Bo trzem synom mojego kolegi to i owszem!
A średni chodził do szkoły muzycznej w klasie skrzypieć... skrzypiec oczywiście, a jak się już trochę nauczył, to młodszy brat poszedł w jego ślady? Bo kolega miał to szczęście.
Narty i buty trzymaliśmy w domku na wsi ale w użyciu były: hulajka, fotele na kółkach, wrotki, rolki, rower. No i nieśmiertelna piłka
Z grających to gitarra i keyboard.
Po prostu przypomniała mi się jedna z dziwniejszych historii w moim życiu i musiałam się nią podzielić - bez żadnego zamysłu, więc sorry za offtopik.
to więcej kłopotów. Np sortowanie śmieci - wspólnota może stracić zniżki za sortowanie śmieci, gdy czasowi lokatorzy nie mają czasu i chęci by sortować jak lokalne jelenie.
Wynika z powyższego, że dani nachodźcy prowadzą się wręcz nienagannie, więc nie jest jasne czy kol. Eden będzie miał podstawę do żądania ich deportacji z zajmowanego lokalu.
Eeeee no, na takie kłopoty jest proste rozwiązanie przecież - podwyżka stawek
Jeżeli się okaże, że lokalny Sebuś- właściciel mieszkania, zgłosił do spółdzielni pod kątem opłat za śmieci, do magistratu w celu zameldowania i do skarbówki w celu fiskalnym tylko 3 sztuki (tak, podczas pierwszej rozmowy telefonicznej mi oznajmił, że zostało zapisane w umowie najmu mieszkania, podczas drugiej rozmowy powiedział już, że 5 sztuk, a finalnie okazuje się że jest tam 6 albo i 7 sztuk... trudno na razie doliczyć się precyzyjnie), to ja jeszcze zrobię dobry uczynek względem tych 3 "sąsiadów" nachodźczych zapisanych w umowie. Stosowne służby deportują nadmiarowe 3-4 sztuki i tamtym zapisanym w umowie 3 sztukom wyraźnie poprawi się przestrzeń życiowa i komfort pobytu w tymże lokum. A przy okazji wyraźny komfort współżycia we wspólnym budynku odczuję i ja i inni sąsiedzi. Wkurwiony tylko będzie lokalny Janusz biznesu, który na ograniczonej powierzchni mieszkania (tylko 52 m.) chciał upchać jak najwięcej swoich pracowników (a niech załatwi tym potencjalnie deportowanym inne lokum, stać go, gwarantuję). A także lokalny Sebuś, któremu spadnie uzysk z wynajmu tegoż lokum. Jak widzicie nie mam większych pretensji do "sąsiadów" nachodźców zza ściany (na razie zachowują się poprawnie, na razie podkreślam). Mam natomiast je do bugodrzańskich cwaniaków
dla wszystkich