XXII. Arcangelo Corelli - Sonaty op. 3, Rzym 1689 r.
Corelli, działający w papieskim Rzymie, nie był oczywiście pierwszym, który tworzył muzykę
głównie instrumentalną - we Włoszech był nim Frescobaldi, na północy Sweelinck i wirginaliści angielscy, którzy działali nawet ok. 100 lat wcześniej.
Przełom polegał na czymś innym - po pierwsze uproszczeniu struktury muzycznej, w zasadzie do jednej melodii z towarzyszeniem basso continuo (Bukofzer nazywa to wręcz "homofonią continuo"), po drugie na ukształtowaniu dwóch gatunków, o dość ścisłej formie, którzy inni kopiowali przez kolejne 60 lat.
Pierwszym z tych gatunków była sonata triowa, tzw. kościelna. Trzy głosy (2 normalne + basso continuo), 4 części - wolny wstęp, najbardziej skomplikowana część druga (zazwyczaj fuga), kolejna część wolna na wyciszenie, szybki finał.
Forma "chwyciła", bo świetnie odpowiada temu, jak utrzymać uwagę słuchacza - najbardziej skomplikowaną materię podać na początek, potem coraz prostsze, a części szybsze przeplatać wolnymi.
... no to skoro najtrudniejsze na początek, to po co ten wolny wstęp? Znakomite pytanie - czy poprzedzać "danie główne" wolnym wstępem to już robi się różnie, aż do XX wieku. Ale z częścią wolną czy bez, na takim schemacie oparta jest większość muzyki instrumentalnej także w późniejszych epokach.
Co do dat.
Jak się układa taką listę top100 to moim zdaniem trzeba sobie dać jakieś kryteria wyboru, bardziej zobiektywizowane, bo równie dobrze bez hamulców mogę dać 100 utworów Mozarta, które znam i lubię. Więc ja przyjąłem założenie chronologiczne, bo muzyka najbardziej zmienia się w czasie, więc to daje dużą różnorodność. Po drugie mnie interesuje nie tylko muzyka jako taka, ale też jej historia.
Natomiast, co już podkreślałem chyba przy sonatach Castella, nie wrzucam utworów tylko dlatego, że są "stare", czy "pierwsze", wrzucam takie, które uważam, że warto posłuchać także dziś. Cykl nie zaczyna się od najstarszej zachowanej opery ("Eurydyka" Periego) tylko od pierwszej znakomitej ("Orfeusz" Monteverdiego).
To jest też wątek, a nie blog. Zachęcam innych także do wrzucania muzyki, która im się podoba.
I. Monteverdi, Orfeusz, Mantua, 1607
II. Monteverdi, Nieszpory maryjne, Mantua, 1610
III. Mikołaj Zieleński, Offertoria et Communiones, Wenecja, 1611
IV. Carlo Gesualdo, Responsoria na Wielki Tydzień, Venosa, 1611
V. Girolamo Frescobaldi, Toccate e partite d'intavolatura di cimbalo, libro primo, Rzym, 1615
VI. Samuel Scheidt, Ludi Musici, Hamburg, 1621
VII. Dario Castello, Sonate Concertate in Stil Moderno, Libro II, Wenecja, 1629
VIII. Girolamo Frescobaldi, Arie musicali, Florencja, 1630
IX. Heinrich Schütz, Musikalische Exequien, Gera - Turyngia, 1635/1636
X. Gregorio Allegri, Miserere, Rzym, ok. 1637
XI. Giovanni Carissimi, Jephte, Rzym, 1648
XII. Johann Jacob Froberger, Partita auf die Mayerin, Wiedeń (?), 1649
XIII. Ballet Royal de la Nuit, Paryż 1653 r.
XIV. Bartłomiej Pękiel, Missa concertata La Lombardesca, Warszawa, nie później niż 1656 r.
XV. Heinrich Schütz, Magnificat, Uppsala, 1665
XVI. Pękiel, Missa pulcherrima, nie później niż 1669 r.
XVII. Johann Rosenmüller, Nieszpory, Wenecja ok. 1675 r.
XVIII. Heinrich Ignatz Franz von Biber, Sonaty Różańcowe, Salzburg, ok. 1676-78.
XIX. Dietrich Buxtehude, Membra Iesu Nostri, Lubeka, 1680 r.
XX. Heinrich Ignatz Franz von Biber, Missa Salisburgensis, Salzburg, 1682 r.
XXI. Henry Purcell - Dydona i Eneasz, Londyn, 1689 r.
XXII. Arcangelo Corelli - Sonaty op. 3, Rzym, 1689 r.
XXIII. Henry Purcell, The Fairy Queen, Londyn 1692 r.
Jeśli ktoś miał niedosyt z uwagi na zbyt krótką "Dydonę i Eneasz", tym razem mamy już dzieło dłuższe, z istoty też bardziej pogodne, bo oparte na "Śnie nocy letniej" Szekspira. Dłuższa, ale w katalogach znajdziecie, że to semi-opera, czyli pół-opera. A czemu pół? Bo to opera połączona z elementami teatru, takiego mówionego, tańcami itd. Potem coś takiego będzie się nazywało w Niemczech singspielem, a w Hiszpanii zarzuelą. A w Ameryce musicalem. Wydaje się, że - jeśli chcemy jak wynalazcy opery, by przypominała możliwie najbliżej starogrecki teatr - to najbliższe ideałowi, bo tam raczej sporo też deklamowali.
Mnie to przyznam szczerze podoba się średnio, dla mnie idealna opera to po prostu wielki koncert wokalny, czasami orkiestrowo-wokalny, a sama akcja uważam jest wtórna. Dziś też często nawet takie semi-opery nagrywa się samą muzykę, zwłaszcza na płytę cd, bez obrazu.
Więc w tym przypadku uważam, że zwłaszcza przednia jest muzyka. Jest też, co zwłaszcza w operach lubię, przegląd różnych form, są arie, duety, sporo fragmentów tanecznych czy orkiestrowych - takie "the best of" z ówczesnej Anglii.
Purcell trzy lata po premierze umarł, miał 36 lat, mniej więcej tyle, ile Mozart.
Razem z nim angielskich kompozytorów zostawiamy na długo, ale do opery i to w Anglii wrócimy dość szybko.
Komentarz
XXII. Arcangelo Corelli - Sonaty op. 3, Rzym 1689 r.
Corelli, działający w papieskim Rzymie, nie był oczywiście pierwszym, który tworzył muzykę
głównie instrumentalną - we Włoszech był nim Frescobaldi, na północy Sweelinck i wirginaliści angielscy, którzy działali nawet ok. 100 lat wcześniej.
Przełom polegał na czymś innym - po pierwsze uproszczeniu struktury muzycznej, w zasadzie do jednej melodii z towarzyszeniem basso continuo (Bukofzer nazywa to wręcz "homofonią continuo"), po drugie na ukształtowaniu dwóch gatunków, o dość ścisłej formie, którzy inni kopiowali przez kolejne 60 lat.
Pierwszym z tych gatunków była sonata triowa, tzw. kościelna. Trzy głosy (2 normalne + basso continuo), 4 części - wolny wstęp, najbardziej skomplikowana część druga (zazwyczaj fuga), kolejna część wolna na wyciszenie, szybki finał.
Forma "chwyciła", bo świetnie odpowiada temu, jak utrzymać uwagę słuchacza - najbardziej skomplikowaną materię podać na początek, potem coraz prostsze, a części szybsze przeplatać wolnymi.
... no to skoro najtrudniejsze na początek, to po co ten wolny wstęp? Znakomite pytanie - czy poprzedzać "danie główne" wolnym wstępem to już robi się różnie, aż do XX wieku. Ale z częścią wolną czy bez, na takim schemacie oparta jest większość muzyki instrumentalnej także w późniejszych epokach.
Corelli napisał kilka cykli takich sonat, moim ulubionym jest ten z 1689 r., czyli op. 3.
https://archive.org/details/12_20260105_20260105
@trep
Co do dat.
Jak się układa taką listę top100 to moim zdaniem trzeba sobie dać jakieś kryteria wyboru, bardziej zobiektywizowane, bo równie dobrze bez hamulców mogę dać 100 utworów Mozarta, które znam i lubię. Więc ja przyjąłem założenie chronologiczne, bo muzyka najbardziej zmienia się w czasie, więc to daje dużą różnorodność. Po drugie mnie interesuje nie tylko muzyka jako taka, ale też jej historia.
Natomiast, co już podkreślałem chyba przy sonatach Castella, nie wrzucam utworów tylko dlatego, że są "stare", czy "pierwsze", wrzucam takie, które uważam, że warto posłuchać także dziś. Cykl nie zaczyna się od najstarszej zachowanej opery ("Eurydyka" Periego) tylko od pierwszej znakomitej ("Orfeusz" Monteverdiego).
To jest też wątek, a nie blog. Zachęcam innych także do wrzucania muzyki, która im się podoba.
I. Monteverdi, Orfeusz, Mantua, 1607
II. Monteverdi, Nieszpory maryjne, Mantua, 1610
III. Mikołaj Zieleński, Offertoria et Communiones, Wenecja, 1611
IV. Carlo Gesualdo, Responsoria na Wielki Tydzień, Venosa, 1611
V. Girolamo Frescobaldi, Toccate e partite d'intavolatura di cimbalo, libro primo, Rzym, 1615
VI. Samuel Scheidt, Ludi Musici, Hamburg, 1621
VII. Dario Castello, Sonate Concertate in Stil Moderno, Libro II, Wenecja, 1629
VIII. Girolamo Frescobaldi, Arie musicali, Florencja, 1630
IX. Heinrich Schütz, Musikalische Exequien, Gera - Turyngia, 1635/1636
X. Gregorio Allegri, Miserere, Rzym, ok. 1637
XI. Giovanni Carissimi, Jephte, Rzym, 1648
XII. Johann Jacob Froberger, Partita auf die Mayerin, Wiedeń (?), 1649
XIII. Ballet Royal de la Nuit, Paryż 1653 r.
XIV. Bartłomiej Pękiel, Missa concertata La Lombardesca, Warszawa, nie później niż 1656 r.
XV. Heinrich Schütz, Magnificat, Uppsala, 1665
XVI. Pękiel, Missa pulcherrima, nie później niż 1669 r.
XVII. Johann Rosenmüller, Nieszpory, Wenecja ok. 1675 r.
XVIII. Heinrich Ignatz Franz von Biber, Sonaty Różańcowe, Salzburg, ok. 1676-78.
XIX. Dietrich Buxtehude, Membra Iesu Nostri, Lubeka, 1680 r.
XX. Heinrich Ignatz Franz von Biber, Missa Salisburgensis, Salzburg, 1682 r.
XXI. Henry Purcell - Dydona i Eneasz, Londyn, 1689 r.
XXII. Arcangelo Corelli - Sonaty op. 3, Rzym, 1689 r.
Zgubił Kolega Schütza Magnificat Uppsala z 1665 r., jest na trzeciej stronie wątku z nr XV.
XXIII. Henry Purcell, The Fairy Queen, Londyn 1692 r.
Jeśli ktoś miał niedosyt z uwagi na zbyt krótką "Dydonę i Eneasz", tym razem mamy już dzieło dłuższe, z istoty też bardziej pogodne, bo oparte na "Śnie nocy letniej" Szekspira. Dłuższa, ale w katalogach znajdziecie, że to semi-opera, czyli pół-opera. A czemu pół? Bo to opera połączona z elementami teatru, takiego mówionego, tańcami itd. Potem coś takiego będzie się nazywało w Niemczech singspielem, a w Hiszpanii zarzuelą. A w Ameryce musicalem. Wydaje się, że - jeśli chcemy jak wynalazcy opery, by przypominała możliwie najbliżej starogrecki teatr - to najbliższe ideałowi, bo tam raczej sporo też deklamowali.
Mnie to przyznam szczerze podoba się średnio, dla mnie idealna opera to po prostu wielki koncert wokalny, czasami orkiestrowo-wokalny, a sama akcja uważam jest wtórna. Dziś też często nawet takie semi-opery nagrywa się samą muzykę, zwłaszcza na płytę cd, bez obrazu.
Więc w tym przypadku uważam, że zwłaszcza przednia jest muzyka. Jest też, co zwłaszcza w operach lubię, przegląd różnych form, są arie, duety, sporo fragmentów tanecznych czy orkiestrowych - takie "the best of" z ówczesnej Anglii.
Purcell trzy lata po premierze umarł, miał 36 lat, mniej więcej tyle, ile Mozart.
Razem z nim angielskich kompozytorów zostawiamy na długo, ale do opery i to w Anglii wrócimy dość szybko.
https://archive.org/details/lp_the-fairy-queen-complete-recording_henry-purcell-st-anthony-singers-the-bo