Zasada ogólna jest taka, że im bardziej otwarta gospodarka tym lepiej. W Skandynawii można przetrzepać dane podatkowe dowolnej osoby i firmy. Mimo przebrzydłego socjalizmu, ekonomicznie mają się znakomicie.
@celnik.mateusz powiedział(a):
Jest pokusa, jest ryzyko i jest też odpowiedzialność karna. Dane kto, kiedy i po co logował się do systemu są rejestrowane.
Nu, nawet na milicji jest tak, że jak poprosisz milicjanta, żeby ci sprawdził znajomka, to on odpowiada: "Stary, pogieno cie? Wszystkie sprawdzenia są logowane i potem mie kontrol beńdzie smażyć, dlapoczemuż sprawdzałem dziada bez rozkazu".
ja pamiętam jak dziennikarz (Stankiewicz) powiedział na wizji, że sprawdzenie posiadanych przez rozmówcę nieruchomości to pikuś i w parę minut miał dane. Potem domniemano, że był to pikuś bo żona dziennikarza była komornikiem mającym niestandardowy dostęp do ksiąg wieczystych. Nie słyszałam, by jakaś prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo.
Pani urzędniczka skarbowa też wpadła na sprawdzaniu finansów niezmiernie wielu znajomych i innych postronnych, ale dopiero po sprawdzeniu danych prezydenta. Nikogo nie uruchomił fakt sprawdzania danych byłego męża itp.
O mniej publicznych przypadkach sprawdzania zagregowanych danych w bazach prowadzonych przez państwo nie napiszę.
No tak, niestety ludzie popełniają przestępstwa, ale gospodarka się od tego nie rozpadła.
nie od razu. W takich dużych systemach pojedynczy błąd jest pomijalny. Ale każdy kolejny spowalnia procesy, wygasza, przenosi się na inne procesy.
Myślałam o tym czytając "Imię Róży" - ta płonąca biblioteka, te płonące unikaty. Większą szansą na ich przetrwanie jest rozproszenie zbioru ksiąg. Zawsze coś zostanie.
I napiszę jeszcze raz - vat jest tak skonstruowany, że podobnie jak paczkomaty, będzie funkcjonował tylko w otoczeniu ludzi poczciwych i niezdesperowanych, najlepiej osiadłych, więc wiążących powodzenie swoje i swoich potomnych z tym miejscem. Jeśli pojawią się ludzie gotowi do kwestionowania porządku albo przebywający tu chwilowo, a wiemy, że się pojawili, przestanie działać. Oczywiście KSEF jest odpowiedzią na problem, pozwoli zacieśnić system kontroli, jego wprowadzenie jest oczywistością. Ale równocześnie stwarza poważny problem, jak ten, który opisałam, a pewnie i wiele innych. To tak jak z przechowywaniem amunicji - trzeba to robić wyłącznie w bardzo dziwnych dla innych przedmiotów warunkach. Albo rozproszyć.
@los powiedział(a):
Zasada ogólna jest taka, że im bardziej otwarta gospodarka tym lepiej. W Skandynawii można przetrzepać dane podatkowe dowolnej osoby i firmy. Mimo przebrzydłego socjalizmu, ekonomicznie mają się znakomicie.
Ależ gospodarka Szwecji jest skazana na nieuchronny upadek, jest to prawda którą poznałem z lektury Najwyższego Czasu nie bez kozery trzydzieści pięć lat temu.
Zaczynają się rozważania o przedterminowych wyborach jako planu Tuska na ucieczkę do przodu. Ruchy Morawieckiego wpisują się podskórne ruchy tworzenia 'partii biznesu', bo biznes zdał sobie sprawę, że Tusk i owszem biznes wspiera, no ale niemiecki.
Przypomnę tylko, że jak poprzednio 'biznes' usiłował robić coś swojego, to w rezultacie zamiast partii Balcerowicza powstał kabaret Petru.
@Eden powiedział(a):
Jak słyszę "partia biznesu" to dostaję od razu mdłości i mocniej trzymam się za swój portfel
nie wiadomo skąd pomysł, że biznes w całości ma wspólne interesy. Bar kanapkowy to zupełnie coś innego niż fabryka samochodów, a jedno i drugie jest biznesem.
@ms.wygnaniec powiedział(a): @rozum mnie zainspirował rozważaniami o demografii do hasła na wybory:
nie pozwólmy aby Jagodno zniszczyło nasze marzenia
albo w wersji łagodniejszej:
nie pozwólmy Tuskowi ukraść naszej przyszłości
Oj taki negatywizm. Serio nie da się w Tenkraju stworzyć Wielgiej Metanarracji, która porwie malkontentów.
Zresztą, któż miałby metanarrować? Ozyrys z natury jest do tego niezdolny; on to i w zwykłą bieżącą komunikację nie potrafi. Pewien kredyt zaufania dali wszyscy Rocky'emu, bo młody a przystojny, ale co z tego.
@ms.wygnaniec powiedział(a): @rozum mnie zainspirował rozważaniami o demografii do hasła na wybory:
nie pozwólmy aby Jagodno zniszczyło nasze marzenia
albo w wersji łagodniejszej:
nie pozwólmy Tuskowi ukraść naszej przyszłości
Oj taki negatywizm. Serio nie da się w Tenkraju stworzyć Wielgiej Metanarracji, która porwie malkontentów.
Jaki negatywizm? Bić urwy z Jagodna i Wilanowa to przeca Wielga Metanarracja!
W takie metanarracje to jednak najlepiej umi Brązowy: bić Żydów (przed wszystkimi), Ukraińców, Anglosasów, Eurokołchoźników ręka w rękę z J.E. W. Putinem!
Terminy w pracowniach MR sięgają już połowy października.
Jak tak dalej będzie to się może coś komuś w głowiźnie przestawi - to apropo wyborów.
Ciekawi mnie ideła która stanęła za tym pomysłem limitów w badaniach obrazowych.
Są wykluczenia (pediatra i onkologia) z limitów ale ogólnie nie widzę sensu w tym ruchu.
Oszczędności rzędu 800 mln w skali 20 kilku mld długu NFZ to jakiś pryszcz więc o co chodzi?
Tym sposobem diagnostyka się wydłuża, wykrywalność i profilaktyka pada na pysk a koszty leczenia tylko wzrosną w dłuższej perspektywie.
Na razie ludzie mają wkurw.
Jedynie co to zacierają ręce prywatni właściciele pracowni badań obrazowych bo ludziska płaczą i płacą.
Przykładowy sposób funkcjonowania popularnych hybryd państwowo - prywatnych wygląda tak że do 15.oo robią na NFZ (limit 24 badań/dziennie), a popołudnie opychają komercją. Do niedawna badań prywatnych było co kot napłakał ale teraz lawinowo to wzrasta (przykład znany mi osobiście - do niedawna pracownia MR wykonująca tylko prywatne badania ograniczyła się do dwóch dni w tygodniu po max 10 pacjentów - wielu z nich i tak nie przychodziło, jedynie ci z Pakietów).
Więc albo rząd chciał zrobić dobrze komercji albo za chwilę ogłosi że mu jednak bardzo zależy na zdrowiu rodaków i się wycofa z limitów (zakładam że będzie to styczeń 27r).
Nie wszystko można i należy przeliczać na osobiste korzyści (wyższa pensja, niższe bezrobocie, dostęp do badań i lekarzy). Możliwość oddychania powietrzem wolnym od PiS jest wartością wyższą.
@trep powiedział(a):
Nie wszystko można i należy przeliczać na osobiste korzyści (wyższa pensja, niższe bezrobocie, dostęp do badań i lekarzy). Możliwość oddychania powietrzem wolnym od PiS jest wartością wyższą.
Główny problem w dyskusjach na forum od wielu lat jest taki, że rozważania o wyborach skupiają się na grupie, która tak myśli.
To jest duża grupa. Więcej, to jest nawet zdecydowana większość wyborców obecnej koalicji. Jest ich jakieś 40% całego elektoratu.
Ale 40% elektoratu głosowało na tę grupę we wszystkich wyborach w latach 2015-25 r., czyli zarówno wygranych jak i przegranych. Czyli jest ich dużo, ale za mało na wygraną.
Wygraną w polskich warunkach zapewnić mogą dwie rzeczy:
1. wyjątkowo korzystne rozłożenie wyborców po swojej stronie i niekorzystne po stronie opozycji,
Tu trzeba się bardzo postarać - w 2015 r. udało się, bo pod próg poszło ok. 15% głosów - z tego 10% po stronie lewej.
Żeby to się powtórzyło a rebours, musiałyby powstać po stronie prawej dwie listy, które nie przekroczyłyby progu - np. Braun i rzekoma partia Morawieckiego na poziomie 4,8% każda. To nie jest niemożliwe, ale na dziś jest mało realne.
przyciągnięcie ok. 6-7% płynnego elektoratu, który zapewnia większość.
Te 6-7% elektoratu jest poza główną grupą (ok. 40%), o której jest dużo na forum. Wydaje się, że w 2023 r. głosowali głównie na TD, ale odeszli od niej już na wiosnę 2024 r. A gdzie? głównie do PiS i Konfy. Potem z kolei PiS trochę stracił na rzecz znowu Konfy i Brauna, Konfa na rzecz Brauna. Ale ten elektorat nie wrócił już na stronę koalicji.
A co to oznacza? To Tusk musiałby go jakoś odzyskać. Nie "nie stracić" - odzyskać.
Zapewne masz rację, ja jednak nie spotkałem nikogo, kto by zadeklarował w rozmowie przepływ ze strony stronnictwa zdrady narodowej do stronnictwa patriotycznego. Słyszałem (i opisywałem) rozgoryczonych byciem "oszukanym" przez Wujownię, rejestruję zwiększenie sympatii do onuc. Ale żeby ktoś powiedział: głosiowałem na wujownię, oszukano mnie, wujownia okazał się tuskiem, teraz już widzę, że za PiS było dobrze - takiego kogoś nie poznałem nigdy (nie twierdzę, że go nie ma). Nigdy też o nim nie słyszałem. Obawiam się, ze zaszczepiona przez ZiS nienawiść do PiS jest tak wielka, że odpycha ona od jakiegokolwiek logicznego myślenia powiązanego z tą nazwą.
@trep powiedział(a):
Zapewne masz rację, ja jednak nie spotkałem nikogo, kto by zadeklarował w rozmowie przepływ ze strony stronnictwa zdrady narodowej do stronnictwa patriotycznego. Słyszałem (i opisywałem) rozgoryczonych byciem "oszukanym" przez Wujownię, rejestruję zwiększenie sympatii do onuc. Ale żeby ktoś powiedział: głosiowałem na wujownię, oszukano mnie, wujownia okazał się tuskiem, teraz już widzę, że za PiS było dobrze - takiego kogoś nie poznałem nigdy (nie twierdzę, że go nie ma). Nigdy też o nim nie słyszałem. Obawiam się, ze zaszczepiona przez ZiS nienawiść do PiS jest tak wielka, że odpycha ona od jakiegokolwiek logicznego myślenia powiązanego z tą nazwą.
Niemniej jednak Nawrocki wybory wygrał (chyba że przyjmiemy wersję Giertycha...), a dwa lata wcześniej suma partii opozycyjnych (dziś koalicyjnych) to było 53,71%, jak jeszcze doliczymy, że na Trzaskowskiego głosuje część wyborców Konfy (raczej 25% niż jak myślą niektórzy 50% albo i 75%), to dojdziemy do 55,5%, które Trzaskowski powinien zgarnąć w II turze. Dostał 49,1%, czyli ok. 6,4% (jw. między 6 a 7%) w 2023 r. wolało którąś z partii opozycji, a w II turze wolało Trzaskowskiego. Jasne, ktoś umrze, ktoś nabędzie prawa wyborcze, ktoś nie pójdzie, ktoś pójdzie, kto nie poszedł wcześniej itd., ale dla uproszczenia przyjmujemy tzw. swing, czyli efektywny przepływ i on wynosi między 6 a 7%. Od 2025 r. to Tusk i jego koalicja muszą ich z powrotem pozyskiwać, partie szeroko pojętej prawicy wystarczy, że ich nie stracą.
Tak, być może różnica jest taka, że o co innego chodzi w wyborach parlamentarnych a o co innego w prezydenckich. Do tego jeszcze dochodzi taki niuans, że w prezydenckich liczą się głosiujący a w parlamentarnych jeszcze dodatkowo partie, politycy, łapówki, zastraszenia, zdrady, kontrakty itd. Dlatego było możliwe to, co się stało z Nawrockim a co mnie powstrzymuje od optymizmu w sprawie sejmu. No, ale nie mam żadnych argumentów poza moimi żalami, więc wycofuję się z rozmowy.
W wyborach 2019 r. i prezydenckich 2020 r. różnice były minimalne - przynajmniej jak chodzi o wynik PiS i Bosaka, po tamtej stronie Hołownia, który nie startował w 2019 r. zgarnął wyborców PSL i częściowo PO, z kolei Trzaskowski zgarnął lewicowych - ale ogólna proporcja PiS + Konfa vs. obecna koalicja była bardzo zbliżona.
I jeszcze migawka z ostatnich lat:
Sejm 2023: PO + Lewica + TD = 53,71%, PiS + Konfa = 42,54%
PE 2024: PO + Lewica + TD = 50,27%, PiS + Konfa = 48,24%
I tura 2025: PO + Lewica + TD = 46,53%, PiS + Konfy = 51,46% (nawet bez doliczania Stanowskiego, Bartoszewicza czy Wocha)
@marniok powiedział(a):
Terminy w pracowniach MR sięgają już połowy października.
Jak tak dalej będzie to się może coś komuś w głowiźnie przestawi - to apropo wyborów.
Ciekawi mnie ideła która stanęła za tym pomysłem limitów w badaniach obrazowych.
Są wykluczenia (pediatra i onkologia) z limitów ale ogólnie nie widzę sensu w tym ruchu.
Oszczędności rzędu 800 mln w skali 20 kilku mld długu NFZ to jakiś pryszcz więc o co chodzi?
Tym sposobem diagnostyka się wydłuża, wykrywalność i profilaktyka pada na pysk a koszty leczenia tylko wzrosną w dłuższej perspektywie.
Na razie ludzie mają wkurw.
Jedynie co to zacierają ręce prywatni właściciele pracowni badań obrazowych bo ludziska płaczą i płacą.
Przykładowy sposób funkcjonowania popularnych hybryd państwowo - prywatnych wygląda tak że do 15.oo robią na NFZ (limit 24 badań/dziennie), a popołudnie opychają komercją. Do niedawna badań prywatnych było co kot napłakał ale teraz lawinowo to wzrasta (przykład znany mi osobiście - do niedawna pracownia MR wykonująca tylko prywatne badania ograniczyła się do dwóch dni w tygodniu po max 10 pacjentów - wielu z nich i tak nie przychodziło, jedynie ci z Pakietów).
Więc albo rząd chciał zrobić dobrze komercji albo za chwilę ogłosi że mu jednak bardzo zależy na zdrowiu rodaków i się wycofa z limitów (zakładam że będzie to styczeń 27r).
Poparcie dla KO w grupie 50+ jest stałe i stabilne.
Będą umierać z imieniem Tuska na ustach niczym mordowani przez NKWD komuniści krzyczący "Za Stalina!" Jak powiedział pewien jego poprzednik: Point de rêveries, messieurs.
@rozum.von.keikobad powiedział(a):
Niemniej jednak Nawrocki wybory wygrał (chyba że przyjmiemy wersję Giertycha...), a dwa lata wcześniej suma partii opozycyjnych (dziś koalicyjnych) to było 53,71%, jak jeszcze doliczymy, że na Trzaskowskiego głosuje część wyborców Konfy (raczej 25% niż jak myślą niektórzy 50% albo i 75%), to dojdziemy do 55,5%, które Trzaskowski powinien zgarnąć w II turze. Dostał 49,1%, czyli ok. 6,4% (jw. między 6 a 7%) w 2023 r. wolało którąś z partii opozycji, a w II turze wolało Trzaskowskiego. Jasne, ktoś umrze, ktoś nabędzie prawa wyborcze, ktoś nie pójdzie, ktoś pójdzie, kto nie poszedł wcześniej itd., ale dla uproszczenia przyjmujemy tzw. swing, czyli efektywny przepływ i on wynosi między 6 a 7%. Od 2025 r. to Tusk i jego koalicja muszą ich z powrotem pozyskiwać, partie szeroko pojętej prawicy wystarczy, że ich nie stracą.
Dokładnie. Wystarczy, że są przepływy na linii głosujący/niegłosujący. To jest pod 10 milionów ludzi.
Komentarz
Zasada ogólna jest taka, że im bardziej otwarta gospodarka tym lepiej. W Skandynawii można przetrzepać dane podatkowe dowolnej osoby i firmy. Mimo przebrzydłego socjalizmu, ekonomicznie mają się znakomicie.
nie od razu. W takich dużych systemach pojedynczy błąd jest pomijalny. Ale każdy kolejny spowalnia procesy, wygasza, przenosi się na inne procesy.
Myślałam o tym czytając "Imię Róży" - ta płonąca biblioteka, te płonące unikaty. Większą szansą na ich przetrwanie jest rozproszenie zbioru ksiąg. Zawsze coś zostanie.
I napiszę jeszcze raz - vat jest tak skonstruowany, że podobnie jak paczkomaty, będzie funkcjonował tylko w otoczeniu ludzi poczciwych i niezdesperowanych, najlepiej osiadłych, więc wiążących powodzenie swoje i swoich potomnych z tym miejscem. Jeśli pojawią się ludzie gotowi do kwestionowania porządku albo przebywający tu chwilowo, a wiemy, że się pojawili, przestanie działać. Oczywiście KSEF jest odpowiedzią na problem, pozwoli zacieśnić system kontroli, jego wprowadzenie jest oczywistością. Ale równocześnie stwarza poważny problem, jak ten, który opisałam, a pewnie i wiele innych. To tak jak z przechowywaniem amunicji - trzeba to robić wyłącznie w bardzo dziwnych dla innych przedmiotów warunkach. Albo rozproszyć.
Ależ gospodarka Szwecji jest skazana na nieuchronny upadek, jest to prawda którą poznałem z lektury Najwyższego Czasu nie bez kozery trzydzieści pięć lat temu.
Zaczynają się rozważania o przedterminowych wyborach jako planu Tuska na ucieczkę do przodu. Ruchy Morawieckiego wpisują się podskórne ruchy tworzenia 'partii biznesu', bo biznes zdał sobie sprawę, że Tusk i owszem biznes wspiera, no ale niemiecki.
Przypomnę tylko, że jak poprzednio 'biznes' usiłował robić coś swojego, to w rezultacie zamiast partii Balcerowicza powstał kabaret Petru.
uruchomienie Morawieckiego wskazywałoby na wcześniejsze wybory. Tworzy sytuację, którą PO będzie musiało wykorzystać.
Jak słyszę "partia biznesu" to dostaję od razu mdłości i mocniej trzymam się za swój portfel
nie wiadomo skąd pomysł, że biznes w całości ma wspólne interesy. Bar kanapkowy to zupełnie coś innego niż fabryka samochodów, a jedno i drugie jest biznesem.
@rozum mnie zainspirował rozważaniami o demografii do hasła na wybory:
albo w wersji łagodniejszej:
Oj taki negatywizm. Serio nie da się w Tenkraju stworzyć Wielgiej Metanarracji, która porwie malkontentów.
Zresztą, któż miałby metanarrować? Ozyrys z natury jest do tego niezdolny; on to i w zwykłą bieżącą komunikację nie potrafi. Pewien kredyt zaufania dali wszyscy Rocky'emu, bo młody a przystojny, ale co z tego.
Instynkt przetrwania. Kto go nie ma, nie powinien przetrwać. Darwin.
Jaki negatywizm? Bić urwy z Jagodna i Wilanowa to przeca Wielga Metanarracja!
W takie metanarracje to jednak najlepiej umi Brązowy: bić Żydów (przed wszystkimi), Ukraińców, Anglosasów, Eurokołchoźników ręka w rękę z J.E. W. Putinem!
Terminy w pracowniach MR sięgają już połowy października.
Jak tak dalej będzie to się może coś komuś w głowiźnie przestawi - to apropo wyborów.
Ciekawi mnie ideła która stanęła za tym pomysłem limitów w badaniach obrazowych.
Są wykluczenia (pediatra i onkologia) z limitów ale ogólnie nie widzę sensu w tym ruchu.
Oszczędności rzędu 800 mln w skali 20 kilku mld długu NFZ to jakiś pryszcz więc o co chodzi?
Tym sposobem diagnostyka się wydłuża, wykrywalność i profilaktyka pada na pysk a koszty leczenia tylko wzrosną w dłuższej perspektywie.
Na razie ludzie mają wkurw.
Jedynie co to zacierają ręce prywatni właściciele pracowni badań obrazowych bo ludziska płaczą i płacą.
Przykładowy sposób funkcjonowania popularnych hybryd państwowo - prywatnych wygląda tak że do 15.oo robią na NFZ (limit 24 badań/dziennie), a popołudnie opychają komercją. Do niedawna badań prywatnych było co kot napłakał ale teraz lawinowo to wzrasta (przykład znany mi osobiście - do niedawna pracownia MR wykonująca tylko prywatne badania ograniczyła się do dwóch dni w tygodniu po max 10 pacjentów - wielu z nich i tak nie przychodziło, jedynie ci z Pakietów).
Więc albo rząd chciał zrobić dobrze komercji albo za chwilę ogłosi że mu jednak bardzo zależy na zdrowiu rodaków i się wycofa z limitów (zakładam że będzie to styczeń 27r).
Nie wszystko można i należy przeliczać na osobiste korzyści (wyższa pensja, niższe bezrobocie, dostęp do badań i lekarzy). Możliwość oddychania powietrzem wolnym od PiS jest wartością wyższą.
W końcu może się zapowietrzą i coś się odetka?
Główny problem w dyskusjach na forum od wielu lat jest taki, że rozważania o wyborach skupiają się na grupie, która tak myśli.
To jest duża grupa. Więcej, to jest nawet zdecydowana większość wyborców obecnej koalicji. Jest ich jakieś 40% całego elektoratu.
Ale 40% elektoratu głosowało na tę grupę we wszystkich wyborach w latach 2015-25 r., czyli zarówno wygranych jak i przegranych. Czyli jest ich dużo, ale za mało na wygraną.
Wygraną w polskich warunkach zapewnić mogą dwie rzeczy:
1. wyjątkowo korzystne rozłożenie wyborców po swojej stronie i niekorzystne po stronie opozycji,
Tu trzeba się bardzo postarać - w 2015 r. udało się, bo pod próg poszło ok. 15% głosów - z tego 10% po stronie lewej.
Żeby to się powtórzyło a rebours, musiałyby powstać po stronie prawej dwie listy, które nie przekroczyłyby progu - np. Braun i rzekoma partia Morawieckiego na poziomie 4,8% każda. To nie jest niemożliwe, ale na dziś jest mało realne.
Te 6-7% elektoratu jest poza główną grupą (ok. 40%), o której jest dużo na forum. Wydaje się, że w 2023 r. głosowali głównie na TD, ale odeszli od niej już na wiosnę 2024 r. A gdzie? głównie do PiS i Konfy. Potem z kolei PiS trochę stracił na rzecz znowu Konfy i Brauna, Konfa na rzecz Brauna. Ale ten elektorat nie wrócił już na stronę koalicji.
A co to oznacza? To Tusk musiałby go jakoś odzyskać. Nie "nie stracić" - odzyskać.
Zapewne masz rację, ja jednak nie spotkałem nikogo, kto by zadeklarował w rozmowie przepływ ze strony stronnictwa zdrady narodowej do stronnictwa patriotycznego. Słyszałem (i opisywałem) rozgoryczonych byciem "oszukanym" przez Wujownię, rejestruję zwiększenie sympatii do onuc. Ale żeby ktoś powiedział: głosiowałem na wujownię, oszukano mnie, wujownia okazał się tuskiem, teraz już widzę, że za PiS było dobrze - takiego kogoś nie poznałem nigdy (nie twierdzę, że go nie ma). Nigdy też o nim nie słyszałem. Obawiam się, ze zaszczepiona przez ZiS nienawiść do PiS jest tak wielka, że odpycha ona od jakiegokolwiek logicznego myślenia powiązanego z tą nazwą.
Niemniej jednak Nawrocki wybory wygrał (chyba że przyjmiemy wersję Giertycha...), a dwa lata wcześniej suma partii opozycyjnych (dziś koalicyjnych) to było 53,71%, jak jeszcze doliczymy, że na Trzaskowskiego głosuje część wyborców Konfy (raczej 25% niż jak myślą niektórzy 50% albo i 75%), to dojdziemy do 55,5%, które Trzaskowski powinien zgarnąć w II turze. Dostał 49,1%, czyli ok. 6,4% (jw. między 6 a 7%) w 2023 r. wolało którąś z partii opozycji, a w II turze wolało Trzaskowskiego. Jasne, ktoś umrze, ktoś nabędzie prawa wyborcze, ktoś nie pójdzie, ktoś pójdzie, kto nie poszedł wcześniej itd., ale dla uproszczenia przyjmujemy tzw. swing, czyli efektywny przepływ i on wynosi między 6 a 7%. Od 2025 r. to Tusk i jego koalicja muszą ich z powrotem pozyskiwać, partie szeroko pojętej prawicy wystarczy, że ich nie stracą.
Tak, być może różnica jest taka, że o co innego chodzi w wyborach parlamentarnych a o co innego w prezydenckich. Do tego jeszcze dochodzi taki niuans, że w prezydenckich liczą się głosiujący a w parlamentarnych jeszcze dodatkowo partie, politycy, łapówki, zastraszenia, zdrady, kontrakty itd. Dlatego było możliwe to, co się stało z Nawrockim a co mnie powstrzymuje od optymizmu w sprawie sejmu. No, ale nie mam żadnych argumentów poza moimi żalami, więc wycofuję się z rozmowy.
W wyborach 2019 r. i prezydenckich 2020 r. różnice były minimalne - przynajmniej jak chodzi o wynik PiS i Bosaka, po tamtej stronie Hołownia, który nie startował w 2019 r. zgarnął wyborców PSL i częściowo PO, z kolei Trzaskowski zgarnął lewicowych - ale ogólna proporcja PiS + Konfa vs. obecna koalicja była bardzo zbliżona.
I jeszcze migawka z ostatnich lat:
Sejm 2023: PO + Lewica + TD = 53,71%, PiS + Konfa = 42,54%
PE 2024: PO + Lewica + TD = 50,27%, PiS + Konfa = 48,24%
I tura 2025: PO + Lewica + TD = 46,53%, PiS + Konfy = 51,46% (nawet bez doliczania Stanowskiego, Bartoszewicza czy Wocha)
Poparcie dla KO w grupie 50+ jest stałe i stabilne.
Będą umierać z imieniem Tuska na ustach niczym mordowani przez NKWD komuniści krzyczący "Za Stalina!" Jak powiedział pewien jego poprzednik: Point de rêveries, messieurs.
Dokładnie. Wystarczy, że są przepływy na linii głosujący/niegłosujący. To jest pod 10 milionów ludzi.
W głosiujący -> niegłosiujący uwierzę. W ZiS -> PiS nie.