Oglądałem kilka dni temu dokument "Ennio", w którym kompozytor mówi, że"Misja" dzieje się w połowie XVIII wieku, więc w kompozycji do niej używał typowych dla tej epoki ozdobników muzycznych takich jak: przednutka długa, przednutka krótka, mordent podwójny, podwójny obiegnik. O czym mowa? http://saksofon.pl/ozdobniki-melodyczne/
Postać Morricone uważam za "inspirujący mózgotrzep", bo facet całe życie był niedoceniany, co go tylko stymulowało do ciągłego ulepszania swojego warsztatu.
Porównuję z Benignim, który dostał Oskara dość wcześnie i potem nic ważnego już nie dał rady stworzyć.
Plus że Maestro Morricone pracował z ludźmi zupełnie mu przeciwnymi ideologicznie, ale bliskimi artystycznie, jak Bellocchio, przy filmach tak bluźnierczuch jak "Pięści w kieszeni".
@Urodziny powiedział(a):
Oglądałem kilka dni temu dokument "Ennio", w którym kompozytor mówi, że"Misja" dzieje się w połowie XVIII wieku, więc w kompozycji do niej używał typowych dla tej epoki ozdobników muzycznych takich jak: przednutka długa, przednutka krótka, mordent podwójny, podwójny obiegnik. O czym mowa? http://saksofon.pl/ozdobniki-melodyczne/
Postać Morricone uważam za "inspirujący mózgotrzep", bo facet całe życie był niedoceniany, co go tylko stymulowało do ciągłego ulepszania swojego warsztatu.
Porównuję z Benignim, który dostał Oskara dość wcześnie i potem nic ważnego już nie dał rady stworzyć.
Plus że Maestro Morricone pracował z ludźmi zupełnie mu przeciwnymi ideologicznie, ale bliskimi artystycznie, jak Bellocchio, przy filmach tak bluźnierczuch jak "Pięści w kieszeni".
@Urodziny powiedział(a):
Oglądałem kilka dni temu dokument "Ennio", w którym kompozytor mówi, że"Misja" dzieje się w połowie XVIII wieku, więc w kompozycji do niej używał typowych dla tej epoki ozdobników muzycznych takich jak: przednutka długa, przednutka krótka, mordent podwójny, podwójny obiegnik. O czym mowa? http://saksofon.pl/ozdobniki-melodyczne/
Postać Morricone uważam za "inspirujący mózgotrzep", bo facet całe życie był niedoceniany, co go tylko stymulowało do ciągłego ulepszania swojego warsztatu.
Porównuję z Benignim, który dostał Oskara dość wcześnie i potem nic ważnego już nie dał rady stworzyć.
Plus że Maestro Morricone pracował z ludźmi zupełnie mu przeciwnymi ideologicznie, ale bliskimi artystycznie, jak Bellocchio, przy filmach tak bluźnierczuch jak "Pięści w kieszeni".
Morykoni był niedoceniany? Ciekawe, nie znałem.
No, światowo na pewno, bo dostał Oskara przy jednej z ostatnich, jakiejś 444 filmowej kompozycji, a z amerykańskich filmowych kompozycji to by było że przy 40 którymś.
Miał też kompleks wobec swojej rodzimej grupy muzyków akademickich i eksperymentalnych, bo zajął się muzyką użytkową, a nie eksplorował strukturę dźwięku razem ze swoim profesorem z akademii Goffredo Petrassim.
Ciekawe które z jego kompozycji ceni @rozum.von.keikobad?
Ja nie lubię instrumentów z lat 60, których używał, ich nadmiaru, przy jednoczesnym braku wgryzienia się w ich realne zapotrzebowanie (zabrzmi jak przypierdalactwo, ale na przykład komponował do westernów, a nie stworzył kompozycji w którą by dźwięk strzałów jakoś oryginalnie wplótł). Reprezentują dla mnie taki przesyt brzmienia i rozbicie z jakimi mi się kojarzy Symfonia Dziecięca ojca Mozarta.
Tylko ścieżkę do The Thing cenię. Łączy prostotę z wyobraźnią, redukuje brzmienie carpenterowskie w taki sposób jak na przykład nie potrafił wtedy próbujący podłapać elektronikę Howard Shore (któremu ciężko przychodziło aż takie uproszczenie swojego warsztatu i twkił w pojedyńczych rozwiązaniach a la Bernard Herrmann z Psychozy - poza Skanerami, gdzie Shore motywy psychozowe połączył z industrialowymi dźwiękami). W The Thing muzyka Morykoniowa jest dopasowana do pustki przestrzeni, pod którą Coś tętni.
Polecam przy okazji inny dokument: "Znaki Pana Śliwki", o innym artyscie z drugiej połowy XX wieku, który jak Morricone "zdradził" sztukę (malarstwo) na rzecz prac użytkowych (znaków graficznych, których 400 coś stworzył - w tym najbardziej rozpoznawalną skarbonkę PKO). Jest w tym dokumencie też warstwa fabularna z bardzo ciepłym portretem małej polskiej rodziny z okresu transformacji, bo Pan Śliwka dokumentował wspólny czas z żoną i córką i ich wzajemne wyznania miłosne, drobne uszczypliwości, w końcu smutek po śmierci żony i zaprzestanie projektów, a wszystko zostało wplecione umiejętnie w ten dokument.
Z ciekawostek i mózgotrzepów to Pan Śliwka miał tylko jedno oko sprawne.
W kwestii sprawnych oków, to dla mnie swego rodzaju sui generis mózgotrzepem jest pan Bronisław Wojciech Linke, którego opera magna poznaliśmy dzięki poecie Kaczmarskiemu. Otóż był on generalnie ślepy i widział jakby przez trzy niewielkie dziurki. No i zmalował co zmalował.
Komentarz
No przecież stoi namazane, że zależy czem postukuje!
Oglądałem kilka dni temu dokument "Ennio", w którym kompozytor mówi, że"Misja" dzieje się w połowie XVIII wieku, więc w kompozycji do niej używał typowych dla tej epoki ozdobników muzycznych takich jak: przednutka długa, przednutka krótka, mordent podwójny, podwójny obiegnik. O czym mowa? http://saksofon.pl/ozdobniki-melodyczne/
Postać Morricone uważam za "inspirujący mózgotrzep", bo facet całe życie był niedoceniany, co go tylko stymulowało do ciągłego ulepszania swojego warsztatu.
Porównuję z Benignim, który dostał Oskara dość wcześnie i potem nic ważnego już nie dał rady stworzyć.
Plus że Maestro Morricone pracował z ludźmi zupełnie mu przeciwnymi ideologicznie, ale bliskimi artystycznie, jak Bellocchio, przy filmach tak bluźnierczuch jak "Pięści w kieszeni".
Odpalić filmik, żeby był ruchomy, przez 20 sekund wpatrywać się w środek górnego obrazka, potem przenieść wzrok na Vana Gogha.
I co?
I jajco
Można se patrzeć, patrzeć, jak szpak na czereśnie. I tyle z tego
Zegarmistrze nie znikli. W moim (powiatowym) mieście są dwaj. U jednego była nawet lekcja poglądowa dla dzieci ze szkoły specjalnej. W Lublinie (stolicy województwa) jest podobno około 20. Charakterystycznym punktem jest zakład z Murzynkiem na szyldzie w Śródmieściu. Wywiad z właścicielem:
https://www.dziennikwschodni.pl/artykul/382747,dusze-zaklete-w-zegarkach-historia-lubelskiego-murzynka
U nas też są. Dzięki temu udało się nam naprawić zegar wiszący zamiast kupować nowy.
...mam najbliżej z buta, więc czasem zachodzę
Złoto!!!

.
.
.
👣
🐾
🐾
Morykoni był niedoceniany? Ciekawe, nie znałem.
No, światowo na pewno, bo dostał Oskara przy jednej z ostatnich, jakiejś 444 filmowej kompozycji, a z amerykańskich filmowych kompozycji to by było że przy 40 którymś.
Miał też kompleks wobec swojej rodzimej grupy muzyków akademickich i eksperymentalnych, bo zajął się muzyką użytkową, a nie eksplorował strukturę dźwięku razem ze swoim profesorem z akademii Goffredo Petrassim.
Ciekawe które z jego kompozycji ceni @rozum.von.keikobad?
Ja nie lubię instrumentów z lat 60, których używał, ich nadmiaru, przy jednoczesnym braku wgryzienia się w ich realne zapotrzebowanie (zabrzmi jak przypierdalactwo, ale na przykład komponował do westernów, a nie stworzył kompozycji w którą by dźwięk strzałów jakoś oryginalnie wplótł). Reprezentują dla mnie taki przesyt brzmienia i rozbicie z jakimi mi się kojarzy Symfonia Dziecięca ojca Mozarta.
Tylko ścieżkę do The Thing cenię. Łączy prostotę z wyobraźnią, redukuje brzmienie carpenterowskie w taki sposób jak na przykład nie potrafił wtedy próbujący podłapać elektronikę Howard Shore (któremu ciężko przychodziło aż takie uproszczenie swojego warsztatu i twkił w pojedyńczych rozwiązaniach a la Bernard Herrmann z Psychozy - poza Skanerami, gdzie Shore motywy psychozowe połączył z industrialowymi dźwiękami). W The Thing muzyka Morykoniowa jest dopasowana do pustki przestrzeni, pod którą Coś tętni.
Polecam przy okazji inny dokument: "Znaki Pana Śliwki", o innym artyscie z drugiej połowy XX wieku, który jak Morricone "zdradził" sztukę (malarstwo) na rzecz prac użytkowych (znaków graficznych, których 400 coś stworzył - w tym najbardziej rozpoznawalną skarbonkę PKO). Jest w tym dokumencie też warstwa fabularna z bardzo ciepłym portretem małej polskiej rodziny z okresu transformacji, bo Pan Śliwka dokumentował wspólny czas z żoną i córką i ich wzajemne wyznania miłosne, drobne uszczypliwości, w końcu smutek po śmierci żony i zaprzestanie projektów, a wszystko zostało wplecione umiejętnie w ten dokument.
Z ciekawostek i mózgotrzepów to Pan Śliwka miał tylko jedno oko sprawne.
W kwestii sprawnych oków, to dla mnie swego rodzaju sui generis mózgotrzepem jest pan Bronisław Wojciech Linke, którego opera magna poznaliśmy dzięki poecie Kaczmarskiemu. Otóż był on generalnie ślepy i widział jakby przez trzy niewielkie dziurki. No i zmalował co zmalował.
nawet przeWIDZIAŁ zeszmacenie pokojowego nobla przez wręczenie go trampowi
